Droga Donalda Trumpa do prezydentury

0

45. prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump jest z kilku względów precedensowym prezydentem. Przed zgłoszeniem swojej kandydatury na prezydenta z ramienia Partii Republikańskiej miał luźne związki z nią. W okresie prawyborów republikańskich nie miał poparcia kierownictwa tej partii i kampanię wyborczą finansował z własnych środków. Zgłaszając swoją kandydaturę na prezydenta nie miał za sobą żadnego doświadczenia politycznego i nie zajmował żadnego stanowiska obieralnego. Miał jednak duże pieniądze. Jest najbogatszym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych. Wartość jego majątku jest wyceniana na ok. 3-4 mld dolarów. On sam wycenia swój majątek na ponad 10 mld dolarów. W marcu 2016 r. periodyk „Forbes” umieścił Trumpa na 324 miejscu na światowej liście miliarderów z majątkiem wycenionym na 4,5 mld dolarów. Przed objęciem prezydentury miał on interesy w 144 firmach, w 25 krajach. Na prezydenta Stanów Zjednoczonych został zaprzysiężony 20 stycznia 2017 roku.

Rodzina Donalda Trumpa jest pochodzenia niemieckiego. Jego przodkowie w Niemczech nosili nazwisko Drumpf i mieszkali w Kallstad w Palatynacie. Dziadek obecnego prezydenta Friedrich Trump przybył do Stanów Zjednoczonych w 1885 r. mając wówczas 16 lat. Kiedy w 1892 r. został obywatelem USA zamerykanizował swoje imię na Frederick. Był osobą przedsiębiorczą. W okresie gorączki złota w Klondike otworzył hotele i restauracje. W 1902 r. ożenił się z Elizabeth Christ, babką obecnego prezydenta.

Ojciec Donalda Trumpa, Fred Trump (1905-1999) urodził się Nowym Jorku i jako przedsiębiorca zbił dużą fortunę budując domy mieszkalne dla klasy średniej w dzielnicach nowojorskich w Brooklynie i Queens i Staten Island. Matka Donalda Trumpa, Mary Trump urodziła się w 1912 r. w Szkocji w rodzinie rybackiej. Mając 17 lat wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych i w 1936 r. poślubiła Freda Trumpa. Można więc powiedzieć, że Donald Trump jest pochodzenia niemiecko-szkockiego i tak o sobie mówi.

Donald John Trump urodził się 14 czerwca 1946 r. w nowojorskiej dzielnicy Queens, jako czwarte z pięciorga dzieci Frederica i Mary Trump. Jako dziecko był energiczny, ruchliwy, co stwarzało rodzicom różne problemy. W celu zdyscyplinowania syna rodzice wysłali 13-letniego Donalda do nowojorskiej Akademii Wojskowej. Był zdolnym uczniem i dobrym sportowcem. W 1964 r. rozpoczął studia w Fordham University, a po dwóch latach przeniósł się do prestiżowej uczelni Wharton School of Finance w University of Pennsylvania. Uczelnię tę ukończył w 1968 r. z tytułem bakałarza nauk ekonomicznych.

W czasie wakacji Trump pracował w firmie budowlanej ojca a po ukończeniu studiów podjął tam stała pracę. Od 1971 r. zarządzał firmą budowlaną Elizabeth Trump and Son, która później zmieniła nazwę na The Trump Organization. Donald Trump został prezesem te firmy. Wówczas nawiązał kontakty z wpływowymi osobami w Nowym Jorku, co ułatwiło mu rozwinięcie działalności biznesowej m.in. na Manhattanie. Na początku lat 1970-tych Donald Trump został prezesem rodzinnej firmy a jego ojciec prezesem zarządu.

W 1973 r. Departament Sprawiedliwości wszczął dochodzenie wobec firmy Trumpa zarzucając jej dyskryminację klientów z powodu pochodzenia rasowego. Mianowicie Afroamerykanie skarżyli się, że firma Trumpa odmawia Afroamerykanom wynajęcia mieszkań mimo, że ogłasza się jako udostępniająca mieszkania ludziom o najniższych dochodach. Stanowiło to naruszanie ustawy Fair Housing Act, będącej częścią ustawy o prawach obywatelskich z 1968 r. Trump stanowczo zaprzeczył oskarżeniom i ostatecznie wybronił się z dochodzenia Departamentu Sprawiedliwości.

W dekadzie lat 1970-tych firma Trumpa wybudowała lub zmodernizowała na Manhattanie wiele okazałych budynków, m.in. Grand Hyatt Hotel oraz 58 piętrowy liczący 202 m wysokości Trump Tower. W 1981 r. zmarł z powodu alkoholizmu starszy brat Donalda Fred. Od tego czasu Donald Trump nie pije alkoholu i nie pali papierosów. W 1988 r. zakupił za 400 mln dolarów Plaza Hotel na Manhattanie i zarządzanie nim powierzył swojej ówczesnej żonie Ivanie. W 1985 r. zbudował kompleks budynków pod nazwą Television City, z 12-ma drapaczami chmur.

Stopniowo Trump wychodził ze swoim biznesem poza Nowy Jork i poza Stany Zjednoczone. M.in. kupił hotel Hilton i hotel-casino Taj Mahal w Atlantic City. Ten ostatni kilka lat później zbankrutował. Na Florydzie w West Palm Beach zbudował kondominium, które nazwał Trump Plaza. W ogóle to często nadawał on budowanym przez jego firmę obiektom nazwę „Trump”, co świadczyło o jego bufonadzie i reklamiarstwie. W 1989 r. za sumę 365 mln dolarów Trump zakupił linię lotniczą Eastern Air Lines Shuttle, której nazwę zmienił na Trump Shuttle. Ale w 1992 r, linia Trump Shuttle zbankrutowała. Wkrótce cała seria przedsiębiorstw Trumpa ogłosiła bankructwo, hotele, kasyna w Nowym Jorku, w Atlancie City. Kilka razy korzystał z ochrony ustawy o bankructwie. Trump inwestował również za granicą. Miał nieruchomości m.in. w Kanadzie w Korei Płd., w Indiach i na Filipinach. Budował hotele w Vancouver, Rio de Janeiro i w Baku, pola golfowe w Szkocji i w Dubaju. Trump negocjował z bankami, aby ponieść jak najmniejsze starty. W sumie kosztowało go to w 1995 r. – 916 mln dolarów straty. Zawarł również porozumienie z rządem, na podstawie którego został zwolniony z podatków federalnych do roku 2013. Trump nie ujawnia swojego szczegółowego zaznania podatkowego. W lipcu 2015 r., w trakcie kampanii wyborczej ujawniono, że w 2014 r. Trump miał dochód w wysokości 362 mln dolarów.

Trump lubi się przedstawiać jako człowiek sukcesu. Zawsze jest pewny siebie i nie okazuje słabości. Tymczasem badanie przeprowadzone przez zespół śledczy „New York Times” wykazały, że jego przedsiębiorstwa w 2016 r. były zadłużone na sumę przynajmniej 650 mln dolarów [1].

Znak firmowy „Trump” stopniowo uzyskał taki status, że Donald Trump pozwalał odpłatnie używać tej nazwy. Tak było m.in. w przypadku budynku w Istambule, gdzie turecki właściciel miał budynek pod nazwa Trump Towers Istanbul. Udzielił również licencji swojemu zięciowi Jared Kushnerowi na używanie nazwiska Trump na jego budynkach.

Biznes Trumpa to nie tylko budownictwo. Jest on właścicielem 18 boisk golfowych w USA i na świecie, które w 2015 r. przyniosły mu dochód w wysokości 382 mln dolarów. Pierwszy swój klub golfowy otworzył w West Palm Beach na Florydzie w 1999 r. Inwestuje również w sport. M.IN. w 1983 r. kupił drużynę futbolu amerykańskiego New Jersey z Michaelem Spinksem. Był również doradcą finansowym boksera Tysona.

Trump był od 1996 r. współwłaścicielem konkursów na Miss Universe, Miss USA i Miss Teen USA. W 2015 r. Sieć telewizyjna NBC i Univision zerwała z nim umowę na organizację konkursu na Miss Universe po tym jak Trump krytycznie i obraźliwie wyraził się o nielegalnych imigrantach meksykańskich w USA. Trump wytoczył proces przeciw Univision żądając odszkodowania 500 mln dolarów za zerwanie umowy. Porozumienie w tej sprawie zostało zawarte w luty, 2016 r., ale nie ujawniono jego szczegółów. 28 czerwca 2015 r. Trump zrezygnował ze swojego popularnego programu telewizyjnego „The Apprentice”, ponieważ ubiegał się w wyborach o prezydenturę.

Trump próbował również zarobić na wyższej uczelni. W 2005 założył Trump University, który funkcjonował do 2010 r. Uczelnia obiecywała absolwentom dobrą i wysoko płatną pracę. Czesne wahało się od 1500 dolarów do 35000 dol. Wkrótce okazało się, że poziom wykładowców na tej uczelni jest bardzo niski, a absolwenci mają trudności ze znalezieniem pracy. Wytoczyli więc proces i sędzia Gonzalo P. Curiel przyznał im rację. Trump ostro skrytykował sędziego, że jest nieobiektywny z racji swojego meksykańskiego pochodzenia. Wkrótce po zwycięskich wyborach prezydenckich Trump jednak zgodził się zapłacić studentom tej uczelni odszkodowanie w ogólnej wysokości 25 mln dolarów.

Fundacja pod nazwą Donald J. Trump Foundation powstała w 1988 r. z myślą niesienia pomocy osobom poszkodowanym na zdrowiu i sportowcom, głownie o konserwatywnych poglądach. Prokurator stanu Nowy Jork zakazał działalności Fundacji ponieważ narusza ona prawa obowiązujące w stanie Nowy Jork. W 1989 r. Trump po raz pierwszy znalazł się na liście miliarderów periodyku „Forbes”.

Donald Trump ma bogaty życiorys. Występował w 12 filmach, 14 telewizyjnych serialach. Był producentem popularnego telewizyjnego show pt. „The Apprentice”. Dwukrotnie był nominowany do nagrody Emmy Award.

W 1987 r. opublikował swoją pierwszą książkę p.t. „The Art. the Deal”. Jest autorem lub współautorem 15 książek.

Aż dziw bierze, że będąc zajętym tyloma biznesowymi sprawami Trump znalazł czas by zainteresować się karierą polityczną. Trzykrotnie zastanawiał się czy nie ubiegać się o prezydenturę. W 1999 r. powołał nawet zespół do zbadania jego szans wyborczych w wyborach 2000 roku z ramienia partii pod nazwą Reform Party. Sondaż wykazał, że miałby zaledwie 7% poparcia, dlatego zrezygnował z kandydowania.

Rozważał również, czy kandydować na prezydenta w 2004 r i w 2012 r. Ale nie zdecydował się. Podobnie zrezygnował z kandydowania na stanowisko gubernatora stanu Nowy Jork w wyborach 2006 r i 2014 r. mimo, że w 2013 r. wydał milion dolarów na sondaż swoich szans w wyborach.

W marcu 2011 r. Trump publicznie zakwestionował czy Barack Obama urodził się w Stanach Zjednoczonych i w związku z tym nie spełnia konstytucyjnych warunków by być prezydentem USA. Wątpliwości te wyraził mimo, że Obama ujawnił publicznie w 2002 r. swą metrykę urodzenia. Trump podważał jej autentyczność. Wątpliwości swoje odwołał dopiero 16 września 2016 r.

Donald Trump zmieniał swoją przynależność partyjną. W latach 1970-tych popierał republikanina Ronalda Reagana, ale dopiero w następnej dekadzie identyfikował się z Partią Republikańską. W 1999 r. przystąpił do Partii Reform, by opuścić ją w 2001 r. W latach 2001-2008 był związany z Partią Demokratyczną, ale w 2009 r. przystąpił do Partii Republikańskiej. W grudniu 2011 r. uznał się za politycznie niezależnego, ale po 5 miesiącach powrócił do Partii Republikańskiej przyrzekając, że pozostanie już jej członkiem.

Donald Trump wychowywał się w wielodzietnej rodzinie. Miał dwie siostry, Maryanne i Elizabeth oraz dwóch braci Freda i Roberta. Był trzykrotnie żonaty. Pierwszą żonę, czeską modelkę Iwonę Zelnickovą (ur. 1949 r.) poślubił w 1977 r. Małżeństwo się jednak rozpadło w 1992 r., kiedy żona odkryła, że mąż ma romans z aktorką Marlą Maples (ur. 1963 r.). Po rozwodzie Donald Trump poślubił w 1993 r. Marlę. Ale małżeństwo to nie przetrwało długo. Zakończyło się rozwodem w 1998 r.

Trzecia i obecna żona Donald Trump Melania Knavs urodziła się w 1970 r. w Słowenii. Mając 18 lat pracowała jako modelka w Mediolanie oraz Paryżu. W 1996 r. przyjechała do Ameryki. Zmieniła wówczas nazwisko na Knauss. Podjęła pracę jako modelka. Jej zdjęcia pojawiły się na okładkach magazynów mody. Po pewnym czasie uzyskała tzw. zieloną kartę pozwalającą na pobyt i pracę w Stanach Zjednoczonych. Trump i Melania spotkali się we wrześniu 1998 r. na przyjęciu Fashion Week w Nowym Jorku. Poprosił ją o numer telefonu, ale odmówiła. Dopiero po kilku miesiącach nawiązali kontakt. Regularne randki zakończyły się zaręczynami w 2004 r. i ślubem 22 stycznia 2005 r. w Episcopal Church, w Palm Beach na Florydzie. W uroczystości ślubnej wzięli m.in. udział Hillary i Bill Clinton. Melania miała na sobie suknię od Diora za 200 000 dolarów. W 2006 r. uzyskała obywatelstwo amerykańskie.

Trump i Melania mają jednego syna Barrona, który urodził się 20 marca 2006 r. Trump ma ponadto czworo dzieci z poprzednich dwóch małżeństw, dwóch synów: Donalda Jr (ur. 1977 r.) i Erica (ur. 1984 r.), oraz dwie córki: Iwanka (ur. 1981 r.) i Tiffany (ur. 1993 r.).

Późną wiosną 2015 r. rozpoczęła się w dwóch największych partiach politycznych USA, w Partii Demokratycznej i w Partii Republikańskiej, prezydencka kampania wyborcza. W walce o nominację partii rywalizowało 18 republikanów i 5 demokratów. Donald Trump zgłosił swoją kandydaturę 16 czerwca 2015 r. w budynku Trump Towers, w Nowym Jorku. Zapewnił, że uczyni ze swojej prezydentury „największe stanowisko, jakie Bóg kiedykolwiek stworzył”. Dodał zdanie, które będzie wielokrotnie później powtarzał w kampanii, mianowicie „uczynimy nasz kraj ponownie wielkim”. Mówił też o problemie nielegalnej imigracji w USA, o utracie stanowisk pracy w kraju, na rzecz innych państw i o zagrożeniu islamskim terroryzmem.

Każda amerykańska kampania wyborcza, zwłaszcza prezydencka ma swoją specyfikę, jest najdłuższa i najdroższa w świecie. Kampania 2015-2016 r. miała również unikalne cechy:

  1. Po raz pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych o prezydenturę z ramienia jednej z dwóch głównych partii ubiegała się kobieta, Hillary Clinton. Nie była ona jednak pierwszą kobietą w walce o to stanowisko. Nawet przed wejściem w życie XIX poprawki do Konstytucji w 1920 r. o prawach kobiet do głosowania, były panie w USA, które ubiegały się o prezydenturę.
  2. Z ramienia Partii Republikańskiej po raz pierwszy w historii USA kandydował na prezydenta ktoś, kto nie miał żadnego doświadczenia politycznego. Donald Trump nie zajmował dotąd żadnego stanowiska obieralnego, nie służył w wojsku, nie miał obycia międzynarodowego, ale miał pieniądze. Po zwycięstwie wyborczym był najbogatszym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych.
  3. Oboje kandydaci H. Clinton i D. Trump mieli w czasie kampanii wyborczej wysoki odsetek opinii negatywnych. Sondaże wykazały m.in., że wśród wyborców popierających Clinton, tylko 25% twierdziło, że będą bardzo zadowoleni, jeżeli ona wygra wybory. Wśród republikanów taką opinie na temat zwycięstwa Trumpa wyraziło 28% ankietowanych. Sondaże natomiast odnotowały w czasie kampanii wyborczej wysoki stopień niezadowolenia i frustracji wśród wyborców (57%). Ponadto 55% ankietowanych przyznało, że czują wstręt i odrazę do tego, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych.
  4. Kampania wyborcza 2015-2016 byłą wyjątkowo brudna, pełna inwektyw, kłamstw, wzajemnych oskarżeń. Trump zapowiadał, że jeżeli wygra wybory to wsadzi do więzienia swoją rywalkę Hillary Clinton. Proponował, aby przed ich debatą telewizyjną oboje poddali się testom antynarkotykowym. Ta kampania wyborcza była brudnym politycznym show, w którym w powodzi skandali, inwektyw i oskarżeń na dalszy plan zeszły różnice programowe.
  5. Kampania wyborcza 2015-2016 w USA odbywała się w warunkach głębokiego kryzysu zaufania społeczeństwa amerykańskiego do władzy federalnej, do establishmentu amerykańskiego. Wykorzystał to skutecznie Donald Trump przedstawiając się wyborcom, jako kandydat, który nie miał żadnych związków z rządowym Waszyngtonem. Obiecał przy tym, że jeżeli zostanie prezydentem to zrobi porządek w Waszyngtonie i przepędzi tych polityków, którzy myślą o tym jak zadbać o swoje interesy, a nie o interesy społeczeństwa. Nic więc dziwnego, że miliony wyborców uwierzyło w populistyczną retorykę i dało Trumpowi zwycięstwo i szansę realizacji obietnic wyborczych.

Wśród rywali Trumpa do nominacji Partii Republikańskiej byli doświadczeni politycy senatorowie, gubernatorzy cieszący się wsparciem establishmentu Partii Republikańskiej. Donald Trump działał samodzielnie i sam finansował swoją kampanię wyborczą. Kierownictwo Partii Republikańskiej początkowo lekceważyło go i nie dawało mu szans na uzyskanie nominacji, tym bardziej, że nie przedstawił on zwartego programu wyborczego zgodnego z programem partii.

Program wyborczy Trumpa w fazie prezydenckiej był zlepkiem różnych pomysłów, często sprzecznych ze sobą. Karmił on wyborców i media sensacyjnymi i często szokującymi wypowiedziami. W tej sytuacji dziennikarze nie odstępowali go, a on nie musiał wydawać pieniędzy na podtrzymywanie kontaktów ze środkami masowego przekazu. Trump w kampanii wyborczej reprezentował pogląd dobrze czy źle, ale ważnym jest, aby pisali i mówili o nim.

Oto niektóre przykłady poglądów Trumpa wyrażonych w okresie walki o nominację Partii Republikańskiej.

Trump określił imigrantów przybywających do USA mianem „gwałcicieli” i „morderców”. Domagał się deportacji 11 milionów emigrantów nielegalnie przebywających w Stanach Zjednoczonych. Zapowiadał, że jeżeli zostanie prezydentem zamknie granice kraju i zatrzyma skutecznie napływ imigrantów do USA. Aby zapobiec przedostawaniu się do Stanów Zjednoczonych imigrantów przez granicę z Meksykiem zapowiedział budowę długiego i wysokiego muru na tej granicy, na koszt oczywiście Meksyku.

Trump opowiadał się za zbrojnym zniszczeniem Państwa Islamskiego dżihadystów gdziekolwiek są na świecie, za bombardowaniem Iranu i irackich pól naftowych, aby pozbawić islamistów spod znaku ISIS środków materialnych. Krytykował przedsiębiorstwa amerykańskie, które w poszukiwaniu taniej siły roboczej przenosiły swoje zakłady m.in. do Chin, Indii czy Ameryki Łacińskiej. Powiedział, że zobowiąże je do powrotu do Stanów Zjednoczonych. Aby chronić rynek amerykański przed zalewem produktów chińskich Trump proponował wprowadzić cła zaporowe na te towary w wysokości 45%. „Chiny – powiedział – przejmują nasze stanowiska pracy i nasze pieniądze” i zapowiedział, że jako prezydent będzie „bardziej twardo negocjował z Chinami”.

Po tym kiedy dwóch islamistów terrorystów zastrzeliło 7 grudnia 2015 r. w San Bernardino w Kalifornii 14 osób Trump zaapelował do rządu amerykańskiego o wprowadzenie całkowitego zakazu wjazdu muzułmanów do Stanów Zjednoczonych, do wyjaśnienia obecnej sytuacji, ale nie określił bliżej tej sytuacji. Dlatego uważano go za islamofoba. Wielokrotnie Trump głosił poglądy, które były sprzeczne i wzajemnie się wykluczały. Jednego dnia wyraził poparcie dla idei nierozprzestrzeniania broni jądrowej, by innego dnia domagać się wyposażenia Japonii i Korei Południkowej w arsenały nuklearne. Trump jednego domagał się, aby rząd USA przekazał Ukrainie broń ofensywną, innego zaś dnia przestrzegał, że „Ukraina jest w stanie chaosu”. Był przeciwny porozumieniu z Iranem w sprawie wstrzymania prac nad rozwojem broni nuklearnej. „Iran – mówił – otrzymał 150 mld dolarów i nie dał nam nic w zamian”. Niemcy określił jako kraj „totalnego chaosu” („total mess”) i zarzucał Niemcom i Francji brak skutecznych zabezpieczeń pod terrorem. Od Arabii Saudyjskiej żądał zapłaty dla rodzin ofiar ataku na Nowy Jork i Waszyngton 11 września 2001 r. Popierał wyjście Wielkie Brytanii z Unii Europejskiej i Brexit dla Szkocji. Afrykę Płd. określił krajem ogarniętym „totalnym i bardzo niebezpiecznym chaosem”. Jeżeli chodzi o Północnoamerykańską Strefę Wolnego Handlu (NAFTA) to zapowiedział albo rewizję układu lub wycofanie się Stanów Zjednoczonych ponieważ porozumienie to faworyzuje przede wszystkim Meksyk i Kanadę.

Niepokojące były wypowiedzi Trumpa na temat NATO. O Sojuszu Północnoatlantyckim mówił, że jest „przestarzały”. Zagroził, że Stany Zjednoczone wystąpią z NATO, jeżeli państwa członkowskie nie zwiększą wydatków na obronę. Podważał też wiarygodność artykułu 5 Układu Waszyngtońskiego o NATO, o wzajemnej pomocy w wypadku agresji. Trump m.in. wyraził wątpliwości czy NATO powinno pomóc Estonii, jeżeli zostanie zaatakowane przez Rosję. Wszak – jak wyraził się – „to tylko przedmieście Sankt Petersburga”.

O stosunkach z Rosją, Trump w kampanii wyborczej wypowiadał się w tonie wyważonym. „Zawsze uważałem – powiedział – że Rosja i Stany Zjednoczone powinny być w stanie współpracować ze sobą w zwalczaniu terroryzmu i przywróceniu światowego pokoju, nie wspominając o handlu i innych korzyściach wynikających ze wzajemnego szacunku”. Chwalił Putina za „silne przywództwo” i twierdził, że może uznać rosyjskie roszczenia wobec Krymu i zrezygnować z sankcji wobec Rosji. Kiedy wytknięto mu kontakty z Rosją szybko oświadczył: „Nie prowadzę żadnych interesów w Rosji” i zaprzeczał jakoby był kandydatem Rosji. Kiedy hakerzy włamali się do skrzynki z pocztą e-mailową Komitetu Krajowego Partii Demokratycznej, Trump zaapelował wówczas o ujawnienie zawartości skrzynki demokratów mówiąc „Rosjo jeśli mnie słuchasz mam nadzieję, że jesteś w stanie znaleźć 30 tysięcy e-maili, których brakuje”. Chodziło Trumpowi o e-maile, które kompromitowały jego rywalkę Hillary Clintom w wyborach prezydenckich. Hillary Clinton zareagowała na to powiedzeniem: „Nigdy dotąd nie mieliśmy kandydata głównej partii, który zachęcał Rosjan do włamywania się do naszych skrzynek”.

W trakcie kampanii wyborczej Trump sugerował, że może uznać rosyjskie roszczenia wobec Krymu i zrezygnować z sankcji wobec Rosji. „Mieszkańcy Krymu, z tego co słyszałem – powiedział w lipcu 2016 r. – wolą raczej być z Rosją, niż tam gdzie byli poprzednio… Ukraina jest w stanie chaosu”.

Donald Trump jako biznesmen utrzymywał od 1988 r. kontakty biznesowe z Rosją. W 2013 r. organizował w Moskwie konkurs na „Miss Universe”. Rosjanie współfinansowali niektóre inwestycje Trumpa m.in. w Toronto oraz hotele na Manhattanie.

Jako kandydatowi na prezydenta nie jest mu zręcznie przyznawać się do kontaktów gospodarczych z Rosją. Dlatego 26 lipca 2016 r. napisał na Twitterze: „Ogłaszam oficjalnie: nie prowadzę żadnych interesów w Rosji”. Zaprzecza również jakoby był „kandydatem Rosji” w wyborach prezydenckich.

Pytany, czy powstanie „doktryna Trumpa” w polityce zagranicznej USA, zaprzeczał mówiąc, że „trzeba być elastycznym” w tej dziedzinie. Sukces w polityce zagranicznej – jego zdaniem – zależy od silnej gospodarki, a to pozwoli Stanom Zjednoczonym trzymać w ręku gruby kij[2]. W przemówieniu wygłoszonym w Waszyngtonie 27 kwietnia 2016 r. Trump, mimo krytycznej oceny Chin opowiedział się za współpracą z Rosją, Chinami „w oparciu o wspólne interesy”. Zapowiedział również, że wyśle żołnierzy amerykańskich na pole walki wtedy, gdy będzie to „absolutnie konieczne” i uczynię to, gdy będziemy mieli plan zwycięstwa przez dużą literę „V” (Victory). Wystąpienie w Waszyngtonie zakończył słowami: „Ameryka musi być ponownie szanowana. Musimy uczynić Amerykę ponownie bogatą i ponownie wielką. I jeśli to się nam uda to być może to stulecie będzie najbardziej pokojowe i prosperujące, jakie kiedykolwiek świat znał”.

W swoich wystąpieniach Trump często podkreślał wagę jaką przywiązuje do roli generałów w swoim otoczeniu i roli wojskowych w kształtowaniu polityki zagranicznej. Zapewniał, że wojskowi będą mieli dostęp do prezydenckiego Gabinetu Owalnego. „Musimy zająć bardziej twarde stanowisko wobec innych krajów” – powiedział [3]. W wywiadzie dla „Wall Street Journal” mówił, ze trzeba być zawsze gotowym do zmiany „Zawsze wierzyłem w elastyczność i bycie elastycznym” [4].

Przytoczyłem niektóre tylko wypowiedzi Donalda Trumpa z kampanii wyborczej. Jest on w sposobie bycia wielkim bufonem, zawsze demonstruje pewność siebie i nigdy nie okazuje słabości. Kiedyś powiedział: „Będę najwspanialszym prezydentem jakiego kiedykolwiek stworzył Bóg. Nasz kraj potrzebuje naprawdę wielkiego przywódcy”. Innym razem powiedział w Nowym Jorku „Mogę stanąć na środku 5 Alei i strzelić do kogoś i nie stracę wyborców”.

W prawyborach republikańskich Donald Trump szedł jak burza. Pierwsze prawybory w Iowa, 1 lutego 2016 r. przegrał. Zajął 2 miejsce otrzymując 24% głosów za senatorem Tad Cruzem, który otrzymał 28% głosów. Ale już następne prawybory w New Hampshire 9 lutego przyniosły Trumpowi zwycięstwo. Głosowało na niego 35% wyborców. W jego rodzinnym stanie Nowy Jork Trumpa poparło 59% głosujących. W sumie w prawyborach republikańskich w 2016 r. Donald Trump zwyciężył w 39 stanach i okręgach wyborczych. Głosowało na niego 14 mln wyborców (44,9%). Dało mu to 1457 delegatów (58,94%) spośród 2472 delegatów na konwencji nominacyjnej Partii Republikańskiej. Do uzyskania nominacji wystarczyła zwykła większość 1237 delegatów. Ale już 26 maja Trump zdobył liczbę delegatów, wystarczającą do uzyskania nominacji.

Republikanie zebrali się na swojej konwencji w Cleveland w stanie Ohio w dniach 18-22 lipca 2016 r. Nominację, jako kandydat na prezydenta uzyskał Donald Trump, na wiceprezydenta Mike Pence, gubernator Indiany. W czasie konwencji obyło się kilka demonstracji przeciwników Donald Trumpa. Tuż przed konwencją „New York Times” przestrzegał, że nominacja Trumpa będzie „triumfem czystego populizmu reprezentowanego przez bezwstydnego demagoga wbrew oficjalnemu establishmentowi i oficjalnej ideologii głównej partii politycznej”[5].

Przemawiając na konwencji Partii Republikańskiej 21 lipca, w 75 minutowym przemówieniu (najdłuższym od konwencji w 1972 r.) Trump stwierdził, że Ameryka stoi w obliczu „kryzysu” w związku z „atakami na policję” i „terroryzmem w naszych miastach”. W związku z tym, tematem kampanii finałowej powinno być „prawo i porządek”. Trump opowiedział się za ograniczeniem udziału Stanów Zjednoczonych w globalnych kryzysach, układach handlowych” i za ograniczeniem napływu do USA imigrantów. Skrytykował prezydenta Baracka Obamę i Hillary Clinton za to, że uczynili świat i Stany Zjednoczone mniej bezpiecznymi. Trump był pierwszym kandydatem republikańskim, który stanął w obronie społeczności gejowskiej (LGBT). Trump przedstawił się zgromadzonym na konwencji republikanom, jako zwolennik „zmiany”, cokolwiek miało to oznaczać.

Sondaż Gallupa wykazał, że wyborcy amerykańscy przyjęły przemówienie Trumpa na konwencji z mieszanymi uczuciami, 35% ankietowanych wyraziło się o nim z aprobatą, a 36% z dezaprobatą.

Mariusz Zawadzki, w korespondencji z Waszyngtonu pisał, że o ile jednak Trump „zdobył nominację wbrew partyjnym elitom, o tyle Clinton jest kwintesencją waszyngtońskich elit, w których obraca się od ponad ćwierć wieku. Dlatego zdaniem wielu analityków wynik jesiennych wyborów wcale nie jest przesądzony. Wprawdzie większość Amerykanów uważa, że Trump jest ignorantem i blagierem, którego prezydentura byłaby zagrożeniem dla Ameryki i świata, ale wielu ludzi również ma dosyć waszyngtońskich elit i zamierza zagłosować im na złość. Szczególnie alarmujące są dla Clinton wyniki sondaży zaufania: zaledwie jedna trzecia Amerykanów uznaje ją za „szczerą” i „godną zaufania”[6].

Tradycyjnie finałowa rozgrywka w kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych rozpoczyna się w dniu Święta Pracy (Labor Day) czyli w pierwszy poniedziałek września. W 2016 r. było jednak inaczej. Oboje główni rywale, Hillary Clintom z Partii Demokratycznej i Donald Trump z Partii Republikańskiej, rozpoczęli kampanię tuż po konwencjach nominacyjnych w lipcu 2016 r., nie czekając na Labor Day, który przypadał 5 września 2016 r.

Finałowej walce o prezydenturę i optymistycznym nadziejom obojga kandydatów nie towarzyszyły dobre nastroje wyborców. Amerykanie byli zdegustowani niskim poziomem merytorycznym, programowym walki wyborczej zdominowanej wzajemnymi oskarżeniami, inwektywami, kłamstwami. Według sondażu Pew Research Center opublikowanego 21 września 2016 r., 57% ankietowanych powiedziało, że są „sfrustrowani” kampanią wyborczą, a 55% orzekli, że są „zdegustowani” poziomem polemiki wyborczej. Wśród zwolenników pani Clinton 68% respondentów oświadczyło, że z ulgą przyjmą jej zwycięstwo. Wśród zwolenników Trumpa 61% ankietowanych z ulgą powita jego zwycięstwo.

Donald Trump działał energicznie w celu poszerzenia swojego elektoratu. Dotychczas jego elektorat składał się głownie z białych mężczyzn z podstawowym i średnim wykształceniem, mieszkańców wsi i małych miast, osób gorzej uposażonych i tych wszystkich, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji od czasu kryzysu, który zaczął się w 2008 r. i ciągle dotykał miliony ludzi. Za Trumpem opowiadali się również ci wyborcy, którzy nie byli gotowi zaakceptować na fotelu w gabinecie Owalnym Białego Domu prezydenta w spódnicy i z zadowoleniem cytowali obraźliwe wypowiedzi Trumpa o kobietach.

Hillary i Bill Clinton opublikowali swoje zeznania podatkowe za 2015 rok, w którym wykazali dochód roczny w wysokości 10 594 525 dolarów i oczekiwali, że to samo uczyni Donald Trump. On jednak ciągle kręcił. Jednego dnia obiecał, że to uczyni, innego dnia twierdził, że nie ma takiego obowiązku. Sprawa ta rzucała pewien cień na Trumpa i podejrzenia, że ma coś do ukrycia. Mimo nacisków publicznych do końca kampanii wyborczej Trump nie ujawnił swoich zeznań podatkowych.

Niektóre media amerykańskie lansowały tezę, że właściwie to nie ma zbyt dużych różnic między Clinton i Trumpem i przytaczano następujące argumenty.

  1. Oboje mają zbliżony wiek: Clinton 68 lat, Trump 70.
  2. Oboje często gościli na ekranach telewizyjnych.
  3. Oboje należą do ludzi zamożnych.
  4. Oboje farbują swoje włosy
  5. Oboje są z Nowego Jorku.
  6. Oboje mieli problemy z małżeństwem.
  7. Oboje opowiadają się za utrzymaniem Social Security i zwiększeniem wydatków na infrastrukturę.
  8. Oboje są przedmiotem dochodzeń.
  9. Oboje mają w rodzinie przedstawicieli żydowskiej społeczności w osobach zięciów.
  10. Oboje maja znaczny odsetek negatywnych opinii wśród elektoratu.

Zwolennicy Trumpa już na początku finałowego etapu kampanii wyborczej postanowili uczynić stan zdrowia Hillary Clinton jako jeden z tematów kampanii wyborczej. Rozpuszczali więc plotki o jej rzekomo poważnej chorobie, która utrudni jej pełnienie obowiązków prezydenta. Trump mówił, że Hillary „brakuje fizycznej wytrzymałości”. Przypominał jej długie ataki alergicznego kaszlu i omdlenia. Hillary odpowiadała żartem, że alergicznego kaszlu dostaje wtedy, kiedy myśli o Trumpie. Trump nie ujawnił jednak w czasie kampanii wyborczej szczegółowego świadectwa o stanie swojego zdrowia. Natomiast jego lekarz dr Harold N. Bornstein powiedział, że jeżeli Trump zostanie wybrany prezydentem „będzie najzdrowszą osoba jaką kiedykolwiek została wybrana prezydentem”.

We wrześniu większość sondażu ogólnokrajowych wykazywały kilkunastopunktową przewagę Clinton nad Trumpem. Problemy zdrowotne nie obniżyły poparcia dla niej. Sondaż Reuters/Ipsos przeprowadzony 9-15 września wykazał, że 42% wyborców zagłosowałoby na Hillary, a na Donalda Trumpa 38% . Inne sondaże wykazywały na mniejsze różnice, a sondaż Los Angeles Times dał przewagę Trumpowi nad Clinton stosunkiem 47:41. Sondaż NBC/Wall Street Journal przeprowadzony tydzień później wykazał sześciopunktową przewagę Clinton 43-37%. Kandydat Partii Libertariańskiej Gary Johnsen odnotował poparcie 9%, a kandydat Partii Zielonych Jill Stein 3%. Ten sondaż wykazał, że w sprawach gospodarczych wyborcy wyżej oceniają Trumpa, aniżeli Clinton stosunkiem 46-41%. Clinton natomiast miała lepsze od Trumpa notowania jako naczelny dowódca 48-33%, w dysponowaniu bronią atomową 51-25%, w sprawach imigracji 50-39%. Natomiast w sprawach walki z terroryzmem i bezpieczeństwa wewnętrznego kraju oboje mieli zbliżone notowania 44-43%.

Kampania wyborcza obfitowała we wzajemne oskarżenia i zarzuty między Clintom i Trumpem. Uczestniczyli w tym aktywnie nie tylko sami kandydaci ale także ich zwolennicy. Hillary m.in. zarzucała swojemu rywalowi, że posługuje się demagogiczną retoryką kiedy mówi o terroryzmie w Stanach Zjednoczonych. Trump winą za terroryzm jej zdaniem obciąża wszystkich muzułmanów w Stanach Zjednoczonych podczas gdy miliony z nich są to ludzie „praworządni i pokojowo nastawieni”.

Trump na zarzuty, że nie płaci podatków odpowiada krótko: „ponieważ jestem sprytny” [7].

W rzeczywistości Trump nie płacił podatków federalnych, płacił natomiast podatki stanowe miejskie, podatki od własności.

3 października Hillary zarzuciła Trumpowi, że prowadzi wystawny tryb życia bilionera, natomiast „nie wnosi nic do naszego kraju” i że reprezentuje ten sam skorumpowany system, który zamierza zmienić. Zarzuciła mu brak ochrony swoich pracowników. Kiedy Trump chwalił się swoimi sukcesami w biznesie Hillary pytała publicznie: „Co to za geniusz, który traci miliard dolarów w ciągu roku?”. Innym razem powiedziała: „Donald Trump nic nie wniósł do naszego kraju”. Prostowała również kłamstwo Trumpa, że był przeciwny inwazji G. Busha na Irak. Oboje natomiast popierali interwencje zbrojną w Libii i obalenie Kadafiego.

Hillary podważała kompetencje Trumpa do pełnienia odpowiedzialnej funkcji naczelnego dowódcy. Ostrzegała wyborców, że jest on „zbyt nieobliczalny” by być naczelnym dowódcą a to zagraża bezpieczeństwu Stanów Zjednoczonych i świata. Sam Trump przyznał, że jest „nieprzewidywalny” i oświadczył: ”kocham wojnę”. Ona zaś obrzucała go epitetami takimi jak oszust podatkowy, rasista, hochsztapler i islamofob, wyzyskiwacz własnych pracowników.

Trump i jego zwolennicy nie pozostali dłużni pani Clinton i występowali wobec niej z różnymi zarzutami, głównie wyimaginowanymi. Oskarżali ją m.in. o to, że ukrywa informację o stanie swego zdrowia, że nie ma „psychicznej i fizycznej wytrzymałości”, że wygląda na osobę „chorą i przemęczoną”. Trump podejrzewał publicznie Hillary, że nie jest wierną żoną i zarzucał jej czyny, za które powinna iść do więzienia. Zapewniał, że jeżeli on wygra wybory ona będzie siedzieć w więzieniu. Publicznie mówił, że jest osobą skorumpowaną i powinien się nią zająć specjalny prokurator. Kiedy mówił o tym na wiecach, tłum krzyczał „Zamknąć ją. Zamknąć”. Według Trumpa Clinton jest częścią waszyngtońskiego establishmentu i nie można jej ufać ponieważ reprezentuje grupę specjalnych interesów. Jeżeli dotąd nie postawiono Clinton w stan oskarżenia – powiedział Trump – to tylko dlatego, że istnieje zmowa między Clintonami i Departamentem Sprawiedliwości.

Na jej oskarżenia o molestowanie kobiet Trump przyznał, ze ma słabość do płci pięknej. Piękne kobiety – mówił – pociągają mnie z automatu, od razu zaczynam je całować – wyjaśniał. Kiedy jesteś gwiazdorem, one ci na to pozwalają. Możesz robić co chcesz. Łapać za cipki, cokolwiek, wszystko! [8].

W czasie ostatnich dwóch miesięcy kampanii wyborczej Trump uparcie powtarzał, że Hillary Clintom powinna być postawiona w stan oskarżenia, powinna siedzieć w więzieniu, a nie ubiegać się o prezydenturę w wyborach, które wyglądają na sfałszowane („rigged”). Ona nie postał mu dłużna. 5 września 2016 r. powiedziała: „Donald Trump jako naczelny dowódca „śmiertelnie mnie przeraża”.

W finałowej rozgrywce Trump – Clinton odbyły się trzy debaty telewizyjne. Według sondaży przeprowadzonych bezpośrednio po każdej z nich Trump wypadł gorzej od swej rywalki w każdej z nich. Pierwsza debata odbyła się 26 września. Hillary Clinton wyraźnie zepchnęła swego rywala do defensywy. Trump miał kilka dobrych wypowiedzi na tematy gospodarcze, na temat rynku pracy, ale nie brakowała również w jego wypowiedziach wielu błędów. Nic więc dziwnego, że nawet sondaż pro republikańskiej telewizji Fox News wykazał, że w debacie lepiej wypadła Clinton stosunkiem głosów 43% dla niej i 40% dla Trumpa.

Trump jak zwykle pewny siebie zapewniał, że debatę z Clinton wygrał. Jeżeli jego przekaz, nie docierał do słuchaczy to wina źle funkcjonującego mikrofonu. Zarzucił również prowadzącemu debatę dziennikarzowi, że w swoich pytaniach faworyzował Hillary Clinton.

Trump nie mając pewności, że zwycięży w tych wyborach na wszelki wypadek publicznie wyrażał obawy, że mogą być sfałszowane. Mówił też, że jeżeli przegra to nie uzna ich wyniku. Takie stanowisko budziło powszechną krytykę w Stanach Zjednoczonych.

Trump miał problem, ponieważ wielu znanych polityków republikańskich odmówiło mu poparcia m.in. Senator John McCain, była sekretarz stanu Condoleezza Rice, senator z Alaski Liza Murkowski, gubernator Ohio John Kasich oraz były gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger. Komitet Krajowy Partii Republikańskiej nie okazywał specjalnego entuzjazmu dla kandydata tej partii w wyborach prezydenckich. Także 50 republikanów , którzy w przeszłości odpowiadali za bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych stwierdzili w liście otwartym, że jeżeli Trump znajdzie się w Białym Domu „będzie najbardziej lekkomyślnym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych”[9].

Krytycznie o Trumpie wypowiadał się autor jego biografii Michael D’Antonio zatytułowanej „Donald Trump”. W pogoni za sukcesem”. W wywiadzie dla „Newsweeka” D’Antonio powiedział o Trumpie, że to jest człowiek, który od 40 lat nie przeczytał żadnej książki. Brak mu cierpliwości i nie ma w nim krztyny intelektualnej ciekawości. Dla niego liczy się tylko Donald Trump. „Wie pan, od czego Trump zaczyna czytanie? Od artykułów na własny temat. Bo tylko on jest ważny. …Trump ma być postrzegany jako potężny, bogaty i pociągający”[10].

2 czerwca Hillary Clinton udostępniła mediom opracowanie zawierające 34 największe zarzuty wobec Donalda Trumpa. Zarzuciła mu m.in. brak poważnego zwartego programu wyborczego, liczne kłamstwa i sprzeczności w poglądach. Z punktu widzenia temperamentu nie jest on przygotowany do pełnienia obowiązków prezydenta ponieważ „brak mu wiedzy, stabilności i poczucia odpowiedzialności”. To jest ktoś, kto nie powinien mieć dostępu do kodów nuklearnych – stwierdziła Clinton.

Trump miał jednak także swoich zwolenników. Socjolog prof. Salvatore Babones mówił tak: „Dlaczego tak wielu Amerykanów chce głosować na Trumpa? Nie dlatego, że tak bardzo zachwycił ich jego program, nawet nie wydaje mi się, żeby go za dobrze znali. Wybierają Trumpa, bo nie mówi i nie zachowuje się jak polityk. OK. należy do elity – jest miliarderem, gwiazdą reality show, w żaden sposób nie może być nazywany zwykłym człowiekiem, ale na pewno nie jest też politykiem. I obiecuje, że rozwali system.

Popieram nie tyle samego Trumpa, ile szansę na reformę skostniałej struktury, która zamknęła się na każdy punkt widzenia niepopierany przez Wall Street”[11].

Przed drugą debatą Hillary Clintom, która odbyła się 9 października Trump zorganizował konferencję w udziałem trzech kobiet Pani Jones, Juanity Broaddrick i Kathleen Willy, które oskarżały Billa Clintona, że napastował je. Trump miał nadzieję, że wyprowadzi to z równowagi Hillary i Billa w czasie debaty.

Od początku tej debaty wyczuwało się napięcie. Oboje wyszli na scenę stanęli obok siebie ale nie podali sobie rąk. Kiedy Hillary wypomniała mu obraźliwe wypowiedzi na temat kobiet, Trump tłumaczył się, że były to rozmowy z kolegami w szatni. I przeprosił za nie. Trump oświadczył, że jeżeli zostanie wybrany prezydentem powoła specjalnego prokuratora do przeprowadzenia śledztwa wobec Clinton, w sprawie przechowywania emalii w czasie, gdy Hillary była sekretarzem stanu. Powiedział, że Clinton powinna się „wstydzić” usuwając z serwera w Departamencie Stanu osobiste emaile. W drugiej debacie Trump był bardziej pewny siebie i bardziej agresywny aniżeli w pierwszej. O Hillary mówił, że jest „diabłem” i politykiem od 30 lat, ale bez osiągnięć. Ma natomiast „ogromną nienawiść w sercu”. Również i w tej debacie uznano Hillary za zwycięzcę.

12 października w „Now York Times” ukazał się artykuł, w którym dwie kobiety oskarżyły Trumpa o seksualne molestowanie. Podobne zarzuty pojawiły się ze strony kolejnych kobiet w różnych mediach. Trump stanowczo zaprzeczał tym oskarżeniom nazywając je „fikcją” mających na celu „zamordowanie” jego charakteru. Dziennik „Washington Post” z koli opublikował rozmowę sprzed „11 lat, w której opowiadał kolegom, jak próbował uwieść, „zerżnąć” mężatkę. Piękne kobiety pociągają mnie z automatu, od razu zaczynam je całować – wyjaśnił. – To jest magnez. Kiedy jesteś gwiazdorem, one ci na to pozwalają. Możesz robić, co chcesz. Łapać za cipki, cokolwiek, wszystko”[12].

Trump w kampanii wyborczej nie poruszał problemu zmian klimatycznych. Uważał, że jest to problem wymyślony przez Chińczyków po to, aby towary amerykańskie były mniej konkurencyjne w stosunku do towarów chińskich na rynkach światowych. Pismo „Scientific American” skrytykowało Trumpa, że wnosi wrogość wobec nauki na dotąd nieodkryte wyżyny”[13].

Po tych informacjach kilkudziesięciu polityków republikańskich oświadczyło, że przestają popierać Trumpa.

Przed trzecią debatą, która odbyła się 19 października, Trump zażądał aby oboje i Clintom i on przed debatą poddali się testom antynarkotykowym, ponieważ podejrzewał, że jego rywalka zażywa narkotyki . oczywiście ta niesamowita propozycja nie został przyjęta.

Trump w tej debacie był spokojniejszy niż w poprzednich dwóch pojedynkach, ale debata podobnie jak poprzednie była grubiańska, szorstka i pozbawiona zwyczajowej kurtuazji. Trump często przerywał swojej rywalce. Obraźliwe zarzuty pojawiały się z obu stron, chociaż częściej padały z ust Trumpa. Powszechne zdziwienie budzić musiało stwierdzenie Trumpa, że zaakceptuje wyniki wyborów jeżeli je wygra. W sensie prawnym kandydat na prezydenta może zakwestionować wyniki wyborców na szczeblu lokalnym ale nie na szczeblu ogólnokrajowym. Na zakończenie debaty oboje nie podali sobie rąk.

Nie podali sobie rąk również na powitanie. Był to drobny przykład niskiej kultury politycznej w tej kampanii wyborczej. Również i po tej debacie sondaże lepiej oceniły prezentacje Hillary Clinton aniżeli Donalda Trumpa.

Również w finałowej rozgrywce pojawił się wątek stosunków amerykańsko-rosyjskich. Hillary Clinton krytykowała Trumpa za jego związki z Rosją i związki jego doradców i członków jego sztabu wyborczego z Rosją i biznesem rosyjskim. Chodzi m.in. o Paula Manaforta i Cartera Paige, którzy ponoć otrzymywali pieniądze od prorosyjskiej Partii Regionów na Ukrainie. Trump zarzucił Hillary Clinton 17 października, że jest nadmiernie „twarda” w swoim języku wobec Rosji, ona zaś jemu, ze jest zbyt miękki.

Świat z racji roli Stanów Zjednoczonych w międzynarodowym układzie sił uważnie śledził wybory prezydenckie w USA i jednoznacznie kibicował Hillary Clinton osobie znanej i aktywnej na arenie międzynarodowej. Jedynie Rosja stwarzała wrażenie, że sympatyzuje z Donaldem Trumpem, mimo, że był on osobą nieznaną w międzynarodowej polityce. Reszta świata uważała Trumpa za nieprzewidywalnego polityka, który często przeczył sam sobie i mówił rzeczy niesprawiedliwe. W sprawie konfliktu izraelsko-pakistańskiego np. raz mówił o swoim neutralnym stanowisku wobec Izraela a innym razem opowiedział się za przeniesieniem ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy. Stanowczo zaprzeczał, że jest izolacjonistą jeżeli chodzi o politykę zagraniczną USA.

Na 11 dni przed wyborami, szef FBI James B. Comey podał do publicznej wiadomości, że posiada nowe dokumenty dotyczące emalii pani Clinton, gdy była sekretarzem stanu. Dał tym samym do zrozumienia, że mogą one obciążać była szefową dyplomacji amerykańskiej.

Trump i jego ludzie natychmiast wykorzystali niejasne, ogólne oświadczenie szefa FBI do kolejnego ataku na Hillary. „Hillary Clinton jest skorumpowana na niespotykaną dotąd skalę… Nie możemy pozwolić, aby wzięła to swoje kryminalne postępowanie do Gabinetu Owalnego” w Białym Domu – powiedział Trump na spotkaniu z wyborcami w New Hampshire. A manager kampanii wyborczej Trumpa, Kellyanne Conway skomentowała na swoim twitterze informację Comeya: „Wielki dzień w naszej kampanii stał się jeszcze lepszym”. Wiadomość Comeya pozbawiła Hillary wiele głosów w wyborach.

Pani Clinton zażądała od szefa FBI, aby podał do publicznej wiadomości do poniedziałku, 7 listopada, a więc przed wtorkowymi wyborami szczegóły e-maili, o których mówił. Uznała ona postępowanie Comeya za „bezprecedensowe i głęboko niepokojące. Comey odwołał swoje podejrzenia dopiero w niedzielę 6 listopada na dwa dni przed wyborami.

Republikanie i osobiście Donald Trump powtarzali wielokrotnie różne prawdziwe i kłamliwe zdarzenia z działalności Hillary Clinton, i ostrzegali przed jej prezydenturą. Obiecywali, że wyczyszczą Waszyngton ze skorumpowanych i zainteresowanych własnymi interesami polityków. „Wysuszymy waszyngtońskie bagno” („drain the swamp”) powtarzał wielokrotnie Trump. Nic więc dziwnego, że w miarę zbliżania się terminu wyborów, zbliżały się notowania obojga rywali, a w niektórych sondażach Trump odnotował niewielka przewagę. Większość sondaży nadal dawała niewielką przewagę pani Clinton.

Trump wielokrotnie w czasie kampanii wyborczej groził, że posadzi Hillary Clintom do więzienia, a jeżeli zostanie ona prezydentem to zainicjuje proces usunięcia jej ze stanowiska w drodze impeachment. Głosił te tezy mimo, ze fachowcy mówili mu, że prezydent Hillary Clinton może być usunięta za stanowiska prezydenta tylko w drodze artykułu II konstytucji. Również można wobec niej zastosować oskarżenie w drodze impeachment jako sekretarza stanu. Były to jednak groźby bez realnej szansy na zastosowanie, wobec Hillary.

8 listopada 2016 r. w wyborach prezydenckich wzięło udział ok. 140 milionów obywateli spośród 251 mln uprawnianych do głosowania. Frekwencja wyborcza była tradycyjnie niska – 55,3%. Stany Zjednoczone w 2016 r. liczyły 325 mln mieszkańców. Główni kandydaci otrzymali następującą liczbę głosów”:

  • Hillary Clinton 65 844 954 głosów – 48,2 %
  • Donald Trump 62 979 879 głosów – 46,1 %
  • Gary Johnson 4 488 912 głosów – 3,28 %
  • Jill Stein 1 457 032 głosów – 1,06 %

Hillary Clinton uzyskała w całym kraju o 2,9 mln głosów więcej (2,1%), mimo to przegrała wybory, ponieważ Trump wygrał wybory w 33 stanach i okręgach. Ona zaś w 22 stanach i okręgach. Trump zdobył 306 głosów w Kolegium Elektorskim (56,5%), które wybiera prezydenta. Hillary natomiast miała 232 głosy elektorskie. To oczywiście zapewniło Trumpowi zwycięską prezydenturę.

[1] S. Craig, For Trump a maze of debts and opaque ties, “INYT”, 22.08.2016 .

[2] „USA Today”, 28.04.2016 r.

[3] „INYT”, 4.05.2016 .

[4] „The Wall Street Journal”, 9.05.2016 r.

[5] „INYT”, 16-17.07.2016 r.

[6] Zawadzki M., Hillary Clinton kandydatką, „Gazeta Wyborcza”, 08.06.2016.

[7] „The Guardian”, 2.10.2016

[8] „Gazeta Wyborcza”, 12.10.2016

[9] M. Zawadzki, Lekkomyślny kandydat Trump, „Gazeta Wyborcza”, 10.08.2016.

[10] „Newsweek”, 23-29.05.2016 r.

[11] Dlaczego wolę Trumpa. Wywiad z Salvatore Barbonesem, „Gazeta Wyborcza”, 4-5.06.2016 r.

[12] M. Zawadzki, Rejterada w szeregach Trumpa, „Gazeta Wyborcza”.10.10.2016.

[13] A. Leszczyński, Wybory w USA kontra nauka, „Gazeta Wyborcza”, 13.10.2016 r.

Poprzedni artykułLiga Mistrzów: Trener Massimiliano Allegri – znakomicie przygotowuje swój zespół…
Następny artykułJak wyglądają domy w filmach science-fiction?
Longin Pastusiak
Prof. dr hab. Longin Pastusiak - politolog, amerykanista. Ukończył studia na Wydziale Dziennikarskim Uniwersytetu Warszawskiego oraz na Wydziale Spraw Międzynarodowych University of Virginia w Stanach Zjednoczonych. W latach 1963-1993 pracował w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Od 1978 r. profesor nadzwyczajny, a od 1986 r. profesor zwyczajny. W latach 1994-2005 Profesor Uniwersytetu Gdańskiego. W latach 1985 -1988 Prezes Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych. Poseł Ziemi Gdańskiej w Sejmie I, II, III kadencji (1991-2001). Wiceprzewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP oraz przewodniczący stałych delegacji Sejmu i Senatu do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO oraz do Zgromadzenia Parlamentarnego Unii zachodnioeuropejskiej W latach 2002-2004 wiceprezydent Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. W latach 2001-2005 marszałek Senatu V kadencji. Profesor w Akademii Finansów oraz w Wyższej Szkole Zarządzania i Prawa w Warszawie. Obecnie jest profesorem w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, gdzie jest Dyrektorem Instytutu Spraw Społecznych i Stosunków Międzynarodowych. Prof. Longin Pastusiak wykładał na uczelniach polskich i zagranicznych. Doctor honoris causa uczelni polskich i zagranicznych. Prof. dr hab. Longin Pastusiak jest autorem ponad 700 publikacji naukowych w tym ponad 90 książek. W 2015 r ukazały się następujące książki prof. L. Pastusiaka: * Polacy w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych, Bellona, Warszawa 2015. * Prezydenci USA w anegdocie. Od Trumana do Obamy, Bellona, Warszawa 2015. * Prezydent dobrych intencji. Polityka zagraniczna Baracka Obamy, Oficyna Wydawnicza “Adam”, Warszawa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here