(kontynuacja wpisów z: 25.10.22, 25.08.22, 17.06.22 i 28.03.22)
To bezsprzecznie najtrudniejszy rozdział, który w stosunku do Artystki podejmuję.
Osoby mi bardzo bliskiej, o której powstaje książka. (Mam nadzieję, że znajdzie się ona na półkach księgarskich w 2024 roku, a przynajmniej w powstającej kolekcji publikacji „online” „Przeglądu Dziennikarskiego”). Bronisława Wilimowska była wielką osobowością, niestrudzoną działaczką społeczną, a przede wszystkim Artystką Malarką. We wstępie do katalogu Jej wystawy Jubileuszowej w Zachęcie (w maju 1983 r.), oceniając Jej twórczość, której dotąd nikt nie podważył, napisałem m.in.: „O Broni Wilimowskiej pisać jest łatwo i trudno zarazem, zwłaszcza gdy się Artystkę zna, jest z nią w przyjaźni i ceni jej twórczość”.

A należę do tych, którzy z licznym gronem miłośników Jej sztuki, „od zawsze” doceniali obrazy olejne Artystki, akwarele, także gwasze i rysunki.
Dlaczego?
Bo wyraża w nich szczególnego rodzaju miłość do Polski, ogromny patriotyzm i ciepło, jakie emanuje z każdego obrazu. Oddaje w tej twórczości cześć dla pracy ludzkiej, dla piękna naszej ziemi ojczystej, a przede wszystkim składa hołd powstańcom i żołnierzom, którzy walczyli o Polskę w latach II wojny światowej. Cały dorobek jest swego rodzaju dokumentacją odbudowy Polski (lat, w których Artystka żyła) – po roku 1945. Prezentuje miasta i osiedla, urozmaicony pejzaż współczesnej Polski, w tym nade wszystko Warszawy.
Jest także zagranica (gdzie bywała), a więc Europa, Ameryka, Rosja, Azja (Mongolia), Kaukaz.
(To wszystko pokazano na Jej wystawie w Zachęcie, a projekt ekspozycji stworzyła wtedy sama Artystka we współpracy z Mieczysławą Gajewską).
Świat, który „tropi” Bronia Wilimowska i utrwala na swych obrazach, znaczony jest delikatnymi, złotawo-rdzawymi tonacjami barw, jędrnymi, a zarazem wrażliwymi plamami przestrzennymi, z charakterystyczną bielą niezamalowanego tła. I nie ma większego znaczenia, czy tematem jest: walka żołnierzy, czy milczące zarysy gór, portret Szymanowskiego, płynące statki, czy jakaś głęboka toń jeziora (jak na ilustracji zamieszczonej pod tytułem tego tekstu).

Wszystko, co malowała Artystka, jest moim zdaniem od początku do końca sugestywnym, a jednocześnie nowoczesnym przekazem wierności postrzegania świata, uchwyconego w zmiennych barwach światła i atmosfery!
Jest obrazem TWORZONYM O LUDZIACH I DLA LUDZI. Ze szczerym i bezpośrednim oddaniem stanu emocjonalnego, jaki w danej chwili Artystka przeżywała! Dodam do tego jeszcze, że każda Jej praca pulsuje życiem PRAWDZIWYM. Takie jest moje zdanie o Jej sztuce.
I nie porównuję Artystki z nikim (niektórzy krytycy zaliczają ją do kultury impresjonizmu czy późniejszego polskiego koloryzmu), a dla mnie jest Ona wartością samą w sobie, która wniosła swój indywidualny wkład w rozwój naszej NARODOWEJ KULTURY.

Bronia Wilimowska była kobietą niezwykle dbającą o swój wygląd przez całe życie.
Była osobą serdeczną, dobrą, zawsze gotową udzielić pomocy każdemu, kto takiej od Niej potrzebował.
Pracowała nad podniesieniem ogólnej kultury plastycznej w naszym kraju (będąc w pewnym okresie, m.in. wiceprzewodniczącą Zarządu Głównego ZPAP), przyczyniając się walnie do podniesienia poziomu estetyki wizualnej w Polsce.
Kontynuowała tradycje postimpresjonizmu, ale też wypracowała własny styl i formę mające swe źródło w naszej narodowej tradycji.
Widać to zarówno w Jej obrazach olejnych, jak też w gwaszach i akwarelach, a szczególnie w takich, jak „Most Łazienkowski” (1974), „Wisłostrada Zimą” (1973) czy w namalowanym fragmencie „Katedry w Gdańsku”.
Choć byli i tacy, którym nie podobały się Jej „militaria”, upamiętniające bojowe szlaki żołnierza polskiego (zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie). Nawiązujące jednak w nich nie tyle do dokumentarnej wierności, lecz są szczerym i bezpośrednim oddaniem własnych przeżyć Artystki i Jej stanów emocjonalnych. Marzyła, aby każdy namalowany przez Nią obraz przemówił do człowieka! I dodawała do tego…
„Przeżyłam wojnę, spędziłam ją w Warszawie od 1 września 1939 r. do powstania w 1944 r. …Powróciłam tak szybko, jak tylko mogłam do zniszczonej stolicy, aby uczestniczyć przy jej odbudowie i …pokochałam to miasto gorąco i na zawsze.
Ponadto lata wojny od 1939 do 1945 roku, przeżyte w Polsce, pozwoliły mi docenić ogromne bohaterstwo i poświęcenie całego narodu polskiego i wyzwolić w sobie wewnętrzną potrzebę, aby te przeżycia możliwie najpełniej oddać w swoich obrazach”.

I dokonała tego!
Cóż można do tego dodać?
Może to, znów powtarzając Jej słowa: „Rozwijając nasz kraj, zachowajmy szacunek dla naszych bohaterskich poprzedników i naszą wdzięczną pamięć o tych, którzy o nasz kraj walczyli i oddawali w ofierze swoje życie”.
Pozostawiam tę wypowiedź bez komentarza, oddając Artystce głęboki pokłon i uznanie za całokształt dorobku artystycznego.
Za to, że była MALARKĄ WARSZAWY (potwierdzeniem tego – Jej indywidualna wystawa w Kordegardzie pt.: „Moja Warszawa”).
Ze swoim ukochanym miastem była związana od roku 1930 i już wtedy powstawały pierwsze na jego temat pejzaże. Ale najbardziej – jak mi kiedyś powiedziała – pokochała Warszawę w dniach jej nieszczęścia i odtąd stała się – mimo woli – kronikarzem tego miasta, którego burzliwe dzieje systematycznie utrwalała w swojej twórczości.
Pozostanie już na zawsze Artystką, której wartość polega nie tylko na dokumentarnej wierności obserwowanych zdarzeń, ale przede wszystkim na szczerym oddaniu własnych przeżyć i stanów emocjonalnych wobec wszystkich opracowanych twórczo tematów! I…
to obojętnie, czy dotyczą bojowych szlaków żołnierza polskiego, czy powojennej (po roku 1945) odbudowy naszego kraju.
Pozostanie niezrównaną mistrzynią w artystycznym wyrażaniu nastrojów i niezwykłych emocji, podyktowanych jakże często traumatycznymi przeżyciami.
Kończąc dzisiejszy odcinek o Bronisławie Wilimowskiej, wspomnę tylko, że Jej sztuka prezentowana była na 74 indywidualnych i zbiorowych wystawach w Polsce i zagranicą, począwszy od… roku 1937: w Warszawie ( w „Salonie Garlińskiego), aż po rok 1989: w USA (w Nowym Jorku) i we Francji (w Lyonie).
C.d. nastąpi













Pamięć o wspaniałej malarce jest szczególnie spójna ze sposobem przedstawienia ważnych osobistości dla naszej kultury. Te teksty przypominają kafelki ozdabiające rozdziały na pergaminach manuskryptów.
Prace artystki, nagradzanej uznaniem współczesnych, wywierają kojący wpływ, w przeciwieństwie do odczuć arcydzieł twórców, którzy umierali w zapomnieniu i nędzy. Ewa Łastowiecka