Krzysztof Fabijański: warto znaleźć swój własny, mały „kawałek sztuki”

0
Żródło: pbd.pl

Żeby sztuka (szczególnie młodych artystów) mogła zastąpić reprodukcje w naszych mieszkaniach – rozmowa z Krzysztofem Fabijańskim, marszandem polskiej sztuki współczesnej, właścicielem Galerii „Stalowa” w Warszawie.

Karol Czejarek: – Szanowny Panie, od dłuższego już czasu otrzymuję od Pana – konkretnie od Pańskiej Galerii – której, jak się okazało, jest Pan właścicielem – zaproszenia na wernisaże wystaw indywidualnych i zbiorowych, na targi sztuki, w których Galeria bierze udział. Dotarły do mnie informacje, że organizujecie również plenery malarskie. Zobaczyłem też, że wydajecie „swoim” artystom wspaniałe katalogi, a nawet organizujecie licytacje dzieł sztuki online (z transmisją wideo w czasie rzeczywistym). To wszystko spowodowało, że któregoś dnia z żoną odwiedziłem Galerię. Zrobiła na nas kolosalne wrażenie. Macie piękną, przestronną salę wystawową, przez okna od strony ulicy widać prezentowane wewnątrz dzieła; mieścicie się w pięknym, nowoczesnym domu. Uderzył nas – mówiąc krótko – Państwa profesjonalizm w każdym calu, w każdym podejmowanym działaniu. I także to, że wszystko dzieje się na warszawskiej Pradze-Północ, w dzielnicy, która w opinii wielu warszawiaków, przez całe lata nie cieszyła się najlepszą opinią.

Proszę powiedzieć, skąd pomysł Pańskiego (bardzo jak dotąd udanego) przedsięwzięcia? Tym bardziej, iż nie jest Pan „Prażaninem”, a nawet urodzonym warszawiakiem; jak doszło do powstania Galerii, która dziś promieniuje na całą stolicę i poza nią? Znana jest też za granicą! Co jeszcze dodałby Pan do mojego „wprowadzenia” o Galerii? Chęć przedstawienia jej przeze mnie Czytelnikom PD jest wyłącznie moją inicjatywą, całkowicie bezinteresowną. Raczej z intencją, by tego rodzaju „centrów” artystycznych było w Polsce jak najwięcej; aby w mieszkaniach pojawiły się – w miejsce popularnych wciąż reprodukcji – oryginalne dzieła współczesnej sztuki polskiej! Aby rozwijał się także sponsoring prywatny w naszym kraju – (podobnie jak na całym świecie ) – nad artystami, a szczególnie młodymi.

Krzysztof Fabijański: – Panie redaktorze, bardzo dziękuję za chęć bezinteresownego przybliżenia PT Czytelnikom Przeglądu Dziennikarskiego idei przyświecającej powstaniu warszawskiej Galerii Sztuki „Stalowa”!

Proszę zatem przedstawić się Czytelnikom.

– Mam 67 lat. Urodziłem się w Zamościu w 1951 roku. Sztuką interesowałem się od młodych lat – mam za sobą dwuletni epizod studiów na Wydziale Historii Sztuki lubelskiego KUL (lata 1969-1971), ukończyłem jednak studia magisterskie na Wydziale Prawa i Administracji UMCS w Lublinie. Przez kilka lat pracowałem w Urzędzie Miasta Zamościa, ale pod koniec 1980 roku zostałem zwolniony jako „niepewny element”. Przez blisko następnych 10 lat prowadziłem małą gastronomię, pracowałem dorywczo za granicą przy sprzątaniu i drobnych remontach. Od początku transformacji założyłem i nadal prowadzę własną firmę z branży bieliźniarskiej (założona w 1990 roku firma Solo, która pod własną marką „Viki” produkuje biustonosze), a blisko 6 lat temu uruchomiłem w samym sercu starej Pragi Północ przy ulicy Stalowej 26 galerię sztuki, którą nazwałem po prostu „Stalowa” (od nazwy jednej z najstarszych praskich ulic).

– I właśnie tej „Stalowej” chciałbym poświęcić naszą rozmowę! Dlatego, że swoją działalnością – nie tylko popierającą twórców (w tym szczególnie młodych artystów), ale też upowszechniającą na szeroką skalę sztukę – przyciągnął Pan i mnie w swoje progi. Proszę powiedzieć, jak konkretnie doszło do powstania „Stalowej”.

– Droga do własnej galerii była stosunkowo długa, chociaż z perspektywy lat widać, że powstanie jej było tylko kwestią czasu. Pod koniec lat 90. ub. wieku zacząłem odwiedzać muzea i galerie sztuki w Polsce i za granicą, a potem pomału, z początku nieśmiało – także kupować obrazy współczesnych twórców, zwłaszcza związanych z lubelskimi galeriami sztuki. Wielokrotnie bywałem na wernisażach, spotkaniach z artystami, odwiedzałem ich podczas plenerów i zaglądałem do pracowni. Postanowiłem pogłębić i usystematyzować wiedzę o rynku sztuki współczesnej. W 2009 roku ukończyłem w Krakowie studia podyplomowe na kierunku „Rynek sztuki i antyków”. Bardzo inspirujące studia, dające wiele radości, a zarazem sporo wiedzy fachowej z zakresu funkcjonowania rynku sztuki, technik plastycznych, historii sztuki. Poznałem wielu wspaniałych artystów, kolekcjonerów, wykładowców, właścicieli galerii i domów aukcyjnych. Zacząłem coraz głębiej wsiąkać w wernisażowo-plenerowo-kolekcjonerską przygodę.

– Rzeczywiście przebył Pan niezwykła „drogę” – od firmy bieliźniarskiej do promocji sztuki! Niesamowite, a jednocześnie bardzo ciekawe. Świadczy o tym, że jak się chce – to można. Gratuluję Panu tego „ciągu” do zajmowania się w życiu czymś głębszym. Gdyby w przeszłych wiekach nie było takich, jak Pan, nie mielibyśmy dzisiaj „historii sztuki”, architektury, tylu wspaniałych zabytków. Czyli tego wszystkiego, co kształtuje naszą wyobraźnię, ale wyrosłą na tradycji. Interesuje mnie, jak jednak konkretnie zadomowił się Pan w tym, co Pan dzisiaj robi – sprzedaje sztukę, promuje artystów, kształtuje gusta swych klientów, przyciąga ludzi na „Stalową”.

– Poprzez zaprzyjaźnionego właściciela lubelskiej Galerii Wirydarz, Piotra Zielińskiego, poznałem wielu znakomitych artystów. Spotykaliśmy się wielokrotnie przy okazji różnych wernisaży i kolacji plenerowych. Pod koniec sierpnia 2011 roku na kolejnej biesiadzie kończącej plener w Nałęczowie jeden z artystów oświadczył, że za kilka dni wybiera się na plener zagraniczny. Zapytał, czy nie odwiedziłbym z moją żoną Janeczką plenerowiczów. Nie trzeba nas było długo namawiać… Polecieliśmy na ostatni tydzień pleneru, który na Syros – głównej wyspie Cyklad – po raz kolejny organizował niestrudzony Stanisław Głaz z Krakowa. Zastaliśmy grono wspaniałych ludzi, którzy niemalże w rodzinnej atmosferze żyli niespiesznie, tworzyli, zwiedzali, odpoczywali i cieszyli się życiem. Byliśmy oczarowani tą sytuacją, a długie, popołudniowe rozmowy na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Tydzień szybko minął, a wspomnienia pozostały. Pojawiła się chęć ponownego przeżycia tej specyficznej plenerowej atmosfery, ponownego spotkania zaprzyjaźnionych artystów. I postanowiliśmy – organizujemy własne plenery zagraniczne!

– To proszę opowiedzieć, jak było „z tymi własnymi” plenerami? Jaka idea Wam przyświecała, skąd wzięliście na to pieniądze? Może wtedy tą drogą zarazimy w Polsce jeszcze więcej takich, jak Pan do działania na rzecz sztuki?

– Zależało nam, żeby łączyć ludzi w różnym wieku, z różnymi zapatrywaniami na sztukę, z różnym bagażem doświadczeń, uprawiających wiele gatunków sztuki, ale jednocześnie takich, którzy dobrze się czują w grupie. Pierwszy wylot nastąpił w drugiej połowie maja 2012 roku do Sharm El Sheikh w Egipcie. Porządny hotel z opcją all inclusive, ciepłe morze, wspaniała rafa koralowa, wycieczki pod piramidy i do Jerozolimy; ponadto codzienne rozmowy, wspólne na ogół posiłki – to wszystko pozwoliło nam lepiej poznać się, dobrze odpocząć, tworzyć, a przede wszystkim miło spędzać czas.

– I co było dalej?

– Po kilku miesiącach nastąpił kolejny wyjazd z nową grupą artystów – tym razem do Turcji. Na miejsce pleneru wybrałem Kemer, z uwagi na doskonałe położenie – nad samym morzem, a zarazem u stóp gór. Tutaj także mieszkaliśmy w bardzo dobrych warunkach. Zażywaliśmy kąpieli w ciepłym morzu, nieskończenie długo rozmawialiśmy ze sobą, spacerowaliśmy, a… wspaniałe wypady do Kapadocji, a potem do Pammukale stały się inspiracją do powstania wielu nowych fantastycznych prac. W każdym razie efekty tego dwutygodniowego wyjazdu były imponujące.

– Któregoś dnia powiedział mi Pan, że kolejnym miejscem była grecka wyspa Zakynthos.

– Tak, to był rok 2013. Plener odbył się w czerwcu, żeby nie było zbyt gorąco. Dwa pracowite tygodnie spędziliśmy w hotelu „Admiral” w miejscowości Tsilivi. Po doświadczeniach z poprzednich plenerów zmieniłem nieco formułę na bardziej ambitną. Plener połączony został z sympozjum. Każdy z uczestników przygotował prezentację multimedialną na temat własnej twórczości. Mogę powiedzieć, że wszyscy stanęli na wysokości zadania. Wieczorne prezentacje, a po nich długie dyskusje stały się jednym z ciekawszych i przyjemniejszych punktów wyjazdu. Okazało się, że pomimo iż uczestnicy znali twórczość pozostałych osób, to dopiero osobisty przekaz pozwolił na poznanie drogi artystycznej, inspiracji, przemyśleń i pełne zrozumienie motywów decydujących o końcowym efekcie procesu twórczego. Dobrze się też stało, że na plenerze spotkali się artyści w bardzo zróżnicowanym wieku, reprezentujący różne ośrodki artystyczne z całej Polski. Nawiązane podczas pleneru znajomości i przyjaźnie zaowocowały wspólnymi projektami wystawienniczymi.

– Proszę powiedzieć, jak wygląda „zwykły” dzień pracy na takim plenerze?

– Biorący w nim udział artyści przyjęli różne metody pracy – jedni systematycznie rysowali, malowali, fotografowali, a inni bardziej chłonęli atmosferę greckiej wyspy, robili szkice i znakomite zdjęcia. Po powrocie do Polski, zainspirowani przepięknymi widokami i samym klimatem Egiptu, Turcji i Zakynthos, stworzyli wiele wspaniałych prac, których skromna część zaprezentowana została na wystawie poplenerowej w Galerii „Stalowa” w październiku 2013 roku. Wystawie towarzyszyły dwa starannie wydane katalogi.

– Przejdźmy do historii Galerii. Jak doszło do jej powstania w tym miejscu, gdzie jest teraz?

Pod koniec roku 2012 zacząłem się rozglądać za odpowiednim lokalem, w którym mógłbym otworzyć własną galerię sztuki współczesnej. Poszukiwania uwieńczone zostały sukcesem. Ulica Stalowa 26 na warszawskiej Pradze – bingo! Lokal przestronny, posiadający kilkunastometrowej długości okna wystawowe od ulicy. Kapitalny remont trwał do końca kwietnia 2013 roku. Dyrektorem artystycznym został znany krytyk sztuki, autor setek publikacji i wydawnictw – Krzysztof Stanisławski.

– Ruszyliście 10 maja 2013 roku?

– Pierwsza wystawa – Edward Dwurnik; kolejna – Ryszard Grzyb, potem odbył się salon letni, a we wrześniu – prezentowała się Julita Malinowska. Plany wystawiennicze mieliśmy i mamy do dziś – bardzo ambitne.

– To w pełni potwierdzam! Oprócz wystaw indywidualnych i zbiorowych zwłaszcza młodych twórców, organizowaliście i nadal organizujecie wystawy poplenerowe, aukcje młodej sztuki, bierzecie udział w krajowych i zagranicznych targach sztuki.

– Zgadza się! Równie ważna jest dla mnie wizualna strona drukowanych przez nas katalogów. Od samego początku działalności Galerii „Stalowa” stosujemy jednorodną identyfikację wizualną. Wszystkie materiały drukowane oraz gadżety zawierają szare, prostokątne logo galerii, które powstało z przetworzenia litery „O” w nazwie „Stalowa”.

– Prezentując Pańską Galerię, chciałbym od siebie dodać, co mi najbardziej w Pańskiej działalności imponuje…

– No bardzo jestem ciekaw, co? A w ogóle to wdzięczny jestem, że poświęcił nam Pan swój czas. Nie spodziewałem się, że ktoś, kto zajmował się kiedyś „plastyką” na szczeblu ministerialnym, a potem szefował stołecznemu Wydziałowi Kultury, w ogóle zauważy i doceni moją działalność. Zatem, co szczególnie docenia Pan w naszej pracy?

– To, że dziś Galeria „Stalowa” w szczególności zajmuje się polskim młodym malarstwem. Że Waszym głównym założeniem stała się chęć zapewnienia profesjonalnych warunków promocji młodym artystom, a zwłaszcza malarzom. Że zapraszacie twórców do wzięcia udziału w wystawach indywidualnych oraz zbiorowych, opatrzonych katalogiem i tekstem kuratorskim! Że wspieracie również początkujących malarzy. Że organizujecie plenery dla studentów wydziałów malarstwa, tzw. „Kazimierską Pleneriadę Uczelni Artystycznych”. Że skupiacie się również na edukacji i integracji różnych środowisk twórczych, w celu poznania i wsparcia najwybitniejszych studentów malarstwa! Wreszcie doceniam i to, że prace powstałe podczas Pleneriady są prezentowane na wystawie popleneriadowej w Kazimierzu Dolnym oraz w siedzibie Galerii!

– Czy mogę do tego jeszcze coś dodać?

– Ależ – nawet proszę Pana o to.

– Jeśli Pan pozwoli, to „nieskromnie” dodam, że przez blisko 6 lat istnienia Galerii, oprócz kilkudziesięciu wystaw indywidualnych i zbiorowych, udało się nam zorganizować trzydzieści sześć „Stalowych” Aukcji Sztuki! Podczas aukcji stacjonarnych, tzw. „młotkowych” w siedzibie galerii, można było równocześnie licytować za pośrednictwem Internetu w czasie rzeczywistym, a ponadto na żywo śledzić przebieg aukcji na tej samej stronie, na której przebiegała licytacja (stalowa.onebid.pl).

– Zwykle artyści zgłaszają na aukcję nawet kilkaset prac, zatem, jak udaje się Panu zachować mimo to wysoki poziom artystyczny tych aukcji?

– Na nasze aukcje dopuszczamy jedynie wybranych twórców i bardzo starannie selekcjonujemy zgłoszone prace. Sytuacja, w której na naszych aukcjach sztuki aktualnej, ceny wywoławcze, a często również końcowe są tak niskie, budzi jednak mieszane uczucia wśród właścicieli innych galerii i domów aukcyjnych.

– Dobrze, że Pan o tym wspomniał! Niektórzy uważają, że jest to psucie rynku, a sprzedaż prac za cenę 500 PLN lub niewiele wyższą nie pokrywa ani kosztów ponoszonych przez artystów, ani nie daje przyzwoitego dochodu galeriom. Ja jednak popieram Pańską koncepcję, bo ona gwarantuje, że od czasu do czasu mogę za te pieniądze coś nabyć. Pozostanę więc zwolennikiem organizowania tego typu aukcji również dlatego, iż mamy w Polsce miliony mieszkań, w których oprócz wątpliwej wartości artystycznej i estetycznej wydruków oferowanych przez sieci handlowe – na ścianach nie ma nic… Młodzi ludzie na ogół mają już kupione na kredyt mieszkanie, samochód, byli na wczasach w Egipcie – pora zatem, aby mieć własne, oryginalne, jednostkowe i niepowtarzalne dzieło sztuki! I trzeba zrobić wszystko, aby w dobrym tonie było posiadanie dzieła młodego zdolnego malarza, grafika, rysownika, fotografa czy rzeźbiarza. Obcowanie ze sztuką na co dzień daje wiele radości, łagodzi obyczaje, budzi zdrowe zainteresowanie twórczością innych młodych twórców.

– Dziękuję Panu za to wstawiennictwo! Sam od lat o to zabiegam! Oprócz działalności wystawienniczej i aukcyjnej, prowadzimy też szereg działań w kraju i za granicą, które mają na celu promowanie współpracujących z Galerią „Stalowa” artystów oraz popularyzowanie szeroko pojętej sztuki współczesnej.

– Super! A konkretnie przez jakie działania?

– Poprzez m.in. udział w krajowych i zagranicznych targach sztuki – corocznie od 2013 roku w Warszawskich Targach Sztuki w Arkadach Kubickiego oraz w targach ArtVilnius w Wilnie na Litwie. Współpracujemy też z innymi galeriami w kraju i za granicą, jak np. Galerią „Dystans” w Krakowie, Galerią „Pionowa” w Gdańsku, Galerią „Rampa” w Warszawie, Galerią „Artehotel” w Zamościu, Galerią „La Xina Art” w Barcelonie, Galerą „Nielaba” w Bern, Galerią „Meno Parkas” w Kownie czy Galerią „Iaga” w Rumunii. Bierzemy udział we wszystkich edycjach „Nocy Muzeów” oraz „Nocy Pragi”. Zgłaszamy prace współpracujących z Galerią „Stalowa” młodych twórców do udziału w konkursach, przeglądach, wystawach zbiorowych, rankingach popularności (jak chociażby Kompas Młodej Sztuki). Wspieramy też studentów szkół artystycznych poprzez coroczne organizowanie „Kazimierskiej Pleneriady Uczelni Artystycznych” w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą.

– Pozostawiam tę Pańską wyliczankę faktów (imponujących!) bez komentarza. „Czapki z głów”! Proszę jeszcze na zakończenie o kilka zdań na temat Kazimierskiej Pleneriady, bo mało osób o niej słyszało.

-Idea tego projektu zrodziła się z chęci poznania różnych środowisk artystycznych oraz wyłonienia nieznanych dotąd, młodych talentów. Dostrzegłem, że nie ma w zasadzie miejsca, gdzie mogliby spotkać się studenci różnych uczelni artystycznych i wspólnie pracować. Kazimierska Pleneriada jest zatem próbą stworzenia dobrego miejsca, gdzie studenci malarstwa, pod okiem swoich profesorów oraz asystentów, mają możliwość na kreatywną i swobodną wypowiedź twórczą. Ważny jest również dla nas rozwój młodych malarzy, dlatego podczas Pleneriady organizujemy wykłady wielu uznanych profesorów i malarzy, którzy przekazują studentom swoje doświadczenie oraz wiedzę. Nazwa projektu „Pleneriada” nie jest przypadkowa. Łączy w sobie dwoistość pomysłu: z jednej strony studenci uczestniczą w plenerze i malują obrazy, z drugiej – dochodzi pewien element rywalizacji pomiędzy nimi, ponieważ nagradzamy pieniężnie twórców najlepszych prac. Na zakończenie projektu, w Kazimierzu, organizujemy finałową wystawę oraz wernisaż, co dla wielu malarzy jest pierwszą sposobnością do zaprezentowania swoich prac szerszemu gronu. Obrazy powstałe podczas Pleneriad są następnie eksponowane w siedzibie Galerii „Stalowa” w Warszawie.

– Gratuluję tego przedsięwzięcia, ponieważ jest to szczególny projekt skierowany do studentów malarstwa, i cieszy mnie, że w swoich założeniach jest długofalowy.

– Wierzymy, że sprzyja on rozwojowi młodych twórców oraz integruje środowisko artystyczne. Do tej pory zorganizowaliśmy osiem Kazimierskich Pleneriad i planujemy kolejne. Od trzech lat projekt ten jest w głównej mierze finansowany przez utworzoną przeze mnie Fundację Galerii „Stalowa”.

– Widzę, że chce Pan jeszcze coś do tego dodać…

– Otóż, jeśli Pan pozwoli i nie zanudzimy Czytelników PD, dodam jeszcze, że od października 2018 roku istnieje też „Stalowa” Akademia Sztuki, której celem jest przybliżenie „przeciętnemu śmiertelnikowi” sztuki współczesnej, poprzez opowiadanie o zwykłych, otaczających nas na co dzień przedmiotach, które często same w sobie są dziełami sztuki. Pierwszych 9 zajęć z cyklu „(Nie)codzienne dzieła sztuki” prowadzi Pan Jerzy Brukwicki, do 2012 – szef warszawskiej „Galerii Krytyków Pokaz”. W latach 80. współorganizator ruchu kultury niezależnej, współpracownik podziemnych wydawnictw i prasy (NOW-a, Przedświt , PWA, Wybór ). Autor ok. trzystu wystaw w kraju i za granicą.

– Cóż na zakończenie naszej rozmowy można jeszcze powiedzieć? Może to, że zachęcam wszystkich naszych P.T. Czytelników do stałego odwiedzania muzeów, galerii, do uczestnictwa (także w charakterze widza), w aukcjach sztuki. Da to możliwość wyrobienia sobie własnego zdania w tej materii. Zachęcam też do kupowania obrazów (czy innych dzieł sztuki) nie tylko znanych, głośnych, wybitnych artystów (ze względu na nazwisko twórcy). Sugeruję, aby kupować także takie prace, które po prostu się podobają – gdyż „wieszając je w domu” – będziemy przecież obcować z nimi na co dzień. A co chciałby Pan dodać na zakończenie naszej rozmowy?

– Bardzo Panu dziękuję za rozmowę i miłe słowa. Życzę wszystkim czytelnikom „Przeglądu Dziennikarskiego”, aby znaleźli swój własny, mały „kawałek sztuki” i żeby mieli z tego wiele radości!

Poprzedni artykułPółmetek pierwszej kadencji prezydenta Trumpa
Następny artykułLiga Mistrzów: Rewanżowe spotkania w 1/8 finału…
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here