Buntowniczy teatr Nelly Roussel, czyli Kościół i społeczeństwo okiem kobiety

0

Nelly Roussel (1878-1922) jest ważną postacią wśród francuskich feministek początku XX wieku, bowiem od początku swojej kariery pisarskiej walczy o równouprawnienie kobiet i mężczyzn.

Była wolnomyślicielką i wolnomularką, która już w 1902 roku opowiedziała się za wprowadzeniem kontroli narodzin i, jako propagatorka antykoncepcji, żądała, aby państwo zapewniło wychowanie seksualne młodym dziewczętom. Wraz z Madeleine Pellerier wyrażała pogląd, że kobieta sama powinna decydować o tym, czy chce zostać matką czy nie, dlatego też uznawała aborcję za jej prawo do samostanowienia. Kobieta zbyt wiele razy była składana w ofierze Bogu, dyskryminowana przez prawo, ale i przez patriarchalne społeczeństwo. Wychowana w wierze katolickiej, pisarka szybko oddaliłą się od religii, którą postrzegała jako jedną z potężnych sił ciemiężących od zarania dziejów kobiety i zakładającą na ludzkość kaganiec wątpliwej  moralności.

Roussel debiutuje krótkim dramatem Poprzez rewoltę (1903), w którym czyni z biblijnej Ewy symbol umęczonej i poniżonej kobiety w fallokratycznym świecie. Na scenie widzimy zniewoloną kajdanami niewiastę żalącą się na swój marny los. Po jej lewej stronie siedzi niczym na tronie wyjątkowo szpetna postać – Kościół – która przypomina złośliwą i chimeryczną zjawę. Ma na sobie długie, czarne welony i trzyma w ręce ogromną Ewangelię, otoczony jest kwiatami i świecami. Na ścianie widnieje gigantyczny, przerażający krucyfiks. Tuż za budzącym grozę Kościołem krzątają się dzieci z kadzielnicami, dalej widać orszak różnych funkcjonariuszy kościelnych tyleż ekstrawagancko, co przepysznie odzianych kardynałów, biskupów, zwykłych księży, a także sióstr zakonnych (te wyglądały na dość zabiedzone). Po przeciwnej stronie usytuowane jest nie mniej antypatyczne Społeczeństwo przedstawione jako Republika z czerwoną czapką frygijską na głowie, przyodziane odświętnie w trójkolorową flagę francuską.

Zniewolona Ewa na próżno szuka pokrzepienia u Kościoła, który nie ma bynajmniej dla niewolnicy żadnych słów otuchy, a wręcz napomina ją, żeby biedaczka nie myślała „grzesznie” o świecie doczesnym, lecz skupiła się na „życiu duchowym” przygotowującym skutecznie do cudownej wieczności. Potworna postać przypomina jej również, że przez swoją (chyba biologiczną) „nieczystość” kobieta jest na wieki przeklęta – z pokorą więc i uśmiechem na twarzy powinna nieść swój krzyż.

Szkaradnym typkiem okazuje się również Społeczeństwo, które nie ma najmniejszego zamiaru przyjść w sukurs zgnębionej biedaczce. Postać ta wyjaśnia bluźnierczej niewieście, że kobieta nie powinna żalić się na swoją niedolę, ponieważ wolność, równość i braterstwo nie dla niej są zarezerwowane, a jej obowiązkiem względem ojczyzny jest rodzenie jak największej liczby obywateli – patriotyzm wszak zobowiązuje. Kiedy opuszczona przez wszystkich Ewa nie widzi już żadnej nadziei, wtedy zza kulis przy akompaniamencie Międzynarodówki wynurza się Rewolta. To właśnie ona w bezpardonowy sposób oskarża Kościół i Społeczeństwo o wielowiekowe przewiny wobec kobiety. Oswobodzicielka zrywa Ewie kajdany, która od tej pory stanie się niepokorną wojowniczką o równe prawa między wszystkimi ludźmi. W swojej alegorycznej sztuce Roussel zachęca więc do oporu wobec uświęconych instytucji, stojących na straży ucisku kobiet.

W drugim dramacie pod wiele mówiącym tytule Dlaczego one chodzą do kościoła pisarka poszukuje odpowiedzi na pytanie, z jakiego powodu kobiety chętnie uczęszczają we mszach. Szybko dochodzi do konkluzji, iż to nie żarliwa wiara, a zwykła nuda  pcha je w ręce kleru. Roussel rozprawia się tutaj z mężczyznami, którzy określając się nawet jako wolnomyśliciele, traktują swoje żony jak zabawki, często też seksualne. Pozostawione samym sobie, kobiety szukają rozrywek, które mogą im dostarczyć cykliczne odpusty – można wtedy najeść się i odetchnąć od szarzyzny egzystencji.

W swoim ostatnim utworze Grzech Ewy (1913) Roussel powraca do alegorycznej estetyki. Akcja sztuki rozgrywa się w bajecznej scenerii raju, który zamieszkany jest przez pierwszych ludzi: Adama i Ewę. Dramatopisarka ponad wszelką wątpliwość ośmiesza dziecinne wyobrażenia o życiu duszy  po śmierci ciała, ale przede wszystkim kładzie nacisk na sprzeciw głównej bohaterki wobec absurdalnych nakazów narzuconych przez Boga. Postacie wylegują się na trawie i o ile mężczyzna czerpie nieukrywaną przyjemność ze spokoju, który panuje w tej cudownej krainie, o tyle kobieta czuje się znudzona. Ongiś uwielbiany przez nią czarowny krajobraz stał się bezbarwnym i arcybanalnym landszaftem. Wszystko było w nim jest przewidywalne i pospolite; to właśnie dlatego Ewa pragnie posiąść kwiat wiedzy. Głucha jest na przestrogi Adama, który przypomina towarzyszce życia, że Stwórca surowo zabronił nawet zbliżać się do zakazanego kwiatu, kobieta zrywa go i upaja się jego zapachami. Swoim czynem niewiasta odrzuca infantylny lęk przed karą boską na rzecz poznania bezkresów ludzkiej egzystencji, nie obawia się konfrontacji z Aniołem straszącym bolesną karą. Ta krzykliwa postać przestrzega kobietę, że z jej powodu oboje zostaną przepędzeni z Edenu, przy czym ona będzie cierpieć większe katusze niż mężczyzna, bowiem jej wina była większa. Pramatka kpi sobie z gróźb wysłannika Boga i zachęca mężczyznę, by udał się wraz z nią w świat – gdyż dopiero od tej chwili mogą tak naprawdę żyć autentycznie – anioł był zaskoczony zachowaniem Ewy, bowiem nic już nie powiedział.

Roussel  szydzi z odwiecznych świętości reprezentowanych przez Kościół, prawo i państwo, które nie tylko zniewalają kobietę, ale każdą jednostkę ludzką. W „millenijnych wartościach” postrzega źródło wszelakich nieprawości na świecie, które są od wieków swoistym wytrychem usprawiedliwiającym istnienie zła. W swych alegorycznych sztukach ukazuje, jak począwszy od czasów biblijnych płeć piękna była kojarzona z grzesznicami na niższym stopniu rozwoju biologicznego, a nade wszystko, moralnego. Buntuje się przeciwko wszystkim zmurszałym idolom wierząc, że nadejdzie dzień, w którym wszyscy będą sobie równi. Choć jej sztuki zostały napisane ponad sto lat temu, to nie straciły na aktualności – także dzisiaj mogą zarazem śmieszyć i przerażać, a na pewno zagrzewać do walki o równouprawnienie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here