Rozmowa z Erazmem Dominiakiem, autorem filmu o prof. Janie Szyrockim

0

Karol Czejarek (Karol): – Inspiracją naszej rozmowy jest mój artykuł o Chórze Akademickim Politechniki Szczecińskiej (wpis w PD z dnia 25 czerwca br.), po którym pan inż. Erazm Dominiak przysłał mi i mojej żonie, która przez wiele lat też śpiewała w tym chórze, swój film DVD o nim, a przede wszystkim o prof. Janie Szyrockim, wybitnym i  niezapomnianym dyrygencie Chóru.

Film jest znakomity. Oglądając go i słuchając towarzyszącej mu muzyki, mieliśmy łzy w oczach, gdyż przywołuje niezapomniane przeżycia sprzed lat, dokumentuje i komentuje największe sukcesy Zespołu i jego dyrygenta. Od 70 lat jest wizytówką Szczecina i Polski w skali europejskiej i światowej chóralistyki. Zatem zapytam Cię  Erazmie, co spowodowało u Ciebie potrzebę zrobienia tego filmu?

Erazm Dominiak (Erazm): – Tak się składa, że śpiew pociągał mnie już od najmłodszych lat. Śpiewałem kolędy w domu i w kościele, potem w chórze szkoły podstawowej, w ogólniaku, a rozpoczynając studia na Politechnice Szczecińskiej, na Wydziale Budowy Maszyn, pierwsze kroki skierowałem na próbę Chóru Akademickiego Politechniki Szczecińskiej. Był październik 1958 roku, czasy głębokiej komuny, a tymczasem… na pierwszej swojej próbie słyszę, jak chór pięknie śpiewa  ”Starego kowboja”, „Nad pięknym modrym Dunajem” i „ Fale Amuru”. Byłem zaskoczony i oczarowany. Podczas przerwy Jasiu (wtedy nawet nie wiedziałem, że to dyrygent, późniejszy prof. Jan Szyrocki) poprosił mnie do fortepianu, kazał powtórzyć kilka podanych dźwięków i stwierdził, że jestem tenorem. Na koniec poprosił jeszcze o zaśpiewanie znanej mi piosenki i tak oto zaczęła się moja przygoda z Chórem.

Karol:  – Jednak od tamtej chwili do realizacji tego filmu minęły – bagatela – 63 lata. To przecież cała epoka…

 

Erazm: – Tak, to prawda. Ale dzięki temu można było wykorzystać ogrom materiału, jaki „uzbierał się” przez te lata. Chociaż wiadomo, że nie dysponowaliśmy profesjonalnym sprzętem, by na bieżąco wszystko dokumentować. Na szczęście koleżanki i koledzy z chóru nie zawiedli. A raczej ich pamięć. A poza tym – dopiero po przejściu na emeryturę zająłem się (amatorsko) robieniem filmów. Temat: „Prof. Jan Szyrocki”–  stał się moją obsesją, pasją i celem. Czułem się wielkim dłużnikiem Jasia, chociaż ociągałem się z tym filmem, jako że miałem świadomość swoich braków warsztatowych w tym zakresie. Zbliżająca się 20. rocznica śmierci prof. J. Szyrockiego ostatecznie zmusiła mnie do podjęcia ryzyka, aby ten film  zrealizować.

Karol: – Jak się okazało – był to dobry pretekst. Ale wróćmy do „historii”, która była również Twoim –  mogę dodać – znaczącym udziałem…

Erazm: – Sam pochodzę z rodziny rzemieślniczej, mój ojciec był stolarzem. Potrafię docenić fakt, że dzięki śpiewaniu w Chórze Politechniki moje życie stało się bogatsze, pełniejsze, nabrało smaku. A wszystko to – dzięki „naszemu” Jasiowi – profesorowi Janowi Szyrockiemu.

Śpiewając w CHAPS-ie, a później w chórze „Collegium Maiorum”, miałem wielką przyjemność być blisko Jasia, poznać Jego charakter, charyzmę, a przede wszystkim przeogromną pracowitość.

On potrafił rozmawiać z nami w taki sposób, że każdy czuł się tą rozmową zaszczycony. A przecież dzieląca nas różnica wieku nie była duża. Chórzyści śpiewający od początku założenia zespołu byli nawet Jego rówieśnikami. Śpiewając w chórze, stopniowo uczyliśmy się nut, solfeżu, emisji głosu, artykulacji; poznawaliśmy muzykę dawną i współczesną. Ponieważ Jasiu był muzykiem jedynie po nauce gry na fortepianie (w szkole muzycznej), sam jeszcze dużo uczył się, a my uczyliśmy się razem  z Nim.

Karol: – Wszyscy wypowiadający się w filmie chórzyści podkreślają niezwykłą osobowość prof. Szyrockiego i właśnie tę niebywałą charyzmę. Mówią, jak ogromny wpływ miał na osobiste życie każdego z nich. Jak to wyglądało na co dzień i „z bliska”?

Erazm: – Poza kontaktami podczas prób zespołu, Jasiu rzeczywiście brał czynny udział również w naszym życiu osobistym. Był człowiekiem życzliwym, bezpośrednim i towarzyskim.

Tak więc, bywał na imieninach chórzystów, urodzinach; śpiewaliśmy na ślubach, weselach, jak też na pogrzebach bliskich nam osób. Wielu z nas, chórzystów, poznało w zespole swoich życiowych partnerów, pobrało się, będąc ze sobą do dnia dzisiejszego.

Śmiało mogę powiedzieć, że niemal każda chórzystka podkochiwała się w Jasiu, natomiast wszyscy bez wyjątku czuli wielką potrzebę obcowania z Nim. Koncerty przygotowywał perfekcyjnie, dobierając repertuar z wielkim wyczuciem i smakiem artystycznym, za co publiczność nagradzała Go ( i oczywiście chór ) owacją oraz…”wymuszaniem” licznych bisów. Bywaliśmy bardzo zmęczeni, a Jasiu… dawał kolejny bis. To była wielka nauka i pokaz  rzetelnej pracy. Był dla nas pomnikowym wzorem do naśladowania. Pod każdym względem.

W kontaktach z wielkimi tego świata potrafił zachować się stosownie do sytuacji, wzbudzając ich podziw, uznanie i wielki szacunek. Znał doskonale język niemiecki, nauczył się francuskiego i angielskiego.

Karol: – Kim byli ci wielcy tego świata, mógłbyś niektórych wymienić?

Erazm: – Tak, oczywiście. Podczas pobytu CHAPS-u we Włoszech (1961r.), mieliśmy okazję być przyjmowani jako honorowi goście przez Ambasadę Polską w Rzymie, podobnie było podczas wyjazdu na Filipiny (1975, 1979) i do Indii. Na Filipinach braliśmy udział w Festiwalu Chóralnym, na zakończenie którego, nagrody wręczała para prezydencka – Ferdinand Marcos wraz z małżonką Imeldą Marcos. W Indiach Ambasada Polska w Delhi zorganizowała raut na naszą cześć. Podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych (1972, 1978), chóry biorące udział w Festiwalu zostały zaproszone do Białego Domu na spotkanie z Panią Prezydentową Pat Nixon. A podobnych spotkań było znacznie więcej, zabrakłoby tu miejsca na wymienienie wszystkich.

Prof. Jan Szyrocki podczas swojej pracy w Teatrze Wielkim w Warszawie, był uczestnikiem spotkania dyrekcji i realizatorów spektaklu z królową Wielkiej Brytanii Elżbietą II.

Podczas kilkudziesięciu wyjazdów na tournée koncertowe za granicę, zarówno Jasiu jak i chórzyści, mieli okazję spotykać się z możnymi tych krajów, godnie reprezentując Polskę, za co kilkakrotnie prof. Jan Szyrocki i CHAPS byli odznaczani przez Ministerstwo Kultury i Ministerstwo Współpracy z Zagranicą, otrzymując nagrody i np. zaszczytne miano „Ambasadora Polski” czy „Ambasadora Szczecina”.

Karol: – A czy z mniej oficjalnych osób (lecz nie mniej ważnych od wymienionych koronowanych głów i polityków) można byłoby jeszcze  kogoś przedstawić naszym PT Czytelnikom?  Myślę tu o kompozytorach, ludziach kultury i nauki, wybitnych humanistach.

Erazm: – Przez cały okres działalności CHAPS-u i życia prof. Jana Szyrockiego, mieliśmy roboczy kontakt z kompozytorami muzyki chóralnej, dyrygentami i solistami światowej sławy.

Przypomnę tylko kilka nazwisk:

kompozytorzy i ich kompozycje, które śpiewaliśmy:

Andrzej Koszewski („Muzyka fa re mi do si”, „Zdrowaś Królewno Wyborna”, „Rondo”…), Henryk Mikołaj Górecki („Totus Tuus”, „Beatus vir”, „Amen”…), Jan Wincenty Hawel („Sinfonietta”…), Wojciech Kilar („Missa Pro Pace”, „Angelus”…), Jan Kanty Pawluśkiewicz („Nieszpory Ludźmierskie”), no i Krzysztof Penderecki („Stabat Mater”, „Polskie Requiem”)…

dyrygenci, m.in.:

Józef Wiłkomirski, Stefan Marczyk, Mykola  Diadiura, Jerzy Semkow, Krzysztof Penderecki, Zygmunt Rychert, Kazimierz Kord, Tadeusz Strugała, Stefan Malzew, Tadeusz Wojciechowski…

Soliści wspólnych realizacji, m.in.:

Wiesław Ochman, Bogdan Paprocki, Bernard Ładysz, Andrzej Hiolski, Jadwiga Teresa Stępień, Krystyna Szostek-Radkowa, Delfina Ambroziak, Pola Lipińska, Paulos Raptis, Jerzy Mechliński, Jerzy Knetig. (Również: Elżbieta Towarnicka, Hanna Banaszak, Beata Rybotycka, Grzegorz Turnau i Zbigniew Wodecki, którzy z CHAPS-em i „Collegium Maiorum” zaśpiewali „Nieszpory Ludźmierskie na powitanie Jana Pawła II we Wrocławiu).

Poza tym należy jeszcze wymienić osoby, z którymi prof. Jan Szyrocki miał kontakt osobisty i roboczy, m.in.:

Prof. Stefan Stuligrosz (profesor, dyrygent Poznańskich Słowików, wielki przyjaciel Jasia), Ryszard Pierchała (dyrygent Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”), prof.  Józef Bok (Kierownik Katedry Dyrygentury Chóralnej UMFC), prof. Ryszard Zimak (późniejszy rektor Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie), Jerzy Waldorff (juror konkursów chóralnych, krytyk muzyczny, dziennikarz m.in. „Polityki”), prof. Zofia Korniszewska (korepetytorka śpiewu w Filharmonii Narodowej), Jan i Joanna Kulmowie (Jan – reżyseria „Sinfonietty” Jana Wincentego Hawela, Joanna – przepiękne tłumaczenia francuskich piosenek dla zespołu „Berżeretki”)…

Należy również pamiętać, że prof. Jan Szyrocki stworzył nie tylko znakomity Chór Politechniki Szczecińskiej (późniejszy Chór Akademicki im. prof. Jana Szyrockiego Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego), ale również zespół wokalny „Berżeretki”, chór „Słowiki Szczecińskie”, chór dziecięcy „Don-Diri-Don” oraz krótko prowadził chór „Collegium Maiorum”.

Dodam jeszcze, że współpracował również z Teatrem „Pleciuga”, dla którego komponował drobne utwory sceniczne.

Karol: – Czy Chór PS szczycący się mianem „Ambasadora Kultury Polskiej” i „Ambasadora Szczecina” brał udział we wszystkich uroczystościach, na które był zapraszany, czy pozwalał sobie na dokonywanie pewnych selekcji?

Erazm: – Nie pamiętam jakiejkolwiek odmowy wzięcia udziału w uświetnieniu uroczystości typu państwowego czy religijnego. Wielkie sukcesy artystyczne wiązały się oczywiście z występami w prawdziwych salach koncertowych (w Zamku, w Filharmonii, w Operze Narodowej…), ale wiele z nich odbywało się w kościołach, które zawsze – z natury rzeczy – gwarantowały znakomite warunki akustyczne i niepowtarzalny nastrój.  A zresztą rodzaj muzyki śpiewanej przez chór (w znaczącej przewadze muzyka dawna) przeznaczony był specjalnie do wykonywania w kościołach.

Jasiu nie miał zwyczaju doszukiwać się podtekstów w związku z takim czy innym miejscem występu. Miał wyjątkowy dar zgodnej współpracy z wieloma różnymi agendami; nie interesowała Go żadna polityka. Był człowiekiem bezkonfliktowym i oddanym bez reszty muzyce, a ściślej mówiąc – chóralistyce. Chór pełnił rolę służebną wobec kultury i słuchaczy, dbając przede wszystkim o najwyższy poziom wykonania. Wystarczy przypomnieć kilka koncertów sprzed lat, które były dla dyrygenta, chóru i dla słuchaczy wielkim wydarzeniem artystycznym i niezapomnianym przeżyciem:

– „Requiem” W. A. Mozarta w kościele św. Jana Ewangelisty (w Szczecinie),

– „Srebrne Dzwony” muz. Katarzyna Gaertner, słowa Ernest Bryll (w Warszawie),

– „Nieszpory Ludźmierskie” J. K. Pawluśkiewicza w kościele św. Antoniego z Padwy (w Warszawie),

– koncert na powitanie Jana Pawła II na Jasnych Błoniach (w Szczecinie).

Wielkich wydarzeń koncertowych było bardzo dużo, że wymienię tylko niektóre: IX Symfonia, Missa Solemnis – Ludwika van Beethovena, Requiem – Gabriela Faure, Requiem – Giuseppe Verdiego, Symfonia Psalmów – Igora Strawińskiego, Stworzenie Świata – Josepha Haydna….

Karol: – Wróćmy jednak do zainicjowania przez prof. Szyrockiego powołania, wspomnianego już wyżej, chóru „Collegium Maiorum”; jakbyś Erazmie scharakteryzował jego powstanie i dorobek, gdyż nas (mnie i Magdy) nie było już wtedy w Szczecinie?

Erazm: – W zasadzie pięknie opowiedział tę historię Staszek Miłoszewski (w filmie „Maestro i Staszek”), uwypuklając fakt ukończenia studiów przez pierwszych chórzystów, wejścia już w „bardzo dorosłe” życie, a w efekcie – potrzebę zmniejszenia obciążenia ich intensywnością prób.

To nie prof. Szyrocki powołał do życia chór „Collegium Maiorum”, lecz sami chórzyści, a przede wszystkim właśnie Staszek Miłoszewski, inicjator spotkania odchodzących chórzystów w Klubie „Kamerton”. Ludzie nadal pragnęli śpiewać, lecz nie z dotychczasowym obciążeniem czasowym. Mieli nadzieję spotykać się na próbach raz, może 2 razy w tygodniu, wypić kawkę i po prostu cieszyć się śpiewaniem, które wpoił im Jasiu. Ale chcieli też jeszcze koncertować. Przez pierwsze lata „Collegium Maiorum” prowadził prof. Jan Szyrocki, lecz późniejszy Jego wyjazd do Warszawy zakończył ten okres współpracy. Z duży sukcesem kontynuacji prowadzenia „zespołu seniorów” podjęli się: Eugeniusz Kus, Waldemar Sutryk, Anna Tarnowska i do dnia dzisiejszego – Paweł Osuchowski. Chórzyści z wieloletnim doświadczeniem, świetnym przygotowaniem i oczywiście z niegasnącą pasją, byli zdolni do podjęcia się każdego wykonania muzyki poważnej. Śpiewaliśmy wówczas wiele utworów samodzielnie i wspólnie z CHAPS-em (np. w Berlinie wielokrotnie IX Symfonię Beethovena). W przyszłym roku przypada 50. rocznica powstania chóru „Collegium Maiorum”, w którym mam przyjemność jeszcze śpiewać wraz z małżonką – Jagódką Dominiak.

Karol: – Erazmie, dzięki za opowiedzenie przy okazji tej interesującej „historii” zespołu. Raz nawet będąc w Szczecinie (wtedy na zaproszenie Eli i Mirka Górnych, którzy wcześniej śpiewali w CHAPS-ie, a  Ela także w „Collegium Maiorum”), byliśmy na jednym z Waszych koncertów – w Kościele św. Rodziny przy ul. Królowej Korony Polskiej, gratulując przepięknego koncertu i utrzymywania niezmiennie najwyższego poziomu.

Gratulujemy Ci też, że nakręciłeś cd. filmu o chórze, który kontynuuje tradycje CHAPS-u. W związku z tym kolejne pytanie brzmi: co takiego jest w „chórze”, że jego uczestnicy połknąwszy raz bakcyla śpiewania, nie mogą już od tego zajęcia się oderwać?

I jakie korzyści (w sensie ogólnym) daje chóralistyka tym, którzy w tej sztuce bezpośrednio uczestniczą?

Erazm: – „Śpiewanie to wielka sprawa”, tak na pewno powiedziałby każdy chórzysta. Daje ono szansę nie tylko na miłe i sensowne spędzanie czasu z innymi ludźmi, mającymi podobną wrażliwość na muzykę, ale również w sensie edukacyjnym  – uczy jej elementarnych podstaw (o czym bardziej szczegółowo mówiłem wcześniej), uczy wspólnej pracy i dyscypliny śpiewania zespołowego. Przeżywanie emocji związanych z koncertowym sukcesem – to zwieńczenie wielogodzinnego czy nawet kilkumiesięcznego wysiłku w postaci niekończących się prób, bo w zasadzie śpiewanie w chórze – to przede wszystkim ciężka praca (oczywiście trzeba mieć przy tym dobry słuch, poczucie rytmu i …trochę talentu).  Aby wystąpić na scenie, trzeba było spotykać się minimum 2 razy w tygodniu na próbach, uczestniczyć w obozach, nazwijmy je – kondycyjnych, a przed samym koncertem – uczestniczyć w dodatkowych próbach generalnych, i – jeżeli koncert był z orkiestrą – to w jednej lub dwóch próbach wspólnych.

Część chórzystów, posiadając szczególne predyspozycje i trochę większą porcję talentu, zostawało solistami w chórach, śpiewało w zespołach lub przechodziło na zawodowstwo. Przykładowo: Helena Majdaniec – śpiewała w paryskiej Olimpii, Tadeusz Buczkowski – został dyrygentem chóralnym, Waldemar Sutryk – również dyrygentem, Krzysztof Machowski – śpiewał w Operze w Detmold i w Warszawskiej Operze Kameralnej, Elżbieta Kaczmarzyk – śpiewa w Operze Wrocławskiej, Zenek Kielemoniuk – w Operze w Detmold (czasem jako chórzysta, czasem jako solista).

Jak wielka i głęboka jest pamięć o naszym mistrzu Jasiu Szyrockim, a jednocześnie nasze umiłowanie śpiewu, świadczy trwająca już od kilku lat akcja spotykania się byłych chórzystów Jasia w Dziwnowie. Potocznie nazywamy się Dinozaurami. Przez trzy dni przypominamy sobie dawne chóralne przeżycia, śpiewamy wspólnie znane nam pieśni i niestety konstatujemy, iż w międzyczasie ten lub ów już odeszli.  Ostatnio spotkało się około 80 osób. Dużo dyskutujemy i dziwimy się, że w Szczecinie nie ma jeszcze pomnika „prof. Jana Szyrockiego”.

Reasumując, można by zacytować słowa redaktora śp. Jerzego Waldorffa: Muzyka łagodzi obyczaje (to było motto Jego cyklu felietonów w „Polityce”).

Wspomniałem o aspekcie edukacyjnym śpiewania w Chórze Politechniki i w „Collegium Maiorum”, przy czym nie do przecenienia jest aspekt wychowawczy uczestnictwa w zbiorowym śpiewaniu. Oczywiście obecnie jest dużo innych możliwości, lecz jeżeli ktoś już połknął bakcyla wspólnego śpiewania, to – tak, jak w naszym przypadku – nie odstąpi od niego aż…do końca swego żywota.

Karol: – Erazmie, jakże to pięknie powiedziane, podpisujemy się z Magdą oburącz pod Twoim podsumowaniem! I cieszymy się, że – dzięki Twoim nagraniom DVD – jeszcze raz mogliśmy dokonania Chóru przeżyć i powspominać, a Magda nawet „coś”…zanucić. (Przy okazji serdecznie pozdrawiamy wszystkich byłych i obecnych Chórzystów).  Ale powiedz na zakończenie, gdzie można te filmy, które stały się inspiracją naszej rozmowy obejrzeć?

Erazm: – Wszystkim zainteresowanym tymi filmami proponuję kontakt telefoniczny – mój numer 505791616. Poza powyższym, już w niedługim czasie oba filmy: „prof. Jan Szyrocki” oraz „Maestro i Staszek” zostaną udostępnione szerszemu ogółowi w Internecie.

(Pozdrawiam wszystkich przyjaciół śp. prof. JANA SZYROCKIEGO – wielkiego muzyka naszego pięknego kraju i znamienitego obywatela Szczecina; GURU naszej młodości. Erazm Dominiak).

Poprzedni artykułBronisława Wilimowska. Odc. III – Jej wyjazd ze Stano Gai i Stefanem Gajewskim do Paryża
Następny artykułSłużba Ojczyźnie Barbary Pikuły-Peszkowskiej
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj