Odszedł Andrzej Rozhin, który należał do pokolenia twórców kultury lat sześćdziesiątych, wywodzących się spod egidy Zrzeszenia Studentów Polskich. Ich dziełem były teatry, kluby, festiwale piosenki, turnieje poetyckie, przeglądy zespołów muzycznych i tanecznych. Dawali upust swoim talentom na świnoujskiej FAM-ie, czyli Festiwalu Akademickiej Młodzieży Artystycznej, łódzkim festiwalu teatralnym o nagrodę „Boga Deszczu”, lubelskiej Wiośnie Teatralnej,wrocławskim festiwalu „Jazz nad Odrą” i Międzynarodowym Festiwalu Festiwali Teatrów Studenckich, krakowskim konkursie piosenki studenckiej i Festiwalu Kultury Studenckiej. Można wymieniać bez końca imprezy, którymi w latach sześćdziesiątych żył każdy ośrodek akademicki. Po pierwszych próbach teatralnych w latach 50. jak warszawski Studencki Teatr Satyryków i gdański Bim-Bom, zaczęły powstawać niby grzyby po deszczu nowe zespoły: „Kalambur” i „Gest” we Wrocławiu, „Cytryna i Pstrąg” w Łodzi, „Teatr 38” i „Teatr STU” w Krakowie, „Teatr Ósmego Dnia” w Poznaniu. Ich twórcami byli utalentowani i pełni pasji reżyserzy: Jerzy Jarocki, Krzysztof Jasiński, Helmut Kajzar, Krzysztof Litwiniec, Jan Skotnicki, Andrzej Skupień.
Andrzej Rozhin – rozhuśtał – tak można nazwać studencki Lublin. W tamtych czasach było to jedyne miasto, w którym były dwa uniwersytety: UMCS i KUL, a ponadto Akademia Medyczna i Wyższa Szkoła Rolnicza. Studenci stanowili wyróżniającą się grupę społeczną w mieście. Andrzej trafił tutaj ze Lwowa, gdzie się urodził, przez Kraków, gdzie zaczął studia aktorskie na PWST. Przeniósł się do Lublina na polonistykę, ale nadal fascynował się teatrem. Z grupą zapaleńców utworzył w 1961 roku zespół o nazwie „Gong 7.30”, który przygotował program „Ildefons i inni”, a potem były następne premiery wyreżyserowane przez Andrzeja. Najczęściej brał na warsztat poezję: Gałczyńskiego, Tuwima, Leśmiana, Broniewskiego, Błoka, Majakowskiego, Reeda. Przełom nastąpił w roku 1965, gdy ówczesny rektor UMCS prof. Grzegorz Leopold Siedler oddał studentom Chatkę Żaka, wybudowaną nie tylko z ogromną stołówką, ale też profesjonalną salą teatralną na ponad 300 osób. Andrzej został dyrektorem części teatralnej i przygotował premierę „Pieśni i Songów Brechta”, już pod nową nazwą: Akademicki Teatr UMCS GONG 2.
Do tego spektaklu trafiłem i ja na zastępstwo w 1966 roku. Byli tam pasjonci z różnych kierunków studiów i uczelni. Pomimo, że w Lublinie na KUL była „Scena Plastyczna” Leszka Mądzika, a na AM „Dren-59” Jacka Skoczkowskiego. Spektakl Brecha spotkał się z przychylnymi recenzjami krytyków, a szczególne wrażenie robiła scenografia autorstwa Leona i Elżbiety Barańskich. Solowe songi do muzyki Kurta Weilla w wykonaniu Piotra Suchory, Barbary Michałowskiej-Rozhin i Anny Węgłowskiej-Leszczyńskiej przyjmowane były wręcz owacyjnie. Spektakl doceniony został przez Zrzeszenie Studentów Polskich, które wysłało GONG 2 na tournee do ZSRR. Był grudzień 1966 roku. Graliśmy w Charkowie, Moskwie i Kazaniu. Sale były przepełnione, niektórzy płakali, bo spektakl przypominał im przeżyte tragedie wojenne. Z tego wojażu zrodziły się następne premiery. Nawiązaliśmy kontakty ze tamtejszymi studentami, którzy interesowali się teatrem i dzielili się z nami swoją wiedzą.

Tak się złożyło, że rok później w miesięczniku „Dialog” wydrukowana został sztuka „Elżbieta Bam”, której autorem był Daniel Charms, który padł ofiarą sowieckich represji. W surrealistycznym dramacie przedstawił absurdy ówczesnej rzeczywistości. Po wielu, że tak można powiedzieć bojach z cenzurą, Andrzej wyreżyserował prapremierę tej sztuki na deskach „Gongu 2”. Odniosła ona sukces nie tylko w kraju, zdobywając nagrodę „Boga Deszczu”, ale też na festiwalu w Parmie. Dopiero w latach późniejszych trafiła na sceny teatrów zawodowych. Dla nas, studentów ze Wschodu, wyjazd w tamtych czasach za żelazą kurtynę był niezapomnianym przeżyciem. Mogliśmy się przekonać jak żyją i jacy są tam ludzie, a także jak wygląda naprawdę ten „zgniły” kapitalizm.
Kolejne premiery, jak: „Dialog na Święto Narodzenia Pana”, „ZA – kronika 1917 roku”, „Wietnam ukrzyżowany” , „Testament” i „Trismus” otworzyły nam bramy do Debreczyna, Zagrzebia, Paryża i Nancy. Wiedzieliśmy, że zawdzięczamy to Andrzejowi, bo dzięki jego talentowi, a też naszej pasji i zainteresowaniom, tworzyliśmy awangardowy teatr, który zyskał sobie renomę i uznanie.
A jak to wyglądało od kuchni? Próby odbywały się wieczorami, by nie zarywać zajęć. Andrzej był wymagjący, starał się nie tylko krytykować nasze błędy – bądź co bądź byliśmy tylko amatorami – ale dopingował nas, by doskonalić swój warsztat. Organizował zajęcia z emisji głosu, dykcji, szermierki. Dbał byśmy poszerzali swoją wiedzę o literaturze, dramacie i historii. Miał szerokie kontakty w środowisku teatralnym i dzięki niemu mieliśmy spotkania z ludźmi nauki, jak prof. Janina Garbaczowska, prof. Maria Żmigrodzka, prof. Janusz Misiewicz, literatami, teatrologami, krytykami, np. Andrzej Hausbrandt, Sławomir Kryska, Jan Paweł Gawlik.
Można powiedzieć, że ta przygoda z teatrem była dla nas jakby drugim fakultetem. A ponadto Andrzej potrafił stworzyć z nas zespół przyjaciół, który trwa do dziś. Po studiach każdy z nas poszedł w swoją stronę, ale nadal utrzymujemy kontakty. Niektórzy swoje studenckie pasje teatralne wykorzystali w życiu zawodowym, jak na przykład prof. Grażyna Stelmaszyńska-Matyszkiewicz jako prorektor Akademii Teatralnej, Elżbieta Skrętkowska-Cybulska –twórczyni telewizyjnej „Szansy na sukces”, Jan Warenycia – reżyser Teatru Polskiego Radia, Jacek Popiołek – publicysta telewizyjny, Zenon Suszycki – dziennikarz, dyrektor Radia Koszalin, Anna Skwarska-Kowarska – scenograf, Andrzej Jóźwicki i Wojciech Kobrzyński – aktorzy. Mieliśmy kilka spotkań o charakterze jubileuszowym. Z inicjatywy Andrzeja powstała książka „GONG 2 – spojrzenie w przyszłość” autorstwa jego córki Aleksandry.
Andrzej Rozhin podążał dalej wybraną przez siebie teatralną drogą. Swoje doświadczenie w kierowaniu „Gongiem” wykorzystywał na dyrektorskich stanowiskach w wielu polskich teatrach, a jego talent reżyserski owocował w odkrywaniu piękna słowa, dramatu, literatury i kultury. Gdy odszedł przyszła mi na myśl strofa piosenki, której tekst napisał dla niego z okazji benefisu 50–lecia pracy artystycznej Jerzy Szpyra, literat i autor wierszy:
„Zagraj, proszę zagraj choć jeszcze jeden raz,
Cervantes niech przemówi i Brecht i Charms,
niech Dialog Narodzenia odmienia nas,
Przywołaj tamtą chwilę i tamten czas…”










