Dużo się działo 28 czerwca na Bałkanach. Najpierw była słynna bitwa, nie dlatego sławna, że w niej zanotowano rzeź kilkudziesięciu tysięcy zabitych żołnierzy. Takich jatek było wiele przedtem w Europie. Nie. Bitwa na Kosowym Polu, 28 czerwca 1389 roku przeszła do historii jako wielkie zwycięstwo armii tureckiej nad wojskiem Serbów. Przede wszystkim jest sławna, gdyż od wieków święci się tę datę paradoksalnie w Serbii (klęska!) a nie w Turcji (zwycięstwo).
Nie znam argumentów za utrzymaniem tej dziwacznej tradycji, ale widocznie już tak być musi. Serbowie sami tak zadecydowali. W bitwie na Kosowym Polu (stąd nazwa spornego terenu Kosowa – dziś między Serbami a Albańczykami) zginął książę-wódz Lazar oraz po stronie tureckiej sułtan Murad I. Straty po obu stronach ogromne, wyolbrzymione przez wieki o mity, legendy. Jak klątwa Lazara, zanim zginął, zdrada Vuka Brankovicia, czy udział Polaków. Inaczej mówiąc, ta bitwa zapoczątkowała upadek państwa serbskiego.
Potem przez wieki na półwyspie bałkańskim panowali do niemal końca XIX wieku Turcy. Ich obecność w dzisiejszych krajach jak Grecja, Bułgaria, Rumunia, Albania, Północna Macedonia, Czarnogóra, Kosowo, Serbia, Bośnia i Hercegowina oraz Chorwacja jest historycznie, kulturowo nadal żywa. Mimo starań tych narodów, aby tę turecką obecność ukryć lub wręcz „wygumować”. Pole samej bitwy znajduje się na zachód od Prisztiny. Echa tego starcia zbrojnego w średniowieczu mają silny aspekt aktualny oraz konfliktogenny (beczka z prochem): stosunki Serbii z Albanią.
28.06.-28.06.
Drugi raz pojawia się 28 czerwca w 1914 roku. Trzeba było czekać na smutne uczczenie tej specyficznej daty 525 lat. Młody człowiek, syn listonosza i chłopki, dzięki wrodzonej inteligencji, nasyca się politycznie myślami terrorystycznymi przeciw panoszącym się na Bałkanach Austriakom. Cherlawy Gavrilo Princip, członek radykalnej organizacji Mlada Bosna indoktrynuje się szczerze ideologicznie, trenując strzelanie z pistoletu. Robi to bardzo dobrze. Z gimnazjum został wyrzucony za próby zorganizowania demonstracji antyaustriackiej. Wiedzie żywot biednego młodzieńca. Zna symbolikę czarnej daty 28 czerwca. Kosowo Pole zagra kiedyś w jego duszy. Wtedy Gavrilo zadziała krwawo!
Stoję na moście w Sarajewie nad rzeką Miljacką, toczącej dziwne brunatne wody. Most też nazywa się dziwnie: „Łaciński“. To tu czekał Gavrilo Princip na samochód wysokiej rangi arystokratów austriackich. Miał przejeżdżać przed Gavrilo i tłumem następca tronu cesarskiego z dalekiego Wiednia: arcyksiążę Franz Ferdynand z małżonką, Zofią von Chotek. To ich oficjalna wizyta w pulsującej politycznie Bośni i przed wrogim tłumem.
Gavrilo ma szczęście. Stoi blisko luksusowego otwartego powoli jadącego auta. Podbiega parę kroków i strzela tylko dwa razy: pierwszym strzałem zabija księżnę von Chotek a drugim pozbawia życia arcyksięcia. Nie stawia oporu aresztującej go policji. Co prawda chce wypić przygotowaną w kieszeni kurtki truciznę w buteleczce. Ale odruchowo zwymiotował ją.
Proces przeciw niemu to oczywiście na długo pierwszy temat na pierwszych stronach gazet w całej monarchii dunajskiej. Zaskoczenie przy wyroku! Gavrilo jest tak młody, iż sędzia nie może go skazać na śmierć! Prawo austriackie ratuje przed zgonem młodego anty-austriackiego terrorystę. Wyrok? To 20 lat więzienia w dziś czeskim Terezinie. Ponieważ trzyma go się w wilgotnej celi, zaczyna chorować na gruźlicę i umiera w kwietniu 1918. Ma 24 lata. Zanim skonał, żelaznym trzonkiem łyżki do zupy wyrżnął zdanie w miękkim tynku ściany w swojej celi: „Nasze duchy skradają się w Wiedniu, szepcą w pałacach, sprawiając, że panowie drżą”. Wyczuł znaki czasu…
28.06.-28.06.
Oczywiście można przyjąć tezę, iż młody terrorysta znad Miljacki w Sarajewie spowodował początek końca austro-węgierskiej monarchii alias rozpoczęcie I Wojny światowej. Sprowokował efekt domino.
Sam most Łaciński jest oryginalnie stary, bardzo udany architektonicznie. Przyjemny kolor kamienia. Stoję w stałym tu tłumie turystów. Most wybudowano w 1799 roku, ma ledwie 40 m długości. Miljacka jest płytka i raczej niezbyt szeroka. Odchodzę od niego dosłownie 25 m i znajduję się przed „Muzeum Sarajewa“. Przed drzwiami stoi kopia samochodu, którym jechała wtedy zaatakowana para. Samochód jest oblegany przez turystów. Robią sobie selfies, grupowo lub indywidualnie. Wchodzę do środka budynku i po 15 minutach na parterze wychodzę nieco zdegustowany. Znowu wita mnie ulica Zelenih Beretki, gdzie mieszkam w hotelu, blisko orientalnej starówki.
W samym niepozornym muzeum jest trochę pamiątek, eksponatów na jednej kondygnacji. Niezbyt związane z zamachem. A centralnie stoi niemal witając gości, para zastrzelonych gości z Wiednia. Franz i Sophie, wyglądają jak naturalnej wielkości głupie kukły z wosku. Stoją – on w mundurze, ona go trzyma pod pachę. W drugiej damskiej ręce parasolka. Para arystokratów. Wyszli na spacer. Czy nadal panuje w bośniackim Sarajewie atmosfera antyaustriackości?
Etymologicznie, po turecku słowo „saray“ oznacza pałac, dwór. Zatem władze Saraj-ewa mogłyby stworzyć lepsze, poważniejsze muzeum w ex austriackim pałacu. Poświęcone byłoby politycznemu faktowi, który w smutnej tonacji rozsławił to miasto na cały świat w 1914.
Sama stolica Bośni rozwija się z duchem czasu. Tu odbyła się Zimowa Olimpiada w 1984 roku (jeszcze wówczas istniała Jugosławia). Medalowo zwyciężyła NRD, też już zgasła definitywnie za horyzontem historii. Rok 1989 przeorał gruntownie dzieje Europy.
Tu niedawno wybudowano nader ciekawy architektonicznie Avaz Twist Tower. Ten „skręcony“ drapacz chmur ma 176 m wysokości, imponuje „kręcącym się” korkociągowym kształtem i odblaskowymi błękitnymi szybami. Czuć nowoczesność i ambicje w przepięknym Sarajewie.
28.06.-28.06.
Listę respektującą datę 28 czerwca kończy moja wyprawa do Višegradu. To piękne miasteczko nad Driną. Niedaleko już do granicy z Serbią i Montenegro. Tu do Driny wpada mała rzeczka Rzav (wymowa: r-zaw). Na utworzonym w ten sposób półwyspie istniał kiedyś stadion piłkarski. Ale już go nie ma. Teren zniwelowano dla sławy kina serbskiego. Emir Kusturica, (ur. 1954) reżyser, piosenkarz, muzyk, artysta w skali stereo zainwestował tu sporo pieniędzy. Zamiast boiska jest teraz tu „Andrić-Grad“, czyli coś bardzo dziwnego. Gród imienia Andricia. Mini-miasteczko w mieście, okolone murem udającym gród serbski. Robi wrażenie nowego studio filmowego, gdzie zaraz zacznie się pistoletowy pojedynek niedobrych kowbojów.
Wchodzi się przez pompatyczne bramy, grube z kamiennych bloków pod masywną bramą, potem następują podwórce, sztucznie wymyślone domy, ogromne kino, pokazujące jego filmy. Na końcu spaceru i projektu (300 m), na samym szpicu spotykających się rzek, stoi serbska cerkiew. Religijne zwieńczenie projektu. Cerkiew pachnie świeżym wapnem. Ikonostas wewnątrz odpowiednio kapie złotem! Emir Kusturica nakręcił dwa tuziny filmów, zbierając od lat nagrody na wszelkich poważnych festiwalach: Berlin, Cannes, Wenecja i inne. Sława w skali światowej. To utalentowany syn serbskiej ziemi.
Kiedy wmurowano kamień węgielny pod ten pomysł reżysera? Tak, 28 czerwca 2011.
A kiedy otworzono ten pseudo-gród, trącący wsiami potiomkinowskimi?
Tak, równo trzy lata potem, 28 czerwca 2014 – równo w 100 lat po akcie terrorystycznym Gavrilo Principa w Sarajewie za górami Dynarskimi!
W ten sposób spożytkowano 15 milionów euro… Bośniacki taksówkarz, który przywiózł mnie z Sarajewa do Višegradu i zawiózł do hotelu z powrotem (130 + 130 km), jest zdegustowany. Primo ciągle nie może wybaczyć słynnemu reżyserowi, iż zniszczył boisko, gdzie on (muzułmański taksówkarz) grał tu w piłkę, a secundo że zmienił sobie islamskie imię Emir na Nemanja, kiedy się ochrzcił w cerkwi, stając się członkiem kościoła prawosławnego. Tak, widział parę filmów Kusturicy, ale uważa go za prowokatora, krzykacza i kontrowersyjnego faceta, korzystającego ze swej sławy. Zbija swój kapitał na kilku stadionach swej aktywności. A poza tym mój szofer nie rozumie pewnej wypowiedzi Emira/Nemanja Kusturicy. W pewnym wywiadzie powiedział zdolny autor wielu filmów: „-Urodziłem się w 1954 roku. Od tego czasu USA zrzuciły bomby na 24 kraje“.
Pytanie retoryczne: Czy Kusturica lubi Amerykanów?
Taksówkarz nie jest aż tak antyamerykański. Co prawda, 20 lat temu do USA uciekła jego żona… Ale jakoś sobie radzi finansowo z synem w Sarajewie.
Jako turysta, troszeczkę mu w tym dziele pomogłem.
Wracając do Sarajewa, jem razem z nim obiad w restauracji „Almi” w wioseczce Međeđa nad szeroką tu Driną. Jem, jak zwykle w Bośni, czewapcziczi z frytkami, popijając lokalnym piwem. Kierowca sączy cicho wodę mineralną. Czy bardziej myśli o ex żonie czy o Kusturicy? Życiorys taksówkarza oraz wrażenia z tej podróży piętrzą się w mojej głowie jak wspaniałe góry, wąwozy, skały, wodospady malowniczego pejzażu Bośni.












