Przypomnienie Anny Seghers, Edmunda Jana Osmańczyka oraz Jana Koprowskiego. Autobiografia Karola Czejarka, cz. XLIII

4

Przypomnienie Anny Seghers (która wierzyła w „nowe” Niemcy – wolne od faszyzmu) i Edmunda Jana Osmańczyka oraz Jana Koprowskiego (w kontekście „przebaczenia” i współpracy Polski z Niemcami) oraz o przypadku… Janusza Hałdysa.

Ale najpierw o trzech mailach, które otrzymałem (do mojej wiadomości, więc nie podaję nazwisk ich autorów), choć niezwykle trafnie odczytali moje intencje, jakie kierowały mną przy pisaniu poprzedniego odcinka (42).

W pierwszym z nich przeczytałem m.in.

„… Wzruszyła mnie przepięknie opisana przez Pana postać p. Brygidy, 91-letniej kobiety ciekawej świata. Także pełen zadumy i smutku opis cmentarza w Ahrbergen. Tekst robi wrażenie, jak zresztą całe Pana życie…”.

Drugi mail zawierał m. in. słowa:

„Gratuluję pięknej wyprawy do Niemiec, przekonująco opisanej w kontekście rodzinnych wspomnień… z uczuciem nostalgii za przeszłością, ale i wydźwiękiem w przyszłość. Może uda się na ich podstawie zbudować NOWĄ tkankę porozumienia między polskimi i niemieckimi rodzinami…”

I jeszcze fragment trzeciego:

„Karolu, z zaciekawieniem przeczytałem kolejny odcinek Twojej autobiografii. Twoje

wspomnienia pobudzają do refleksji nad więzami rodzinnymi i przyjacielskimi. Bardzo złożona historia Twojej rodziny, a w niej powiązane ze sobą wątki polskie i niemieckie. Twoje relacje z niemieckimi przyjaciółmi są budującym przykładem wzajemnego poszanowania WARTOŚCI…”.

(Rzeczywiście są! – pomyślałem sobie. Mam nadzieję, że

świadczy o tym cała moja autobiografia).

Korzystając z okazji, dziękuję z całego serca autorom tych maili! Nie ukrywam też, jak bardzo się cieszę, że tak dużo ludzi reaguje pozytywnie na moje pisanie.

Ale już wracam do treści tego odcinka.

Cała TRÓJKA moich dzisiejszych bohaterów, za śladami których w swoim życiu podążałem – od dawna już nie żyje. Lecz Oni nadal tkwią w mojej pamięci poprzez idee , którym służyli:

ABY NIEMCY JUŻ NA ZAWSZE BYŁY WOLNE OD FASZYZMU!

a

POLACY I NIEMCY ŻYLI ZE SOBĄ W DOBOSĄSIEDZKIEJ ZGODZIE!

Dziś do tego dodaję jeszcze:

W RAMACH UNII EUROPEJSKIEJ.

Opis „swoich” bohaterów zaczynam od Anny Seghers. A to dlatego, iż Ona – na znak protestu przeciwko hitleryzmowi – opuściła Niemcy zaraz po upadku Republiki Weimarskiej. To samo uczyniło w owym czasie wielu najwybitniejszych pisarzy i intelektualistów, jak m.in.: Tomasz Mann, Bertold Brecht, Lion Feuchtwanger, Henryk Mann, Carl Zuckmayer, Albert Einstein czy Willy Brandt. Chociaż akurat ten fakt jest dziś niemal zapomniany. Jak i to, że obecne państwo niemieckie – Niemiecka Republika Federalna – niezmiennie i to od lat podtrzymuje swoje stanowisko potępienia niemieckich zbrodni wobec Polski i Polaków, Żydów i innych narodów, dokonanych w czasie II wojny światowej, po której w maju 1945r. III Rzesza została zmuszona do totalnej kapitulacji.

Anna Seghers, protestując przeciwko hitleryzmowi, ale i chcąc uniknąć represji z tego powodu, opuszcza Niemcy już w 1933 roku i na mocy specjalnej ustawy zostaje za to (podobnie, jak inni emigranci) pozbawiona obywatelstwa.

Warto podkreślić, że od tego momentu otwiera się w jej życiu i twórczości SZCZEGÓLNIE WAŻNY RODZIAŁ!

Włącza się „bez reszty” w życie polityczne emigracji.

Na licznych zebraniach i kongresach występuje jako znana pisarka, którą stała się już w Republice Weimarskiej.

Pisze artykuły, odezwy i broszury.

Nawołuje do utworzenia szerokiego frontu antyfaszystowskiego. Wspólnie z Wielandem Herzfelde, Oskarem Marią Grafem i Janem Petersenem redaguje m.in. czasopismo „Neue Deutsche Blätter”, które ukazuje się (początkowo co miesiąc) w Pradze, Wiedniu, Zurychu, w Paryżu i Amsterdamie. Z tym pismem współpracowało wielu pisarzy emigracyjnych, którzy byli zdecydowanymi przeciwnikami hitlerowskiego reżimu.

Jednak w życiu Anny Seghers okres ten owocował przede wszystkim wybitnymi dokonaniami literackimi.

Już w pierwszym roku pobytu we Francji (z której musiała uciekać dalej tuż po wkroczeniu do Paryża Wehrmachtu), ukazuje się jej powieść „List gończy” (1933), dwa lata później – powieść „Droga przez luty” (1935), choć niewątpliwie szczytowymi osiągnięciami owych lat stały się powieści

„OCALENIE”, „SIÓDMY KRZYŻ” i „TRANZYT”.

(Warto je przeczytać dokładnie i wszystkie, aby dowiedzieć, jak zdaniem autorki doszło do takiej frustracji, że w społeczeństwie niemieckim w latach trzydziestych XX wieku zaistniał faszyzm i to w najgorszym jego nacjonalistyczno-nazistowskim wydaniu).

Seghers dokumentuje nie tylko czas wielkiego wówczas kryzysu ekonomicznego, ale przede wszystkim ukazuje epokę KRYZYSU SAMEGO CZŁOWIEKA (!), jego wyobcowanie ze stosunków międzyludzkich, wszelkiej świadomości i solidarności klasowej.

(Za „Siódmy krzyż” Anna Seghers otrzymała w 1947r. nagrodę im. Georga Büchnera – pisarza i dramaturga okresu Młodych Niemiec, założyciela Rewolucyjnego Towarzystwa Praw Człowieka. A w Stanach Zjednoczonych wydano „Siódmy krzyż” nawet w specjalnym formacie kieszonkowym, dla żołnierzy amerykańskich walczących z hitlerowskimi Niemcami. Na podstawie tej powieści nakręcono również film, ze Spencerem Tracy w roli głównej.

Po Paryżu – stolica Meksyku stała się (również dzięki pisarce) w latach czterdziestych XX wieku jednym z największych skupisk niemieckiej emigracji antyhitlerowskiej.

Stanowili ją, m.in.: Paul Merker, Aleksander Abusch, Ludwig Renn, Egon Erwin Kisch, Bruno Frei, Bodo Uhse, a obok pisarzy – „kolonię niemiecką”, podobnie jak w Paryżu – tworzyli również naukowcy, aktorzy oraz muzycy.

W Meksyku Anna Seghers formułuje słynne zadania pisarza wobec narodu w walce z faszyzmem, nawołując naród do walki z nim! Choć po latach dręczyło ją pytanie, czy słusznie zrobiła, emigrując w latach trzydziestych z Niemiec. Zwłaszcza, gdy dowiedziała się, że aresztowano jej matkę i wkrótce zamordowano w obozie koncentracyjnym na Majdanku.

Odpowiem za nią na to pytanie: moim zdaniem zrobiła słusznie, protestując w ten sposób przeciwko tyranii i dokonywanym zbrodniom i w ogóle przeciwko wszelkiemu ZŁU. Otwarta opozycja była w III Rzeszy niemożliwa, a twórców, którzy się na to odważyli, czekało więzienie i śmierć (jak Ericha Mühsama czy Carla von Osiesietzky’ego, a wielu innych pisarzy popełniło w tym czasie samobójstwo, jak np. w Paryżu Ernst Weiss, bliski przyjaciel Anny Seghers. (TO JEGO MIAŁA Anna Seghers na myśli portretując W „TRANZYCIE” PISARZA WEIDLA)!

Gdy pisarka dowiaduje się o śmierci matki – powstaje (w Meksyku) jedno z najwspanialszych jej dzieł – nowela „Za białym murem”.

Ujawnia w niej własne, dramatyczne przeżycia po dojściu w Niemczech nazistów do władzy. (Drogi Czytelniku, proszę koniecznie przeczytać ten utwór, by przekonać się o SILE Anny Seghers! Miałem zaszczyt poznać Ją osobiście, gdy pełniłem funkcję dyr. dep. Książki MKiS. Poznałem wtedy także innych wybitnych pisarzy NRD, m.in. Hermanna Kanta i Güntera Görlicha (dzięki Janowi Koprowskiemu, ówczesnemu przewodniczącemu Komisji Zagranicznej ZG ZLP), a nawet Hansa Magnusa Enzensbergera (dzięki Karlowi Dedeciusowi, ówczesnemu dyrektorowi Niemieckiego Instytutu Polskiego w Darmstadt). Ale wracając do A. Seghers,

22 kwietnia 1947 r. pisarka wraca do Niemiec. Jej droga do Berlina, w którym osiedla się po wojnie na stałe, wiodła przez Francję i rodzinną Moguncję, wprost do rosyjskiej strefy okupacyjnej, do której wcześniej wrócili z emigracji inni wybitni pisarze, m.in. Johannes R. Becher, Willi Bredel i Friedrich Wolf.

Anna Seghers opisuje po wojnie ten fakt swoich powieściach „Decyzja” i „Zaufanie”. Warto i z tymi powieściami się zapoznać, choć wielu krytyków nazywa je „produkcyjnymi”. Dla mnie pozostają jednak ważnym dokumentem nieistniejącego już państwa – Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Jednak jakby nie oceniać twórczości Anny Seghers, w literaturze światowej pozostaną jej dzieła, i to nie tylko te powstałe na emigracji, ale też wcześniejsze, wydane przez nią w Republice Weimarskiej.

Anna Seghers z ogromną siłą NAPIĘTNOWAŁA FASZYZM, WOJNĘ I DOKONANE PRZEZ SWOICH WSPÓŁZIOMKÓW ZBRODNIE, WIERZĄC JEDNOCZEŚNIE

W INNE NIEMCY!

Jej talent pisarski stworzył bowiem postaci autentyczne, przekonujące i głęboko ludzkie! Stąd wiele jej utworów posiada dziś słusznie rangę pozycji klasycznych, należących bezsprzecznie do wybitnych osiągnięć prozatorskich XX wieku.

PS.

Pisarka urodziła się 19 listopada 1900r. w Moguncji jako Netta Reiling.

(Jej ojciec miał niewielki antykwariat, był jednak znany na międzynarodowym rynku handlu sztuką i jako kustosz opiekował się zbiorami zgromadzonymi w miejscowej kolegiacie. Polityką nie interesował się zupełnie, a swojej jedynaczce zapewnił dostatnie życie i staranne wykształcenie). Anna studiowała historię sztuki, a ponadto językoznawstwo i sinologię.

W czasie studiów nawiązuje kontakt z lewicowymi ugrupowaniami studenckimi, uważając, że wiele ludzi jest po prostu gorzej sytuowanych od niej, co budzi w niej bunt i sprzeciw…

W 1925r. wychodzi za mąż za węgierskiego socjologa Laszlo Radvany’iego, który wkrótce potem przyjmuje nazwisko Johann-Lorenz-Schmidt.

ANNĄ SEGHERS pisarka staje się po swoim debiucie książkowym (w 1927r.) powieścią „Bunt rybaków z Santa Barbara” i opowiadaniem pt. „Grubetsch”.

Przyjęcie pseudonimu wspominała tak:

„Pisałam sagę pewnego żeglarza, którego jestem wnuczką. Musiałam mu dać jakieś nazwisko. I wtedy przypomniał mi się Seghers, zapomniany grafik z czasów Rembrandta, który podczas studiów całkowicie zawładnął moją wyobraźnię i tak na zasadzie gry słów:

SEGLER – żeglarz – SEGHERS – przywłaszczyłam sobie jego nazwisko”!

Studia uniwersyteckie pisarka kończy pracą doktorską pt. ”Żydzi i królestwo żydowskie w twórczości Rembrandta”.

I to tyle o mojej pierwszej bohaterce! Więcej o Niej jest w mojej książce pt. „Anna Seghers” (wydanej przez Wydawnictwo Poznańskie w 1986r.), będącej dotąd jedyną analizą prezentującą całościowo dorobek autorki, która swoje życie i twórczość podporządkowała służbie społecznej.

O moich kolejnych bohaterach pisałem już wcześniej, m.in. w „Przeglądzie Dziennikarskim” (pod datami: 19 grudnia 2022 i 12 października 2018 – o Edmundzie Janie Osmańczyku,

zaś 5 marca 2019r. – o Janie Koprowskim, w rozmowie z Jego synem, też znakomitym pisarzem i art. plastyku – Szymonem).

Jeśli chodzi o Osmańczyka, pragnę Go w swojej autobiografii przypomnieć, gdyż był wybitnym Polakiem, wielkim patriotą i humanistą, ODWAŻNYM DZIAŁACZEM POLONIJNYM; krótko mówiąc, był CZŁOWIEKIEM CZYNU!

Osmańczyka i Koprowskiego znałem osobiście (Jan Koprowski pracował po wojnie w jednym pokoju z moim śp. Ojcem w Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie).

Edmund Jan Osmańczyk był przede wszystkim orędownikiem granicy Polski z Niemcami na Odrze i Nysie Łużyckiej …i BAŁTYKU!

I taką Polskę dzisiaj mamy!

Był, od kiedy Go pamiętam, rzecznikiem Polski nowoczesnej, praworządnej i gospodarnej i uczynił dla tej sprawy swoją publicystyką, książkami i jako niezmordowany działacz (po wojnie bezpartyjny poseł i senator w PRL-u) bardzo wiele!

Był też prekursorem Polski w UE! A zwłaszcza pojednania z Niemcami (mimo doznanych przed wojną i w czasie okupacji osobistych krzywd). Należy też dodać, że był stanowczym zwolennikiem ONZ i współpracy z wszystkimi państwami tej organizacji (wierząc w skuteczność jej oddziaływania)!

Przypomnę też, że w latach 1932-1939 był działaczem Związku Polaków w Niemczech, gdzie spotkał się (i zaprzyjaźnił) z moim Ojcem, zostając jako 19-latek Red. Nacz. „Młodego Polaka w Niemczech”, zaś od r. 1933 – etatowym redaktorem gazety polonijnej „Naród”.

Za najważniejsze Jego dokonanie uważam współtworzone przez Niego PRAWDY POLAKÓW W NIEMCZECH, a szczególnie tę, że

„CO DZIEŃ POLAK NARODOWI SŁUŻY”!

Przypomnę też, że był autorem (niezwykłego dzieła) – Encyklopedii Spraw Międzynarodowych i ONZ, a także takich książek, jak m.in. „Sprawy Polaków”(1946), „Kraj i emigracja” (1983), „Polacy spod znaku Rodła”(1985).

(Książka „Sprawy Polaków” była publikacją, którą w 1949 polecono usunąć z wszystkich bibliotek publicznych i szkolnych). Może warto pomyśleć, aby w obecnej, WOLNEJ POLSCE została współczesnym Czytelnikom przywrócona?!

Osmańczyk – jako autor – służył już przedwojennej Polsce, a po wojnie – Polsce Ludowej, nie dlatego, że był komunistą (bo nie był!), ale od dzieciństwa tęsknił za polską państwowością! Walczył także w Powstaniu Warszawskim. Można powiedzieć, że Jego marzenia spełniły się, choć dziś na pewno nie byłby zadowolony z obecnych kłótni polsko-polskich. I tyle o moim nieodżałowanym i często wspominanym Edmundzie Janie Osmańczyku, a teraz – w tym samym duchu i stylu – o Janie Koprowskim!

(Także bardzo bliskim mi Człowieku, pisarzu, tłumaczu, który przez wiele lat był m.in. szefem Komisji Zagranicznej ZG Związku Literatów Polskich). Pisałem o Nim obszernie w swoim artykule w Przeglądzie Dziennikarskim z d. 5 marca 2019 roku, dlatego przypomnę w tym miejscu tylko te Jego publikacje – moim zdaniem najważniejsze (w kontekście polsko-niemieckim), jak m.in.:

„Powrót do kraju”, „Teraz i zawsze”, „W miasteczku nad Renem”, „Przeszłość nie umiera”. Wyraża w nich swoje stanowisko wobec Niemców i Niemiec (a istniały wtedy jeszcze dwa państwa niemieckie: NRD i NRF), twierdząc, że z obydwoma powinniśmy równolegle współpracować. Wierzył bowiem w trwałość zachodniej granicy polsko-niemieckiej, jako GRANICY POKOJU! Chociaż ze względu na swoją obozową przeszłość i doznane krzywdy miał prawo do innego w tej kwestii zdania.

On jednak z przekonaniem nawoływał do normalizacji stosunków z Niemcami, „aby to, co było złego między Polakami a Niemcami, już nigdy się nie powtórzyło”.

Upoważniał Go do takiego myślenia pewien fakt z własnego życia.

Zwróciłem, się w tej sprawie do Jego syna – Szymona Koprowskiego, który opowiedział mi o tym „zdarzeniu”, że rzeczywiście…:

„Nigdy nie słyszałem, aby mój Ojciec (mimo doznanych podczas okupacji „przykrości”, jak m.in. pobyt w obozie) wypowiedział kiedykolwiek jakieś nienawistne słowa na temat Niemców. Mało tego, podczas rzadkich wspomnień w tamtych czasach, podczas rodzinnych spotkań, opowiadał o Niemcach, którzy mu w wielu trudnych momentach bardzo pomogli. Z którymi się nawet wtedy zaprzyjaźnił i po wojnie nadal utrzymywał kontakty.

Jego brat, mieszkający do końca życia w Piechowicach (wcześniejszym Petersdorf) koło Szklarskiej Poręby, poślubił Charlottę Ebersbach (nie jestem pewien prawidłowej pisowni) WDOWĘ PO ŻOŁNIERZU WEHRMACHTU, zaginionego w zawierusze wojennej, biorąc pod opiekę TRÓJKĘ JEJ DZIECI: Ewę, Kristę i Klausa. Ich wspólne dziecko – LESZEK, żyje do dzisiaj w owych Piechowicach.

Ciotka CHARLOTTA była Niemką i… moją ukochaną CIOTUNIĄ, choć w tej samej mieścinie mieszkały jeszcze trzy siostry Ojca, czystej krwi Polki!”.

W tym momencie swego opowiadania Szymon Koprowski głęboko westchnął i dodał jakby z zamyślenia:

…”No cóż, nie narodowość i przypisane jej rozmaite cechy, określają POZIOM CZŁOWIECZEŃSTWA…!”

Cóż do tego dodać? Tylko to, że zgadzam się z tym stwierdzeniem, oceniając w tym zakresie także moją polsko-niemiecką rodzinę.

Jana Koprowskiego „mojego wujka” (gdyż tak w latach 40. ub. wieku do niego zwracałem) poznałem osobiście zaraz po wojnie, w 1946r., kiedy z moim Ojcem pracował w jednym pokoju w Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie (o czym już wcześniej w jednym ze swoich odcinków autobiografii wspomniałem), a ja przyjeżdżałem dwa razy w tygodniu do „szkoły polskiej”, która znajdowała się „przy owej Misji”.

Był niezwykle ciepłym, pełnym werwy i humoru człowiekiem. Gdy w latach 80. ub. wieku kierowałem Ministerstwie Kultury departamentem książki, zainicjowaliśmy m.in. wspólnie edycję książek współczesnej literatury polskiej w j. niemieckim. Ich wydania podjęło się Wydawnictwo SUHRKAMP z pomocą wspomnianego już Karla Dedeciusa. W Niemczech ukazały w ramach tej inicjatywy, m.in.: utwory: Adolfa Nowaczyńskiego (w przekładzie Karla Dedeciusa), Stanisława Witkiewicza (w przekładzie Karla Kunstmanna), Zofii Nałkowskiej – „Medaliony” (w tłumaczeniu Henryka Bereski), Leszka Kołakowskiego (w tłumaczeniu Wandy Brońskiej-Pampuch) oraz Jarosława Iwaszkiewicza (w przekładzie Kurta Harrera). Boże, z jakim ogromnym sentymentem wspominam tę inicjatywę – polecanie Niemcom polskiej literatury współczesnej! Szkoda, że tego „dzieła” nie dane mi było kontynuować. Udało mi się natomiast pozyskać „wujka” Koprowskiego do współpracy, jako tłumacza, przy wydawaniu „Dzieł zebranych (pod moją redakcją) Hansa Hellmuta Kirsta ”. Brawurowo przełożył dla tej serii dwa tomy, zatytułowane: „Życie toczy się dalej”! („Bez względu na to, co by się stało – jakkolwiek jest, jest piękne” – powiedział mi wtedy wręczając maszynopis przekładu).

I TAK JEST NAPRAWDĘ!

I to tyle, co chciałem napisać w tym odcinku o A. Seghers, E.J. Osmańczyku i J. Koprowskim, ale pisząc o nich, przypomniał mi się mój kolega z lat wspólnego uprawiania kolarstwa (niestety już nie żyje), którego historię jeszcze na zakończenie krótko opowiem:

Nazywał się Janusz Hałdys.

Urodził się w wieloletniej rodzinie (o ile pamiętam – na Zamojszczyźnie), którą Niemcy w czasie wojny (1939-1945) wymordowali, z której tylko on się uratował. Wychowywał się następnie w niemieckim sierocińcu. Gdy w latach pięćdziesiątych go poznałem, zaprzyjaźniliśmy się. Znał moją polsko-niemiecką historię rodzinną, ale był wtedy jeszcze w 100 procentach ANTYNIEMIECKI!

Kiedyś jednak (już po zakończeniu czynnego uprawiania sportu) poznał w sanatorium w Kołobrzegu Niemkę z Berlina, w której się zakochał i wyjechał z nią do Niemiec. Przeżyli razem niemal 30 lat. Gdy zachorował, nie mając żadnego ubezpieczenia w Niemczech, wrócił do kraju i wkrótce potem zmarł! (Panie świeć nad Jego duszą, gdyż był fajnym kumplem).

Jednak MIŁOŚĆ NIE ZNA GRANIC! Janusz (gdyż byliśmy do końca w ścisłym kontakcie telefonicznym) z wroga Niemiec – stał się nagle rzecznikiem przebaczenia, choć jego przeżycia z lat wojny były wyjątkowo tragiczne. A mimo to w końcu uznał, że ponad wszystko ważne jest pojednanie i współpraca. Jednak trzeba jeszcze, aby w ramach UE czy naszego bilateralnego obecnego układu z Niemcami, ujednolicić prawo, aby (jak w przypadku śp. Janusza) los nie torpedował życia ludzi z powodu braku stosownych przepisów! Gdyby takie były – Janusz nie musiałby wracać do Polski, aby móc korzystać w Berlinie z polskiego ubezpieczenia, kiedy nagle zachorował.

Ciąg dalszy nastąpi i będzie miał tytuł

„To była prawdziwa rewolucja książki”

Poprzedni artykułDlaczego warto ograniczać niebieskie światło przed snem?
Następny artykułPrezydent Kazachstanu: musimy patrzeć w przyszłość
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

4 KOMENTARZE

  1. Drogi Karolu, z wielkim zainteresowaniem, jak zapewne wszyscy czytelnicy, przeczytałem najnowszy odcinek Twojej autobiografii, ale nie dlatego, że cytujesz fragment mojej opowieści o ciotuni Charlotte, tylko dlatego, że ciotunia, Niemka z krwi i kości, wdowa po żołnierzu Wermachtu i ja, Polak z krwi i kości, jesteśmy najlepszym przykładem, że wzajemny szacunek, miłość i przywiązanie nie mają dużo wspólnego z pochodzeniem, nacją. Nie jesteśmy ( ja i ciotunia Charlotte ) jedynymi przykładami na powyższe stwierdzenie. Mam wśród wielu moich znajomych tak szczęśliwe związki z tak odmiennych kultur i krain, że trudno będzie uwierzyć w ich szczęście komuś, komu nie zależy na dobrych relacjach ze współmieszkańcami z tej samej „ulicy”. A jednak to możliwe, ale tylko wtedy, jeśli wcześniej w rodzinach tych szczęśliwców pielęgnowane były tradycje stawiające na wartość człowieka i jego stosunek do innych oparty na humanitaryzmie a nie doktrynach politycznych, głównie nacjonalistycznych, nazywanych, o zgrozo, patriotyzmem. Niestety nasza teraźniejszość nie napawa optymizmem. Każdy widzi i słyszy nawet wśród bliskich i najbliższych, jak bardzo rozwarstwia się nasze społeczeństwo. Jak absurdalnie dramatyczne doktryny głoszone są przez wielu polityków zaślepionych już nie tylko uprzedzeniami, ale także coraz agresywniejszą nienawiścią do tych, którzy myślą o nas, Polakach, inaczej, co nie znaczy źle i wykluczająco. Najsmutniejsze jest to, że znajdują w społeczeństwie wielu zwolenników. Dlatego właśnie teksty Karola Czejarka są nie tylko interesujące, ale przede wszystkim wręcz niezbędne, bowiem pogarszające się stosunki między Polską a Niemcami ( nie stanowią one wyjątku ) wymagają natychmiastowej „rekonwalescencji” między innymi takimi właśnie tekstami jak ten, LXIII odcinek Jego autobiografii. Z wyrazami szacunku i przyjaźni – Szymon Koprowski.

  2. Szanowny Karolu jestem pod wrażeniem nie tylko tej, ale zaprezentowanych pozostałych części autobiografii. W sposób mistrzowski łączysz swoją biografię i rodziny z wydarzeniami społeczno-politycznymi i międzynarodowymi. Nie oznacza to absolutnie, że zajmujesz się tylko swoją rodziną, bo ukazujesz Sylwetki wielu ludzi nauki i kultury, z którymi współpracowałeś i wiele tych Osób uczestniczyło, jak ty Szanowny Karolu, w tworzeniu klimatu do rozwoju stosunków między ludźmi sąsiadujących państw, czyli Polaków i Niemców. Prezentujesz nie tylko przeszłość z tych stosunków, ale dokonujące się obecnie zmiany i perspektywy ich rozwoju. Swoje bogate życie podporządkowałeś nowemu spojrzeniu na współpracę między „zwykłymi” ludźmi z tych państw, jak i na szczeblu polityki państwowej, z tym iż Twoja biografia zawiera niezwykły ładunek emocjonalny, nostalgia łączy się z potrzebą dalszego dokonywania zmian w mentalności ludności w tych państwach, poszanowaniem jednak ich przeszłości, ale przeciwstawnej faszyzmowi. Dlatego nie przypadkowo uwagę skoncentrowałeś na Annie Seghers , Edmundzie Osmańczyku i Janie Koprowskim, ale nie tylko. Wielu Niemców nie popierało polityki III Rzeszy wobec innych narodów. Wśród nich byli pisarze i intelektualiści, jak: Anna Seghers, Albert Einstein, Willy Brandt, Tomasz Mann, Bertold Brecht, którzy opuścili Niemcy i potępili zbrodnie wobec Polaków, Żydów i innych narodów, dokonane w latach II wojny światowej. Wnieśli znaczący wkład w proces pojednania polsko-niemieckiego. Przecież Anna Seghers swoje życie i twórczość podporządkowała służbie społecznej.
    Z kolei Edmund Jan Osmańczyk, pomimo doznanych krzywd, był nie tylko jednym z inspiratorów granicy Polski z Niemcami na Odrze i Nysie Łużyckiej, ale współinicjatorem pojednania z Niemcami. Wierzył, podobnie jak Jan Koprowski. w trwałość zachodniej granicy polsko-niemieckiej, która miała i jest GRANICĄ POKOJU!. Przecież obaj nawoływali do pojednania z Niemcami, rozwinięcia stosunków gospodarczych i politycznych. Ich działalność przyczyniła się w znaczącym stopniu do współpracy obu państw, łącznie z wymianą kulturalną. Uważam, że wybór tych Osób nie był przypadkowy, lecz dogłębnie przemyślany, bo Autor z jednej strony wykazał zmiany dokonujące się w świadomości ludności obydwu państw, zaś z drugiej ich proces na szczeblu władz w tych krajach. Przechodziły one różne zawirowania, lecz należy mieć nadzieję, że stosunki między obydwu państwami będą przyjacielskie, podobnie jak wśród ludności w tych krajach. Autor, jak zwykle, usunął się w cień a przecież też wniósł znaczący wkład w pojednanie i rozwój współpracy naukowej i kulturalnej. Mieczysław Starczewski

  3. Drogi Karolu,

    Przeczytałem. Jak zwykle czułem lekkość Twojego pióra i jakże przyjazne nastawienie do opisywanych postaci. Z tej trójki najbardziej ujął mnie Jan Koprowski i jego ponadczasowa opinia „Nie narodowość i przypisane jej rozmaite cechy określają poziom człowieczeństwa”. W pełni ją podzielam. Ale najbardziej niezwykłą postacią okazał się opisany przez Ciebie dodatkowo Janusz Hałdys, można rzec (z pewnego punktu widzenia) Syn Marnotrawny. Z serca dziękuję za te jakże wyraziste, ciepło pokazane przez Ciebie sylwetki wybitnych osób mieszczących się w Twojej idei Pogranicza kultur (niemieckiej i polskiej) i ich zbliżania do siebie. Bo przecież kultura jest ponadnarodowa… Oby Twoja idea się ziściła.

    Maciej serdecznie Cię i Małżonkę pozdrawiający

  4. Postrzeganie otaczającego nas świata zależy od tego co mamy wewnątrz. Taka formułę rozszyfrowania ludzkiej psychiki stosował Tomasz à Kempis. We wszystkich odcinkach Autobiografii, każdą wspominaną postać ozdabia drobiazgowe wyliczenie talentów, zasług, wyjątkowości. Dla każdej szacunek i podziw.
    A co się kłębi w umysłach programujących podstępy, zdrady, konflikty, wojny?
    Ewa Łastowiecka

Skomentuj Szymon Koprowski Anuluj odpowiedź

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj