Rozmowa z sędzią Sądu Najwyższego w st. sp. dr. JÓZEFEM MUSIOŁEM

1

Rozmowa z sędzią Sądu Najwyższego w st. sp. dr. JÓZEFEM MUSIOŁEM, Prezesem Towarzystwa Przyjaciół Śląska w Warszawie

Karol Czejarek (Karol): – Panie Prezesie, Towarzystwo Przyjaciół Śląska w Warszawie powstało w 1989 r., a więc praktycznie już w okresie intensywnej transformacji społeczno-gospodarczo-politycznej w Polsce.

Czy dzisiaj – w kontekście błędnej polityki władz PRL-u wobec Ślązaków – dorobek Śląska w ogólnej polityce naszego Państwa jest nadal niedoceniany, że musi za tym ujmować się Towarzystwo „Przyjaciół Śląska” w Warszawie?

Józef Musioł (Pan Prezes): – Drogi Profesorze, na początku muszę dodać, że rejestracja Towarzystwa nastąpiła po dość długich staraniach 15 lutego 1989 roku i nie tylko moim zdaniem – Towarzystwo nasze jest nadal potrzebne,

gdyż wiedza o Śląsku i jego historycznych uwarunkowaniach w Polsce była – i niestety wciąż jest – dotknięta głęboką ignorancją, szczególnie w sferach rządzących.

Karol: – Mocne słowa!

Pan Prezes: – Tak, przyznaję. Ale to w dalszym ciągu wiedza naskórkowa, nadal w dużej mierze nastawiona na wyciąganie ze Śląska wszystkiego co można, bez wnikania w jego historię, skomplikowane i dramatyczne losy ludzi tej ziemi.

Uwaga zawsze była skierowana na to, co i ile można z niego wyeksploatować.

Śląsk jawił się decydentom właśnie jako obszar „podejrzanych” i w tym zakresie  były i nadal są przyznawane tam środki.

Na przykład: dawano górnikom asygnaty na kupno pralek czy nawet „Syrenki”, aby pracowali aż na cztery zmiany, w nocy, w piątek, świątek i w niedziele.

Kiedy zobaczyłem ich rozebranych do pasa w sanatorium „Podczele”, to miałem wrażenie, że widzę wynędzniałych więźniów z obozu.

Oczywiście to tylko ilustracja tego, o czym mówimy.

A ponadto, tę ludność najczęściej traktowano jako Niemców, często z pogardą, a to już pozwalało (i tak w dużej mierze jest nadal) traktować ją „ z góry”, jakby to dzisiaj powiedziano „jako gorszy sort”, pomijając jej  wielkie bogactwo kultury i wartości, które wnosiła i wniosła ze swej bogatej  przeszłości do Polski!

Karol: – Jak Pan to uzasadnia?

Pan Prezes: – Historię Śląska traktowano często z pogardą i po prostu koniunkturalnie.

Historia powstań śląskich raz była wygodna, to znów lekceważona, bo…

„powstańcy – to nacjonaliści”, a zdarzało się, że sam Śląsk stawał się swego rodzaju atrapą wywołującą antagonizm dzielnicowy.

Sam tego doznałem jako syn uczestnika trzech powstań śląskich, siostrzeniec pięciu powstańców, z których najmłodszy – Teodor – zginął w trzecim powstaniu; środkowy – kpt Szymon Białecki – był szefem sztabu grupy operacyjnej „Wschód”, potem więźniem obozów sowieckich.

Przeżywałem dramatyczne chwile, gdy rozgoryczeni powstańcy śląscy i ich potomkowie opuszczali Śląsk.

Jak „drzazga w sercu” tkwi we mnie tragiczna wywózka w 1945 roku kilkudziesięciu tysięcy Ślązaków do ZSRR, z czego tylko 1/3 wróciła do kraju.

Bez znajomości warunków w czasie okupacji na Górnym Śląsku, wcielonym do III Rzeszy, nadaniu tzw. Volkslisty i nakazu przymusowego wcielenia do Wehrmachtu z wszystkimi tego konsekwencjami.

Nie pamięta się tego, że tysiące tych chłopaków, ryzykując życiem, dezerterowało i ochotniczo zgłaszało się do armii na Zachodzie. Mogło tam w miarę bezpiecznie dotrwać do końca wojny.

Podobnie było na froncie Wschodnim. Tam na wielu żołnierskich grobach widnieją śląskie nazwiska.

Wyraźnie to sobie uświadomiłem, gdy moje osobiste losy rzuciły mnie w 1976 r. do Warszawy.

Karol: – I co?

Pan Prezes: – Napisałem wtedy dramatyczny list do premiera PRL!

Czy Pan może uwierzyć, że po śmierci Stanisława Hadyny, przez wiele miesięcy nie powoływano dyrektora zespołu „Śląsk”? A na Filii U. Śl. W Cieszynie, w lipcu lub w sierpniu 1999r., najwyższy wtedy przedstawiciel władz w Katowicach, do zebranych tam uczestników konferencji naukowej poświęconej St. Hadynie, powiedział „ex cathedra”, że Zespołu „ŚLĄSK” nie ma sensu dalej utrzymywać, bo… kosztuje, a przecież mamy na Śląsku i Operę, i Filharmonię, i NOSPR i… jeszcze tam coś!

Sala zamarła!

Wtedy zrozumiałem, że to wielomiesięczne odwlekanie powołania nowego kierownictwa Zespołu „ Śląsk” przewidywano już wcześniej, planując przeznaczenie Pałacu (siedziby zespołu) i 19-hekatorowego parku na inny cel.

Karol: – Na co nie pozostał Pan obojętnym?

Pan Prezes: – Ja wtedy wystąpiłem z ostrym oskarżeniem, jakiego wobec władzy nie podjąłem nigdy wcześniej. I otrzymałem  ogromne brawa!

Sprawa stała się głośna, problem wyciszono i w końcu NOWA DYREKCJA ZESPOŁU ZOSTAŁA POWOŁANA!

Karol: – Ta odwaga „obrony Śląska” cechuje Pana do dziś!

A czy zdradzi Pan nazwisko tego przedstawiciela władz, który wtedy zapowiedział wygaszenie działalności zespołu Śląsk”?

Pan Prezes: – Nie podaję tego nazwiska, gdyż później okazał Zespołowi wiele pomocy i zrozumienia.  Mnie przeprosił i oświadczył, że wtedy tak musiał!

Karol: – I to był impuls powołania Towarzystwa Przyjaciół Śląska?

Pan Prezes: – Tak. Zacząłem w Warszawie szukać ludzi ze Śląska, a także tych, którzy go dobrze rozumieli, albo chcieli zgłębić jego historię.

Dlatego w Warszawie, gdyż z niej płynęły wszelkie decyzje dotyczące regionu Śląska, więc postanowiłem, przede wszystkim bronić

POLSKOŚCI ŚLĄSKA!

Karol: – I rozumiem, że znalazł Pan takich?

Pan Prezes: – Okazało się, że jest ich wielu, ale jakby poukrywanych.

Kiedyś mój Przyjaciel, śp. Franek Pieczka, powiedział mi:

„Józek, jak Ci się wydaje, że przyznawanie się tu, że jest się Ślązakiem pomaga – to bardzo się mylisz!”.

Wtedy – przy załatwianiu formalności – pomocną dłoń wyciągnął do mnie legendarny, także OPOLANIN –  Jan Edmund Osmańczyk.

Jako prawnik zdawałem sobie sprawę, że mojej inicjatywie muszę nadać ramy, które będą się mieściły w obowiązującym wtedy porządku prawnym.

Karol: – I to się Panu w pełni udało, czyli powołanie do życia Stowarzyszenia, które znane jest do dziś jako

TOWARZYSTWO PRZYJACIÓŁ ŚLĄSKA.

To jedyna tego typu organizacja w historii Warszawy. Dodam, że wielka w tym Pana zasługa, dowód Pańskiej witalności  i aktywności na mapie społeczno-kulturalnej stolicy i… miłości do Śląska!

Co dzięki Towarzystwu udało się dla Śląska załatwić?

Pan Prezes: – Przede wszystkim organizować cykliczne spotkania ukazujące Śląsk w całym jego bogactwie historycznym i kulturowym.

Tym bardziej, że wszystkie organizowane przez nas imprezy były zawsze otwarte dla KAŻDEGO, kto chciał w nich uczestniczyć.

Protestowaliśmy, gdy wobec Śląska pojawiały się fałszerstwa i niesprawiedliwe opinie,

gdyż to one często nadawały kierunek krzywdzącym decyzjom.

Okazało się, że uczciwie przekazywana wiedza zmieniała nastawienie władz i społeczeństwa do regionu, znosiła jawną bądź ukrywaną „dzielnicowość” i antagonizm.

Karol: – Ciekawą inicjatywą było ustanowienie DOROCZNEJ NAGRODY Towarzystwa Przyjaciół Śląska, którą honoruje się do dziś osoby za dokonania daleko wykraczające poza ten region.

Pan Prezes: – Zgadza się!

Na 20-lecie, a potem 30-lecie naszego Towarzystwa wydaliliśmy nawet stosowne albumy z naszymi laureatami.

Karol: – Można powiedzieć, że są to swego rodzaju encyklopedie, w których czytelnik postrzega  ŚLĄSK poprzez wybitne postaci kultury, nauki i inne ważne społecznie działalności.

Dodam, że jako człowiek też mający korzenie śląskie gratuluję Panu Prezesowi tej pięknej inicjatywy!

Proszę więc o wymienienie — jeśli nie wszystkich laureatów wspomnianej nagrody – to przynajmniej część z nich.

Pan Prezes: – Proszę bardzo, choć trudno rzeczywiście w tym miejscu wymienić wszystkich.

Wyróżnieni naszą nagrodą zostali, m.in.:

Henryk Mikołaj Górecki  i Wojciech Kilar – jedni z najwybitniejszych współczesnych kompozytorów świata! Także oczywiście:

Kazimierz Kutz – wspaniały reżyser filmowy i teatralny!

Także znani profesorowie, m.in:

Jan Szczepański, Jan Miodek, Stanisław Sławomir Nicieja z Opola, a także

Stanisław Hadyna – twórca, wspomnianego już – znakomitego zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”.

Naszą nagrodą wyróżniony został też, także wspomniany już – Franciszek Pieczka – wybitny aktor, a ze świata lekarskiego: światowej sławy nefrolog Franciszek Kokot, prof. Andrzej Bochenek i prof. Marian Zembala. Ponadto laureatami nagrody są Artyści, m.in.: Lidia Grychtołówna, Piotr Paleczny, legenda polskiego jazzu – Adam Makowicz, jak również wspaniały aktor filmowy i teatralny Olgierd Łukaszewicz.

W tym znakomitym gronie nie zabrakło oczywiście też światowej sławy tenora – Piotra Beczały. Spośród uczonych zostali wyróżnieni zostali, m.in.: prof. Maksymilian Pazdan z Uniwersytetu Śląskiego – jeden z najwybitniejszych w Europie znawca prawa cywilnego i prywatnego międzynarodowego, oraz prof. Norbert Honsza – germanista, a także Waldemar Świerzy – światowej rangi artysta oraz prof. ASP Jan Kucz i dr inż. Andrzej Glenz, łączący z wielkim sukcesem świat nauki i biznesu.

Karol: – Proszę zatem teraz Pana Prezesa o kilka zdań na temat wyglądu statuetki nagrody.

Pan Prezes: – Symbolem nagrody jest popiersie Ślązaczki z jabłkiem na dłoni – jako oznaką dawania.

Karol: – Czyjego autorstwa?

Pan Prezes: – Też Ślązaka, profesora ASP Piotra Gawrona!

Wszystkie te nagrodzone postacie, nie tylko „podnoszą” Ślązaków, ale też zmuszają innych naszych Obywateli do szacunku do Ziemi Śląskiej i jej mieszkańców!

Karol: – Panie Prezesie, jakże to pięknie powiedziane!

Wzruszyłem się, gdyż i mój śp. Ojciec pochodził z Zabrza.

Pan Prezes: – Polska, krótko mówiąc, zawdzięcza Śląskowi naprawdę wiele, a mimo to nie odwzajemnia się mu adekwatnie do jego potencjału intelektualnego i ekonomicznego…

Karol: – Co zatem – Pańskim  zdaniem – powinna zrobić?

Pan Prezes: – Wiele i niewiele!

Przede wszystkim musi się zmienić nastawienie mentalne, polityczne i ekonomiczne do Śląska.

Myślę, że również Ślązacy powinni mieć swoją reprezentację w parlamencie, w pełni niezależną od  partii politycznych.

A już teraz, wszyscy posłowie ze Śląska powinni wyrażać w polskim parlamencie interes tej ziemi, bez względu na polityczne opcje.

To uniezależnienie się powinni sobie zastrzec, wchodząc do tych partii, czyli stawiać interes Śląska jako priorytet swej działalności!

Karol: – Nasuwa się jednak pytanie: czy można to pogodzić z interesem państwa polskiego?

Pan Prezes: – Ja uważam, że można!

Dowiodły tego doświadczenia II RP, kiedy autonomia Śląska nie była jeszcze okrojona.

Uważam, że sami Ślązacy też nie powinni dawać się wchłaniać w centralne gierki, a kierować zdrowym rozsądkiem, że nie powiem – zimną kalkulacją.

Jestem przekonany, że wtedy Polska zyskałaby znacznie więcej niż dzisiaj, a Górny Śląsk rozwijałby się racjonalnie, nie ulegając dewastacji.

Oczywiście nie można zaprzeczyć, że G. Śląsk w widoczny sposób rozwinął się po II wojnie światowej, że np. stolica Śląska – Katowice –

stała się miastem europejskim, ale nas obecnie interesuje, jak naprawdę żyje się ludziom?

W jakim stopniu zdewastowane są  niektóre regiony Śląska? Przerażają zapadliska, walą się domy, powietrze zatrute!

Po prostu rozwój nie idzie w parze z budową infrastruktury służącej bezpiecznemu i godnemu życiu. Środki należne z Unii nie spływają z niezrozumiałego dla Ślązaków zachowania się Warszawy, wdającej się w jakieś „wojenki”, głównie z Unią Europejską.

My jesteśmy na to szczególnie wyczuleni, bo wynika to z naszych historycznych doświadczeń.

Na dodatek określa się Ślązaków obraźliwymi epitetami, nazywając  ich „zakamuflowaną opcją niemiecką”!

Karol: – Mój Boże, ale teraz wytoczył Pan Prezes „strzały”!

Przyjmuję Pana argumenty do wiadomości, a jeśli tak jest, jak Pan mówi, to DO ZROBIENIA JEST JESZCZE BARDZO WIELE! I oby Pańskie życzenia – w kwestii upodmiotowienia Śląska wobec reszty Polski się spełniły.

Proszę jeszcze powiedzieć naszym Czytelnikom, z kim dziś współpracuje Pan  w Zarządzie i z jakimi  problemami zmagacie się na co dzień?

Pan Prezes: – Jeszcze jest dużo do zrobienia dla Śląska, czyli dla Polski, gdyż ja tego nie rozdzielam. Są to bowiem interesy sprzężone!

Nasze możliwości działania są jednak ograniczone, wręcz marginesowe, a mimo tego chcielibyśmy wypełniać przynajmniej pewien margines zadań w tym warszawskim „menu”.

Karol: – No, na przykład?

Pan Prezes: – Nie jest to łatwe, gdyż nie jesteśmy dotowani przez Państwo.

Dysponujemy wyłącznie tym, co otrzymujemy w darze od naszych przyjaciół i z naszych symbolicznych składek członkowskich.

Często sami zrzucamy się np. na znaczki pocztowe; ja także przekazuję do budżetu Towarzystwa swoje honoraria autorskie, koleżanka adwokat też coś dorzuca.

Nasi przyjaciele pomagają nam też w inny sposób, np. sponsorują wydawane przez nas publikacje. Podkreślę, że nasz Zarząd zawsze składał się z ludzi oddanych, całkowicie bezinteresownych!

Nasi członkowie zawsze pomagają też przy organizacji różnych spotkań: sami wykonują różne prace fizyczne (np. wnoszą i ustawiają krzesła, a na niektóre doroczne ŚWIĘTA  w stolicy, wielu naszych zwolenników przywozi z odległych śląskich gmin kołocze lub inne regionalne specjały); częstujemy nimi wszystkich obecnych, w tym zawsze licznych warszawiaków.

Krótko mówiąc współpracujemy z wszystkimi, jak to się mówi, LUDŹMI DOBREJ WOLI.

Zdarzało się np., że przyjaciel mający na G. Śląsku firmę produkującą urządzenia przeciwpożarowe, społecznie zabezpieczał Muzeum Jana Pawła, w którym organizowaliśmy publiczne imprezy historyczne.

W dużej mierze nasza działalność polegała ( i polega nadal) na przyciąganiu zaprzyjaźnionych z nami podmiotów do realizacji wielu społecznych przedsięwzięć.

Kiedyś zapytano Panią Prezydentową Jolantę Kwaśniewską, jak Jej się udaje organizować i budować kliniki specjalistyczne dla dzieci? Odpowiedziała na to, że potrafi o to ładnie prosić i ładnie dziękować (cytuję z pamięci). Czynię tak i ja, i nieustannie zachęcam do tego także nasze koleżanki i kolegów z Towarzystwa.

Pyta mnie Pan Profesor, z kim w Zarządzie aktualnie współpracuję? Otóż obecnie z harcmistrzem Bogdanem Trześniowskim, z Markiem Kulińskim (dziennikarzem), ze skarbnikiem inż. Stefanem Świtułą, z dr. ekonomii Ryszardem Musiołem – sekretarzem generalnym, na którym obecnie (ze względu na mój wiek) ciąży bardzo wiele obowiązków.

Współpracuję też z dr. hab. Markiem Drozdowskim – wybitnym historykiem, także z dr. Mieczysławem Starczewskim – historykiem (nie tylko wojskowości), wysoko też cenię współpracę z p. Krystyną Loską, Karoliną Wojdalą – aktorką, jak również z panią dr med. Witkowską – Pielą.

Na czele Komisji Rewizyjnej stoi wspaniały Stanisław Nowak, a Sądu Koleżeńskiego – adw. Antonina Pieczyńska. Nie można też zapomnieć o poprzednikach, o których można dowiedzieć się z naszych albumów „Twarze Śląska”. Niestety – starzejemy się, a chętnych do pracy społecznej nie ma dziś zbyt wielu. Tym bardziej, iż dzisiaj działaczy społecznych nie rozpieszcza się.

Karol: – Co to znaczy „nie rozpieszcza się”? Ale to tylko część mojego kolejnego pytania, ponieważ  chciałbym jeszcze zapytać Pana Prezesa, czy w kontekście naszej dotychczasowej rozmowy mógłby Pan uzupełnić niektóre odpowiedzi?

Pan Prezes: – Ależ oczywiście, proszę pytać!

Karol: – Czy nie warto zauważyć, że – mimo ponad 600-letniej germanizacji – Śląsk nie dał się zniemczyć i że w ogóle ma (o czym prawie się nie mówi) przebogate PROPOLSKIE tradycje kulturalne. A współcześnie – wspaniałe wyższe uczelnie, na czele z Uniwersytetem Śląskim i Opolskim?

Dalej też może szczycić się Zespołem Pieśni i Tańca „Śląsk”! I zapytam Pana też jeszcze: czy tylko wspomniane przez Pana Katowice są dzisiaj „europejskim” miastem? A Gliwice, Zabrze, Chorzów, Opole, Cieszyn?

I ostania kwestia: Jaka powinna być – zdaniem Pana Prezesa – gospodarcza przyszłość Śląska, skoro GÓRNICTWO odchodzi pomału do lamusa? I co z… tzw. „truciem Odry”, likwidacją śmieci oraz groźnych odpadów (w tym chemicznych) zwożonych na Śląsk?

Jaki pogląd ma tej sprawie Pańskie Towarzystwo, którego dorobek bardzo doceniam i którego dalsze istnienie uważam za wielce pożyteczne!

Pan Prezes: – Śląsk to swoisty fenomen, który rzeczywiście nigdy nie dał się zniemczyć! Z bliższej historii, wskazują na to wszelkie robione w przeszłości statystyki. Przeprowadzony np. w 1910 roku spis ludności na Górnym Śląsku wykazał, że wtedy mieszkało tam ponad 1,2 mln Polaków, a „tylko” 800 tys. Niemców.

A według pewnych danych – nawet 1,5 mln Polaków i „tylko” 500 tys. Niemców! To są wyniki, które – przyzna Pan – robią wrażenie i miały wtedy swoją polityczną wymowę.

Karol: – Zgadzam się z Panem Prezesem, jak zatem ten fakt wykorzystywano?

Pan Prezes: – Tak, że już w II RP powstawały na Śląsku POLSKIE INSTYTUCJE KULTURALNO-OŚWIATOWE.

Karol: – Na przykład?

Pan Prezes: – Śląsk zaczął się przeobrażać w latach 1928 – 1931, powstają wówczas m.in. Śląskie Techniczne Zakłady Naukowe w Katowicach, Wyższe Studium Nauk Społeczno-gospodarczych (w 1937r.), Instytut Śląski, uruchomiono  średnie szkolnictwo i budowano nowoczesne szkoły podstawowe. Powstała też Biblioteka Śląska. Także Muzeum Śląskie, które jeszcze przed jego oficjalnym otwarciem, zostało zburzone przez hitlerowców.

A po II wojnie światowej powstało na Śląsku przede wszystkim szereg wyższych uczelni, z Uniwersytetem Śląskim i Uniwersytetem Opolskim na czele.

No i oczywiście Zespół  Artystyczny, z którego Ślązacy do dziś są bardzo dumni (w pierwszej fazie działalności złożony był wyłącznie z amatorów)…

Karol: – A zatem powstał nie tylko… Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”?

Pan Prezes: – Oczywiście, że nie tylko! Gdyż była gleba, na której można było posadowić te ośrodki.

Karol: – A co Pan powie o gospodarce?

Pan Prezes: – O gospodarce nie mnie się wypowiadać. Byłem i jestem tylko obserwatorem – tzn. działaczem społeczno-kulturalnym, a nie fachowcem od gospodarki i ekonomii. Podobnie jak nasze Towarzystwo, które jest tylko grupą społeczników, bez środków finansowych, bez biura i fachowego zaplecza.

Zatem wtrącanie się do tych spraw byłoby z naszej strony poważnym nadużyciem. Od tych spraw jest Państwo! Cały jego aparat: władze i organizacje samorządowe.

Przy czym chodzi o poszanowanie przez władze centralne zasady nie ograniczania roli SAMORZĄDU! Jako prawnik dodam jeszcze, że

potrzebne jest (w realizacji właściwej współpracy) pełne niezależne sądownictwo i niezawisłość sędziowska. Gdyż wolne sądy, to NIE TYLKO NERW MORALNY PAŃSTWA, ale

DETERMINANTA FUNKCJONOWANIA KAŻDEGO PAŃSTWA jako całości, w tym również SAMORZĄDU!

Karol: – Panie Prezesie i Sędzio (choć już tylko w stanie spoczynku): proszę to powiedzieć bardziej zrozumiale…

Pan Prezes: – Tam, gdzie zasady praworządnego państwa są łamane, eliminowane czy ograniczane, prędzej czy później DROGA PROWADZI DO KATASTROFY!

Karol: – To proszę określić czym jest praworządność?

Pan Prezes: – Praworządność jest w dzisiejszych czasach ważnym społecznie spoiwem integracyjnym.

Prawo musi znaczyć prawo, również w stosunku do nas, Ślązaków, którzy m.in. w wyniku powstań śląskich, szczególnie trzeciego w 1921 roku, przywrócili Górny Śląski Polsce z całym jego potencjałem gospodarczym.

Karol: – Serdecznie dziękuję Panu za rozmowę.

Pan Prezes: – Ja też Panu dziękuję, szczególnie za cierpliwość w konstruowaniu tej rozmowy i… wyczuwalną miłość do Śląska.

Karol: – Czapka z głowy przed wszystkimi, którzy przez kilkaset lat współuczestniczyli w dziele utrwalania jego POLSKOŚCI!  

Poprzedni artykułBeksiński: sztuki plastyczne (albumy z dziełami artysty)
Następny artykułWystąpienie Prezydenta Uzbekistanu na 78. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

1 KOMENTARZ

  1. Bardzo ciekawa, przyprawiona goryczą smutnej prawdy rozmowa, którą obowiązkowo powinni przeczytać obecni i przyszli rządzący Naszym Krajem. Śląsk zawsze traktowany był jak „przemysłowa cytryna”, z której wyciskano ile się da dla reszty kraju i na tym koniec. A skórkę zostawiamy, bo i wam coś się należy. Zamiast szacunku i uznania dla Śląska jako historycznej i kulturalnej części Polski, szyderstwa i epitety – „zakamuflowana opcja niemiecka”. Jedyne co trafia do przeciętnego Polaka, to „śląska godka”, bo jest się z czego pośmiać. Ale to naprawdę za mało, wypadałoby zainteresować się jak wielkich ludzi wydała ziemia śląska, w przeciwnym razie pochowamy w naszej ignorancji, podobnie jak to się stało z Żydami, oddanych swojej Ojczyźnie Ślązaków, naszych wspaniałych, pełnych patriotyzmu ziomków. Z wyrazami szacunku – Szymon Koprowski.

Skomentuj Szymon Koprowski Anuluj odpowiedź

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj