Rozmowa z sędzią Sądu Najwyższego w st. sp. dr. JÓZEFEM MUSIOŁEM, Prezesem Towarzystwa Przyjaciół Śląska w Warszawie
Karol Czejarek (Karol): – Panie Prezesie, Towarzystwo Przyjaciół Śląska w Warszawie powstało w 1989 r., a więc praktycznie już w okresie intensywnej transformacji społeczno-gospodarczo-politycznej w Polsce.
Czy dzisiaj – w kontekście błędnej polityki władz PRL-u wobec Ślązaków – dorobek Śląska w ogólnej polityce naszego Państwa jest nadal niedoceniany, że musi za tym ujmować się Towarzystwo „Przyjaciół Śląska” w Warszawie?
Józef Musioł (Pan Prezes): – Drogi Profesorze, na początku muszę dodać, że rejestracja Towarzystwa nastąpiła po dość długich staraniach 15 lutego 1989 roku i nie tylko moim zdaniem – Towarzystwo nasze jest nadal potrzebne,
gdyż wiedza o Śląsku i jego historycznych uwarunkowaniach w Polsce była – i niestety wciąż jest – dotknięta głęboką ignorancją, szczególnie w sferach rządzących.
Karol: – Mocne słowa!
Pan Prezes: – Tak, przyznaję. Ale to w dalszym ciągu wiedza naskórkowa, nadal w dużej mierze nastawiona na wyciąganie ze Śląska wszystkiego co można, bez wnikania w jego historię, skomplikowane i dramatyczne losy ludzi tej ziemi.
Uwaga zawsze była skierowana na to, co i ile można z niego wyeksploatować.
Śląsk jawił się decydentom właśnie jako obszar „podejrzanych” i w tym zakresie były i nadal są przyznawane tam środki.
Na przykład: dawano górnikom asygnaty na kupno pralek czy nawet „Syrenki”, aby pracowali aż na cztery zmiany, w nocy, w piątek, świątek i w niedziele.
Kiedy zobaczyłem ich rozebranych do pasa w sanatorium „Podczele”, to miałem wrażenie, że widzę wynędzniałych więźniów z obozu.
Oczywiście to tylko ilustracja tego, o czym mówimy.
A ponadto, tę ludność najczęściej traktowano jako Niemców, często z pogardą, a to już pozwalało (i tak w dużej mierze jest nadal) traktować ją „ z góry”, jakby to dzisiaj powiedziano „jako gorszy sort”, pomijając jej wielkie bogactwo kultury i wartości, które wnosiła i wniosła ze swej bogatej przeszłości do Polski!
Karol: – Jak Pan to uzasadnia?
Pan Prezes: – Historię Śląska traktowano często z pogardą i po prostu koniunkturalnie.
Historia powstań śląskich raz była wygodna, to znów lekceważona, bo…
„powstańcy – to nacjonaliści”, a zdarzało się, że sam Śląsk stawał się swego rodzaju atrapą wywołującą antagonizm dzielnicowy.
Sam tego doznałem jako syn uczestnika trzech powstań śląskich, siostrzeniec pięciu powstańców, z których najmłodszy – Teodor – zginął w trzecim powstaniu; środkowy – kpt Szymon Białecki – był szefem sztabu grupy operacyjnej „Wschód”, potem więźniem obozów sowieckich.
Przeżywałem dramatyczne chwile, gdy rozgoryczeni powstańcy śląscy i ich potomkowie opuszczali Śląsk.
Jak „drzazga w sercu” tkwi we mnie tragiczna wywózka w 1945 roku kilkudziesięciu tysięcy Ślązaków do ZSRR, z czego tylko 1/3 wróciła do kraju.
Bez znajomości warunków w czasie okupacji na Górnym Śląsku, wcielonym do III Rzeszy, nadaniu tzw. Volkslisty i nakazu przymusowego wcielenia do Wehrmachtu z wszystkimi tego konsekwencjami.
Nie pamięta się tego, że tysiące tych chłopaków, ryzykując życiem, dezerterowało i ochotniczo zgłaszało się do armii na Zachodzie. Mogło tam w miarę bezpiecznie dotrwać do końca wojny.
Podobnie było na froncie Wschodnim. Tam na wielu żołnierskich grobach widnieją śląskie nazwiska.
Wyraźnie to sobie uświadomiłem, gdy moje osobiste losy rzuciły mnie w 1976 r. do Warszawy.
Karol: – I co?
Pan Prezes: – Napisałem wtedy dramatyczny list do premiera PRL!
Czy Pan może uwierzyć, że po śmierci Stanisława Hadyny, przez wiele miesięcy nie powoływano dyrektora zespołu „Śląsk”? A na Filii U. Śl. W Cieszynie, w lipcu lub w sierpniu 1999r., najwyższy wtedy przedstawiciel władz w Katowicach, do zebranych tam uczestników konferencji naukowej poświęconej St. Hadynie, powiedział „ex cathedra”, że Zespołu „ŚLĄSK” nie ma sensu dalej utrzymywać, bo… kosztuje, a przecież mamy na Śląsku i Operę, i Filharmonię, i NOSPR i… jeszcze tam coś!
Sala zamarła!
Wtedy zrozumiałem, że to wielomiesięczne odwlekanie powołania nowego kierownictwa Zespołu „ Śląsk” przewidywano już wcześniej, planując przeznaczenie Pałacu (siedziby zespołu) i 19-hekatorowego parku na inny cel.
Karol: – Na co nie pozostał Pan obojętnym?
Pan Prezes: – Ja wtedy wystąpiłem z ostrym oskarżeniem, jakiego wobec władzy nie podjąłem nigdy wcześniej. I otrzymałem ogromne brawa!
Sprawa stała się głośna, problem wyciszono i w końcu NOWA DYREKCJA ZESPOŁU ZOSTAŁA POWOŁANA!
Karol: – Ta odwaga „obrony Śląska” cechuje Pana do dziś!
A czy zdradzi Pan nazwisko tego przedstawiciela władz, który wtedy zapowiedział wygaszenie działalności zespołu Śląsk”?
Pan Prezes: – Nie podaję tego nazwiska, gdyż później okazał Zespołowi wiele pomocy i zrozumienia. Mnie przeprosił i oświadczył, że wtedy tak musiał!
Karol: – I to był impuls powołania Towarzystwa Przyjaciół Śląska?
Pan Prezes: – Tak. Zacząłem w Warszawie szukać ludzi ze Śląska, a także tych, którzy go dobrze rozumieli, albo chcieli zgłębić jego historię.
Dlatego w Warszawie, gdyż z niej płynęły wszelkie decyzje dotyczące regionu Śląska, więc postanowiłem, przede wszystkim bronić
POLSKOŚCI ŚLĄSKA!
Karol: – I rozumiem, że znalazł Pan takich?
Pan Prezes: – Okazało się, że jest ich wielu, ale jakby poukrywanych.
Kiedyś mój Przyjaciel, śp. Franek Pieczka, powiedział mi:
„Józek, jak Ci się wydaje, że przyznawanie się tu, że jest się Ślązakiem pomaga – to bardzo się mylisz!”.
Wtedy – przy załatwianiu formalności – pomocną dłoń wyciągnął do mnie legendarny, także OPOLANIN – Jan Edmund Osmańczyk.
Jako prawnik zdawałem sobie sprawę, że mojej inicjatywie muszę nadać ramy, które będą się mieściły w obowiązującym wtedy porządku prawnym.
Karol: – I to się Panu w pełni udało, czyli powołanie do życia Stowarzyszenia, które znane jest do dziś jako
TOWARZYSTWO PRZYJACIÓŁ ŚLĄSKA.
To jedyna tego typu organizacja w historii Warszawy. Dodam, że wielka w tym Pana zasługa, dowód Pańskiej witalności i aktywności na mapie społeczno-kulturalnej stolicy i… miłości do Śląska!
Co dzięki Towarzystwu udało się dla Śląska załatwić?
Pan Prezes: – Przede wszystkim organizować cykliczne spotkania ukazujące Śląsk w całym jego bogactwie historycznym i kulturowym.
Tym bardziej, że wszystkie organizowane przez nas imprezy były zawsze otwarte dla KAŻDEGO, kto chciał w nich uczestniczyć.
Protestowaliśmy, gdy wobec Śląska pojawiały się fałszerstwa i niesprawiedliwe opinie,
gdyż to one często nadawały kierunek krzywdzącym decyzjom.
Okazało się, że uczciwie przekazywana wiedza zmieniała nastawienie władz i społeczeństwa do regionu, znosiła jawną bądź ukrywaną „dzielnicowość” i antagonizm.
Karol: – Ciekawą inicjatywą było ustanowienie DOROCZNEJ NAGRODY Towarzystwa Przyjaciół Śląska, którą honoruje się do dziś osoby za dokonania daleko wykraczające poza ten region.
Pan Prezes: – Zgadza się!
Na 20-lecie, a potem 30-lecie naszego Towarzystwa wydaliliśmy nawet stosowne albumy z naszymi laureatami.
Karol: – Można powiedzieć, że są to swego rodzaju encyklopedie, w których czytelnik postrzega ŚLĄSK poprzez wybitne postaci kultury, nauki i inne ważne społecznie działalności.
Dodam, że jako człowiek też mający korzenie śląskie gratuluję Panu Prezesowi tej pięknej inicjatywy!
Proszę więc o wymienienie — jeśli nie wszystkich laureatów wspomnianej nagrody – to przynajmniej część z nich.
Pan Prezes: – Proszę bardzo, choć trudno rzeczywiście w tym miejscu wymienić wszystkich.
Wyróżnieni naszą nagrodą zostali, m.in.:
Henryk Mikołaj Górecki i Wojciech Kilar – jedni z najwybitniejszych współczesnych kompozytorów świata! Także oczywiście:
Kazimierz Kutz – wspaniały reżyser filmowy i teatralny!
Także znani profesorowie, m.in:
Jan Szczepański, Jan Miodek, Stanisław Sławomir Nicieja z Opola, a także
Stanisław Hadyna – twórca, wspomnianego już – znakomitego zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”.
Naszą nagrodą wyróżniony został też, także wspomniany już – Franciszek Pieczka – wybitny aktor, a ze świata lekarskiego: światowej sławy nefrolog Franciszek Kokot, prof. Andrzej Bochenek i prof. Marian Zembala. Ponadto laureatami nagrody są Artyści, m.in.: Lidia Grychtołówna, Piotr Paleczny, legenda polskiego jazzu – Adam Makowicz, jak również wspaniały aktor filmowy i teatralny Olgierd Łukaszewicz.
W tym znakomitym gronie nie zabrakło oczywiście też światowej sławy tenora – Piotra Beczały. Spośród uczonych zostali wyróżnieni zostali, m.in.: prof. Maksymilian Pazdan z Uniwersytetu Śląskiego – jeden z najwybitniejszych w Europie znawca prawa cywilnego i prywatnego międzynarodowego, oraz prof. Norbert Honsza – germanista, a także Waldemar Świerzy – światowej rangi artysta oraz prof. ASP Jan Kucz i dr inż. Andrzej Glenz, łączący z wielkim sukcesem świat nauki i biznesu.
Karol: – Proszę zatem teraz Pana Prezesa o kilka zdań na temat wyglądu statuetki nagrody.
Pan Prezes: – Symbolem nagrody jest popiersie Ślązaczki z jabłkiem na dłoni – jako oznaką dawania.
Karol: – Czyjego autorstwa?
Pan Prezes: – Też Ślązaka, profesora ASP Piotra Gawrona!
Wszystkie te nagrodzone postacie, nie tylko „podnoszą” Ślązaków, ale też zmuszają innych naszych Obywateli do szacunku do Ziemi Śląskiej i jej mieszkańców!
Karol: – Panie Prezesie, jakże to pięknie powiedziane!
Wzruszyłem się, gdyż i mój śp. Ojciec pochodził z Zabrza.
Pan Prezes: – Polska, krótko mówiąc, zawdzięcza Śląskowi naprawdę wiele, a mimo to nie odwzajemnia się mu adekwatnie do jego potencjału intelektualnego i ekonomicznego…
Karol: – Co zatem – Pańskim zdaniem – powinna zrobić?
Pan Prezes: – Wiele i niewiele!
Przede wszystkim musi się zmienić nastawienie mentalne, polityczne i ekonomiczne do Śląska.
Myślę, że również Ślązacy powinni mieć swoją reprezentację w parlamencie, w pełni niezależną od partii politycznych.
A już teraz, wszyscy posłowie ze Śląska powinni wyrażać w polskim parlamencie interes tej ziemi, bez względu na polityczne opcje.
To uniezależnienie się powinni sobie zastrzec, wchodząc do tych partii, czyli stawiać interes Śląska jako priorytet swej działalności!
Karol: – Nasuwa się jednak pytanie: czy można to pogodzić z interesem państwa polskiego?
Pan Prezes: – Ja uważam, że można!
Dowiodły tego doświadczenia II RP, kiedy autonomia Śląska nie była jeszcze okrojona.
Uważam, że sami Ślązacy też nie powinni dawać się wchłaniać w centralne gierki, a kierować zdrowym rozsądkiem, że nie powiem – zimną kalkulacją.
Jestem przekonany, że wtedy Polska zyskałaby znacznie więcej niż dzisiaj, a Górny Śląsk rozwijałby się racjonalnie, nie ulegając dewastacji.
Oczywiście nie można zaprzeczyć, że G. Śląsk w widoczny sposób rozwinął się po II wojnie światowej, że np. stolica Śląska – Katowice –
stała się miastem europejskim, ale nas obecnie interesuje, jak naprawdę żyje się ludziom?
W jakim stopniu zdewastowane są niektóre regiony Śląska? Przerażają zapadliska, walą się domy, powietrze zatrute!
Po prostu rozwój nie idzie w parze z budową infrastruktury służącej bezpiecznemu i godnemu życiu. Środki należne z Unii nie spływają z niezrozumiałego dla Ślązaków zachowania się Warszawy, wdającej się w jakieś „wojenki”, głównie z Unią Europejską.
My jesteśmy na to szczególnie wyczuleni, bo wynika to z naszych historycznych doświadczeń.
Na dodatek określa się Ślązaków obraźliwymi epitetami, nazywając ich „zakamuflowaną opcją niemiecką”!
Karol: – Mój Boże, ale teraz wytoczył Pan Prezes „strzały”!
Przyjmuję Pana argumenty do wiadomości, a jeśli tak jest, jak Pan mówi, to DO ZROBIENIA JEST JESZCZE BARDZO WIELE! I oby Pańskie życzenia – w kwestii upodmiotowienia Śląska wobec reszty Polski się spełniły.
Proszę jeszcze powiedzieć naszym Czytelnikom, z kim dziś współpracuje Pan w Zarządzie i z jakimi problemami zmagacie się na co dzień?
Pan Prezes: – Jeszcze jest dużo do zrobienia dla Śląska, czyli dla Polski, gdyż ja tego nie rozdzielam. Są to bowiem interesy sprzężone!
Nasze możliwości działania są jednak ograniczone, wręcz marginesowe, a mimo tego chcielibyśmy wypełniać przynajmniej pewien margines zadań w tym warszawskim „menu”.
Karol: – No, na przykład?
Pan Prezes: – Nie jest to łatwe, gdyż nie jesteśmy dotowani przez Państwo.
Dysponujemy wyłącznie tym, co otrzymujemy w darze od naszych przyjaciół i z naszych symbolicznych składek członkowskich.
Często sami zrzucamy się np. na znaczki pocztowe; ja także przekazuję do budżetu Towarzystwa swoje honoraria autorskie, koleżanka adwokat też coś dorzuca.
Nasi przyjaciele pomagają nam też w inny sposób, np. sponsorują wydawane przez nas publikacje. Podkreślę, że nasz Zarząd zawsze składał się z ludzi oddanych, całkowicie bezinteresownych!
Nasi członkowie zawsze pomagają też przy organizacji różnych spotkań: sami wykonują różne prace fizyczne (np. wnoszą i ustawiają krzesła, a na niektóre doroczne ŚWIĘTA w stolicy, wielu naszych zwolenników przywozi z odległych śląskich gmin kołocze lub inne regionalne specjały); częstujemy nimi wszystkich obecnych, w tym zawsze licznych warszawiaków.
Krótko mówiąc współpracujemy z wszystkimi, jak to się mówi, LUDŹMI DOBREJ WOLI.
Zdarzało się np., że przyjaciel mający na G. Śląsku firmę produkującą urządzenia przeciwpożarowe, społecznie zabezpieczał Muzeum Jana Pawła, w którym organizowaliśmy publiczne imprezy historyczne.
W dużej mierze nasza działalność polegała ( i polega nadal) na przyciąganiu zaprzyjaźnionych z nami podmiotów do realizacji wielu społecznych przedsięwzięć.
Kiedyś zapytano Panią Prezydentową Jolantę Kwaśniewską, jak Jej się udaje organizować i budować kliniki specjalistyczne dla dzieci? Odpowiedziała na to, że potrafi o to ładnie prosić i ładnie dziękować (cytuję z pamięci). Czynię tak i ja, i nieustannie zachęcam do tego także nasze koleżanki i kolegów z Towarzystwa.
Pyta mnie Pan Profesor, z kim w Zarządzie aktualnie współpracuję? Otóż obecnie z harcmistrzem Bogdanem Trześniowskim, z Markiem Kulińskim (dziennikarzem), ze skarbnikiem inż. Stefanem Świtułą, z dr. ekonomii Ryszardem Musiołem – sekretarzem generalnym, na którym obecnie (ze względu na mój wiek) ciąży bardzo wiele obowiązków.
Współpracuję też z dr. hab. Markiem Drozdowskim – wybitnym historykiem, także z dr. Mieczysławem Starczewskim – historykiem (nie tylko wojskowości), wysoko też cenię współpracę z p. Krystyną Loską, Karoliną Wojdalą – aktorką, jak również z panią dr med. Witkowską – Pielą.
Na czele Komisji Rewizyjnej stoi wspaniały Stanisław Nowak, a Sądu Koleżeńskiego – adw. Antonina Pieczyńska. Nie można też zapomnieć o poprzednikach, o których można dowiedzieć się z naszych albumów „Twarze Śląska”. Niestety – starzejemy się, a chętnych do pracy społecznej nie ma dziś zbyt wielu. Tym bardziej, iż dzisiaj działaczy społecznych nie rozpieszcza się.
Karol: – Co to znaczy „nie rozpieszcza się”? Ale to tylko część mojego kolejnego pytania, ponieważ chciałbym jeszcze zapytać Pana Prezesa, czy w kontekście naszej dotychczasowej rozmowy mógłby Pan uzupełnić niektóre odpowiedzi?
Pan Prezes: – Ależ oczywiście, proszę pytać!
Karol: – Czy nie warto zauważyć, że – mimo ponad 600-letniej germanizacji – Śląsk nie dał się zniemczyć i że w ogóle ma (o czym prawie się nie mówi) przebogate PROPOLSKIE tradycje kulturalne. A współcześnie – wspaniałe wyższe uczelnie, na czele z Uniwersytetem Śląskim i Opolskim?
Dalej też może szczycić się Zespołem Pieśni i Tańca „Śląsk”! I zapytam Pana też jeszcze: czy tylko wspomniane przez Pana Katowice są dzisiaj „europejskim” miastem? A Gliwice, Zabrze, Chorzów, Opole, Cieszyn?
I ostania kwestia: Jaka powinna być – zdaniem Pana Prezesa – gospodarcza przyszłość Śląska, skoro GÓRNICTWO odchodzi pomału do lamusa? I co z… tzw. „truciem Odry”, likwidacją śmieci oraz groźnych odpadów (w tym chemicznych) zwożonych na Śląsk?
Jaki pogląd ma tej sprawie Pańskie Towarzystwo, którego dorobek bardzo doceniam i którego dalsze istnienie uważam za wielce pożyteczne!
Pan Prezes: – Śląsk to swoisty fenomen, który rzeczywiście nigdy nie dał się zniemczyć! Z bliższej historii, wskazują na to wszelkie robione w przeszłości statystyki. Przeprowadzony np. w 1910 roku spis ludności na Górnym Śląsku wykazał, że wtedy mieszkało tam ponad 1,2 mln Polaków, a „tylko” 800 tys. Niemców.
A według pewnych danych – nawet 1,5 mln Polaków i „tylko” 500 tys. Niemców! To są wyniki, które – przyzna Pan – robią wrażenie i miały wtedy swoją polityczną wymowę.
Karol: – Zgadzam się z Panem Prezesem, jak zatem ten fakt wykorzystywano?
Pan Prezes: – Tak, że już w II RP powstawały na Śląsku POLSKIE INSTYTUCJE KULTURALNO-OŚWIATOWE.
Karol: – Na przykład?
Pan Prezes: – Śląsk zaczął się przeobrażać w latach 1928 – 1931, powstają wówczas m.in. Śląskie Techniczne Zakłady Naukowe w Katowicach, Wyższe Studium Nauk Społeczno-gospodarczych (w 1937r.), Instytut Śląski, uruchomiono średnie szkolnictwo i budowano nowoczesne szkoły podstawowe. Powstała też Biblioteka Śląska. Także Muzeum Śląskie, które jeszcze przed jego oficjalnym otwarciem, zostało zburzone przez hitlerowców.
A po II wojnie światowej powstało na Śląsku przede wszystkim szereg wyższych uczelni, z Uniwersytetem Śląskim i Uniwersytetem Opolskim na czele.
No i oczywiście Zespół Artystyczny, z którego Ślązacy do dziś są bardzo dumni (w pierwszej fazie działalności złożony był wyłącznie z amatorów)…
Karol: – A zatem powstał nie tylko… Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”?
Pan Prezes: – Oczywiście, że nie tylko! Gdyż była gleba, na której można było posadowić te ośrodki.
Karol: – A co Pan powie o gospodarce?
Pan Prezes: – O gospodarce nie mnie się wypowiadać. Byłem i jestem tylko obserwatorem – tzn. działaczem społeczno-kulturalnym, a nie fachowcem od gospodarki i ekonomii. Podobnie jak nasze Towarzystwo, które jest tylko grupą społeczników, bez środków finansowych, bez biura i fachowego zaplecza.
Zatem wtrącanie się do tych spraw byłoby z naszej strony poważnym nadużyciem. Od tych spraw jest Państwo! Cały jego aparat: władze i organizacje samorządowe.
Przy czym chodzi o poszanowanie przez władze centralne zasady nie ograniczania roli SAMORZĄDU! Jako prawnik dodam jeszcze, że
potrzebne jest (w realizacji właściwej współpracy) pełne niezależne sądownictwo i niezawisłość sędziowska. Gdyż wolne sądy, to NIE TYLKO NERW MORALNY PAŃSTWA, ale
DETERMINANTA FUNKCJONOWANIA KAŻDEGO PAŃSTWA jako całości, w tym również SAMORZĄDU!
Karol: – Panie Prezesie i Sędzio (choć już tylko w stanie spoczynku): proszę to powiedzieć bardziej zrozumiale…
Pan Prezes: – Tam, gdzie zasady praworządnego państwa są łamane, eliminowane czy ograniczane, prędzej czy później DROGA PROWADZI DO KATASTROFY!
Karol: – To proszę określić czym jest praworządność?
Pan Prezes: – Praworządność jest w dzisiejszych czasach ważnym społecznie spoiwem integracyjnym.
Prawo musi znaczyć prawo, również w stosunku do nas, Ślązaków, którzy m.in. w wyniku powstań śląskich, szczególnie trzeciego w 1921 roku, przywrócili Górny Śląski Polsce z całym jego potencjałem gospodarczym.
Karol: – Serdecznie dziękuję Panu za rozmowę.
Pan Prezes: – Ja też Panu dziękuję, szczególnie za cierpliwość w konstruowaniu tej rozmowy i… wyczuwalną miłość do Śląska.
Karol: – Czapka z głowy przed wszystkimi, którzy przez kilkaset lat współuczestniczyli w dziele utrwalania jego POLSKOŚCI!










Bardzo ciekawa, przyprawiona goryczą smutnej prawdy rozmowa, którą obowiązkowo powinni przeczytać obecni i przyszli rządzący Naszym Krajem. Śląsk zawsze traktowany był jak „przemysłowa cytryna”, z której wyciskano ile się da dla reszty kraju i na tym koniec. A skórkę zostawiamy, bo i wam coś się należy. Zamiast szacunku i uznania dla Śląska jako historycznej i kulturalnej części Polski, szyderstwa i epitety – „zakamuflowana opcja niemiecka”. Jedyne co trafia do przeciętnego Polaka, to „śląska godka”, bo jest się z czego pośmiać. Ale to naprawdę za mało, wypadałoby zainteresować się jak wielkich ludzi wydała ziemia śląska, w przeciwnym razie pochowamy w naszej ignorancji, podobnie jak to się stało z Żydami, oddanych swojej Ojczyźnie Ślązaków, naszych wspaniałych, pełnych patriotyzmu ziomków. Z wyrazami szacunku – Szymon Koprowski.