Tak, jak zapowiedziałem w poprzednim odcinku – ten jest już przedostatni (wszystko się kiedyś kończy – a więc także autobiografia o moim złożonym życiu „polsko-niemieckim”).
Będę dziś kontynuował odcinek 47. (choć zapowiedziałem go pod innym tytułem), czyli będzie c.d. mojego wykładu o literaturze niemieckiej ze spotkania autorskiego w warszawskim Domu Literatury 29 lutego b.r., na zaproszenie red. Janusza Termera, prezesa polskiego oddziału SEC (Stowarzyszenia Kultury Europejskiej).
Podejmę też temat, którego w poprzednim odcinku nie zdążyłem rozwinąć: „Jak polepszyć współpracę z Niemcami w zakresie kultury? ”. Sama tematyka spotkała się z dość żywym zainteresowaniem uczestników (podobnie zresztą jak i temat „o literaturze”), którzy prosili nawet o jej kontynuację.
Wszystkim słuchaczom (a było wśród nich wielu kompetentnych znawców) chciałem przekazać przede wszystkim to, że LITERATURA NIEMIECKA (poza krótkim okresem – „Kulturkampfu” za czasów Bismarcka) – nigdy nie była antypolska!
Stąd warto ją poznać dokładniej i bliżej (co też było intencją Zarządu SEC), gdyż może to stanowić mocny fundament dla dalszej współpracy kulturalnej naszych narodów, a co najmniej dla jej rozszerzenia!
(Niemcom proponuję przy każdej okazji to samo, czyli bliższe poznanie literatury i kultury polskiej!),
gdyż wzajemna znajomość kultur naszych narodów, zwłaszcza poznanie ich różnic, na pewno pozytywnie przyczyni się do pogłębienia obecnych dobrosąsiedzkich relacji, które gwałtownie spadły w okresie niedawnych rządów zjednoczonej prawicy.
Kończąc poprzedni odcinek, nie opisywałem dokładniej niemieckiej literatury emigracyjnej, która powstała – przypomnę – po słynnym spaleniu w III Rzeszy książek 250 autorów. Po tym wydarzeniu, wielu pisarzy (nie tylko pochodzenia żydowskiego) uciekło z hitlerowskich Niemiec, emigrując za granicę.
Polecam znakomitą książkę prof. Huberta Orłowskiego pt. LITERATURA W III RZESZY, analizującą tamte tragiczne dla literatury niemieckiej czasy. A jeśli chodzi o „antypolskość literatury niemieckiej”, to również polecam książkę mojego promotora na UAM, prof. Jana Chodery, pt. „Literatura niemiecka o Polsce” (Katowice 1969).
Ale wracając do „niemieckiej” LITERATURY EMIGRACYJNEJ należy podkreślić, iż powstały w jej ramach i pozostaną w literaturze światowej znakomite dzieła ANTYNAZISTOWSKIE i ANTYWOJENNE takich autorów, jak m.in.: Bertold Brecht „MATKA COURAGE”, Klaus Mann (syn Tomasza Manna) „Mefisto” czy wspomniana przeze mnie wielokrotnie Anna Seghers. Spośród tych „Wielkich” koniecznie należy przypomnieć: Tomasza i Henryka Manna, Franza Werfela, Ernsta Tollera, Arnolda Zweiga, Liona Feuchtwangera, Hermanna Hessego czy – u nas mniej znanego – Ödona von Horvatha i wielu, wielu innych.
O tym okresie literatury niemieckiej znakomicie pisze NORBERT HONSZA w swej pracy pt. „W blasku epok” (Łódź 2010), podkreślając wielką rolę pisarzy, którzy nie wyjechali z kraju, a stanowili tzw. „wewnętrzną emigrację”, jak np. Ernst Wiechert, Ricarda Huch i Ernst Barlach.
W tym miejscu warto też przypomnieć innych pisarzy (również z „wewnętrznej emigracji”), którzy zyskali sławę dopiero po roku 1945, jak m.in.: Wolfgang Koeppen, Günter Eich, Karl Krolow, Luise Risner czy Marie Luise Kaschnitz.
Po kapitulacji Niemiec w roku 1945, na szczególną uwagę zasługuje (także z „wewnętrznej emigracji”) Wolfgang Borchert, jako przedstawiciel powojennego nurtu literackiego zwanego TRÜMMERLITERATUR – „literaturą zgliszcz”, lecz nade wszystko „Grupa literacka 47”, utworzona przez Hansa Wernera Richtera, w skład której wchodzili Alfred Andersch, Heinrich Böll i wielu innych.
Od roku 1958 pojawia się w niemieckiej literaturze powojennej „GWIAZDORSTWO” Güntera Grassa i Hansa Magnusa Enzensbergera oraz Ingeborg Bachmann, które „rodzi” w latach 60. i 70. XX wieku jakby drugą fazę niemieckiej powieści powojennej, z tak znaczącymi pisarzami, jak m.in.: Martin Walser, Siegfried Lenz, dramaturg Rolf Hochhut i wspomniani już Günter Grass oraz Hans Magnus Enzensberger (poeta, którego miałem zaszczyt poznać osobiście) oraz Szwajcarzy: Max Frisch i Friedrich Dürrenmatt na czele! Choć ich obecność w literaturze niemieckojęzycznej dostrzeżono już w latach pięćdziesiątych.
Z jeszcze późniejszych, powojennych i znaczących zjawisk literackich, mamy u naszego zachodniego sąsiada zauważalną tzw. „Dortmundzką Grupę 61”, która podjęła udaną próbę stworzenia w Niemczech nowoczesnej literatury zajmującej się problemami społeczeństwa INDUSTRIALNEGO, zwana też Grupą „socjalnego realizmu”, na czele m.in. z Günterem Wallrafem. (Szeroko odejmuje ona zagadnienia, m.in. prostytucji, alkoholizmu, gastarbeiterów itp.).
Niemal w tym samym czasie – pojawia się w Niemczech interesująca twórczość autobiograficzna, jakby „z wyższej półki” (w porównaniu z Grupą Dortmundzką 61) z Elliasem Canettim i Barbarą Frischmut.
Dalsze triumfy w tym czasie odnosi też twórczość Heinricha Bölla, który w Polsce swego czasu cieszył się dużym uznaniem (szczególnie jego powieści: „GDZIE BYŁEŚ ADAMIE”, „NIE POSKARŻYŁ SIĘ ANI JEDNYM SŁOWEM” oraz „ZWIERZENIA KLAUNA”). Podobnie jak powieści Hansa Fallady, a w szczególności „Każdy umiera w samotności”.
Kilka zdań chciałbym dodać jeszcze o Grassie. Dla mnie osobiście jest jednym z najwybitniejszych pisarzy współczesnych, nie tylko niemieckojęzycznych (którego matka była Kaszubką, a ojciec Niemcem). Jego „Blaszany bębenek” i nowela pt.: „Kot i mysz” pozostaną w literaturze światowej NA ZAWSZE! (KTÓRE W TŁUMACZENIU BŁAUTA WYDAŁA W CAŁOŚCI w roku 1979 „NIEZALEŻNA OFICYNA WYDAWNICZA”).
Grass – ten polityczny moralista – w r. 2006 otrzymuje za swoją całą twórczość NAGRODĘ NOBLA. Z jego twórczości polecam KAŻDEMU do przeczytania opowiadanie: „BEIM HÄUTEN DER ZWIEBEL” („Przy obieraniu cebuli”)! I mimo, iż pisarz przez swoje całe życie uganiał się za własną sławą, angażował w politykę, walkę wyborczą o własne sukcesy, jest zjawiskiem w powojennej literaturze niemieckiej szczególnego rodzaju.
Liczą się w niej także jeszcze inne nazwiska (choć niektórzy uważają, że to literatura szwajcarska), jak: Max Frisch, ze swoją powieścią „POWIEDZMY, GANTENBEIN” i FRIEDRICH DÜRRENMATT, ze swoimi dramatami, a w szczególności: „Wizyta starszej Pani” i „Fizycy”; czy z ”austriackiej” (jak już mamy zostać przy „podziale literatury niemieckojęzycznej” na NIEMIECKĄ AUSTRIACKĄ I SZWAJCARSKĄ) także: JOSEF ROTH, ROBERT MUSIL, HERMAN BROCH, PETER HANDKE, ELFRIEDE JELINEK, HEIMITO DODERER I INNI.
I na zakończenie, jeszcze kilka zdań o literaturze NRD, która „kierowana przez państwo” próbowała generować nową niemiecką tożsamość. Ale, co należy uczciwie powiedzieć, ma do odnotowania MIMO WSZYSTKO sporo utworów pisarzy, którzy nie ulegli „produkcyjności wszechwładnego w tym państwie socrealizmu”.
Do tych należą, m.in.: Erich Arendt, Bruno Apitz, Bodo Uhse, Christa Wolf, Günter Kunert, Stefan Heym, jak i Günter de Bruyn (których utwory tłumaczyłem, a ukazały się w antologii pisarzy wojennych NRD pt.: „Sonata wiosenna”).
Do moich ulubionych pisarzy należą: Hans Hellmut Kirst, Anna Seghers, Georg Heym, oczywiście bracia Tomasz i Henryk Mann, Leonard Frank, Arnold Zweig i mniej znani w Polsce (antynaziści): Carl Ossietzky i Kurt Tucholsky oraz antywojenny i antynazistowski , niezapomniany Erich Maria Remarque!
Natomiast z powojennej literatury NRD, dodatkowo polecam powieści Hermanna Kanta i (koniecznie) opowiadanie Heinera Müllera pt. „Żelazny krzyż”, zamieszczone w antologii „Sonata wiosenna”.
Anna Seghers napisała światowe bestsellery, jakimi były (SĄ i pozostaną!), powieści: „Ocalenie”, Siódmy Krzyż” i „Tranzyt”!
Jest w nich zawarta jej analiza, jak w Niemczech mogło dojść do TAKIEGO „kryzysu człowieka, ludzi, społeczeństwa”; jak w ogóle mógł zaistnieć w latach trzydziestych XX wieku faszyzm i to w najgorszej jego nacjonalistyczno-nazistowskim wydaniu?! Jak m.in. doszło do „wyobcowania społeczeństwa niemieckiego ze stosunków międzyludzkich”, do „wyobcowania z wszelkiej świadomości i solidarności klasowej”?
Jeszcze wyraźniej widać to w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta: „Noc długich noży”, „Noc generałów”, czy „08/15 w partii”.
Anna Seghers wyemigrowała z Niemiec zaraz po dojściu Hitlera do władzy, za co została pozbawiona obywatelstwa, a jej matka zamordowana w obozie koncentracyjnym na Majdanku. Ona (jak mało kto z pisarzy) przeciwstawiła się niemal całą swoją twórczością i działalnością społeczno-polityczną nazizmowi, wierząc w inne (takie, jak dzisiejsze Niemcy w postaci Republiki Federalnej). W roku 1947 wróciła z emigracji w Meksyku do Berlina (wtedy jeszcze znajdującego się w rosyjskiej strefie okupacyjnej). Swój powrót uzasadniła dwiema powieściami: „Powrót” i „Decyzja”, potwierdzając, że „całe swoje życie podporządkowała służbie społecznej” (napisałem na rewersie książki, prezentującej całościowy dorobek autorki; Wydawnictwo Poznańskie 1986).
Odwrotnie Kirst (któremu także poświęciłem książkę, wydaną przez Wydawnictwo „Atut” – Wrocław 2003). W niej, choćby we wspomnianych wyżej powieściach, zostaje ukazany mechanizm zbrodni i teoria, na której naziści tworzyli – mającą trwać co najmniej 1000 lat – wyimaginowaną przez nich III Rzeszę!
„Wojenne” powieści Kirsta są pod tym względem literacką interpretacją „Mein Kampfu” Adolfa Hitlera. Przy okazji polecam znakomitą analizę naukową Państwa Hitlera pt. „DER STAAT HITLERS” Martina Broszata i jeszcze raz Huberta Orłowskiego „LITEARTURĘ W III RZESZY”. Tym bardziej, iż praca Profesora (członka rzeczywistego PAN) jest dowodem, że nazistom nie udało się stworzyć własnej kultury i literatury.
Przy okazji pochwalę się, że mam z Hubertem Orłowskim 2 wspólne książki: z jego wyborem i wstępem przekład prozy Georga Heyma pt. „Sekcja” (wydana w pamiętnej PIW-owskiej serii „Jednorożca (1979), oraz wydana przez MON w 1981 roku „Sonata wiosenna. Opowiadania wojenne pisarzy NRD” – naszym zdaniem czołowych wtedy młodych (antyustrojowych wobec NRD literatów) z moim wstępem i przekładem opowiadania pt. „Bożena” Güntera de Bruyna.
A wracając jeszcze do Kirsta, O III RZESZY wiedział wszystko, gdyż to, co opisał w swoich powieściach „wojennych”, (a raczej antywojennych i antynazistowskich), jest lustrem tego, co naprawdę działo się w Niemczech w latach 1933-1945. Są to powieści (m.in. także „Rok 1945 KONIEC – Ratuj się kto może i Chaos upadku”) oparte na źródłowych, prawdziwych dokumentach! Ale mimo, że zajmowałem się Kirstem ponad 20 lat, nie udało mi się ustalić, skąd miał te dokumenty, zwłaszcza, że po wojnie nie od razu wszystkie archiwa były dostępne. A raczej ŻADNE! Jego książki są „dokumentarne”, a jednocześnie wybitnie literackie; czyta się je jednym tchem.
I podsumowując swoje wystąpienie w SEC o literaturze niemieckiej dokonałem takiego jej „wypunktowania”.
Jest to literatura (z małymi wyjątkami) mocno zakorzeniona w realiach społecznych i kulturowych;
nastawiona na odbiorcę! Będąca wyrazem czegoś i reakcją na coś, a nie tylko „romantyczną fikcją” (choć to też, ale nie w przeważającej ilości).
Ponadto chciałbym podkreślić, że już nawet ta „literatura średniowieczna” (którą m. in. można prześledzić na wspaniałych przekładach prof. Lama) była nastawiona na odbiorcę i nie była tylko wyimaginowaną rzeczywistością (choć to też).
Proszę też zauważyć, iż niemiecka literatura już od średniowiecza zmierza „świeckim krokiem” w kierunku liberalizacji i emancypacji wobec wcześniejszego klerykalnego monopolu!
Dominantą literatury niemieckiej jest od początku trend do NIEUSTANNEGO REFORMOWANIA SPOŁECZEŃSTWA, dążenie do warunków polepszających życie ludzi na ziemi – przez co tym trudniej zrozumieć zbrodnie i tragiczne w skutkach dokonania nazistów, ich odchylenie od wszelkich norm życia i wartości!
Z kolei dzisiaj Niemcy czują wyraźny niedosyt w rzetelnym i jednoznacznym rozliczeniu się z syndromem holocaustu, w ogóle zbrodni dokonanych w latach II wojny światowej! STĄD TEŻ TA PROBLEMATYKA DO DZIŚ NIE ZNIKA Z LITERATURY NIEMIECKIEJ, „próbując rozliczyć się” z nie tak dawną przeszłością!
Nadal żywa jest we współczesnej literaturze niemieckiej tematyka ZJEDNOCZENIA NIEMIEC. Ciągle widoczny jest w niej także nurt „LITERATURY ŻYDOWSKIEJ” (zresztą nie od dzisiaj, a w nasilający się sposób co najmniej od czasów Heinego), pokazujący antysemickie uprzedzenia i brak tolerancji religijnej (czemu żarliwie w przeszłości przeciwstawiał się m.in. Lessing, choćby w swoim dramacie „Natan Mędrzec” (już r. 1779).
Warto w każdym razie – jeśli chodzi o tę tematykę – przeczytać Reicha-Ranickiego „Moje życie”, będące wyrazem dążenia poprzez literaturę do niemiecko-żydowskiej symbiozy mentalnej.
I w tym kontekście, kilka zdań na temat: co zrobić, aby zbliżyć nasze narody, po tych tragicznych wydarzeniach z lat II wojny światowej?
W tej materii ogromnie dużo MOŻE ZDZIAŁAĆ KULTURA!
Stąd proponuję, m.in. spotkanie na najwyższym rządowym Kulturalnym Szczeblu i rozważenie w gronie fachowców tematów:
- Ukazanie roli Polski i Niemiec w Unii Europejskiej
- Porównanie kultur Polski i Niemiec, aby można było ukazać obydwu społeczeństwom, a szczególnie młodzieży istotne ZBIEŻNOŚCI I RÓŻNICE
- Rozszerzenie nauki języka niemieckiego w Polsce i polskiego w Niemczech
- Podjęcie próby ustalenia: dlaczego kultura polska w Niemczech, a niemiecka w Polsce pozostaje (na ogół) nieznana?
- Konieczność opracowania WSPÓLNEGO podręcznika historii, oceniającego zbrodnie dokonane przez Niemców w Polsce w czasie II wojny światowej, z wnioskami i konkretnymi propozycjami na temat:
- Jak włączyć młodzież w kształtowanie się partnerskich stosunków polsko-niemieckich OBECNIE i W PRZYSZŁOŚCI?
PS. Zawsze było i JEST moim marzeniem, aby powstała (do czego inspirowali mnie także w przeszłości prof. prof. Jan Watrak, Karol Koczy, Zbigniew Światłowski, Norbert Honsza i mój bezpośredni poprzednik, po którym przejąłem „wykładanie” literatury niemieckiej – Tadeusz Namowicz) WSPÓLNA seria wydawnicza „100 książek literackich” (po 50 z każdej strony) – WYBRANYCH PRZEZ FACHOWCÓW z obu stron i wydanych w specjalnej oprawie i opracowaniu (ze wstępami, przypisami, posłowiami itd. itp.), po przeczytaniu których czytelnik poznaje „duszę” narodu niemieckiego i polskiego!
Te „100 książek” (sponsorowanych przez oba nasze państwa, przetłumaczonych na obydwa języki, powinno ukazać się w określonym, zamkniętym czasie (np. 10 lat, po 10 w każdym roku), począwszy od roku 2029 do 2039r., czyli w 100 lecie napaści Niemiec na Polskę 1 września 1939r., które to wydarzenie rozpoczęło najtragiczniejsze wydarzenia pomiędzy naszymi narodami. W ten sposób NIE ZOSTANĄ ZAPOMNIANE NIGDY!
Cd. dalszy nastąpi i będzie zgodnie z zapowiedzią już ostatnim odcinkiem mojej autobiografii; jej swoistym podsumowaniem… ale to nastąpi mniej więcej za miesiąc, a anonsuję już dziś, nie chcąc zaskoczyć PT Czytelników, PRZECIWNIE – licząc na ich zrozumienie, (jak napisałem na początku dzisiejszego odcinka): że wszystko w życiu ma swój początek, ale i KONIEC!










Imponującą znajomość literatury niemieckiej widać a artykule prof. Karola Czejarka. W pełni zgadzam się z opinią, że na literaturę (a także całą kulturę i tradycję niemiecką) nie powinno się (nie można!) patrzeć w kontekście nazizmu, albo: przez filtr nazizmu, a to wciąż się u nas pojawia. Jeśli się taki filtr stosuje w Polsce, niejako automatycznie staje się po stronie narodowego konserwatyzmu i nacjonalizmu. Wciąż mała jest u nas znajomość współczesnej literatury niemieckiej, zwłaszcza „literatury wnuków”, która rozlicza się z nazizmem poprzez analizowanie czynów swoich przodków w latach nazistowskich, stawianie im „niewygodnych pytań” ponad czasem.
Warto wspierać ideę kanonu 100 książek polskich i niemieckich. Byłoby to zresztą, jak sądzę, naturalne dopełnienie Biblioteki Polskiej – wielkiego dzieła wielkiego Carla Dedeciusa.
Znakomity znawca literatury niemieckiej, ale nie tylko, zamierza zrezygnować z kontynuacji swoich wspomnień, które wzbudzają zainteresowanie wielu Polaków. To będzie ze stratą dla Czytelników, którzy byli inspirowani do rozwijania stosunków kulturalnych między obu narodami. Przecież Autor nie tylko przybliżał literaturę i zachęcał do zapoznania się bliżej z dorobkiem pisarzy niemieckich, ale wpływał też na kształtowanie nowych relacji międzyludzkich mieszkańców obu państw. Autor słusznie zwraca uwagę, że wzajemne poznanie literatury polskiej przez Niemców, jak też niemieckiej przez Polaków stanowi fundament dla owocnej współpracy obu narodów i jej dalszego pogłębiania.
Klimat jest sprzyjający dla rozwoju współpracy kulturalnej naszych narodów i należ mieć nadzieję, iż zostanie w pełni wykorzystany. Przecież kultura sąsiadujących z sobą państw nadal jest mało znana, zwłaszcza wśród młodzieży. Często na przeszkodzie stoi znajomość języka, więc kierownictwa polityczne w obu państwach powinny podjąć działania zmierzające do rozszerzenia nauki języków: niemieckiego w Polsce i polskiego w Niemczech. Jednocześnie powinny zdecydować się na wspólną serię wydawniczą „100 książek literackich”, z tym iż po 50 z każdej strony. Książki te zaproponowaliby wybitni znawczy literatura polskiej i niemieckiej. Książki te dofinansowane zostałyby przez rządy obu państw, aby były powszechnie dostępne dla ludności w obydwu krajach. Propozycja Autora jest nie tylko na czasie, ale zasługuje na szczególną uwagę rządów i resortów odpowiedzialnych za kulturę w Polsce i Niemczech. Życzę Szanowny Karolu jej urzeczywistnienia. Z wyrazami szacunku i poważania. Mietek