Cały czas mam przed oczyma zdjęcia z Kijowskiego Majdanu. Konkretnie utkwiły mi w głowie trzy obrazy. Pierwszy z nich, to ludzie trzymający zmarzniętymi, spracowanymi dłońmi, wysoko w górze obrazy Stiepana Bandery. Kolejnym są powiewające flagi UPA. Ostatni i zarazem najwymowniejszy dla mnie obraz to malutki chłopczyk idący na czele pochodu podążającego z wyżej wymienionymi „rekwizytami”. Dlaczego to dziecko tak przykuło moją uwagę? Idąc na samym przedzie, cały czas kopało rosyjską flagę, która niczym szmata do podłogi ciągła się po brudnej drodze. Młody wojownik o wolność Ukrainy. Mały, skrajny nacjonalista. Wyuczony pogardy dla innego narodu od najmłodszych lat. Zasada „oko za oko” nie sprawi, że ten świat będzie lepszy, nie sprawi, że ten mały człowieczek będzie żył kiedyś w lepszym świecie niż my dzisiaj. Miałem łzy w oczach gdy widziałem tego chłopczyka.
Ukraina. Kraj niesamowity. Kraj tak pogmatwany, że chyba sami Ukraińcy, jeśli zabrać by im teraz sprzed oczu idee bliżej nieokreślonej walki o bliżej nieokreśloną wolność, niewiele potrafiliby powiedzieć o swojej ojczyźnie, tożsamości. Tu, gdzie mieszkam, na Podkarpaciu, jeszcze unosi się zapach walk i nocnych „krwawych wypadów” Ukraińskiej Powstańczej Armii. Armii, której heroiczne boje stanowiły napady na bezbronnych mieszkańców, kobiety i dzieci. Oczywiście były też akcje odwetowe. Mieć jednak żal o akcje odwetowe, to tak, jakby mieć żal do gospodarza, że chce uchronić siebie, rodzinę i gospodarstwo przed napastnikiem. Niewątpliwie potępić trzeba jednak każdy akt niewłaściwego zachowania ze strony obywateli polskich, bo i takie miały miejsce. W czasie II wojny światowej na cześć armii niemieckiej Ukraińcy stawiali swego rodzaju bramy triumfalne. Pod komendą niemiecką działały dwa ukraińskie bataliony – „Nachtigal” oraz „Roland”, a policja ukraińska wybitnie wsławiła się w akcjach niszczenia społeczności żydowskiej oraz polskiej, skutecznie używając zdolności denuncjacyjnych. Nie będzie kłamstwem historycznym ani pionierskim odkryciem jeśli stwierdzę, że społeczność ukraińska blisko współpracowała z okupantem, występując jako mniejszość społeczna przeciw swojemu krajowi – Polsce. Tyle tej poszarpanej lekcji historii. Zainteresowanych odsyłam do literatury historycznej.
Niegrzecznie jest mówić o nacjonalizmie ukraińskim. Niegrzecznie. Nie wypada, przecież to faux pas, by mówić o Banderze jako zbrodniarzu odpowiedzialnym za śmierć setek niewinnych ludzi. Ba, przecież on najwyżej może mieć „znamiona” zbrodniarza. Takie przekonanie zdecydowanie dominuje na polskiej scenie politycznej, od lewej strony do prawej. „To nie pora na rozdrapywanie ran” – zdaje się nieść echo z ul. Wiejskiej. Tylko, że tych ran nie trzeba rozdrapywać , bo one wystarczająco długo już cuchną i ropieją, leczone jedynie ułudną grzecznością i upływającym czasem. To za mało.
Na Ukrainie zwykło się mówić o Polsce jako adwokacie Ukrainy, lobbyście Ukrainy w Unii Europejskiej. Dobrze. Kto inny ma w tym większy interes od Polski. Poza tym sprawiamy, że ten świat staje się odrobinę lepszy. Jestem z tego dumny, ale czy my się nie zagalopowaliśmy? Czy nie jesteśmy czasem zbyt bezkrytyczni w działaniach? Integracja Ukrainy z Unią Europejską dokonuje się w moim odczuciu zdecydowanie za szybko, „na siłę”. Podpisano już polityczną część umowy stowarzyszeniowej. Widać przymiarki do podpisania części gospodarczej tego dokumentu. Takie kroki na pewno nie wpływają na deeskalację konfliktu w regionie. Najwcześniej powinny mieć one miejsce dopiero po pierwszych, de facto pierwszych wolnych wyborach narodu ukraińskiego. Z całym szacunkiem dla pana Jaceniuka i jego ekipy, ale nie wybrał ich przeciętny Ukrainiec, gdzieś tam spod Doniecka. Niewątpliwie wielu jest takich prominentnych tego świata, którzy ustami krzyczą „Jaceniuk” nie chcąc być poza trendem , a pod stołem trzymają palce na krzyż. Wszelkie działania integracyjne powinny mieć miejsce po wyborach, co ostatecznie nadałoby sprawie uroku praworządności. Póki co można działać dyplomatycznie, a także poprzez misję organizacji międzynarodowych do tego uprawnionych i zobligowanych. Zapraszamy Ukrainę do Europy, otwieramy jej szeroko drzwi, a nawet je wyważamy. Pokażmy więc Ukrainie standardy, taką Unię, jakiej chcemy – silną wspólnotę państw, a nie jedynie „dojną krowę”. Przed „szarym” Ukraińcem roztoczył ktoś nieprawdziwą wizję Unii. Unia szklanych domów. I taki dajmy na to Borys myśli, że za kilka lat wsiądzie do swojego mercedesa, odpali cygaro, po czym pojedzie na pole sprawdzić czy w jego gospodarstwie Niemcy i Czesi dobrze zbierają truskawki. Żeby jakikolwiek cent trafił tam, gdzie ma trafić, wpierw trzeba wielu trudnych reform, w tym tak bolesnej dla dzisiejszej oligarchicznej Ukrainy walki z korupcją i nepotyzmem.
Istnieje jakieś nielogiczne przekonanie, że ostrożność w sprawie Ukrainy musi oznaczać zarazem zgodę na jej poszatkowanie przez Putina. Błąd. Drugim mylnym przekonaniem jest ulgowe traktowanie rządu ukraińskiego. Traktowanie Ukrainy jak upośledzonej, od której nie można wymagać, nie przyczynia się do rozwoju demokracji czy zdolności do tworzenia państwa o standardach europejskich. Robimy raczej krok wstecz. Babcia zawsze uczyła mnie, że nie wolno się gniewać, a jeśli ma się coś na pieńku z kolegą, to trzeba to po prostu wyjaśnić. Mądra babcia. Pomóżmy Ukraińcom oczyścić się z brudu UPA, pomóżmy im pokazać dobrą twarz, którą niewątpliwie mają i niejednokrotnie ją widzieliśmy. Pomóżmy Ukrainie wejść do Unii, ale pomóżmy też wejść Unii na Ukrainę. Czy wyobrażamy sobie w Unii Niemców noszących obrazy Hansa Franka czy doktora Mengele? Nie bardzo. Ja na pewno nie. Każdy, kto ma dobre i szczere intencje względem Ukrainy, będzie rozmawiał z nią o dobrych, ale i trudnych sprawach, jak chociażby kwestia rozliczenia zbrodni UPA na Wołyniu czy w Małopolsce wschodniej, a także problem ukraińskiego embarga na polską wieprzowinę. Tak, to nie jest błąd. Ukraina ciągle nie zdjęła embarga na Polską wieprzowinę. Wysoką cenę płaci polski rolnik za wolność Ukrainy. Dlaczego tak bardzo upieram się przy poruszeniu problemu UPA akuratnie teraz? Bo obawiam się, że na fali sukcesu tego ruchu, jaki dokonał się na Ukrainie w ostatnim czasie, UPA, Bandera czy Szuchewycz z noszonych obrazów mogą trafić w głębokie warstwy społecznej tożsamości i zapisać się tam na stałe jako swego rodzaju patroni owej wiktorii z Kijowskiego Majdanu. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Prawdziwych przyjaciół.
Osobiście szanse na wejście Ukrainy do Unii Europejskiej oceniam jako przeciętne. Obawiam się, że takie ciągnięcie Ukrainy „na siłę” do wspólnoty może niestety sprawić odruch wymiotny, może sprawić, że Ukraina zadławi się Unią Europejską. Póki co, więcej jest przeszkód niż przychylności. Nasz sąsiad nie jest gotowy na to pod wieloma względami. Po pierwsze pod względem politycznym – bo któż tak naprawdę rządzi na Ukrainie, kto bierze odpowiedzialność za obecne wydarzenia? Jaceniuk z rządem czy Majdan? A może władza jest skrępowana przez grupy pokroju Prawego Sektora, które de facto wyniosły ją na zajmowane miejsce? Ukraina jest również nieprzygotowana gospodarczo. Największymi przeszkodami są jednak według mnie przeszkody natury społecznej, kulturalnej i mentalnościowej. Ukraina jest państwem niesamowicie podzielonym, z powikłaną tożsamością, a w żyłach przeciętnego obywatela płynie raczej wschodnia krew zawierająca w sobie pierwiastek odmienny od europejskiego, co absolutnie nie znaczy, że gorszy. Ukrainie i Ukraińcowi jest po prostu bliżej do Wschodu i nawet, jeśli teraz utkwił wzrok w kierunku Zachodu, to za jakiś czas znowu obróci się w prawo, by podziwiać wschody słońca.













Budowanie i znając jakość naszego języka jest poprzez połączenie w dyskusji na temat wielu zagadnień, które są w stanie wyrazić siebie swobodnie, to jest naprawdę wielki, to wpływ jest wielki. Preply jest tutaj, dołącz Lekcje ukraińskiego łodz http://kursy-angielskiego-za-granica.pl/poznajcie-ukrainski-start-up-preply