Prof. A. Rzegocki: W Polsce, Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii polityka jest pełna emocji

0
Zdjęcie: Prof. Arkady Rzegocki, Ambasador RP w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, profesor UJ. fot. @RzegockiArkady

– Pewne rzeczy, które są trudne do zrozumienia dla niektórych nacji, są oczywiste w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Polsce – mówi w rozmowie z Pawłem Rogalińskim prof. Arkady Rzegocki, ambasador RP w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej oraz pomysłodawca i kierownik Polskiego Ośrodka Naukowego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Londynie.

Paweł Rogaliński: – Panie ambasadorze, którzy brytyjscy premierzy cieszyli się największą sympatią wśród elektoratu?

Ambasador RP w Wielkiej Brytanii prof. Arkady Rzegocki: – Nie można jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Wielka Brytania ma długie tradycje parlamentarne oraz demokratyczne i wiele osób w historii brytyjskiego parlamentaryzmu odgrywało przywódcze, ważne role. Mówimy bowiem o społeczeństwie pluralistycznym, co oznacza, że ktoś, kto miał wielkie poparcie wśród części społeczeństwa, mógł być jednocześnie znienawidzony przez pozostałą część elektoratu. Taka sytuacja miała miejsce z wieloma przywódcami politycznymi, nawet tak znakomitymi jak Winston Churchill, Margaret Thatcher czy też wcześniej urzędującymi politykami.

– Przywódcy ci robili jednak wiele, by jak największa część elektoratu obdarzała ich sympatią. Dla przykładu Margaret Thatcher w niezwykle interesujący sposób podeszła do tematu tworzenia własnego wizerunku politycznego i przeszła prawdziwą metamorfozę zarówno pod względem wyglądu, jak i sztuki retoryki.

Margaret Thatcher wykreowała ciekawą osobowość i była bardzo skuteczna w wielu swoich działaniach, ale z drugiej strony do dziś są w Wielkiej Brytanii osoby, które jej rządy i postać kojarzą negatywnie.

– Ten negatywny obraz starał się zatrzeć premier David Cameron, który publicznie przeprosił za niektóre jej posunięcia.

– Ale na tej samej zasadzie możemy mówić o wszystkich przywódcach. W końcu to jest cecha demokracji, że przywódcy wzbudzają kontrowersje. I te kontrowersje są powszechnie dyskutowane, są obecne w debatach, dyskusjach, potem w książkach historycznych.

– Odnośnie kontrowersji – co sądzi Pan o polityce zagranicznej Margaret Thatcher? To dzięki niej pani premier zdobyła przecież przydomek Żelaznej Damy.

– Nie chciałbym konkretnie oceniać polityki Margaret Thatcher, ale jest to z pewnością jedna z wybitniejszych przywódczyń XX wieku. Szczególnie z polskiej perspektywy widać jej bardzo mocny antykomunizm, który przyczynił się do zmiany kształtu mapy politycznej Europy. Europa po 1989 roku to miejsce, w którym obszar wolności jest nieporównywalnie większy niż ten, który był przed upadkiem żelaznej kurtyny. Zatem z polskiej perspektywy politykę zewnętrzną Margaret Thatcher należy ocenić bardzo pozytywnie, szczególnie na tym odcinku dotyczącym bloku wschodniego.

– Co w przypadku polityki wewnętrznej? Jej rządy były naznaczone licznymi konfliktami.

– Warto pamiętać, że kultura polityczna w Wielkiej Brytanii, będącej krajem o długich tradycjach demokratycznych, wygląda trochę inaczej niż w krajach, które mają długą tradycję absolutystyczną.

– To znaczy?

– W państwach z tej drugiej grupy bardziej liczą się rozgrywki gabinetowe, a polityka jest tam bardziej ukryta. Z kolei w krajach, które mają długie tradycje demokratyczne, republikańskie, gdzie obywatele zawsze byli silnie zaangażowani w życie polityczne – np. w Polsce, Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych, retoryka jest znacznie silniejsza.

– I zarazem jest więcej otwartych konfliktów?

– To naturalne, że emocje są dużo większe w tych krajach niż w miejscach o tradycjach absolutystycznych, które są bardziej przyzwyczajone do tego, że debaty nie wychodziły poza gmachy rządowe czy królewskie. To jest bardzo istotna różnica, gdy mówimy o wizerunku – pewne rzeczy, które są trudne do zrozumienia dla niektórych nacji, są oczywiste w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Polsce.

– Czy słowa wypowiadane przez tych polityków przekładają się na ich równie silne działania?

– Mówiąc o silnej retoryce mam na myśli to, że jest ona mocniejsza niż realnie podejmowane działania. Przywództwo w takich państwach jest też bardziej wyraziste i ekspresyjne w porównaniu do „uładzonych” państw z drugiej grupy. To jest oczywiście moja hipoteza, ale jeśli mówimy o przywództwie i jego cechach, to trzeba pamiętać o dziedzictwie poszczególnych narodów.

– Wspomniał Pan o wizerunku politycznym w kontekście „silnej retoryki”. Czy nie uważa Pan, że elektorat w omawianych krajach może postrzegać tego typu oratorstwo jako swego rodzaju populistyczną żonglerkę słowem? W Polsce niejednokrotnie budzi ona skrajne emocje, powoduje napięcia społeczne, zwiększa czasem niechęć do polityków i partii politycznych.

– W Wielkiej Brytanii politycy i wszyscy ci, którzy są członkami partii, są bardzo ważną częścią społeczności i systemu politycznego w kraju. Skojarzenie z partiami jest tam dalece bardziej pozytywne niż w Europie Środkowej, w której z kolei jest to naznaczone nie tylko wielką tradycją republikańską, ale i niestety komunizmem. Mowa więc o wielu różnych tradycjach nakładających się na siebie. Poza tym w Wielkiej Brytanii jest bardzo zróżnicowane społeczeństwo i w zależności od warstwy społecznej, danej grupy społecznej czy danego regionu, będzie to wyglądać inaczej.

– Rozumiem. Czy podczas kreowania pozytywnego wizerunku politycznego brytyjscy liderzy są wspierani przez swoich partnerów życiowych? Mam na myśli aktywność tych drugich w kampaniach wyborczych, towarzyszenie liderom podczas ważnych eventów, prowadzenie działalności o charakterze NGO itp.

– Jeśli mowa o premierach, to małżonek jest zazwyczaj przy nich obecny, choć oczywiście działa nieco w cieniu polityka. Obecność współmałżonków pomaga i ociepla wizerunek liderów, choć ci pierwsi nie odgrywają najczęściej pierwszoplanowej roli w Wielkiej Brytanii.

– Czy w ostatnich latach dostrzegł Pan jakieś zmiany, które mogły zajść w komunikacji między politykami a elektoratem lub też w sferze prowadzenia kampanii wyborczych?

– Bardzo ważnym elementem, który trzeba brać dzisiaj pod uwagę, są media społecznościowe. Zmieniają one formę funkcjonowania polityków, partii i sposób komunikowania się – nie tylko między politykami, ale przede wszystkim pomiędzy politykami i elektoratem. Należy też pamiętać, że mamy tutaj większościowy system wyborczy, co oznacza, że każdy obywatel zazwyczaj wie, kto jest jego posłem do parlamentu. Ludzie piszą więc e-maile do swoich posłów w ważnych dla nich sprawach. Co piątek ci posłowie pracują w swoich okręgach wyborczych i to jest ogólnie przyjęty zwyczaj.

– Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmowę przeprowadził Paweł Rogaliński.

Poprzedni artykułNiepełnosprawność da się przezwyciężyć
Następny artykułCzy wojna handlowa USA-Chiny odbije się na polskich przedsiębiorcach?
Dr Paweł Rogaliński jest politologiem, medioznawcą, filologiem oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). W 2021 roku obronił na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie rozprawę doktorską pt. "Model polityka popularnego w komunikacji politycznej w państwach anglosaskich". Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj