Władysław Stanisław Reymont do Chełma, na Ziemię Chełmską i Podlasie, przyjechał w 1909 roku jako korespondent „Tygodnika Ilustrowanego” „w celu zbadania nastrojów ludu miejscowego” („Tygodnik Ilustrowany”, 1909, nr 27/291) i zwrócenia uwagi opinii publicznej Europy na tragedię unitów w związku z ich prześladowaniem przez rząd carski, który dekretem (ukazem) z 1875 r. nakazał unitom przyjęcie prawosławia.
Jerzy Starnawski:
„Prześladowanie unitów w Ziemi Chełmskiej i Polaskiej w dobie od powstania styczniowego, konkretnie od roku 1866, do odzyskania przez Polskę niepodległości, jest jedną z największych zbrodni caratu dokonanej na naszym narodzie”. (Jerzy Starnawski, Władysław Stanisław Reymont wśród piewców męczeństwa Ziemi Chełmskiej. Acta Universitatis Lodziensis. Folia Litteraria Polonica 5, 101-113 2002, s.101).
Ludność Chełmszczyzny wrogo ustosunkowała się do decyzji cara z 1875 roku, nie podporządkowując się cerkwi prawosławnej. „Polskość chełmska była tarczą, która przyjmowała ciosy skierowane w cały naród”. („Ziemia Lubelska”, rok 1917, nr 107, s. 2-3).
Mirosław Wierzchowski:
„Realizowana przez wojsko, żandarmerię i policję w sposób niesłychanie brutalny i krwawy, likwidacja unii doprowadziła do zaognienia stosunków. Stosowanie wobec opornych chłosty, strzelanie do bezbronnej ludności, uporczywie trwającej przy wierze swych przodków, nie skutkowało. (A. Koni, Iz zapisok i wospominanij sudiebnogo diejatielia, „Husskaja Stalina” 1909, nr 2 – przyp. Mirosław Wierzchowski). Spora jej część uchylała się od wykonywania obrzędów narzuconej siłą wiary prawosławnej, kultywowała dawne wyznanie potajemnie, pod osłoną lasów, lub przekradając się do Galicji.
Według danych Synodu pod koniec XIX wieku na terenach Chełmszczyzny i Podlasia znajdowało się ok. 85 tys. tzw. „opornych“ i 50 tys. niechrzczonych dzieci”. (Położenije prawosławija na okrainach, „Prawitielstwiennyj Wiestnik” 1900, nr 10 – przyp. Mirosław Wierzchowski, Sprawa Chełmszczyzny w rosyjskiej Dumie Państwowej. Przegląd Historyczny 57/1, 97-125 1966, [w:] bazhum.muzhp.pl› Przeglad_Historyczny-r1966-t57-n1-s97-125).
Na terenie Chełma i historycznej Chełmszczyzny (południowo-wschodniej części Królestwa Polskiego, złożonej z 11 powiatów guberni lubelskiej i siedleckie: ok. 0,9 mln mieszkańców, w tym 31% prawosławnych) wydarzenia drugiej połowy XIX i początków XX wieku miały szczególnie dramatyczny przebieg. Konsekwencje rozbiorów Polski, zrywów powstańczych Polaków, w tym upadku powstania styczniowego na Chełmszczyźnie, były tragiczniejsze niż w innych miastach i ziemiach zaboru rosyjskiego.
W 1864 roku pojawiły się w Rosji pierwsze plany odłączenie Chełmszczyzny od Królestwa Polskiego (Kraju Przywiślańskiego), utworzenia guberni chełmskiej i przyłączenia jej do Rosji jako ziemi „rdzennie ruskiej”.
Inicjatorem projektu wyodrębnienia Chełmszczyzny z terytorium Królestwa Polskiego był kniaź Włodzimierz Czerkasskij:
„Utworzenie guberni chełmskiej ma bardzo doniosłe znaczenie i odegrałoby decydującą rolę w odrodzeniu na poły zdławionej w tym kraju narodowości rosyjskiej, co jest trudne do urzeczywistnienia, jak długo kraj ten związany jest z ośrodkami polskości – Lublinem i Siedlcami”. („Russkij Wiestnik” 1896, nr 11, s. 136; cytuję za: Mirosław Wierzchowski, Sprawa Chełmszczyzny w rosyjskiej Dumie Państwowej. Przegląd Historyczny 57/1, 97-125 1966, [w:] bazhum.muzhp.pl› Przeglad_Historyczny-r1966-t57-n1-s97-125).
Projekt wyodrębnienia Chełmszczyzny z terytorium Królestwa Polskiego – w początkowych okresie jego powstania – nie uzyskał aprobaty władz carskich:
„Zrezygnowano ze zmian podziału administracyjnego i w dawnych jego ramach podjęto na szeroką skalę akcję rusyfikatorską, której poddano unicką ludność Chełmszczyzny. Szczególnie aktywnie prowadzono ją w dziedzinie szkolnictwa oraz w administracji kościelnej, gdzie władze dokonały radykalnych zmian personalnych, usuwając opornych i sprowadzając na ich miejsce moskalofilskich duchownych z Galicji, którzy stali się narzędziem polityki carskiej. (I. Soniewicki, Chołmszczina. Осгеткі proszłogo, Peterburg 1912 – przyp. Mirosław Wierzchowski, Sprawa Chełmszczyzny w rosyjskiej Dumie Państwowej. Przegląd Historyczny 57/1, 97-125 1966, [w:] bazhum.muzhp.pl› Przeglad_Historyczny-r1966-t57-n1-s97-125).
Natychmiastowego „wydzielenia Chełmszczyzny i Podlasia z granic Królestwa” domagało się duchowieństwo prawosławne.
„Projekty wydzielenia wschodniej części Królestwa Polskiego w odrębną gubernię i wyjęcia jej spod władzy namiestnika, a potem generał-gubernatora warszawskiego pojawiały się już od 1864 r. kilkakrotnie, ale zawsze dotychczas po głębszym zbadaniu sprawy władze rosyjskie uznawały taką reorganizację za niecelową.
Tym razem jednak zabiegi biskupa Eulogiusza zostały uwieńczone powodzeniem. Po ukończeniu długotrwałych prac przygotowawczych projekt odpowiedniej ustawy został skierowany do Dumy Państwowej w maju 1909 roku. Spowodowało to mobilizację polskiej opinii publicznej. Rozpoczęła się kampania publicystyczna i parlamentarna, skierowana przeciwko projektowi. Działania te nie przyniosły jednak pozytywnego efektu. Mimo burzliwych dyskusji w trakcie obrad plenarnych Dumy, uchwalono ustawę „O utworzeniu ze wschodnich części guberni lubelskiej i siedleckiej odrębnej guberni chełmskiej z wyjęciem jej spod zarządu generał-gubernatora warszawskiego”. 6 VII (23 VI) 1912 r. ustawa uzyskała sankcję cesarską”. (Andrzej Wrzyszcz, Gubernia Chełmska. Zarys ustrojowy. Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Lublin 1997, s. 10).
L. Dymsza:
„Gdy duchowieństwo prawosławne pisało wiernopoddańczy adres z prośbą o wydzielenie Chełmszczyzny i Podlasia z granic Królestwa wszędzie po parafiach (…) Polacy katolicy zebrali 53 podpisów żądających, by wydzielenia żadnego nie czyniono”. (…).
Parafianie ziemi chełmskiej i siedleckiej wraz z pasterzami katolickimi słali prośby do biskupa Eulogiusza „ażeby braci nie rozdzielać, gdyż wszyscy oni są jedną rodziną i jednym stadem (…) my wszyscy bracia w Chrystusie, zarówno katolicy – Polacy, jak i Rosjanie i unici od wieków żyliśmy razem: do chwili wolności sumienia żyliśmy w przyjaźni i miłości (…) we wsi naszej nie było żadnych niesnasek (…) nie chcemy ażeby bracia nasi, pokrewni nam Polacy – sąsiedzi byli oddzieleni od nas, gdyż jest to jedna całość a wydzielać ich od nas, to znaczy wczynać nową burzę i zamieszanie. Wszyscy my niżej podpisani prosimy (…) pozostawić nas razem”. (L. Dymsza, Sprawa chełmska. Warszawa 1911, s.111-112).
Opór unitów i prowadzone wobec nich represje policyjno-wojskowe nasiliły się po 1905 roku, po ukazie tolerancyjnym cara Mikołaja II (z 17 kwietnia 1905 r.), kiedy to większość unitów porzuciła prawosławie, powracając „do wiary ojców swoich“.
Dominika Staszczyk:
„Ostateczna kasata unii dokonana w 1875 r. nie zmieniła rzeczywistego oblicza wyznaniowego ziemi chełmskiej „zjednoczenie z powrotem unii z cerkwią […] nosząc samo w sobie charakter przeważnie formalny, nie zdążyło przeniknąć do świadomości ludu”. (Sprawa Guberni Chełmskiej. Dokument Urzędowy. Kraków 1907, s. 46 – przyp. D. Staszczyk). Ogłoszony przez cara w 1905 r. ukaz tolerancyjny i rzesze byłych unitów porzucających prawosławie obnażyły fiasko polityki rusyfikacyjnej. (…). Oczekiwanych rezultatów nie przyniosła też intensywna akcja propagandowa prowadzona przez lokalne duchowieństwo prawosławne”. (Dominika Staszczyk, Doświadczenie historii na pograniczu kulturowym. Historiografia Chełma (do 1939 r.). Chełm 2012, s.148).
Szczególnym okrucieństwem wobec miejscowej ludności odznaczył się biskup Eulogiusz, od 1905 roku biskup prawosławny w Chełmie, mieście według niego „istinno ruskim“, głoszący rosyjskość Ziemi Chełmskiej, rzecznik odłączenia Chełmszczyzny od Polski, egzarcha Zachodnioeuropejskiego Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, zwany przez miejscową ludność Polakożercą.
A. Janowski:
„Nie kto inny, jeno wielki działacz z Chełmszczyzny, biskup Eulogiusz z przejęciem opowiadał w Dumie o okrucieństwach i znęcaniu się katolików nad prawosławnymi już w 1905 roku. Dramatyczną historią małego 12-letniego Hulewicza wzruszył cały Petersburg. 22-letni Włodzimierz Łobejko, katolik schwycił podobno biednego prawosławnego chłopca za nogi, głową zanurzył w wodzie i żądał wyrzeczenia się prawosławia. […] Do sprawy jednak nie doszło” a jednak „takie śmieszne, błazeńskie, dziecinne historie rozpatrywało się poważnie […] komentowane były w prasie, docierały do cerkwi i szkół, słowem urabiały rosyjską świadomość”. (A. Janowski, Chełmszczyzna. Warszawa 1918, s. 32-33; cytuję za: Dominika Staszczyk, Doświadczenie historii na pograniczu kulturowym. Historiografia Chełma (do 1939 r.). Chełm 2012, s. 149).
L. Dymsza:
„Z pomocą „odpowiednio fabrykowanych” donosów „zbudowano całą teorię o gwałtach i prześladowaniach dokonywanych przez katolików w stosunku do prawosławnych”. (L. Dymsza, Sprawa chełmska. Warszawa 1911, s.74; cytuję za: Dominika Staszczyk, Doświadczenie historii na pograniczu kulturowym. Historiografia Chełma (do 1939 r.). Chełm 2012, s.149).
Utworzenie w 1912 roku guberni chełmskiej ze stolicą w Chełmie i administracyjne wydzielenie jej w marcu 1915 roku z Królestwa Polskiego, spowodowało nasilenie i zbrutalizowanie procesu rusyfikacji Chełmszczyzny. Chełm z siedzibą władz diecezji prawosławnej i stolicą guberni chełmskiej miał być „Watykanem“, Mekką prawosławia na Rusi“ oraz stanowić „centrum rosyjskiego życia cerkiewno-religijnego, a zwłaszcza umysłowego życia […] całego chełmsko-podlaskiego kraju (…) na zawsze miał pełnić funkcję przyczółka i ośrodka rosyjskości i prawosławia”. (S. Wiśniewski, W czasach zaborów.1795-1918. [w:] Chełm i Chełmskie w dziejach. Pod redakcją Ryszarda Szczygła, Chełm 1996, s.74, 87, 109).
Tragedia mieszkańców historycznej Chełmszczyzny udokumentowana została bogatą, opartą o źródła historyczne literaturą naukową, publicystyką oraz utworami literackimi.
W literaturze historycznej i współczesnej (w tym w literaturze międzynarodowej, m. in. rosyjskiej, ukraińskiej, niemieckiej i innych) prześladowania Polaków przed– i po powstaniu styczniowym, martyrologia unitów, problemy odłączenia Chełmszczyzny od Królestwa Polskiego oraz bezwzględna rusyfikacja jej mieszkańców określone zostały jako sprawa chełmska.
Andrzej Wrzyszcz:
„Wśród źródeł drukowanych na czoło wysuwają się akty normatywne władz rosyjskich z drugiej połowy XIX i początku XX wieku. Wykorzystano przepisy opublikowane w następujących zbiorach: Dziennik Praw Królestwa Polskiego; Zbiór Praw. Postanowienia i rozporządzenia Rządu w guberniach Królestwa Polskiego obowiązujące, Warszawa 1875- 1884); Sobranije Uzakonienij i Rasporiażenij Prawitielstwa i zdawajemoje pri Prawitielstwujujuszczim Sienatie; Sobranije Uzakonienij i Rasporiażenij Raboczowo i Krietianskogo Prawitielstwa”. (Andrzej Wrzyszcz, Gubernia Chełmska. Zarys ustrojowy. Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Lublin 1997, s. 13).
Bardzo wnikliwie problematykę tę, odwołując się do opracowań naukowych, literackich i dokumentów historycznych, ze szczególnym uwzględnieniem Chełma do 1939 r., miasta w okresie II Rzeczypospolitej wielonarodowego i wielokulturowego, przedstawiła Dominika Staszczyk w książce pt. Doświadczenie historii na pograniczu kulturowym. Historiografia Chełma (do 1939 r.). Chełm 2012.
Dominika Staszczyk:
„Chełmska historia sacra ukształtowała się głównie wokół dziejów Kościoła unickiego na tym terenie. Problematyka ta stanowiła dominujący motyw prac historycznych poświęconych przeszłości miasta i regionu do 1939 r. Dawało to możliwości „włączenie” do lokalnego doświadczenia historycznego elementów ogólnonarodowego dyskursu na takie tematy, jak np.: wyjątkowość dziejów Polski, okcydentalizm kultury polskiej, polskie zasługi cywilizacyjne na Wschodzie itp. Praktyki te prowadziły do utrwalenia się mitu Polski jako przedmurza chrześcijaństwa, mitu Polak–katolik.
Poczesne miejsce zajmują w niej prace historyczne i literackie dokumentujące dzieje prześladowań unitów chełmskich i podlaskich. Wyodrębnić w nich można dwie dominujące tendencje historiograficzne: pierwsza – organizowała narracje wokół metafory unitów jako zbiorowego świętego, druga – wokół mitu polskich zasług cywilizacyjnych na Wschodzie. (…).
Zbiorowym świętym byli unici, którzy po likwidacji unii kościelnej znosili cierpienia w imię „polskości i katolicyzmu” (por. A. Kossowski, Z dziejów unii kościelnej na terenie b. diecezji chełmskiej w latach 1851-1866. Lublin 1938, s. 10 – przyp. D. Staszczyk). Przez polską historiografię traktowani byli zazwyczaj jako „ludzie dobrzy, bracia nasi krew z krwi [którzy – D. S.] ochotnie w imię Chrystusa kładli głowę pod miecz niewiernych, nie inaczej też działo […] kiedy w Rzymie prześladowano chrześcijan (Z. Bukowiecka, Czterdzieści lat prześladowania Unii na Podlasiu. Kraków 1909, s.2; J. Bojarski, Czasy Nerona w XIX wieku pod rządem moskiewskim, czyli ostatnie chwile unii w diecezji chełmskiej. Fakta zebrane przez kapłanów unickich i naocznych świadków uzupełnił i wydał ks. J. P. B., t. 2, Lwów 1878, wyd. 2, Lwów 1885 – przyp. D. Staszczyk).
Dla większości autorów unici byli uosobieniem najlepszych cech ludu polskiego. Eksponował to szczególnie W. Reymont (W. S. Reymont, Z ziemi chełmskiej. Wrażenia i notatki, wyd. nowe. Warszawa-Lublin-Łódź-Poznań [1919] – przyp. D. Staszczyk) i Paweł Zbrożek (P. Zbrożek, Historya o ucisku Kościoła greko-katolickiego w dyecezyi chełmskiej, Lwów 1874 – przyp. D. Staszczyk). Dopatrywać się tego możemy też w pamiętniku ks. E. Bieńkowskiego (E. Bieńkowski, Ruś Chełmska od czasu rozbioru Polski. Lwów 1887 – przyp. D. Staszczyk).
(…). Martyrologię unitów – zgodnie z tradycją romantyczną – utożsamiano z pokutą. Męczeństwo za wiarę miało przywrócić Polakom utraconą niepodległość. Aleksander Janowski w 1918 r. uznał, że ofiara ta została spełniona. „Unja – pisał w Chełmszczyźnie – przetrzymała wszystko zwycięsko: przeszła ogrom klęsk, wylała morze łez, czekała jakiegoś objawienia, płonąc gorącą wiarą i bezwględnem oddaniem polskości i katolicyzmowi.
To całopalenie ofiarne, ten protest krwi wylanej to głos i wola nadbużańskiego ludu, pieczętującego swoją ofiarą bezwzględną przynależność do Polski na wszelka dolę i niedolę. (A. Janowski, Chełmszczyzna, Warszawa 1918, s.12 – przyp. D. Staszczyk).
Tak utrwalał się na gruncie chełmskim polski mesjanizm. W przekonaniu polskich historyków Chełma martyrologia unitów przypieczętowała ostatecznie ich związek z polskością”. (Dominika Staszczyk, Doświadczenie historii na pograniczu kulturowym. Historiografia Chełma (do 1939 r.). Chełm 2012, s.143, 144).
L. Wasilewski:
Unici „z biegiem czasu zaczęli uważać się za Polaków nie tylko kulturalnie, ale i narodowościowo. Duchowieństwo unickie stało się polskiem, do polskości przylgnęła znaczna część mieszczaństwa, nie mówiąc już o szlachcie. Tylko unickie masy chłopskie pozostały ruskimi, ale i wśród nich polskość poczyniła była pewne postępy już do połowy wieku XIX, choć do najwyższej potęgi proces polszczenia się ludności unickiej doszedł (…) po ostatecznym dopiero skasowaniu Unii przez rząd carski w ósmym dziesięcioleciu wieku XIX”. (L. Wasilewski, Podlasie i Chełmszczyzna, [w:] tegoż: Kresy Wschodnie: Litwa i Białoruś, Podlasie i Chełmszczyzna, Galicja Wschodnia, Ukraina. Warszawa-Kraków 1917, s. 5; cytuję za: Dominika Staszczyk, Doświadczenie historii na pograniczu kulturowym. Historiografia Chełma (do 1939 r.). Chełm 2012, s.144).
Władysław Stanisław Reymont przyjechał do Chełma, na Ziemię Chełmską i Podlasie w okresie, gdy sprawa prześladowania unitów przez carat stała się – jak pisano w ówczesnej prasie – nie tylko polskim, ale i międzynarodowym „palącym problemem religijnym i narodowym”, podjętym m. in. przez pisarzy polskich: S. Żeromskiego, M. Konopnicką, H. W. J. Wiercieńskiego, Z. Bartkiewicza, A. Gruszeckiego, W. Żmudzkiego.
Pełne tragizmu artykuły Reymonta o prześladowaniach i martyrologii unitów na terenie Ziemi Chełmskiej i Podlasia drukowane były w „Tygodniku Ilustrowanym ”, m. in. w numerach 8, 30, 31, 32, 37, 38, 41, 42, 43, 47, 48 i 49 z 1909 roku oraz w numerach 1-26 z 1910 roku.
W 1910 roku przeżycia pisarza z tej dramatycznej podróży ukazały się w jego książce pt. Z ziemi chełmskiej. Wrażenia i notatki, za którą władze carskie wytoczyły mu proces sądowy.
Władysław Stanisław Reymont w wywiedzie udzielonym Władysławowi Slizniowi powiedział:
„Kończę swoje Wrażenia chełmskie […]”. Po czym dodał: „Piszę, piszę dramat… całkiem współczesny dramat – wielki dramat […]”. „[…] nie mógłbym być Polakiem, gdybym nie wierzył w chłopa polskiego… Toć moc, toć siła […]”. (Cytuję za: B. Kocówna, Reymont. Opowieść biograficzna, Warszawa 1973, s. 222).
Droga autora Z ziemi chełmskiej. Wrażenia i notatki wiodła do Chełma „z Brześcia Litewskiego traktem ciągnącym się na Kodeń, Sawin, Sławatycze, Włodawę”. (Władysław Stanisław Reymont, Z ziemi chełmskiej. Pielgrzymka do Jasnej Góry. Londyn. 1955, s.74.).
Władysław Stanisław Reymont: „we Lwowie (…) według świadectwa krytyka, Zygmunta Wasilewskiego, „opowiadał z temperamentem o sposobie, w jaki podróżował od wioski do miasteczka, od chaty do plebanii, aby coś widzieć”. (Reymont we Lwowie, „Słowo Polskie” 1910, nr 107; cytuję za: Z. Falkowski, Władysław Reymont. Człowiek i twórczość, Poznań 1929, s. 58).
Władysław Stanisław Reymont:
„Słuchając tych cichych, monotonnie smutnych opowiadań, pełnych nieustannej walki, nieznanych bohaterstw, niezachwialnej wiary i bezgranicznego poświęcenia, zdawało mi się, że gromada chrześcijan z czasów Dioklecjana opowiada mi swoje krwawe wstrząsające dzieje”. (…). Codziennie słuchałem wstrząsających opowiadań o przeszłości, codziennie ktoś odsłaniał rany, ledwie przyschnięte, i szeptał zbielałemi wargami tragiczne dzieje swoich najbliższych; i codziennie z żywej, krwawiącej jeszcze pamięci wynosiły się postacie świętych męczenników, przerażające sceny „nawracań”, bezprzykładne cierpienia i nadludzkie ofiary”.
Chełm, „roztaczający dokoła siebie atmosferę niewytłumaczonej trwogi”, wydał się Reymontowi „złym miastem”, którego nazwa „złowrogo brzmiała mi w uszach”:
Władysław Stanisław Reymont:
„Mijaliśmy długie wzgórza, pokryte lasem, gdy naraz doleciał nas rozpaczliwy skowyt psów i straszliwy zapach padliny. – Hycle pachną, to i Chełm musi być niedaleko – zauważył woźnica. (…). Przedostawszy się przez tę zapowietrzoną strefę, skręciliśmy w lewo, w szeroką ulicę, obstawioną małymi, niskimi domami, nad którymi majaczyły baniaste kopuły. Wkrótce droga zaczęła się zwolna podnosić, i przybywało coraz więcej świateł, że już cała droga roiła się nimi, jakby pokryta mrowiem świętojańskich robaczków. Chełm był przede mną, plątanina domów, ogrodów i cerkwi, osypana błyszcząca rosą świateł, piętrzyła się na tle nieba czarnymi, groźnymi konturami.
Przez parę tygodni z rzędu, (…) tak złowrogo brzmiała mi w uszach nazwa tego miasta, że wjeżdżałem do niego z uczuciem dziwnego niepokoju i obawy. Są bowiem „złe miasta”, które, jak i źli ludzi, roztaczają dokoła siebie atmosferę niewytłumaczonej trwogi. Takim „złym miastem” wydał mi się Chełm.
Dlaczego lud w swoich wierzeniach i podaniach zawsze zaludnia szczyty gór diabłami i czarownicami. Leży w tym jakiś głęboki symbol niezbadanej prawdy. A Chełm rozłożył się na dość wyniosłym wzgórzu, panującym nad rozległą okolicą. I jakby na stwierdzenie wierzeń, gnieździ się na tej górze jakieś „zło”, które już od wielu, wielu lat posiewa dokoła zatrute ziarna nienawiści, krzywdy i nieszczęścia, a ten posiew wschodzi, plonuje i rozsiewa się całym morzem łez, krwi i cierpienia.
Było już dość późno, i z racji piątku cały Chełm pachniał szabasowymi specjałami. Ulice były puste, sklepy pozamykane, a tylko tu i ówdzie poza rozjarzonymi szybami kiwały się stare, pobożne głowy.
(…) Samo miasto pomimo prześlicznego położenia, jest brzydkie, lada jako zabudowane, straszliwie brudne i literalnie zapchane żydowskim kramikami: ot, zwykła nasza poniatówka, składająca się z jednej dosyć szerokiej ulicy (dziś ul. Lubelska – przyp. zwo), która się ciągnie grzbietem wzgórza do stóp katedry, i z kilkudziesięciu zaułków, rozrzuconych bezładnie stromych zboczach. Imponująca jest tylko liczba cerkwi, ich ogrom i wspaniałość; naturalnie że wszystkie są świetnie wyposażone i stoją pustkami, gdyż prawosławnych nie starczy na zapełnienie choćby jednej. Za to kościół katolicki, liczący przeszło piętnaście tysięcy parafian, nie może pomieścić swoich wiernych nawet zwykłego dnia na Mszy. Ala taka już jest nasza dola: „Jednemu szydło goli, a drugiemu i brzytwa nie chce”, mówi przysłowie.
Dawna katedra unicka, przerobiona po zniesieniu Unii na sobór prawosławny, dominuje nad miastem, wznosi się na szczycie góry, a obok niej wyrosła nowa, wysoka dzwonnica. (Władysław Stanisław Reymont, Z Ziemi Chełmskiej. Pielgrzymka do Jasnej Góry. Londyn. 1955, s.74; w cytatach zachowałem pisownię oryginału).
O utworzonym w 1882 roku przez rząd carski Muzeum Cerkiewno-Archeologicznym, którego celem było dokumentowanie rosyjskości Chełmszczyzny, upowszechnianie i utrwalanie prawosławia na tych ziemiach pisał:
„Muzeum składa się z kilku niewielkich pokojów i jednej ogromnej sali. (…). Na jednej ze ścian wiszą w parę rzędów portrety dawnych biskupów i metropolitów unickich, owi Pocieje, Terleccy i Rutscy, twórcy unii, jej dobrodzieje, obrońcy i męczennicy, a z przeciwnej strony czernią się surowe, fanatyczne głowy współczesnych pasterzy, ze sławetnym Eulogiuszem na końcu. Dwa światy patrzą na siebie niemymi oczami, dwie kultury i dwie przepaście, niczym nigdy nie zasypane.
W rogu sali wisi obraz cudowny Matki Boskiej Chełmskiej z XVII wieku, przez wieki czczony na unii, ale obecnie zdegradowanej i wyrzuconej z soboru, prawdopodobnie dlatego, że jest namalowana i ubrana nie po formie. Miejscowy „Chołmskij narodnyj kalendar“ za rok 1909 tak mówi o pewnym szczególe tego obrazu: koło prawego ramienia Matki Boskiej na sukni wisi order Orła Białego, który z głupoty /po nieporozumieniu/ zawiesił polski król Jan Kazimierz, wygrawszy bitwę pod Beresteczkiem”.
O oporze i walce unitów o swoją religię pisał:
„Modlili się po domach, skrycie, albo po lasach, gdzie zbierano się na uroczyste nabożeństwa, dzieci chrzczono tylko z wody, tymczasowo zmarłych grzebano po kryjomu, nocami, starannie równając mogiły z ziemią, żeby ich strażnik nie dostrzegł i nie nakazał pochować nieboszczyka po raz drugi, a według nienawistnego im obrządku: małżeństw nie zawierali dla tych samych powodów, ślubów tzw. „krakowskich“ jeszcze nie było. Narzuconej im religii nie chcieli, a do kościoła nie było wolno, czekali więc ufnie i cierpliwie na odmianę strasznego losu, znosząc tymczasem tysiączne przykrości od władz.
Żyli pod ciągłym strachem i groźbą, zdani na łaskę i niełaskę strażników, żyli, jakby wyłączeni ze społeczności, niby stado dzikich zwierząt, odgrodzone od świata i ludzkiego życia nieprzebytym gąszczem praw, zakazów, sztrafów i więzień.
A pomocy nie było znikąd. Przed „opornym” zamykały się wszystkie drzwi, uciekano przed nimi, jak przed zadżumionymi, wypędzano ich nawet z kościołów, strach szedł przed nimi, a czujne oczy za nimi. Ale, chociaż rany bolały ich podwójnie, chociaż jadła ich nędza, sztrafy odbierały ostatni kęs chleba, prześladowania gnębiły, chociaż odstąpili ich ludzie, walczyli jednak dalej w ponurem osamotnieniu, walczyli do ostatniego tchnienia o prawdę umiłowaną, dla której już znieśli wszystko i wszystko jeszcze byli gotowi przecierpieć”. (Władysław Stanisław Reymont, Z ziemi chełmskiej. Pielgrzymka do Jasnej Góry. Londyn. 1955, s. 91,92, 93; w cytatach zachowałem pisownię oryginału).
Jerzy Starnawski:
„Relacje przedstawiane (przez W. S. Reymonta – przyp. zwo) sięgają w przeszłość. Przypomniana jest dwukrotnie data zniesienia unii (…), opowiedziane są wydarzenia nieco wcześniejsze nawet, najdawniejsze z 1871 r. Relacja o nieszczęsnych Koniuszowskich ze wsi Kłoda w parafii Horbów, którzy spalili się żywcem wraz z całym mieniem, nie chcąc ochrzcić dziecka w prawosławnej cerkwi, do czego byli zmuszani i szykanowani karami, sekwestrami, konfiskatą żywego inwentarza wraz z ostatnią krową-żywicielką. (…). Sucha relacja kronikarska zmieniła się pod piórem Reymonta w opis prawdziwie piękny. Samobójstwa pochwalić nie można. I nie można pochwalić biednej matki z Hrud, której w 1876 r. zabrano przymusem dziecko na chrzest do cerkwi prawosławnej, która dziecka swego nie przyjęła, i dziecko… zmarło. Pod wpływem nieszczęść kobieta wpadła w obłąkanie.
Ale obok tych przykładów, które autor opisał już nie tylko z realizmem, ale i z naturalizmem, trzeba uznać, że na kartach „wrażeń i notatek” upamiętnił pisarz lud katolicki zdolny do heroizmu, do czynów wzniosłych. Wzniośli byli kapłani odprawiający msze święte jako tzw. „misje” w lesie, kapłani chrzczący potajemnie i udzielający ślubów; wzniosłe były matki nie oddające swych dzieci do cerkwi, wzniosła była owa żona kowala wiejskiego, która dla uratowania zbawienia dusz ludzkich, dlatego tylko, aby czworgu ludziom śmiertelnie chorym na ospę umożliwić przyjęcie ostatnich Sakramentów, naraziła na śmierć dwoje swych małych dzieci. Wyliczył Reymont, podobnie jak Konopnicka, męczeńskie miejscowości: Łomazy, Piszczac, Biała, Horbów, Pratulin oczywiście, i Janów. Bohaterem utworu jest tłum ludzi, którzy opowiadają się w każdej okoliczności, że Polakami są i katolikami. Wyraz „oporny” znany był pisarzowi. Ale spotęgował go, pisał o „opornych z opornych”, o „najoporniejszych”. (Jerzy Starnawski, Władysław Stanisław Reymont wśród piewców męczeństwa Ziemi Chełmskiej Acta Universitatis Lodziensis. Folia Litteraria Polonica 5, 101-113 2002, s.108).
Echa wydarzeń i reminiscencje krwawych prześladowań unitów odnajdziemy w utworach pisarzy polskich, na przykład: w Urodzie życia oraz w Snobizmie i postępie Stefana Żeromskiego, w Panu Balcerze w Brazylii Marii Konopnickiej, w książkach (Sprawa wydzielenia Chełmszczyzny) i publikacjach prasowych (np. Odwieczna polskość Ziemi Chełmskiej) Henryka Wojciecha Jakuba Wiercieńskiego, nazwanego ”Strażnikiem Kresów” i „Trybunem Ziemi Chełmskiej”, z którym W. S. Reymont prowadził korespondencję i od którego wypożyczał fachowe materiały.
W 1910 roku ukazał się, pisany przez 20 lat, poemat Marii Konopnickiej Pan Balcer w Brazylii, ze słynną inwokacją: Idziem do ciebie, ziemio, matko nasza…”.
Epopeja ukazuje tragiczne, tułacze losy chłopa polskiego oraz historyczny, przełomowy moment w dziejach narodu polskiego. Moment, w którym rozbudzona „wielkość duszy” ludu, stanie się głównym aktorem przemian dziejowych w Polsce rozdartej pomiędzy trzech zaborców. Rugi pruskie, prześladowania unitów na Chełmszczyźnie i Podlasiu, krwawe rozprawienie się z rewolucją 1905 roku, dramat Polaków-emigrantów w Brazylii, stały się dla Konopnickiej pretekstem do ukazania martyrologii chłopów polskich wydziedziczanych, prześladowanych, męczonych, przez cierpienie i poświęcenie się dla Polski, stających się prawdziwymi gospodarzami w swojej ojczyźnie, świadomie działającą społecznością Polaków, pielgrzymującą „od krzywdy do prawa”.
W poemacie tym, do którego włączyła Konopnicka poemat Unici, autorka wykorzystała motywy biblijne i polskie ludowe pieśni religijne oraz romantyczny mit narodu wybranego (jest nim polski lud) i ziemi swojskiej, umęczonej lecz świętej, wybranej, którą jest Polska i do której z ziemi obcej, przeklętej, wracają polscy emigranci.
Cząstką tej swojskiej, świętej i umęczonej ziemi polskiej, jest Chełm i Ziemia Chełmska.
„Chełmie, miasto podparte nieszczęść swoich górą,
Jakżeś mi czarną w oczach pokryło się chmurą,
Kiedym żałości pełna i wstydu, i trwogi,
Jakbym w dom zadżumionych wchodziła w twe progi”.
(Maria Konopnicka)
Zbiór reportaży Władysława Stanisława Reymonta Z ziemi chełmskiej. Wrażenia i notatki – co podkreślają krytycy jego twórczości i najwybitniejsi znawcy literatury polskiej – uważany jest za jedną z najlepszych książek literackich i dokumentów historycznych opisujących tragedię unitów.
Oto (przykładowe) opinie niektórych z nich:
Stanisław Pigoń (w 1911 roku redaktor „Iskry”, pseudonim Step):
„Każde słowo kapie krwią męczeńską i bije hymnem bohaterstwa, każde słowo boli, krwawo boli”. („Iskra”1911, nr 10, s. 159-160).
Julian Krzyżanowski:
Opowieści Władysława Stanisława Reymonta „pełne prostoty sięgają niejednokrotnie wyżyn prawdziwego patosu artystycznego”. (Julian Krzyżanowski, Władysław Stanisław Reymont. Twórca i dzieło. Lwów 1937, s. 163).
Artur Hutnikiewicz:
„Do gatunków prereportażowych należały też dwie świetne książki Reymonta, jego debiut literacki, Pielgrzymka do Jasnej Góry (1894) oraz Z ziemi chełmskiej (1909), wstrząsająca książka o tragedii unitów na Podlasiu”. (Artur Hutnikiewicz, Młoda Polska. Warszawa 1944, s. 382).
Jerzy Starnawski:
„W zarysowym przedstawieniu sylwetki pisarskiej Reymonta pióra Zygmunta Falkowskiego […] czytamy ocenę następującą: opowieści „tak proste, tak ciche, iż doprawdy wierzyć się nie chce, aby tak wielkie bohaterstwo dało się zamknąć w tak zwykłym codziennym słowie”, pisarz bowiem „osiągnął […] wyżyny doskonałej prostoty”. Tomik Z ziemi chełmskiej nazwany został „arcydziełem”. (Jerzy Starnawski, Władysław Stanisław Reymont wśród piewców męczeństwa Ziemi Chełmskiej Acta Universitatis Lodziensis. Folia Litteraria Polonica 5, 101-113 2002, s.111).
Kończę swoje rozważania powyższymi cytatami, aby podkreślić historyczną i artystyczną, literacką i dokumentalną, wielkość oraz ponadczasowe, humanistyczne przesłanie Z ziemi chełmskiej. Wrażenia i notatki, „wstrząsającej książki o tragedii unitów”, „sięgającej niejednokrotnie wyżyn prawdziwego patosu artystycznego”, której tytuł – obok „CHŁOPÓW”, „ROKU 1794”, „AVE PATRIA” I INN. – znajduje się na płycie nagrobnej grobu Władysława Stanisława Reymonta na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie:
„Nad grobem, przyczepiona do ściany Alei Zasłużonych góruje płyta z wizerunkiem Noblisty. Na płycie tej znajduje się następujący tekst:
BOGIEM ZBROJNY
OJCZYŹNIE DUCHEM ZAPRZYSIĘGŁY
PIŚMIENNICTWA POLSKIEGO CHWAŁA
ZIEMIĘ PLEMIENNĄ
NIEBEM MIEĆ NAUCZYŁ.
z PRZEMÓWIENIA ks. bp. A. SZLAGOWSKIEGO
Ś. † P.
(wizerunek Reymonta w okrągłej formie w postaci płaskorzeźby)
WŁADYSŁAW STANISŁAW
REYMONT
TWÓRCA „CHŁOPÓW”, „ROKU 1794”, „ZIEMI
CHEŁMSKIEJ”, „AVE PATRIA” I INN. LAUREAT
NAGRODY NOBLA. KAWALER WIELKIEJ
WSTĘGI ORDERU „POLONIA RESTITUTA”
KOMANDOR ORDERU „LEGJI HONOROWEJ”
UR.6 MAJA 1867 R. W KOBIELACH WIELKICH
ZM. 5 GRUDNIA 1925 R. W WARSZAWIE.
(Patrz: Grób Reymonta na Powązkach. Opublikowane przez Paweł Dudek dnia 16 listopada 2019 http://radomsk.pl/grob-reymonta-na-powazkach/).
Arcydzieło Władysława Stanisława Reymonta Z ziemi chełmskiej. Wrażenia i notatki ukazuje historyczny, przełomowy moment w dziejach narodu polskiego, rozgrywający się na Ziemi Chełmskiej pod koniec XIX wieku i na początku wieku XX. Dokumentuje ideały polskości, świadomości i godności narodowej Polaków, ich bohaterskie, solidarne i niezłomne trwanie przy „wierze ojców swoich”, ich miłość, patriotyzm i walkę o niepodległość i wolność umiłowanej Ojczyzny-Polski.
Utwory takie pozostają na zawsze w historii nie tylko literatury polskiej.










