Dalajlama i buddyzm

0

Niniejszy artykuł opiera się na fragmentach wywiadu-rzeki, jaki został przeprowadzony z XIV Dalajlamą i spisany ponad 20 lat temu przez Howarda C. Cutlera. Wywiad ten ukazał się najpierw po angielsku pod tytułem „Art of Happines”, zaś tłumaczenie polskie ukazało się w roku 2000 i nosi tytuł „Sztuka szczęścia. Poradnik życia” (Dom Wydawniczy Rebis). Informacje na temat Tybetu i buddyzmu tybetańskiego pochodzą z Wikipedii i innych źródeł (https://encyklopedia.pwn.pl, http://bodhiczitta.pl/buddyzm-tybetanski, https://www.national-geographic.pl, http://www.buddyzm.edu.pl/cybersangha).

 ***

W buddyzmie tybetańskim obecne są wszystkie trzy główne nurty buddyzmu: hinajana, mahajana i wadżrajana. Ze względu na owe trzy nurty, zwane również „trzema wehikułami”, buddyzm tybetański nazywany jest „buddyzmem trzech wehikułów”.

Dalajlama (lub „dalaj lama ew. ”dalaj-lama”) to głowa jednej z największych szkół buddyzmu tybetańskiego – gelug. Na przełomie XIV i XV wieku ugruntował się podział buddyzmu w Tybecie na cztery główne tradycje: ningma, sakja, kagju i gelug. Uznaje się również podział buddyzmu tybetańskiego na osiem wielkich systemów praktyk oraz syntezę praktyk w ramach tradycji gelug.. Współcześni buddyści tybetańscy uważają dalajlamę za manifestację Bodhisatwy, czyli najwyższej formy duchowości. Tytuł dalajlamy nadał lamie o nazwisku Sonam Gjaco (bSod-nams-rgya-mtsho, Sönam Gjaco; 1543–1588), ówczesnemu przywódcy tybetańskiej tradycji buddyjskiej gelug, wódz Mongołów Altan-chan podczas ich spotkania w 1578 roku. Tytuł ten miał oznaczać lamę (o mądrości) jak ocean. Od tamtego czasu tytuł ten przechodził z każdego dalajlamy na następnego. Gdy umierał dalajlama, szukano jego następcy wśród dzieci. Znajdowano (wg przekazów tybetańskich) pewne znaki, które mówiły że akurat to, a nie inne dziecko jest wcieleniem dalajlamy. Warto przypomnieć, że według buddyzmu wcielamy się w kolejne inkarnacje, choć buddyzm zaprzecza istnieniu duszy. Koncepcję reinkarnacji znajdujemy w hinduizmie i wielu innych wierzeniach, ale połączoną z wiarą w istnienie duszy.

Aktualny dalajlama – Tenzin Gjaco (czternasty z kolei) urodził się 6 lipca 1935 roku. Jest uważany za duchowego i politycznego przywódcę narodu tybetańskiego. Warto też dodać, że otrzymał pokojową nagrodę Nobla w roku 1989. Urodził się w chłopskiej rodzinie w miejscowości Takcer w północnowschodnim Tybecie. Nazywał się Lhamo Dondrub. W wieku 2 lat, po długich poszukiwaniach przeprowadzonych zgodnie z wielowiekową tradycją tybetańską, został odnaleziony przez lamów, którzy szukali wcielenia dalajlamy. Tybetańscy buddyści nazywają go Yeshe Norbu – klejnot spełniający życzenia lub Kundun – obecność. Martin Scorsese nakręcił film pod tym tytułem, oparty na książce autobiograficznej „Wolność na wygnaniu” XIV Dalajlamy.

Tybet był przez wieki niepodległy, bywał zjednoczony lub podzielony. Był uzależniony od Mongołów w czasach potęgi ich państwa, a dokładnie w latach 1247-1368 . Bywał zależny od Chin, ale też zdarzyła się sytuacja odwrotna, gdy osiągnął szczyt potęgi za panowania Trisong Decena (755-797), a wtedy Tybetańczycy wykorzystali osłabienie Chin rebelią An Lushana i w 763 roku zdobyli stolicę cesarstwa, Chang’an. Na przełomie XIX i XX był zależny od Chin, ale faktycznie niepodległy, m.in. dzięki polityce Wlk. Brytanii, która popierała Tybet dążąc do osłabienia Chin. Jesienią 1949 roku komuniści wygrali chińską wojnę domową i w październiku 1950 roku zajęli wschodni Tybet. 23 maja 1951 roku tybetańska delegacja podpisała w Pekinie porozumienie, na mocy którego miało dojść do reintegracji Tybetu z Chinami, przy przyznaniu mu autonomii, zachowaniu w nim dotychczasowego systemu politycznego oraz zapewnieniu wolności religijnej i utrzymaniu klasztorów. Zdając sobie sprawę, że odrzucenie porozumienia oznacza natychmiastową inwazję chińską, 24 października 1951 roku rząd w Lhasie ostatecznie zaaprobował porozumienie i tym samym zakończył trwającą od 1911 roku faktyczną niepodległość Tybetu, który został wcielony do Chińskiej Republiki Ludowej.

 

XIV Dalajlama został intronizowany 22 lutego 1940 roku. Po wkroczeniu Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej w październiku roku 1950 otrzymał z rąk Tybetańczyków pełną władzę polityczną. Od czasu upadku powstania przeciwko Chińczykom, które miało miejsce w 1959 roku, przebywa na emigracji w Indiach w miejscowości Dharamsala, gdzie kieruje emigracyjnym rządem swojego kraju. W Indiach przebywało w pewnym momencie (wg danych indyjskich) około 150.000 Tybetańczyków – uciekinierów z Tybetu. Warto wspomnieć, że dużą rolę w ich asymilacji w Indiach w latach 60. odegrała Polka mieszkająca w Indiach – Wanda Dynowska. „Ta kobieta, Polka, była wtedy dla mnie jak przybrana matka, to dzięki niej zostałem wegetarianinem” – mówił Dalajlama w Gdańsku w 2008 r. Wanda Dynowska przyjaźniła się z Gandhim, pomagała w czasie wojny polskim uchodźcom z ZSRR, utworzyła w roku 1944 wraz z Maurycym Frydmanem „Bibliotekę Polsko-Indyjską”, ogromnie zasłużoną dla popularyzacji kultury indyjskiej w Polsce i kultury polskiej w Indiach.

Dalajlama odwiedził Polskę 7 razy:

  • 1993
  • 2000
  • w grudniu 2008 na zaproszenie Marszałka Senatu Bogdana Borusewicza uczestniczył w obchodach 25-lecia przyznania Lechowi Wałęsie Nagrody Nobla
  • 2009
  • 22-23 września 2010
  • październik 2013 (w ramach odbywającego się w Warszawie 13. Szczytu Noblistów)
  • 19-23 września 2016 (Wrocław, Świdnica).

 

Ukazało się ponad 120 książek, które zawierają jego myśli. Zostało nakręconych wiele filmów w jakiś sposób związanych z XIV Dalajlamą – liczne filmy dokumentalne, a także filmy fabularne, na przykład ekranizacja życia Dalajlamy, czy film pt. „Siedem lat w Tybecie”. Dalajlama posiada liczne doktoraty honoris causa, jest honorowym obywatelem wielu miast, pełni wiele funkcji honorowych. Jest między innymi honorowym obywatelem Warszawy i Wrocławia. Tyle na temat jego życia, a teraz przejdźmy do nauk Dalajlamy. Wybrałem kilka jego myśli z książki pt. ”Sztuka szczęścia. Poradnik życia”, szczególnie istotnych z mojego punktu widzenia.

Myślę, że byłoby bardzo trudno stwierdzić, w jaki sposób funkcjonują umysły światłych ludzi. Jest to wręcz niemożliwe z buddyjskiego punktu widzenia. Na każde wydarzenie czy sytuację składa się wiele czynników. Może być ich tak dużo, że w niektórych przypadkach nie uda się uzyskać jakiegokolwiek pewnego wyjaśnienia.

Moje doświadczenie życiowe potwierdza w pełni powyższe słowa. Nie jest możliwe, aby uzyskać absolutnie pełny obraz jakiegokolwiek zjawiska czy sytuacji. Dla mnie owo stwierdzenie to jedna z podstaw myślenia o świecie, co oznacza, że wszyscy inni ludzie mają takie samo prawo jak ja, aby wypowiadać swoją opinię o zjawiskach, z jakimi mamy do czynienia. Jestem zawodowym muzykiem od wielu lat, mam doświadczenie i pewną wiedzę na temat muzyki. Być może mógłbym powiedzieć coś sensownego w sprawach związanych z muzyką, ale każdy laik ma prawo powiedzieć tak: – Ty, Lucjanie, możesz mi wyjaśnić, jakie są zasady konstruowania utworu, jaka jest jego struktura, jak został skomponowany albo jak przebiegają frazy muzyczne w jakimś utworze, ale ja jako laik mam prawo wyrazić własną opinię. Moja opinia być może zawiera w sobie pewne elementy, których ten drugi człowiek nie jest w stanie zauważyć i wypowiedzieć, ale jego opinia jest równie istotna, bo nie mogę wypowiedzieć opinii w pełni oddającej obraz tego, co opisuję. Co więcej, drugi człowiek odbiera muzykę w sensie emocjonalnym tak samo jak ja, a może nawet w sposób bardziej bezpośredni, nieobarczony całym bagażem mojej wiedzy.

Wracając do tego, co powiedział Dalajlama: ważne jest, abyśmy w każdej sytuacji pamiętali o tym, że nie da się opisać żadnego zjawiska czy przedmiotu w sposób absolutnie dokładny, zgodny w 100 % z rzeczywistością. Tak więc bądźmy skromni w wypowiadaniu naszych opinii. A także czujni, kiedy słyszymy bardzo stanowcze, autorytatywne wypowiedzi różnych ludzi. Zwykle jest tak, że im ktoś bardziej stanowczą opinię wygłasza, tym mniej chętnie słucha argumentów przeciwstawnych. Co może prowadzić do zamknięcia się tejże osoby w świecie własnych, ograniczonych wizji.

Im łatwiej jest nam przyjąć pewne sformułowanie, tym łatwiej jest temu sformułowaniu uwierzyć, przyjąć je za dobra monetę. Jeżeli słuchałbym np. wybitnego naukowca i jego wykład byłby bardzo skomplikowany, to miałbym wówczas duże trudności ze zrozumieniem choćby części tego, co on by mówił. Tym samym miałbym naturalna chęć odrzucenia jego wypowiedzi, jako niezrozumiałej. A w rzeczy samej wykład naukowca mógłby być znakomity…

Wielu ludzi z powodu swej niewiedzy nie jest w stanie zrozumieć zjawisk, z którymi mają do czynienia. Dlatego czują się lepiej, jeżeli słyszą proste, krótkie wyjaśnienia tychże zjawisk. A moim zdaniem nie da się wypowiedzieć w kilku zdaniach dogłębnego wyjaśnienia jakiegokolwiek zjawiska, z którym mamy do czynienia. Możemy w jakimś zgrabnym sformułowaniu powiedzieć coś, co wydaje się sensowne, ale nie da się w sposób wyczerpujący temat wyjaśnić czegoś w krótkiej wypowiedzi. Nie słucham więc zbyt uważnie tego, co mówią ludzie uważający się za alfę i omegę…

Następna wypowiedź Dalajlamy: Wydaje mi się, że jeśli chodzi o wskazanie źródła czyichś problemów, stanowisko zachodniej nauki różni się pod kilkoma względami od buddyjskiego. U podstawy wszelkich zachodnich form analizy leży tendencja silnie racjonalistyczna. Założenie, że wszystko da się wyjaśnić.

Istotnie, nasza (ludzi Zachodu) sytuacja mentalna w świecie wiąże się w dużym stopniu z nauką, z niebywałymi osiągnięciami tejże na polu zrozumienia świata. Zwykle jesteśmy przekonani, że należy szukać wyjaśnień racjonalistycznych, zrozumieć to, z czym mamy do czynienia. Oczywiście nie neguję takiej postawy. Ale istnieje też intuicja, istnieją uczucia… Nie jestem w stanie wyjaśnić wszystkiego, nie potrafię znaleźć racjonalnego wyjaśnienia dla wszystkich zjawisk. Jeśli czujemy uczucie miłości do kogoś, przyjaźni, czy szacunku, w jaki sposób można to zracjonalizować? Możemy próbować, ale czy jesteśmy w stanie dotrzeć do sedna sprawy, w pełni wyjaśnić zjawisko tak niezwykłe i głębokie, jakim jest miłość? Myślę, że nie.

Kolejne sformułowanie: Wydaje mi się, że w nowoczesnym zachodnim społeczeństwie panuje silne uwarunkowanie kulturowe oparte na nauce, jednak w niektórych przypadkach podstawowe założenia, parametry przyjęte przez naukę mogą ograniczyć zdolność uporania się z pewnymi sytuacjami. Na przykład możemy być ograniczeni poglądem, że wszystko da się wytłumaczyć na podstawie tylko tego jednego życia oraz że wszystko można i trzeba wyjaśnić. Jeśli wobec tego napotkamy zjawiska, których wyjaśnić nie jesteśmy w stanie, to z czasem tworzy się pewne napięcie, niemal namacalny ból. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że jest mi trudno, gdy nie rozumiem tego, co się dzieje wokół mnie, czy tego co mówią inni ludzie (np. podczas pobytu w innym kraju). Czuję się zagubiony, tracę pewność siebie. Jednak uczę się od dawien dawna tego, że istnieją pewne obszary, do których po prostu nie jesteśmy w stanie dotrzeć za pośrednictwem wiedzy i rozumu. Na swój użytek przyjąłem taką postawę – wiem, że niewiele wiem… A czasem nie wiem zgoła nic. A więc rozum, wiedza itp. nie zawsze mogą mi pomóc w stawianiu czoła temu, co przynosi każdy kolejny dzień. Pozostaje intuicja, instynkt itp.

Następny cytat: Kiedy obserwujemy ludzkie zachowania, które na pozór trudno jest wyjaśnić, zachodnia psychologia daje nam pewne założenia, dzięki którym będziemy próbować je zrozumieć. Główną rolę odgrywa przekonanie o istnieniu świadomości czy też podświadomości. Uznajemy, że czasami nasze zachowanie może wynikać z procesów psychicznych, z których nie zdajemy sobie sprawy. Na przykład ktoś może postępować w określony sposób po to, aby głęboko zakorzeniony w nim strach nie wydostał się na powierzchnię. Motywacją nawet nieświadomą pewnych zachowań może być więc pragnienie, aby lęki nie przedostały się do świadomej części umysłu, tak abyśmy nie musieli doświadczać związanych z tym nieprzyjemności. Myślę, że każdy z Szanownych Czytelników mógłby potwierdzić, jak głęboko wpływa na nas to, co znajduje się w naszej podświadomości. Pamięć dawnych przykrych przeżyć (tak zwane „ ciało bolesne”, o którym pisał i mówił Eckhart Tolle), nasze doświadczenia, nasze uwarunkowania – to wszystko wpływa na nasz odbiór rzeczywistości. Reagujemy nieraz mocno na drobne impulsy z zewnątrz, przenosimy doświadczenia z przeszłości na teraźniejszość, generalizujemy… Dalajlama powiedział, że motywacją naszych zachowań może być usiłowanie, aby nie spotkać się z tym, co jest w nas trudne, bolesne. Zamykamy się, blokujemy, udajemy przed samymi sobą i innymi, że jesteśmy silni, zharmonizowani psychicznie, pewni siebie, a w naszym wnętrzu jest poczucie słabości, pomieszanie, niepewność… Na ile jesteśmy prawdziwi? Na ile nasze reakcje, zachowania są zgodne z tym, co jest w naszej podświadomości? Moje osobiste doświadczenia, a także to, co usłyszałem i przeczytałem wskazuje, że duża część tego, co stanowi naszą „rzeczywistość psychiczną” nie jest naszą najgłębszą prawdą. Jest wynikiem pewnych procesów psychicznych związanych z tym, co nas uwarunkowało, co zapisało się w nas jako traumy itp. Dlatego możemy reagować w pewien określony sposób, nie zdając sobie do końca sprawy dlaczego tak reagujemy. Możemy myśleć w pewien określony sposób, nie zdając sobie sprawy dlaczego tak myślimy… Gdybyśmy przeanalizowali choćby jedną reakcję, na przykład odczucie ciepła czy chłodu, to już na tym poziomie możemy mieć pewne uwarunkowania. Teoretycznie nie powinno tak być, zimno to zimno, a ciepło to ciepło. A jeśli ktoś przeżył kiedyś zimno dojmujące? Przemarzł bardzo albo odmroził sobie nogę czy rękę? Dla niego to doświadczenie może być tak traumatyczne, że nawet lekki chłód może on/ona odczuwać jako bardzo nieprzyjemny, niebezpieczny. I odwrotnie: jeśli ktoś męczył się długo w upale, ciepło może wydawać się czymś, co zagraża. Ktoś taki może stwierdzić: „Jest mi duszno, muszę otworzyć okno”. A w rzeczywistości organizm na poziomie fizycznym nie ma takiej potrzeby. To umysł reaguje na doświadczenie zapisane w pamięci. Mowa o sprawie bardzo prostej; na poziomie bardziej skomplikowanym te uwarunkowania pojawiają się – jak sądzę- jeszcze częściej. Więc ile jest w nas prawdy? Realnych reakcji? Możemy dążyć do tego, aby oczyścić umysł – poprzez medytację, psychoterapię, różne inne praktyki – tak, aby powoli zmieniały się te wbudowane w nas mechanizmy, struktury, traciły swój negatywny wpływ trudne doświadczenia, lęki, traumy. Zdarzyło mi się zauważyć pewne oczyszczenie mojego umysłu po jednej długotrwałej medytacji, a znacznie częściej po dłuższym okresie regularnych medytacji. Może być także bardzo przydatna psychoterapia. Spotkałem się z opinią, że połączenie wschodnich i zachodnich metod czyli medytacji i psychoterapii może być dla nas – ludzi Zachodu – najlepszą metodą oczyszczenia wewnętrznego.

Buddyzm kładzie niezwykle duży nacisk na rozwój współczucia jako istotnej części rozwoju duchowego człowieka. Można by z grubsza określić współczucie jako stan umysłu pozbawiony brutalności, agresji i chęci szkodzenia innym. Jest to nastawienie mentalne oparte na życzeniu, aby inni ludzie uwolnili się od cierpienia, związane z uczuciem oddania, poczuciem odpowiedzialności i szacunku dla drugiego człowieka. Tybetańskie słowo oznaczające współczucie – „tse-wa”określa stan umysłu, który obejmuje dobre życzenia również dla samego siebie. Być może współczucie należy rozpocząć od życzenia, abyśmy sami byli wolni od cierpienia. A potem w naturalny sposób objąć nim również innych ludzi. Pojawiło się tutaj kilka ważnych myśli. Jedną z nich jest sformułowanie, że uczucie jest nastawieniem umysłu. Jak to? Dla nas to dziwne… Uczucia biorą się z wnętrza – z reakcji instynktownych, z serca, współodczuwania… O co tu chodzi? Ktoś inny cierpi czy przeżywa coś przykrego, a ja – na zasadzie empatii – odczuwam podobne uczucia, ponieważ są we mnie doświadczenia, które powalają mi rozumieć to, co przeżywa drugi człowiek. Natomiast Dalajlama powiedział, że jest to postawa umysłu. Myślę, że jedno drugiemu nie przeczy. Ta postawa umysłu, o której mówił Dalajlama to świadome nastawienie się na współodczuwanie. Możemy przecież starać się nie odczuwać tego, co inni odczuwają. Możemy z pewnych powodów zamykać się, nie chcieć odczuwać tego, co czują inni. Możemy tak mocno przeżywać czyjś ból, że będzie to dla nas bardzo przykre lub wręcz nie do zniesienia. Możemy dla własnego spokoju starać się nie myśleć o tym, co się dzieje niedobrego z innymi ludźmi. Natomiast buddyjskie podejście do tej sprawy jest odwrotne. Można je tak opisać: „Otwieram się na cierpienie innych ludzi. Jestem gotów współprzeżywać z nimi to, co ich boli”. Tego rodzaju postawa nie musi być równoznaczna z cierpieniem, ale wymaga ona pewnej praktyki duchowej. Jeżeli ból innego człowieka budzi we mnie tak duże cierpienie, że chcę od tego uciec, to znaczy że mam w sobie nieoczyszczone, nieprzepracowane pokłady tego stanu w umyśle i być może praktyka duchowa (medytacja, modlitwa itp.) pozwoliłyby mi oczyścić się powoli z tych pokładów cierpienia. Ciężar doświadczeń przykrych nie jest nam potrzebny. Więc na ile to możliwe powinniśmy starać się oczyścić umysł z tego, co w nim zalega, próbować odejść od bolesnych przeżyć. Nie chodzi tutaj o uciekanie od nich czy spychanie ich w głąb podświadomości. Wręcz przeciwnie – mowa o świadomej pracy nad nimi, co oznacza m.in. wydobywanie ich na powierzchnię. A następnie o pracę nad nimi, tak aby nie były one dla nas ciężarem.

Mówił też Dalajlama o życzeniu samemu sobie dobra, o tym, żeby myśleć z życzliwością o samym sobie – na przykład wybaczać samemu sobie. Istnieją ludzie, którzy mają skłonność do traktowania siebie surowo i wydaje im się, że tak właśnie trzeba. Twardo, stanowczo, wymagając od samych siebie dyscypliny. Sądzę, że pewna doza samodyscypliny jest potrzebna, ale jest też potrzebne, abyśmy byli w stanie wybaczać sobie. Jeżeli zrobiliśmy jakiś błąd, to dobrze jest zrozumieć, co było niewłaściwe w naszym postępowaniu i starać się tego nie robić w przyszłości, ale nie należy karać samego siebie za to, co zrobiliśmy. I nie wracać do tego, nie umniejszać i nie poniżać samego siebie.

Dalajlama rzekł: Dla mnie osobiście najskuteczniejszą praktyką która pomaga znieść cierpienie, jest rozejrzenie się dookoła i zrozumienie że cierpienie stanowi istotę samsary – nieoświeconej egzystencji. Zrozumienie, że cierpienie stanowi istotę nieoświeconej egzystencji… O co tutaj chodzi? O to – moim zdaniem – że większość z nas żyje w sposób taki, jaki został nam zaszczepiony. Żyjemy mniej lub bardziej nieświadomie, idąc koleinami, jakie nam wyznaczono. Wstajemy, idziemy do pracy lub szkoły, jemy, mamy jakieś przyjemności, jakieś zainteresowania itd. Egzystujemy. Żyjemy tym, co nas popycha do działania, zaspokajamy swoje potrzeby, reagujemy na to, co przynosi nam świat. Według buddystów to jest właśnie egzystencja nieoświecona, nieświadoma. Żyjemy w kole samsary, czyli wchodzimy bezrefleksyjnie w pewne sprawy, przeżywamy różne sytuacje, kończymy życie, odradzamy się i znowu żyjemy nieświadomie, cierpimy, przeżywamy i tak dalej. Aż w końcu dochodzimy w pewnym momencie do takiej sytuacji, kiedy zaczynamy żyć świadomie. Wchodzimy na ścieżkę duchowości i wszystko zaczyna być inne. Nasze doświadczenia nie są tylko zwykłymi doświadczeniami, zaczynamy widzieć ich drugą stronę. Jeżeli przyjmujemy za prawdę, że jesteśmy wcielonymi duszami, to możemy próbować oddzielić się od bezpośredniego nacisku tych zjawisk, z którymi mamy do czynienia i zobaczyć, że mają one dodatkowe znaczenie. Na przykład rozmowa z drugim człowiekiem jest nie tylko rozmową, jest także budowaniem wspólnoty, przestrzeni rozwoju duchowego itp. Pojawia się refleksja: – „Jakie było moje nastawienie do tego człowieka? Co mu chcę dać, co chcę przyjąć od niego?” Pojawia się element świadomości, refleksji duchowej. To wszystko, co robimy w sposób świadomy, pozwala nam wyjść z tej nieświadomej, nieoświeconej egzystencji, tworzy egzystencję duchową. Nawet bez wiary w reinkarnację taka egzystencja wydaje mi się lepsza niż ta nieświadoma, bezrefleksyjna…

Wróćmy do słów Dalajlamy: Kiedy odczuwamy ból fizyczny lub przeżywamy jakieś problemy, mówimy sobie: cierpię, przeżywam problem. Pojawia się też chęć odrzucenia problemów z cierpieniem. Jednak warto spojrzeć na tę sytuację pod innym kątem i zrozumieć, że to nasze ciało stanowi podstawę cierpienia. Jeśli będziemy w stanie tak zrobić, zmniejszy się poczucie odrzucenia, złagodzi się wrażenie, że jesteśmy ofiarą zdarzeń zewnętrznych. Kiedy zrozumiemy i zaakceptujemy rzeczywistość, nie będziemy doświadczać tyle cierpienia związanego wyłącznie z naszą egzystencją. Będziemy doświadczać cierpienia jako czegoś całkowicie naturalnego. O co tu chodzi? Naturalną tendencją – jak powiada Dalajlama – jest staranie się, aby nie było cierpienia w naszym życiu, ale ono może pojawić tak czy inaczej. Nie jesteśmy w stanie go całkowicie wyeliminować. Zmagamy się z chorobami, problemami, brakami, niezaspokojonymi potrzebami… Jeżeli pozostaniemy w zgodzie z naszą naturalną tendencją do odrzucania cierpienia, to pojawi się wtedy problem odrzucenia części nas samych – tej części, która odczuwa cierpienie. Będziemy podzieleni. Coś w nas będzie chciało odepchnąć doświadczenie cierpienia, a przecież to cierpienie jest w nas, to my je przeżywamy. Jeżeli będziemy chcieli pozbyć się cierpienia i usiłowali odrzucić od siebie, zagłuszyć tę część naszej psychiki, która odczuwa cierpienie, to stworzymy w sobie konflikt. Nie tędy droga… Według buddyzmu właściwe jest zaakceptowanie cierpienia, przyjęcie, że ono jest nierozerwalnie związane z naszą egzystencją, jest częścią naszego życia. Czyli zaakceptowanie cierpienia. To nie oznacza bierności i siedzenia w kącie, przeżywania go bezradnie. Mamy prawo starać się o to, żeby tego cierpienia było jak najmniej i by w miarę możliwości eliminować je z naszego życia oraz życia innych ludzi. Ale jednocześnie każdy z nas powinien, jeżeli chce żyć lepiej, starać się zaakceptować cierpienie w sensie zgody na fakt, że ono istnieje. Jeżeli nie godzimy się z cierpieniem, jeśli chcemy je odrzucić, wypchnąć z siebie, to cierpimy podwójnie, bo do realnego cierpienia dochodzi jeszcze odrzucenie części naszej osobowości, konflikt wewnętrzny. Tutaj mogę dodać coś z mojego doświadczenia. Byłem człowiekiem, który odrzucał cierpienie, starałem się robić wszystko co możliwe, żeby go nie przeżywać. Po pewnym czasie, po latach praktyk duchowych różnego rodzaju przeżyłem wypadek samochodowy, który sprawił, że cierpiałem. Wtedy zauważyłem, że nie ma we mnie konfliktu, owego buntu – „Nie chcę cierpienia, nie!” Po prostu cierpiałem i już. Dzięki temu było ono dużo łatwiejsze do zniesienia.

Bez względu na to jakie działania lub praktykę podejmujemy, nie istnieje nic, co nie stałoby się prostsze dzięki ciągłemu zapoznawaniu się z tym i ćwiczeniu tego. Poprzez trening możemy zmienić, przekształcić samych siebie. W buddyzmie istnieje wiele metod, które pozwalają zachować spokój umysłu, kiedy pojawia się rozproszenie. Długotrwałe praktykowanie owych metod prowadzi do tego, że chociaż rozproszenie pojawia się, to jego negatywny skutek pozostaje jedynie na powierzchni umysłu. Tak jak fale marszczą tylko powierzchnię oceanu, ale nie zmieniają jego wewnętrznej struktury, tak samo przychodzi rozproszenie, lęk, niepokój, czy zdenerwowanie, czy krytyka, bunt, ale wewnątrz pozostajemy w spokoju. Systematyczne trenowanie umysłu, czyli rozwijanie pozostawania w fazie szczęścia, prawdziwa wewnętrzna przemiana przez celowe wybieranie i koncentrowanie się na pozytywnych stanach umysłu oraz na eliminowaniu negatywnych jest możliwa. Jest to możliwe ze względu na budowę i funkcjonowanie mózgu człowieka. Jest on wyposażony genetycznie w określone wzorce zachowań. Jesteśmy tak skonstruowani, aby mentalnie otwierając się fizycznie reagować na warunki w jakich się znaleźliśmy. A celem jest przeżycie – i dodajmy jeszcze – neurolodzy udowodnili, iż mózg może wytworzyć nowe wzorce, nowe kombinacje komórek nerwowych i przekaźników nerwowych, które przenoszą informacje pomiędzy poszczególnymi komórkami nerwowymi. Mózg jest plastyczny, wciąż się zmienia. Przekonfigurowuje swoje łącza zgodnie z nowymi myślami i doświadczeniami. W moim odczuciu chodzi o to, że jesteśmy – jak mówi pewne stare powiedzenie – kowalami swojego losu. Im więcej chcemy poświęcić energii na tworzenie dobra w nas samych i w naszym życiu, tym większa jest szansa na poprawę naszej egzystencji. Chodzi o codzienne wybory, np. gdy jadąc samochodem zachowujemy się w sposób nie utrudniający innym ruchu, czy kiedy wchodząc do sklepu przepuścimy starszą od nas osobę. Jeżeli czynimy dobro, to nasze życie będzie coraz szczęśliwsze, choćby na poziomie wewnętrznej satysfakcji. Co robić na poziomie umysłowym, aby być coraz szczęśliwszymi ludźmi? Między innymi możemy pracować nad tym, żeby oczyszczać swój umysł. Jest mnóstwo książek poświęconych temu tematowi, informacji w internecie itp. Druga sprawa bardzo istotna to zaakceptować siebie, zaakceptować nasze ograniczenia, zaakceptować fakt, że umrzemy, zgodzić się na to, że istnieje to, co budzi w nas niepokój, co nas zaburza wewnętrznie, z czym się nie zgadzamy. Oczwyiście możemy starać się, żeby to miało jak najmniejszy wpływ na nas. Jednak według Dalajlamy powinniśmy przyjąć fakt istnienia – dogłębnie, do końca – cierpienia, ograniczeń, tego wszystkiego, co nam się nie podoba. Przyjąć, że jest to częścią świata, który nas otacza.

Możemy starać się przebudowywać nasze struktury mentalne. Weźmy na przykład sytuację, gdy odczuwamy niechęć do kogoś. Spójrzmy na tę niechęć – wiemy, że jest to reakcja naszego organizmu, akceptujemy ją. Następnie możemy spróbować zrozumieć powody, dla których się ona pojawiła. Czy odczuwamy ją jako coś głębokiego, czy raczej bierze się ona z powierzchownych odczuć, skojarzeń itp.? Kolejnym etapem może być podjęcie decyzji, czy chcemy się z ową niechęcią utożsamić, czy nie. Może to intuicja przestrzega nas przed ową osobą i powinniśmy jej unikać? A może owa niechęć jest tylko skojarzeniem wyglądu owej osoby z wyglądem kogoś, kto kiedyś nam zaszkodził czy sprawił przykrość? W takim wypadku może rozsądniej byłoby nie utożsamiać się z naszą niechęcią i dać owej osobie możliwość zaistnienia w naszym życiu.

Jeżeli będę pracował nad sobą, to mój umysł wyćwiczy się – tak jak to powiedział Dalajlama. Wyćwiczy w kreowaniu dobra – m.in. w tolerancji, w rozumnym, spokojnym podejściu do świata. Czyli to, co będzie poruszało powierzchnię naszego umysłu będzie nas poruszać, będziemy w jakiś sposób się niepokoić, będziemy mogli czuć się zagrożeni czy zdenerwowani, ale to wszystko będzie dziać się tylko na powierzchni. Będziemy zdawali sobie sprawę z tych uczuć w nas, ale nie będziemy przez nie uwarunkowani. Będziemy mogli podjąć decyzję – czy przyjrzeć im się bliżej, czy może raczej nie poświęcać im zbyt wiele energii i czasu. Nasz umysł będzie nas prowadził w kierunku dobra, w kierunku bliskości, akceptacji, tolerancji, wewnętrznego spokoju. Tę postawę możemy wytworzyć w sobie. Oczywiście nie w ciągu kilku dni, ale poprzez wytrwały trening, praktykę, o której mówił Dalajlama. I tego wszystkim życzę. A zwłaszcza spokoju i harmonii wewnętrznej…

Poprzedni artykułLiga Mistrzów: Bayern Monachium zmierzy się z Lokomotiw Moskwa
Następny artykułCo to jest detoks polekowy?
Lucjan Wesołowski
Lucjan Wesołowski - absolwent Uniwersytetu Łódzkiego na wydziale filologii polskiej. Muzyk – kompozytor i multiinstrumentalista. Jego muzyka instrumentalna została wydana w różnych krajach na ponad 20 płytach kompaktowych. Napisał ilustrację muzyczną do 8 spektakli teatralnych i wiele piosenek, wydanych na kilku płytach. W latach 80. był znany jako wykonawca poezji śpiewanej (główna nagroda na festiwalu „Śpiewajmy Poezję” w Olsztynie w roku 1984). W latach 1993-2014 mieszkał we Włoszech, gdzie prowadził firmę międzynarodowego pośrednictwa biznesowego. Zajmuje się duchowością Wschodu od lat 70. Spędził ponad rok w ośrodkach jogi i buddyjskich w Niemczech, Włoszech, Indii i Polsce. Publikował artykuły dla prasy polskiej i włoskiej na tematy muzyczne i duchowe. Autor książki pt. „Moje ABC duchowości”. Prowadzi warsztaty rozwoju osobowości.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here