„Wśród nocnej ciszy…”

1

Święta Bożego Narodzenia należą do najpiękniejszych świąt kościelnych w Polsce. To czas serdecznej zadumy i wyznania wiary w narodzenie Chrystusa, czas narodowego porozumienia i patriotycznej refleksji nad dziejami Polski.

W tradycji polskiej to czas nie tylko święta religijnego, ale i patriotycznego, jednoczącego Polaków, wyrażającego ich miłość do swojej ojczyzny i ich gotowość do walki o jej niepodległość, wolność, niezawisłość i sprawiedliwość społeczną.

Tak było w tysiącletniej polskiej historii, i tak jest dzisiaj – mimo sporów i kłótni o jej współczesność i przyszłość. Wigilia – to jeden z najbardziej wzruszających i niepowtarzalnych, najbardziej uroczystych i najbardziej osobistych i rodzinnych, ale i najbardziej polskich, wieczorów w roku.

„Jeżeli tak uroczyście obchodzimy narodzenie Jezusa – nauczał święty Jan Paweł II – czynimy to dlatego, aby dać świadectwo, że każdy człowiek jest kimś jedynym i niepowtarzalnym”.

Półtora wieku wcześniej na humanistyczny, chrześcijański, oparty na tradycji wymiar Świąt Bożego Narodzenia, wskazywał Cyprian Kamil Norwid, pisząc:

„To przez tradycję wyróżniony jest majestat człowieka”.

Historia naszej Ojczyzny, tak tragiczna dla naszego narodu na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci, w tym historia Chełmszczyzny, nadała Świętom Bożego Narodzenia w Polsce i na obczyźnie szczególnie polskiego charakteru.

Hanna Szymanderska, autorka książki Polskie tradycje świąteczne (Świat Książki. Warszawa 2003) napisała:

„Sądzę, że święta Bożego Narodzenia, a szczególnie Wigilia, są znakomitą okazją do wzniosłych przemyśleń „skąd jesteśmy, dokąd idziemy”.

A my – Polacy – od X wieku, od początków państwa polskiego, wciąż idziemy do Polski. W tej naszej wędrówce od polskich gór do polskiego morza, od Podhala do Kaszub, od Śląska po Polesie podczas świąt Bożego Narodzenia śpiewamy pieśni wspólne dla wszystkich Polaków: kolędy, przenoszące nas do czasów narodzin Chrystusa.

Kolędy polskie Chrystusowy świat z odległych wieków i miejsc przeniosły w świat polskiej wsi, do wiejskich chat, do pasterzy i parobków odzianych w kożuchy i czapy, do ich rozmów o Dzieciątku i troski o okrywanie go przed zimnem i grudniowym mrozem.

Hanna Szymanderska:

Świecki pierwiastek w kolędzie sprawił, że przybrała ona charakter narodowy, wszyscy ją lubili, śpiewali i wykształcali w coraz doskonalsze formy. Polska kolęda stała się żywym pomnikiem dawnych wieków, spuścizną, która nas z przodkami łączy. Dzięki swej naiwności i prostocie, charakterystycznemu humorowi, jest wyrazem uczuć szlachetnych, delikatnych, subtelnych i dobrych.

Od wieków średnich kolędy polskie zawierały wiele charakterystycznych elementów duszy narodowej. Są w nich i dostojność, i skupienie duchowe, bujny temperament sarmacki, słowiańska zaduma i tęsknota, rzewność i czułość. Kolędy stały się jak gdyby odbiciem duszy prostaka i mędrca, dziecka i dorosłego człowieka; przemawiały zatem od wszystkich do wszystkich. Nigdzie chyba na świecie pieśń na Boże Narodzenie – pieśń kościelna i świecka zarazem – nie jest tak ogólnie przyjętą, tak ukochaną pieśnią, jak w Polsce”. (Hanna Szymanderska, Wigilia. Świat Książki Warszawa 2006, s. 69).

Polskie kolędy tworzone były w różnych okresach naszych narodowych dziejów. Ich nazwa pochodzi od starorzymskiego wyrazu calendae, którym to wyrazem w Rzymie nazywano pierwszy dzień każdego miesiąca. Nowy Rok w wiekach średnich zaczynał się 25 grudnia, dlatego dzień ten uznano za początek świąt Bożego Narodzenia.

Kolędy dotarły do Polski – prawdopodobnie – z Włoch (ojczyzny kolęd) w XIV wieku. Pierwszą polską kolędą była, znana z rękopisu z 1424 roku, kolęda zaczynająca się od słów Zdrów bądź, krolu anjelski. Jej autorem, jak głosi tradycja, był święty Franciszek z Asyżu.

Pierwszymi kolędami polskimi były kolędy braci czeskich, zaczerpnięte z ich śpiewników, z których na początku XV wieku trzydzieści jeden przełożono na język polski.

Hanna Szymanderska:

Złotym okres polskiej kolędy był wiek XVII i początek wieku XVIII, kiedy to polska twórczość kolędnicza wzniosła się na najwyższe szczyty, a kolęda o rodowodzie czeskim uległa całkowitemu spolonizowaniu przez wprowadzenie rodzimych melodii, scen pasterskich i lokalnego kolorytu.

W tym czasie powstały najwspanialsze, o wielkiej wartości literackiej, kolędy pisane przez najwybitniejszych polskich pisarzy, a także mnóstwo naiwnych, ale jakże pięknych w swej prostocie, przepojonych szczerością, tchnących duchem najstarszej polszczyzny”. (Hanna Szymanderska, Wigilia, op. cit., s. 73, 74).

W tym okresie kolędy polskie pisali, np. Mikołaj Sęp-Szarzyński (1550-1581), Jan Andrzej Morsztyn (1621-1693), Wespazjan Kochowski (1633-1700). Tworzono je na melodie popularnych tańców ludowych, na przykład Dzisiaj w Betlejem na melodię mazura, Bóg się rodzi na melodię poloneza, Hej bracia, czy wy śpicie na melodię krakowiaka. Wykorzystywano też melodie tańców góralskich, zbójnickich, gonionych, oberków, hajduków, menuetów, gawotów.

Popularną do dzisiaj kolędę W żłobie leży, do melodii poloneza koronacyjnego króla Władysława IV, napisał ks. Piotr Skarga (1536-1612).

W okresie oświecenia Franciszek Karpiński (1741-1821) napisał Pieśń o narodzeniu Pańskim, śpiewaną jako kolęda pt. Bóg się rodzi, rozpoczynająca się od słów: Bóg się rodzi, moc truchleje, w której prosił Chrystusa o błogosławieństwo dla Rzeczypospolitej Obojga Narodów:

Podnieś rękę, Boże Dzieci,

Błogosław Ojczyznę miłą,

W dobrych radach, w dobrym bycie

Wspieraj jej siłę – swą siłą,

Dom nasz i majętność całą,

I Twoje wioski z miastami.

A słowo Ciałem się stało

I mieszkało między nami.

Rozbiory Polski, powstania narodowo-niepodległościowe, carskie ukazy i zesłania syberyjskie, tragedie Polaków na nieludzkiej ziemi, pruskie rugi i kazamaty, niemieckie katorżnie, hitlerowskie obozy koncentracyjne, sowieckie łagry i gułagi, wojny i okupacje, walka o odzyskanie suwerenności i niepodległości Polski po II wojnie światowej, UB-eckie i NKWD-owskie prześladowania, masowe emigracje rodaków – polityczne i zarobkowe – powodowały, że wszędzie – i zawsze – właśnie w noc wigilijną, w czas Bożego Narodzenia, „wśród nocnej ciszy…”, Polacy łamali się opłatkiem, wspólnie śpiewali kolędy, ulegali masowym wzruszeniom, jednoczyli się ze sobą, okazując sobie wzajemną miłość, bliskość i zrozumienie. A potem znowu – odwieczne kłótnie, waśnie narodowe i – jak pisał Adam Mickiewicz – „długie Polaków rozmowy”.

W literaturze polskiej, szczególnie po rozbiorach Polski, odnajdziemy wiele utworów z motywami Bożego Narodzenia. Jednym z najbardziej wyrazistych jest wątek narodzin Syna Bożego oraz walki narodowo-wyzwoleńczej Polaków, zespalający tę walkę – i wiarę w jej zwycięstwo – z wiarą w Boga i nadzieją na rychłe odzyskanie niepodległości przez Polskę i wyzwolenie się spod komunistycznego jarzma.

Boże Narodzenie – w najtragiczniejszych okresach naszych narodowych dziejów – było zawsze w świadomości Polaków symbolem narodzenia się nowej, wymarzonej przez nich Polski, tak jak Święta Wielkanocne były zawsze symbolem jej zmartwychwstania.

Śpiewając kolędy, na przykład w czasie powstań narodowych, do „starych” kolęd dodawano słowa o treściach patriotycznych. Tak było na przykład w czasie powstania styczniowego, gdy powszechnie śpiewaną pieśnią była pieśń Gustawa Ehrenberga:

Bóg się rodzi, moc truchleje.

Hymn żalu wznoszą narody,

Piosnkę zemsty lud już pieje

Piosnkę zemsty i swobody.

Ach ta Maria w bólach rodzi

Bóg się rodzi, moc truchleje…

We krwi ludu tyran brodzi.

Opiekuńcze widzisz duchy?

Już piękniejsze słońce wschodzi,

Wnet opadną z nóg łańcuchy…

Każdy dzień porozbiorowej niewoli był dniem modlitwy, walki, nadziei i wiary w odzyskanie niepodległości przez Polskę i jej powrotu do chrześcijańskich wartości i korzeni. Pisali o tym najwybitniejsi pisarze polscy. Na przykład:

Maria Konopnicka (1842-1910) w modlitwie pt. Za współbraci błagała Jezusa:

O Chryste, któryś żyjąc na tej ziemi,

Łzy nasze widział i naszą niedolę,

Oto za ludźmi, za braćmi swoimi,

Głos dziś do Ciebie podnosi pacholę!

(…).

Za tych, co łakną i chleba, i słońca,

Za tych, co idą w pielgrzymkę tułaczą,

Za tych, co krzywdy nie widzą swej końca,

Za uciśnionych, co milczą i płaczą.

 

Za biedne dziatki spod niskiej strzechy,

Za tych, co w pocie dźwigają swe brzemię,

Za opuszczonych, pragnących pociechy,

Błagam Cię, Panie, za całą tę ziemię!

Stanisław Wyspiański (1869-1907) w wierszu pt. O Boże, pokutę przebyłem… prosił Boga, aby go

od męki, od męki krzyża zachował.

 

Byś zwiódł z wędrówki długiej

mój naród do Wszechmocy!

Byś dał, co mają inni,

GDY PRZYJDZIESZ JAKO DZIECIĘ TEJ NOCY.

 

Bożego narodzenia

ta noc jest dla nas święta.

Niech idą w zapomnienia

niewoli gnuśne pęta.

Daj nam poczucie siły

i Polskę daj nam żywą,

by słowa się spełniły

nad ziemią tą szczęśliwą.

Władysław Stanisław Reymont (1867-1925) w książce pt. Z Ziemi Chełmskiej. Pielgrzymka do Jasnej Góry (Londyn 1955) o chełmskich unitach, walczących z carską przemocą o zachowanie swej wiary i polskości, pisał:

Modlili się po domach, skrycie, albo po lasach, gdzie zbierano się na uroczyste nabożeństwa (…). Narzuconej im religii nie chcieli, a do kościoła nie było wolno …”

Wątek Bożego Narodzenia i walki narodowo-wyzwoleńczej występuje również w utworach pisarzy chełmskich.

Zbigniew Waldemar Okoń w powieści pt. Kawaleria Dziadka Tudreja (1997) przytacza kolędę, którą tytułowy bohater tego utworu, żołnierz legionów Piłsudskiego, Dziadek Tudrej, śpiewa grupie chłopców, których wychowuje na kawalerzystów i którym opowiada dzieje polskich powstań narodowych. Jest to kolęda Wśród nocnej ciszy, „przerobiona” przez nieznanego autora, z którą 22 stycznia 1863 roku oddział Kazimierza Bogdanowicza, bohatera powstania styczniowego na Ziemi Chełmskiej, na Moskali wyruszał. Odczytujemy w niej zapis przeżyć powstańców styczniowych oraz poprzez Święta Bożego Narodzenia ich zjednoczenie z Bogiem i Ojczyzną, ukazujące sens ich walki o niepodległość Polski, wiarę w wartości nieobce również narodowi rosyjskiemu, uciskanemu przez carat. Zmieniające się atrybuty tej walki: nocna cisza, rozchodzący się głos wzywający Polaków do walki, szabla, kij, las, Moskale z „rukami w góre wytiachanymi”, wołanie żołnierzy rosyjskich: „Nie strelaj bratie”, „Zbawca z dawna żądany”, wyrażają głębię powstańczego patriotyzmu i wiarę w zwycięstwo.

Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi.

Wstańcie Polacy Moskal nadchodzi.

Czem prędzej się wybierajcie ,

Na Moskala pospieszajcie

Z szablą i kijem.

Poszli, znaleźli Moskala w lesie,

Moskal ze strachu portkami trzęsie

Ruszki, szaszki porzucali,

Ruki w góre wytiachali:

Nie strelaj bratie.

Kolędę tę Tudrej kończył przywołując J. Piłsudskiego – Zbawcę Ojczyzny w 1918 roku.

Ach witaj Zbawco z dawna żądany,

Sto dwadzieścia trzy lata wyglądany.

Na ciebie wszyscy Polacy

Czekali, a tyś tej nocy

Polskę nam zbawił.

Z okresu swego dzieciństwa pamiętam inną kolędę, którą mój dziadek, Jan Szczepański, wnuk powstańca styczniowego z „partii” Kazimierza Bogdanowicza, siłą wcielony do armii carskiej w 1905 r., legionista Piłsudskiego, śpiewał, zawsze płacząc, podczas Świąt Bożego Narodzenia. Wyrażała ona radość z klęski Rosji w wojnie rosyjsko-japońskiej w 1905 r. i wiarę w „powstanie naszej Polski”.

Oni tam pod Mukden,

tam się obaj zwarli!

Moskal dostał kije,

kilka dni się żarli!

Hej! Kolęda! Kolęda!

Moskal dostał kije,

tak, że ledwo żyje!

Hej! Kolęda! Kolęda!

Moskal dostał lanie,

Polska znów powstanie!

I z pomocą Boską,

będzie naszą Polską!

Hej! Kolęda! Kolęda!

(Mukden – jedna z decydujących bitew w wojnie rosyjsko-japońskiej, przegrana przez Rosję).

Władysław Surowiecki (1917-2003), żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych, pisarz, aresztowany za działalność konspiracyjną w 1945 r., w Opowieściach znad Zbrucza, w opowiadaniu Arłampol, pisał:

„Nadszedł grudzień, zbliżało się Boże Narodzenie, a z nim wiara w lepsze jutro. (…). Władze obozowe złagodziły regulamin. Zezwoliły na urządzenie skromnej wigilijnej wieczerzy. Było to duże odstępstwo od dotychczasowego rygoru obozowego życia. Zapanowała krzątanina przy ustawianiu stołów, ław, zamiatanie, porządkowanie apelowego placu. Przyozdobiono izby świerczyną. Zapachniało igliwiem. Przy ustrojonych zielenią stołach zasiedli więźniowie. Wszyscy bez wyjątku, nawet kadra, życzyli sobie szczęśliwego jutra. Zwyczajowo zostawiono wolne miejsce przy stole. Jak na urągowisko. Kolędy i świeczki na jedlinie przypominały daleki dom. Jakimś cudem znalazł się skrawek białego, świątecznego opłatka. Takiego domowego, rodzinnego. Był i śledź postny i słów kilka wypowiedział komendant obozu. Łzy popłynęły z oczu.

A za lasem w skromnej cerkiewnej kopule odezwały się dzwony melodią wyjętą spod serc. I wydawało się nam, że w kościele wraz z pobożnym ludem bieszczadzkim modlimy się do Boga, że u stopni ołtarza klęczymy z naszymi najbliższymi i śpiewamy niebiańskie kolędy”.

Prof. Eugeniusz Wilkowski, działacz opozycji w okresie PRL, założyciel NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych, senator I i II kadencji, w opracowaniu pt. Solidarność na ziemi chełmskiej w latach 1980-1989 opublikował wspomnienia Barbary Szubert, współtwórczyni ruchu solidarnościowego, wiceprzewodniczącej Zarządu Regionu Chełmskiego NSZZ „Solidarność”, internowanej w grudniu 1981 r., która tak wspominała więzienną wigilię w Olszynce Grochowskiej w 1981 roku.

Barbara Szubert:

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Wigilię w więzieniu spędzałyśmy we trzy w olbrzymiej dwunastoosobowej celi – brudnej, nieprzytulnej, zimnej. Żadna z nas słowem nie wspomniała, że to Wigilia – udawałyśmy same przed sobą, że Wigilii nie ma. Ale im bliżej wieczora, byłyśmy bardziej smutne. W końcu Baśka wyciągnęła spod poduszki schowane białe prześcieradło, nakryła stół i cieniutko pokroiła 5 małych cebul, które miała w kieszeni podczas aresztowania. Za opłatek posłużył nam więzienny chleb. Jednak zaglądnęły do nas więźniarki, wręczając gałązkę świerku i torebkę różnych smakołyków. Zebranych po innych celach. Okazało się, że inne internowane miały już kontakt z rodzinami – tylko o nas, z dalekiego Chełma, nikt nic nie wiedział. Późnym wieczorem dołączyła do nas znana dziennikarka Wanda Falkowska, cała w czerni – i od niej dowiedziałyśmy się, że cała Warszawa chodzi tak ubrana na znak żałoby. Przyjęłyśmy ją, czym chata bogata. Wkrótce rozmowy ucichły, bo nadeszła cisza nocna (…). Następnego dnia doszły nowe internowane i nasza cela wypełniła się po brzegi. Już znałyśmy tekst kolędy Maćka Zembatego, przesłanej grypsem od mężczyzn z Białołęki i śpiewałyśmy na całe gardło:

Bóg się rodzi, a rodacy po więzieniach rozrzuceni,

Bo zachciało im się Polski sprawiedliwej na tej ziemi.

Żony, matki, siostry, bracia

Sami przy świątecznym stole –

Tylko diabeł mógł zgotować

Swoim bliskim taką dolę…”. (Eugeniusz Wilkowski, Solidarność na ziemi chełmskiej w latach 1980-1989. Chełm 2005, s. 176, 178).

Władysław Kuchta (1911-1993), pisarz, w dziennikach z lat 1973-1982 opisał, jakże inną wigilię 24 grudnia 1981 r. od tej, którą w tym samym dniu przeżywała Barbara Szubert.

„24 grudnia 1981 r. (czwartek, Wigilia). Jestem z dala od domu, lecz wśród bliskich memu sercu. Wszyscy radują się, że przybyłem, a wnuki po prostu żyć mi nie dają, cisną się, całują. Z rana poszedłem do MO i Urzędu Miejskiego, by się zameldować na parodniowy pobyt, lecz powiedziano mi, że mój wiek nie wymaga tego rygoru. (…). Synowa przygotowała stół świąteczny z potrawami, na środku umieściła kilka gałązek sosnowych z dwoma palącymi się świeczkami. Kiedy synowa zapalała drugą świeczkę, ta zgasła. Powiedziałem wówczas, że to niedobra wróżba, na przyszłą kolędę kogoś z nas zabraknie przy stole. Synowa nie zgodziła się z moim zdaniem. No cóż, ja jednak wierzę, że to niedobry znak.

Syn nastawił adapter z kolędą „Bóg się rodzi, moc truchleje”, pomodliliśmy się wspólnie, połamaliśmy się opłatkiem, życząc sobie spokoju i Bożej opieki oraz zdrowia, dużo zdrowia. Wzruszająca to chwila, do łez. Potem spożywaliśmy potrawy wigilijne: kluski z makiem, grzybki, pierożki z kapustą, racuszki na oleju. Bardzo miła była ta nasza wieczerza wigilijna w domu syna w Pionkach. A tam w domu moim, daleko stąd, moja żona z moja matką same obchodzą święta. (…). Na godz. 24 tą poszedłem do kościoła na pasterkę. Ludzi pełny kościół, z wielkim uczuciem śpiewano kolędę „Podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław ojczyźnie miłej”.

(Władysław Kuchta, Twardą chłopską ręką. Tom IV, Lublin 2001, s. 272).

Polskie kolędy, śpiewane w okresie Bożego Narodzenia, należą do najpiękniejszych na świecie: żadne inne nie wyrażają tak autentycznie duszy i serca swego narodu, jak kolędy polskie. Mają w sobie potęgę i czar, których nie posiadają kolędy innych narodów świata. Są ukochanymi pieśniami Polaków, są modlitwą, wyznaniem wiary w narodzenie Pana Jezusa i jego Matkę, wiary w Boga, wiary w Polskę.

Są nie tylko pieśniami kościelnymi, szczerymi, prostymi, tchnącymi polskością, tworzonymi na melodię popularnych polskich tańców ludowych, są pieśniami patriotycznymi, powstałymi w okresach historycznych, przełomowych dla narodu polskiego, dla Polski.

Kolęda zwycięża zło w duszy Mickiewiczowskiego Konrada z III części Dziadów, kładzie kres udrękom Konrada z Wyzwolenia S. Wyspiańskiego, uciszając szalejące burze.

W 1915 roku, w czasie pierwszej wojny światowej, na froncie francusko-niemieckim, gdy w okopach francuskich Polacy, ochotnicy służący w armii francuskiej, zaśpiewali po polsku polską kolędę, natychmiast w okopach niemieckich tę sama kolędę, po polsku, zaczęli śpiewać Polacy zmuszeni do służenie w armii niemieckiej. Tej nocy „w dwóch wrogich sobie szańcach” Polacy nie strzelali do siebie, nie walczyli ze sobą.

Kolęda Maćka Zembatego, śpiewana przez internowanych w grudniu 1981 r. działaczy „Solidarności”, którym zachciało się Polski sprawiedliwej, dodaje im sił i wiary w ostateczne zwycięstwo nad tymi, którzy, jak diabeł mogli zgotować swoim bliskim taką dolę”.

Boże Narodzenie w Polsce, tak silnie związane z historią narodu polskiego, z ludowymi zwyczajami i obrzędami wszystkich regionów Polski, przepojone duchem polskości i wiarą w Boga, ukazuje głębokie zjednoczenia człowieka z Bogiem, z losami Polski, z losami naszej małej i dużej Ojczyzny, konstytuuje naszą tożsamość narodową.

Piękno i patriotyzm polskich kolęd śpiewanych przy wigilijnym, świątecznym stole, powtarzalność zwyczajów i tradycji ludowych przed i podczas świąt Bożego Narodzenia, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, głębia Bożo Narodzinowych przeżyć, jest odwiecznym, ożywczym źródłem naszego narodowego dziedzictwa kulturowego.

Boże Narodzenie to rozdział naszego życia – wciąż otwarty, powtarzający się, odczytywany głębią naszych przeżyć i wzruszeń – wywołujący w nas refleksje nad zachowaniami w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Poprzedni artykułŻyczenia od Redakcji „PD”
Następny artykułPogarda
Zbigniew Waldemar Okoń - pisarz, animator kultury, regionalista. Ukończył filologię polską na UMCS w Lublinie (1968) oraz 3-letnie studia podyplomowe na Uniwersytecie Warszawskim (1991). Dyrektor Zasadniczej Szkoły Zawodowej (1969-1974), wizytator Kuratorium Oświaty i Wychowania (1975), dyrektor Wojewódzkiego Domu Kultury w Chełmie (1975-1987), wicedyrektor d/s naukowych i konserwatorskich Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie (1987-1991), nauczyciel dyplomowany szkół chełmskich (1982-1989, 1991-2002). Od 2003 roku na emeryturze. Redaktor naczelny studenckiego, ogólnopolskiego, naukowego pisma „Językoznawca” (1965-1968), współzałożyciel i wiceprzewodniczący Studenckiej Grupy Literackiej „Kontrapunkty” w Lublinie (1965-1968). Współredaktor „Ziemi Chełmskiej” oraz wydawnictw poświęconych chełmskiemu szkolnictwu (1968-2005). Członek Grupy Literackiej „Pryzmaty” w Chełmie (1969-1990, przewodniczący 1983-1990), Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Chełmskiej (sekretarz Zarządu 1975-1987). Lubelskiego Oddziału Związku Literatów Polskich (1984-, wiceprezes Oddziału 2006-2010, przewodniczący Komisji Rewizyjnej Oddziału 2010-,). Debiutował w „Ziemi Chełmskiej” (1962). Autor 7 tomów poetyckich, 1 powieści, 11 monografii twórców i regionalistów chełmskich.

1 KOMENTARZ

  1. Bardzo piękny esej o kolędach, tchnący patriotyzmem, przypominający nieobecność Polski na mapie Europy przez 123 lata. Autor dobrał wzruszające teksty kolęd, ich warianty w różnych epokach, dpasowując je do konkretnych okresów zmagań przeciw zaborcom.

    Kolędy przez swój kontekst historyczny, metaficzny aspekt tekstów oraz silną dawkę nadziei dodawały optymizmu Polakom pozbawionych ojczyzny. Autor eseju obiektywnie przedstawił tezę: kolędy były artystycznym orężem walki o odzyskanie suwerenności. Teksty cytowane przez pana Okonia bardzo dobrze ilustrują jego przemyślenia.
    Lektura jego wykładu wiele uczy – a o to chodzi w nowoczesnym dziennikarstwie o wysokiej randze intelektulanej. Dziękuję bardzo.

Skomentuj Wiesław Piechocki Anuluj odpowiedź

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj