Małe wojny w dużym pokoju

0

Małe wojny w dużym pokoju

     Trudno oprzeć się wrażeniu, że nasza świadomość narodowa polega przede wszystkim na przekonaniu, iż w obrębie naszej szerokości geograficznej szczęście jednostki niesie za sobą szereg skutków ubocznych odbijających się na samopoczuciu ogółu społeczeństwa. Świadomość ta świadczy nie tylko o dojrzałości, ale również o roztropności w codziennym postępowaniu, dostosowaniu się do obowiązujących społecznych standardów, których złamanie karane jest dziś szybko – zwłaszcza w dobie szerokopasmowego Internetu.

       Niczego odkrywczego nie ma w stwierdzeniu, że sukces naszego rodaka jakoś diabelsko boli, uwiera, niekomfortowo czujemy się z myślą, że to jemu się udało – nie nam (przy czym określenie „udać się” jest tu użyte nie bez znaczenia – ponieważ on nie osiągnął tego rzecz jasna własną pracą, talentem, wysiłkiem i wyrzeczeniami – jemu się po prostu UDAŁO). Nasza religijność pomaga nam na szczęście i w tych trudnych sytuacjach, wierzymy bowiem w to, że odpowiednia ilość wieczornych modlitw spowoduje, że sąsiadowi dobrze prosperująca firma jednak w końcu padnie, a jeszcze długi zostaną – co za tym idzie, łatwiej nam żyć z faktem, że tacy bezradni to w sumie nie jesteśmy i tak naprawdę sukces oraz życiowy los sąsiada, to trochę w naszych rękach (złożonych) leży.

      O bezradności nie ma więc mowy, zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z osobami publicznymi. Nawet największy sukces aktora, muzyka, dziennikarza, pisarza, reżysera możemy znieść tylko dzięki kilku epitetom, wyzwiskom skierowanym w jego kierunku za pośrednictwem portalu internetowego. Jakoś nam łatwiej, ulgę wtedy czujemy, możemy wstać od komputera z poczuciem dobrze wypełnionego obywatelskiego obowiązku, mając przy tym poczucie łaskawości Juliusza Cezara, bo przecież można było jeszcze bardziej „pocisnąć”.

      Ta polska wątpliwa życzliwość, choć trochę stereotypowa i rozdmuchana, ma jednak swoje silnie historyczne i empiryczne zakorzenienie. Zdarzają się mimo wszystko chwile w miodnej krainie, w których przestajemy jednoczyć się w bólu, niechęci i nienawiści, a zaczyna łączyć nas sukces osiągany przez polskich sportowców na arenie międzynarodowej. Nie ma tu nawet szczególnego znaczenia, czy wygrywa reprezentacja Polski w sporcie drużynowym (siatkówki, piłki ręcznej, a nawet piłki nożnej – legenda głosi, że kiedyś coś wygraliśmy), czy nasz indywidualny reprezentant z orzełkiem na piersi. Nieważne, sukcesy polskich sportowców jakoś dowartościowują nas wszystkich – odzywa się w nas solidarność i tożsamość narodowa z lekkim nawiązaniem do historii – wygrana z Niemcami i Rosjanami smakuje przecież najlepiej. Siadamy przed telewizorem i szykujemy się jak do wojny. Sięgamy pamięcią do klęsk poniesionych z naszymi sąsiadami i tym samym zwiększamy rangę wydarzenia – nawet gdy bez tego jest ona duża. Nie wspominam już więc o napięciu i powadze sytuacji, gdy reprezentacja Polski spotyka się z reprezentacją Rosji na Mistrzostwach Europy w piłce nożnej, czy w końcowej fazie Mistrzostw Świata w piłce siatkowej, ale potrafi ekscytować nas choćby starcie polsko – rosyjskich II- ligowych drużyn krykieta (zakładając oczywiście, że takowe istnieją) i nie widzimy niczego groteskowego w tym, by nadać im jednocześnie miano rewanżu za rozbiory.

        Sport leczy nasze rany, kompleksy i wszelkie dotychczasowe niepowodzenia związane z naszą pozycją polityczno – militarną. Gdy Justyna Kowalczyk zdobywa kolejne punkty w Pucharze Świata nie drżymy, że zarobi więcej niż my przez miesiące pracy. Kiedy Robert Kubica w F1 stawał się coraz bardziej realnym kandydatem do tytułu Mistrza Świata (gdyby tylko kurczę Ferrari jeździł) nie cierpieliśmy na bezsenność, że stanie się bogatszy niż całe drzewo genealogiczne naszej rodziny. Czujemy się dumni, że Polska potęgą i wszyscy mogą nam buty czyścić.

          „Nie wzięli pod uwagę naszych interesów w rozmowach na temat gazociągu północnego? Tak? Dobrze! No to w takim razie Małysz na konkursie w Planicy im pokaże!”

           „Nie potrafimy wpłynąć na Rosję, by oddała Krym? No to Wlazły, Winiarski i Zagumny nauczą ruskich kultury!”

          Dziś nadarzają się kolejne okazje tych sportowo – patriotycznych uniesień. Ubiegłej zimy, zwłaszcza za sprawą Kamila Stocha. Jego sukces nie skończył się na zdobyciu olimpijskiego złota. Miło było przecież patrzeć na szachownicę lotniczą na rosyjskim niebie, a jeszcze z większą satysfakcję czuliśmy słuchając Mazurka Dąbrowskiego na rosyjskiej ziemi. Niedawna wygrana z Rosją na Mistrzostwach Świata w siatkówce smakowała równie świetnie, co końcowy sukces – złoty medal.

           Jest coś jeszcze.

      Deklasacja rywali daje bowiem kolejny zastrzyk naszej narodowej dumie, jednoczy nas na tyle, że zatwardziały sympatyk PO jest w stanie przybić sobie „piątkę” z wyznawcą teorii zamachu smoleńskiego – bez konsekwencji, że ten drugi po usłyszeniu dźwięku będącego wynikiem przybicia owej „piątki” zmarszczy brwi, zmruży oko i nie zastanowi się czy przypadkiem znów nie „słychać strzałów”.

http://nonkonformista13.blogspot.com/

Poprzedni artykułReprezentacja Polski w siatkówce po raz drugi Mistrzami Świata
Następny artykułNa progu przełomu
Mariusz Miszczuk
Mariusz Miszczuk to urodzony w Białej Podlaskiej bloger, absolwent studiów filologicznych i politologicznych (specjalność marketing polityczny). Od lat zajmujący się publicystyką i oceną polskiej sceny politycznej. Nie ukrywa przy tym krytyki wobec permanentnemu jej zabetonowywaniu. W swojej pracy magisterskiej pod tytułem: "Walka o dominację na polskiej scenie politycznej pomiędzy Prawem i Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską RP w latach 2005-2010" opisywał proceder umyślnego wzbudzania konfliktów w celu podziału elektoratu na dwie części, wpędzaniu przy tym wyborców w pułapkę pozornego wyboru. Kończąc administrację (specjalność bezpieczeństwo wewnętrzne) nadal poszerzał swą wiedzę na temat systemu i prawa RP. Od 2009 roku prowadzi blog nonkonformista13, w którym w sarkastyczny sposób ocenia społeczno-polityczną rzeczywistość. W 2011 roku nominowany do Nagrody Głównej BLOG ROKU 2011 i tytułu najlepszego bloga w kategorii "Polityka i Społeczeństwo". Poprzez swoje publikacje stara się nie tylko zmuszać do refleksji, ale również zniechęcać do konformistycznej postawy. Przyświeca mu idea: "Kiedy wszyscy wokół Ciebie równiuteńko idą, Przyjacielu Ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość."

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here