Humor ludowy na Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim w walce z polityką okupanta w latach 1939-1945

0
Wikimedia Commons / domena publiczna

Ludność polska z omawianego obszaru nigdy nie zaakceptowało okupacji i przyjęła postawę antyniemiecką.. Natomiast III Rzesza przystąpiła, nie tylko na tym terenie, ale w skali kraju na okupowanych przez siebie ziemiach do przebudowy struktury gospodarczej, społecznej i etnicznej zgodnie z obowiązującą ideologią nazistowską. Cel ten realizowała między innymi przez centralnie zorganizowany i zaplanowany terror i deportacje, które zaczęto urzeczywistniać natychmiast po ustanowieniu na ziemiach polskich władz cywilnych. Uwagę zwraca fakt, że objęto nimi elity polityczne i intelektualne, które były mordowane, aresztowane i kierowane do więzień lub obozów koncentracyjnych, gdzie wielu z nich zginęło. Szczególne nasilenie terroru miało miejsce w pierwszych miesiącach okupacji celem zastraszenia ludności polskiej, a tym samym sparaliżowania jej przed próbą podjęcia oporu. Dlatego w pierwszej kolejności aresztowano lub likwidowano aktywnych działaczy narodowych, społecznych, gospodarczych, politycznych itd. Odpowiedzią na działania niemieckie społeczeństwo polskie odpowiadało często satyrą i humorem, które okupant nie był w stanie zlikwidować. Dość powszechna w Niemczech [też na Śląsku] stała się rozpowszechniana następująca anegdota. Hitler poszedł do kina, ale jako incognito. W czasie wyświetlania kroniki, gdy jego postać ukazywała się na ekranie, widzowie zrywali się z miejsc, podnosili ręce i krzyczeli „heil”. Hitler nie wstawał, lecz siedział. Wówczas siedzący obok niego Niemiec, szepnął do niego „Panie niech pan lepiej wstanie, bo przez tę świnię może mieć pań problemy”. Oddaje ona ówczesną rzeczywistość w III Rzeszy, w tym też na Śląsku, który został do niej wcielony. Naziści a zwłaszcza podległy im aparat przemocy [ zwłaszcza gestapo] zdominowali życie ludności niemieckiej. Byli w zdecydowanej chyba mniejszości, ale zdołali zastraszyć jej większość, która podporządkowała się ideologii faszystowskiej. Tylko nieliczni przeciwstawili się zbrodniczym praktykom reżimu i podjęli nieudaną próbę zabicia Hitlera[1].

 Hitlerowski aparat przymusu na czele z gestapo odgrywał dominującą rolę w życiu Niemców, który eliminował tych wszystkich, którzy nie popierali polityki Hitlera. Z kolei na podbitych ziemiach polskich wprowadzono bezwzględny dyktat nowego porządku prawnego, sprowadzający się do całkowitego podporządkowania się jemu Polaków. Znaczna część ludności polskiej nie zamierzała być sprowadzono do roli „podludzi” i podjęła działalność antyhitlerowską, łącznie z satyrą, z kilku przyczyn, jak:

 – przygotowanie zalążków konspiracyjnych w okresie pokojowym (dywersja pozafrontowa),

  • kultywowania tradycji walk narodowowyzwoleńczych XVIII-XX wieku,
  • głębokiego przywiązania do wolności i powszechnego zrozumienia wartości życia w niepodległym kraju;
  • brutalnego, upokarzającego ograniczenia i dyskryminowania Polaków oraz dokonywania zbrodni przez okupanta;
  • przekonania o nietrwałości hitlerowskiego systemu okupacyjnego;
  • wychowania patriotycznego młodzieży, zwłaszcza przez nauczycieli, organizacje, kościół i rodzinę;
  • przekonania o słuszności podjęcia walki celem przetrwania ( tzn. na terror odpowiedzieć terrorem );
  • przejścia części społeczeństwa do podziemia dla uniknięcia aresztowania (aktyw społeczno-polityczny i gospodarczy, inteligencja, zawodowa kadra wojskowa) itd.

 Cechami charakterystycznymi powstającego podziemia była masowość i spontaniczność, wiążąca się częściowo ze zjawiskiem atomizacji. Większość organizacji lokalnych powstawała na bazie sieci dywersji pozafrontowej, organizacji paramilitarnych z okresu przedwojennego, stowarzyszeń zawodowych i społeczno-kulturalnych, czasami redakcji pism a także na gruncie innych form więzi formalnych i nieformalnych. To rozdrobnienie organizacji było wynikiem przekonania społeczeństwa, że okupacja będzie miała charakter krótkotrwały, ponieważ alianci szybko pokonają III Rzeszę. Znaczną część społeczeństwa cechowało pragnienie natychmiastowego aktywnego przeciwstawienia się przemocy a brakowało ukształtowanych i uznanych centralnych ośrodków kierowniczych na początku okupacji. Nie można pominąć rozbicia politycznego społeczeństwa w okresie międzywojennym, którego nie usunęła ani wojna i początkowy okres okupacji.

 Oznacza to, że społeczeństwo polskie nie zamierzało pozostać bierne wobec eksterminacyjnej polityki okupanta. Zjawiskiem dosyć powszechnym był opór o charakterze żywiołowym, który obejmował coraz liczniejsze grupy ludności, z czasem okrzepł organizacyjnie i objął wszystkie podstawowe dziedziny życia społeczeństwa. Z inicjatywy partii politycznych i silniejszych ugrupowań wojskowych o różnych zabarwieniach ideowo-politycznych, podjęto działania zmierzające do unifikacji wysiłków. Walka z okupantami trwała nieprzerwanie, choć ze zmieniającym się nasileniem. Główną rolę odgrywało w niej powstałe Polskie Państwo Podziemne, podlegające rządowi polskiemu na uchodźstwie. Do zrealizowania swoich celów powołało siły zbrojne SZP-ZWZ-AK [Służba Zwycięstwu Polski, Związek Walki Zbrojnej, Armia Krajowa].

 Jedną z pierwszych organizacji na Śląsku była Polska Organizacja Partyzancka [POP], która wykorzystywała też humor w swej działalności [ w grudniu 1939 r. podporządkowała się SZP-ZWZ]. Powołana przez ppor. rez. mgr. Józefa Korola na bazie członków dywersji pozafrontowej. Organem kierow­niczym był Naczelny Komitet Wykonawczy (NKW), do których miano dokooptować delegata rządu polskiego. W tym celu na początku listopada 1939 roku ppor. rez. Korol-jak stwierdza gestapo katowic­kie-wysłał: „ … do Francji byłych polskich studentów Henryka Ficka i Tadeusza Tomosza z misją nawiązania tam łączności z polskim rządem emigracyjnym i zorientowania go, że na Górnym Śląsku organizacja, której przywódcą jest on Korol, przygotowuje powstanie zbrojne. Fick i Tomosz dotarli faktycznie do Francji, gdzie odbyli rozmowy z członkami polskiego rządu emigracyjnego. Otrzymali od nich pisemne instrukcje w sprawie kontynuacji walki przeciwko Niemcom i kwotę kilkuset tysięcy marek w złotych i dolarach…”. Oznacza to, że tutaj na Śląsku już w pierwszych tygodniach okupacji podjęta została przez konspirację śląską decyzja o przygotowywaniu się jej do powstania powszechnego i do utworzeniu przedstawicielstwa rządu polskiego w kraju. Korol zwrócił się z prośbą do premiera, a zarazem Naczelnego Wodza o skierowanie przez rząd swego wysłannika tutaj na Śląsk, aby współuczestniczył w kierowaniu powstaniem i informował rząd polski o jego przebiegu. Oznacza to, że zainspirowali oni rząd do wyznaczenia swojego przedstawiciela na kraj, który w jego imieniu podporządkowałby konspirację krajową i był w stosunku do niej instytucją nadrzędną. Instytucja taką była powołana w 1940 r. Delegatura Rządu RP na Kraj, której podporządkować się miały konspiracyjne struktury polityczne i wojskowe walczącego kraju. W zaistniałej sytuacji rząd nie mógł pozostać bezczynny, aby powstanie wybuchło bez jego udziału i bez jego kierownictwa.

To Ślązacy historię tej ziemi napisali sami swoją postawą, Mimo utraty niepodległości nie zamierzali pozostać bierne i akceptować stosowany powszechnie terror.[2] .

Ludność śląska za swoją patriotyczną postawę podczas wojny wrześ­niowej a następnie w okresie okupacji zapłaciła wysoką cenę. Niemal natychmiast po przekroczeniu granicy polskiej człon­kowie Freikorpsu [niemiecka formacja dywersyjna], miejscowi Niemcy, grupy operacyjne policji i służby bezpieczeństwa oraz Wehrmachtu przystąpili do aresztowania i rozstrzeli­wania polskich mieszkańców tego regionu. Pierwsze akty terroru były często przykładem samosądów miejscowych Niemców oraz członków Freikorpsu. Oni to wyprowadzali Polaków z mieszkań, bez uzasadnionego po­wodu, bez sądu, rozstrzeliwali lub katowali na śmierć. Według ustaleń prof. dr. hab. Andrzeja Szefera zamordowano we IX 1939 r. ok. 1500 osób.

Eksterminacja społeczeństwa polskiego tego regionu dotknęła wszy­stkie warstwy społeczne i trwała aż do końca dni okupacji. W początko­wym jej okresie dokonywały jej grupy operacyjne SS mające zadanie „po­litycznego oczyszczenia gruntu” (Politische Flurbereinigung) z elementu przywódczego. Według kierownictwa hitlerowskiego większość inteligencji miała zostać wyniszczona w ramach specjalnych akcji określonych kryp­tonimem „Inteligenzaktion” (akcja inteligencja).

Wbrew zamierzeniom hitlerowskim, pomimo dokonywanych zbrodni na ludności polskiej z tego regionu, wkrótce po zakończeniu wojny obronnej zaczęły powstawać pierwsze organizacje podziemne, koncentrujące swoją działalność na: prowadzeniu akcji politycznych, oświatowych, pracach organizacyjnych, różnorodnych akcjach sabotujących zarządzenia aparatu administracyjno-represyjnego, ośmieszaniu okupanta itd. Antyhitlerowski ruch oporu zapoczątkowany na omawianym terenie w postaci żywiołowej, rozwinął się później na szeroką skalę, okrzepł organizacyjnie i objął wszy­stkie podstawowe dziedziny życia społeczeństwa, w tym także akcję propagandową łącznie z humorem i satyrę uderzającą w okupanta. Działalność propagandowa od początku okupacji miała więc cechy akcji zorganizo­wanej i przeprowadzana była przez wszystkie organizacje konspiracyjne. Na ten aspekt zwracało uwagę katowickie gestapo, np. w sprawozdaniu [14 grudzień 1939 r.] do RSHA [Reichssicherheitshauptamt -Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy] pisano, iż „podburzająca robota” jest nie tylko przemyślana, ale tworzy wypracowany system, który „musi do­prowadzić do powstania polskich organizacji”. Z kolei przekazywane wiadomości przez materiały ulotne i w tzw. propagandzie szeptanej by­ły tak „zredagowane, że zawierają dla każdego Polaka nadzieję na szyb­kie wyzwolenie”.

Z inicjatywy partii po­litycznych i silniejszych ugrupowań wojskowych o różnych zabarwieniach ideowo-politycznych, podjęto działania zmierzające do unifikacji wysił­ków.[3]

Jedną z form oporu inspirowaną przez członków tych ugrupowań a ściślej tworzącego się Polskiego Państwa Podziemnego była satyra. Dowcipy, fraszki, anegdoty i bajki często anonimowych twórców – odzwierciedlały ówczesne codzienne życie mieszkańców tego regionu, ich zachowanie w różnych sytuacjach losowych, zachodzące zmiany w postawach, obawy o los najbliższych, zachowanie wobec władz okupacyjnych, narastającą pauperyzację i eksterminację. Utwory tego rodzaju krzepiły i podnosiły na duchu ludność polską, a przede wszystkim tych Polaków, których ogarnęło zwątpienie i pesymizm. Z jednej strony była to klęska Polski w wojnie z III Rzeszą, która była szokiem dla mieszkańców, bo wierzyła w zapewnianie ówczesnych władz o przygotowaniu kraju do obrony i pokonanie ewentualnego agresora. Już w trzecim dniu wojny teren ten został opuszczony przez broniące go oddziały Wojska Polskiego. Rozpoczęła się gehenna ludności polskiej, zaś machina zbrodni została zapoczątkowana już podczas działań wojennych we wrześniu 1939 r., objęła wszystkie warstwy społeczne i trwała do ostatnich dni okupacji.[4]

Wpływ na załamanie części ludności polskiej na tym obszarze spowodowane był też opuszczenie jego przez kadry administracyjno-gospodarcze, skierowane przez rząd polski spoza tego terenu i nie utożsamiające się z tym regionem. Podobnie było z wojskową zawodową kadrą dowódczą, pełniącą służbę w tym regionie. Większość dostała się do niewoli niemieckiej i sowieckiej, część poległa podczas działań wojennych, niektórzy przekroczyli granicę i przeszli na Węgry lub z okupowanego kraju przedostali się do Wojska Polskiego tworzonego we Francji, I w tym przypadku załamanie nie trwało długo, bo ich miejsce zajęli oficerowie rezerwy i podoficerowie, którzy zaczęli tworzyć organizacje wojskowe o różnych nazwach i zasięgu. Ślązacy zaczęli wierzyć we własne siły, chociaż pozbawieni zostali elit gospodarczo-politycznych i wojskowych, zaś humor oddziaływał nie tylko na członków Polskiego Państwa Podziemnego, ale zamieszkałą tu ludność polską. Przekazywany był przez nich „sprawdzonym” sąsiadom i znajomym. W jego upowszechnieniu rolę odgrywała prasa konspiracyjna.

Odpowiedzią na tego rodzaju postępowanie Niemców był bardzo żywotny wówczas na Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim folklor. W nim odnajdujemy postawy i reakcje mieszkańców tej ziemi na politykę ludnościową okupanta, np.

– Ty wiesz że ponoć każdego kto ma trójka albo czwórka majom Niemcy prześwietlać?

– Ustoń, co ty godosz.

– A bo widzisz, łoni chcom gibko wiedzieć kaj my ich momy w sercu, albo w zadku. [5]

Świadomość własnej odrębności Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego zdeterminowana była postawą tradycjonalistyczną. Wyraża się to szczególnie w chęci utrzymania wartości odziedziczonych po przodkach. Ślady takiej postawy odnajdujemy w wielu tekstach z tamtych lat, np. w Meldunku zamieszczonym w „Kilofie Śląskim” z marca 1944 r.

„Na imię nam Ślązacy

Nazwisko nasze Polanie

Wbrew gwałtom wrogich omamień

Od lat tysięcy na tej ziemi szczodrej

Wspólnie to miano w piersiach nam pisano …”.

Podobnie zdecydowane treści antyniemieckie zawiera fragment innego wiersza, zamieszczonego w tej samej gazecie, w którym anonimowy autor stwierdza:

„… bo tu nasza ziymia, kaj nasza

Ojczyzna, Bóg

i nasza ojczysto wiara kieryj nie wydrze nom żodyn wróg,

a kierymu: Wara! Wara!”.

Świadomość narodowa i odrębność kulturowa decydowały w dużej mierze o utrzymaniu przez Ślązaków kultury i przynależności do Macierzy. Dodatkowo poczucie to umacniał element emocjonalny, gdyż tradycja, w której się wyrosło i którą się dziedziczyło po najbliższych, była swojska, bliska tym wszystkim, którzy przy niej z uporem trwali i wierzyli w kres panowania Niemców na tym obszarze. Postawę tych Ślązaków eksponuje wiersz pt. My Ślązaki:

„Kiej z Fojcowizny, nas biydnych Ślązaków

Wojna wygnała tysiącem wyroków —

 Kiej po naszej ziemi dzisiok Niemiec chodzi —

Ano nic nie szkodzi.

 To wszystko, do czasu: tak jak wszystko mija

 Tak i ty się skończysz niemiecko bestyjo,

 Ty se sparzysz łapy, ty pochylis głowy

 Ślązak już gotowy …”.

Wiele kłopotów mieli niemieccy oficerowie z Polakami przymusowo wcielonymi do wojska. Polacy urządzali im różne kawały. W jednej z kompanii miał miejsce taki przypadek:

Oficer niemiecki, wywołując rekruta, który nazywał się Polacki przekręcił nazwisko tak, że brzmiało ono jak Polaki, na co wszyscy odpowiedzieli: „Tak, my wszyscy Polaki”. Oficer wściekł się. Nie spodziewał się takiej reakcji, bo mieli być Niemcami.

Warto zwrócić uwagę, iż nie był to przypadek odosobniony, bo Ślązacy swoim zachowaniem sprawiali Niemcom szereg trudności nie tylko w armii lecz podczas poboru, np. w Bielsku w końcu listopada 1942 r. Wówczas to grupa przymusowo wcielonych do wojska Polaków prowadzona była pod silną eskortą SS na dworzec kolejowy. Podczas przemarszu, mimo jej interwencji, śpiewali polski hymn państwowy i piosenki żołnierskie. Z kolei rodziny zebrane na dworcu bielskim nawoływały ich głośno do przetrwania, co spowodowało aresztowanie kilku osób. Natomiast listy przesyłane z frontu do rodzin zawierały nie tylko treści patriotyczne, lecz niejednokrotnie informacje o pesymistycznych nastrojach panujących w armii hitlerowskiej. Przyjeżdżając na urlop, spełniali ważną rolę propagandową na Śląsku, bo informowali o rzeczywistej sytuacji na froncie wschodnim i szerzyli przekonanie o nieuchronnej klęsce militarnej III Rzeszy.

Niepowodzenia armii niemieckiej na froncie wschodnim cieszyły Polaków Nie tylko na Śląsku, ale w całym okupowanym kraju i znalazły odbicie w powstałych dowcipach ilustrujących nową rzeczywistość, np.:

— Na czym polega wielkość niemieckiej armii na wschodzie?

— Na tym, że wycofuje się ona na z góry ustalone pozycje,

czy też niepowodzenia Wehrmachtu na wschodzie zmusiły III Rzeszę do poszukiwania nowej broni i jej produkcji. Bronią tą miał być długa drewniana tyczka, na której umieszczać miano biały materiał, czyli poddają się przeciwnikowi.

W innym bohaterem jest sam Hitler:

— Jaka jest różnica między Hitlerem a słońcem?

Taka, że on zajdzie na wschodzie, a słońce na zachodzie.

 Wicek Warszawiak w książce „Humor w czasie okupacji 1939-1945” pisze też o przywódcy III Rzeszy, który jadąc na front wschodni wysiadł z pociągu na jednej małej stacji. Obsługa pociągu nie zauważyła tego faktu i pociąg odjechał. Hitler ubrany po cywilnemu, bez dokumentów i pieniędzy spotyka starego Żyda, który się jemu kłania i mówi dzień dobry panie Hitlerze. Hitler zdziwiony pyta się, jak jego poznał. Odpowiedział kto nie poznałby tak wielkiej osoby. Hitler prosi jego o pożyczenie 500 złotych. Żyd się nie zastanawia i daje tę kwotę. Hitler zdziwiony pyta, skąd wie, że odda jemu te pieniądze. Odpowiedź jest zaskakująca- przecież cała Europę zwrócisz a głupich 500 zł, byś nie oddał.

 Także gestapo podjęło działania, bo rozpoczęło rewizje w stolarniach na tym terenie w poszukiwaniu deski ostatniego ratunku,

 Z kolei sprzedający gazeciarz szmatławca „Nowy Kurier Warszawski” krzyczy o wielkim zwycięstwie III Rzeszy pod Stalingradem, bo zdobyto już 2 pokoje i kuchnię. Natomiast po klęsce armii hitlerowskiej pod Stalingradem warszawiacy proponowali zamienić jego nazwę na Hitlergrab [grób Hitlera].

Niebywałym zainteresowaniem cieszyła się na omawianym terenie i nie tylko nowa wersja sennika egipskiego, dostosowana do okupacyjnej rzeczywistości. A więc, kiedy ci się śni:

Anglik — to pomyśl o schronie przeciwlotniczym

baran tłusty — otrzymasz na kartki marmoladę

Cygan – będziesz musiał iść na manifestację zorganizowaną przez dostojnika niemieckiego

pies — złoży ci wizytę gestapo

stara katarynka — Hitler wygłosi nowe przemówienie

jajka śmierdzące — zobaczysz renegata wysługującego się Niemcom

napis „Nur für Deutsche” — ujrzysz długi rząd latarni

żeś wdepnął w łajno — zrobią cię urzędowo pełnoprawnym obywatelem Rzeszy.

Protest przeciwko przymusowej germanizacji ludności polskiej znajduje także odzwierciedlenie w przekazywanych ustnie dowcipach, anegdotach i fraszkach, które łagodziły silne emocje negatywne, jak: strach, trwogę, rozpacz i przerażenie. W pozornie bezinteresownej, wręcz zabawowej warstwie słownej, ukrywały głęboki sens moralny, wyszydzając przeciwnika. Jako przykład może posłużyć popularny dowcip na Śląsku, który przeniknął też do GG.

„Gość załatwia sprawę dowodu [Kennkarty]. Urzędnik pyta:

— Nazwisko pana?

— Schultz.

— Imie?

— Henryk.

— Miejsce urodzenia?

— Berlin.

— Jest pan Niemcem?

— Nie, Polakiem.

— Miejsce urodzenia matki i ojca?

— Berlin.

— To jest pan Niemcem.

— Panie, jeżeli kura zniesie jajko w chlewie, to koniecznie musi wylęgnąć się z niego świnia”.

Pointa tego dowcipu jest tak ironiczna, że nie tylko w dosadny sposób ośmiesza metody przeprowadzonej germanizacji Polaków, ale zarazem wyszydza pochodzenie niemieckie. Tego rodzaju anegdoty i dowcipy, przekazywane często ustnie w różnych środowiskach, pozwalały niejednokrotnie ludności, zwłaszcza z terenów włączonych do III Rzeszy, przetrwać najtrudniejszy okres okupacji. Nastroje w jej początkowym okresie nie sprzyjały zachowaniu polskości, co znajduje odbicie w raporcie nr 1 z 30 września 1942 r., w którym czytamy, iż społeczeństwo polskie na Śląsku ogarnia niepokój i strach przed zapowiedzianymi wysiedleniami tych ludzi, którzy nie podpisali niemieckiej listy narodowościowej. Część ludności mówiła: „gdybym wiedział, że będę jeszcze zimował pod Niemcami, byłbym listę podpisał”. Tego rodzaju wahające się postawy znalazły natychmiast swoje odzwierciedlenie w ludowym humorze. Dużym powodzeniem cieszyła się anegdota:

W Oceanie rekin spotyka rekina. Podnosi ogon i ryczy —

— Heil.

— Coś się takim Niemcem zrobił?

— Z czego się żyje, temu się służy.

Popularna była także fraszka potępiająca tych wszystkich Polaków, którzy dla chęci zysku i osobistych korzyści, bądź z innych względów pracowali dla okupanta:

„Na gałąź draba

co pracuje dla szwaba”.

Powszechnie szydzono z kobiet, które współpracowały lub przyjaźniły się z Niemcami, wydając w ich ręce nawet najbliższe osoby. Świadczą o tym następujące teksty:

— Widzisz tę panią? Ona od czasu jak tu są Niemcy już trzy razy zmieniała nazwisko.

— Zapewne jej szukają?

— Nie. Tylko już dwóch mężów straciła na wojnie za Vaterland. [ojczyznę]

oraz

— Feluś, wiesz jak się nazywa kobieta, która chodzi z Niemcami?

— Jak?

— Filatelistka.

— A dlaczego?

  • Bo zbiera marki. [6]

Nastroje społeczeństwa poprawiały się wraz ze zwycięstwami sił alianckich. Coraz liczniejsze grupy Polaków, zwłaszcza na ziemiach włączonych do III Rzeszy, otrząsały się z niezdecydowanej postawy. Język polski rozbrzmiewał wszędzie coraz powszechniej i śmielej, z wyjątkiem śródmieścia Katowic i Chorzowa. Ślązacy w niedziele i święta masowo zaczęli wyjeżdżać do Zagłębia Dąbrowskiego na nabożeństwa do kościołów, w których odprawiano były w języku polskim. Powszechnym zjawiskiem na tym obszarze w 1943 r. było oczekiwanie na odzyskanie Tymczasem z GG na teren Zagłębia Dąbrowskiego i Śląsk przeniknęła uszczypliwa anegdota dotycząca porachunku z Reichsdeutschami i Volksdeutschami, czyli z Niemcami z Rzeszy i tę ludnością, która przyjęła niemiecka listę narodowościową:

„Kogo będziemy najpierw likwidować po wojnie:

Volksdeutschów czy Reichsdeutschów?

— Reichsdeutschów.

— Dlaczego?

— Bo najpierw obowiązek, a potem — przyjemność”.

O podobnej treści jest wiersz anonimowego autora pt. „Osoba postronna”. Wyszydzano w nim tych Polaków, którzy podpisali niemiecką listę narodowościową. W wierszu dominuje z jednej strony wiara w ostateczne zwycięstwo nad III Rzeszą, a z drugiej konieczność bezwzględnego rozliczenia się z Volksdeutschami. Nie zostają oni zaliczeni do narodowości polskiej, lecz odrębnej grupy tzw. „osób postronnych”, co wskazuje fragment wiersza:

„Zeszła w podziemie do walki z wrogiem

Polskiej młodzieży masa ogromna

 Volksdeutsch żarł zdrowo bułeczki z masłem

Tak Volksdeutsch. Osoba postronna (…)

Adolf przegrał wielkie Niemcy

Przyszła Polska kwietna i dzwonna

Volksdeutsch wisiał na postronku,

Tak na postronku. Osoba postronna”.

Ocena ta jest jednostronna i krzywdząca dla znacznej grupy Polaków, którzy, mimo iż podpisali Volkslistę [ listę narodowościową], nie stracili poczucia polskości. Niejednokrotnie zwracały na ten fakt uwagę władze okupacyjne oraz prasa niemiecka, np. w „Oberschlesischer Zeitung” z 30 stycznia 1944 r. czytamy: „Kto się dziś bowiem posługuje obcym, polskim językiem przy dostatecznej znajomości języka niemieckiego, kto utrzymuje kontakty z polskimi zbrodniarzami kryminalnymi i politycznymi, kto się ociąga w swych obowiązkach i ma w każdej dziedzinie postawę antyniemiecką, ten oświadcza tym samym, że nie należy do naszego narodu”. Znamienne dla ich prawdziwej postawy były częste aresztowania, wysokie kary ciężkiego więzienia oraz zapadające wyroki kary śmierci za: wypowiedzi antyniemieckie, słuchanie radia czy też działalność w organizacjach konspiracyjnych, np. na początku września 1942 r. gestapo aresztowało 69 członków Polskiej Obrony Obywatelskiej, z których 17 posiadało III lub IV grupę listy narodowościowej a pozostali, co było szokiem dla okupanta, złożyli podania o przyznanie im obywatelstwa niemieckiego. Z kolei za słuchanie radia i wrogie wypowiedzi sąd specjalny w Katowicach skazał Henryka Skrzypka na karę śmierci, a Edwarda Pawletkę na 8 lat ciężkiego więzienia.

Świadomość zbliżającego się końca wojny aktywizowała szerokie masy społeczne w zakresie nie tylko czynnego udziału w ruchu oporu, ale także w popularyzowaniu wszystkich gatunków paraliterackich mających na celu dokonanie rozrachunku z okupantem. Dużą rolę odgrywały w tym zakresie prasa konspiracyjna i zamieszczane w niej utwory satyryczne. Przykładem może być obwieszczenie, które ukazało się na murach nie tylko Krakowa, ale też Chrzanowa w październiku 1943 r. ze sfałszowanym podpisem Franka. Oto fragment tekstu:

Rozporządzenie o statusie prawnym Polaków

„…ludność polska nie jest narodem …

Ludności polskiej zabrania się:

  1. Oddychać świeżym powietrzem zarezerwowanym dla naszego lotnictwa.
  2. Korzystać z wody wiślanej niezbędnej dla skutecznej działalności niemieckiej floty podwodnej.
  3. Myć się mydłem, które zastąpione będzie przydziałem 50 gramów piasku na osobę miesięcznie.
  4. Spać w nocy wobec obowiązku oczekiwania w każdej chwili odwiedzin Gestapo.
  5. Myśleć rozumnie. Właściwość ta nie znana narodowi niemieckiemu, jest również zbędna u Polaków.
  6. Umierać śmiercią naturalną, bez zezwolenia właściwego Arbeitsamtu z uwagi na stałe zapotrzebowanie na białych niewolników do pracy w Wielkiej Rzeszy …”.

Ogłoszenie było bardzo podobne w formie do obwieszczeń wywieszanych przez władze okupacyjne. Niemcy dość późno zorientowali się w jego właściwej treści a dla ludności polskiej były dowodem istnienia i działalności Polskiego Państwa Podziemnego. Zarazem było ono odpowiedzią na poglądy głoszone przez hitlerowców o niższości rasy słowiańskiej. Dał temu wyraz m.in. przywódca Niemieckiego Frontu Pracy – Robert Ley, który podczas jednego z przemówień oświadczył: „rasa niższa potrzebuje małej przestrzeni mieszkalnej, mniej odzieży, mniej żywności i mniej kultury niż rasa wyższa”.

Ogłoszenie w kapitalny sposób wyszydzało hitlerowską koncepcję panowania nad całym światem, czyli tzw. Herrenvolk. Jednocześnie ukazywało dążenie władz hitlerowskich do obniżenia przydziałów żywności dla ludności polskiej, np. do 22 września 1941 r. na Śląsku wydawano Polakom takie same karty żywnościowe jak Niemcom, umożliwiając zakup artykułów spożywczych w dziennej wartości kalorycznej ok. 2000 kalorii. Po 22 września 1941 r. wartość kaloryczna żywności przydzielonej Polakom zmniejszyła się od 300 do ponad 600 kalorii, czyli była niższa o 1300 do ponad 1800 kalorii od normy niezbędnej dla osoby pracującej. Tak więc normy sprzed września 1941 r. były już głodowe, na co niejednokrotnie zwracała uwagę prasa konspiracyjna, np. w artykule Z Zagłębia zamieszczonym w „Wolności” z 12 marca 1941 r. czytamy, iż coraz: „częściej zaczynają się pojawiać wypadki omdlenia i wycieńczenia czy to podczas pracy, czy też na ulicy”.

W następnych latach sytuacja aprowizacyjna na omawianym terenie uległa dalszemu pogorszeniu. Możliwości zakupu żywności na „czarnym” rynku dla robotnika były nierealne (uposażenie miesięczne wynosiło od 100 — 200 RM) ze względu na bardzo wysokie ceny, które sukcesywnie wzrastały. Przykładowo 1 kg kiełbasy kosztował w: kwietniu 1941 r. 6 — 7 RM, w końcu maja 1941 r. — 12 RM, w sierpniu 1943 r. — 30 RM, we wrześniu 1943 r. 45 — 75 RM a 1 kg słoniny w: marcu 1943 r. — 60 RM, w listopadzie 1943 r. — 85—100 RM, w marcu 1944 r. — 120 RM, kwietniu 1944 r. do 150 RM . A więc uposażenie miesięczne robotników w 1944 r. równoznaczne było 1 kg słoniny po cenie „czarnorynkowej”. Zarazem okupant w bezwzględny sposób zwalczał „czarny” rynek i przemyt żywności z GG. Za to ostatnie przewinienie sąd doraźny w Katowicach skazał w kwietniu 1942 r. na karę śmierci m.in. małżeństwo Kwiatkowskich z Oświęcimia, Domasika z Brzeszcz, Morgenwega z Oświęcimia, Ratha z Chorzowa, Waksmana z Trzebini. Podczas próby przekroczenia granicy w okolicy Kromolowa żandarm Woilnik zastrzelił robotnika Eugeniusza Zuwarta z Zawiercia przenoszącego żywność. Wyroki śmierci zapadały za nielegalny handel lub ubój, np. wymierzono je robotnikom Janowi Jędruszczakowi i Józefowi Czajkowskiemu z Miśkowic k. Będzina oraz Janowi Kaimowi, Eugeniuszowi Siemczykowi i Tadeuszowi Bastce.

Sytuację aprowizacyjną na tym terenie Dąbrowskim oddaje w pełni parodia pieśni marszowej SA:

„Wysokie ceny, mocna zamknięte granice

Głód maszeruje mocnym krokiem

Towarzysze Hitlera, Goering i wspólnicy

Głodują duchem razem z nami”.

Rozpowszechniona była na Śląsku w wersji niemieckiej:

„Die Preise hoch, die Grenzen fest geschlossen Hunger marschiert mit ruhig festen Schritt, Die Kameraden Hitler, Goeriug und Genossen, Hungern im Geist in unsern Reihen mit”.

Podobną wymowę ma też wiersz:

„Nie chcemy malarza z bożej łaski

Nie chcemy wodza z Berchtesgaden

Nie chcemy jednej potrawy ze śledzia

My chcemy tak jeść jak Marszałek Rzeszy Goering”.

W sklepach tymczasem były pustki a długie kolejki wyczekujących

na dostawę towaru ilustrują dowcipy i anegdoty anonimowych twórców.

Oto jedna z nich:

Przed sklepem długa kolejka. Podchodzi do niej Romek i spostrzega Janka

trzymającego w jednej ręce butelkę a w drugiej nocnik.

— Janek, to ty się ludzi nie wstydzisz. Co ty tu robisz?

— Na mleko czekam.

— Z nocnikiem?

— A jak g… dadzą, to w co wezmę?

Inny dowcip tak skwitował brak artykułów żywnościowych w sklepach:

Tu kwiateczek, tam kwiateczek

a w środku Fűhrereczek.

Tak więc brak artykułów żywnościowych w sklepach zastępowano

często dekorowaniem wystaw portretem Hitlera. Głód, jaki panował

w tym czasie, był jednym z tematów ludowego humoru. Traktowano go

z uśmiechem, bo inne postępowanie wydawało się niegodne. Wskazuje

zresztą na to pewna zgadywanka popularna wśród dzieci i młodzieży:

„— A coś taki blady?

— A to z marmolady.

A coś taki siny?

— A to z margaryny”.

Codzienne menu okupacyjne prezentuje kolejny tekst, informujący

o tym, co było podstawą ówczesnego wyżywienia:

Na śniadanie — kartofle grzane

Na obiad niewielki — znów kartofelki

A na kolację zmiana — zupa kartoflana

W całym kraju istniał wprawdzie „czarny” rynek, ale dostępny był do niewielkiej grupy ludzi. Brakowało bowiem towarów, a ceny tych, które można było kupić, przewyższały możliwości większości rodzin. Krzywe zwierciadłom satyry tak naświetlało ten problem:

.Nasz handel już potrafi

Mieć towar dla narodu

Prędzej szlag Niemca trafi

Niż Polak umrze z głodu”

ale

„Handlarzu. Tak goniłem

W zapale twórczej weny

Ze zapomniałem wspomnieć

Jakie ty śpiewasz ceny”.

Ceny zawyżali nie tylko handlarze, lecz chłopi, zwłaszcza bogaci, których

dosięgła też ostra satyra, np.

Gdy się człowiek napracuje, to się w domu perfumuje, syty siedzi przy kominie i pobrzyncy na pianinie. Albo na kanapie legnie, co tato przywieźli z miasta, bo tam każdy chleba pragnie, a głód nieustannie wzrasta” .

„Czarny” rynek nie rozwiązywał więc problemu głodu, dlatego tu i ówdzie powtarzano z uśmiechem następującą anegdotkę:

— Wkrótce staniemy się podobni do Hindusów.

— Dlaczego?

— Ponieważ po ostatnich zarządzeniach kontyngentowych, w krótkim czasie będziemy czcić krowy.

Wraz z przedłużaniem się działań wojennych na froncie wschodnim, braki w zaopatrzeniu zaczęły występować również na rynku niemieckim, co było oczywiście źródłem drwiny pojawiającej się w anegdotach i dowcipach. Często dawały one odpowiedź na pytanie, dlaczego w Niemczech brak mięsa?

W Niemczech brak mięsa, bo:

Woły są w rządzie,

Świnie w partii,

A barany na froncie.

Trudności ekonomiczne III Rzeszy wyszydza także popularna piosenka polskich robotników, pracujących u niemieckich bauerów:

„U bauera piesek wyje

Na śniadanie pił pomyje,

 Zjadł na obiad kawał flaka,

 Żeby szczekał na Polaka.

Pierwszy tydzień margaryna,

 Drugi tydzień. sacharyna

Trzeci tydzień nic nie dają,

 Bo już sami nic nie maja …”.

Problemy ekonomiczne Niemiec hitlerowskich wywierały również ujemny wpływ na ich własne społeczeństwo, które powoli przestawało darzyć zaufaniem przywódców Rzeszy i partii. O takim właśnie braku zaufania opowiada następująca anegdota:

W Berlinie przyszła do banku pewna pani, chcąc złożyć 10 tys. marek. Ze względu jednak na niepewną sytuację, pyta: jakich kasa może udzielić gwarancji.

— Ależ proszę pani, osoba Hitlera jest chyba najlepszą gwarancją.

— Każdy jest śmiertelny — odpowiada ostrożnie dama.

— Mamy wówczas Goeringa.

— Ten ciągle lata samolotami, tym bardziej może mu się coś stać.

— Pozostaje wówczas partia.

— Ale partia może zostać rozwiązana.

— Do licha — wykrzykuje urzędnik — a czyż to nie byłoby warte straconych 10 tysięcy?

Ludowy humor antyhitlerowski nie oszczędzał także i partii. O tym, jaką cieszyła się popularnością traktuje anegdota pt. „Nowy punkt w statucie partii”:

Do statutu NSDAP [Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników -Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei] dołączono nowy paragraf, który reguluje wynagrodzenie za zwerbowanie nowych członków do partii: Za każdego nowo zwerbowanego członka, werbujący otrzyma nagrodę w wysokości 250 RM;

Za dwóch zwerbowanych członków 500 RM nagrody; Za trzech — zwolnienie z partii;

Za czterech — zwolnienie z partii i zaświadczenie, że werbujący do partii nigdy nie należał.

Satyra dosięgała także Fritza Brachta-nadprezydenta i i gauleitera Górnego Śląska.

— Czy wiesz, że nie udał się zamach na Fritza Brachta.

— Dlaczego?

— Bo w ostatniej chwili zorientowano się, że obecnie nie przedstawia żadnej wartości.

 Wartość dla podziemia przedstawiał kat ludności polskiej SS-Brigadafűhrer Franz Kutschera-dowódca SS i policji w dystrykcie warszawskim.[7]

 Klęska III Rzeszy była kwestia tylko czasu. Pomimo tego niektórzy mieszkańcy ziem okupowanych wierzyli jeszcze w sukces sił niemieckich. I tę grupę ludzi nie pominął humor. Rozmawiają dwaj koledzy, z których jeden informuje

— Wiesz, podczas ostatniego nalotu RAF zrzucał wiązki siana.

— Po co?

— Żeby dożywić osłów wierzących w wygraną Niemiec.

Zawiodła więc polityka przywódców III Rzeszy, nie uratowały hitlerowców nawet zagrabione dobra materialne z niemal całej Europy.

Zgodnie ze wskazówkami Himmlera, skierowanymi do generałów SS, grabiono nie tylko dobra materialne: „Od innych narodów weźmiemy to, co dla naszej krwi przedstawia pewną wartość”. Wyrazem pogardy dla niemieckiej koncepcji grabieży jest fraszka:

„Jeśli jeden człowiek kradnie — jest to kleptomania

Jeśli cały naród kradnie — to nazywa się Germania” .

Do kradzieży dołącza się inne wady okupanta, a mianowicie skąpstwo.

Wyszydza je krótki wiersz:

„Poszedł Niemiec na Krzemieniec kapustę rabować Ugryzła go mucha w d… kazał ją ćwiartować, A z tej muchy dwa kożuchy, pięć par rękawiczek, Żeby jeszcze wystarczyło Niemce na spódnicę”.

Część satyrycznych tekstów okresu wojny i okupacji, nie zawsze publikowanych, była doskonałą kontrą na wszystkie poczynania wroga. Gdy np. na tablicach ogłoszeń ukazały się afisze propagandowe, werbujące ochotników na roboty do III Rzeszy z napisem „Jedźcie z nami”, zaraz ktoś je poprawił „Jedźcie sami”. Z ironią powtarzano fraszki „Chcesz umierać na suchoty, jedź do Niemiec na roboty” lub „Jeśli świerzbi pana d…, to niech jedzie pan do Kruppa”.

Z kolei z niemieckich obozów pracy w III Rzeszy przedostawały się na teren Polski okupowany przez Niemców m.in. pieśni, odzwierciedlające tragedię robotników. Motyw ten występuje szczególnie wyraźnie w pieśni ‚„Oj, Niemcy, wy Niemcy”:

„… Oj, mamo, oj, mamo byście wy wiedzieli

co my tam w tych Niemczech ucierpieć musieli

Jeść nam nie dali

robić kazali

jeszcze nas na pole

kijem wyganiali…”.

Odpowiedź Polaków na tego rodzaju traktowanie robotników zatrudnionych w Niemczech była jednoznaczna, np. robiono kukły przedstawiające wodza III Rzeszy, wieszano ją na drzwiach urzędów, doczepiając kartki z napisem „Gdy cię dopadniemy, popatrz co zrobimy” lub „Niech cię piorun trzaśnie, niech ci życie zgaśnie”. Zdarzało się też tu i ówdzie znaleźć zdechłą kurę powieszoną do góry nogami z przymocowanym napisem ‚„lepiej się powiesić, niż Hitlerowi jajko znosić. A więc humor nie opuszczał Ślązaków nawet podczas nasilającego się terroru okupant.

To Ślązacy historię tej ziemi napisali sami swoją postawą, zaś młodzież płaciła największą cenę za powszechny udział w działalności Polskiego Państwa Podziemnego, za swoją bra­wurę, brak doświadczenia i wyszkolenia bojowego, ofiarny patriotyzm, rozpowszechnianie humoru i satyry. Nawet Naczelny Prokurator III Rzeszy stwierdził, że ludność tego regionu po klęsce w wojnie obronnej 1939 r. nie po­godziła się z utratą niepodległego bytu. Zwrócił on uwagę, że: „… Polacy od pierwszej chwili nie uznawali tego rozstrzygnięcia za ostateczne. Przeciwnie, spo­dziewali się, że Niemcy przegrają wojnę z mocarstwami zachodnimi, a tym samym także ich los ulegnie zmianie z domniemaną dla nich korzyścią. Duża część polskiej ludności (…) uważała za­kończenie wojskowych działań wojennych w Polsce jedynie za przejście od otwartego do utajonego oporu i uważała za swe główne zadanie wspieranie wojny mocarstw zachodnich wszel­kimi możliwymi sposobami, a poza tym podjęcie wszelkich wła­snych przygotowań, aby w momencie oczekiwanego, w niedale­kiej przyszłości upadku Niemiec wskrzesić państwo polskie dro­gą powszechnego powstania zbrojnego. Zgodnie z polskim cha­rakterem narodowym i w następstwie praktyki, która prze szła już do historii, tworzyły się wszędzie tajne organizacje, które zmie­rzały w kierunku przygotowania możliwie najszerszych kręgów ludności do urzeczywistnienia tych celów…”.

 Postawa antyniemiecka polskich mieszkańców Śląska, towarzyszący wielu z nich humor i satyra oraz aktywna działalność w organizacjach społecznych, politycznych, paramilitarnych miała znaczący wpływ na jej udział w ruchu oporu, kierowanym przez Polskie Państwo Podziemne. Walka o polskość, zepchnięta stałą presją germanizacyjną do kręgów najbliższej rodziny, nie mogła się legitymować ani żadnymi głośnymi, spektakularnymi akcjami, ani masowością, lecz odwagi dodawał humor i satyra, które ośmieszały okupanta. W daleko większym stopniu niż gdzie indziej, tak jak poprzednio, jeszcze przed powstaniami śląskimi, głównie dom określał tu i przetrwanie, i wymiar wychowania narodowego. Na zewnątrz zachowywano pozory niemieckości, zaś w domu była już Polska. Właśnie w domu wielu Ślązaków była Polska, Niemcy zaś za progiem, ośmieszeni przez rozpowszechnianą satyrę.

 

Autorzy tekstu: Monika Kaźmierczyk, płk w st. spocz. Dr Mieczysław Starczewski

[1] Zamach 20 VII 1944 r. przygotowany na Adolfa Hitlera przez spiskowców z Wehrmachtu i opozycjonistów cywilnych skupionych w Kręgu z Krzyżowej. Celem było obalenie reżimu hitlerowskiego, przejęcie władzy w Niemczech, szybkie zakończenie wojny poprze podjęcie rozmów z Aliantami na zachodzie. Zamierzano wykorzystać opracowany wcześniej plan operacyjny o kryptonimie Walkiria- zatwierdzony przez Hitlera [zakładał mobilizację wojsk rezerwy do obrony władzy w przypadku zamieszek wewnętrznych]. Kanclerzem miał zostać Carl Friedrich Goerdeler, zaś wykonawcą zamachu bombowego płk Claus von Stauffenberg, który 20 VII 1944 r. przybył na odprawę dowództwa wojskowego do kwatery Fűhrera Wilczy Szaniec k. Kętrzyna. Tam w pobliżu miejsca zajmowanego przez Hitlera postawił teczkę z bombą z zapalnikiem chemicznym i opuścił pomieszczenie. Wybuch nastąpił w czasie odprawy o 12. 42, w wyniku którego ranny został Hitler. Zamach zakończył się niepowodzeniem. Hitler rozprawił się krwawo nie tylko z zamachowcami, ale z osobami uznanymi jako przeciwnicy nazizmu. Zamordowano ok. 5 000 osób.

[2] Nie oznacza to, że całość ludności polskiej na tym terenie uczestniczyła w tej walce. Nie wszyscy zamierzali narażać życie w imię wyższych celów narodowych, czyli odzyskania niepodległości. Według naszej oceny można powiedzieć, że ta grupa ludności, która już w pieszych tygodniach podjęła ryzyko przeciwstawienia się aparatowi przemocy III Rzeszy, stanowiła mniejszość. Nie sposób jednak ustalić jaki stanowiła jej procent. Szacunkowo można przyjąć, że kilkanaście procent Polaków świadomie podjęło ryzyko narażenia życia i zdecydowało się na opór, w tym też rozpowszechnianie humoru i satyry na tym obszarze. Dopiero po wojnie stworzono legendę o walce całego społeczeństwa polskiego z hitlerowskim aparatem przemocy nie tylko na tym terenie. Faktem jest natomiast, że Polacy podani zostali eksterminacji i żyli w atmosferze ciągłego zagrożenia aresztowaniem a nawet utraty życia w czasie okupacji

[3] Walka z okupantem trwała nieprzerwanie przez całą okupację, choć ze zmieniającym się nasileniem. Natomiast nieliczne przypadki kolaboracji ostro piętnowano i zwalczano, łącznie z wykonywaniem wyroków śmierci, głównie przez oddziały partyzanckie. Patriotyczna postawa ludności polskiej, nie tylko z tego regionu, stwarzała od pierwszych dni okupacji warunki dla powstawania i rozwoju działalności konspiracyjnej tworzących się wielu ugrupowań o różnym zabarwieniu społeczno-politycznym, w tym partii politycznych i organizacji wojskowych.

[4] Wielu Polaków z omawianego obszaru za patriotyczną postawę zapłaciło najwyższą cenę, czyli życiem, jak: płk dypl. Henryk Kowalówka, mjr Cezary Uthke, kpt. Ryszard Margosz, kpt. Edward Zajączek, kpt. Władysław Marmurowicz, por. Wacław Stacherski, por. rez. mgr Józef Korol, ks. Jan Macha, ks. Józef Kania, Jan Margiciok. Stąd częste wyroki śmierci „za pracę konspiracyjną”, „zdradę główną”. Aresztowano też osoby nie związane z organizacjami konspiracyjnymi np. pewna ekspedientka została aresztowana za to, że powiedziała na dworcu do wyjeżdżających koleżanek do Niemiec „jesteście niemądre, po co tam jedziecie”.

[5] Władze hitlerowskie po zajęciu Górnego Śląska przystąpiły wkrótce do germanizacji części ludności rodzimej. Uważały one, że obok Polaków i Niemców mieszka tutaj ludność o „krwi pokrewnej niemieckiej”, do której zaliczono Ślązaków [Slonsaken] i Górnoślązaków [ Wasserpolnische Oberschlesier]. Między ludnością polską a ślązakami i górnoślązakami postanowiły one dokonać rozgraniczenia narodowościowego. Dlatego 4 marca 1941 r. wydano rozporządzenie o niemieckiej liście narodowościowej, wprowadzającej 4 grupy. Do grupy pierwszej zaliczono te osoby, które aktywnie uczestniczyły w życiu mniejszości niemieckiej w Polsce przed wojną, Druga grupę tworzyły osoby pochodzenia niemieckiego, ale bierne w działalności społeczno-politycznej tej mniejszości. Do grupy trzeciej zaliczono ludność pochodzenia niemieckiego, która w dużym już stopniu uległa spolonizowaniu. Natomiast grupę czwartą tworzyła ludność pochodzenia niemieckiego, która uległa całkowitemu spolonizowaniu. Uwagę zwraca fakt, że grupa trzecia i czwarta niemieckiej listy narodowościowej nie posiadała praw obywatelskich przysługujących rodowitym Niem­com, czyli obywatelstwo mogło zostać jej odebrane. Zarazem niektórzy mieszkańcy zakwalifikowana do grupy czwartej otrzymywali m.in. mniejsze racje żywnościowe i płacili, podobnie jak Polacy, społeczny podatek wyrównawczy [Sozialausgleichabgabe]. Na szeroka skalę stosowano przymus, aby miejscowa ludność zmieniła narodowość. Do X 1943 r. wpisano na niemiecka listę narodowościową [używano powszechnie Volkslista] ok. 1,4 mln osób, z czego grupa I stanowiła ok. 120 tys. grupa II –ok. 250 tys., grupa III- ok. 1 mln a grupa IV ok. 70 tys. Oznacza to, że blisko 95% ludności zaliczono do grup I, II i III, której członkowie podlegali służbie wojskowej.

 [6] Marki były jednostką monetarną w III Rzeszy, czyli też na omawianym terenie, zaś na znaczek pocztowy mówiono też marka [po niemiecku Marke-znaczek].

[7] Rozkaz zlikwidowania wydał szef Kedywu KG AK płk Emil Fieldorf „Nil” dla podległego jemu oddziału dywersyjnego „Pegaz”. 1 II 1944 r. oddział ten zatrzymał samochód wiozący Kutscherę z domu do pracy. Zastrzelony został przez Bronisława Pietraszewicza „Lota”. Mieszkańcy Warszawy z nieukrywaną niemal radość przyjęli likwidację tego kata, chociaż liczyli się z akcją odwetową okupanta. W dniu następnym rozstrzelano 100 Polaków-członków Polskiego Państwa Podziemnego skazanych, jak czytamy w obwieszczeniu policyjnym, „… przez Sąd Doraźny Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa za przestępstwa polityczne na śmierć…”. Natomiast na mieszkańców Warszawy okupant nałożył kontrybucję w wysokości 100 mln złotych [Warszawa miała zapłacić 85 mln a gminy powiatu warszawskiego 15 mln], zamknął na czas nie określony wszystkie polskie kina, teatry, restauracje w mieście i ustalił godzinę policyjną od 18.00 do 5.00.

Uwagę zwraca fakt, że akcja przeprowadzona została perfekcyjnie, co z uznaniem podkreślali sami Niemcy. SS-Obergruppenführer, generał Waffen-SS Wilhelm Koppe – Wyższy Dowódca SS i Policji w Kraju Warty a następnie w Generalnym Gubernatorstwie oraz sekretarz stanu do spraw bezpieczeństwa [Staatssekretär für das Sicherheitswesen] w rządzie Generalnego Gubernatorstwa przedstawił na posiedzeniu rządu GG 16 II 1944 r. informację o stanie bezpieczeństwa w podległym terenie i stwierdził „…Do najpoważniejszych wstrząsów ostatniego okresu należy zaliczyć dwa wielkie zamachy; ofiarą jednego z nich padł SS-Brigadeführer Kutschera. Członkowie nacjonalistycznego ruchu oporu przygotowali ten zamach tak precyzyjnie, że można go nazwać koronkową robotą. Przy jednym z ranionych sprawców znaleziono szkic, z którego wynikało, że plan zamachu opracowany był do najdrobniejszych szczegółów włącznie z pozycjami zajmowanymi przez poszczególnych jego wykonawców i kolejnością strzałów…”, Ktoś z Warszawiaków z humorem odpowiedział–wysłał list do Gruppenfűhrera Ludwiga Fischera-gubernatora dystryktu warszawskiego GG z propozycję zapłacenia 10-krotnej wyższej kwoty za zlikwidowanie Hitlera.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj