Akceptacja

0
Autorka obrazu: Maria-Wollenberg-Kluza

Akceptacja samego siebie

Według mistrzów duchowych akceptacja samego siebie i otaczającego nas świata jest jednym z najważniejszych elementów dobrego, radosnego, twórczego życia i jednym z fundamentów rozwoju duchowego. Proponuję choćby przez chwilę przyjrzeć się tym zagadnieniom. Zacznijmy od akceptacji samego siebie.

Większość z nas ma z tym problemy, mniej lub bardziej widoczne, mniej lub bardziej uświadomione. Wychowanie dzieci w większości społeczeństw zawiera w sobie element podważania naturalnej akceptacji samego siebie jaką według wielu psychologów posiada dziecko. Poprzez krytykę, odrzucenie, wzbudzanie poczucia wstydu itp. zostaje zachwiana jego naturalna wiara w siebie. Z pewnością trudne byłoby wychowywanie dzieci bez użycia tych narzędzi, ale sądzę, że jest ono możliwe. Wierzę, że jest możliwe wychowywanie dzieci oparte na dialogu z nimi i wyjaśnianiu im mechanizmów, jakimi rządzi się otaczający ich świat. Tym samym dziecko odbierałoby zakazy i nakazy jako logiczne i usprawiedliwione, a nie narzucone na mocy „widzimisię ” rodziców.

Szacunek okazywany w ten sposób dziecku ugruntowywałby w nim poczucie własnej wartości. Łatwiej byłoby też wtedy dziecku znieść porażki, złe stopnie w szkole, krytyki ze strony kolegów. A w późniejszym wieku stawiać czoła wszelkim tzw. przeciwnościom losu.

Brak pewności siebie, zaburzenia w kwestii poczucia własnej wartości, kompleks niższości itp. to problemy bardzo powszechne; mogą to – jak sądzę – potwierdzić psychoterapeuci…

Mistrzowie duchowi nawołują do akceptacji samego siebie. Jest ona bardzo istotna na każdym poziomie naszego życia. Każdy z nas mógłby chyba podać przykłady, jak wiele kłopotów sprawiać może niski poziom samoakceptacji – nasz lub osób, z którymi mieliśmy czy mamy do czynienia. Tak więc należałoby w miarę możności pracować nad sobą, aby stopniowo zmniejszać wpływ na naszą psychikę takich postaw i uczuć, jak poczucie winy, surowy osąd samego siebie, żal do samego siebie o niewłaściwe decyzje itp. itd. Nie są one przydatne. Uczciwe, krytyczne spojrzenie na samego siebie – tak, ono jest ważne i użyteczne. Świadomość błędów, ograniczeń itp. – tak, warto ją mieć. Natomiast należy – o ile to możliwe – starać się oddzielić od emocji, które zwykle takim myślom towarzyszą. Należy pozwolić odejść poczuciu winy, żalowi do samego siebie, surowemu traktowaniu własnej osoby itp. Te uczucia czy postawy nie są przydatne ani w naszym rozwoju, ani w budowaniu naszych relacji z ludźmi i światem. Mogą one być może spełnić pewną pozytywną rolę w sensie doświadczenia i przeżycia tego, co boli i co docelowo powinno stać się tylko wspomnieniem. Ale nie należy się do nich przywiązywać, uważać ich za coś korzystnego czy „sprawiedliwego”.

Tak mógłbym pokrótce streścić sugestie, jakie znalazłem w tekstach czy wykładach osób, które uważam za godnych zaufania przewodników duchowych.

Spróbujmy powiedzieć na głos: jestem OK. Jestem w porządku. Jak się z tym czujemy? Komuś, kto nie czuje się „w porządku” takie zdania mogą służyć jako afirmacje, jako mantry do częstego powtarzania (w umyśle, na głos, pisząc je..). I nie chodzi tutaj o okłamywanie samego siebie czy napełnianie podświadomości treściami niezgodnymi z rzeczywistością. Chodzi o przebudowanie naszej psychiki tak, aby można było każdego dnia tworzyć jak najwięcej dobra dla siebie i innych. Poczucie winy czy myślenie o sobie w sposób surowy, nadmiernie krytyczny temu nie sprzyja…

Jeśli realnie nie jesteśmy w porządku wobec innych ludzi, to możemy postarać się naprawić – na tyle na ile można – to co jest lub było nie takie, jak byśmy chcieli. A jeśli już nie można nic naprawić, to można się starać żyć lepiej od TERAZ.

Akceptacja świata i życia

Znam osobę, która miała poczucie, że została wrzucona w ten świat wbrew swojej woli. Nie wiem, czy coś takiego może mieć miejsce. Wierzę mistrzom duchowym, którzy mówią, iż przychodzimy na świat z naszego własnego wyboru. Ale wiem, że wielu ludzi czuje się źle na świecie. Podobnie jak owa osoba.

Problemy przeżyte w dzieciństwie, trudne warunki życia w wieku dojrzałym mogą w nas wywoływać poczucie sprzeciwu wobec tego, co jest naszym udziałem, mogą nas prowadzić do negacji świata i naszej w nim egzystencji. Owa osoba już w łonie matki mogła współodczuwać cierpienie , jakie przeżywała jej rodzicielka, mająca bardzo poważne problemy ze swym mężem, ojcem tej osoby. Rodzice tejże osoby wkrótce po jej narodzinach rozstali się, a jej dzieciństwo i wczesna młodość były bardzo trudne. Nic więc dziwnego, że miała ona w podświadomości i świadomości różne trudne, ciężkie zapisy… To naturalne, że w takiej sytuacji rodzi się bunt. Ale czy jest on konstruktywny? Czy prowadzi do zmiany na lepsze? Może tak, może nie…

Wielu z nas miewało lub/i miewa momenty buntu przeciwko światu i życiu, negacji ich wartości. Mówi się i pisze o żalu do świata, narzeka się na własny los itd. Poznaliśmy różne formy cierpienia… Naturalnym wydaje się odrzucanie cierpienia, pcha nas do tego instynkt samozachowawczy. Jednak mistrzowie duchowi mówią, że nie należy poddawać się takiej reakcji, nie należy się z nią utożsamiać. Jest ona jak najbardziej uzasadniona i usprawiedliwiona, jednak nie jest ani korzystna dla nas ani twórcza.

Możemy pracować nad tym, co jest do zmiany w nas i wokół nas. Wypracowywać nowe metody postępowania, budować lepsze relacje z ludźmi, podchodzić w inny, bardziej twórczy sposób do pracy, spokojniej reagować na trudności itp. A tym samym budować dla nas samych lepszą, szczęśliwszą przyszłość, wpływając jednocześnie pozytywnie na innych ludzi i na otaczający nas świat.

Twórcze podejście do naszych cierpień i problemów polega m.in. na ich zaakceptowaniu i na przyjęciu, że możemy próbować uznać je za potrzebne nam w pewien sposób. Istotnie, bywa tak, że pozwalają nam one zrozumieć lepiej nas samych i innych ludzi, rozwinąć w sobie tolerancję i współczucie, stać się lepszymi ludźmi, wejść na wyższy stopień rozwoju. Nie jest łatwo przyjąć taki punkt widzenia, ale może nam w tym pomóc świadomość, że podzielają go chyba wszyscy mistrzowie duchowi i osoby oświecone; także wiele osób na wysokim poziomie rozwoju, jak myśliciele, filozofowie czy wielcy pisarze prezentuje taki właśnie punkt widzenia.

Akceptacja świata i życia nie oznacza biernej zgody na wszystko, co się wokół nas dzieje. Ważne jest tutaj rozgraniczenie czasowe – ująłbym to tak: akceptuję jako jedyną dostępną mi rzeczywistość wszystko, co się dotąd zdarzyło w moim życiu, ale jednocześnie robię wszystko co możliwe, aby przyszłość moja i innych ludzi była jak najlepsza według mojej wizji dobra.

W naszej świadomości bunt, niezgoda na to, co uważamy za niedobre, niesłuszne są związane ze szlachetnymi, godnymi poparcia ideami. Ale czy życie w ustawicznym buncie jest konstruktywne, twórcze? Sądzę, że można pracować nad zmianą samego siebie i świata bez permanentnej niezgody na siebie czy świat. Sądzę też, że taka praca, jeśli jest oparta na zgodzie na samego siebie i świat, może dać dużo lepsze efekty…

A jak wygląda nasza akceptacja innych ludzi? Zwłaszcza tych najbliższych? Bywa często, że mamy z tym duży problem… Jednym z podstawowych elementów akceptacji innych ludzi jest akceptacja nas samych. Psycholodzy podkreślają wagę akceptacji własnej osoby dla budowania właściwych relacji z innymi ludźmi. Innym elementem może być rozumienie, coraz głębsze wraz z upływem czasu, ograniczeń i uwarunkowań, którym podlegają inni ludzie. Podobnie jak my sami… Wrodzone cechy charakterologiczne, wychowanie, traumy, doświadczenia życiowe – to wszystko warunkuje nas, nasze reakcje, emocje, działania… Gdy mamy pretensje do kogoś o jego słowa lub czyny, spróbujmy zastanowić się, na ile te słowa lub czyny były świadomym wyborem owej osoby, a na ile wypadkową różnych czynników, niezależnych od niej. Może to pomóc w spokojniejszym podejściu do innych ludzi, do zwiększenia naszej akceptacji czy przynajmniej tolerancji. A im więcej ich będziemy mieć dla innych, tym pogodniejsze i spokojniejsze będzie nasze życie…

Poprzedni artykułMatteo Brunetti: jestem fanem eksperymentowania w kuchni
Następny artykułJak moderować treści w obszarze MŚP
Lucjan Wesołowski
Lucjan Wesołowski - absolwent Uniwersytetu Łódzkiego na wydziale filologii polskiej. Muzyk – kompozytor i multiinstrumentalista. Jego muzyka instrumentalna została wydana w różnych krajach na ponad 20 płytach kompaktowych. Napisał ilustrację muzyczną do 8 spektakli teatralnych i wiele piosenek, wydanych na kilku płytach. W latach 80. był znany jako wykonawca poezji śpiewanej (główna nagroda na festiwalu „Śpiewajmy Poezję” w Olsztynie w roku 1984). W latach 1993-2014 mieszkał we Włoszech, gdzie prowadził firmę międzynarodowego pośrednictwa biznesowego. Zajmuje się duchowością Wschodu od lat 70. Spędził ponad rok w ośrodkach jogi i buddyjskich w Niemczech, Włoszech, Indii i Polsce. Publikował artykuły dla prasy polskiej i włoskiej na tematy muzyczne i duchowe. Autor książki pt. „Moje ABC duchowości”. Prowadzi warsztaty rozwoju osobowości.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here