Demaskowanie zła. Cz. 2: kto kogo szantażuje?

1

„Pracodawcy widzą w fatalnym położeniu bezrobotnych straszak pozwalający na proponowanie niskich płac i złych warunków pracy. Poza tym niejeden po cichu czerpie z rozpaczliwej sytuacji tych osób pociechę dla swej skromnej egzystencji”

[Część pierwsza tekstu: Demaskowanie zła. Cz. 1: Nie taki diabeł straszny… ]

Podczas pracy nad tekstem Nie dajmy się szantażować! (2010 r. / 12 s.) dotyczącym szantażu – ze szczególnym uwzględnieniem tego, co nazywa się szantażem moralnym lub emocjonalnym – zrozumiałem równie ważne, co niedoceniane powiązania etyki z zagadnieniami poznawczymi. Stało się dla mnie jasne, że pewnego gatunku złe czyny nie tylko mogą współistnieć z moralnymi zasadami ich sprawców, ale że zasady te wręcz sprzyjają ich powodowaniu. Spróbuję streścić główne myśli tej pracy:

Z szantażem mamy do czynienia wtedy, gdy co najmniej jeden aspekt bezpośredniego wpływania na ludzi jest naganny: cel tego wpływu albo sposób jego wywierania. Kiedy osoba przez kogoś skrzywdzona albo poszkodowana przez los, w pierwszym przypadku domaga się, a w drugim prosi o pomoc, powołując się na spowodowaną przez kogoś lub przez coś stratę, w żaden sposób nie łamie etycznych norm. Bowiem ani cel jakim jest poprawa jego niezawinionego losu, ani środki dla jego osiągnięcia nie są moralnie wątpliwe. Odwróćmy teraz punkt widzenia i rozważmy zachowanie osoby, do którego pokrzywdzony się zwrócił. Jeśli odmawia zadośćuczynienia, a jednocześnie zawinił, postępuje niemoralnie, a jeśli nie był przyczyną nieszczęścia, zachowanie takie jest wątpliwe, ale nie można je nazwać nagannym. Jeśli jednak odmowie towarzyszy zarzut szantażu, możemy już mówić o szantażu, ale w jego wykonaniu (!). Jeśli bowiem był sprawcą nieszczęścia, celem jaki pragnie osiągnąć jest zapobieżenie kolejnym spotkaniom z ofiarą lub z jej rzecznikiem, co oczywiście oddala możliwość naprawienia szkody, zaś środkiem do tego prowadzącym niesprawiedliwy i z pewnością bolesny zarzut bycia szantażystą. Zatem zarówno cel jak i środki są naganne. W sytuacji, gdy nie zawinił złej sytuacji proszącego o pomoc, ale również używa epitetu szantażysty, naganny jest tylko środek zapobiegający dalszym prośbom, ale to już także wystarcza do nazwania jego zachowania szantażem. (Łatwiej to pojąć, jeśli wsłuchać się w sens jego słów: Gdy ponownie poprosisz mnie o pomoc, odmówię jej i znów nazwę Cię szantażystą!).

W omawianym tekście pokusiłem się również o wyjaśnienie, co skłania osobę odmawiającą rekompensaty albo wsparcia do użycia tak dotkliwego określenia. Musi być to coś wyjątkowo bolesnego, skoro zachowania takie zdarzają się ludziom uważanym za całkiem uczciwych, a więc musi to ową uczciwość pokonywać lub zagłuszać. (To co teraz napiszę nie popiera niezbity dowód, jest jednak sprawdzającą się w praktycznym życiu hipotezą). Doszedłem do wniosku, że dobrze ten efekt tłumaczy bycie pod silną presją szantażu, ale pochodzącego z wewnątrz: Jeśli nie będziesz czynił co Ci nakazuję i krzywdził dotkniętego niesprawiedliwością człowieka, ujawnię, że to Ty jesteś tym, który powoduje zło. Szczególnie istotny jest w tym wszystkim fakt, że ten hipotetyczny szantaż może być skuteczny jedynie wtedy, gdy owa osoba posiada zasady moralne i zależy jej na ich przestrzeganiu. Warto też zwrócić uwagę, że podobnie jak w szantażu zewnętrznym, w którym im dłużej jest szantażowana, tym bardziej rośnie pula finansowego haraczu za milczenie, albo pula złych czynów, do których została zmuszona, a poza tym im bardziej ofierze szantażu zależy na dobrym imieniu, tym trudniej jej uwolnić się z fatalnego wpływu, gdyż więcej ma wówczas do stracenia.

Aby nie być posądzonym o spekulowanie oderwane od życia, podam dobitny przykład wzięty z życia. Nie można powiedzieć, aby w naszym kraju brakowało ludzi uczciwych, a nawet cieszących się szczególnym moralnym autorytetem. Jak więc wytłumaczyć fakt, że spora grupa – liczona co najmniej w dziesiątkach, jeśli nie w setkach tysięcy ludzi, niewyobrażalnie cierpi na skutek bardzo niskich zarobków, zasiłków lub rent, które nie pozwalają na normalne życie, a więc na dostateczne odżywianie się, wykupywanie niezbędnych leków, nie mówiąc już o wypoczynku? Spora część z nich nie jest w stanie zapłacić czynszu, w związku z czym czeka ich to, co spotkało już wielu innych: przyspieszona zagłada połączona z ogromnymi cierpieniami związanymi z bezdomnością, a także wrogość otoczenia (będąca przyczynkiem do skutecznego autoszantażu), wraz z zupełnym osamotnieniem, gdyż już dużo wcześniej zerwą z nimi kontakty wszyscy, których kiedyś znali. I nie ma dla ich losu odwołania, czy prawa łaski, nie mogą także liczyć na powrót do normalnego życia, a więc na to, co z godnie z prawem przysługuje skazanym przestępcom.

Mówiłem i pisałem o tym przy różnych okazjach i w przeciągu wielu lat nie spotkałem się z oburzeniem na taki stan rzeczy, a przynajmniej z intensywną potrzebą zweryfikowania moich spostrzeżeń. Za to zdarzały się oskarżenia o szantaż emocjonalny (ale co znamienne, gdy napisałem już tekst Nie dajmy się szantażować!, ani jedna osoba nie zdecydowała się go poznać), gorące zaprzeczenia, i w najlepszym przypadku zupełna obojętność, a najczęściej mniej lub bardziej zawaluowane groźby ochłodzenia stosunków w razie ponawiania takich tematów. Kiedy na fali społecznego niezadowolenia doszła u nas do władzy partia obiecująca zmiany, nie usłyszałem z jej strony zarzutów pod adresem poprzedników, że powodowali liczne cierpienia albo przedwczesną śmierć niewinnych ludzi. I jeśli – na co liczę – mimo wszystko poprawi ich los, to po cichu, aby nie podpaść ludziom, którzy ją wybrali. Niestety w tych warunkach mogą być to jedynie ograniczone działania nie dające nadziei na przełom.

W opisanej sytuacji, jeśli ktoś zaproponuje lepsze wytłumaczenie takiego stanu rzeczy niż moje, chętnie je przyjmę. Ale na razie nie wyobrażam sobie innego niż głęboka dystrofia trzeźwej oceny sytuacji w wykonaniu ludzi, którzy nie dostrzegają krzyczących faktów, zaś u tych, którzy dostają je jak na talerzu wraz z logicznym wytłumaczeniem, paraliż rozumowania, połączony z paraliżem wyznawanych zasad. A wszystko to pod groźbą, że te rosnące z roku na rok rachunki obciążą kiedyś ich sumienia. I jak to inaczej tłumaczyć niż wewnętrznym szantażem, skoro alternatywą do zniewolonych i zakneblowanych zasad mógłby być jedynie ich brak? Ale przy braku zasad, jaka siła zmuszałaby ludzi do oburzania się za podobne rewelacje, albo do przypisywania cierpiącym domniemanych win (jakie jednak winy tłumaczyłyby traktowanie gorsze niż najcięższych przestępców?), przy jednoczesnym niemal panicznym uciekaniu od uczciwej dyskusji na ten temat?

Jako wstęp do drugiego przykładu, co nieco o skutkach. Oszczędzanie na najsłabszych członkach społeczeństwa odbywa się z najniższych pobudek: Ludzie nie chcą dawać z budżetu „darmochy”, bo groziłoby to podwyżką podatków. Pracodawcy widzą w fatalnym położeniu bezrobotnych straszak pozwalający na proponowanie niskich płac i złych warunków pracy. Poza tym niejeden po cichu czerpie z rozpaczliwej sytuacji tych osób pociechę dla swej skromnej egzystencji. Pochopne myślenie, które w tej budzącej żywe emocje sytuacji zdecydowanie góruje (podsuwając wygodne racjonalizacje typu: los tych ludzi odstrasza od niezapobiegliwego życia), nie daje szansy na rozpoznanie negatywnych następstw, które powodują, że taki stan rzeczy nie jest bynajmniej opłacalny, i to nie tylko dla tych, którzy mają niskie pobory. Nędza wzmaga przestępstwa, uczy młodych cynizmu i nieprzebierania w środkach dla wzbogacenia oddalającego widmo stoczenia się na margines życia, wrażliwych zaś przygnębia[1]. Generalnie na skutek płynącej z tego dezintegracji społecznej i zakłamania marnuje się wielki potencjał ludzkiego intelektu, a z budżetu uciekają o wiele większe zapewne sumy na walkę z przestępczością, na afery gospodarcze, pranie brudnych pieniędzy, korupcyjne zwolnienia podatkowe, itd., itp. Pieniądze oszczędzone na najbiedniejszych niewiele wzbogacają i zamiast powiększać szansę uchronienia się przed skutkami kryzysu, wydatnie ją pogarszają. Choćby dlatego, że jeśli ludzie nadal będą obojętnie przyjmowali ich tragedię, w przyszłości podobnie mało wszystkich będzie wzruszać z kolei ich staczanie się z krawędzi przetrwania, kiedy kryzys będzie narastał. Zdecydowana pomoc dla ginących musiałaby gruntownie odmienić ludzką świadomość, i gdyby nastąpiła, byłaby znacznie lepszą rękojmią przeżycia, niż nawet bardzo wysokie lokaty.

Ale o jakim kryzysie mowa?? Kryzysy przychodzą i mijają, podobnie jak niemal na całym świecie niemal zawsze ludzie umierali z nędzy, a ci co mieli pieniądze przetrwali i mieli się całkiem dobrze. Pochopne i wygodne myślenie nie pozwala dostrzec unikalności obecnego kryzysu. A owa intencyjność bardzo mocno powiązana jest z wewnętrznym szantażem, o którego sile i następstwach decyduje dola nieszczęśników. (Dla ilustracji powodowanego przez nią paraliżu umysłowego, który wydatnie utrudnia zrozumienie złożonych zagadnień społecznych: Wobec pokrzywdzonych stosuje się powiedzenie, że „każdy jest kowalem swojego losu”. Jest ono ewidentną nieprawdą dającą się obalić jednym przykładem człowieka potrąconego na przejściu dla pieszych, o którego losie przykutego do wózka inwalidy zadecydował brutalny kierowca). Ten kryzys jest całkiem inny, bo jak dowodzą ludzie dobrze zorientowani, jego głębsze przyczyny leżą w braku możliwości przyrostu tempa pozyskiwania kluczowych dla produkcji surowców[2]. Niestety wiedza o tym, podobnie jak o losie ludzi ginących z nędzy pośród dostatnio żyjących, jest wystarczająco niewygodna, aby przed nią uciekać. (Tak jak w tamtym temacie, zachowanie większości ludzi tłumaczy realizacja własnego interesu ocenianego za pomocą intuicyjnego, bardzo uproszczonego rozumowania. W tym przypadku „bardzo chciałoby się aby globalne zagrożenia nie były prawdą”; dodatkowo „chciałoby się uniknąć ew. ograniczeń związanych z działaniami antykryzysowymi”. Ów źle rozpoznany, krótkowzroczny interes powoduje, że ucieka się od źródeł rzetelnych informacji na ten temat, za to chętnie słucha i wierzy się tym, którzy zaprzeczają, iż zaczyna brakować surowców, podobnie jak zaprzeczają, że ludzie są przyczyną ocieplania klimatu o fatalnych następstwach oraz wielu innych globalnych problemów). Tymczasem dalsze pozostawanie ogółu społeczeństwa w nieświadomości, przekładając się na zbyt anemiczne zapobiegawcze działania polityków, musi doprowadzić do ogromnych nieszczęść. Jeśli w porę nie nastąpi przełom, poważne niedobory i rywalizacja o kurczące się zasoby staną się pożywką dla rozruchów społecznych, wojen i wielu jeszcze innych gatunków zła, o zasięgu trudnym do ogarnięcia.

Widzimy zatem, że zasadniczo uczciwa większość może generować zło o rozmiarze znacznie przekraczającym poczynania zdeklarowanych przestępców. A skoro tak, to wizerunek diabła naklaniającego złoczyńców do gwałtu i łamania prawa należałoby uzupełnić nie tylko podpowiadaniem reszcie ludzi nieskutecznych na to recepet, ale także podszeptami, które stają się genezą społecznych cierpień oraz nieszczęść o globalnym rozmiarze: To inni się mylą, a Ty we wszystkim masz rację i jesteś w porządku.

I wciąż jest to wizerunek optymistyczny, gdyż uzmysławia on zło odmienne od rozmyślnych procederów albo od demonicznych erupcji zbiorowej przemocy, które wzbudzają lęk i poczucie bezradności. Jestem pewny, że uczciwi ludzie wyposażeni w odpowiednią wiedzę odkryją i zdemaskują jego faktyczne oblicze. Nie jest prawdą, że pragną dramatów innych ludzi, tym bardziej nie jest im obojętny własny los, zagrożony przez globalne sprawy. Istotą problemu jest to, że z braku dostatecznej samoświadomości łatwo ulegają pokusie naginania faktów do własnych potrzeb. Nie zdają sobie sprawy, że kiedy raz na tę drogę wejdą, wpadają w pułapkę, gdyż coraz więcej mają do stracenia w przypadku ujawnienia rosnącej puli błędów. (Groźba ujawnienia staje się przedmiotem domniemanego autoszantażu. Jest on skutkiem niedostatecznego wglądu, który można nazwać szczerością wobec siebie, a także konsekwencją braku wewnętrznej uczciwości wspomnianej w cz. I). Nie rozumieją, że budują bariery mentalne, które nie tylko chronią przed odkryciem niepożądanej prawdy, ale znakomicie również utrudniają rozpoznanie korzyści płynących z trzeźwego realizmu – daleko większych od tych jakie daje fałsz.

Taki wizerunek zła pozwala zastosować środki adekwatne do wydobytych na jaw przyczyn. Środki o niezawodnej mocy, takie jak logika, wiedza o budowie rzeczywistości, czy o poznawczych właściwościach ludzkiej psychiki.

Na koniec zasygnalizuję problem, który jest zbyt złożony, aby rozwinąć go w krótkiej pracy, ale ma duże znaczenie w ujawnianiu zła, zwłaszcza w aspekcie jego przyczyn. Na ludzkie zachowanie istotny wpływ ma nie tylko to, czy nauczono kogoś etycznych zasad, ale także jak to zrobiono. Jeśli w dzieciństwie w miejsce dobrego przykładu i innych pozytywnych oddziaływań, pożądane postawy wpajane były dotkliwymi karami, u dorosłych pojawia się problem identyfikowania się z nimi. Obok bolesnych doznań i nieświadomego poszukiwania mściwej rekompensaty, może być to ważnym źródłem bierności wobec społecznych cierpień. Nowa edukacja powinna być i na to dobrym lekarstwem. Pomoże w rozpoznawaniu i rozwiązywaniu problemów wewnętrznych związanych ze złymi doświadczeniami z dzieciństwa, dostarczy także wiedzy potrzebnej do tego, aby nie popełniać rodzicielskich błędów.

POST SCIPTUM:  Aspekty religijne

Poruszając tematy moralne i przywołując postać szatana, nie sposób pominąć spostrzeżeń jakie w minionych latach poczyniłem, które są istotne z katolickiego punktu widzenia. Zauważyłem, że w odniesieniu do ludzi wierzących w zbawienie wewnętrzny szantaż może być wyjątkowo skuteczny, a przecież może być także wyjątkowo brzemienny w złe skutki. Uzmysłowienie sobie moralnego błądzenia – zwłaszcza nagromadzonego na skutek wieloletniego trwania złych zjawisk jakich było się biernym lub czynnym współsprawcą – obwarowane jest w kontekście wiary szczególnie wysoką karą w razie braku zadośćuczynienia. Może właśnie dlatego zachowanie osób wierzących często zdradza przeświadczenie o nieomylnym zmyśle etycznym[3]. Inaczej mówiąc zdają się wierzyć, że wystarczy głębokie przekonanie, iż ma się czyste sumienie, aby dostąpić zbawienia. Tymczasem samoocena bywa niezawodna jedynie w odniesieniu do oczywistych wykroczeń przeciwko moralności. Wiedza o naturze człowieka dowodzi, że człowiek potrafi nie dostrzegać nieco tylko mniej ewidentnych faktów, jeśli w jakiś sposób są dla niego niewygodne – dodajmy: o ile nie został nauczony obiektywnego postrzegania i kształtowania opinii.

W świetle powyższego nowa edukacja mogłaby dostarczyć ludziom wierzącym szczególnie wielkie pożytki[4]. Przede wszystkim zniosłaby zagrożenie związane z oszukiwaniem sumienia – ryzyko, które jest w kontekście zbawienia ogromne. Z drugiej strony, w połączeniu ze szczególną motywacją do moralnych zachowań, postawa katolików mogłaby przynieść światu bardzo wiele dobrego, zaś Kościołowi jako instytucji przydać wyjątkowej sławy. Ale by do tego doszło, konieczne jest dotarcie z wiedzą na jej temat do kościelnych autorytetów. Reakcje wierzących z jakimi się spotykałem nie dają nadziei na oddolną inicjatywę, bowiem w ich przypadku obawa przed takim tematami okazała się wyjątkowo duża. (Daje do myślenia fakt, że niektórzy sprawiali wrażenie, że perspektywa znacznego postępu etycznego na drodze edukacji ich przeraża!). Zamiast zapobiec opresji sumienia związanej z udziałem w zinstytucjonalizowanej społecznej krzywdzie, w postaci akceptowania programów politycznych, które wywołują ją lub utrwalają oraz w analogicznym wzmaganiu kryzysu i innych globalnych problemów, niechcąco ową opresję powiększałem. Bowiem ci, którzy usłyszeli moje słowa nie będą się mogli usprawiedliwiać niewiedzą lub „zagapieniem” – jeśli faktycznie dojdzie do generalnego osądu ich postępowania. Jak do tej pory osoby proszone o przekazanie specjalnie w tym celu napisanego dokumentu Opresja sumienia (2014 / 4), skutecznie obronili hierarchów Kościoła przed niewątpliwą rozterką, ale jednocześnie przed rozważeniem ogromnej szansy jaką stwarza postulowane nauczanie. (Jak nazwać opresję sumienia osób, które wzięły na siebie taką odpowiedzialności – megaopresją?). Mam nadzieję, że trafię do nich z tym tekstem i skłonię do ponownego zastanowienia, ufam także, że również inni zrozumieją, jak ważne są jasne wskazówki co do postępowania w tej materii ze strony autorytetów i wyjdą z własną inicjatywą poczynań, które dopomogą w ich uzyskaniu. Pragnąłbym jednocześnie, aby odważyli się na samodzielne przemyślenia, gdyż czas goni i przydałoby się aby poparli koncepcję edukacyjną już teraz. Ze swej strony uczyniłem co w mojej mocy, aby ukazać jej potencjał w sprzyjaniu dobru. A jeśli faktycznie jest on taki ogromny, udział w jej promocji mógłby być czymś, co byłoby dobrą kompensatą za wszelkie błądzenie, a to bardzo ułatwiłoby skonfrontowanie się z trudną prawdą na temat zła czynionego przez ludzi, którzy mają dobrą wolę.

[1] Dość szeroko bilans takich skutków omawia praca Na przykład zasiłki. Kulisy naszych poglądów (2008 / 15).

[2] Można o tym przeczytać w książce Marcina Popkiewicza Świat na rozdrożu, która wyczerpująco i wiarygodnie, bo w oparciu o naukowe dane, opisuje sytuację świata w kontekście globalnych zagrożeń.

[3] Na to wydaje się nakładać pogląd, że najważniejsza jest wiara i bycie w porządku wobec Boga, w stosunku do którego zachowanie wobec ludzi schodzi na daleki plan. Na niebezpieczeństwo takiego myślenia zwróciłem uwagę w tekście Zbawianie świata (2011 / 13).

[4] Tematy związane z koncepcją edukacyjną w kontekście wiary chrześcijańskiej szerzej poruszałem w następujących pracach: Klinika sumień (2011 / 14), Zbawianie świata (2011 / 13), Krytyczna odpowiedzialność (2013 / 7) oraz Szatańska lekkość bytu (2014 / 9).

Poprzedni artykułDemaskowanie zła. Cz. 1: Nie taki diabeł straszny…
Następny artykułPoseł Platformy: słabo mi, gdy czytam lewackie „mądrości”
Witold Nowak
Witold Nowak jest absolwentem studiów ścisłych. Jego zainteresowania ludźmi i społeczeństwem były podyktowane potrzebą holistycznego zrozumienia świata i z czasem zaczęły dominować. Przez wiele lat traktował to jako bezinteresowne hobby, by w pierwszych latach nowego wieku opublikować kilka prac w "Obywatelu", "Forum Psychologicznym" i "Forum Europejskim". Wkrótce jednak zaczął tworzyć wyłącznie to, co odpowiadało jego zainteresowaniom. Twierdzi, że właśnie samodzielność i bezinteresowność umożliwiły mu dokonanie ważnych odkryć. Rezerwa, jaką obserwował, wynikająca z jego wykształcenia, pogłębiała jego wiedzę z psychologii poznawczej. Podobnie reakcje związane drażliwymi kwestiami, jakie poruszał. Jak mówi, trudne przeżycia, na jakie nie mają szans naukowcy, znani myśliciele, czy publicyści, przyczyniły się do wykrystalizowania wielu spostrzeżeń. Za najważniejsze z nich uznaje docenienie roli błędów poznawczych w niepożądanych zjawiskach społecznych. Oprócz tego zgłębiał takie zagadnienia, jak psychologiczna interpretacja polskiego kryzysu, rola edukacji w przeobrażeniach społecznych, obrona przed manipulacjami, przyszłość demokracji, globalne zagrożenia. Jego ambicją jest wyszukiwanie kluczowych treści i ich upowszechnianie.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here