Władza, podległość, partnerstwo

0
Autor: Maria-Wollenberg-Kluza

Władza, jakakolwiek by nie była – choćby nad jednym człowiekiem – to trudne wyzwanie. Stawia nas w sytuacjach, z którymi niełatwo jest sobie poradzić. Jednym z największych problemów związanych z władzą jest zmiana naszego odczuwania samego siebie, jaka często występuje po objęciu jakiejś funkcji kierowniczej. Mamy często w takiej sytuacji tendencję do stawiania się wyżej niż inni. Przyjęło się uważać, że – w istocie – ktoś, kto ma władzę stoi wyżej niż inni. Struktury społeczne są hierarchiczne, więc wydawać by się mogło, że takie widzenie sprawy jest w pełni uzasadnione. Jednak spróbujmy spojrzeć na tę kwestię nieco inaczej…

Zajmowanie jakiejkolwiek pozycji w strukturze społecznej nie ma – na najgłębszym poziomie – znaczenia w sensie „wyżej-niżej”. To po prostu sytuacja, w jakiej się znajdujemy. Możemy w jednej chwili stracić owa pozycję, choćby z powodu nagłej choroby i utraty pełnej władzy nad samym sobą. Zresztą nawet powyższe sformułowanie jest nieprawdziwe, bo któż z nas w pełni panuje nad samym sobą? Nie jesteśmy w stanie panować nad sobą, począwszy od fizjologii, a skończywszy na pojawiających się nieraz w życiu chyba każdego człowieka, często niezrozumiałych dla nas samych reakcjach, mających swoje źródło w podświadomości…

Posiadanie władzy, choćby niewielkiej, oczywiście zmienia naszą sytuację na planie ludzkim, stawia pewne zadania, skłania do pewnych zachowań. Daje możliwość przeżycia pewnych doświadczeń, zrozumienia pewnych mechanizmów psychicznych w samym sobie i w innych ludziach. Pozwala zajrzeć za kulisy pewnych struktur, mechanizmów społecznych itd. Władza kojarzy się z większymi możliwościami, poczuciem sprawczości, siły… W praktyce może być z tym różnie, może się okazać, że w efekcie uzyskania jakiejś władzy część naszej samodzielności i „panowania” nad własnym życiem znika, gdyż sprawując władzę jesteśmy zmuszeni do pewnych działań, których nie podjęlibyśmy w innej sytuacji. Możemy być także zmuszeni do wyrzeczenia się pewnych wartości, dotąd dla nas istotnych.

Jak uniknąć negatywnych reperkusji sprawowania władzy? Najważniejsze wydaje mi się zbudowanie właściwej postawy wobec własnej sytuacji, zachowanie lub wytworzenie dystansu wobec samego siebie.

Wielu myślicieli wysuwało opinię, że władza jest w istocie służbą. Chodziło im zapewne o szlachetne pojmowanie władzy jako możności przysłużenia się innym, zmiany ich położenia na lepsze. Czy jestem w stanie, posiadając władzę, traktować ją w ten sposób?

Moim zdaniem dobrze byłoby uznać, że władza jest tylko elementem teatru życia, w którym dzieją się różne rzeczy, a na większość z nich nie mamy wpływu. Warto też chyba pamiętać, że nasza pozycja może ulec w każdej chwili zmianie. Jak dobrze wiemy, władzę można łatwo stracić… Także władzę nad samym sobą, o czym przekonują nas statystyki medyczne. Warto o tym pamiętać, kiedy zaczynamy rządzić kimkolwiek lub czymkolwiek.

Można określić sprawowanie władzy jako specyficzny rodzaj realizacji samego siebie. Inny rodzaj samorealizacji to sytuacja partnerstwa, jeszcze inny to podległość itd. Ważne jest, aby sprawowanie władzy nie skłoniło nas do zachowań niegodnych, do traktowania innych ludzi w sposób niewłaściwy, do wykorzystywania naszej pozycji do celów egoistycznych itp. Innymi słowy, aby znajdowanie się w tej specyficznej sytuacji duchowej i ludzkiej nie skłoniło nas do działań czy zachowań na niskim poziomie duchowym czy moralnym. Aby miraż znajdowania się wyżej niż inni nie przeniósł nas niżej od nich…

Powyższe uwagi odnoszą się do każdej formy władzy, także w rodzinie. Choć nie ma już w społeczeństwach zachodnich formalnej władzy mężczyzny – ojca czy męża (jak to miało miejsce w wielu krajach jeszcze sto lat temu), to można się spotkać z sytuacjami, gdy taka władza się przejawia, a przynajmniej jest zauważalne (zbudowane na wielowiekowej tradycji) aspirowanie do niej. Oczywiście istnieją także rodziny, gdzie mocno ster dzierży w swoich rękach kobieta…

Wszystko jest ok, jeśli kierujemy innymi za ich zgodą bądź w ramach pewnej struktury społecznej; chodzi tylko o to, aby tę specyficzną sytuację, kiedy posiadamy jakąś władzę, właściwie wykorzystać. Czyli nie dla własnych doraźnych korzyści, budowania wizerunku, wynoszenia się nad innych itp.

Nasze życie pełne jest krótkotrwałych sytuacji, kiedy posiadamy nad kimś w jakimś stopniu władzę czy przewagę. Kiedy ktoś jest od nas w jakiś sposób zależny, kiedy ktoś od nas czegoś potrzebuje itp. Warto patrzeć na te sytuacje w sposób zdystansowany, nie dając się omamić ułudzie naszej potęgi. Utrzymując w umyśle trzeźwe spojrzenie na nas samych i na mniej lub bardziej iluzoryczną władzę, która na dłużej lub krócej została nam dana…

Podległość

Odwrotnością opisanej wcześniej pozycji jest podległość czy choćby chwilowe uzależnienie, sytuacje gdy potrzebujemy czegoś od kogoś itp. Jest to inna okazja do stawienia czoła naszym ograniczeniom, traumom z przeszłości czy kompleksom.

Jak np. zachować się w sytuacji, gdy czegoś bardzo potrzebujemy? Jak starać się o coś, nie tracąc godności, nie przeżywając stresu, lęku itp.? Jak reagować na zachowania ludzi, którzy naszą słabość wykorzystują? Jak traktować własne emocje, gdy czujemy się upokorzeni, uzależnieni, źle traktowani? Gdy odczuwamy, że jesteśmy widziani jako osoby stojące niżej w hierarchii? Gdy czujemy głęboko potrzebę szacunku, a ten szacunek nie jest nam okazywany?

Może być odpowiedzią na te pytania buddyjska postawa, którą proponuje mój przyjaciel i nauczyciel medytacji Joseph Sachs: po pierwsze zaakceptuj swoje uczucia, a po drugie zdystansuj od nich, oddziel się od nich. Nie jesteś nimi. One są w tobie, ale ty nimi nie jesteś. Jesteś tym, który je przeżywa, kimś kto nie jest z nimi tożsamy.

Życie wielu ludzi odbywa się w niemal ciągłej huśtawce między poczuciem siły, a poczuciem słabości. Społeczeństwa zachodnie (a chyba szczególnie społeczeństwo amerykańskie) podkreślają kwestie władzy i podległości, siły i słabości itp. Wykorzystujemy różne sposoby, aby czuć się „wyżej”, aby czuć własną moc, niezależność, itp. Szukamy owej mocy w pieniądzach, w pozycji społecznej, sukcesach itp. Zaspokajamy potrzebę siły w różny sposób, czasem także manipulując innymi czy wręcz poniżając ich.

Istnieje teoria psychologiczna, która mówi, że wszyscy mamy utajony kompleks niższości. Bierze się on wg tej teorii z dzieciństwa, kiedy boleśnie odczuwaliśmy naszą słabość i zależność. Ów ból zapisał się w nas i pozostaje cały czas w podświadomości, wpływając na nasze samopoczucie. Stąd jednym z najgłębszych mechanizmów, które kierują naszymi myślami i działaniami jest potrzeba uwolnienia się od owego zakorzenionego w pamięci poczucia słabości i uzależnienia.

Mam wrażenie, że owa teoria może być bliska prawdy. Zwłaszcza, kiedy widzę jak mocno we mnie i w innych ludziach zaznaczają się postawy i zachowania, które mogłyby być potwierdzeniem owej teorii. Akceptujmy je, ale nie dajmy im rządzić nami. Nie bądźmy niewolnikami naszych umysłów…

Partnerstwo

Najtrudniejsza i najbardziej pożądana relacja międzyludzka… Jak ją zbudować? Odpowiedź wymagałaby całej księgi, a raczej tysiąca grubych woluminów, zapisanych przez najtęższe umysły…

Oto kilka uwag i pobożnych życzeń związanych z tym tematem:

Nie traktujmy innych jako narzędzi do osiągnięcia naszych celów. Jest to bardzo trudne, ale warto do tego dążyć. Jednym ze sposobów, aby uwolnić się od takiego podejścia do innych ludzi jest uświadomienie sobie naszych postaw. Np. w momencie przeżywania potrzeb seksualnych nasza potrzeba zaspokojenia ich może nas popychać do traktowania drugiego człowieka jako narzędzia do rozładowania napięcia.

Spróbujmy się temu nie poddać. Zaakceptujmy nasze uczucia, bądźmy z nimi, ale nie dajmy im władzy nad nami i naszymi zachowaniami. Próbujmy nie manipulować innymi ludźmi, nie okłamywać ich słowami i zachowaniami, nie róbmy tego, co dyktuje nam wyłącznie chęć zaspokojenia naszych potrzeb.

Szanujmy nasze potrzeby, nie wyrzekajmy się ich, nie traktujmy ich jako czegoś negatywnego. Ale nie bądźmy na ich usługach. Pamiętajmy, że inni ludzie mają pewne ograniczenia – tak jak my. Mają swoje doświadczenia życiowe, problemy, urazy itp. – tak jak my. Szanujmy ich tak, jak chcielibyśmy być szanowani. Wybaczmy im ich potknięcia (które może tylko my odbieramy jako błędy, a one w istocie nimi nie są), tak jak chcemy, aby nam wybaczano. Spróbujmy ich zrozumieć i zaakceptować, a przynajmniej życzliwie tolerować, tak jak chcielibyśmy być rozumiani i akceptowani, a przynajmniej życzliwie tolerowani…

Oni nigdy nie będą tacy, jacy chcielibyśmy, aby byli. Bo i my nigdy może nie będziemy tacy, jacy chcielibyśmy być. A mądrość i dojrzałość polegają m.in. na tym, że akceptuje się rzeczywistość…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here