Declan Ganley: powrót populisty?

1
Declan Ganley to postać wyjątkowa. Będąc dzieckiem wychowywał się w Londynie, by w wieku 13 lat przeprowadzić się do rodzinnej Irlandii. Ożenił się z zdjęcie z wolnego dostępuAmerykanką polskiego pochodzenia – Deilą (ciekawostką może być fakt, że dziadek Daili służył podczas I wojny światowej w polskim legionie armii austriackiej). Declan ma obecnie 42 lata i jest ojcem czwórki dzieci. Jako biznesmen prowadził interesy na całym świecie – w Rosji, Albanii, Iraku, na Łotwie a obecnie jako prezes firmy „Rivada Networks” (która specjalizuje się w wojskowych systemach telekomunikacyjnych) współpracuje z armią Stanów Zjednoczonych[1]. Jego wyjątkowa zdolność do robienia interesów przysporzyła mu niemałej fortuny. Chęć zaistnienia w polityce oraz wpływania na Unię Europejską skłoniły go do stworzenia nowej, populistycznej partii Libertas.
            Kluczem do osiągnięcia sławy i zjednania sobie zwolenników w całej Unii Europejskiej okazało się referendum w sprawie traktatu lizbońskiego. Ostry sprzeciw Ganley’a wobec zapisów traktatu został natychmiast dostrzeżony we wszystkich mediach na kontynencie. Olbrzymie nakłady finansowe na kampanię, wynoszące według irlandzkiej Komisji Referendalnej blisko 1,3 mln euro nie poszły na marne – Irlandia w referendum w 2008 roku powiedziała stanowcze „nie” dla pogłębiania integracji europejskiej. Sam Declan Ganley zaprzeczył doniesieniom o wysokości sumy na dofinansowanie eurosceptyków: „To nieprawda. Byłoby to nielegalne, bo prawo zabrania obywatelom finansowania kampanii na kwotę większą niż 6,5 tysiąca euro. Ten przepis wprowadzili politycy będący u władzy. Robią wszystko, co mogą, by utrudnić nam działanie”[2]. Tak, czy inaczej, Ganley zasłynął jako „człowiek, który pokonał traktat lizboński”, a jego osoba stała się personifikacją paneuropejskiego eurosceptyzmu[3].
            Aby nie zostać zmarginalizowanym na scenie politycznej, Ganley za wszelką cenę starał się zmienić swój wizerunek z radykalnego przeciwnika Unii na umiarkowanego reformatora. Nie unikał dziennikarzy i otwarcie mówił o swoim światopoglądzie, zaznaczając za każdym razem, że jego poglądy nie są w żadnym wypadku skrajne:
Tak wielu zginęło, by Europa była demokratyczna. Niech będę przeklęty, jeśli pozwolę wąskiej elicie w Brukseli zabrać prawo wyborcze naszym dzieciom. Francuzi, Holendrzy i Irlandczycy zagłosowali na »nie« i wszystkie nasze głosy zostały potraktowane z lekceważeniem. (…) To nie jest eurosceptyzm. To nie jest antyeuropejskie. Musimy po prostu poważnie zreformować Unię i sprawić by była demokratyczna i odpowiedzialna. (…) Jeśli mamy mieć konstytuję, powinna być ona czytelna i mieć nie więcej niż 25 stron (…) Jeśli ma być prezydent Unii – powinien zostać wyłoniony w wyborach bezpośrednich. Jeśli to brzmi eurosceptycznie lub radykalnie, to nie wiem gdzie ja żyję. Sądzę, ze to bardzo wyważone, rozsądne podejście. Myślę, że radykalni są ludzie, którzy mówią: »Źle zagłosowaliście. Głosujcie jeszcze raz«. Hugo Chavez robi dokładnie to samo w Wenezueli. Czy zmieniamy się w Wenezuelę? Gdzie my jesteśmy? (…) Libertas nie jest antyeuropejski. Ja nie jestem antyeuropejski i myślę, że nigdy nie będę. Wolę być wewnątrz systemu, w Unii Europejskiej[4].
Paniczną i usilną próbę zmiany swojego wizerunku w pełni potwierdza powyższy cytat – w stosunkowo krótkim monologu (który został wygłoszony w Polsce przed eurowyborami z 2009 roku) Ganley podkreślił aż czterokrotnie, że nie jest eurosceptykiem, a jego poglądy są rozsądne. Ponadto powtórzył trzykrotnie, że to obecna elita polityczna w Brukseli jest radykalna i antydemokratyczna. Jak widać, zabiegi słowne nie sprawdziły się i przywódca Libertasu nie tylko nie zdołał zmienić swojego własnego wizerunku, ale i całego ugrupowania, które po dziś dzień kojarzone jest głównie z anty-europejskimi hasłami.
            Kolejną słabą stroną Ganley’a i jego świetnie finansowanej partii była daleko idąca niekonsekwencja w działaniu i brak podstawowej wiedzy na temat polityki krajowej w poszczególnych państwach Unii. Z jednej strony ugrupowanie skupiało działaczy m.in. Ligi Polskich Rodzin, Naprzód Polsko, Stronnictwa „Piast” czy Partii Regionów. Z drugiej zaś Ganley podjął współpracę z Lechem Wałęsą, który, jak wiadomo, oficjalnie popiera Platformę Obywatelską. Skandal był tym większy, że za każde przemówienie noblista otrzymywał wynagrodzenie. Mizernego wyniku próby połączenia wielu różnych opcji politycznych w jedną nie trzeba było daleko szukać – podczas przemówień Wałęsy z widowni niejednokrotnie padały okrzyki „TW Bolek” oraz „zdrajca”. Niestety, nawet tego typu wydarzenia nie zmieniły sposobu prowadzenia kampanii wyborczej Libertas. Szczyt swojego braku zainteresowania polityką w Polsce Declan Ganley pokazał w wywiadzie dla gazety „Polska The Times”:
Lecha Wałęsę po raz pierwszy widziałem na ekranie telewizora, gdy byłem skautem w Irlandii. Stał się dla mnie europejską ikoną, drugą po Janie Pawle II. Ale jego już nie ma z nami. Wałęsa jest. (…)  [Wałęsa – przyp. autor] Zobaczył, iż zgadzamy się w wielu sprawach. A dla mnie jest inspiracją. Zależałoby mi też, by wystartował w wyborach prezydenckich w Polsce i został ponownie wybrany[5].
Już sam dziennikarz przeprowadzający wywiad wytknął Ganley’owi niekonsekwencję, choć nie musiał tego robić, bo nawet mało zorientowani w polityce wyborcy zauważyli katastrofalne w skutkach decyzje Irlandczyka. Ciężko było określić, z którą opcją polityczną utożsamia się ten sztuczny twór skupiający i wspierający ludzi z wrogich sobie partii.
Ostatnim, niewybaczalnym błędem był brak porozumienia z Prawem i Sprawiedliwością oraz imperium medialnym ojca Tadeusza Rydzyka, który nie tylko nie poparł partii Ganley’a, ale również bardzo ją skrytykował i zganił wszystkich tych, którzy „zaciągnęli” się na listę Libertas. Redemptorysta odrzucił hojną ofertę Irlandczyka, który w zamian za poparcie zaoferował zainwestowanie kilku milionów dolarów w geotermię w Toruniu[6]. Tym samym Declan Ganley skazał się na zupełną marginalizację i totalny brak zainteresowania wyborców, którzy tylko w bardzo niewielkiej liczbie zaakceptowali skrajne połączenie różnych postaci polityki z niejasnym programem partii i niewyraźnym wizerunkiem jego lidera. Osobista porażka przywódcy dosięgła go na jego własnym podwórku – Ganley otrzymał „zaledwie” 64 tysiące głosów (dla porównania Jacek Saryusz-Wolski w województwie łódzkim uzyskał wynik 125 tys. wyborców), co nie pozwoliło mu otrzymać mandatu europosła. Po tym wydarzeniu ojciec eurosceptyków nie ukrywał rozczarowania i zapowiedział swoje odejście z polityki[7]. Spektakularne fiasko swojej kampanii, na którą Ganley przeznaczył blisko 30 mln euro, jest tym większe, że Libertas został pokonany głównie przez partie prawicowe i eurosceptyczne (np. w Wielkiej Brytanii były to: UK Independence Party i British National Party)[8].
Jak to bywa w przypadku polityki, dostać się do niej jest niezwykle trudno, natomiast odejść jeszcze trudniej – już we wrześniu 2009 roku Ganley chwilowo zapomniał o swojej obietnicy odejścia w cień i wystąpił w debacie telewizyjnej poświęconej drugiemu referendum w sprawie traktatu z Lizbony. Obecnie partia jest niemalże nieaktywna a większość jej stron internetowych została skasowana. Wydaje się, że stowarzyszenie w zaledwie niewielkim stopniu wpłynęło na kształtowanie się sceny politycznej. Spowodowane to było kilkoma czynnikami. Po pierwsze Libertas nie zamierzał długo pertraktować z partiami eurosceptycznymi lub prawicowymi, które chciały dokładnie omówić wszystkie warunki współpracy. Ganley postanowił pójść na wybory w pojedynkę, rezygnując z „żelaznego” elektoratu istniejących już i dobrze rozpoznawanych partii o pokrewnych programach politycznych.
Drugi czynnik to źle dobrana nazwa partii. Libertas oznacza po łacinie „wolność”, co nie do końca pasuje do programu partii. Polakom może się to dodatkowo kojarzyć z liberalizmem, który po prowadzonej od kilku lat kampanii Prawa i Sprawiedliwości zyskał jedynie pejoratywny wydźwięk i dla wielu oznacza nic innego jak ucisk społeczeństwa przez bogate i skorumpowane elity. Kolejny aspekt dotyczy braku wyrazistości partii. Przyjęcie w swoje szeregi zdeklarowanych eurosceptyków, gotowych do wystąpienia z Unii Europejskiej (np. wywiad Romana Giertycha dla Rzeczpospolitej) i odrzucenia wspólnotowej waluty, spowodowało poważne problemy z samookreśleniem tożsamości partii. Declan Ganley wielokrotnie podkreślał, że jego partia nie jest antysystemowa i zamierza jedynie zreformować Unię, co wyraźnie kłóciło się z poglądami osób na listach wyborczych Libertasu. Ostatnia kwestia godna uwagi to tematyka poruszana podczas kampanii wyborczej. Temat traktatu lizbońskiego nie wzbudza dużych emocji wśród społeczeństwa. Zagadnienia w nim zawarte są zbyt odległe od codziennego życia, by przyciągały jakiekolwiek zainteresowanie. Są one tym bardziej abstrakcyjne dla polskiego antyunijnego elektoratu, który w znaczącej mierze jest w starszym wieku i ponadto słabo wykształcony[9].
Warto zadać sobie pytanie – czy Libertas ma szansę odrodzić się i wystawić własnych kandydatów w kolejnych wyborach? Zdaniem wielu jest to jak najbardziej możliwe, aczkolwiek warunkiem uprzedzającym wszystkie te działania jest zrozumienie popełnionych błędów marketingowych z 2009 roku przez Declana Ganley’a. Atutem partii jest już jej dobra rozpoznawalność w Europie i znajomość głównych punktów programu wyborczego. Pozostaje zatem naprawić nieudolny marketing z przeszłości i stworzyć bardziej wyrazisty wizerunek obecnego, populistycznego stowarzyszenia. Sam Declan Ganley również wydaje się być silnie zainteresowany unijną polityką. Możliwe, że w ciągu kilku lat przywódca Libertasu wymyśli nowe, chwytliwe (dla starszej i słabo wykształconej części elektoratu) hasła wyborcze i znów zawita na ekranach naszych telewizorów i monitorów.

Kup książkę „Jak politycy nami manipulują”:
– „Jak politycy nami manipulują? Cz. 1: Zakazane techniki”
– „Jak politycy nami manipulują? Cz. 2: Przemowy w praktyce”

 


[1]http://www.tribune.ie/article/2008/jun/15/what-will-international-man-of-mystery-declan-ganl, 23.12.2009.
[2]http://www.traktatlizbonski.pl/index.php?tyt=132, 23.12.2009.
[3]http://7dni.wordpress.com/2008/06/23/declan-ganley-czlowiek-ktory-pokonal-taraktat-lizbonski, 23.12.2009.
[4]http://www.youtube.com/watch?gl=PL&hl=pl&v=Co6aP3kBxQw, 25.12.2009.
[5]http://www.polskatimes.pl/opinie/wywiady/117666,chce-zeby-walesa-znow-zostal-prezydentem-polski,id,t.html#material_1, 25.12.2009.
[6]http://wiadomosci.onet.pl/1979774,11,item.html, 26.12.2009.
[7]http://wyborcza.pl/1,76842,6701369,Po_fiasku_Libertasu_Declan_Ganley_rezygnuje_z_polityki.html, 29.12.2009.
[8]http://wyborcza.pl/1,76842,6701369,Po_fiasku_Libertasu_Declan_Ganley_rezygnuje_z_polityki.html, 30.12.2009.
[9]http://fryszkowski.salon24.pl/102096,po-co-komu-ten-declan-ganley, 31.12.2009.

1 KOMENTARZ

  1. mam małe pytanie do ciebie… czy warto zostać dziennikarzem??? jestem co prawda dopiero w gimnazjum, ale dziennikarstwo to moja największa pasja i chciałabym, aby w przyszłości moje życie było z tym związane… doradź mi coś jeśli oczywiście możesz… pozdrawiem:*

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj