75 lat temu wybuchło Powstanie Warszawskie

0

W związku z przypadającą 75 rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego nasunęło mi się trochę refleksji. Zacznę od tego, że mój stosunek do Powstania ma charakter bardzo osobisty, gdyż jako rodowity warszawiak przez całe Powstanie przebywałem z rodziną w walczącym mieście. Gdy rozpoczął się powstańczy zryw miałem 2,5 roku i mieszkałem z rodziną na ulicy Wroniej 51, na Woli. To właśnie w tej dzielnicy, w pierwszych dniach Powstania, Niemcy wymordowali kilkadziesiąt tysięcy kobiet, mężczyzn i dzieci, zanim tą zbrodniczą akcję przerwano. Mordy wstrzymał przybyły do Warszawy 5 sierpnia Obergruppenfuhrer SS von dem Bach-Zelewski, przysłany przez Himmlera, w celu objęcia dowództwa nad siłami niemieckimi do stłumienia polskiego powstania. Bach-Zelewski nie kierował się oczywiście żadnymi względami humanitarnymi, musiał po prostu wziąć w karby rozpasane i zdemoralizowane żołdactwo, które wolało mordować i rabować niewinnych ludzi niż walczyć z uzbrojonymi powstańcami. O zbrodniach wojennych na Woli mówił w Książnicy Polskiej w Olsztynie red. Piotr Gursztyn, w styczniu 2015 roku, podczas spotkania autorskiego promującego świeżo wydaną, bardzo wstrząsającą książkę „Rzeź Woli.”

Szczęśliwie, cała nasza rodzina przeżyła. Niektóre sceny z tamtych czasów utrwaliły się w mojej pamięci, w co trudno uwierzyć. Może te osobiste przeżycia wpłynęły na moje szczególne zainteresowania tym bezprzykładnym zrywem polskiego ruchu oporu w okupowanej przez Niemcy Europie.

W PRL-u, po 1956 roku już można było mówić i pisać o Powstaniu Warszawskim. Jednak oficjalna propaganda starała się przeciwstawiać bohaterstwo i poświęcenie szeregowych żołnierzy AK oraz ludności cywilnej– polityce tak zwanego obozu londyńskiego i dowództwu Armii Krajowej, które zdaniem partyjnych propagandzistów, wywołało Powstanie jako antyradziecką demonstracją i w rezultacie naraziło warszawiaków na niepotrzebne cierpienie, a stolicę na kompletne zniszczenie. Ale oprócz różnych propagandowych i pseudonaukowych wydawnictw wychodziły taż solidne prace naukowe, jak chociażby wydana w PAX-się w 1957 r. książka kapitana AK Adama Borkiewicza „ Powstanie Warszawskie”, do dziś uznawane za najlepsze opracowanie z punktu widzenia historii wojskowej. Ukazały się także i inne wartościowe monografie, jak chociażby Stanisława Podlewskiego: „Przemarsz przez piekło” i „Rapsodia Żoliborska”, Lesława M. Bartelskiego, Władysława Bartoszewskiego i wiele, wiele innych. Wydano też dużo ciekawych pamiętników z Powstania, jak chociażby płk. Stanisława Komornickiego „ Nałęcza”:”Na barykadach Warszawy”(wyd. MON, 1964 r. w czasie Powstania podchorążego AK, a po wojnie pracownika Wojskowego Instytutu Historycznego. Ta doskonała książka została wyróżniona nagrodą MON w 1964 r. W wolnej Polsce Stanisław Komornicki awansował na stopień generała brygady. Zginął w katastrofie smoleńskiej. Do klasyki gatunku należy zaliczyć także „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego” Mirona Białoszewskiego. W sumie wydano sporo pamiętników, trudno wszystkie wymienić. Nawet Zenon Kliszko, prominentny dygnitarz PZPR opublikował na podstawie własnych przeżyć swoje „przemyślenia” o Powstaniu, jednak nie przedstawiały one żadnej wartości poza propagandowymi frazesami.

 Kręcono też filmy fabularne, w tym znakomity „Kanał” Andrzeja Wajdy, czy serial o Kolumbach według Romana Bratnego. Stawiano także pomniki upamiętniające Powstańców, jak chociażby Pomnik Małego Powstańca.

Obchody rocznicowe Powstania Warszawskiego organizowali głównie żyjący jeszcze uczestnicy Powstania przy wsparciu duchowieństwa, przeważnie na Powązkach i w kościołach. Władze PRL-u w zasadzie nie przeszkadzały , ale i nie były specjalnie zainteresowane w pielęgnowaniu pamięci o Powstaniu.

Sytuacja zmieniła się diametralnie po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1981 roku. Obchody rocznic wybuchu Powstania Warszawskiego miały już charakter niemal święta państwowego, a w publikacjach o Powstaniu można już było oficjalnie pisać o zdradzieckiej i przewrotnej polityce Sowietów wobec polskiego zrywu w Warszawie.

Historycy mogli swobodnie dyskutować i spierać się o celowości wybuchu Powstania Warszawskiego, ukazało się sporo filmów, chociaż nie zawsze wybitnych, wydawano różne publikacje, w tym i komiksy przeznaczone głównie dla młodzieży. Ukoronowaniem pielęgnacji pamięci o Powstaniu było stworzenie Muzeum Powstania Warszawskiego z inicjatywy Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego prezydenta Warszawy. Była to bardzo trafna decyzja, a Muzeum w sposób fantastyczny popularyzuje wiedzę o Powstaniu, nie tylko wśród Polaków. Ostatnio Muzeum gościło nawet brytyjską rodzinę królewską.

Jednak nonszalancko pojmowana demokracja i związana z tym swoboda w prezentowaniu poglądów, często bałamutnych i fałszywych , świadomie lub nie, rzuca niekiedy złe światło na problemy związane z Powstaniem Warszawskim. Złości mnie często fakt, kiedy dyletanci, znający historie na poziomie szkoły podstawowej, z całym szacunkiem dla uczniów podstawówek, opowiadają różne brednie, złorzeczą przywódcom, którzy ich zdaniem w sposób zbrodniczy(!) wywołali Powstanie, w rezultacie zgubne dla Warszawy i Polaków. Takie opinie wyrażane są często w czasie obchodów rocznicowych wybuchu Powstania, co w sposób ewidentny obraża i rani żyjących jeszcze bohaterów tamtych wydarzeń. Domorośli „znawcy” myślą często ahistorycznie nie rozumiejąc, że przywódcy Polski Walczącej i Armii Krajowej działali w dobrej wierze i nie mieli wtedy takiej wiedzy, którą mamy teraz, po latach. Powołują się przy tym na krytyczne opinie gen. Władysława Andersa o przywódcach AK, którzy wywołali powstanie w Warszawie w sierpniu 1944 roku. Rzeczywiście, gen Anders ostro skrytykował decyzje o rozpoczęciu Powstania, a osoby za to odpowiedzialne powinny jego zdaniem zostać osądzone i skazane. Jednak Anders szybko się z tego wycofał, o czym krytycy Powstania już nie wspominają. Żeby to jednak zrozumieć trzeba znać kontekst opinii Andersa. Otóż po odwołaniu pod presją rządu brytyjskiego z funkcji Naczelnego Wodza, gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego, naturalnym kandydatem na to stanowisko był gen. dyw. Władysław Anders. Jednak nieoczekiwanie władze Rzeczpospolitej na Uchodźctwie mianowały Naczelnym Wodzem dowódcę AK, gen. dyw. Tadeusza Komorowskiego—„Bora”, który po upadku Powstania Warszawskiego udawał się do obozu jenieckiego, w którym przebywał do klęski Niemiec.

W tym czasie gen. Anders miał „tylko” pełnić obowiązki Naczelnego Wodza, stąd chyba wzięła się jego frustracja, moim zdaniem trochę uzasadniona. Po oswobodzeniu z niewoli gen. Tadeusz Komorowski przejął stanowisko Naczelnego Wodza od gen. Andersa.

Gorzej, że wywołanie powstania w Warszawie krytykują niektórzy publicyści z wykształceniem historycznym, myślę że można ich nazwać historykami—celebrytami. Mam tu na myśli przede wszystkim redaktora Piotra Zychowicza, autora wydanej w 2013 roku książki „Obłęd’ 44”. Już sam tytuł sugeruje czym był dla Autora zryw Polaków, którzy przystąpili do walki ze znienawidzonym okupantem i jednocześnie z niepokojem oczekiwali ewentualnego wkroczenia do stolicy Sowietów. Wszystko wskazywało na to, że Armia Czerwona może lada chwila znaleźć się w Warszawie, dlatego stolicę Polski należy wyzwolić własnymi siłami i oczekiwać na Rosjan w roli gospodarzy. Tym bardziej, że ZSRR zerwał stosunki dyplomatyczne z legalnym polskim rządem emigracyjnym rok wcześniej.

Często zarzuca się dowództwu AK, że błędnie oceniło sytuacje militarną na wschód od Warszawy. Może to i prawda, ale należy pamiętać, że AK nie była wojskiem regularnym, była armią podziemną i nie dysponowała takimi środkami rozpoznawczymi jak „normalna” armia. Brytyjski historyk Norman Davies, życzliwy Polsce i Polakom powiedział kiedyś w programie telewizyjnym, że cyt.:”Na tamtejszą wiedze, jaką mieli dowódcy AK, powstanie miało sens”

Tymczasem bałamutna książka pana Piotra Zychowicza ma się dobrze, jest ogólnie dostępna, ostatnio widziałem, że jest sprzedawana w cenie promocyjnej (ze zniżką 50%). Czyta ją wielu ludzi, w tym niestety, bez przygotowania historycznego i dlatego dyskusja z nimi jest bezprzedmiotowa.

Zresztą Piotr Zychowicz głosi i inne fantastyczne teorie, na przykład takie, że Polska powinna zawrzeć przed wrześniem 1939 roku pakt z Hitlerem i razem z Niemcami dziarsko pomaszerować na wojnę z ZSRR. Ciekaw jestem, czy sam w to wierzy. Zychowicz nie jest w tym poglądzie specjalnie oryginalny, dużo wcześniej pisał o tym, niestety prof. Paweł Wieczorkiewicz. Na szczęście wielu liczących się historyków polskich odcina się od tych mrzonek.

Wspomnę jeszcze o innej książce, szkalującej AK i Powstanie Warszawskie. Paszkwil ten nosi tytuł „Armia Krajowa za i przeciw”, wydany w 2006 r, a autorem jest nijaki Juliusz Wilczur—Garztecki podającego się za oficera kontrwywiadu AK. Nie wiem czy rzeczywiście był oficerem AK, ale wiem na pewno, że był agentem UB. Być może, że ta książka nie warta byłaby wzmianki, ale warto wiedzieć jakie skrajne poglądy prezentują autorzy piszący o Powstaniu Warszawskim. Na szczęście większość historyków pisze prawdziwie i obiektywnie, w tym nawet historycy zagraniczni, na czele z Normanem Daviesem.

Mimo poświęcenia i bohaterstwa żołnierzy AK Powstanie nie powiodło się. We wrześniu 1944 r., pod presją Aliantów, zwłaszcza Brytyjczyków, Niemcy musieli przyznać żołnierzom AK status kombatantów, co miało duże znaczenie dla dalszych losów powstańców po zaprzestaniu działań bojowych w Warszawie. Po 63 dniach walk powędrowali oni do obozów jenieckich, a nie do obozów koncentracyjnych. Warto tu zaznaczyć, że dowódca AK nakazał wydać legitymacje akowskie członkom innych organizacji zbrojnych, tym i AL, ażeby Niemcy potraktowali ich także jako kombatantów. Być może to im uratowało życie. Natomiast ludność cywilna została wysiedlona z Warszawy. Wielu warszawiaków wywieziono na roboty do Rzeszy, a nawet do obozów koncentracyjnych. Niemcy w tym względzie nie dotrzymali podpisanych ustaleń.

Oceniają skutki Powstania przeważnie mówi się o stratach i niemal całkowitym zniszczeniu stolicy. Poległo 12-18 tys. żołnierzy AK, był to kwiat polskiej inteligenckiej i patriotycznej młodzieży. Zespół redakcyjny Wielkiej Ilustrowanej Encyklopedii Powstania Warszawskiego wykorzystując informacje z list PCK, z relacji środowisk kombatanckich i innych źródeł ustalił ok. 9 tys. nazwisk poległych żołnierzy AK. Zginęło też ok. 180 tys. ludności cywilnej, często w wyniku mordów.

Ale świat dowiedział się o heroizmie Polaków i przywiązaniu do niepodległego bytu.

Często jednak pomija się aspekt militarny Powstania i wkład AK w dzieło pokonania III Rzeszy. Warszawa była ważnym węzłem komunikacyjnym. Przez 2 miesiące Niemcy mieli zablokowane połączenia kolejowa i drogowe z frontem wschodnim, co miało negatywne skutki dla zaopatrzenia Wehrmachtu w materiały wojenne. Zaopatrzenie trzeba było dowozić drogą okrężną. Ponadto powstańcy wiązali znaczne siły niemieckie, przeliczeniowo ok.. trzech dywizji. Niemcy ponieśli też stosunkowo duże straty w walkach o Warszawę. Straty niemieckie trudno jest dokładnie oszacować. Bardzo pomocne w tym względzie są raporty dowódcy sił niemieckich w warszawie gen. SS von dem Bacha- Zelewskiego, który 5 października 1944 roku meldował Himmlerowi o 1570 poległych, w tym 73 oficerów i 7,5 tys. rannych. W 1947 roku, będąc już w niewoli alianckiej, Bach-Zelewski podał, że łączne straty po stronie niemieckiej wyniosły 10 tys. zabitych, 7 tys. zaginionych i 9 tys. rannych.. Co ciekawe, Encyklopedia Wojskowa wydana przez Bellone w 2007 r. podaje bezkrytycznie podobne liczby. Reasumując straty Niemców i żołnierzy kolaboranckich, wywodzących się głównie ze Wschodu (ZSRR) były bardzo duże.

Można spierać się czy Powstanie było potrzebne, czy nie, ale w tamtej konkretnej sytuacji polityczno-militarnej, gdy pod sowiecką kuratelą komuniści utworzyli „rząd” pod nazwą PKWN, zdobycie Warszawy przez AK i światowy rozgłos tego wydarzenia mogło wymusić na ZSRR uznanie legalności i suwerenności prawowitych organów władzy Rzeczpospolitej Polskiej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here