O Danielu Chodowieckim, ks. Josefie Krögerze i Janie Koprowskim. Autobiografia Karola Czejarka, cz. XXXIV

0

Tych trzech OSOBOWOŚCI nie mogę pominąć w swojej autobiografii, bowiem w moim życiu odegrali oni ogromną rolę, choć pierwszy z nich – Daniel Chodowiecki – żył w XVIII wieku,

– Josef Kröger – Niemiec, katolicki ksiądz z Paderborn, mój wieloletni serdeczny przyjaciel, zmarł niedawno, w listopadzie 2022r., a Jan Koprowski (znakomity pisarz, którego śladami idzie jego syn – Szymon) – żył w latach 1918-2004 ( po wojnie pracował w jednym pokoju z moim ojcem w Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie. Niemal codziennie widywałem go i rozmawiałem z nim, gdy przyjeżdżałem popołudniami do polskiej szkoły, która znajdowała się „przy Misji”). Mój śp. ojciec i Jan Koprowski przyjaźnili się ze sobą i spotykali też na gruncie rodzinnym. Pamiętam, jak pełne tęsknoty za powrotem do Polski bywały ich rozmowy w naszym berlińskim mieszkaniu przy Livländische Straße, w dzielnicy Wilmersdorf), ale dotyczące również przyszłości powstającego „z kolan” po wojnie naszego kraju.

O przypomnieniu współczesnym Polakom życia Daniela Chodowieckiego marzyłem od zawsze, chcąc przed laty przełożyć na j. polski jego monografię, autorstwa Carla Brinnitzera (do czego niestety nie doszło). Szkoda, bo Chodowiecki był dla mnie przykładem, jak można było zachować POLSKOŚĆ, spędzając niemal całe swoje dorosłe życie … w Niemczech!

Z kolei ks. Josefa Krögera poznałem w latach dziewięćdziesiątych ub. wieku i pozostałem z nim w głębokiej przyjaźni aż do jego śmierci w roku 2022.

Był dla mnie człowiekiem wyjątkowym, który dla młodzieży niemieckiej organizował wzorową – nakierowaną na pojednanie z Polską – „wymianę szkolną” pomiędzy uczniami Liceum św. Augustyna (w którym wtedy pracowałem), a młodzieżą prestiżowego „Gymnasium Reismanna” w Paderborn, w którym on uczył, będąc jednocześnie duchownym jednej z parafii w tym starym, historycznym i bardzo pięknym niemieckim mieście.

Ale wracając do Daniela Chodowieckiego…

… był WIELKIM artystą – malarzem, grafikiem i rysownikiem i… jak sam twierdził – „Polakiem urodzonym w Gdańsku”. Od roku 1797 był dyrektorem (dzisiejsza funkcja rektora) Berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych, jednej z bardziej renomowanych uczelni artystycznych w Europie, a może i na świecie?

Odszukaliśmy kilka lat temu z żoną i naszą córką Anią (która wtedy pracowała w Instytucie Polskim w Berlinie) oraz z jej dziećmi – Natalią i Jonaszem – grób Chodowieckiego na berlińskim „Cmentarzu Francuskim”, aby złożyć mu hołd za wszystkie arcydzieła, którymi zachwycał XVIII-wieczny świat (i zachwyca znawców sztuki do dziś). Ale przede wszystkim za jego poczucie więzi z rodakami i świadomość polskiego pochodzenia, która nigdy nie zatarła się w umyśle tego wspaniałego artysty.

Na tym niewielkim cmentarzu natknęliśmy się też na mogiły innych wielkich i znanych ludzi, m.in. pisarzy: Anny Seghers, Bertolda Brechta i Bodo Uhsego; filozofów – Fichtego i Hegla oraz zmarłego prezydenta RFN – Johannesa Raua, którego miałem zaszczyt poznać osobiście, gdy pracowałem w Instytucie Goethego w Warszawie. Prezydent Rau był wtedy z oficjalną wizytą w Polsce.

Dodam, że wszystkie te wspomniane groby (licznie odwiedzane przez turystów) sąpodobnej wielkości; bardzo zadbane, ukwiecone (odwiedzaliśmy ten cmentarz latem) i wyglądają tak, jakby pochówki odbyły się dosłownie „wczoraj” (w tym mogiła „naszego” Chodowieckiego). Na jego grobie nawet palił się znicz, który ktoś zdążył postawić przed nami (na tym cmentarzu spotkaliśmy bardzo wielu turystów z Polski). Mogę się w tym miejscu pochwalić, że w naszym mieszkaniu w Warszawie wiszą 3 oryginalne prace Chodowieckiego, które przed laty podarował nam na pamiątkę Edmund Jan Osmańczyk, słynny przedwojenny działacz Polonii Berlińskiej, również zaprzyjaźniony z moim ojcem i naszą rodziną.

Ale przede wszystkim pragnę podkreślić, iż Daniel Mikołaj Chodowiecki zawsze uważał się za Polaka, choć niemal całe swoje dorosłe życie spędził w Berlinie. Mieszkając w Niemczech, nigdy nie wstydził się przyznawać do swego polskiego pochodzenia; nie zmienił nawet polskiej pisowni swego nazwiska, tym samym nie ułatwiając Niemcom jego wypowiadania, np. KODOWICKI czy HODOWICKI, a cierpliwie kazał wymawiać je „po naszemu”, czyli „CHO-DO-WIE-CKI”!

W jego dorobku twórczym pozostało wiele poloniców, m.in. karta tytułowa do polskiego atlasu geograficznego, wydanego przez J. Kantera w 1770 roku. Artysta urodził się 16 października 1726 r. w Gdańsku i miał zaledwie osiem lat, gdy dla swego miniaturowego malarstwa wybrał temat: Saksończycy i Polacy (którzy zawsze żyli ze sobą w zgodzie).

Bardzo wcześnie ten niezwykły Artysta wykonał też portret Stanisława Leszczyńskiego, wyposażając go we wszystkie atrybuty władzy królewskiej, łącznie z ozdobną koroną i polskim orłem. Sławę w całej Europie (nie tylko w Berlinie) przyniosła Chodowieckiemu twórczość ukazująca „życie rodzinne” ludzi, bez względu na ich pochodzenie, status społeczny czy wyznawaną religię. W historii sztuki światowej pozostał „twórcą obyczajowym”.

Do perfekcji opanował „utrwalanie w swych pracach szczegółów”, stając się prawdziwym mistrzem w oddawaniu prawdy o życiu w jego najbardziej realistycznych formach. Malował też miniaturowe obrazki np. na tabakierkach. Komponował wzory na popularnych za jego życia emaliowanych przedmiotach. Nanosił też farby (przygotowywane według własnej receptury!) na miedziane płytki. Lubował się również w tradycyjnym ornamencie. Wielkie uznanie przyniosły mu liczne akwaforty. Krótko mówiąc, CHODOWIECKI uwiecznił świat swoich czasów w niezliczonych scenkach rodzajowych, portretach i ilustracjach, również książkowych.

I jeszcze raz podkreślę, że choć w epoce oświecenia (do której „artystycznie” niewątpliwie Chodowiecki przynależy) nie przywiązywano jeszcze zbyt wielkiej wagi do pochodzenia „państwowego”, on – na co znalazłem wiele dowodów – ZAWSZE uważał się za prawdziwego Polaka, powtarzając to często swym polskim i niemieckim znajomym.

(Napisał o tym m.in. w liście do swego polskiego przyjaciela, astronoma Józefa Leskiego). Jedynym uczniem Daniela Chodowieckiego był właśnie Polak, syn warszawskiego księgarza – Karol Gröll.

O jego polskości świadczą też dłuższe podróże do Polski, a przede wszystkim do rodzinnego Gdańska (uwiecznione np. w książce W. von Oettingena „Von Berlin nach Danzig” – „Z Berlina do Gdańska”), podczas których namiętnie „namalował” świat swego polskiego dzieciństwa, utrwalając w ten sposób nabytą – polską tradycję rodzinną, którą kontynuował, mieszkając w Berlinie!

Pisząc to wspomnienie, odnalazłem też niewielką książeczkę pt. „Daniel Chodowiecki” wydaną w 1951r. z okazji wystawy Artysty w Muzeum Pomorskim w Gdańsku”.

(Książkę podarował mi Andrzej Fogtt – wybitny współczesny polski malarz – z dedykacją „Karolu, … ta książka, odnaleziona przypadkowo w mojej bibliotece, należy do Ciebie, to jest Twój temat i „Twój” artysta!”).

Jaka więc szkoda, że dziś prawie zapomnieliśmy tego WIELKIEGO Artystę! Ja po raz pierwszy „trafiłem” na niego dzięki wspomnianemu wyżej Edmundowi Janowi Osmańczykowi. Natomiast zmarłego pod koniec 2022 roku ks. Josefa Krögera utrwalam w swojej autobiografii dlatego, gdyż poza nim spotkałem niewielu Niemców, którzy porwali mnie swoją niespotykaną aktywnością na rzecz współpracy niemiecko-polskiej, zwłaszcza na gruncie kontaktów młodzieżowych.

Josef Kröger uważał np. …że zwiedzanie obozu śmierci Auschwitz (w Oświęcimiu) powinno się znaleźć OBOWIĄZKOWO (i realizował to założenie całym sercem!) w każdej wymianie szkolnej! Pokazując na tym przykładzie (a nie ma chyba na świecie bardziej wymownego), jak człowiek drugiemu człowiekowi mógł zgotować taki los?!

Zresztą oprowadził mnie kiedyś „po swojemu” po tym strasznym obozie, nie przez bramę główną, ale przez… dziurę w płocie (do dziś zachodzę w głowę skąd ją znał?), znajdującą się za krematorium (już na terenie Treblinki). Do znajdującego się tam niewielkiego stawu rzucił na powierzchnię jego wody różę, którą przyniósł ze sobą. Woda w tym miejscu jest nadal gęsta od zatopionych tam prochów ludzkich, a wokół panowała totalna cisza!

Długo patrzyliśmy na leżącą nieruchomo piękną białą różę. Popłakałem się wtedy razem z nim, długo nie mogąc wydobyć słowa… Byłem też świadkiem, jak uczennica gimnazjum z Paderborn w jednym z baraków (widząc stos dziecięcych bucików) – zemdlała; trzeba było wezwać karetkę pogotowia, która zabrała ją do szpitala w Oświęcimiu. Josef pokazał mi też baraki na terenie obozu, w którym „mieszkało” po kilkaset osób, a w którym były tylko cztery toalety.

Mróz zimą przedostawał się przez szpary w deskach… Nigdy więcej nie może się to powtórzyć!!!

Stąd i moje późniejsze zaangażowanie w działalność Stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Gödelitz” i zainicjowanie w nim polsko-niemieckich spotkań biograficznych oraz konferencji naukowych, służących „dobrosąsiedzkiej” współpracy w duchu słynnego listu biskupów polskich do biskupów niemieckich i dziś obowiązującego Traktatu pomiędzy Polską a Niemcami

„O dobrosąsiedzkiej współpracy”.

Był też Josef Kröger organizatorem pomocy Polakom w stanie wojennym; wielokrotnie przyjeżdżał wtedy do Polski z transportami żywności i odzieży (które rozdawano wtedy kościołach); byłem też z nim u kardynała Glempa na audiencji, od którego uzyskał zgodę na odprawienie Mszy św. w Sanktuarium Matki Bożej w Częstochowie.

Ja wtedy tłumaczyłem homilię, jaką wygłosił, a której tezą było polsko-niemieckie pojednanie. Ksiądz Josef wspierał też moje prace tłumaczeniowe „Dzieł Zebranych” Hansa Hellmuta Kirsta, jak i moje badania związane z pochodzeniem pisarza, czy rzeczywiście pochodził z Mazur (?), czy był kimś innym, kto w kwietniu 1945r. wyszedł z bunkra wodza (ZBRODNIARZA) III Rzeszy i przywłaszczył sobie to nazwisko?

Bowiem nikt, tak jak Kirst nie znał faktów powstania i zbrodni nazistów (które opisał w swoich powieściach, m. in. „Noc długich noży”, „08-15 w partii”, czy „Noc generałów”).

A na zakończenie dziś jeszcze o moim sprzed wielu lat PRZYJACIELU ( nie tylko mojego śp. ojca) – Janie Koprowskim. Podtrzymałem z Nim naszą, jeszcze „berlińską” znajomość, gdy tylko trafiłem ze Szczecina do Warszawy. Choć on był już wtedy (gdy pracowałem w Centralnej Składnicy Księgarskiej, a szczególnie potem jako dyr. dep. Książki w MKiS) niestrudzonym działaczem ZLP (w Zarządzie Głównym zajmował się kontaktami zagranicznymi środowiska pisarskiego), a przede wszystkim znanym pisarzem, felietonistą i tłumaczem literatury niemieckiej oraz zastępcą red. nacz. tygodnika „Literatura”!

Był zawsze obrońcą wolności słowa, kiedy wszechwładnie panowała cenzura (On wypuszczał… teksty bez skreśleń, dbał o rozwój talentów młodych pisarzy). „Wołał” też o pracę dla nich (czego przykładem może być przyjęcie do redakcji „Literatury”, niepokornego wówczas, ale wielce utalentowanego Michała Sprusińskiego).

Zabiegał też o stypendia twórcze i socjalne dla pisarzy, a przede wszystkim, aby mieli gdzie wydawać i publikować swoje teksty. Był w tych działaniach niestrudzenie odważnym człowiekiem. Zawsze szanowałem Go też za to, że ani przez chwilę nie zawahał się podjąć decyzję o powrocie po wojnie do Polski (takiej, jaka wówczas była)! Jego tezą, jaką szczególnie zapamiętałem z naszych rozmów, było m.in. powiedzenie, że…

POLAK JEST PRAWDZIWYM POLAKIEM TYLKO WE WŁASNYM KRAJU!

Dla mnie Jego zasługi dla kraju są nie do przecenienia! Stąd w swojej autobiografii przypomnę jego szczególne zasługi pisarskie, gdyż ich lektura wiele mnie nauczyła. I do dziś często powtarzam innym jego pamiętne słowa (gdyż i mnie one dotyczyły), wyrażone w wierszu:

„Niektórym trzeba tak wiele, żeby szczęśliwi byli:

majątku, sławy… i własnej willi…

Ja skromne mam wymagania i znacznie mniej mi potrzeba…

tyle dochodu za wiersze (w ogóle pisanie),

by nie zabrakło mi chleba…”.

Janek (gdyż tak się do niego zwracałem) za młodu chciał zostać aktorem. To marzenie nie spełniło się, ale i tak zaprowadziło do teatru. Przez długie lata był bowiem kierownikiem literackim w Teatrze w Łodzi (i to u samego Dejmka). Potem była „Łódź Literacka”, „Kroniki” i inne pisma, które inicjował. Ogłaszał też przez lata cotygodniowe felietony w „Życiu Warszawy”.

Przez jakiś czas zadomowił się również w „Literaturze na świecie”. Ale przede wszystkim opublikował dużo ciekawych książek, m.in. „Wieczór w Cafe’ Raimund”, „W miasteczku na Renem”, „Przeszłość nie umiera”.

Ogłosił też drukiem sporą porcję aforyzmów Karla Krausa i fragmenty z „Parerga i Paralipomena” Artura Schopenhaurera. Napisał też cenną pracę „Z warsztatu tłumacza”. Przełożył jako pierwszy na język polski, m.in. Roberta Musila oraz napisał arcyciekawą monografię Josepha Rotha (którego uważał za jednego z najlepszych pisarzy XX wieku, obok Tomasza Manna, Marcela Prousta i o dziwo „mojego” Kirsta (którego przełożył powieść „Życie toczy się dalej”).

Recenzował też na bieżąco wiele książek, szczególnie z literatury niemieckiej (mimo, iż w czasie w czasie wojny 1939-1945 musiał przebywać w „Familienlager” w Niemczech). A zaraz po wojnie – co znamienne – zaprzyjaźnił się z pisarzem Friedrichem Wolfem, który potem był w latach 1950-1951 pierwszym ambasadorem NRD w Polsce.

Był człowiekiem, który kochał ludzi! Nigdy nie wypowiadał się źle o kolegach po piórze; gardził układami i był szczery (aż do bólu) w kontaktach z innymi ludźmi (także ze mną). Nie zwalczał nikogo za poglądy (wręcz przeciwnie), w każdym razie NIE ULEGAŁ DOKTRYNALNEJ CIASNOCIE!!!

Janku szanowny:

Żyją nadal (i żyć będą) Twoje książki, a przede wszystkim Twoja miłość do Polski, którą zarażałeś… bliskich, znajomych, i nie tylko przyjaciół.

Cd. nastąpi i będzie miał tytuł:

Pan Rektor Adam Koseski i…

o Akademii Humanistycznej w Pułtusku, której już nie ma

Poprzedni artykułPodstawy metodologiczne kształtowania wizji pożądanych, generalnych cech i właściwości człowieka zaawansowanych faz XXI wieku
Następny artykułNowe mosty w Nowym Sadzie
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj