Tytuł artykułu jest cytatem z testamentu Kazimierza Bogdanowicza, ziemianina, organizatora i bohatera powstania styczniowego na Ziemi Chełmskiej w 1863 r., naczelnika okręgu chełmskiego, dowódcy utworzonego przez niego oddziału powstańczego, wyrokiem carskiego polowego sądu wojennego skazanego na śmierć, rozstrzelanego 6 marca 1863 roku w Lublinie.
Na terenie obecnego powiatu chełmskiego o Kazimierzu Bogdanowiczu krąży kilka legend i pieśni, które lud chełmski z pokolenia na pokolenie od ponad stu lat opowiada i śpiewa o naszym Bogdanowiczu kochanym.
Tekst cytowanej poniżej pieśni jest jedną z wersji tego utworu (każda liczyła od 8 do 14 zwrotek). Podyktował mi ją w 1963 r. mój dziadek, legionista Józefa Piłsudskiego, Jan Szczepański (1896-1974), którego dziadek należał do oddziału powstańczego Kazimierza Bogdanowicza. Wydrukowałem ją w antologii literatury ludowej ziemi chełmskiej pt. Zostaje ślad (Chełm 2001, s. 309-310). Inne wersje tej pieśni zapisali m. in. Stanisław Skibiński i Longin Jan Okoń w „Ziemi Chełmskiej” (Rok 1965, s. 4-5) oraz Tadeusz Jasiński w powieści Wykąpiesz się w tej samej rzece (Lublin 1987, s.78, 81-82). W bardzo licznych publikacjach naukowych i regionalnych o powstaniu styczniowym autorzy tych opracowań odwołują się do tej pieśni i „pięknej i szlachetnej postaci” Kazimierza Bogdanowicza (np. Zbigniew Lubaszewski, Bogdanowicz się nazywał…[w:] W cieniu Trzech Dębów. Opowieści o przeszłości. Chełm 2009, s. 93-94; Eugeniusz Wilkowski, Pomniki chwały Powstania Styczniowego na Ziemi Chełmskiej. Przedsięwzięcia w latach 2002-2006. [w:] Rocznik Chełmski. Tom 13, Chełm 2009, s. 329-334).
Pieśń o Kazimierz Bogdanowiczu
Za ojczyznę życie traci
prawdziwego bohatera.
Już niejeden z naszych braci
widział, jak Polak umiera.
Bogdanowicz się nazywał,
liczył lat dwadzieścia parę,
w młodym wieku ukazywał,
jak czcić ojczyznę i wiarę.
On w Lubelskiem tam przebywał
godzinami i chwilami,
on w Lubelskiem był schwytany
nasz Bogdanowicz kochany.
Przedstawiony przed Chruszczowa,
Och! Jakaż cię czeka kara!
Chruszczow jeszcze raz się go zapytał,
czy się zda na łaskę cara.
Jak wy mnie się śmieć pytacie!
Czy to Polaka łaski żąda!
Dam odpowiedź, jeśli chcecie,
niechaj car trupa ogląda!
Ale słuchaj, jeszcze-ś młody,
żałuj tak krótkiego życia,
żałuj szczęścia i swobody,
a tak zginiesz bez ukrycia.
Już dwunasta, już czas mija,
czemuż wy dłużej czekacie,
ja już pragnę, abym zginął,
a wy do mnie nie strzelacie.
Tylko wymówił te słowa,
dali ognia, padły strzały,
zwisła mu z ramienia głowa,
usta jęku nie wydały.
O! za tyle poświęcenia
obdarz nas wolnością Boże!
I rok z roku daj zwycięstwo,
niechaj ojczyznę wspomoże.
(Chruszczow, dowódca wojsk rosyjskich w Lublinie)
Kazimierz Bogdanowicz urodził się 21 lutego 1837 r. k. Puchaczowa. Był synem Grzegorza Bogdanowicza i Marianny z Piramowiczów, właścicielki majątku Nadrybie, leżącego nieopodal Puchaczowa. Spośród czworga rodzeństwa również starszy brat Jan Bogdanowicz (1827-1891), uczestnik Wiosny Ludów, członek konspiracyjnych, powstańczych władz centralnych, zaangażowany był w organizację powstania styczniowego. W dokumentach rosyjskich z tego okresu Kazimierz i Jan Bogdanowiczowie nazywani są „niebezpiecznymi agitatorami”.
Ich ojciec, Grzegorz Bogdanowicz, zmarł w 1841 r.. Po śmierci męża majątkiem rodzinnym zarządzała matka, wychowując dzieci w duchu patriotycznym, „w wielkiej miłości do ojczyzny”.
W przygotowanie powstania i walkę powstańczą zaangażowana była także rodzina Bogdanowiczów: Józef Seweryn Liśniewski, szwagier Kazimierza i Jana Bogdanowiczów, pełnił funkcję zastępcy naczelnika powiatu krasnostawskiego; kuzynka Maria Hempel (1834-1904) była sanitariuszką w czasie powstania.
Kazimierz Bogdanowicz po zdobyciu edukacji podstawowej w domu (uczył go prywatny nauczyciel), w latach 1848-1851 był uczniem Gimnazjum Gubernialnego w Lublinie. W szkole tej uczył się także Jan Bogdanowicz. W 1861 r. po podziale majątku Jan został właścicielem dóbr w Nadrybiu („spłacił” Kazimierza). Kazimierz po otrzymaniu spłaty wydzierżawił majątek Łowcza (z wsiami Łowcza i Rudka) w powiecie krasnostawskim (administracyjnie ziemia chełmska należała wówczas do powiatu krasnostawskiego).
Od początku 1860 r. Kazimierz i Jan bardzo aktywnie włączyli się w działalność konspiracyjną związaną z przygotowaniem i zorganizowaniem powstania. Obaj (po krótkiej przynależności do stronnictwa białych) należeli do obozu radykalnych działaczy demokratycznych (czerwonych), dążących do jak najszybszego wywołania powstania, wciągnięcia przed wybuchem i w czasie powstania chłopów do walki z zaborcą, ich uwłaszczenia bez odszkodowania oraz przeprowadzenia radykalnych reform społecznych.
Kazimierz i Jan Bogdanowiczowie kontaktowali się z organizatorami manifestacji patriotycznych z 1861 roku, m. in. ze studentami warszawskiej Akademii Medycznej, których zapraszali do swoich dworów, we wsiach i miasteczkach prowadzili działalność propagandową. Jako zwolennicy i propagatorzy reformy uwłaszczeniowej organizowali w Nadrybiu i Puchaczowie wśród chłopów działalność patriotyczną. W prowadzonej w ich majątku szkółce rozdawali dzieciom chłopskim pieśni rewolucyjne, odśpiewywane później przez nie w kościele parafialnym w Puchaczowie. Po nabożeństwach wzywali miejscową ludność do wspólnej z ziemianami walki narodowo-wyzwoleńczej z Moskalami „nawet do ostatniej kropli krwi dla wyzwolenia ojczyzny”. Organizowali we dworze w Nadrybiu spotkania chłopów z emisariuszami z Warszawy, gromadzili zapasy broni i amunicji, ćwiczyli się w strzelaniu, jeździe konnej i walce z wrogiem.
Obaj bracia czynnie włączyli się w nurt manifestacji narodowych, religijno-patriotycznych, przeciwko rosyjskiemu zaborcy, potęgujących nastroje antyrosyjskie, inspirowanych na prowincji m. in. przez młodzież warszawską. Były to m. in. nabożeństwa za pomyślność i niepodległość ojczyzny, procesje i śpiewy narodowe oraz tzw. „kocia muzyka” „grana” znienawidzonym urzędnikom carskim.
W Chełmie „kocią muzykę” 13 kwietnia 1861 r. – znienawidzonemu przez chełmian ks. kanonikowi Józefowi Wójcickiemu, „sługusowi władz carskich”, intrygantowi, sekretarzowi rektora seminarium unickiego w Chełmie urządziło kilkadziesiąt osób „mających piszczałki, fujarki, rondle, kotły, skrzypce, kota wielkiego, barana i prosię”, którzy udali się pod seminarium i „tam jedni gwizdali na piszczałkach i fujarkach, drudzy grali na skrzypcach, , inni bili w kotły, rondle i inne naczynia, dźwięk wydające, a niosący barana, kota i prosię kręcili te zwierzęta mocno za ogony, aby przeraźliwe głosy wydawały. (…). Popisom muzykantów przypatrywało się około 1000 mieszkańców Chełma. Nocą powybijano też Wójcickiemu szyby w oknach. Podobno wkrótce zrzekł się on rektoratu, a nauczyciel języka rosyjskiego w seminarium Maksim Jegorow „w następstwie doznanych nieprzyjemności” uciekł po prostu do Równego. (Eugeniusz Niebelski, Powstanie styczniowe w Chełmskiem. [w:] Chełm i Chełmskie w dziejach. Pod redakcją Ryszarda Szczygła. Chełm 1996, s. 314).
Kazimierz Bogdanowicz działalność prowadził początkowo legalnie w Towarzystwie Rolniczym, którego celem było m. in. uwłaszczenie chłopów i podniesienie stanu rolnictwa. W kwietniu 1860 r. stanął na czele powstałego we Włodawie Koło Okręgowe Towarzystwa Rolniczego; od końca tego roku włączył się w działalność koła konspiracyjnego działającego na rzecz przyszłego powstania.
Aktywnie uczestniczył w posiedzeniach sekcji ogólnej Towarzystwa Rolniczego w Warszawie, występując w obronie chłopów.
Przed wybuchem powstania brał udział w masowych manifestacjach patriotycznych, organizowanych w zaborze rosyjskim przez radykalne środowiska młodzieży studenckiej i rzemieślniczej, w tym w największej na Lubelszczyźnie, gromadzącej 10 -15 tysięcy uczestników, manifestacji zorganizowanej w Horodle 10 października 1861 r., w 448 rocznicę unii horodelskiej. Podczas tej manifestacji Kazimierz Bogdanowicz niósł chorągiew Ziemi Chełmskiej.
Eugeniusz Niebelski tak o tym wydarzeniu pisał w Powstaniu styczniowym w Chełmskiem:
„Obchody rozpoczęto nabożeństwem i patriotycznym kazaniem, następnie odczytano i podpisano akt odnowienia unii horodelskiej, którego odpisy kolportowano szeroko w całej Polsce. „Unia, która wszystkie ziemie polskie zjednoczyła, dziś się odnawia na zasadzie uznania praw wszystkim ludom, stanom i wyznaniom służących, i że ona czyni jeszcze silniejszy związek, mający na celu wznowienie ojczyzny i ustalenie zupełnej jej niepodległości” – pisano w dokumencie. Wszystkim tym obrzędom towarzyszył gorący śpiew Boże, coś Polskę. Tym razem już nie oddział kozacki, lecz regularne wojsko z działami, na czele z gen. Chruszczowem, głównodowodzącym wojskami lubelskiego wojennego oddziału, czuwało nad uroczystościami. Do użycia broni jednak nie doszło.
Pod Horodłem znaleźli się też chełmianie. Reprezentantem duchowieństwa unickiego był ks. Stefan Laurysiewicz z Chełma, prowadzący manifestację i wygłaszający podczas nabożeństwa patriotyczne kazanie, za co m. in. później był represjonowany.
Kazimierz Bogdanowicz (…) wznosił podczas uroczystości sztandar z godłem Ziemi Chełmskiej. (…).
Jawne dotąd życie polityczne schodzi do podziemia, rozwija się ruch spiskowy. Czerwonej młodzieży przyświeca idea ogólnonarodowego powstania. Przez cały następny rok dokonuje się więc tworzenie komórek podziemnej organizacji, której zadaniem staje się przygotowanie kraju do powstanie. Już jesienią 1861 r. (…) Jan Bogdanowicz z Nadrybia pod Puchaczowem oraz jego brat Kazimierz, zamieszkujący w Łowczy, (…) rozwijali intensywną propagandę rewolucyjną. Są poszlaki, że już w okresie manifestacji powstały zalążki tajnej organizacji w Sawinie. Krasnostawskie i chełmskie przodowało w tym względzie na całej Lubelszczyźnie. (Eugeniusz Niebelski, ibidem, s. 316, 317).
W 1862 r. do rozbudowanej, aktywnej siatki konspiracyjnej wszedł konfident Aleksander Starczewski, człowiek podejrzanej konduity”, który „zaczął przesyłać do samego namiestnika, pomijając władze gubernialne lubelskie, dane o powstańczej organizacji” (Eugeniusz Niebelski, ibidem, s.317).
Na Aleksandra Starczewskiego kierownictwo organizacji lubelskiej wydało wyrok śmierci. Wyrok 2 listopada 1862 r. wykonał Kazimierz Bogdanowicz (nie wszystkie publikacje to potwierdzają): Aleksandra Starczewskiego i jego kochankę Konstancję Czerniak powieszono w lesie pod Okszowem k. Chełma.
W wyniku śledztwa, trwającego również po upadku powstania styczniowego (w historii określanego jako tzw. „sprawa chełmska”), władze carskie aresztowały zadenuncjowanych przez Aleksandra Starczewskiego – około 50 osób, w tym m. in. 23 mieszkańców Chełma oraz Sawina, Nowosiółek i Krasnegostawu. W zapadłych 22 kwietnia 1863 r. wyrokach skazani oni zostali na ciężkie roboty, na katorgę i zesłanie na Syberię, na długoletnie więzienie, karną służbę wojskową oraz policyjny nadzór.
Jana Bogdanowicza, aresztowanego w 1862 r., w czasie przesłuchania stawiającego silny opór, uwięziono w twierdzy zamojskiej i skazano na zesłanie w Kiereńsku w guberni penzeńskiej, gdzie przebywała z nim żona, Marcelina Chądzińska. Na zesłaniu oboje przebywali w latach 1863-1865.
Mimo aresztowań i prześladowań organizacje narodowe przygotowujące powstanie zbrojne nie zaprzestały działalności.
Kazimierzowi Bogdanowiczowi, który uniknął aresztowania, w powołanym w 1862 r. w Warszawie Komitecie Centralnym Narodowym powierzono funkcję wojskowego naczelnika powiatu krasnostawskiego oraz uczyniono go odpowiedzialnym za przygotowanie powstania w Łęcznej.
Kazimierz Bogdanowicz na własny koszt sformułował z ochotników i uzbroił oddział powstańczy złożony z 300 piechurów i 30 kawalerzystów (niektóre źródła podają inne liczby, np. 200, 250, 300 piechurów, 60 jeźdźców), wyposażony m. in. w kosy, posiadający własny sztandar o barwach narodowych oraz kancelarię obozową przez niego prowadzoną. W pierwszych dniach powstania był to jeden z najlepiej wyposażonych oddziałów powstańczych na Lubelszczyźnie.
Kazimierz Bogdanowicz nie przybrał pseudonimu, jak czynili to powstańcy w celu zmylenia carskiej służby bezpieczeństwa.
22 stycznia 1863 r., w noc wybuchu powstania, oddział Kazimierza Bogdanowicza miał opanować Chełm, który jako jedno z sześciu miast województwa lubelskiego (Lublin, Hrubieszów, Janów Lub., Krasnystaw i Końskowola) miał być w pierwszym dniu powstania zdobyty przez powstańców. W Bukowej Małej ustalono punkt konsultacyjny, do którego udał się Kazimierz Bogdanowicz z powstańcami. Plany powstańców, miejsce i termin koncentracji zostały zdradzone, atak na Chełm nie powiódł się. Kozacy rozproszyli oddział Kazimierza Bogdanowicza, a on z częścią oddziału został aresztowany. W Sawinie do dzisiaj zachowała się piwnica, w której podobno był przetrzymywany naczelnik. Dzięki szybkiej pomocy powstańców z oddziału Józefa Grzywaczewskiego z Sawina transportowani z Kazimierzem Bogdanowiczem do więzienia powstańcy zostali odbici.
O początku powstania na ziemi chełmskiej lud chełmski śpiewa w kolędzie, z którą powstańcy chełmscy w śnieżną styczniową noc 22 stycznia roku pańskiego 1863 r. z Kazimierzem Bogdanowiczem na Moskali się wybierali, a którą mój dziadek, legionista Piłsudskiego, śpiewał zawsze, gdy opowiadał mi o polskich powstaniach, o walce legionów Piłsudskiego w latach 1916-1918.
Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi.
Wstańcie Polacy Moskal nadchodzi.
Czem prędzej się wybierajcie ,
Na Moskala pospieszajcie
Z szablą i kijem.
Poszli, znaleźli Moskala w lesie,
Moskal ze strachu portkami trzęsie
Ruszki, szaszki porzucali,
Ruki w góre wytiachali:
Nie stralaj bratie.
Kolędę tę mojemu dziadkowi śpiewał jego dziadek, gdy w długie zimowe wieczory wspominał pana dziedzica Kazimierza Bogdanowicza, jak to u niego pracował, i z nim w jego oddziale jako piechur o niepodległość ukochanej Polski do ostatniej kropli krwi wspólnie w powstaniu walczył.
Kolędę tę dziadek mój, legionista Józefa Piłsudskiego, kończył zawsze odwołując się do Józefa Piłsudskiego – zbawcy ojczyzny naszej.
Ach! Witaj Zbawco z dawna żądany,
Sto dwadzieścia trzy lata wyglądany.
Na ciebie wszyscy Polacy
Czekali, a tyś tej nocy
Polskę nam zbawił.
Wróćmy jednak do wydarzeń powstańczych z 1863 r.
Dalszą walkę z Moskalami Kazimierz Bogdanowicz prowadził wspólnie z oddziałami doktora Mikołaja Neczaja i Oswalda Radziejowskiego. Jedną z największych bitew (na ziemi chełmskiej bitew i potyczek odbyło się ponad dwadzieścia) stoczono 17 lutego 1863 r. pod wsią Rudka (pow. krasnostawski), gdzie nieskoordynowane oddziały powstańcze (około 500-600 osób) poniosły klęskę.
Po walce tej Kazimierz Bogdanowicz ze swoim oddziałem 24 lutego 1863 r. przez Cyców dotarł do Puchaczowa, a następnie do Łęcznej, gdzie proklamował nowy rząd powstańczy.
Po wyjściu z Łęcznej ukrył oddział w lasach między wsiami: Ludwinem, Zezulinem i Krasnem, sam zaś udał się do Nadrybia.
26 lutego 1863 r., wracając do oddziału, w Zezulinie wpadł w zasadzkę zorganizowaną przez Kozaków.
Kazimierz Bogdanowicz, jak opowiadał mi dziadek, nie poddał się. Po krótkiej walce, zraniwszy paru Kozaków, którzy koniecznie musieli ”wziąć go żywego”, podjął próbę ucieczki. Miał silnego, zrywnego konia, szybko więc oddalił się od ścigającego go wroga. Mijając mostek gęsto zarośnięty krzakami i tatarakiem zeskoczył z konia i ukrył się w zaroślach pod mostkiem. Koń miał pobiec dalej. Był to manewr wielokrotnie wyćwiczony przez Kazimierza Bogdanowicza. Niestety tym razem koń odbiegłszy kilkadziesiąt metrów, powrócił – jak twierdził mój dziadek – by ratować swego pana. Kozacy ujęli Kazimierza Bogdanowicza i 28 lutego 1863 r. pod silną eskortą odtransportowali go do więzienia na zamku w Lublinie.
Jak niebezpiecznym więźniem był on dla władz carskich, niech świadczy fakt, że książę Konstanty osobiście poinformował cara Aleksandra II o aresztowaniu Kazimierza Bogdanowicza. W śledztwie carscy urzędnicy i oficerowie „siłą” zmuszali go do wydania nazwisk głównych działaczy Komitetu Centralnego Narodowego na Lubelszczyźnie. Kazimierz Bogdanowicz nie wydał nikogo, nie poprosił też cara o łaskę, co proponował mu gen. Aleksander Chruszczow, dowódca wojsk rosyjskich w Lublinie. Wyrokiem polowego sądu wojennego został skazany na śmierć prze rozstrzelanie.
Kazimierz Bogdanowicz został rozstrzelany w Lublinie 6 marca 1863 r. za koszarami świętokrzyskim, na tzw. Zimnych Dołach – i tam został pogrzebany (w niektórych publikacjach podawane są inne daty jego śmierci, np. 9 III 1863 r.). Według jednej z legend, opowiadanej m. in. także i przez mojego dziadka „chwilę” po egzekucji, goniec przyniósł wiadomość, że car ułaskawił Kazimierza Bogdanowicza, zamieniając karę śmierci na dożywotne zesłanie na Sybir.
Przed rozstrzelaniem Kazimierz Bogdanowicz w obecności ks. Stanisława Felińskiego, który udzielił mu ostatniej posługi kapłańskiej, napisał list pożegnalny do matki.
W swoim testamencie prosił Polaków:
„Kochajcie milion razy mocniej naszą Ojczyznę Polskę, niżli ja ją kochałem”.
Władze powstańcze województwa lubelskiego w reskrypcie skierowanym do jego matki, Marianny Bogdanowicz, podkreśliły, że – jej syn – Kazimierz Bogdanowicz był „jednym z najgorliwszych i najbardziej poświęconych do sprawy ojczystej współpracowników”.
W 1916 r. prochy Kazimierza Bogdanowicza pochowano w zbiorowej mogile na cmentarzu przy ul. Lipowej w Lublinie.
Dziś w miejscu egzekucji Kazimierza Bogdanowicza, na terenie obecnego miasteczka akademickiego w Lublinie, przy ul. Langiewicza, stoi kamienny obelisk upamiętniający jego bohaterską śmierć.












Tak, dobrze pamiętam ten obelisk, jak chodziłem z akademika na zajęcia. Wiedziałem kto to był Langiewicz, patron ulicy, ale kim był Kazimierz Bogdanowicz, to dopiero teraz się dowiedziałem – po 55 latach. Dziękuję Autorowi.