Czym jest gówno?

0

Znów kolejne lato. Bywa ciepło, bywa zimno, ale aura kapryśna, jak to moje biurko, na które trafiły niezliczone sterty … poezji, zaczerpniętej ze świata. Jedna poezja przyszła sama, inna została skądś nadesłana, jeszcze inna jest bodaj … nie wiadomo skąd. Grzebię w tych tomach, często po nie sięgam, do nich zaglądam, a nawet je czytam, ba, czytam, jeśli rozumiem, co czytam, a kiedy nie rozumiem próbuję to ponownie odczytać, ale różnie to z tymi próbami bywa. Ciągle się jednak głęboko zamyślam i sam siebie permanentnie pytam, być może nie chcąc poznać żadnej odpowiedzi: czym jest poezja?

 

Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz w swoim najnowszym tomie „Lękija” zauważa:

 

Nic nie jest poezją, dopóki nie przybędą następcy

ze swoim językiem, z mową zaczerpniętą z dna oka –

wypowiadaną przeciwko innym.

 

Nic nie jest poezją, dopóki nie ustalą, co jest prawdą,

co rymuje się z zagrożeniem, a co w nagłym łkaniu,

dopóki nie ogłoszą, kim możesz być w swoim słowie

we własnej ojczyźnie.

 

I będziesz się zastanawiać, czy wolisz okrzyk wojownika,

czy szept mistrza, i będziesz nasłuchiwać, i będziesz

wyświęcać przypadkowe słowa.

 

Ale nic nie będzie poezją, póki słowa nie staną przeciwko

słowom, lęk przeciw lękowi, ja przeciw tobie.

 

No cóż, wygląda na to, że następcy przybyli, tyle, że bez żadnego swojego języka, za to z pewnością przeciwko wszystkim i wszystkiemu, nawet przeciwko innym, choć oczywiście głoszą … co innego. Prawdy raczej nigdy nie ustalą, bo cóż to jest prawda? I dzisiaj już niewiele się rymuje, w tym świecie, w którym bilans musi wyjść tylko na naszą korzyść. Nasz trup też w szafie nazywa się chyba – poezja, ale wierzymy po cichu, że jest wciąż żywy, nawet ożywiamy go nieustannie kolejnymi wersami. Wyświęcamy przypadkowe słowa, tyle że słowa nie staną już przeciwko słowom, bo słów coraz mniej, coraz mniej słów wartościowych, wkoło albo coraz ciszej, albo coraz wulgarniej, albo krócej? No nie, czasami krócej się już nie da.

Czym jest poezja, zwłaszcza dziś, nie wiem, ale lubię wysnuwać domysły, zwłaszcza jak wyżej i niżej z Wielkiej Literatury (nadziei) naszych czasów, jak ujęła to elegancko Urszula Kozioł w „Raptularzu”

 

To Lubię

 

Lubię z gwinta wypijać ciemność

siarczyste słowa

rzęsiste chmury

 

ucho –

łowca brzmienia

wsłuchuje się w światło

 

zachłanne oko

nie może dopatrzeć się

celu

sensu

 

jedna tęczówka

zatonęła w tęczy

za widnokręgiem

 

lubię nie wiedzieć wszystkiego

dociekać

snuć

wysnuwać domysły

 

Tęczę łapać, czy zatopić ręce w gips – pytanie na dziś, jak śpiewała swego czasu w latach 80tych ubiegłego wieku Urszula w jednej z kultowych już dziś piosenek skomponowanych przez Budkę Suflera. To lubię i lubię to zarazem, choć nie tam gdzie lubię to urosło do rangi bezmyślnych kliknięć cyfrowego wszechświata, gdzie podobno bywa mnóstwo poezji. Niektórzy piszą prawie codziennie jakiś wiersz. Brrr, panowie, szanujmy klawiatury, panie drogie szanujcie same siebie i wirtualną cierpliwość materii przestrzennej. Ja otóż … Lubię to. Lubię takich właśnie poetów jak Tomczyszyn-Harasymowicz, Kozioł, a teraz i (dla przykładu) Niels Hav, znakomity duński poeta, który mi (oraz wam) odpowiada na swój właściwy sposób:

 

Wiersz

 

Nie próbuj złapać wiersza

za rękę: Mam Cię!

 

Wiersz odmawia, odpiera rozkazy.

 

Wiersz źle się czuje w pojedynczej celi.

Wiersz włóczy się po przedmieściach,

grzebie w cudzych śmieciach,

chodzi z giwerą.

 

Wiersz nie wierzy prawu ani sądom,

ale polega całkowicie i z przekonaniem na wyższej etyce,

Wiersz wchodzi w dyskusję z przypadkowym przechodniem,

wparowuje do gabinetu dyrekcji

z niesławnymi oskarżeniami, nie okazuje

żadnego szacunku. Pachnie brzydko

(jak) (gówno i róże).

 

Wiersz z ochotą stanie w kolejce po nawałnice.

Wiersz spędza noce w samotności

i dzikiej ekstazie.

Wiersz rozgrywa się na lotniskach

i na pokładach przepełnionych promów,

Wiersz jest w dużej mierze polityczny, ale nie znosi

polityki.

Wiersz jest jękiem,

który otwiera usta tylko w rzadkich przypadkach.

Wiersz psuje imprezę.

Wiersz chętnie zdejmuje marynarkę i wychodzi w towarzystwie

na dwór.

Nerwowość – taką ma cenę

Wiersz.

 

Niels nie jest z Krakowa i nie wie, że wychodzi się na pole, ale cóż, wybaczamy, zrozumieliśmy kwintesencję. Nasze wiersze są brzydkie, brzydko pachną i zalatują G, choć czasem różami, ale cóż, taki świat, taka karma, taka rzeczywistość.

Rzeczywistość też jest brzydka i też zalatuje G, a różami rzadko i to tylko w sezonie. Wojtek Bonowicz (poeta esteticus) w tomie „wielkie rzeczy” w wierszu Nieliczni konotuje:

 

Niektórzy, ale już nieliczni wierzą jeszcze

w nastanie nowego świata. Który będzie szczęśliwszy.

Kiedy piszę wiersz otwieram drzwi lecz nie wiem

dokąd prowadzą. Gromadzę w sobie ludzkie głosy

ale umierając będę pamiętał tylko kilka twarzy.

 

O zgrozo, niektórzy nasi koledzy … poeci, (dotyczy to i naszych wielce szacownych koleżanek poetess) wiedzą niestety dokąd te drzwi prowadzą, co widać, słychać i czuć, nie tylko w ich wierszach. Ta pewność niechybnie oddala ich od poezji, ale cóż tam, nie o poezję przecież im i tutaj idzie, bardziej o lustereczko przecie, a powiedz no ty nam, kto jest najmądrzejszy (i najpiękniejszy) na świecie?

Och, porzućmy szyderstwo. Nasz wentyl bezpieczeństwa w salonach krzywych luster. W salonach złudzeń i śmiechu, bo śmiech to przecież zdrowie.

Jak pisze znakomity poeta z Łasku (kojarzony z Łodzią) Ryszard Wasilewski w tomie „Kontrasty”:

 

cholera wie czym jest wiersz

lecz gdy otoczy nas mierność

któryś z nich wytropi

 

bo przecież sami bywamy

intrygującą

wielką metaforą

 

Tak się właśnie, bardzo a propos, kończy ten intrygujący filozoficzny tom i wywód Ryszarda, ale wróćmy do początku tego wiersza, tych rozważań i przy okazji tego tomu:

 

1

czym jest poezja

jeśli jest tworem

zuchwałych demiurgów

gdy nawet róża

nie jest zwykłą różą

ale pochodnią która płonie

krwawi

 

jeśli destruktor

nabrzmiały żelazem

drwi z czyjejś śmierci

wtedy wiersz nie jest modlitwą

nad wynoszonym ciałem

 

nie tępi krawędzi

jest ostrzem

 

2

a co z poezją

wpisaną w codzienność

czy jest tylko skanem

stanów zaistniałych

 

(…) i tak dalej i tym podobne, warto poczytać.

I widząc już, że wiersz pachnie brzydko, i parafrazując kochanego Nielsa Hav zapytam równie donośnie i obrazoburczo poniekąd: czym jest dziś gówno? (bo czym róże to raczej wiemy) – Czy nie zwietrzało, nie wyblakło, czyż nie straciło swych odwiecznych jakże wonnych i odstręczających właściwości, od kiedy ludzie żądni bycia znanymi pożerają je na naszych oczach tonami. Może ten ich masochistyczny nieco show to kolejne oszustwo, a owo gówno stało się współczesną czekoladką, którą wydalamy zamiast … poezji?

Może więc nie warto już pytać czym jest poezja, w czasach tak drastycznych, że toczy się bitwa o zysk, o popularność, o kliknięcia i o wizerunki i o … gównianą satysfakcję z każdej strony, za wszelką cenę, po trupach, ofiary muszą przecież być, gdzie drwa rąbią… zwycięzca bierze wszystko.

Nic nie będzie już poezją, jeśli w nas nie będzie tej poezji, w nas zepchniętych na peryferie znaczenia, w nas czytających jeszcze jakieś książki, wierzących w książki, w rozsnutą opowieść, w opowieść, jak zawsze o człowieku i jego miłościach. Nic nie będzie też poezją jeśli uwierzymy brzydocie, którą tak nachalnie promuje jakże często współczesna sztuka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj