Na swej drodze życia bardzo rzadko spotykałem osły. Są dla mnie zwierzęciem raczej egzotycznym. W Polsce jest ich mało, w Austrii, gdzie emigracyjnie mieszkam, też częściej widuję konie (fiakry dla turystów), krowy (stada wysoko w Alpach) lub psy (kubły w parkach na ich odchody).
Pierwszy raz zwróciłem uwagę na osła (equus asinus), studiując troszeczkę Nowy Testament. Jest tam mowa o osłach i to wiele razy. Ale jeden fragment typu „osioł w biblijnych tekstach” jest nader ważny: oto Jezus wjeżdża na ośle do Jerozolimy na tydzień przed swą śmiercią. Od dawna zastanawiałem się: dlaczego wjechał Jezus na ośle a nie na koniu?
Znawcy pasaży nowotestamentowych, czyli egzegeci, odpowiedzieli mi: gdyby Jezus wjechał na koniu, byłoby to automatycznie uważane za casus belli, czyli za wyzwanie wojenne. Akt ten sygnalizowałby gotowość do walki, do militarnych akcji, potyczek słownych oraz na miecze i noże. A osioł był jednoznacznym symbolem. Przez niego Jezus oznajmia tłumom: „-Chcę pokoju a nie wojny z wami! Nie mam zakulisowych niecnych intencji”.
Od tego czasu stał się osioł dla mnie poczciwym zwierzęciem, niosącym w sobie ukryty sztandar wyzwalania uciśnionych ludzi i propagowania wolności. Zacząłem go szanować, raczej na odległość. Nigdy nie posiadałem bowiem osła.
Dodatkowo jeszcze inny biblijny obraz: Jezus był wieziony najpierw na ośle w łonie Marii do stajenki. Tam inne osły przerwały żucie strawy w żłobie, gdy zobaczyły obok nowego proroka niebiańsko-ziemskiego rodzącego się w ubogiej chatce.
Ergo można powiedzieć, iż klamry życia Jezusa na łez padole są ramami, osiami, biegunami oślimi: osły były przy jego narodzinach a potem zwiastowały nadchodzący zgon na krzyżu. Ważna funkcja osła w naszej cywilizacji judeo-chrześcijańskiej!
Δ Δ Δ Δ
Wzmiankowana klasyfikacja zoologiczna (equus asinus) oznacza, iż osioł (asinus) jest spokrewniony z koniem (equus). Zupełnie się na tym nie znam, ale wiem, iż istnieją spontaniczne krzyżówki. Na przykład jurny ogier ośli zakochuje się w pięknej kobyle, następuje integracja seksualna – a potomek, owoc „miłości” zwie się muł.
Obok fanaberyjnej klasyfikacji osłów typu ładny albo brzydki, gruby albo chudy, z długimi uszami lub z krótkimi uszami, biblijny albo nie-biblijny, są podziały poważne naukowe, związane z historią i kulturą. Zatem osły dzielimy na (a) juczne, (b) pociągowe, oraz (c) wierzchowe.
Na juczne pakuje się bagaż obfity, okropnie ciężki, kiwający się im na grzbiecie i przymocowany fachowo popręgiem na ich kręgosłupie. Osły są bardziej niż konie wytrzymałe w transportowaniu towarów – ludzkość to już dawno wykryła.
Osły pociągowe muszą być zaprzężone do wózka, który jest ciągnięty przez nie. Te wózki mogą być przystrojone – na urodzinowych przyjęciach parkowych u arystokratycznych dzieci. Wózki muszą mieć koła, a koła – osie, dlatego tak „osiowo” nazwałem ten tekst, szukając doń dowcipnie rymowanego tytułu. Osły wierzchowe mogą wozić na sobie jedną albo kilka (?) osób. Osły człapiąc stękają, czując swój jedyny kręgosłup: „-Czy ten człowiek, siedzący na mnie, musi tyle jeść, aby mieć taką nadwagę? Jakżeż lżejsze byłoby wtedy moje życie, och, gdyby zredukował swój ciężar!”
Δ Δ Δ Δ
I takiego osła znali Rzymianie: obładowanego jak bagażowi w fartuchach na dworcach w czasach Tomasza Manna („Śmierć w Wenecji”) i to było normalne. U Rzymian ciągnęły one bez protestów i manifestów wózki, na których układano góry (Apeniny) towarów do przewiezienia na bankiety (vide „Uczta Trymalchiona” – dzieło Petroniusza). A ostatnia już wspomniana przeze mnie trzecia kategoria też jest znana – „na wierzchu” podróżowała ciężarna Maria a potem, po 33 latach wjechał dorosły Jezus na ośle – o tym wspominałem już – do świętej Jerozolimy na tydzień przed paschalną „Wielką Nocą”.
Takiego osła znali Rzymianie – był ich pospolitym towarzyszem dni doczesnych. Był normalnym elementem życia w Lacjum. A jeśli coś było nie tak, coś sprzeciwiało się naturze, wydawało się nienormalne, wbrew przyrodzie, to mawiali po łacinie: „asinus in tegulis”. Dosłownie znaczy to „osioł na dachówkach”. Interpretacja: jeśli osioł tkwi, parska, stoi wysoko na dachu, to nie jest to obraz normalny! Bynajmniej! On ma chodzić kopytami po ziemi, w pyle dróg, transportować bagaże a nie stać na dachu ponad głowami ludzi! To przeczy prawom natury – taki jest sens tego łacińskiego idiomu.
Poza tym już wtedy osioł był w Rzymie symbolem głupoty, zacięcia się w uporze, co znamy również w języku polskim: „-Ty ośle! Ty oślico!” To nie jest chętnie słyszana uwaga pod czyimś adresem. W parlamencie mówi ktoś: „-Panie pośle!” a myśli o adwersarzu do rymu: „Panie…!”
Δ Δ Δ Δ
Aspekt głupoty, związanej od dawien dawna z osłami, przypomina mi anegdotę, na jaką natknąłem się, kiedy zapragnąłem nauczyć się wiele lat temu języka bułgarskiego. To była czytanka, już w połowie podręcznika, dla zaawansowanych uczniów. Ta humoreska miała oczywisty zamysł dydaktyczny: widzisz, uczący się czytelniku, już osiągnąłeś tak wysoki stopień znawstwa, iż rozumiesz puentę tej bałkańskiej historyjki:
Pewien chłop udał się (nie miał żadnego zwierzęcia wierzchowego w swym gospodarstwie) na targ pieszo, by kupić osły. Na targu wybrał aż 10 sztuk, bardzo się o nie targował, aby sprzedawca czuł, iż on nie jest taki durny. Nie da się zrobić na szaro. Zapłacił, napił się w gospodzie trochę wódki, akcentując tym ubity dobry interes, siadł na jednego z kupionych osłów (kupiony „pojazd”) i poganiając je batem, podążał za swą oślą karawaną do domu. Przed wsią zaczął wzrokiem i biczem w powietrzu liczyć osły człapiące przed nim. Było ich 9. Zmartwił się bardzo. Akurat zbliżył się sąsiad. Chłop na ośle zwierzył mu się z problemu: „-Ten kupiec na targu oszukał mnie! Kupiłem 10 osłów, a przede mną kroczy tylko 9. ” A na to sąsiad: „-Bo tym dziesiątym jesteś TY!”.
Δ Δ Δ Δ
Są w literaturze świata trzy sławne teksty, usytuowane w odbiorze między czytelnikami młodzieżowymi a osobami starszymi od nich. Francuzi mają swego „Le Petit Prince” (Antoine de Saint-Exupéry, 1944), Włosi „Pinocchio” (Carlo Collodi, 1881) a Hiszpanie „Platero y yo” (Juan Ramón Jiménez, 1914). Tytuł hiszpański znaczy „Platero i ja”. Platero jest osłem, którego codzienne życie oglądamy jego oczyma. Jest to wzruszająca, filozoficzna, sentymentalna ballada, rozpisana na 138 małych scen/rozdzialików. Interpretacji jest bardzo wiele, jak zwykle podyktowanych poziomem intelektualnym czytelnika i jego wiekiem. J. R. Jiménez otrzymał w 1956 roku Nagrodę Nobla właściwie za ten niezwykle popularny w Hiszpanii tekst – to lektura obowiązkowa w szkołach.
Na początku niemal tej powiastki czytamy: „Es tierno y mimoso que un niño, que una niña…pero fuerte y seco por dientro, como de piedra…”
[moje tłumaczenie-WP]: „Platero jest miękki i czuły jak mały chłopczyk lub jak mała dziewczynka… lecz jednak silny i suchy wewnątrz – jakby z kamienia…”
Δ Δ Δ Δ
Impulsem do niniejszego tekstu był pewien film. W maleńkiej sali kina „Muranów” w Warszawie oglądnąłem ostatni film mistrza Jerzego Skolimowskiego „Io”. Został nagrodzony przez jury w Cannes w 2022. Z małej salki, gdzie jest do dyspozycji 24 foteli i gdzie było widzów tuzin, wychodziłem z mieszanymi uczuciami w jesienną ciemność okolic Placu Bankowego.
Nikła ilość widzów w kinie to nie kryterium jakości. Mistrz, wytrawny i utalentowany lis, mógłby się bronić: „-To, że widzowie głosują nogami, to nie moja wina. Kręcę filmy elitarne, nie dla przeciętnego widza. Tak jak są pisarze, tworzący nie dla prostaków. Mam swoje pomysły, dokonania, zasługi, wyróżnienia”.
Oglądamy w „Io” osiołka (grało go 5 zwierząt, jeśli na końcu dobrze odczytałem szybką listę płac), kroczącego przez życie samotnie, szukając wolności. Założenia scenariuszowe świetne. Jeszcze rozumiemy symbole. Tyle że w pierwszej ćwierci filmu robi się nudno i „refrenowa” kamera kreująca wykoncypowane pejzaże z pupą osła na pierwszym planie nuży. Ośli protagonista stuka samotnie kopytkami po asfalcie, idąc w nieznane. Staje się to refrenem sekwencyjnym. Same pejzaże są malownicze, ciekawe, fotografowane w stylistyce obrazów onirycznych. Pejzaże w skali europejskiej są najbardziej chwytające za serce w tym dziele oraz utrafiona harmonijnie doskonała muzyka. Nocne krajobrazy dominują – filmowane przy użyciu finezyjno-fantastycznych kolorów nawet w sekwencji żydowskiego kirkutu. Osioł nocą łazi bez celu po żydowskim cmentarzu – jaki symbol kryje się za tym obrazem? Noc wyraźnie przeważa nad dniem w kolejnych rozproszonych scenach.
Natomiast tezy tkwiące w tym filmie: „Ludzie, bądźcie dobrzy dla zwierząt!” bądź „Nie jedzcie mięsa zwierzęcego, a szczególnie unikajcie salami!” należą do filmografii raczej interwencyjnej i pasowałyby do klubów aktywistów-wegetarian a nie do kin studyjnych.
Również finał jest łzawy: współczujmy zwierzętom pędzonym do nieuchronnej rzeźni. Co było do udowodnienia… domysły od początku. Bowiem zwierzęta, głównie nasz bohater, którego prawie nikt nie kocha, są o wiele lepsze, niż ukazani Polacy: pijacy, kibole, prymitywy, brutale, chuligani bez serca a nawet mordercy.
Osiłki versus osiołki…
Te prymitywne kategorie społeczne żyją w Polsce, rozrabiając na ekranie u Skolimowskiego. O dziwo, w tym „europejskim” obrazie niknie jednak narracyjny nerw kina. Jest nudnie w dziwnym kosmosie tego statycznego narratywu.
Mimo brutalnych podpitych polskich kibiców i Isabelle Huppert (jako „dea” ex machina), mającej ściągnąć swą grą i twarzą na plakatach uwagę potencjalnych widzów oraz francuskiego jury w Cannes, jest na ekranie niemrawo. Mimo faktu, iż (włączyłem cichy stoper) doskonała Isabelle Huppert ukazuje się w całym filmie u Skolimowskiego ledwie przez 3,5 minuty. Rozumiem – miała być reklamowym magnesem… Poza tym film drażni kompozycyjnie modnym post-modernizmem.
Tytuł „Io” oznacza onomatopeicznie ryk osła: „iiooo, iiooo…”, imitując nie tylko ten charakterystyczny dźwięk, lecz również nawiązując do filmu Roberta Bressona z 1966 roku „Au hasard Balthazar”. Tytułowy francuski Baltazar to też osioł.
Gdyby film „Io” był dziełem młodego absolwenta akademii filmowej, powiedziałbym „-Ten młodzieniec jest zupełnie dobry i ma przed sobą różową przyszłość. Udanie eksperymentuje! Rozwinie się.” Ale ponieważ „Io” jest dzieckiem 84-letniego znanego reżysera, mój entuzjazm trzyma się w chłodnych ryzach i granicach.
Wiesław PIECHOCKI, Wiedeń, listopad 2022












