Jestem Dyrektorem Wydziału Kultury m. st. Warszawy! Autobiografia Karola Czejarka, cz. 13

3

Moje marzenie – można tak powiedzieć – SPEŁNIŁO SIĘ! Po dramatycznych przejściach opisanych we wcześniejszych odcinkach – otrzymałem „tekę” dyrektora Wydziału Kultury Stolicy! Z rąk ówczesnego prezydenta m.st. Warszawy Mieczysława Dębickiego, w obecności wiceprezydenta Michała Szymborskiego oraz wszystkich pracowników Wydziału, którym miałem odtąd kierować i licznych zaproszonych gości.

Miało to miejsce 2 stycznia 1985 roku.

Po pewnym czasie, gdy udało mi się ponownie „uruchomić” kabaret Edwarda Dziewońskiego –Wojciech Młynarski w jednym ze swych wierszy (pt. „Życzenia na 70-lecie DUDKA DZIEWOŃSKIEGO”) napisał:

…Słuszna to intuicja,

 Czyń jak radzi myśl szparka,

 Dudku suń jak Alicja

 W tę krainę Czejarka!…

Nigdy osobiście nie poznałem tego NIEZWYKŁEGO POETY i – przyznam – Jego słowa w tym wierszu sprawiły mi niemałą radość. Cieszyłem się, że przyjąłem tę trudną, szczególnie – w latach osiemdziesiątych ub. wieku – funkcję. Bardzo chciałem przyczynić się do złagodzenia rygorów stanu wojennego w obszarze szeroko rozumianej kultury, a przede wszystkim ŚRODOWISKA TWÓRCÓW i warszawskich INSTYTUCJI KULTURY!

Tego zresztą domagali się ode mnie moi społeczni „doradcy”, m.in. Lucjan Kydryński, Andrzej Matynia, dyrektorzy teatrów: Zygmunt Hübner (szef Teatru Powszechnego), Janusz Warmiński (Teatru Ateneum); także późniejszy szef stołecznej Estrady – Zbigniew Adrjański, a nade wszystko Krzysztof Gąsiorowski i Ziemowit Mikołajtis.

Krzysztof Gąsiorowski był wtedy prezesem warszawskiego oddziału ZLP i zastępcą, a potem red. naczelnym kwartalnika „Poezja”! Był WSPANIAŁYM (i takim pozostaje w mojej pamięci do dziś) POETĄ, ESEISTĄ i wielce zaangażowanym DZIAŁACZEM KULTURY. NIGDY się na Nim nie zawiodłem! Podobnie jak na Ziemowicie Mikołajtisie, który tak długo „męczył” mnie, aż w ruinach „starej Gazowni” doszło do zorganizowania wielkiej wystawy poświęconej Powstaniu Warszawskiemu! Byli wtedy: Krzysztof – przewodniczącym, a Ziemowit – wiceprzewodniczącym Komisji Kultury st. Rady Narodowej.

Takich DZIAŁACZY było wielu (stanowili oni siłę napędową mojego działania), dość wymienić kilka znakomitych nazwisk: Tadeusz Gadzina (szef Kwartetu Wilanowskiego, z którym marzyliśmy m.in. o międzynarodowym festiwalu „Kwartetów” w Warszawie), Sebastian Lenart (dyr. Staromiejskiego Domu Kultury) ogromnie zaangażowany w działania na rzecz MŁODYCH TWÓRCÓW, wspaniali szefowie warszawskich muzeów: Janusz Durko ( Muzeum m.st. Warszawy) i Janusz Odrowąż – Pieniążek (Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza).

Doskonały na swoim stanowisku był Edward Balcerzak (szef stołecznego Biura Wystaw Artystycznych), znany z wzorowej organizacji cyklu cennych wystaw artystycznych, poszerzania miejsc wystawienniczych i organizacji wielu plenerów. Znakomity udział w tych pracach miały panie: Maria Wollenberg-Kluza, Teresa Jakubowska i Krystyna Mieszkowska-Dalecka.

Wiele długich rozmów odbyłem z liczna grupą artystów, m.in. z Erną Rosenstein, Józefem Szajną, Janem Karczewskim, Janem Choroszuchą, Władysławem Fryczem, Mieczysławem Welterem, Marianem Sztuką, Andrzejem Fogttem, Andrzejem Janotą i Karolem Gramsem.

Dziękuję też p. Erykowi Lipińskiemu (za prężną działalność Muzeum Karykatury) oraz Waldemarowi Dąbrowskiemu, ówczesnemu dyrektorowi Centrum Sztuki „Studio” w PKiN – późniejszemu ministrowi kultury, obecnemu dyrektorowi Teatru Wielkiego – Opery, za ciągłe doskonalenie form organizacyjnych i sukcesy artystyczne swego „Centrum” – jako teatru, estrady koncertowej Orkiestry Jerzego Maksymiuka i salonu sztuki współczesnej (którego twórczą siłą napędową był m.in. Zbigniew Taranienko).

To byli działacze „z prawdziwego zdarzenia”, a jednocześnie wybitni twórcy. Tych, z którymi wtedy współpracowałem, było oczywiście dużo więcej (na niektórych w tym odcinku autobiografii jeszcze się powołam, by za „tamtą” – w latach osiemdziesiątych – współpracę SZCZEGÓLNIE IM PODZIĘKOWAĆ).

Podkreślam, że zawsze korzystałem w trakcie pełnienia swej funkcji z szerokiej współpracy z artystami plastykami, fotografikami, aktorami, księgarzami, kompozytorami, pisarzami, bibliotekarzami. Z ludźmi dobrze znającymi się na kulturze i mającymi autorytet w swoim środowisku.

Byli wśród nich ZNAKOMICI: Wiesław Borowski, szef Galerii Foksal, Zbigniew Lengren, Szymon Kobyliński, Albin Tomaszewski (wybitny rzeźbiarz w szkle); był Stefan Wierzbicki, którego rzeźby w drzewie do dziś można podziwiać w holu Filharmonii Narodowej, był też pan Bronisław Tomecki (art. malarz – pedagog, pracujący w szkołach średnich jako nauczyciel plastyki); byli też profesorowie wyższych uczelni (nie tylko artystycznych), byli także działacze „terenowi” z podwarszawskich ośrodków kultury, dziennikarze, wspaniali aktorzy: Ignacy Gogolewski, Jan Kobuszewski, Mariusz Dmochowski, Krzysztof Kolberger, Roman Wilhelmi. Był dyr. Teatru „Baj” na Pradze – Krzysztof Niesiołowski, Tadeusz Karwański – szef Teatru Kwadrat”, Zygfryd Rekosz – związkowy działacz kultury, był wicedyrektor warszawskiego Domu Książki – Stanisław Zahorodny i… wielu, wielu, naprawdę jeszcze wielu innych.

Do „mojego” Wydziału mógł przyjść KAŻDY, kto chciał pomóc w normalizacji stosunków w środowisku ludzi kultury, złagodzenia odmowy udziału aktorów w występowaniu na scenie itd. itp. (Choć osobiście niechętnie wracam we wspomnieniach do tamtych ponurych czasów, ale takie były! A ja przyjmując stanowisko dyrektora warszawskiej kultury wiedziałem, czemu chcę się poświęcić).

Kolejno próbowaliśmy z p. wiceprezydentem Michałem Szymborskim, jak i z późniejszym prezydentem Jerzym Bolesławskim, we współpracy z moim poprzednikiem Edwardem Krasowskim i Bogdanem Michalskim, w porozumieniu z Komisją Kultury i przedstawicielami związków twórczych, poprawiać warunki dla dalszego rozwoju kultury w stolicy. Bez udziału ogromnej rzeszy działaczy i artystów, także z podwarszawskich powiatów i gmin, bibliotek i domów kultury, księgarzy i muzealników, nie udałoby się zrobić.

Jestem dumny z tego, że udało mi się wtedy przywrócić do życia i to w rozszerzonej formie – Warszawskie Spotkania Teatralne; poprzeć koncepcję Teatru Rzeczypospolitej, na nowo ożywić Salę Kongresową, której piękne wnętrze znów wypełniły koncerty takich sław, jak m.in. Leonard Cohen! (Dodatkowo warszawska Estrada organizowała tego rodzaju przedsięwzięcia także na warszawskim Torwarze);

 

Po długich latach starania udało się wreszcie pozyskać stałą siedzibę dla Warszawskiej Opery Kameralnej (po dawnym STS-ie), kameralnego teatru operowego, do dziś wypełniającego się po brzegi melomanami. (Wdzięczność za to należy się m.in. panu Stefanowi Sutkowskiemu, dyrektorowi tej sceny; także za wprowadzenie do repertuaru wielu zapomnianych oper kameralnych i zainicjowanie w Warszawie Festiwalu „Mozartowskiego”!).

W kioskach po dłuższej nieobecności ponownie pojawił się WARSZAWSKI INFORMATOR KULTURALNY!

Po burzliwych dyskusjach utrzymał się także Teatr „Kwadrat”, a Teatr Narodowy uzyskał nowe pomieszczenia i tym samym „odblokował” działalność „Teatru na Woli”, który ponownie został samodzielną sceną. Działalność rozpoczął Teatr „Mały” w podziemiach Domów Towarowych „Centrum”.

Na znaczeniu też zyskały Teatry: Nowy, Rozmaitości, Dramatyczny oraz sceny na Targówku i Pradze, dzięki dodatkowym środkom na działalność, na niezbędne remonty i doposażenie techniczne. Nie wspominam już o Teatrze Polskim z Kazimierzem Dejmkiem jako dyrektorem naczelnym!

Do „odrestaurowanej” Warszawskiej Jesieni, dołączył wtedy festiwal filmowy, dołączyła ożywiona działalność PKiN (dalej rozwijały się Międzynarodowe Targi Książki; właśnie „w Pałacu” zaczęto też organizować wiele ciekawych wystaw sztuki i nie tylko sztuki, dość przypomnieć np. okazałą prezentację (na którą „waliły” tłumy) „Wiedeń w Warszawie”! Czy prezentację kultury warszawskiej w Moskwie.

Na mapie kulturalnej pojawiły się pierwsze prywatne teatry, jak i galerie sztuki. Z galerią p. Grażyny Haase na czele, czy sceną p. Zofii Kucówny itd. itp.

To tylko część działań, którym swój czas poświęcał wtedy mój Wydział, czyli warszawski Ratusz, kiedy miałem zaszczyt w nim pracować.

Wdzięczny jestem ówczesnym władzom Warszawy za umożliwienie mi TAKIEGO (z rozmachem) działania, łączącego się z zaufaniem do moich ciągle nowych propozycji!

Przy czym – nie po raz pierwszy podkreślę – że nie o chwalenie się ówczesnymi dokonaniami mi chodzi, ani tym bardziej o powrót do obowiązującej wówczas doktryny politycznej. NIE! Chodzi mi o ukazanie PRAWDY – m.in. na moim przykładzie – w walce o powrót – do normalności, w której BEZ KULTURY (traktowanej szeroko i apolitycznie) nie dałoby się dalej „żyć”!

Podziwiałem ludzi, którzy uważali, że bez Kultury (tej pisanej przez duże „K”) nie ma PRAWDZIWEGO człowieczeństwa, ani prawdziwej DEMOKRACJI I PRZESTRZEGANIA PRAW CZŁOWIEKA.

Pracując „w Warszawie”, poznałem BARDZO wielu, artystów, działaczy, w ogóle ludzi, którzy nie dla kariery, nie dla doraźnych korzyści, a Z POTRZEBY SERCA, poświęcali swój czas stołecznej (a przy okazji OGÓLNOPOLSKIEJ) kulturze.

Wdzięczny za to jestem także swoim ówczesnym współpracownikom w Wydziale, z paniami Toczydłowską i Michałowską na czele, (które były moimi zastępczyniami, pierwsza ds. merytorycznych związanych z domami kultury, bibliotekami i ich działalnością, druga ds. ekonomicznych. Ja zaś osobiście wziąłem na siebie sprawy kierowania zawodowymi placówkami kultury, jak i współpracy ze środowiskami twórczymi i ich organizacjami oraz kontakty z innymi Wydziałami Urzędu m. st. Warszawy i władzami DZIELNIC oraz gmin i miast wchodzących wtedy w skład ówczesnego woj. warszawskiego).

Przy czym nadrzędnym celem, jaki sobie z Krzysztofem Gąsiorowskim (jako przewodniczącym Komisji Kultury) wtedy postawiliśmy była organizacja sesji st. rady narodowej poświęconej ówczesnej sytuacji w kulturze i jej rozwoju w stolicy i województwie! I doprowadziliśmy do takiej!

Odbyła się ona 26 marca 1987 roku na temat:

Kierunki rozwoju kultury z uwzględnieniem ochrony zabytków w Warszawie i województwie stołecznym do roku 1995”.

Głos na niej zabierali, m.in.: (chwała im za to!): prof. Bogdan Suchodolski, przew. Narodowej Rady Kultury, Wojciech Siemion jako poseł na Sejm i dyr. „swojego” Teatru „Stara Prochownia”, Szymon Szurmiej, dyr. Teatru Żydowskiego, Aleksander Krawczuk, ówczesny Minister Kultury (jako minister kultury, ale także jako pisarz oraz znawca kultury antycznej); Feliks Ptaszyński – mój zastępca, jako Wojewódzki Konserwator Zabytków, Jan Aniserowicz, art. plastyk, (ZNAKOMITY MALARZ!), ówczesny prezes okręgu warszawskiego ZPAMiG i w imieniu szeroko reprezentowanych na sesji władz Warszawy – wiceprezydent Michał Szymborski oraz Krzysztof Gąsiorowski, jako przew. Komisji Kultury stołecznej Rady Narodowej!

Z ręką na sercu mogę z perspektywy czasu powiedzieć, że WTEDY to było coś znacznie więcej, jak SESJA Rady Narodowej, to był…

SEJM nt. KULTURY!

Taką siłę stanowiła większość uczestników tego wydarzenia. (Radni m.st. Warszawy, władze stolicy i województwa oraz wielu ZAPROSZONYCH NA TE OBRADY wybitnych twórców, reprezentujących nie tylko siebie, ale i swoje środowiska).

Wzruszenie ogarnęło niemal WSZYSTKICH, gdy aktor Teatru Adekwatnego – STANISŁAW BORYŃ – na OTWARCIU SESJI zadeklamował wiersz K.C. Norwida „Promethidion”

… Cóż wiesz o PIĘKNEM?…Kształtem jest miłości:

Kształtem miłości piękno jest – i tyle.

Napisał m.in. C.K. Norwid, że

 Kształtem miłości piękno jest, i tyle,

 Ile ją człowiek oglądał na świecie

 W ogromnym Bogu, albo w sobie – pyle,

 Na tego Boga wystrojonym dziecię,

 Tyle o pięknem człowiek wie i głosi,

 Choć każdy w sobie cień pięknego nosi

 I każdy, każdy z nas, tym piękna pyłem!

 

I tyle, czy aż tyle, ustami pana Borynia – przypomniano na OTWARCIE SESJI definicję NORWIDA o kulturze! (Jeśli ktoś z Państwa – Czytelników mojej autobiografii – tego wiersza nie zna – PROSZĘ, aby zapoznał się z nim w całości! Składa się tylko z 6 zwrotek, kończących się słowami):

 

Bo nie jest światło,

(kultura, nauka, sztuka, sprawiedliwość, demokracja – dodam od siebie – rozszerzając słowa poety)

 by pod korcem stało,

 Ani sól ziemi do przypraw kuchennych,

Bo piękno na to jest, by zachwycało

 Do pracy, praca, by się zmartwychwstało.

 

Do dziś słyszę w uszach pomruk zadumy, jaki wywołały słowa C.K. Norwida. Podkreślam ten fakt, gdyż na sesji poruszono niezwykle odważnie (chyba w następstwie tego wiersza), ale przede wszystkim SZCZERZE – postulaty ludzi kultury tworzących ją i pragnących jej dalszego rozwoju. (Dla opozycji drzwi sesji także były otwarte – dla dyskusji o zadaniach kultury – ale nie dla demonstracji politycznych. Nie skorzystała jednak z tego i nikt z jej przedstawicieli na sesję nie przybył).

Ja osobiście konsekwentnie przestrzegałem w swojej pracy świętości zasady, aby KULTURA BYŁA ZAWSZE PONAD DORAŹNYMI CELAMI POLITYCZNYMI! Gdyż ma służyć wszystkim, bez względu na zapatrywania polityczne, wiek, płeć, czy jakieś inne cechy osobowościowo-społecznościowe. To moje myślenie i działanie przerwała – kilka lat później – pani minister Izabella Cywińska, gdy zwalniała mnie z pracy ( jako dyrektora departamentu książki MKiS) „za brak – jak mi oświadczyła – kompetencji”. (Ale o tym napiszę w następnym odcinku)!

Kontynuuję zatem sprawy, które były poruszone na ówczesnej sesji stołecznej Rady Narodowej.

To była bardzo ważna sesja, jako że wzięli w niej udział również przewodniczący Rad Narodowych stopnia podstawowego, wójtowie gmin i prezydenci miast! A także m.in. dyrektor Zespołu Makroregionalnego przy Radzie Ministrów (Henryk Szponar), kierownictwo delegatury NIK-u, Sądu Najwyższego, Prokuratury Wojewódzkiej, Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych, Izby Skarbowej, Spółdzielczości, Związków Zawodowych i organizacji Młodzieżowych, a także przedstawiciele różnych resortów gospodarczych!

Nie ma bowiem rozwoju kultury, rozwiązywania jej problemów, jeśli nie jest to dokonywane przez szeroki front współdziałających ze sobą podmiotów. Także, a może przede wszystkim – podmiotów finansowych i gospodarczych!

Stąd zadbano też o obecność na Sesji dyrektorów WSZYSTKICH innych Wydziałów Urzędu m.st. Warszawy. Aby każdy z nich bezpośrednio od twórców (nie tylko radnych Komisji Kultury, czy ode mnie) usłyszał, co może DLA KULTURY zrobić! A każdy z nich mógł zrobić BARDZO DUŻO!

Organizując sesję warszawską, skorzystałem z doświadczenia, kiedy podobną organizowałem w Szczecinie, jako dyrektor Wydziału Kultury w PWRN, a przede wszystkim, gdy działałem w Szczecińskim Towarzystwie Kultury. Tu w Warszawie, jak i przed laty w Szczecińskiem, o skuteczności działania decydowało pozyskanie dla potrzeb kultury jak najwięcej działaczy z różnych pionów gospodarczych, a nie tylko specjalności twórczych! To była wielka siła, na której oparłem swoje działania!

W związku z tym przytoczę kilka spraw, które znalazły się m.in. w końcowej uchwale Sesji, a które wydają się być nadal aktualne:

  1. potrzeba organizacji „Warszawskiego Lata Kulturalnego” (bowiem, gdy są wakacje i tysiące turystów, stolica kulturalnie jest mało atrakcyjna), należałoby więc wreszcie z tym coś zrobić! Tylko w jakimś procencie udało mi się wtedy zrealizować ten istotny dla odbiorców, ale też dla wielu twórców i warszawskich instytucji kultury – postulat;
  2. nadal brakuje przemyślanego artystycznego oddziaływania na młodzież poprzez zainicjowanie programu edukacji kulturalnej dzieci i młodzieży w szkołach (także na wyższych uczelniach) oraz programu umożliwiającego RODZINNE UCZESTNICTWO W KULTURZE;
  3. byłoby bardzo pożądane pozyskiwanie obiektów kulturalnych w nowo budowanych dzielnicach i osiedlach mieszkaniowych (ciągle zbyt mało w tej kwestii się dzieje!);
  4. ważnym postulatem pozostaje też kontynuacja (nigdy niespełnionego do końca) zamierzenia – udziału artystów w planowanym rozwoju estetyki miasta, jak też…
  5. respektowania propozycji plastycznych we współczesnym budownictwie mieszkaniowym i dynamicznie powstających nowych obiektach przemysłowych!

Wszyscy powinniśmy dbać KULTURĘ. Ona powinna być obecna zawsze i wszędzie! Tym bardziej, iż uchwała sesji, o której tu mowa, była projektowana (i realizowana, co łatwo sprawdzić) do roku 1995! A piszę te słowa już w wieku XXI!

To, co udało się z tamtego planowania zrealizować:

  1. Udzielono wtedy wsparcia władz Warszawy dla odbudowy Teatru Narodowego oraz budowy Biblioteki Narodowej;
  2. W znacznym stopniu udała się też modernizacja i rozbudowa teatrów warszawskich, z Centrum Sztuki Studio na czele (np. z własną komórką swego rodzaju „Pagartu” dla obsługi wyjazdów zagranicznych warszawskich artystów i instytucji kulturalnych, zespołów artystycznych i indywidualnych twórców, aby reprezentowali jak najszerzej POLSKĄ – nie tylko „warszawską” – KULTURĘ w świecie!);
  3. Zrealizowano rozbudowę Biblioteki m. st. Warszawy – oraz zmodernizowano większość Bibliotek Dzielnicowych;
  4. Wspomagano rewaloryzację zespołu gmachów UW, ze szczególnym uwzględnieniem gmachu „starej” Biblioteki Uniwersyteckiej, z jednoczesnym poparciem potrzeby budowania nowej;
  5. Zielone światło uzyskały też inwestycje kulturalne, m.in

na budującym się wówczas Ursynowie ( z Domem Sztuki na czele),

– dokończono odbudowę Zamku Ujazdowskiego z przeznaczeniem go na Centrum Sztuki Współczesnej,

– zmodernizowano gmach dla Warszawskiej Opery Kameralnej.

Dla mnie osobiście ważne było (choć nie wszystko udało się zmieścić w programie) uzyskanie w tamtych latach odpowiedniego klimatu dla kultury, widzenia jej potrzeb i to zarówno ze strony władz Warszawy, jak i władz centralnych ( Ministerstwa Kultury).

I to, co było wtedy bardzo istotne – udało się uzyskać znaczne zwiększenie środków finansowych na działalność warszawskich instytucji kultury (zwłaszcza teatrów, muzeów i bibliotek), zarówno z budżetu centralnego, jak i stołecznego, W TYM TAKŻE ze strony GMIN (dla miejsko-gminnych placówek kultury województwa stołecznego!).

Dzięki temu stało się możliwe konkretne wspieranie lokalnych środowisk twórczych i ich organizacji dla realizacji zgłaszanych przez nie inicjatyw.

Umożliwiło to w ogóle znaczne rozszerzenie działań wszystkich podległych Wydziałowi instytucji artystycznych oraz szkolnictwa artystycznego, a przede wszystkim wzbogacenie programowe domów i ośrodków kultury na terenie całego ówczesnego województwa. (Duża zasługa w tym dyr. Jana Rodzenia, wtedy szefa Wojewódzkiego Domu Kultury na Elektoralnej, dzisiaj wiodącej postaci stołecznego Klubu Księgarza na Rynku St. Miasta).

Zatem jeszcze raz dziękuję WSZYSTKIM, którzy wsparli wtedy nasze (LUDZI KULTURY) postulaty z prezydentem Jerzym Bolesławskim i przewodniczącym Rady Narodowej m.st. Warszawy prof. Mieczysławem Szostkiem na czele!

Nie byłbym sobą, gdybym nie podziękował także innym osobom, które wtedy przyczyniły się do powstania programu ROZWOJU KULTURY, doprowadzając do zatwierdzenia go przez SESJĘ STOŁECZNEJ NARODOWEJ, a potem pilnując jego realizacji. A więc:

swoim „wydziałowym” współpracownikom, ze wspomnianymi już moimi zastępczyniami (Toczydłowska i Michałowską) oraz z paniami Lechicz, Perkowską, Wojnarowską, Karwacińską, Jakubowską oraz panami Hebanowskim, Grąbkowskim i Cwetschem na czele!

Dziękuję Janowi Machulskiemu i Jego Małżonce z Teatru Ochota za liczne działania upowszechniające kulturę;

Dziękuję ówczesnym kierownictwom teatrów dla dzieci: Baj, Guliwer i Lalka, a w szczególności panu dyrektorowi Niesiołowskiemu, który swoimi działaniami zdynamizował działania kulturalne dzielnic „starej” Pragi!

Dziękuję szefom WSZYSTKICH ówczesnych Dzielnic z burmistrzem Mokotowa, panem Bębnem i jego ówczesnym zastępcą.

Na swojej liście wdzięczności umieszczam też Bogdana Michalskiego, panią Ewę Semil-Gruszczyńską, Grażynę Barszczewską (za pośredniczenie w rozmowach z Edwardem Dziewońskim), kierownictwo Teatru Kwadrat z p. Karwańskim, wielu literatów i art. plastyków, licznych muzyków, jak również min. Aleksandra Krawczuka (który całym sercem wychodził naprzeciw potrzebom kultury warszawskiej). Jego działania wysoko oceniała cała Polska!

Wdzięczny jestem także kierownictwu Teatru Dramatycznego, bez którego nie udałoby się wznowić Warszawskiego Tygodnia Teatralnego, z nieocenionym dla tej sprawy dyr. Marszyckim!

Świetnie i konstruktywnie układała się praca z dyrekcjami wszystkich teatrów (Polskiego, Powszechnego, Ateneum, Nowego, Współczesnego, Na Woli, Kwadratu, Na Targówku).

Tak, przyznaję, że zawsze wspierałem się ludźmi wysokiej klasy merytorycznej, jak m.in. Andrzejem Strzeleckim, Jerzym Grzegorzewskim, Franciszkiem Wybrańczykiem, Zbigniewem Taranienko, Jerzym Maksymiukiem, Januszem Warmińskim, Zygmuntem Huebnerem, Waldemarem Dąbrowskim, Bohdanem Cybulskim (choć nie wymienię wszystkich osób, które powinienem wymienić w tym miejscu, gdyż było ich bardzo dużo), natomiast POWIEM PUBLICZNIE: – bez Was Szanowni, niczego bym sam nie zrobił! Oddaję sprawiedliwość, tym którym się to należy, bo pracowali dla Polski, jaka wówczas była. Czynili to dla dobra KULTURY NARODOWEJ!

Czy można jeszcze do tego coś dodać? Chyba tylko wyrazić wdzięczność losowi, że spotkałem na swej drodze życia tylu wspaniałych ludzi!

Na Sesji była żywo dyskutowana (jak ongiś w Szczecinie kwestia Opery na Zamku) sprawa Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim. Niektórzy uważali, że ważniejsza byłaby w to miejsce budowa nowego Muzeum Narodowego w Warszawie i Sali Widowiskowej, której nadal bardzo brakuje. (Zwłaszcza, że sala Kongresowa pozostaje w „wiecznym” remoncie?! Chyba nawet wiadomo z jakiego powodu?).

Zamek Ujazdowski uważano wtedy za zabytek i takim pozostał, ale nic nie stanęło na przeszkodzie, aby przy zachowaniu zabytkowej bryły zewnętrznej Zamku, dało się w nim urządzić w miarę nowoczesne sale wystawowe dla prezentacji w nich nowej sztuki. Każdy, kto dziś odwiedzi CSW – chyba potwierdzi moje słowa.

Cieszy fakt, iż obecnie buduje się nowe budynki dla Muzeum Wojska Polskiego, a wtedy Muzeum Narodowe (mam taką nadzieję) uzyska WRESZCIE powierzchnię, o którą walczył jeszcze prof. Lorenz (na sesji też była o tym mowa).

Stąd warto, aby nadal samorządy WSZYSTKICH SZCZEBLI pochylały się nad problematyką kultury w swoim regionie, a Sejm RP KIEDYŚ zajął się sprawą jej rozwoju w kraju! Aby instytucji i placówek kulturalnych w Polsce ciągle przybywało. Zwłaszcza w czasach, kiedy nowoczesne media zaczynają wypierać tradycyjne formy upowszechniania kultury, a „prywata” zaczyna zastępować dotychczasową aktywność!

Chciałbym, aby kultura nadal była obecna w obiektach zabytkowych (a jeszcze bardziej w nowoczesnych), aby była obecna na Trakcie Królewskim, w Teatrze na Wyspie w Łazienkach, w Zamku Królewskim i w Wilanowie.

Chciałbym też, aby Warszawska Jesień Poezji „weszła” do szkół, a Warszawskie Spotkania Teatralne były zawsze sukcesem artystycznym i frekwencyjnym. Wierzę, że gdy tylko minie pandemia, tak będzie!

Chodzi też o to, aby „warszawskie” miasta powiatowe i gminne rozwijały się nie w cieniu stolicy, a w JEJ BLASKU. A Polska mogła czerpać „pełną garścią” z nagromadzonego w Warszawie potencjału twórczego i instytucji artystycznych! Działając w Warszawie, cele OGÓLNKRAJOWE także powinno się mieć na uwadze.

Szukaliśmy też wtedy nieustannie kontaktów i współpracy z innymi stolicami europejskimi: Pragą, Berlinem (Wschodnim i Zachodnim), Moskwą, Budapesztem, Paryżem, Helsinkami, Wiedniem.

Niezwykle popularne były wtedy imprezy masowe w parkach. Odbywały się dość często i z możliwie szerokim programem kulturalnym, występami artystycznymi, stoiskami handlowymi, a nawet masowymi imprezami sportowymi. Warto je kontynuować w przepięknych parkach Warszawy, ale i w Łazienkach, czy Królikarni i w otoczeniu Pałacu Wilanowskiego.

Powodzeniem cieszyły się KIERMASZE KSIĄŻKI! (Dziękuję za pomoc w ich organizacji warszawskim księgarzom z p. dyr. Zahorodnym i dyr. Przybyszem na czele!).

 Ale nie były to w sumie „ŁATWE CZASY”, O NIE!

Ważne było należyte zabezpieczenie imprez, aby masowy widz przychodzący na nie czuł się w pełni bezpieczny, bo ich atrakcją były także liczne imprezy dla dzieci, propozycje kulturalne – dla całych rodzin.

Osobiście toczyłem też TAKŻE „bój” o m.in. czyste toalety, likwidacje przysłowiowych kapci w muzeach i na wystawach, o to, aby po kiermaszach, czy festynach zostało „od ręki” posprzątane. Aby dłużej otwarte były kluby i kawiarnie, aby występowały w nich kabarety, zespoły taneczne i rewiowe. I tak pomału, pomału moi przełożeni przyzwyczajali się do tych „szalonych” propozycji „kultury”.

Choć były wtedy i niezrealizowane propozycje, jak np. odbudowa cyrku zimowego na Powiślu, zbudowanie stałego Lunaparku w Warszawie, zainicjowanie budowy nowej sali widowiskowej czy (nadal potrzebnego) nowoczesnego Centrum Kongresowego. Szkoda też, że wówczas nie było jeszcze projektu Andrzeja Fogtta budowy Jego WIEŻY POKOJU (pisałem o niej w jednym ze swych artykułów w „Przeglądzie Dziennikarskim”).

Ciąg dalszy nastąpi…

…i będzie miał tytuł:

„Mój powrót do MKiS – na dyrektora departamentu KSIĄŻKI”

  1. Reprodukowana przed tekstem w dzisiejszej autobiografii ilustracja pochodzi z katalogu „Warszawa w karykaturze” – pokonkursowej wystawy „Dzisiejsza Warszawa w karykaturze” wydanego przez ZW „Sztuka Polska”, oprac. i redakcja Ferdynand B. Ruszczyc, wstęp Janusz Odrowąż-Pieniążek, projekt okładki Eryk Lipiński, s. 22, br., Warszawa 1988.

Uczestnikami wystawy byli:

Andrzej Adamowicz, Julian Bohdanowicz, Henryk Cebula, Stanisław Dąbrowski, Maciej Dworak, Władysław Dzięgiel, Jacek Frankowski, Jan Fudala, Marek Garbowski, Edward Hanus, Leszek Hermanowicz, Teresa Jakubowska, Józef Jurczyszyn, Piotr Kakiet, Marek Konecki, Elżbieta Butlewska-Krygowska, Dariusz Maciejewski, Andrzej Małecki, Edmund Mańczak, Wojciech Marciniak, Augustyn Antoni Mielnik, Lech Mill, Witold Marsyrowicz, Krzysztof Niewiński, Zbigniew Piszczako, Czesław Przęzak, Tomasz Rzeszutek, Szczepan Sadurski, Grzegorz Szumowski, Małgorzata Tabaka, Ryszard Zaborowski.

Poza konkursem udział w niej wzięli:

Antoni Chodorowski, Jerzy Flisak, Szymon Kobyliński, Łucja Krajewska, Eryk Lipiński i Juliusz Puchalski.

 I jeszcze drugi PS.

Nowy wiersz wspaniałej, emerytowanej lekarki (poetki) nt. KORONAWIRUSA. Zamieszczam go (a nie był dotąd nigdzie publikowany), gdyż oddaje prawdę o tym śmiercionośnym wirusie; dlatego też oburza mnie, że tak wiele ludzi naszego społeczeństwa lekceważy pandemię; ale oburzające jest też zadowolenie władz z wyników jej zwalczania, kiedy rezultaty tej walki nadal są – choćby ze względu na liczbę umierających – przerażające! A oto i ten wiersz, z którego treścią się utożsamiam:

ZOFIA TYSZKIEWICZ

Czy to koniec panowania?

Gdy pandemia jest na świecie/cierpi na tym każde dziecię i dorosły/A seniora strach ogarnia/Powiem trwoga/

Wielki problem zatem mamy/Wirus wszak nieokiełznany/Zmienia się jak kameleon/Nie wiadomo kiedy przełom?/

Czy medyczna spec maszyna/W końcu go zatrzyma?!

/Wszyscy tę nadzieję mają/A wytrwali wciąż czekają/

-Może w końcu lek zbawienny lub szczepionka/Co zapewni, że wytworzysz przeciwciała/

I ujarzmisz pryncypała!/

Niechby się to stało zaraz/Bo za skórę tak nam zalazł/

Że litości w nas już nie ma!/

KAŻDY SIĘ NA NIEGO GNIEWA!

Poprzedni artykułZamach na Hitlera 20 Lipca 1944 Roku
Następny artykułDwie książki, które polecam na wakacyjne wieczory
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

3 KOMENTARZE

  1. Czytając ten rozdział trudno oprzeć się wrażeniu, że fakt, iż te „niełatwe” czasy wydają się być już tylko wspomnieniem, spowodował przekonanie, że o szeroko pojętą kulturę nie trzeba już tak bardzo walczyć czy zabiegać. Tymczasem, patrząc na to, co się dzieje obecnie w naszym kraju jest wręcz odwrotnie i myślę, że czas zacząć ponownie czerpać z tych starych, dobrych i sprawdzonych wzorców.

  2. Drogi Karolu, z wielkim zainteresowaniem przeczytałem nowy odcinek, jak zresztą wszystkie części Twojej biografii, i po raz trzynasty jestem pod wrażeniem efektów wynikających z Twojego zaangażowanie w budowę życia kulturalnego naszego kraju. Znakomicie nagradza Twój wysiłek, choć w jednym, konkretnym przypadku, wiersz Wojciecha Młynarskiego, ale każdy chciałby mieć w swoim artystycznym życiorysie taką perełkę. No i jak zwykle wieniec ludzi kultury jakich zdołałeś zgromadzić wokół siebie, najlepsze nazwiska tamtych czasów świadczą o wadze Twoich działań. Po prostu byłeś, i nadal jesteś, człowiekiem nieprawdopodobnie wiarygodnym, kompetentnym, godnym zaufania i ludzkiego szacunku. Jestem pewny, że kiedy przeminą czasy maluczkich zawistników, Twoje nazwisko a z nim Twoje dzieło, zagoszczą w najpoważniejszych opracowaniach mówiących o historii, rozwoju kultury i sztuki nie tylko Warszawy i Szczecina, ale całej, współczesnej Polski. Gratulacje i serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i Magdy – Szymon i Wiesia.

  3. Zwykle mamy szczególne miejsce w sercu dla naszych, osobistych dobroczyńców, nie mając pojęcia ile bezinteresownej pasji przenika naszą rzeczywistość. Dlatego wydobycie faktów z kurzu przeszłości i osadzenie w zasłużonym miejscu historii ubogaca nas, pokazuje wzory, naucza i daje nadzieję. Wielkie dzięki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here