Karol Czejarek (Karol): – Tuniu, dlaczego od dawna tak intensywnie zabiegałaś o powstanie książki o Broni?
Elżbieta Gajewska (Tunia): – Moja odpowiedź na Twoje pytanie ma dwa aspekty:
– pierwszy dotyczy treści, a drugi formy przekazu, który skierowany ma być do możliwie najszerszego grona odbiorców.
Karol: – Wyjaśnij to proszę bliżej.
Tunia: – Treścią Twojej książki jest opowieść o życiu i twórczości mojej ukochanej Cioci, która poprzez swoje dzieła malarskie utrwaliła osobiste i niepowtarzalne postrzeganie i rozumienie świata, a także zawarła w nich własną ocenę zjawisk, skierowaną do przyszłych pokoleń.
Karol: – Zatem cieszę się, że widzisz i doceniasz w tym szczególną rolę książki.
Tunia: – Tak, bardzo doceniam, gdyż dobra książka tworzy rodzaj pomostu pomiędzy twórcą a odbiorcą sztuki. I… w odróżnieniu od wystaw, którymi na ogół chwalą się artyści, pozwala na nieprzerwane obcowanie z jego dziełami. Zwłaszcza, gdy jest bogato ilustrowana (jak będzie w naszym przypadku), ponieważ – pomimo pozostawiającej zawsze wiele do życzenia jakości reprodukcji – dostarcza czytelnikowi intensywnych wrażeń odbieranych poprzez sztukę.
Poza tym książka ma jeszcze jeden nie do przecenienia walor – ogromny zasięg nieograniczonego jej oddziaływania!
Karol: – Przy czym – zauważmy – nie bez znaczenia jest fakt, że istnieją obecnie nowe możliwości tego oddziaływania, poprzez elektronikę i Internet.
Tunia: – Tak, oczywiście.
Bowiem nieograniczony jest w pojemności „mózg świata” (jakim jest Internet), który już od dłuższego czasu rejestruje wszystko, co dotyczy historii naszej cywilizacji.
Optymistyczne jest przede wszystkim to, że jeśli odciśniemy w „chmurze” ślad naszych działań, to pozostanie on tam na zawsze.
Karol: – Zatem przekładając to na język praktyczny, stwórzmy po ukazaniu się naszej książki także jej wersję elektroniczną.
Tunia: – Cieszę się i niech to będzie nasz wspólny cel, czyli
UTRWALENIE PAMIĘCI O BRONI I JEJ DZIELE, w każdej możliwej obecnie postaci.
Karol: – Nic dodać, nic ująć!
Ale w związku z tym zapytam: czy zadowala Cię (oczywiście także Twojego Męża – Tadeusza Gadzinę, jako najbliższych członków rodziny Cioci) powstała dotychczas wersja książki, która w kilku „odsłonach” była już drukowana w „Przeglądzie Dziennikarskim”?
Czy też jest jeszcze coś, o co powinienem uzupełnić jej treść?
(Rozmawiamy bowiem w momencie, gdy można to jeszcze zrobić, gdyż książka znajduje się na etapie korekty).
Tunia: – Odpowiem Ci na to tak:
cieszymy się z Tadeuszem, że zgodziłeś się zostać jej autorem!
Tym bardziej, iż od chwili poznania Broni byłeś Jej oddanym przyjacielem i „sekundantem” działań na wszelkich polach Jej aktywności.
Łączyła Was wielka pasja, entuzjazm i rozumienie sztuki, a jednocześnie…
silne poczucie odpowiedzialności:
Jej jako artystki, a Ciebie jako opiekuna sztuki i nauki – zarówno w stosunku do własnego imperatywu działania, jak i wobec oczekiwań środowiska.
Karol: – Bardzo dziękuję za te słowa.
Tunia: – Ponadto uważam, że Twoja natura (pełna ciepła i empatii) potrafiła głęboko zrozumieć niepowtarzalną osobowość Broni, Jej wielki talent i walkę o zrozumienie Jej własnej sztuki. Pokazujesz też w książce Jej niezwykłe życie,
niemal męską siłę charakteru,
a jednocześnie kobiecy wdzięk i delikatność serca, ubierając to wszystko po mistrzowsku ukształtowanym „słowem”.
Karol: – Jest dla mnie zaszczytem, że mogę Wam przy realizacji tego celu towarzyszyć.
Tunia: – Nie wyobrażamy sobie (razem z Tadeuszem), że ktokolwiek inny mógłby to zrobić
lepiej.
Karol: – Wobec tego zapytam jeszcze:
Ile jest… Broni w Tobie i w Tadeuszu?
Co Wy (jako wybitni Artyści, Ty – flecistka, a Tadeusz – skrzypek), jednocześnie profesorowie, choć już w stanie spoczynku, Warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego) – przede wszystkim Jej zawdzięczacie?
Tunia: – Otoczeni od najmłodszych lat aurą niezwykłych osobowości Broni i Olgierda Szlekysa (Jej drugiego męża), chłonęliśmy „jak gąbki” ich poglądy na sztukę oraz…
model życia artysty.
Nasza intuicja czerpała wszystko, co rezonowało potem w naszej podświadomości.
Przejęta od nich wrażliwość na piękno, wyrażane poprzez barwę i formę, kształtowała się w nas równolegle z nauką muzyki pod opieką naszych (uczelnianych) mistrzów.
Karol: – Pięknie powiedziane!
Tunia: – Dodam do tego jeszcze, że w klimacie pracowni Broni (w której przez wiele lat mieszkaliśmy) – pełnej twórczej energii tych dwojga wspaniałych artystów (Broni i Olgierda) – nasze wrodzone zdolności znalazły unikalny grunt do rozwoju, a wraz z nimi
kształtowały się ideały sztuki oraz wyobrażenie prowadzącej do nich drogi.
Karol: – Z pewnością wpłynęła też na to możliwość spotykania w pracowni wielu wybitnych postaci, pojawiających się w niej przez lata (jako gości Broni) – plastyków, muzyków, pisarzy, fascynujących duchownych, wojskowych, a nawet polityków…
Tunia: – Tak, oczywiście. I sprawiła, że nasza poszerzająca się dzięki tym kontaktom wiedza o świecie, sztuce i dążeniu człowieka do ideałów stymulowała w sposób prawdziwie twórczy nasz mentalny rozwój.
Karol: – Można zatem powiedzieć, że
zawdzięczacie Broni wzrastanie w wymarzonym środowisku twórczym i to ze świadomością czuwającej nad Wami Jej nieustannej opieki?
Tunia: – Cioci Broni zawdzięczam też wiele pięknych wspomnień z czasów dzieciństwa,
na przykład wyprawy do teatru lalek, kiedy musiała pokonać drogę zatłoczonym zwykle autobusem, trzymając mnie na swojej (jedynej przecież) ręce.
Karol: – Możesz dodać coś więcej?
Tunia: – Pamiętam dobrze jedną z takich wypraw, kiedy przedzierała się ze mną przez tłum pasażerów w kierunku wyjścia, a ja trzymana przez Nią w górze ponad ich głowami, rezolutnie krzyknęłam: „Ciociu – zgubiłam bucik!”. Natychmiast wszyscy zabrali się do jego szukania.
Karol: – Podobno Bronia projektowała też Twoje dziecięce sukienki, z których ulubioną i zapamiętaną przez Ciebie na całe życie była „falbankowa”, z jedwabiu w kwiatki na błękitnym tle?
Tunia: – Tak było!
Karol: – Co jeszcze pamiętasz z tamtego czasu?
Tunia: – Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych ub. wieku, Ciocia mieszkała przy ulicy Pięknej (wtedy Piusa XI), gdyż Starówka była dopiero w trakcie odbudowy. Wspominam klimat tego mieszkania, z którego piękne stare meble (prawdopodobnie przywiezione ze Śląska, z Lublińca, gdzie spoczywa Jej pierwszy mąż – Stanisław Wilimowski) „przywędrowały” później do pracowni (są w niej do dzisiaj).
Już tam, „na Pięknej”, Bronia organizowała przyjęcia, które zapamiętałam, obserwując licznych i rozbawionych gości, a ja… przemykająca pomiędzy nimi jak krasnoludek.
Karol: – I podobno tam powstał Twój pierwszy, namalowany przez Ciocię, portret naturalnej wielkości – „dziewczynki siedzącej w fotelu”?
Tunia: – Tak, oczywiście, ale z tym miejscem związane są też moje drobne dziecięce „smutki”, kiedy dostałam od Cioci piżamę i rozpłakałam się, wyrzucając Jej: „przecież nie jestem chłopcem”, albo kiedy podstępnie dawano mi we śnie zastrzyki, gdy byłam chora.
Karol: – A jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie o Cioci?
Tunia: – Moim najpiękniejszym wspomnieniem jest Jej twarz – pięknej młodej kobiety, którą obserwowałam ukradkiem podczas Jej porannego makijażu.
Schowana w kąciku, patrzyłam z zachwytem na Jej przepiękne – żywe i błyszczące jak ogniki ciemnobrązowe oczy, których wyraz podkreślała obficie nakładanym tuszem do rzęs.
Wiele lat później opowiadała mi, z charakterystyczną dla Niej dawką humoru, że kiedy straciła rękę, przede wszystkim zadawała sobie pytanie, jak w przyszłości będzie mogła tuszować rzęsy?
Tę dbałość o estetyczny wygląd i pełną wdzięku kobiecą kokieterię zachowała do końca swego życia.
Karol: – Gdybyś miała Tuniu określić jednym, dwoma zdaniami: co z Tadeuszem zawdzięczacie Cioci przede wszystkim?
Tunia: – Zawdzięczamy WSZYSTKO,
co otrzymaliśmy w darze poprzez wychowanie w klimacie sztuki i w zasięgu aury wybitnych osobowości.
Ale zapisały się też w naszej pamięci i w charakterach cenne, „życiowe” rady Broni, Jej żelazne zasady, nie zawsze łatwe do naśladowania…
Karol: – Na przykład?
Tunia: – Często mówiła do mnie:
„NIE NARZEKAJ”! Jak też nieustannie wpajała mi zasadę :
„NIE ODKŁADAJ NIGDY NA PÓŹNIEJ OBOWIĄZKÓW I INNYCH SPRAW,
ROZWIĄZUJ JE W MIARĘ MOŻLIWOŚCI OD RAZU!”, lub:
„NIE ZAPOMNIJ NIGDY O UTRWALANIU PAMIĘCI O LUDZKICH DOKONANIACH!”
Karol: – A w dziedzinie sztuki?
Tunia: – W dziedzinie sztuki przyswoiłam sobie przede wszystkim Jej słowa:
NALEŻY SYSTEMATYCZNIE DOSKONALIĆ SWÓJ WARSZTAT PRACY,
ALE NIE ZAPOMINAJ, ŻE CELEM NIE JEST ĆWICZENIE SAMO W SOBIE, LECZ…
PRZESŁANIE, JAK RÓWNIEŻ WYRAZ SZTUKI, KTÓRĄ UPRAWIASZ.
A TAKŻE ROZUMIENIE JEJ TREŚCI I ZWIĄZANE Z TYM TWOJE OSOBISTE PRZEŻYCIE!
Karol: – Cóż można do tego dodać? Każda z tych maksym jest uniwersalna, zwłaszcza dla artystów.
Ale mam jeszcze takie pytanie:
niewielu profesorów UMFC, jak Ty, może poszczycić się nieprzerwanym wieloletnim związkiem ze swoją uczelnią. Przeszłaś niedawno w stan spoczynku, jakie masz jeszcze plany na kolejne lata?
Tunia: – Kiedy rozpoczynałam studia, nie zdawałam sobie sprawy, że Uczelnia stanie się moim prawdziwym domem, w którym spędzę lwią część swego życia.
Towarzyszyło mi głębokie przekonanie o konieczności wypełnienia obowiązku, jakim była przemiana w wyobrażeniu o dźwięku fletowym w Polsce oraz stworzenie podstaw nowoczesnej dydaktyki w dziedzinie gry na flecie (co opiszę w powstającej już książce na ten temat).
Dziś mam poczucie dobrze spełnionego zadania, ale mam też świadomość, że przyszła pora na kolejne przedsięwzięcia. Nareszcie będę miała czas, aby w myśl wdrożonej mi przez Ciocię idei – zabezpieczyć twórczość oraz utrwalić pamięć o wspaniałych artystach mojej niezwykłej Rodziny:
Stano Gai,
Bronisławie Wilimowskiej,
Olgierdzie Szlekysie,
Stefanie Gajewskim,
Alicji Gajewskiej oraz Marii Cichockiej (aktorce Teatru Ludowego w Nowej Hucie – siostrze mojej Matki).
Karol: – Szczerze popieram WSZYSTKIE Twoje plany! Ale obecnie, najważniejszym zadaniem jest wydanie książki, będącej po części też albumem prezentującym wspaniały i niezwykle bogaty dorobek artystyczny Cioci Wilimowskiej oraz zdigitalizowanie (w miarę możliwości) Jej obrazów oraz ulokowanie ich w godnych miejscach. Czy zgadzasz się z tym?
Tunia: – Tak, zgadzam się.
Jednak problem dotyczący przyszłości jest złożony, choć realizowałby także punkt widzenia i sugestie Broni w kwestii przeznaczenia Jej twórczości malarskiej.
Uważała bowiem, że KAŻDY obraz powinien żyć wśród ludzi i promieniować na myśl ludzką zgodnie z jego przeznaczeniem.
Karol: – Od tej pory działajmy więc w tym kierunku wspólnie!
Tunia: – Z całą pewnością będę dążyć do umieszczenia wybranych prac w Muzeum Powstania Warszawskiego oraz portretu S. Wilimowskiego w nowo powstałym niedawno Muzeum w Lublińcu.
Moje działania będą też kierowane troską o stworzenie w jakimś godnym miejscu stałej ekspozycji Jej obrazów.
Karol: – Zgadzam się z Tobą w 100 procentach.
Tunia: – Pragnęłabym w tym w tym celu kontynuować intencję Broni, gdyż w mojej opinii są to arcydzieła, które wymagają godnego i dostępnego dla nieograniczonego grona odbiorców miejsca, w którym promieniowałyby swym pięknem i mistrzostwem warsztatu malarskiego.
Karol: – Zatem pozwól Tuniu, że na tym zakończymy naszą rozmowę, za którą jestem Ci bardzo wdzięczny, bowiem uzupełnia ona przyszłemu Czytelnikowi książki znacznie pełniejszą wiedzę o Artystce.
Tunia: – I ja pragnę z serca podziękować Ci za Twoje oddanie dla sprawy pamięci o Niej!
Karol: – Miło mi z tego powodu, tym bardziej, że razem z żoną kochaliśmy Bronię jak „matkę”!










