Dwugłos ws. aborcji cz. 2/2

0

Poniżej druga część dwugłosu (pierwsza część – tutaj). Lucjan Wesołowski analizuje wychowanie, obyczaje, elementy historyczne i idee mające wpływ na obecną w Polsce gorącą polemikę w kwestii aborcji.

Lucjan Wesołowski i Edyta Pilichowska

                                                             *

Lucjan Wesołowski – Myślę, że główny powód  trudnej sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się ostatnio  jako społeczeństwo w kwestiach dotyczących  aborcji i związanych z nią zagadnień to nasze zacofanie obyczajowe i intelektualne, wykorzystywane przez siły rządzące dla celów politycznych. Jest ono sprzęgnięte z silnym wpływem  konserwatywnych instytucji, takich jak przede wszystkim Kościół katolicki, a także  fundacja „Lux Veritatis” ojca Rydzyka, Instytut na Rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” itd. Spójrzmy, co napisał rzeczony instytut „Ordo Iuris” na swojej stronie internetowej:

„Wyniki pierwszego sondażu przeprowadzonym po odrzuceniu przez Sejm obywatelskiego projektu „Stop aborcji” przez IBRiS wskazują, że większość Polek popiera zawarty w projekcie postulat całkowitego zakazu aborcji z zachowaniem możliwości życia matki. Zdecydowana większość Polek sprzeciwia się jednocześnie przywróceniu dopuszczalności aborcji ze względów społecznych”.

Pomińmy miłosiernie błąd gramatyczny w pierwszym zdaniu… Ale jak treść tego komunikatu ma się do rzeczywistości? Większość Polek popiera całkowity zakaz aborcji? Jakiej trzeba hipokryzji (by nie powiedzieć gorzej), aby wypowiadać tego rodzaju sformułowania. Jest takie powiedzenie: „Jeśli rzeczywistość nie odzwierciedla naszych poglądów, to tym gorzej dla rzeczywistości”.

Kwestia gwałtu, którą poruszyła Edyta – czy ktokolwiek gdziekolwiek mówi chłopcom i młodym mężczyznom, że jest to jedno z najgorszych przestępstw przeciwko godności drugiego człowieka, który jest kobietą? Oczywiście tak samo powinno się potępić gwałt homoseksualny. To dla mnie podstawowa sprawa – uczenie w domach i szkołach szacunku dla drugiego człowieka. Kimkolwiek jest, cokolwiek myśli. Czyli relegowanie przemocy z naszych relacji z innymi ludźmi. Także przemocy werbalnej.

Wiele postaw i zachowań związanych ze sprawami, które opisała Edyta, to jeden z przejawów cechy, którą często widzę w naszej mentalności – właśnie brak szacunku dla innych. Można domniemywać, że bierze się on z braku szacunku dla samych siebie, z naszych głębokich kompleksów narodowych, z autorytarnego, często brutalnego traktowania nas w dzieciństwie itd. Dochodzi do tego dość powszechny brak dobrego wychowania. Inny ważny czynnik to nasze poglądy, często będące owocem  zwykłej ignorancji, wynikającej z braku odpowiedniej edukacji zarówno w domu jak i w szkole. Krążą w naszym społeczeństwie opinie i sądy niemające zbytniego oparcia w rzeczywistości, kreowane na bazie przesądów, zasłyszanych „nibyfaktów”. Do tego dochodzi zadziwiający powrót ideologii, które wydawały się dawno pogrzebane. W Polsce zostały po wojnie zakonserwowane z racji braku wolności pewne dawne postawy i systemy, które teraz wychodzą na powierzchnię, jak choćby idee głoszone przez ONR i inne grupy, zbliżone poglądami do tej organizacji. Pogarda, nienawiść, ksenofobia… Określenia i czyny agresywne, poniżające… Ludzie używający tego rodzaju określeń czy zachowujący się w ten sposób czują zapewne swoją słabość, swoją małość. Obrażanie innych, wynoszenie się nad nich jest być może w tym wypadku metodą poprawiania sobie samopoczucia. Niektórzy psycholodzy stawiają takie hipotezy w odniesieniu do owej hałaśliwej grupy naszych współobywateli. A na poziomie politycznym można odnieść wrażenie, które dzielę z niektórymi publicystami, że odwoływanie się do niskich emocji czy instynktów, obecnych wyraźne w działaniach owych grup i stymulowanie ich jest wręcz elementem socjotechniki rządzącej partii.

Edyta w swoich wypowiedziach krytykuje podejście do kobiet w Polsce, zarówno ze strony pojedynczych osób, jak i całych organizacji. Ocenia je jako pogardliwe, pozbawione zrozumienia, nieadekwatne do potrzeb. Nie można zgodzić się na takie podejście do kobiet. Na pewno mężczyźni są im winni szacunek. I naturalnie każde społeczeństwo powinno zapewnić kobietom realną równość praw i maksymalną możliwą pomoc we wszystkim, co ma związek z ciążą i wychowaniem dzieci.

Edyta wypowiada się bardzo ostro o mężczyznach, którzy z różnych powodów nie mają doświadczeń w dziedzinie życia rodzinnego, seksualnego itp., a roszczą sobie prawa do restrykcyjnego regulowania tych zagadnień. Jest dla mnie oczywiste, że ludzie nie mający osobistych doświadczeń w kwestii kontaktów seksualnych, zapłodnienia, ciąży (w tym w byciu partnerem kobiety ciężarnej), wychowania  dzieci itd. będą się poruszać bardziej na poziomie ideologii, haseł, przekonań itp., a nie rzeczywistych problemów. Zauważmy, że dyskusje na te tematy obracają się ostatnio niemal wyłącznie wokół kwestii aborcyjnych, a nie skupiają się na innych aspektach, jak np. na zagadnieniu pomocy rodzicom dzieci niepełnosprawnych. Podałbym tutaj jako wzór Szwajcarię, gdzie samotna matka wychowująca niepełnosprawne dziecko otrzymuje od państwa średnią pensję krajową. Ostatnia propozycja wypłaty 4.000 zł matce rodzącej niepełnosprawne dziecko jest dla mnie bardziej aktem demonstracyjnym, niż próbą rzeczywistego rozwiązania problemu. Dziecko wychowuje się przez wiele lat, a większość dzieci z poważną niepełnosprawnością wymaga opieki przez całe życie. Jak się ma do tego jednorazowa zapomoga?

Podsumowując: W moim głębokim przekonaniu tak skomplikowane i trudne sprawy nie powinny być objęte restrykcjami prawnymi. Optowałbym za wolnością wyboru, starając się jedynie pomóc kobiecie w podjęciu takiej decyzji, która w jej konkretnym przypadku (każdy przecież jest inny) byłaby najbardziej zgodna z tym, co dana kobieta uznałaby za „najmniejsze zło”. Używam tego ostatniego zwrotu w poczuciu, że nie ma w takich sytuacjach wyjść dobrych, można tylko starać się zminimalizować szkody.

Ogromnie ważne jest, aby społeczeństwo rozwijało postawę szacunku wobec kobiety. Czy wychowuje się chłopców w szacunku do kobiecości? Czy uświadamia się im, iż jedyną słuszną drogą zaspokojenia popędu seksualnego z udziałem kobiety jest bliskość cielesna tylko za jej wyraźną zgodą? Czy mówi się im, że także na nich spoczywa odpowiedzialność w kwestii unikania ciąży, jeśli nie jest wspólnym zamiarem przywołanie na świat nowego życia?

Jak mężczyźni traktują kobiety w Polsce? Jakie wzorce są przekazywane? Czy nie jest tak, że pokutują dawne schematy, klisze obyczajowe?

Przychodzi mi na myśl retoryczne pytanie – jak możemy traktować z szacunkiem ciało kobiety, jeśli codziennie widzimy, iż jest ono dźwignią reklam, często w odniesieniu do produktów niemających najmniejszego związku z tym, co być może usprawiedliwiałoby – choćby po części – pojawienie się elementów nagości, jak np. w przypadku reklamy bielizny.

Jak wygląda w szkole podejście do kwestii ciała, seksualności itp.? Jak to wygląda w domach? Jak traktują ojcowie, synowie, bracia, koledzy kobiety obecne w ich życiu prywatnym czy zawodowym?

Spójrzmy na nasz język – ile słów używanych za niecenzuralne ma związek z seksualnością, wyrażaną w sposób pogardliwy lub brutalny. Co tkwi w naszych umysłach, skoro używamy takich słów?

Ile zmian jest potrzebnych na każdym kroku, by seksualność zyskała w powszechnym odczuciu wymiar piękna i dobra… Ile zmian jest potrzebnych, by kobiety poczuły się szanowane  i doceniane…

Te zmiany potrzebne są – jak sądzę –  większości społeczeństw naszego świata. Bardzo chorego na brak szacunku i miłości.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here