Jak zostałem Dyrektorem Departamentu Plastyki MKiS. Autobiografia Karola Czejarka, cz. XII

5

Pracowałem jeszcze w COMUK-u, kiedy pewnego dnia zaprosił mnie jeden z ówczesnych wiceministrów kultury Władysław Loranc i zaproponował objęcie funkcji dyrektora departamentu plastyki MKiS.

Niemalże w tym samym czasie – dyrektor PIW Andrzej Wasilewski chciał, abym przeszedł do niego na redaktora naczelnego Wydawnictwa (po nagłej śmierci red. Skórnickiego ). Sam byłby nadal dyrektorem naczelnym Wydawnictwa, zaś funkcję swego merytorycznego zastępcy – w randze redaktora naczelnego – chciał oddać w moje ręce.

Jedna i druga propozycja była dla mnie wielkim zaskoczeniem (i wyróżnieniem), a na pewno swego rodzaju uznaniem za moje osiągnięcia w COMUK i wcześniej w Składnicy Księgarskiej. Również za dokonania, jako dyrektora Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie, oraz w tamtejszym społecznym ruchu kulturalnym (STK) i w księgarni „Klubowa”.

Dyr. Wasilewskiego poznałem bliżej, gdy jako wiceszef Składnicy Księgarskiej uczestniczyłem w PIW-ie w wielu naradach dot. wysokości nakładów poszczególnych tytułów Wydawnictwa; cenił mnie też – jak powiedział – „za dorobek osiągnięty przez Wydawnictwo COK” i, jak wynikało z rozmowy – za moje umiejętności dziennikarsko-pisarskie i tłumaczeniowe. (W 1979 m.in. ukazał się w PIW-ie mój przekład niemieckiego impresjonisty Georga Heyma pt. „Sekcja”).

Już wtedy publikowałem w ogólnopolskich czasopismach, m.in. w „Nowych Książkach”, „Życiu Literackim”, a nawet miałem stałą, cotygodniową rubrykę o książkach w „Głosie Pracy” pt. „Spod księgarskiej lady”.

Min. Loranc uzasadniał swoją propozycję: „… ma Pan za sobą kilkuletnią współorganizację Festiwalu Współczesnego Malarstwa Polskiego w Szczecinie i Prezentację Malarzy Krajów Socjalistycznych; również działania na rzecz powstania tzw. „Plenerów Bałtyckich”. Będzie Pan mógł kontynuować swoją pasję, współpracując ze środowiskiem plastycznym, jednak już w skali ogólnopolskiej…, a to ważna – jak pan wie – dziedzina sztuki”.

Miałem więc dylemat, kontynuować swoją służbę książce, rozpoczętą przed wieloma laty w księgarni, a potem w Składnicy Księgarskiej, czy przyjąć wysokie stanowisko ministerialne?

Wybrałem to drugie! (Mianowanie otrzymałem w obecności pracowników departamentu i zaproszonych gości 15 marca 1981 roku).

Żałuję tamtej decyzji, gdyż do dziś mam niesmak, że za „mojej pracy” w departamencie doszło do rozwiązania ZPAP (Związku Polskich Artystów Plastyków) w stanie wojennym!

Gdybym to przewidział – na pewno nie przyjąłbym tej funkcji!

A z takim zapałem ruszyłem wówczas do pracy z postanowieniem poprawy artystom plastykom warunków uprawiania ich wspaniałego zawodu, jakże ważnego dla sztuki i Państwa!

Moi przełożeni postawili przede mną i drugi cel: zdynamizowanie procesu upowszechniania sztuki w Polsce, m.in. poprzez rozwój wystawiennictwa, a także zwiększenie jej udziału w obszarze społecznym, z szerszym niż dotąd uwzględnieniem tzw. sztuki użytkowej oraz wzornictwa przemysłowego. Osobiście pragnąłem też poświęcić więcej uwagi prezentacji polskiej sztuki współczesnej (WSPANIAŁEJ SKĄDINĄD) – w imprezach międzynarodowych!

 Z chwilą objęcia funkcji w departamencie miałem do rozwiązania wiele problemów i cieszę się, że dużo z nich udało mi się pokonać. Najkrócej można moją pracę zbilansować następującymi dokonaniami, m.in.:

– powstaniem w Zamku Ujazdowskim w Warszawie – CENTRUM SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ,

– powołaniem – obok PSP – drugiego konkurencyjnego przedsiębiorstwa „Sztuka Polska”, organizującego rynek pracy dla artystów plastyków.

Po długich staraniach powstał też:

Państwowy Fundusz Zamówień Plastycznych, oraz Fundusz Stypendialny i Socjalny dla artystów plastyków.

Mogę też pochwalić się:

– powstaniem we wszystkich województwach Biur Wystaw Artystycznych (z salami do organizowania wystaw sztuki współczesnej) oraz zapewnieniem środków finansowych na realizację tego przedsięwzięcia oraz ich współpracy z wojewódzkimi wydziałami kultury.

Sukcesem było też pozyskanie środków na rozbudowę gmachu „Zachęty” (obecnie Galerii Narodowej) w Warszawie według planów istniejących jeszcze przed wojną, kiedy ten piękny gmach budowano i nie dokończono (właśnie z powodu braku na ten cel pieniędzy).

Przy okazji wspomnę, że dość długo trwał spór o to, czy kontynuować rozbudowę Zachęty według „starego” projektu, czy dobudować do istniejącego gmachu nowoczesny obiekt ze stali i szkła.

Po konsultacjach ze środowiskiem i architektami oraz fachowcami branży wystawienniczej i budowlanej, zdecydowano się na przyjęcie koncepcji rozbudowy według projektu pierwotnego!

Dla realizacji tej inwestycji w CBWA utworzony został specjalny dział, z panem Chabinem na czele, jako wicedyrektorem Zachęty ds. remontu i rozbudowy gmachu. Zespół okazał się bardzo pracowity i kompetentny i w stosunkowo krótkim czasie zrealizował postawione przed nim zadanie!

W okresie swej pracy w departamencie przyczyniłem się też do powstania w większości muzeów polskich – DZIAŁÓW SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ! (Wielką pomoc i zrozumienie dla tej idei wykazały wówczas same muzea, do których się w tej sprawie zwróciłem, a przede wszystkim Muzeum Narodowe we Wrocławiu (z niezmordowanym dla realizacji tego zamierzenia panem Hermansdorferem. Za co Mu dzisiaj w sposób szczególny jeszcze raz bardzo dziękuję!).

Ogromne wsparcie uzyskałem też ze strony ministerialnego departamentu muzeów i ochrony zabytków z panem dyr. Mieczysławem Ptaśnikiem (późniejszym dyrektorem CBWA „Zachęta”) i jego zastępcą – panem Stanisławem Brzostowskim. Jak ważne było ich wsparcie w tej wyjątkowo trudnej atmosferze politycznej – nie muszę chyba mówić!

W każdym razie, przez cały okres pracy w departamencie plastyki, dążyłem do systematycznego zwiększenia zbiorów sztuki współczesnej, jak i rozszerzenia możliwości wystawienniczych w muzeach w całej Polsce. Udało się to także w odniesieniu do Muzeum Narodowego w Warszawie!

Powyższa „wyliczanka”, to oczywiście nie tylko mój sukces, lecz WIELU OSÓB I INSTYTUCJI. Bez ICH POMOCY, ŻYCZLIWOŚCI I WSPARCIA, a przede wszystkim zrozumienia celu mojego działania, nic by z tego nie wyszło!

Zatem wszystkim wspierającym WTEDY te inicjatywy – z min. Żygulskim i premierem Rakowskim, jak również Tadeuszem Kielanem, Krzysztofem Kostyrko i Grzegorzem Sokołowskim na czele – BARDZO DZIĘKUJĘ!

Znakomicie współpracowało się „od początku do końca” z wiceministrem Lorancem, jak i z Jego następcą Eugeniuszem Mielcarkiem, także z dyrektorami departamentów MKiS, a przede wszystkim: z ekonomicznym, współpracy z zagranicą, gabinetem ministra i wspomnianym wcześniej – departamentem muzeów i ochrony zabytków.

Niewątpliwym sukcesem było też powołanie Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku i Galerii Rzeźbiarzy ZAR (Związku Artystów Rzeźbiarzy) na Nowym Świecie w Warszawie.

W tym celu odbudowano i rozbudowano w Orońsku dawny dworek po znanym polskim przedwojennym artyście – Józefie Brandtcie, a sprawę realizacji OROŃSKA doprowadzili do końca (wspaniały w mojej ocenie) dyr. Janusz Palacz i ówczesny prezes Związku Rzeźbiarzy Polskich Władysław Frycz.

 „Dla plastyki” wielce zasłużył się także ówczesny dyr. gen. MKiS – pan Andrzej Rajewski!

Niemałym sukcesem było też powołanie do życia Stowarzyszenia Edukacji Plastycznej, z p. Wojciechem Czapskim, jako prezesem (a wcześniej jednym z moich pracowników w departamencie).

Wraz z powołaniem tego Stowarzyszenia, dzięki poparciu ówczesnego ministra oświaty – Bolesława Farona – zamierzaliśmy powołać sieć galerii i zainicjować powstanie „ośrodków kultury plastycznej” w szkołach podstawowych i średnich w całej Polsce.

Częściowo się to udało, m.in. w Szkole Podstawowej nr 146, przy ulicy Domaniewskiej 33 w Warszawie (ale nie tylko w tej szkole, także w wielu innych), dla których modelową była Galeria „Żar”, prowadzona przez ponad 5 lat (w szkole kierowanej przez moją żonę) art. plast., znakomitego malarza pana Zbigniewa Nowosadzkiego.

(Jej uroczyste otwarcie nastąpiło 10.06.1987 r., a swoje prace wystawiali w niej m.in. Eugeniusz Geno-Małkowski, Anna Lisiewicz, Janusz Dziurawiec, Ludwik Jaksztas, Anna Szalast, Henryk Musiałowicz, a nawet Edward Dwurnik. Również Franciszek Maśluszczak, Edward Lutczyn i Eryk Lipiński.

O tym wszystkim, co się wtedy działo w tej sprawie, obszernie donosił dwumiesięcznik „Plastyka w Szkole” wydawany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej (numer 256/1989).

Udało nam się także, w tamtych skomplikowanych politycznie latach, zapewnić udział polskich artystów w Biennale Weneckim (odrestaurować istniejący tam jeszcze przed wojną „Pawilon Polski”), a także zapewnić udział przedstawiciela współczesnej sztuki polskiej – pana Edwarda Dwurnika w słynnych „Documenta” – Festiwalu Sztuki odbywającym się co 5 lat w Kassel. I nie tylko w Kassel, gdzie byliśmy odtąd „na nowo” obecni, ale także w wielu innych znaczących międzynarodowych imprezach plastycznych w świecie.

(O renesansie weneckiego biennale pisała wówczas entuzjastycznie, m.in. Bożena Kowalska we wspomnianym wyżej numerze „Plastyka w Szkole”).

Udało się też na nowo, i to w rozszerzonej formule, przywrócić do życia „międzynarodowe” Biennale Plakatu w Warszawie oraz Triennale Grafiki w Krakowie!

Do dziś cenię sobie merytoryczną współpracę z Komitetami Organizacyjnymi tych pracochłonnych, kosztownych, ale też efektownych przedsięwzięć, cieszących się dużą popularnością wśród widzów (nie tylko polskich) „festiwali sztuki”.

Były one nie tylko wystawami, ale obie wyróżniały się również wielością imprez towarzyszących!

Podkreślę też wyjątkowo konstruktywne współdziałanie z Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi oraz „umiędzynarodowienie” jego sztandarowej imprezy: Triennale Tkaniny Artystycznej!

W Łodzi trafiłem na WSPANIAŁYCH pasjonatów (a jednocześnie WYBITNYCH znawców) sztuki współczesnej, m.in. dyrektorów: Keplera, Stanisławskiego i Zawiszę!

W Poznaniu w tym czasie powstała Wyższa Szkoła Tkactwa Artystycznego, zwana „SCHOLĄ”, której inicjatorką i rektorem – wspaniałą jednocześnie artystką – była Urszula Plewka-Schmidt (jedna z najlepszych – obok Magdaleny Abakanowicz, Wojciecha Sadleja czy Krystyny Mieszkowskiej Daleckiej – twórczyni współczesnej tkaniny artystycznej).

Do dziś w Filharmonii Narodowej w Warszawie można obejrzeć na 1. piętrze cykl jej gobelinów poświęconych Fryderykowi Chopinowi, zaprojektowanych wspólnie z Włodzimierzem Schmidtem.

Wielką sprawą było powołanie wówczasdo życia” comiesięcznego „Biuletynu Informacyjnego” dla artystów plastyków (których w tamtym czasie było ponad 20 tys.), redagowanego z dobrym skutkiem przez pana Janusza Czechowicza oraz panią Lilianę Koperską, w ramach przedsiębiorstwa „Sztuka Polska” – kierowanego przez niespożytego w działaniach, dokonaniach i inicjatywach pana Daneckiego.

Udało nam się też (po długich staraniach) – doprowadzić do wznowienia kwartalnika „Sztuka” pod redakcją Andrzeja Skoczylasa.

Do dziś napawają mnie dumą dwie UDANE, zorganizowane w tamtym czasie prezentacje polskiej sztuki współczesnej w Paryżu (w Centrum Pompidou!) oraz w Moskwie (w słynnym „Maneżu”!). W zamian, w Zachęcie pokazano współczesną sztukę francuską. A z ówczesnym dyrektorem Centrum Pompidou bardzo się zaprzyjaźniłem. (Nawet na Jego prośbę pojechaliśmy razem do Auschwitz, szukając śladów pobytu w nim Jego matki). Ale wracając do „wyliczanki”.

Po raz pierwszy w historii naszego kraju odbyły się pierwsze „Targi Sztuki” (na terenach Międzynarodowych Targów Poznańskich), kontynuowane dziś (przy wciąż dużym zainteresowaniu publiczności) w Arkadach Zamku Królewskiego w Warszawie.

Wciąż jestem dumny z tego, że udało nam się – z bezcennym udziałem, m.in. pana Andrzeja Janoty i pana Karola Gramsa – podnieść w odbiorze publicznym rangę społeczną tzw. sztuki użytkowej, projektowej i wzornictwa przemysłowego! SZTUKI, która wciąż jeszcze żyje w pewnym cieniu tzw. sztuki „czystej” – malarstwa, grafiki i rzeźby.

Ogromną rolę w tym przedsięwzięciu należy zawdzięczać Instytutowi Wzornictwa Przemysłowego i pracownikom w nim zatrudnionym, na czele z ówczesną p. dyr. prof. Wandą Telakowską.

(Kto może, niech kiedyś zajrzy do Sali wystawowej tego Instytutu przy ul. Długiej w Warszawie. Naprawdę warto!).

Przy ul. Mazowieckiej oddany został po kapitalnym remoncie Dom Warszawskich Artystów Plastyków!

Powstało też Muzeum Plakatu, do dziś cieszące się wielkim powodzeniem, choć plakaty – jako „dzieła sztuki” – znikły w międzyczasie z kolumn ogłoszeniowych i witryn reklamowych.

Wydawnictwo „Arkady”, którym kierował niezmordowany Eugeniusz Piliszek, włączyły też w swój plan wydawniczy znacząco więcej pozycji poświęconych dorobkowi współczesnych artystów!

I zapomniałbym, że Warszawie powstało wtedy Muzeum Karykatury (za sprawą Eryka Lipińskiego), a w Katowicach było blisko do stałego upamiętniania dorobku współczesnych scenografów, z kreacjami Andrzeja Majewskiego i innych wybitnych artystów – scenografów.

Poznań – z inicjatywy p. Bednarowicza – zabiegał wtedy o biennale meblarstwa!

Pomyślnie rozwijała się idea Stałych Galerii Autorskich, m.in. „Hasiora” w Zakopanem, „Kulisiewicza” w Kaliszu czy „Szajny” przy Centrum Sztuki „Studio” w Warszawie.

Mógłbym tak wyliczać dalej, ale nie o to chodzi, lecz o pokazanie opinii publicznej, że i w tamtych latach – Mirku kochany i panie profesorze Lipczuk z Uniwersytetu Szczecińskiego, którzy trochę powątpiewaliście w dokonania zaprezentowane w poprzednich odcinkach. W „niesłusznej” Polsce można było też wiele pożytecznego zrobić dla kultury!

(Można było, jeśli się miało poparcie społeczne, w moim przypadku środowiska plastycznego. A wcześniej – w Szczecinie – ruchu społeczno- kulturalnego skupionego w STK i Szczecińskim Klubie Bibliofilów). POLSKĘ traktowałem zawsze APOLITYCZNIE, czyli PONADPARTYJNIE, a pracowałem dla takiej, jaka była! JEJ BARWA POLTYCZNA, być może byłaby zupełnie inna, gdyby Powstanie Warszawskie zakończyło się sukcesem, a Warszawę wyzwalała armia stworzona przez gen. Andersa?! Ale stało się inaczej.

Przejdę teraz do ówczesnej sytuacji w środowisku ZPAP, który był NAJWAŻNIEJSZYM partnerem departamentu (czyli Ministerstwa Kultury, tzn. rządu) w rozstrzyganiu spraw o kształcie mecenatu państwowego nad współczesną sztuką i środowiskiem plastycznym.

 NIE MAM sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o budowanie i przestrzeganie (przeze mnie, a także moich bezpośrednich współpracowników i podlegające mi instytucje) PARTNERSKICH relacji między tzw. władzą a środowiskiem artystów plastyków.

Wszystkie swoje decyzje, jako dyrektor departamentu podejmowałem po konsultacjach ze Związkiem Artystów Plastyków i nie było Komisji przy departamencie, w której nie zasiadaliby przedstawiciele środowiska! Ale w którymś momencie ZPAP chciał decydować o WSZYSTKIM SAM!

Na nic zdały się rozmowy, osobiste prośby, jak i moje przyjaźnie z bardzo wieloma artystami (dość wymienić chociażby Romana Artymowskiego, Mieczysława Wejmana, Andrzeja Janotę, Karola Gramsa, Tadeusza Kulisiewicza, Władysława Hasiora, Jerzego Brzozowskiego, Andrzeja Fogtta, Janusza Kaczmarskiego, Gustawa Zemłę, Urszulę Plewkę-Schmidt, Dudę-Gracza, Andrzeja Majewskiego, Magdalenę Abakanowicz, Bronisławę Wilimowską, Jana Aniserowicza, Jana Choroszuchy, Władysława Popielarczyka, Marii Wollenberg-Kluzy, Jerzego Cieślaka, Eugeniusza Eibischa (tak, również niezapomnianego EUGENIUSZA EIBISCHA!) i wielu, wielu, naprawdę WIELU jeszcze innych, nawet (Z MOCNO OPOZYCYJNYM) Jerzym Puciatą na czele, nie wspominając już o kontynuowaniu współpracy „z moimi Szczeciniakami”, jak m.in. z Łukaszem Niewisiewiczem, Janiną Kosińską czy z panami Brzozowskim, Naruszewiczem, Eysymontem, Guido Reckiem, Stanisławem Jeziorańskim czy Henrykiem Boehlke i wieloma innymi.

W którymś momencie polityka wzięła górę nad dobrem środowiska.

Moim celem zawsze było – co podkreślę jeszcze raz – pełne partnerstwo ze środowiskiem artystycznym w istotnych dla rozwoju sztuki i jej upowszechniania sprawach. Ale nie w kwestiach politycznych. Do dziś w tej materii nie zmieniłem swego zdania! Tym bardziej, iż KULTURA I SZTUKA ZAWSZE POWINNA MIEĆ – MOIM ZDANIEM – CHARAKTER UNIWERSALNY i być niezależna, w sensie OKREŚLANYM DZIŚ JAKO PONADPARTYJNY!

Wtedy też pojawiła się inicjatywa powołania nowych związków twórczych w obszarze plastyki, jak m.in.: ZPAMiG (Związku Polskich Artystów Malarzy i Grafików), ZAR (Związku Artystów Rzeźbiarzy), Stowarzyszenia Polskich Artystów Grafików Projektantów i Stowarzyszenia Artystów Polska Sztuka Użytkowa.

W pierwszym walnym zjeździe ZPAMiG udział wziął m.in. ówczesny wicepremier rządu Mieczysław F. Rakowski i minister kultury prof. Kazimierz Żygulski. Przybył też przewodniczący Narodowej Rady Kultury – prof. Bogdan Suchodolski i Waldemar Świrgoń. Ranga tego wydarzenia była dla środowiska artystów plastyków znacząca.

W grupie założycieli nowego związku byli m.in. Mieczysław Wejmann, Leon Michalski, Stanisław Dawski, Andrzej Fogtt, Eugeniusz Geno-Małkowski, Wiesław Garboliński, Władysław Jackiewicz. Nie byli to artyści przeciętni!

Na obrady Zjazdu Założycielskiego ZPAMiG przybyło ponad 200 uczestników z całego kraju, a szczególnego poparcia udzieliły Zjazdowi okręgi artystów plastyków w Gdańsku, Katowicach i we Wrocławiu.

W każdym razie, odnosząc się jeszcze raz do rozwiązanego ZPAP mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, iż robiłem, co mogłem, aby wymusić na ówczesnej władzy daleko idące kompromisy na rzecz środowiska. Nadaremnie. Byłem i pozostaję wierny swojej dewizie, że świat twórców ( artyści plastycy, pisarze, muzycy, aktorzy ) zawsze spełniał wybitną rolę w życiu narodu!

Podkreślę też jeszcze raz, że ZAWSZE I WSZĘDZIE potrzebne jest współdziałanie władzy ze środowiskami twórczymi! Tylko dialog i dyskusja, a nie arbitralne narzucanie swej woli. A TA ZASADA ZOSTAŁA W PEWNYM OKRESIE HISTORII NASZEGO POWOJENNEGO PAŃSTWA ZŁAMANA!

Każda PARTNERSKA WSPÓŁPRACA wymaga uznania osobowości partnera, co w okresie ówczesnej walki politycznej zostało ODRZUCONE. I TYLE NA TEN TEMAT z mojej strony, jako świadka tamtych wydarzeń.

Wracam do „codziennych” spraw, którymi zajmowaliśmy się w departamencie, a były one niezwykle ważne dla środowiska (choć w międzyczasie miasto Warszawa, z inicjatywy wiceprezydenta Warszawy Michała Szymborskiego i ówczesnego dyrektora Wydziału Kultury m.st. Warszawy – Edwarda Krassowskiego, zaczęło zabiegać o mnie na stanowisko dyrektora Wydziału Kultury).

Powołano m.in. Radę Plastyki przy ministrze kultury i sztuki (w jej składzie znaleźli się m.in. Zbigniew Bednarowicz, Zbigniew Horbowy, Jan Karczewski, Franciszek Kuduk, Krystyna Łyczywek, Jerzy Madejski, Andrzej Matynia, Julian Pałka, Marian Sztuka, Andrzej Voellnagiel – podaję nazwiska tylko tych osób, których dotąd nie wymieniłem).

Podkreślić przy okazji pragnę, iż trudność naszej pracy w departamencie polegała na tym, że przy rozwiązywaniu aktualnych problemów środowiska plastycznego niezbędna była wpółpraca z wieloma podmiotami życia społeczno-gospodarczego podległych administracyjnie różnym ministerstwom i jednostkom gospodarczym.

Warunkiem skutecznej obrony interesów kultury plastycznej była też konieczność ścisłej współpracy departamentu i nowych związków plastycznych z terenowymi Wydziałami Kultury i Sztuki urzędów stopnia wojewódzkiego oraz podstawowego. I ta współpraca układała się dobrze.

Miałem zresztą znakomitą ekipę współpracowników w departamencie, na czele z Markiem Smoleńskim, Stefanem Liszewskim, Rafałem Skąpskim, Darią Kielan, panią Grzybowską i panią Deptuch oraz Wojciechem Czapskim i panem Bobińskim, którzy w swoich działaniach byli zawsze skuteczni.

Wsparcia naszym działaniom udzieliły nowopowstałe związki artystów plastyków, ale i dyrektorzy podległych mi instytucji na czele z panami: Soytą (dyr. PSP), Daneckim (dyr. „Sztuki Polskiej”, Ptaśnikiem dyr. CBWA, Czechowiczem red. nacz. Biuletynu dla art. plastyków) i wielu innymi. Nigdy tego partnerskiego współdziałania nie zapomnę! A jeśli wtedy nie zdążyłem podziękować za to, CZYNIĘ TO DZIŚ!

W każdym razie WSPÓLNIE zaczęliśmy na nowo – po rozwiązaniu ZPAP – tworzyć tzw. mecenat państwa nad środowiskiem i kolejno rozwiązywać nabrzmiałe problemy. W tym m.in.:

obsługi socjalnej artystów plastyków,

kwestii ich rent i emerytur,

zakupów dzieł sztuki,

tworzenia nowych zasad organizacji wystaw,

nowelizacji przepisów podatkowych,

marż i prowizji stosowanych przez przedsiębiorstwa tzw. rynku plastycznego,

także zasad udzielania świadczeń leczniczych artystom plastykom;

Rozpoczęliśmy pracę nad nową ustawą „Prawo autorskie”, w zakresie m.in.

ochrony wzorów zdobniczych,

wywozu dzieł sztuki współczesnej zagranicę,

zmian przepisów o podatku wyrównawczym,

o wzorach przemysłowych,

organizacji konkursów, plenerów itd. itp.

To tylko kilka przykładów, czym w departamencie zajmowaliśmy się, nie tylko świętowaniem jubileuszy, otwieraniem wystaw i udziałem w wernisażach. (Jak pewnie wiele osób nadal sądzi, zadając pytanie: „Co oni tam w tym ministerstwie robią?”).

A patronowaliśmy np. konkursowi na grafikę marynistyczną, na plakat o zapobieganiu przestępczości czy pamiętnym konkursom plastycznym po nazwą „Prowincja”, „World Design” i wiele innych!

Na szczęście min. Żygulski był cierpliwy i nie wyrzucał mnie „za drzwi”, gdy przychodziłem z różnymi dokumentami do podpisu. Nie mam w związku z tym prawa przyczepić się do kogokolwiek w okresie mojej pracy w departamencie; wręcz odwrotnie, spotykałem na swej drodze życzliwość i pomoc od wielu ludzi, wśród których byli też m.in. Lucjan Motyka, Józef Tejchma, Aleksander Krawczuk, prezydent Warszawy Jerzy Bolesławski i jego zastępca Michał Szymborski, Krzysztof Kostyrko, Tadeusz Kielan, Grzegorz Sokołowski.

„Stop” moim inicjatywom powiedziała dopiero min. Kultury i Sztuki Izabela Cywińska, nie mając nawet odwagi powiedzieć mi wprost, że zwalnia mnie za wierną służbę Polsce sprzed roku 1990!

Nim dzisiaj postawię ostatnią „kropkę”, chciałbym jeszcze wrócić do kilku spraw „podsumowujących” moją pracę, jako dyrektora departamentu plastyki.

W sumie praca z artystami plastykami (mimo niedosytu związanego z rozwiązaniem ZPAP) przyniosła mi wiele zadowolenia! Także ta wynikająca ze współpracy z szerokim frontem podległych mi instytucji, z wojewódzkimi Wydziałami Kultury, dyr. BWA (ze stołecznym na czele), a przede wszystkim z nowo powstałymi związkami twórczymi w obszarze plastyki i komitetami różnych festiwali, jak i odbudową Zamku Ujazdowskiego i zaprojektowania w nim Centrum Sztuki Współczesnej.

I dzięki POMOCY WIELU DEPARTAMENTÓW MKiS, także resortów gospodarczych, udało nam się zrobić sporo rzeczy, że aż trudno uwierzyć, że aż tyle tego było.

W każdym roku swojej pracy w departamencie wydawaliśmy też (przekazywany do publicznej wiadomości) „Główne zadania programowe Departamentu”, okładka jednej z takich publikacji znajduje się w ilustracji przed obecnym odcinkiem.

Chcieliśmy, aby każdy zainteresowany PLASTYKĄ mógł wtedy (i dziś jeszcze) sięgnąć i sprawdzić, czy te działania były rzeczywiście potrzebne sztukom plastycznym, środowisku ARTYSTÓW PLASTYKÓW i milionom odbiorców sztuk plastycznych w Polsce.

W niniejszym odcinku sporo miejsca poświęciłem artystom malarzom i ich organizacji związkowej; ale nie inaczej wyglądały nasze działania na rzecz artystów rzeźbiarzy, grafików, projektowania i tzw. sztuki przemysłowo – użytkowej.

Takim byłem i pozostałem do końca: URZĘDNIKIEM i DZIAŁACZEM JEDNOCZEŚNIE!

Człowiekiem, który zawsze starał się przestrzegać zasad swobodnej wymiany myśli między środowiskiem artystycznym a tzw. „władzą”, którą wtedy z mocy sprawowanej funkcji reprezentowałem.

Dotyczy to też okresu, gdy kilka lat później rozpocząłem pracę ze studentami w Nauczycielskim Kolegium Języka Niemieckiego UW, a wcześniej z uczniami kilku warszawskich szkól średnich – zawsze KAŻDE ŚRODOWISKO, każdy człowiek był, jest i pozostanie dla mnie równoprawnym partnerem!

I ostania sprawa, której na zakończenie chciałbym jeszcze poświęcić kilka zdań: to dokończenie poprzedniego odcinka odnośnie zagadnienia KULTURY NA WSI. Nie zdążyłem, aby zbytnio nie wydłużać poprzedniego rozdziału, dostatecznie to zagadnienie omówić. Czynię to teraz, z przeświadczeniem o ważności tematu, który chyba długo jeszcze będzie aktualny.

Otóż i w departamencie plastyki był to ważny temat, aby w miastach gminnych była możliwość oglądania ciekawych wystaw sztuki współczesnej. Wychodziliśmy z założenia, że sztuka powinna być WSZĘDZIE!

Wielka rolę w tym względzie mają do spełnienia gminne ośrodki kultury, w ogóle domy kultury i kluby, także biblioteki publiczne, jako miejsca rozmów o sztuce, wystaw, a także możliwości amatorskiej działalności plastycznej i ogólnie artystycznej.

Zazdroszczę w tym względzie niemieckiemu Ahrbergen, skąd pochodziła moja matka. W tej małej miejscowości jest dom kultury, który może wynająć każdy, zamawiając wcześniej (u kierownika placówki) np. odpowiednie materiały do czynnej twórczości plastycznej. W którym można także ćwiczyć „teatr”, uprawiać i uczyć się muzyki, prac ręcznych itd. itp. Podobne rozwiązania spostrzegłem w czasie wyjazdów studyjnych m.in. we Francji, Finlandii, Norwegii i w Belgii.

Można by te przykłady wykorzystać i u nas!

Trzeba jedynie docenić rolę tych placówek dla czynnego wykorzystania tzw. czasu wolnego, jeśli taki w dzisiejszych czasach konkurencyjnego kapitalizmu w ogóle jeszcze istnieje?!

Zarówno w COMUK-u, jak i w dep. plastyki, poświęcaliśmy tej sprawie sporu czasu – w ramach tworzenia możliwości aktywnego udziału w tzw. „kulturze i sztuce”.

Chodzi o wiejskie domy kultury, które powinny być w każdej polskiej wsi. Połączone z biblioteką, małą salką widowiskową, izbą pamięci, kinem, kilkoma stolikami na „dobrą kawę”, kącikiem do czytania prasy i miejscem dla amatorskiej twórczości artystycznej?!

Ranga upowszechniania kultury w naszym kraju jest wysoka; to dobrze, ale powinniśmy WSZYSCY zadbać o to, aby była jeszcze wyższa.

Ciąg dalszy nastąpi …

 …i będzie miał tytuł: „Jestem dyrektorem Wydziału Kultury m.st. Warszawy”.

Poprzedni artykułEuro 2020: Wielkie futbolowe święto czas rozpocząć…
Następny artykułNagroda dla Pani prof. Marii Szyszkowskiej
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

5 KOMENTARZE

  1. Drogi Profesorze, Szanowny Karolu, skoro zostałem wywołany do tablicy, to się powtórzę. Niezmiennie podziwiam Twoje dokonania w przeszłości. A również Twą wielką i pożyteczną aktywność obecnie!
    O tym, że wtedy nie było łatwo, świadczy choćby ta oto wypowiedź Profesora (cytuję): „W każdym razie, odnosząc się jeszcze raz do rozwiązanego ZPAP mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, iż robiłem, co mogłem, aby wymusić na ówczesnej władzy daleko idące kompromisy na rzecz środowiska. Nadaremnie.”
    Tym większe uznanie dla tej wszechstronnej działalności i za zasługi dla polskiej kultury!

  2. Bardzo mile wpominam naszą przyjażń z Jerzym Kołaczem wspaniałym grafikiem plakacistą rozpoczętą w „Pobożniaku” . Jego prace mogło oglądać wiele osób. O życiu autora i jego systematycznej pracy uwiecznionej tytułem profesorskim dowiadujemy się z wieloletnim opóżnieniem. Czekam na dalsze wspomnienia .

  3. Wspaniałe CV: menadżerski talent, zarażanie innych swoim sposobem myślenia, upamiętnienie. Gdyby obdzielić świat choć cząstką żaru w każdym działaniu, którego tylko się dotknie, byłby on inny. Wydawało by się, że w tak przepełnionym kalendarzu nie miejsca na życie osobiste, z jego radościami i smutkami, ale przecież ono istnieje. Nie mieści się w CV ale jest częścią autobiografii.
    PS. Podobają mi się odstępy w tekście – przestrzeń dla rozwinięcia telegraficznego skrótu.

  4. Szanowny Karolu nie tylko jestem pod wrażeniem Twoich dokonań w rozwoju i upowszechnianiu SZTUKI w Polsce, ale wykazałeś się wybitnymi zdolnościami nie tylko pozyskiwania wielu ludzi z KULTURY i SZTUKI, ale z aparatu władzy. Ukazując Swoje dokonania zwracasz uwagę na wiele osób, z którymi współpracowałeś i wnieśli też wkład we wspólne dzieło, czyli w rozwój i upowszechnianie nie tylko sztuki. Jednym słowem stworzyłeś kolektyw, wzajemnie się rozumiejący i dążący do wspólnego celu, czyli przeniesienia sztuki i kultury „pod strzechy” naszego społeczeństwa. Tym samym nie tylko przyczyniłeś się do rozbudowy ośrodków kultury, zwłaszcza Zachęty, upowszechnienia sztuki w skali kraju, ale jej prezentacji na arenie międzynarodowej. Nie można pominąć utworzenia ośrodków kultury plastycznej w szkołach podstawowych i średnich. Lista Twoich dokonań Szanowny Karolu jest bardzo długa i nie sposób ich wymienić. Jednym słowem właściwy Człowiek na tym zaszczytnym stanowisku, który odniósł wiele sukcesów, ale podkreśla iż to zasługa też wielu osób, z którymi współpracował. Szanowny Karolu to efekt stworzenia właściwego klimatu do Pracy-DO ROZWOJU KULTURY. Uznałeś środowisko artystyczne za godnego partnera do współpracy, uwzględniałeś ich postulaty i potrzeby, łącznie z materialnymi i walczyłeś o ich urzeczywistnienie. Przegrałeś jednak z polityką władz centralnych, chociaż miałeś odwagę z nimi walczyć. Pozostałeś wierny swojemu przekonaniu, że świat Twórców [plastycy, aktorzy, pisarze, muzycy itd.] nie tylko spełniali, ale nadal odgrywają wybitną rolę w życiu narodu. Tej roli nie doceniła m.in. minister Kultury i Sztuki Izabela Cywińska, która Ciebie zwolniła. Szanowny Karolu Twoje zasługi nadal są doceniane przez ludzi kultury i sztuki. Mieczysław Starczewski

  5. Przecież pan wie, że co najmniej połowa z tego tekstu to opowieści Barona Muenchausena.

    Pozdrawiam,
    Andrzej Kurkiewicz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj