O artykułach, które udało mi się uratować przed ich oddaniem na makulaturę!
W pudle przeznaczonym „na przemiał”, (które zapełniło się w czasie sprzątania strychu), odnalazłem różne swoje artykuły z dawnych lat, dotyczące wielu zagadnień nadal aktualnych.
Nadal jestem przekonany, że Zamek Ujazdowski nadawał się do tego, aby w nim swego czasu utworzyć w Warszawie CENTRUM SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ. (Rozmowę ze mną na ten temat przeprowadził Wojciech Krauze w „Życiu Warszawy” z d. 14-15 maja 1983r.).
(Na pewno dołączę ten artykuł do planowanego jeszcze – poszerzonego – wydania mojej Autobiografii „Droga przez życie” (Zagnańsk 2024), przede wszystkim dlatego, że powołanie CSW było jednym z moich ważniejszych dokonań (obok utworzenia przedsiębiorstwa „Sztuka Polska”, jak też Państwowego Funduszu Zamówień Plastycznych i Stypendialnego oraz Socjalnego dla art. plastyków), kiedy kierowałem dep. Plastyki MKiS. Tym bardziej godnym przypomnienia jest fakt, iż CSW nadal tętni życiem i pełni bardzo ważną rolę wśród placówek kulturalnych Warszawy, a także w skali ogólnopolskiej. Wtedy, gdy powstawało – miało wielu przeciwników. Usłyszałem niedawno, że jego rolę powinno spełniać powstałe niedawno MUZEUM SZTUKI NOWOCZESNEJ mieszczące się przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie (naprzeciwko Domów Towarowych „Centrum”).
Moim zdaniem – NIE! Uważam bowiem, że to Muzeum mogłoby promować zjawiska rzeczywiście nowe, które jeszcze nie weszły w obieg społeczny, gdyż wymagają zaplecza opisowo – dokumentacyjnego i warsztatowego, a na to ma ono doskonałe warunki lokalowe. Natomiast Zamek Ujazdowski powinien pozostać „CENTRUM” przenikania się różnych dziedzin sztuki, których obszarem jest nie tylko plastyka, ale też urbanistyka, architektura, film, teatr, muzyka i literatura!
*
Z „pudła” (na makulaturę), wyjąłem też m.in. swoją rozmowę z Małgorzatą Jarocką w „Argumentach” (z czasów, gdy jego redaktorem naczelnym był nieżyjący już od roku 2002 znakomity pisarz WIESŁAW ROGOWSKI – dość przypomnieć jego książki: „Awaria”, czy „Kamienny bruk”, choć warto też sięgnąć po inne utwory tego przedwcześnie zmarłego autora). Rozmowa ma tytuł: „Biec przed życiem” i ukazała się w nrze 17/1442 z dnia 27 kwietnia 1986r.
A chcę przypomnieć ją (i umieścić w II wydaniu swej autobiografii) m.in. dlatego, iż wyrażałem w niej swój – do dziś aktualny postulat – o potrzebie CIĄGŁOŚCI KULTURALNEJ, niezależnie od ustrojowych przemian, co podkreślałem zarówno ja, jak i moi poprzednicy i następcy na stanowisku dyrektora Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu m.st. Warszawy. Stolica zawsze była i zawsze powinna być skupiskiem INSTYTUCJI KULTURALNYCH oraz imprez o randze ogólnopolskiej, jak m.in. KONKURSU CHOPINOWSKIEGO, WARSZAWSKICH SPOTKAŃ TEATRALNYCH czy WARSZAWSKIEJ JESIENI POEZJI i wielu innych. Były „dostępne” dla całej Polski, a których nawet stan wojenny nie był w stanie zniszczyć! (Choć wiele z nich po transformacji w roku 1990 nie odzyskało już dawnego blasku, albo wręcz zaprzestano je organizować).
Warszawa nadal powinna być miastem otwartym na kulturę światową, gdyż w ten sposób kultura polska ma szansę zaistnienia także gdzie indziej – chociażby na zasadzie rewanżu. Ale nie tylko dlatego, jest po prostu WAŻNYM GŁOSEM – poprzez swoich artystów i twórców – mających „coś do powiedzenia” w nowościach kultury współczesnego świata!
Dziś ktoś mógłby powiedzieć, że swoją „Jesień Poezji” mają też inne miasta! I bardzo dobrze, że mają! Ale WARSZAWSKA JESIEŃ POEZJI od lat jest związana ze szkołami, lekcjami „poetyckimi” w nich, a do tego charakteryzowała się jeszcze „warszawskim noblem”, czyli Warszawską Premierą Książkową Miesiąca, a obecnie jeszcze „wtorkami”, „środami” i „czwartkami” literackimi w Domu Literatury przy Krakowskim Przedmieściu! (Przy okazji dopominam się o gruntowny remont tej siedziby i o dofinansowanie znajdujących się w niej związków pisarskich).
*
Wśród artykułów „w pudle na przemiał”, były m.in. „Szpilki”(w których też pisywałem przed laty i to nawet wtedy dość często), a numer, który wygrzebałem z „pudełka” jest z dnia 1 maja 1986r. i dotyczy wybitnego karykaturzysty, jakim niewątpliwie był Zbigniew Lengren (1919-2003) ze swoim „nieśmiertelnym” prof. Filutkiem, z którego przez wiele lat śmiała się cała Polska. Tytuł artykułu: „Lengren – to już kawał historii i nie byle jakiej sztuki”.
*
Z prawdziwą satysfakcją natknąłem się także na 539 pozycję wydawnictwa COK (Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechnienia Kultury), gdy byłem jego dyrektorem, choć to zasługi przede wszystkim pracowników ówczesnego działu wydawniczego COK, z p. Marianem Stasiakiem i p. Barbarą Brakowiecką na czele. A publikację tę przypominam dlatego, że to dalej aktualny śpiewnik zatytułowany „Piękna nasza Polska cała”, zawierający „pieśni patriotyczne” – m.in. „Pieśń o domu”, „Warszawska Syrenka”, „Kraków – nasz dawny gród” , „Zaszumiał gaj” i dziesiątki innych (łącznie ponad 70) śpiewanych wtedy m.in. na odbywającym się wówczas festiwalu „Pieśni o Ojczyźnie” w Kraśniku. Śpiewnik ten, może wzbogacać repertuar amatorskich chórów i nie tylko.
*
Wrócę jeszcze na moment do działalności Wydawnictwa COK, aby przypomnieć, że jego „sukcesy”, które były możliwe dzięki utworzeniu własnej drukarni i dzięki fachowcom w niej zatrudnionymi, którzy „robili cuda”, aby publikacje COK miały „RĘCE I NOGI”, co było tym ważniejsze, iż dotyczyło upamiętnienia POLSKICH tradycji kulturalnych. (Dzięki czemu wydawane przez nas książki cieszyły się wielkim powodzeniem, szczególnie wśród kadry instruktorskiej pracującej w domach kultury, do której też były głównie adresowane).
Zawdzięczaliśmy to także b. dyrektorowi dep. Domów Kultury i Działalności Społecznej MKiS p. Włodzimierzowi Sandeckiemu (1939-2021)), który skuteczne pomagał nam w rozwiązywaniu pojawiających się wtedy problemów, związanych m.in. z cenzurą, zdobyciem papieru na drukowane książki czy zakupem nowoczesnych maszyn drukarskich. Przypomnę przy okazji, że Włodzimierz Sandecki był swego czasu jedną z najważniejszych postaci ogólnopolskiego studenckiego ruchu artystycznego, a potem także „pozytywnie ocenianym przez środowisko kultury” dyrektorem Polskiej Agencji Artystycznej „Pagart”.
O wydawniczych realizacjach oficyny COK był m.in. mój obszerny artykuł w „Naszym Klubie” z marca 1978r. (szkoda, że tego typu pism obecnie od dawna już nie ma, ale jest z pewnością do odnalezienia w bibliotekach i archiwach). Polecałem w nim (i nadal polecam) bardzo ciekawą książkę Jerzego Zabłockiego „O prowadzeniu chórów”, Krzysztofa Heeringa oraz Donki i Andrzeja Madejów „Mój warsztat teatralny” (o teatrzykach „poezji”, ze szkicem Henryka Jurkowskiego o historii lalek).
Duży rezonans – pamiętam – miała też wówczas książka Krzysztofa Zanusssiego „Rozmowy o filmie”, przeznaczona dla filmowców amatorów i wszystkich interesujących się upowszechnianiem kultury filmowej.
*
Pisałem wówczas dużo do takich pism, jak „Literatura”, „Życie literackie”, „Nowe książki” „Głos Pracy”, a na początku mojej „kariery recenzenckiej” także w „Głosie Szczecińskim”, a kiedy pracowałem w pułtuskiej Akademii Humanistycznej, również regularnie, co tydzień ukazywały się recenzje i artykuły w „Pułtuskiej Gazecie Powiatowej”. Z ciekawszych przypomnę moją opinię o książce Bernta Engelmanna i Güntera Wallrafa: „Wy na górze – my na dole” (w „Literaturze” z dn. 3 marca 1977r.) pt. „Myśli niezależne, krytyczne i odważne”. Również „O niecodziennym spotkaniu artystów” w „Życiu literackim” z 22 czerwca 1986r. o wystawach w „Zachęcie” takich artystów, jak m.in. Andrzej Fogtt i Bożenna Biskupska, w związku z ich sukcesem w Biennale Weneckim. Komisarzem ich prezentacji był wybitny krytyk i znawca sztuki – Jerzy Madeyski!
*
Chciałbym jeszcze przypomnieć moją „rozmowę” z red. Józefem Szczawińskim w „Słowie Powszechnym” pt. Książce na ratunek” – o sprawach ruchu wydawniczego i czytelnictwa ( w numerze z 8-9-10 lipca 1988r.) – a czynię to dlatego, iż obie te publikacje były o kwestiach aktualnych do dziś! Zwłaszcza sprawa „bilansu” kultury w PRL-u, a przede wszystkim uznanie w świecie w zakresie literatury, teatru, filmu i innych sztuk (także działalności bibliotek, księgarstwa i muzeów). Jaka szkoda, że te niewątpliwe osiągnięcia są dziś tak często pomijane w kontekście przemian ustrojowych, które nastąpiły po roku 1989. A przecież polscy artyści w tamtym okresie mieli naprawdę czym się chwalić, a z których jako kraj powinniśmy być nadal dumni! Choćby z sukcesów (by nie być gołosłownym) polskiego plakatu, teatru, polskich kompozytorów czy filmowców).
ZATEM PROSZĘ O NIEPOMIJANIE TAMTYCH SUKCESÓW w ogólnym bilansie polskiej kultury po roku 1945.
KULTURA zawsze powinna być elementem wzmacniającym polską JEDNOŚĆ (bardzo obecnie podzielonego polskiego społeczeństwa) – gdyż jest WARUNKIEM NASZEGO TRWANIA W ŚWIECIE PEŁNYM DRAMATYCZNYCH KONFLIKTÓW, dość wspomnieć wojnę w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie.
*
A na zakończenie dzisiejszego wspomnienia jeszcze kilka tytułów artykułów (wyżej dotąd nie- wspomnianych). Wymienię je chronologicznie, w kolejności ich ukazywania się (zaś w rozszerzonym wydaniu mojej autobiografii znajdzie się na pewno ich pełniejszy wykaz.
Przede wszystkim, co tydzień (gdy byłem dyr. st. Wydziału Kultury Urzędu m. st. Warszawy) ukazywała się w Expresie Wieczornym, pisana przeze mnie „Warszawska Kronika Kulturalna” – (np. jedna z nich z dn. 6 stycznia 1981r.).
Wspomnę w tym miejscu także swoją rozmowę z Andrzejem Matynią z dn. 4 czerwca 1985r. w tygodniku „Tu i teraz” pt. „Jest w czym wybierać”, o mecenacie nad środowiskiem plastycznym w Polsce! I…bardzo dyskutowany, ale godny przypomnienia mój cykl artkułów pod hasłem „Plastyce wobec kryzysu” w Życiu Literackim, m.in. w wydaniu z dnia 25 marca 1984r.
I chciałbym też, aby została zapamiętana moja recenzja książki HALINY AUDERSKIEJ w „Życiu Literackim” z dn. 29 października 1989r. , która ma tytuł „Ptasi gościniec”, godna przeczytania – o tragizmie pokolenia, którego udziałem była wojna i migracja, permanentna rozłąka i tęsknota.
A na zakończenie dzisiejszego „odcinka” jeszcze o dwóch artykułach; pierwszy ze „Szpilek” pt. „Od Dejmka do Drozdy” (Szpilki z dn. 6.02.1986r.) i artykuł z „Argumentów” (10.07.1988r) „NIE MA TEMATÓW TABU”.
Chciałbym, aby w świecie tylu nierozwiązanych problemów, nasz naród pogodził się, a rządzący zapewnili pokoleniom SUWERENNOŚĆ i NIEPODLEGŁOŚĆ, o które to wartości Polacy walczyli od zawsze. Stąd zakończę dzisiejszy „aneks” słowami nagle zmarłego w Sopocie Stanisława Sojki: „Życie nie tylko po to jest, by brać, życie nie po to, by bezczynnie trwać. I aby żyć siebie samego trzeba dać…””, i nieskromnie dokończę własnymi słowami: „…żeby służyć Ojczyźnie z wszystkich sił”.
P.S. I o jeszcze jednym, nieco zapomnianym dyplomie, który 3 czerwca 2008r. marszałek województwa mazowieckiego – ADAM STRUZIK, przyznał mojej żonie Magdalenie za „pracę na rzecz dzieci i młodzieży, realizowaną w duchu PEDAGOGIKI SERCA”. Nie wiem, czy Jej wtedy tego dyplomu pogratulowałem, chyba nie, czynię to więc teraz. Dziękując jednocześnie za redagowanie wszystkich moich tekstów (także tego). I… za konsekwentne tworzenie w szkołach, w których pracowała „Galerii Plastycznych”, za umuzykalnianie dzieci i młodzieży. I za realizację w procesie wychowawczym szkoły jakże pięknego hasła: WYCHOWANIE DZIECI PRZEZ SZTUKĘ I DLA SZTUKI.











Pudła pełne „papierzysk” na przemiał stanowią, jak w przypadku „śmietnika” Karola Czejarka, skarbnicę wartą ochrony a nie przemielenia. To raczej remanent życia i twórczości. W PUDLE Karola Czejarka przetrwały artykuły dotyczące wielu zagadnień aktualnych także dzisiaj, rozmowy z ważnymi przedstawicielami świata sztuki, recenzje i nawet apele o uszanowanie wielu dotychczasowych dokonań. Nie będę wymieniał ( wystarczy poświęcić 5 minut na przeczytanie tekstu K.Czejarka ) bogactwa historycznego zawartego w pudle, kapsule czasu, ale mogę stwierdzić, że lektura odnalezionych materiałów stanowi „bilans” kultury czasów PRL i ukazuje wielkie uznanie w świecie dla polskich twórców wszelkich dziedzin. Nasza plastyka, teatr, muzyka, literatura i film, były niekłamanym powodem do dumy. Pomijanie dzisiaj a czasami wręcz lekceważenie i piętnowanie tamtych dokonań jest grzechem bezmyślności i bezduszności niektórych środowisk. W ten sposób sami siebie odzierają z prawa do dumy bycia tragarzem 1000 letniej spuścizny kultury państwa z wielkiej europejskiej rodziny. Czas na refleksję nigdy nie jest czasem straconym. Szymon Koprowski.
Karoli i Szymonie! Potwierdzam, pudła pełne „papierzysk” to skarbnica wiedzy o dokonaniach ludzi w czasów minionych, i niekoniecznie tych, co należeli do jedynej i „słusznej” partii. Zresztą wielu znanych nam osób swoje kariery rozwijali z jej pomocą. A artyści niezależni musieli sobie radzić. Warto przypominać, że wiele się działo dawniej i dzieje teraz.
Po zmianie ustroju, stopniowo Kulturę pomijano i stawiano na końcu. Przecież demokratyczne państwa mają szanse przetrwać właśnie dzięki kulturze.
Ja też często sięgam do zdawałoby się niepotrzebnych papierzysk (zapisków, notatek, sprawozdań z pracy w księgarstwie i szkolnictwie), co teraz bardzo ułatwia mi pracę przy tworzeniu nowych publikacji.
Autobiografia, ważny wycinek annałów kultury minionych lat, obrazuje złożoność naszego wnętrza. W wątkach osobistych odkrywa podgojone rany. Wystarczy jeden nieostrożny ruch, a zaczną się sączyć na nowo. Propozycja bardziej skutecznych metod leczenia wymaga przedefiniowania dotychczasowych założeń, bo nie jest to problem jednostkowy, ma charakter endemiczny.
Można przypuszczać, że teksty sprzed lat, spoczywające na strychu, poszerzą panoramę obrazowania, odsłonią kolejny świetlisty punkt, który może tym razem zostanie dostrzeżony przez osoby z upośledzonym widzeniem.
Ewa Łastowiecka