W połowie lata 2021 roku realizujemy wcześniejszy zamiar wyjazdu na południowe Podlasie. Chcemy odwiedzić tamtejsze mateczniki i po drodze zobaczyć ciekawe zabytki kultury i architektury. Wyjeżdżamy w środę 21 lipca, zaraz po śniadaniu. Przez Skarżysko, Iłżę i Lipsko docieramy do Karczmisk. To pierwszy zaplanowany przystanek. Zatrzymujemy się na zapleczu XIX-wiecznego późnoklasycystycznego dworku. Teren obecnego zespołu dworsko-parkowego w wieku XII stanowił własność Klasztoru Norbertanek, od wieku XIV były to już dobra królewskie. W roku 1819 nabyła je Anna Potocka, a w 1829 Adam Jerzy Czartoryski. W tym samym czasie na terenie posiadłości księżna Izabela Czartoryska założyła park w stylu angielskim. Po upadku Powstania Listopadowego majątek został skonfiskowany przez rząd carski, następnie odsprzedany Pawłowi Ignacemu Wesslowi, który w roku 1840 wybudował ten dwór. Obiekt został przebudowany w stylu klasycystycznym według projektu Tomasza Nowakowskiego. Kolejnymi właścicielami majątku była rodzina Strażyców. Po II wojnie światowej dwór został upaństwowiony. Dokonano gruntownej jego odnowy w latach 1990-95. Oprócz dworu zachowały się zabudowania gospodarcze i fragmenty ceglanego ogrodzenia. Obecnie obiekt pełni funkcję oświatowo-kulturalną. Mieści się w nim Gminna Biblioteka Publiczna i Przedszkole, oraz od roku 2009 Izba Pamięci, po której oprowadza nas sympatyczna bibliotekarka. Jest to kącik etnograficzny, w którym znajdują się stroje ludowe i zabytkowe przedmioty codziennego użytku.
Zamieszczono również plan dworu i majątku w Karczmiskach z lat 190539. Zostały wyeksponowane zdjęcia rodziny Strażyców, majątku, dworu oraz przedmioty związane z II wojną światową. Wśród eksponatów również sztandar miejscowego koła ZMW z okresu międzywojennego oraz księga protokołów zebrań tej organizacji z roku 1932, księgi dokumentacyjne Straży Pożarnej z lat 1927-1960, a także materiały związane z funkcjonowaniem tutejszej Kolejki Wąskotorowej. Jest też kącik pamiątek literackich, w którym można obejrzeć „Pismo Święte” z 1893 roku, „Kantyczkę” z roku 1934 oraz wydaną we Lwowie w 1920 roku książkę autorstwa Marii Rodziewiczówny Czahary. Oglądamy także wystawę malarstwa pana Mariana Adamczyka, urodzonego tu w 1938 roku artysty.
Żegnamy się z sympatyczną panią bibliotekarką i jedziemy teraz do Wojcieszkowa, gdzie oczekuje na nas Jadwiga Jóźwik, prezes Towarzystwa Przyjaciół Wojcieszkowa.
Wspólnie z nią oglądamy Izbę Regionalną utworzoną w roku 1991 przez to towarzystwo. Pamiątki po ludziach żyjących na tym terenie od początku XIX wieku do połowy XX są eksponowane w kilku starych chałupach wiejskich, w tym w stojącym frontem do ulicy zabytkowym budynku z 1846 roku. W zaaranżowanych wnętrzach prezentowane są przedmioty wytworzone przed I wojną światową, będące w powszechnym użyciu. Zgromadzono także urządzenia techniczne okresu II połowy wieku XX, w tym różnego rodzaju radioodbiorniki, patefony, gramofony, telefony, a także dawne sprzęty gospodarstwa domowego. Część zbiorów została pogrupowana w kąciki tematyczne, takie jak: tkacki, szewski, stolarski, rymarski, plecionkarski, krawiecki. Są również dawne narzędzia do uprawy roli. Zgromadzono także pamiątki związane z Henrykiem Sienkiewiczem, urodzonym w pobliskiej Woli Okrzejskiej. Specjalnie też został uhonorowany słynny koń, angloarab Ramzes, reproduktor stulecia. Przyszedł na świat w marcu 1937 roku w istniejącej przed wojną w Wojcieszkowie hodowli hrabiny Marii Plater–Zyberk, a uśpiony został w 1966 roku w Niemczech. Był ojcem wielu medalistów. Towarzystwo Przyjaciół Wojcieszkowa w roku 2018 postawiło mu na pobliskim skwerze okazałą płaskorzeźbę. Podczas spaceru w Wojcieszkowie Jadwiga Jóźwik opowiada, jak doszło do utworzenia muzeum i jakie kłopoty mają na co dzień. Żegnamy się z nią i jedziemy do stolicy powiatu Łukowa. Zwiedzanie miasta zaczynamy od Muzeum Regionalnego. Mieści się w XVIII-wiecznym budynku dawnego konwiktu. Wybudowany został w stylu barokowym, z fundacji biskupa Konstantego Felicjana Szaniawskiego. Przez lata służył jako miejsce zamieszkania ubogiej młodzieży z rodu Szaniawskich pobierającej nauki w łukowskim kolegium księży pijarów. Po obiekcie oprowadza nas pracownica muzeum. Placówka powstała w roku 1967, po kilkuletnich poprzedzających staraniach Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łukowskiej. Zwiedzanie Muzeum zaczynamy od stałej ekspozycji paleontologicznej prezentującej amonity – wymarłe morskie głowonogi pochodzące z tutejszych jurajskich kier lodowcowych. Wystawa to istotna perła muzeum, o czym mamy z żoną okazję się przekonać. Następnie oglądamy eksponaty z dziedziny tradycyjnego tkactwa ludowego oraz narzędzia do obróbki lnu, wycinanki, narzędzia rolnicze z przełomu XIX i XX wieku, malarstwo ludowe oraz malarstwo Józefa Pankiewicza i Leona Wyczółkowskiego, a także ludowe rękodzieło. Są też wystawy stałe, w tym „W polu i w zagrodzie”, „Nie tylko miód”, judaica oraz „Historia Łukowa i Ziemi Łukowskiej”, z licznymi eksponatami i dokumentacją fotograficzną zabytków nieruchomych. Jest sporo dużych tablic prezentujących różne okresy historii miasta. Szczególne zainteresowanie budzą starodruki bardzo ciekawie eksponowane oraz sala dziejów Łukowa związanych z Henrykiem Sienkiewiczem, pełna pamiątek po nim, z wiszącymi na ścianach fotografiami rodzinnymi, z jego popiersiem, a także figurą woskową siedzącego za biurkiem pisarza. W specjalnej gablocie udostępnione są m.in.: akt chrztu Henryka Sienkiewicza, akt ślubu jego rodziców, zeznania Anieli Gołębiowskiej, piastunki pisarza. Jest także eksponowana składana z trzech części laska Henryka Sienkiewicza, ofiarowana pisarzowi z dedykacją: Panu Henrykowi Sienkiewiczowi w dniu 50-urodzin na pamiątkę wierny czytelnik. 5.5.1896 K. Żuk. W osobnych pomieszczeniach oglądamy miniaturowe rzeźby artystów Łukowskiego Ośrodka Rzeźby Ludowej. U góry na ścianach fotografie twórców. Ośrodek utworzony w 1965 roku może pochwalić się sporymi osiągnięciami. Jest obok ośrodków – sierpeckiego, łęczyńskiego i kutnowskiego, jednym z głównych w kraju. Po zakończeniu zwiedzania dyrektor placówki zaprasza nas do swojego gabinetu na chwilę rozmowy, podczas której zostajemy obdarowani pamiątkowymi gadżetami muzeum oraz regionalnymi wydawnictwami.
Kolejny punkt na naszej turystycznej mapie to Sokołów Podlaski. Przejeżdżamy jeszcze w Łukowie przez Plac Narutowicza obok kolegiaty Przemienienia Pańskiego, gdzie na chwilę się zatrzymujemy. Ten późnobarokowy kościół popijarski został wybudowany w latach 1733-1762 według projektu Antonio Solariego. Fasada świątyni ozdobiona jest dwiema wieżami, zwieńczonymi hełmami, z krzyżami na szczytach. Przed wejściem do kościoła figura Chrystusa niosącego krzyż. Wewnątrz znajdują się barokowe ołtarze, rokokowe ławki i zabytkowa ambona. Wielka szkoda, że brak czasu uniemożliwia zapoznanie się z innymi zabytkowymi budowlami Łukowa, takimi jak Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego (dawny zespół klasztorny bernardynów z lat 1655-1770), czy dawne kolegium pijarskie przy Kolegiacie Przemienienia Pańskiego.
Jedziemy zgodnie z planem do Sokołowa Podlaskiego, gdzie zatrzymujemy się na ulicy Lipowej przy Prywatnym Muzeum-Skansenie regionu sokołowskiego. Jego właścicielem jest Marian Pietrzak, prawie 90-letni działacz społeczny, miłośnik historii, autor kilku książek o tematyce regionalnej. Zaprasza nas do swojego matecznika, który z daleka jest widoczny dzięki stojącemu na podwórku drewnianemu wiatrakowi. Skansen-muzeum funkcjonuje od 1999 roku. Jego twór- 8 ca i właściciel pokazuje nam z chęcią swoje zbiory, przy okazji okraszając zwiedzanie obiektu opowieściami z regionu. W parterowym budynku gospodarz ma pokaźną kolekcję militariów, judaiców, monet, a także zbiory etnograficzne i archeologiczne oraz przedmioty związane z lokalną historią. W kącie pod zadaszeniem kolekcja starych narzędzi rolniczych, przedmiotów używanych w kowalstwie i akcesoriów związanych z transportem. Przy okazji zwiedzania gospodarz opowiada, że zamiłowanie do książek, pielęgnowania tradycji, pasji dzielenia się tym z innymi wyniósł z rodzinnego domu. Rodzice dbali o rozwój syna, przekazując mu najlepsze tradycje i zarażając pasją wiedzy historycznej. Nic dziwnego, że Marian Pietrzak całe swoje dorosłe życie poświęcił odkrywaniu zapomnianej historii Ziemi Sokołowskiej. Efektem tego było napisanie kilku książek poświęconych temu zagadnieniu. Gospodarz z dumą je pokazuje – zostały wyeksponowane w oddzielnym miejscu. Są też wystawione do oglądania pamiątki rodzinne, po dziadkach i rodzicach. Niektóre eksponaty posiadają metryczki, prawie o każdym z nich gospodarz opowiada historię jego zdobycia, zastosowanie i znaczenie. Podkreśla, że obecnie jest około tysiąca eksponatów, kiedyś było dwukrotnie więcej, ale przed paroma miesiącami część swojej kolekcji przekazał do Muzeum Ziem Nadbużańskich w Sterdyni. Przed odjazdem kupuję od Mariana Pietrzaka jego książkę (chyba najważniejszą) Sokołów Podlaski dawniej i dziś, z cennym jego autografem. Gorąco polecam odwiedziny sędziwego muzealnika, regionalisty i pisarza w jednej osobie. Po to, aby nie tylko zapoznać się z jego zbiorami, ale także posłuchać gawęd dotyczących dziejów Sokołowa. Żegnamy się z nim i jedziemy w kierunku Suraża. Zatrzymujemy się jeszcze po drodze przy neobarokowym pała cu Ossolińskich w Rudce, już w powiecie bielskim. Budowla jest piętrowa, z wyższym pseudoryzalitem i alkierzami. Ma ciekawą historię. W roku 1718 Franciszek Maksymilian Ossoliński, na miejscu wcześniejszego drewnianego, wybudował nowy murowany dwór barokowy. Rozebrano go w II połowie wieku XVIII i na jego miejscu Aleksander Maciej Ossoliński (bratanek Franciszka i ówczesny właściciel) wzniósł nową rezydencję. Była to wówczas budowla parterowa z mieszkalnym poddaszem, piętrowym ryzalitem środkowym, z narożnymi alkierzami i czterokolumnowym portykiem. Na frontonie wyryta została (do dziś widoczna) sentencja Pro suo commodo Alexander Ossoliński aedificavit, czyli zbudowany dla własnej wygody Aleksandra Ossolińskiego. Od roku 1902 majątek przeszedł w posiadanie Potockich. Na ich zlecenie w latach 1913-14 architekt Jan Heurich dokonał rozbudowy dworu nadając mu wygląd obecnego pałacu o cechach neobarokowych. Ostatnim właścicielem był Franciszek Salezy Potocki (1877-1949), wieloletni dyrektor w Ministerstwie Wyznań, Religii i Oświecenia Publicznego. W czasie II wojny światowej pałac został mocno zdewastowany, po czym na wiele lat opustoszał. Po 1945 roku majątek znacjonalizowano. Obiekt odbudowany w latach 1965-70 został przeznaczony na cele edukacyjne – mieści się w nim Zespół Szkół Rolniczych im. ks. Krzysztofa Kluka.
Czas ruszać dalej. Przez Brańsk dojeżdżamy do Suraża, jednego z najstarszych miast na ziemiach polskich, i zatrzymujemy się przed prywatnym muzeum archeologiczno-etnograficznym. Znajduje się na ulicy Białostockiej 6, tego zaledwie tysięcznego miasteczka. Oprowadza nas po nim mąż wnuczki Wiktora Litwińczuka (obecnego właściciela muzeum). Opowiada historię powstania tego obiektu.
Początki kolekcji sięgają roku 1936. Wówczas to Władysław (ojciec Wiktora) wyorał na swoim polu kamień, który okazał się toporkiem z epoki neolitu. W wyniku tego wydarzenia na terenie Suraża przeprowadzono wówczas wykopaliska archeologiczne, którymi kierował dr Józef Jodkowski – założyciel Muzeum Historyczno-Archeologicznego w Grodnie oraz hrabia Franciszek Potocki. Większość odnalezionych eksponatów trafiła do grodzieńskiego muzeum, część pozostała na miejscu, stanowiąc początek kolekcji Władysława Litwińczuka –„archeologa” amatora. Po II wojnie światowej kontynuował on gromadzenie zbiorów. Po raz pierwszy udostępnił je publiczności w roku 1962 na specjalnej wystawie. Samo muzeum, znajdujące się w prywatnej posiadłości kolekcjonera,
zostało otwarte w 1986 roku. Oglądamy najpierw zbiory eksponowane na podwórku przed domem, w tym stare narzędzia i sprzęt rolniczy, zbiory archeologiczne, krzyże i nagrobki różnych wyznań. Potem wchodzimy do środka dużego budynku gospodarczego, zaadap towanego do celów wystawienniczych. Zbiory podzielono na działy: wojskowy – zawierający militaria od średniowiecza do czasów wojen światowych (bagnety, hełmy, halabarda i topór katowski), przyrodniczy, historii miasta – z mapą Polski wydaną w latach 30. XX wieku we Lwowie. Zwraca uwagę staranność i przejrzystość prezentowanej ekspozycji. Przewodnik informuje, iż to dzięki współpracy z Uniwersytetem Białostockim całość kolekcji została przez studentów tej uczelni posegregowana i zdigitalizowana. Muzeum suraskie jest de facto wielką skarbnicą wiedzy wykorzystywaną również przez świat nauki. Oglądamy w przeszklonych gablotach pod ścianami wystawy – numizmatyczną, paleobiologię, skamieliny i czaszki wymarłych zwierząt. Przed nami dział dokumentacyjny działalności założyciela muzeum, jego drzewo genealogiczne, i Aleksandra Stafińskiego. Wcześniej podziwiamy gablotę ze srebrną zastawą stołową, dawnymi przedmiotami codziennego użytku. Są też medale XIX-wieczne, starodruki, a także ponad stuletnie meble. Również dokumentacja prezentująca dawną działalność Klubu Prasy i Książki „Ruch”, a nawet Posterunku Milicji Obywatelskiej. Jesteśmy pod wrażeniem imponującej ilością i różnorodnością kolekcji muzealnej.
W Surażu znajduje się jeszcze inna atrakcja turystyczna. To zlokalizowane na tej samej ulicy (parę domów dalej) Muzeum Kapliczek. To również prywatna inicjatywa innego mieszkańca Suraża – Ryszarda Niedzielskiego. Funkcjonuje od 2008 roku. Jego zbiory obejmują ponad trzysta kapliczek będących dziełem miejscowych twórców ludowych. Kilkanaście z nich stanowi ekspozycję plenerową, umieszczoną na podwórku i w ogrodzie, ale większość zbiorów znajduje się na zaadaptowanej na ten cel przeszklonej werandzie. Wszystkie kapliczki to niepowtarzalne dzieła lokalnych artystów, ocalone od zapomnienia. Budzi szacunek ilość i bogactwo tych miniarcydziełek, a podziw ich różnorodność formy. Dom, do którego przylega weranda, dzięki staraniom właściciela uzyskał wyróżnienie w konkursie na najlepiej zachowane zabytki wiejskiego budownictwa drewnianego w województwie podlaskim. Muzeum Kapliczek można zwiedzać codziennie, bez żadnych opłat. Kluczyk do domu (z ekspozycją kapliczek) znajduje się… pod wycieraczką. Opuszczamy Muzeum Kapliczek i Suraż – niezwykłe miasteczko Podlasia, wcześniej oglądając jeszcze kościół rzymskokatolicki pw. Bożego Ciała, wybudowany w II połowie XIX wieku oraz pomnik powstańców z 1863 roku. Zachwyca średniowieczny układ przestrzenny miasta.
Czas nagli. Drogami lokalnymi udajemy się teraz do Ryboł. Po drodze w Kożanach oglądamy malowniczą Cerkiew pw. Podwyższenia Krzyża Pańskiego. Jest to budowla drewniana powstała w roku 1883. Posiada murowane ogrodzenie, a na terenie cerkiewnym znajdują się zabytkowe krzyże oraz pomnik ofiar prawosławnych mieszkańców gminy Juchnowiec Kościelny, którzy zginęli w czasie ostatniej wojny. W Rybołach zatrzymujemy się przy XIX-wiecznym budynku, w którym siedzibę ma Muzeum Kultury Materialnej (14) „Baćkauszczyna”. Do roku 2007 mieściła się tu szko-
ła podstawowa. Muzeum zostało założone w roku 2009 z inicjatywy ks. prawosławnego Grzegorza Sosny (i jest jego imienia) oraz jego żony matuszki Antoniny Troc-Sosny, która po śmierci męża (2016) pełniła funkcję kustosza. Obecnie jest nim Daria Tokajuk, żona aktualnego proboszcza tutejszej parafii prawosławnej. Muzeum to swoisty matecznik etnograficzno-historyczny tego regionu Podlasia. Zbiory liczą blisko dwa tysiące eksponatów, które są prezentowane we wszystkich izbach budynku. Na muzealną ekspozycję składają się przedmioty życia codziennego, produkty gospodarcze oraz prezentujące tradycję i obrzędowość mieszkańców okolicznych białoruskich wsi. Pochodzą głównie z okresu po I i po II wojnie światowej. W przedsionku pokazana jest stara kuźnia z wyposażeniem oraz warsztat stolarski. Część narzędzi pochodzi z pracowni stolarskiej ojca matuszki Antoniny. Narzędzia do sadzenia drzew i ich pielęgnacji ofiarował do muzeum Mikołaj Kuna, leśnik, a zarazem znany regionalista. W innym pomieszczeniu oglądamy odtworzoną kuchnię, z całym wyposażeniem. Eksponowana jest nawet aparatura do pędzenia bimbru. W kolejnej izbie pokazano tradycyjny wiejski warsztat tkacki, w innej wystawa produktów rękodzielniczych. Ważną część muzeum stanowią narzędzia do uprawy roli. Oglądamy również ikony ozdobione pięknie wyszytymi ręcznikami, łóżka przykryte kolorowymi dywanami, czy kufry do przechowywania tkanin, odzieży, bielizny i kosztowności. Sa również starodruki, archiwalne fotografie dokumentujące życie Rybołów i innych okolicznych białoruskich wsi: Ciełuszek, Wojszek, Pawłów i Soc. Wstęp do muzeum jest bezpłatny, konieczne jest natomiast wcześniejsze uzgodnienie terminu z kancelarią parafialną.
Do hotelu „Cztery pory roku” w miejscowości Piliki, leżącej przy drodze wylotowej z Bielska Podlaskiego w kierunku Siemiatycz docieramy późnym wieczorem. Po zakwaterowaniu i kolacji czas na nocny wypoczynek.
Następnego dnia (czwartek 22 lipca), po wczesnym śniadaniu wyruszamy na zwiedzanie Muzeum Małej Ojczyzny położone w Studziwodach, w południowo-wschodniej dzielnicy Bielska. Ma charakter skansenu etnograficzno-historycznego ziemi bielskiej. Założył je w roku 1993 Doroteusz Fionik, w odziedziczonym parę lat wcześniej po przodkach (rodzinie Kondratiuków) drewnianym domu, pochodzącym z 1925 roku. Twórca placówki to stosunkowo młody człowiek o wielu talentach. To regionalista, muzealnik, etnograf, dziennikarz, wydawca, animator i twórca kultury, dyrygent chóru cerkiewnego, popularyzator tradycji prawosławia oraz pedagog, autor blisko 30 książek poświęconych dziejom ziemi podlaskiej. Sprawdza się także doskonale jako kustosz własnego, klimatycznego muzeum. Zgromadzone przez niego zbiory są eksponowane w drewnianej rodzinnej chacie, a także w domu mieszczańskim z 1823 roku, przeniesionym tu w 2003 roku z ulicy Poniatowskiego 14 z centrum Bielska, i spichlerza z 1935 roku. W chacie drewnianej możemy obejrzeć stałą ekspozycję wnętrza chaty białoruskiej sprzed stu lat, w tym kuchnię i jadalnię. Ważne są obecne w chacie ikony ozdobione haftowanymi ręcznikami, co stanowi niezbity dowód prawosławnej wiary mieszkańców. Znajdują się tam także kołowrotek i krosna (16). W domu mieszczańskim prezentowane są obiekty pochodzące z wykopaliska archeologicznego w jego pierwotnej lokalizacji. Na terenie wokół pomieszczeń Muzeum znajdują się drewniane rzeźby. Na zewnętrznych ścianach drewnianej chaty wiszą tablice prezentujące życie i działalność Konstantego Bajko, duchownego prawosławnego, pedagoga i lekarza żyjącego w latach 1909-1984, rodem z Białowieży. Brama do wiejskiej zagrody, drewniana kapliczka słupowa, czy scenka rodzajowa przedstawiająca grajków weselnych to rezultat letnich plenerów artystycznych. Muzeum organizuje wystawy czasowe, warsztaty twórcze rękodzieła ludowego, tradycyjnego podlaskiego śpiewu i tańca, lekcje muzealne. Wydaje książki regionalne, kwartalnik krajoznawczy Bielski Hostinec (od 1998 roku), organizuje festiwal muzyczny Tam po majowej rosie. Przy skansenie działa folklorystyczna grupa muzyczna „Żemerwa”.
Opuszczamy muzeum i udajemy się do centrum Bielska, po drodze zatrzymując się jeszcze na skwerku przy cmentarzu wojennym, gdzie spoczywają żołnierze niemieccy i rosyjscy polegli podczas walk z okresu I wojny światowej. Na ulicy Hołowieckiej oglądamy z zewnątrz siedzibę Muzeum Martyrologii mieszczącego się w obecnym Zespole Szkół nr 4 im. Ziemi Podlaskiej. Na ścianie frontowej tego dwukondygnacyjnego budynku umieszczona jest tablica o treści – W domu tym w okresie okupacji hitlerowskiej w latach 1941-44 mieściło się więzienie i gestapo, w którym katowano i w którym zamordowano około 500 członków (ruchu) oporu oraz bezbronnych mieszkańców Bielska Podlaskiego i okolicy – mężczyzn, kobiety i dzieci. Cześć patriotom, którzy oddali swoje życie za wolność i niepodległość Ojczyzny. Muzeum powstało w 1969 roku z inicjatywy władz miasta i społeczników skupionych wokół Wojewódzkiego Komitetu Ochrony Pomników Walki i Męczeństwa. Wystrój sal oraz eksponaty zostały przygotowane przez Muzeum Wojska Polskiego w Białymstoku. Muzealna ekspozycja mieści się w trzech pomieszczeniach: celi głównej, celi pojedynczej oraz korytarzu. W celi głównej oraz w korytarzu umiejscowiono wystawę ukazującą organizację niemieckiego aparatu terroru na tym terenie oraz pamięć po więźniach – członkach ruchu oporu.
Opuszczamy muzeum i jedziemy w stronę Lublina zatrzymując się w Siemiatyczach na zapleczu tamtejszego Ośrodka Kultury, zlokalizowanego w budynku dawnej synagogi, pochodzącej z końca XVIII wieku. Ośrodek jest mi znany z kilku wcześniejszych przyjazdów (w latach 2003-2008) na spotkania autorskie, które ze mną organizowała Michalina Drozdowska. Z reguły brali w nich udział członkowie Klubu Literackiego działającego przy Towarzystwie Przyjaciół Siemiatycz oraz mieszkańcy miasta. Od roku 1993 w Siemiatyckim Ośrodku Kultury działa regionalne muzeum. Zostało utworzone z inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Siemiatycz, przy osobistym zaangażowaniu ówczesnego jego prezesa Mieczysława Matosiuka. Od roku 2001 muzeum funkcjonuje jako galeria, w której eksponowane są stałe wystawy wybitnych twórców regionalnych: Józefa Charytona (przedstawiająca obrazy dokumentujące życie żydowskiej diaspory przed II wojną światową), Leonidasa Wiszenko i Ryszarda Brzeskiego (świetne pokazanie wschodów i zachodów słońca), a także organizowane są wystawy czasowe. Są także prezentowane militaria, kowalstwo oraz przedmioty gospodarstwa domowego. Z pamiątkowej tablicy dowiaduję się, iż w roku 1939 w oranżerii (jedynej pozostałości po dawnym kompleksie pałacowym), gdzie obecnie mieści się szkoła muzyczna, na początku swojej tułaczej drogi mieszkała Maria Rodziewiczówna, polska pisarka żyjąca w latach 1864-1944. Sam pałac, wybudowany pod koniec XVIII wieku przez ówczesną właścicielkę Siemiatycz Annę z Sapiehów Jabłonowską, spłonął w czasie powstania styczniowego, a jedynym śladem po nim są zrekonstruowane posągi sfinksów. Teraz strzegą budynków starostwa powiatowego i rejonowej prokuratury.
Opuszczamy Siemiatycze i ruszamy w kierunku Łosic, wcześniej skręcając na Dąbrowę, gdzie zwiedzamy Muzeum Ziemiaństwa znajdujące się w dworze szlacheckim wybudowanym w roku 1850 przez ówczesnych właścicieli wsi, (noszącej nazwę Duplewice – do roku 1930) – rodzinę Dobrzyńskich. Był to obiekt klasycystyczny, parterowy, murowany, pokryty czterospadowym dachem. Dwa lata później wzniesiono murowaną parterową oficynę. Dobrzyńscy (Józef i Rozalia) byli właścicielami dworu do 1909 roku, a dwa lata później obiekt nabył Ignacy Fonberg z żoną Zofią z Łuniewskich. I on był jego ostatnim właścicielem. Udzielał się społecznie, był założycielem Straży Obywatelskiej Gminy Łysów w 1920 roku oraz współzałożycielem Banku Spółdzielczego w Łosicach. W roku 1944 majątek rozparcelowano, a rodzinę zmuszono do opuszczenia Dąbrowy. Po wojnie mieściła się tu szkoła i przedszkole. Od 1994 roku dwór i oficyna stanowiły mienie skomunalizowane gminy Przesmyki, która przekazała zespół dworsko-parkowy województwu mazowieckiemu, z przeznaczeniem na cele statutowe Muzeum Regionalnego w Siedlcach. Po paru latach, 9 października 2015 roku miało miejsce otwarcie Muzeum Ziemiaństwa, stanowiącego oddział muzeum w Siedlcach. Wykupujemy bilety i zaczynamy zwiedzanie. Na wstępie oglądamy pokój z ekspozycją nawiązującą do religii świata, a więc obrazy o treści religijnej, sprzęt, narzędzia liturgiczne, ornaty, habity grekokatolików (unitów), katolików oraz wyznawców judaizmu. Następnie przewodnik prowadzi nas do poszczególnych pomieszczeń dworu. Prezentowane są zabytkowe wnętrza ziemiańskie utrzymane w konwencji przełomu XIX i XX wieku. Poznajemy jak żyło ziemiaństwo. Przechodzimy kolejno przez sień do buduaru, pokoju pani dworu. Odzwierciedlał on gusta właścicielki i jej upodobania. Tu pani domu wydawała polecenia służbie, przyjmowała bardziej zaprzyjaźnionych gości, odpoczywała, a także oddawała się ulubionym zajęciom. Z kolei pokój pana dworu pełnił często funkcję kancelarii dworskiej i był usytuowany w pobliżu wejścia do dworu. Tu oficjaliści otrzymywali zarządzenia dotyczące spraw gospodarczych majątku. Tu były przechowywane rachunki i inne dokumenty majątkowe. Pan domu przyjmował w nim interesantów przychodzących z zewnątrz. Do wyposażenia tego pomieszczenia należały m.in.: stół gabinetowy, stolik, etażerka, sekretarzyk, kufer podróżny, biblioteczka, garnitur gabinetowy, skóra z dzika, popiersie Piłsudskiego, krzesło dla interesanta, lampa naftowa, radio lampowe „Stern”. Przechodzimy następnie do sypialni. Należała do pomieszczeń najbardziej prywatnych. Mogli w niej bywać jedynie członkowie najbliższej rodziny. Było tu najwięcej akcentów religijnych. W miarę możliwości starano się, by znajdowały się tu meble z ciemnego drewna. Obok łóżek stały szafy i komody. Było też miejsce na szafę i krzesła. Z sypialni przewodnik prowadzi nas do obszernego salonu. Był zazwyczaj najbardziej reprezentacyjnym pomieszczeniem we dworze, często umieszczonym na osi budynku. Można było do niego wejść prosto z sieni. Miał zwykle także wyjście do otaczającego dwór parku. Było w nim miejsce dla fortepianu. Najczęściej pokój ten ogrzewano kominkiem, na którym ustawiano efektowne przedmioty dekoracyjne. W salonie zbierała się rodzina w czasie wolnym od zajęć. Tu wspólnie spędzano wieczory oraz przyjmowano gości.
Wchodzimy do pokoju stołowego. Stanowił on miejsce, gdzie mieszkańcy dworu i ich goście wspólnie spożywali główne posiłki. Dominującym meblem był stół, który można było rozkładać, gdy zapraszano większą ilość osób. Wokół niego ustawiano kilkanaście krzeseł. Na ścianach wieszano portrety przodków i inne wartościowe obrazy. Było także miejsce dla dużego kredensu i serwantek na zastawę stołową. Zwykle też stał tam zegar oraz pomocnicze stoliki i konsolki. Na końcu oglądamy kuchnię z jej wyposażeniem oraz pomieszczenie kredensowe. Było ono usytuowane w bezpośrednim sąsiedztwie pokoju stołowego. Znajdowały się tam meble kryjące dodatkową zastawę stołową oraz pomocnicze stoły. Służyło do ostatecznego przygotowania potraw na stół. Tu potrawy były podgrzewane i doprawiane. Tu układano pieczywo i przybierano półmiski. Opuszczamy dwór i przez chwilę spacerujemy po okolicy. Przewodnik informuje nas, iż w oficynie znajdują się pomieszczenia administracyjne oraz sala z przeznaczeniem na organizację odczytów, koncertów, wystaw i konferencji naukowych oraz pokoje gościnne.
Opuszczamy dwór i ruszamy do Łosic na ulicę Miłą. Jest tam Prywatne Muzeum Historii i Tradycji. Nie obywa się bez błądzenia. Okazuje się bowiem, że matecznik, który chcemy zobaczyć, mieści się w budynku hurtowni materiałów budowlanych i nie łatwo do niego trafić. Punktem charakterystycznym są silosy zbożowe stojące na placu obok hurtowni. Jej właścicielem i gospodarzem muzeum jest Waldemar Kosieradzki. Robi na nas sympatyczne wrażenie. Po krótkiej rozmowie zaprasza na I piętro budynku administracyjnego, gdzie znajdują się zgromadzone zbiory. Muzeum, chociaż na pierwszy rzut oka w mało atrakcyjnym budynku, budzi niekłamany podziw. Waldemar Kosieradzki (z zawodu zegarmistrz, z pasji kolekcjoner i historyk oraz miłośnik koni) opowiada, że pomysł jego stworzenia powstał w latach 80. XX wieku. Wygospodarował w tym celu specjalne pomieszczenie wielkości około 60 m2 i przekształcił je w muzealną galerię. Placówka została udostępniona do zwiedzania w roku 2014. Ekspozycja muzealna jest imponująca. Składa się z ponad dwóch tysięcy eksponatów posegregowanych na kilka działów. Podczas zwiedzania pan Waldemar opowiada o ich pochodzeniu. Wiele z nich to przedmioty należące niegdyś do łosickiego lekarza, doktora Witolda Wróblewskiego i pamiątki z domu rodzinnego właściciela muzeum. Spora część ekspozycji to dary mieszkańców Łosic i okolicznych miejscowości. Artefakty muzealne są starannie posegregowane i profesjonalnie skatalogowane. Najbardziej okazale wygląda dział sztuki z kolekcją zegarków kieszonkowych i ściennych, co jest zrozumiałe z uwagi na profesję właściciela, z wieloma okazami instrumentów muzycznych oraz kolekcją obrazów z przełomu XIX i XX wieku. Równie bogate są zbiory działu historycznego. Umieszczone w specjalnych gablotach stare dokumenty rękopiśmienne i kartograficzne oraz dawne fotografie świadczą o bogatej i kulturowo wielowymiarowej przeszłości miasta, i całego południowego Podlasia. Szczególnie wyraziście jest udokumentowana historia okresu ostatniej wojny światowej. Wiele eksponatów to unikaty, które mogą doskonale służyć do celów naukowych. Także wszechstronna i profesjonalnie opracowana jest ekspozycja etnograficzna, wspaniale dokumentująca kulturę ludową przełomu XIX i XX wieku. Tradycyjne rękodzielnictwo i rzemiosło reprezentują narzędzia, warsztaty, wyroby tkackie, szewskie, kowalskie. Etnografii niewiele ustępuje dział numizmatyczny. Są w nim różnorodne monety i banknoty, przy czym kolekcję monet tworzą głównie numizmaty polskie, począwszy od 1900 roku, aż do czasów współczesnych. Dział militariów to bogaty i zróżnicowany zbiór o dużej wartości historycznej. Składają się na niego m.in. elementy uzbrojenia polskiego z różnych okresów historycznych, w tym z czasów ostatnich wojen i działalności konspiracyjnej. Są prezentowane także: dawny ubiór szlachecki, a nawet strój rycerski. Osobne miejsce zajmuje prywatna kolekcja zdjęć rodzinnych. Gospodarz, oprowadzając po swoim mateczniku i pokazując poszczególne eksponaty, ciekawie i barwnie opowiada o ich pochodzeniu i zastosowaniu. Przekonuję się, że mam do czynienia nie tylko z doskonałym gawędziarzem, ale także wytrawnym znawcą historii regionalnej, współautorem kilku książek z tej dziedziny, a nawet pomysłodawcą i producentem nakręconego w roku 2013 filmu Szlakiem bojowym oddziału partyzanckiego majora Stefana Wyrzykowskiego ps. Zenon z 34 Pułku Piechoty AK. W jego muzeum jest eksponowana stała wystawa dokumentująca bohaterską działalność tego oddziału, na którą składa się 128 zdjęć. Właściciel muzeum to potomek powstańca styczniowego, który zamiłowanie do koni i jeździectwa wyssał z mlekiem matki. Obecnie stoi na czele łosickiego szwadronu Konnej Straży Ochrony Przyrody i Tradycji. Szwadron ten bierze czynny udział w organizowanych w Łosicach rekonstrukcjach wydarzeń historycznych, a sam Waldemar Kosieradzki jest współzałożycielem utworzonego w roku 2019 Komitetu Ochrony Zabytków i Przyrody Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łosickiej. Rok temu przygotował do druku i zasponsorował wydanie pamiętnika z 1831 roku Ludwiki Kozietulskiej, uczestniczki powstania listopadowego. Ten dokument ujawnia nieznane karty historii Podlasia, będąc równocześnie ważnym elementem edukacji historycznej.
Opuszczamy królestwo Waldemara Kosieradzkiego i składamy wizytę w położonym kilkaset metrów dalej innym łosickim mateczniku, Izbie Pamięci „Polinów”. Mieści się w zabytkowym spichlerzu na terenie dawnego folwarku królewskiego Polinów, istniejącego od wieku XVII. Od roku 1906, kiedy to majątek nabył Michał Kobyliński, należy on do tej rodziny. Przedstawiciel młodego jej pokolenia, Jacek Kobyliński założył przed paroma laty Izbę Pamięci, na którą składają się w głównej mierze zbiory misyjne (24). Uzupełniają ekspozycję przedmioty dawnego gospodarstwa domowego. Gospodarz chętnie oprowadza po swoim mateczniku. Opowiada przy okazji jego historię. Jest wnukiem Michała Kobylińskiego, a zarazem bratem Andrzeja i ojcem Wojciecha, którzy od lat są misjonarzami, szerzącymi chrześcijaństwo w Afryce – stąd rodzaj zbiorów. Jest z zawodu nauczycielem, z pasji historykiem regionalnym i muzealnikiem. A z charakteru gawędziarzem i ciepłym człowiekiem, co wyraźnie odczuwaliśmy podczas zwiedzania Izby. Pokazując zbiory okraszał zwiedzanie barwnymi opowieściami rodzinnymi. Prowadząc nas do lochów w budynku dawnej oranżerii, miejsca, gdzie kiedyś mieszkali jego przodkowie, opowiadał legendę o duchach, które tu straszą. Oglądamy również piwnice, które w czasie ostatniej wojny pełniły rolę lazaretu. Wchodzimy na kopiec usypany na cześć dziadka Michała, na pamiątkę jego osiedlenia się na tym terenie. Podziwiamy także wystawę etnograficzną prezentującą przedmioty i sprzęty należące do poprzednich pokoleń rodziny, a także farmaceutyczną, przedstawiającą różnorakie akcesoria aptekarskie. Przy okazji oglądamy jeden z filmów dotyczących historii Polinowa. Gospodarz zaprasza też na stronę internetową majątku, gdzie zamieszczone są szczegółowe dzieje majątku i rodziny niemal od średniowiecza. Gigantyczna praca i wspaniała wizytówka. Naprawdę warto tu zajrzeć. Podczas spaceru po majątku oglądamy stajnie (tradycje hodowli koni są w Polinowie od kilkuset lat), gdzie gospodarz trzyma dwa koniki. Wizytę w Polinowie kończy spacer po pięknym okalającym gospodarstwo ogrodzie, z oczkami wodnymi i bogatą roślinnością, dostarczający wielu niezapomnianych wrażeń estetycznych. Żegnamy się z miłym gospodarzem, który jest również społecznikiem i regionalistą, działaczem Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łosickiej.
Ruszamy w stronę Kocka i omijając to urokliwe miasteczko kierujemy się na trasę do Puław. Jadąc dalej na Dęblin, zatrzymujemy się w miejscowości Gołąb. Parkujemy przy
Muzeum Nietypowych Rowerów. Powstało w roku 1987, z inicjatywy i ze środków prywatnych Józefa Konstantego Majewskiego, regionalisty i społecznika oraz miłośnika i popularyzatora historii regionalnej. Towarzyszyła temu przedsięwzięciu chęć wypromowania swojej miejscowości, ale także realizacja własnej pasji cyklistycznej. W zbiorach muzeum znajdują się różnego rodzaju pojazdy jednośladowe o różnej kolorystyce, jeden w nawiązaniu do symboliki patriotycznej jest w barwach biało-czerwonych. Są więc m.in. rowery cyrkowe, posiadające tylko jedno koło, rowery fitness, a nawet bez ramy. Kustosz dysponuje 45 rowerami do prezentacji, umożliwiając podziwianie i jazdę próbną na każdym z nich. Rodzice mogą się bawić ze swoimi dziećmi przewożąc je rikszą. Niektóre z rowerów mają po kilkadziesiąt lat, ale dzięki właścicielowi są nadal sprawne i gotowe do użycia. Są nawet rowery poziome, na których rowerzysta przyjmuje pozycję leżącą lub półleżącą. Właściciel oferuje przy okazji wizyty w muzeum pokaz pracy w kuźni, a nawet kilkugodzinną naukę kowalstwa. Chętnie przyjmuje u siebie szkolne wycieczki. Oferuje lekcje muzealne o tematyce Naprawa i konserwacja roweru. Historia roweru. Rower ekologiczny – pojazd przyszłości. Nawiązuję bliższy kontakt z Józefem Majewskim, wręczam mu album własnego autorstwa Szlakiem Mateczników Polskości i zapraszam do współpracy na rzecz mateczników patriotyzmu i kultury. Gospodarz opowiada o swojej miejscowości. Gołąb ma bogatą, ale już nieco zapomnianą historię. To tutaj przecież w roku 1672 zawiązała się słynna konfederacja gołębska, a wcześniej w latach 1634-42 wybudował kaplicę loretańską (kopię kaplicy z Loreto) z ceramicznymi rzeźbami proroków Jerzy Ossoliński, od roku 1621 właściciel wsi. Na koniec zachęca do odwiedzin oddalonego o kilkaset metrów XVII-wiecznego kościoła parafialnego pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, świętego Floriana i świętej Katarzyny, a także poleca zajrzeć na cmentarz parafialny, gdzie spoczywa mały Stefanek ze słynnej rodziny Kossaków. Informuje następnie – że tu pod Gołębiem, w lutym 1656 roku stoczył zwycięską bitwę ze Szwedami Stefan Czarniecki. Był to początek końca „szwedzkiego potopu”. A w roku 1920 w połowie sierpnia to właśnie stąd ruszyła kontrofensywa polska przeciwko sowieckiemu agresorowi. To tutaj naprawdę zaczął się „cud nad Wisłą”. Żegnamy się z właścicielem tego nietypowego muzeum nietypowych rowerów i jedziemy na plac przed kościołem parafialnym. Na dużej przykościelnej tablicy jest wydrukowana informacja o jego historii. Otóż ufundował go w latach 1626-38 Szymon Grzybowski, proboszcz gołębski i kanclerz Jerzy Ossoliński, starosta gołębski. Konsekrowany 5 września 1638 roku przez biskupa Tomasza Oborskiego, sufragana krakowskiego. Kościół wybudowano z cegły gotyckiej połączonej zaprawą wapienno-piaskową, w stylu renesansowo-manierystycznym, z prostokątnym korpusem nawy głównej i dwoma wieżami od zachodu. Konstrukcja wnętrza jest prosta, jedna nawa ze słabo wyodrębnionym prezbiterium. Ołtarz główny pochodzi z wieku XVII, jest w nim widoczny obraz Serca Pana Jezusa, Ukoronowanie Najświętszej Maryi Panny na królową nieba i ziemi, a w nadstawie Wniebowzięcie NMP. Żyrandol jest korpusowy, zwany holenderskim, ambona w stylu renesansowym spoczywa na dwóch konfesjonałach, chrzcielnica datowana na koniec XVI wieku, chór i prospekt organowy z wczesnego baroku i 18-głosowe organy z XVII wieku są umieszczone nad kruchtą. Na uwagę zasługują także dwa rzędy ław kolatorskich. Charakterystyczną cechą kościoła jest kontrastowe połączenie czerwieni nietynkowanych ceglanych ścian z ornamentyką jasnego kamiennego detalu gzymsów, portali i obramień okiennych. Fasada jest bogato zdobiona, a także posiada łacińską tablicę fundacyjną umieszczoną nad wejściem. Ciekawym elementem wystroju wnętrza są oryginalne terakotowe posągi przedstawiające proroków, inspirowane formą dzieł rzeźbiarskich Michała Anioła. Duszpasterzami w Gołębiu byli księża diecezjalni, ojcowie franciszkanie, ponownie księża diecezjalni, a obecnie od roku 1979 księża sercanie. Na południe od kościoła parafialnego i równolegle do niego (podniesionego w roku 2001 do rangi Sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej) stoi Domek Loretański. Zbudowano go na wzór Domu św. Rodziny, znajdującego się w Loreto. W odróżnieniu od włoskiego Domu Świętego gołębska budowla jest konstrukcją wolnostojącą. Do wzniesienia kaplicy przyczynił się również fundator kościoła – Jerzy Ossoliński. Przyjmuje się, iż prace rozpoczęły się jeszcze w 1633 roku, kiedy proboszczem był ks. Szymon Grzybowski. Domek został poświęcony 12 września 1638 roku. Prace dekoracyjno-wykończeniowe prowadził do roku 1644 następca ks. Grzybowskiego, ks. Remigiusz Leżeński. Autorstwo prac budowlanych przypisywane jest Piotrowi Likkielowi, włoskiemu architektowi, znanemu jako „Piotr Mularz”. Domek Loretański jest kompilacją dwóch mniejszych budowli: wewnętrznej kaplicy stanowiącej właściwy Dom św. Rodziny oraz jego zewnętrznej obudowy, oddzielonej od kaplicy wąskim obejściem. Budynek jest jednokondygnacyjny, z attyką. Osłania go dach, w którego załamaniu znajduje się czteroboczna wieżyczka z lukarną, dzięki której światło dostaje się do wnętrza kaplicy. Pod Domkiem znajduje się krypta, w której zostali pochowani jego budowniczowie – ks. Szymon Grzybowski i ks. Remigiusz Leżeński. Po opuszczeniu terenu kościelnego jedziemy jeszcze na cmentarz parafialny, gdzie odnajdujemy grób Stefanka Kossaka (28). To synek Tadeusza Kossaka (brata słynnego malarza Wojciecha), a zarazem wnuczek sławnego Juliusza Kossaka, zmarły w roku 1891 w wieku 8 miesięcy. Jego rodzoną siostrą była sławna pisarka Zofia Kossak-Szczucka, urodzona w niedalekim Koźminie i ochrzczona w tutejszym parafialnym kościele. Ten mały dziecięcy grób znajduje się w pobliżu starych nagrobków, ginie praktycznie w cieniu ich majestatu. Nam w jego znalezieniu pomógł bezinteresownie młody człowiek spotkany na placu przykościelnym.
Opuszczamy blisko 200-letnią gołębską nekropolię i wyruszamy w kierunku Puław, po drodze mijając przy skrzyżowaniu dróg obok kościoła parafialnego figurę św. Jana Nepomucena. Jest pamiątką po powodzi, która nawiedziła Gołąb w 1808 roku. Z Puław jedziemy do Końskowoli, w latach 1532-1870 miasta, obecnie osady, w której w kościele parafialnym znajduje się pomnik grobowy Łukasza Opalińskiego i jego żony Izabeli z Tęczyńskich. Zatrzymujemy się przy dworze Tęczyńskich. Jest w opłakanym stanie. To piętrowy dom wzmocniony przyporami, z jakby doklejonym od południa wąskim skrzydłem. Nie zawsze tak wyglądał. Trudno sobie wyobrazić, że jego historia sięga pierwszej połowy XVI wieku. Pierwotnie posiadał trzy kondygnacje i przypominał zamek sejmowy Zygmunta Starego w Piotrkowie Trybunalskim i średniowieczną obronną wieżę. Został postawiony na zlecenie Andrzeja Tęczyńskiego, królewskiego dworzanina, ale też kasztelana krakowskiego i połanieckiego. Pełnił w tamtych czasach rolę kaplicy dworskiej. W wieku XVII dwór (i miasto) przeszedł na własność Zbaraskich, a później Tęczyńskich. Uległ zniszczeniu podczas najazdu szwedzkiego. Został wprawdzie odbudowany przez ówczesnego właściciela Końskowoli – Łukasza Opalińskiego, ale stracił znaczenie, gdy wybudowano w pobliskich Puławach pałac. Na początku wieku XVIII rezydencja została przekazana parafii. W urządzonej tu plebanii urzędowali proboszczowie, m.in. na przełomie XVIII i XIX wieku Grzegorz Piramowicz i Franciszek Zabłocki. Obecnie w dawnej, niszczejącej, wymagającej remontu plebanii (dawnym dworze) mieści się sklep handlowy z meblami sprowadzanymi z Belgii i Holandii. Naprzeciw niego stoi kościółek św. Anny. Został zbudowany na początku XVII wieku, konsekrowany w 1613 roku. Świątynia została wzniesiona w stylu renesansu lubelskiego. Jest to niewielka jednonawowa, pozbawiona wieży budowla o smukłych proporcjach, zamknięta węższym prezbiterium. Jak na kościółek przyszpitalny ta niewielka świątynia otrzymała zadziwiająco bogaty program dekoracyjny i funkcjonalny (niedaleko kościółka powstał, z fundacji Tęczyńskich w wieku XVI istniejący do dziś budynek szpitalny). Trójkątne, dekoracyjnie szczyty kościółka są zwieńczone sterczynami. W pomieszczeniach nad zakrystią znajduje się cenna polichromia pochodząca z początku XVII wieku. Ołtarz główny został wykonany w stylu manierystycznym, znajduje się w nim obraz z XVII wieku przedstawiający świętą Annę Samotrzecią, namalowany przez lubelskiego artystę Stanisława Szczerbica. Obecnie to kościół filialny należący do parafii Znalezienia Krzyża Świętego i św. Andrzeja Apostoła, gdzie teraz się udajemy. Zatrzymujemy się na placu przykościelnym. Przed nami fasada świątyni. Kościół został ufundowany w połowie wieku XVI przez Andrzeja Tęczyńskiego, wojewodę lubelskiego i kasztelana krakowskiego. Jego metryka jest jednak starsza. Pierwszy drewniany kościół pw. Znalezienia Krzyża Świętego powstał w końcu XIV wieku. Murowane prezbiterium wystawiono w roku 1442 z fundacji Jana Konińskiego. Wygląd kościoła przypominającego bazylikę jest wynikiem jego przebudowy zleconej około 1670 roku przez marszałka wielkiego koronnego Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, prowadzonej przez Tylmana z Gameren. Kolejna przebudowa, prowadzona w I połowie XVIII wieku z ini cjatywy Elżbiety Sieniawskiej i następnie księcia Augusta Aleksandra Czartoryskiego oraz jego żony Zofii z Sieniawskich, nadała świątyni obecny wygląd i kształt. Kościół jest budowlą murowaną, trójnawową, z zakrystią przy prezbiterium. Z bocznymi nawami połączone są kaplice. Na elewacji znajdują się dwie wieże, nad nawą wieżyczka z sygnaturką. Barokowy ołtarz główny jest wykonany z drewna. Umieszczono w nim obrazy Serca Jezusowego oraz Matki Boskiej. W kościele znajduje się jeszcze sześć ołtarzy bocznych. Z wyposażenia zabytkowego wymienić trzeba także kropielnicę z XVIII wieku i blisko stuletnie organy. Na uwagę zasługuje również wybitne dzieło sztuki sepulkralnej – nagrobek Zofii z Opalińskich, żony marszałka wielkiego koronnego Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, dzieło Tylmana z Gameren. Sama świątynia jest swego rodzaju mauzoleum rodziny Tęczyńskich. Pod obecnie istniejącą kaplicą północną spoczywają w krypcie: Izabela z Tęczyńskich (zmarła w 1667 roku) i jej mąż Łukasz Opaliński (zmarły w 1662 roku). Krypta znajduje się dokładnie pod pomnikiem personifikującym Vanitas – Marność, opatrzonym herbem Opalińskich – Łodzią. Łukasz Opaliński był także właścicielem podstaszowskich Rytwian. W krypcie pod kaplicą południową złożono ciało ich córki Zofii z Opalińskich Lubomirskiej, również na jej sarkofagu wyryto herb Tęczyńskich – Topór. Obok kościoła znajduje się murowana dzwonnica, wzniesiona w 1778 roku z fundacji ks. Adama Czartoryskiego. Spalona w 1915 roku, została odbudowana w 1921. Idziemy w kierunku rynku, gdzie natrafiamy na wczesnoklasycystyczny ratusz powstały w roku 1775 z fundacji księcia Augusta Aleksandra Czartoryskiego. W ostatnich latach został przebudowany, nadano mu inny kształt, dzięki czemu nabrał odmiennego charakteru. Jest siedzibą instytucji kultury, m.in. mieści się w nim muzeum regionalne gromadzące pamiątki po rodzinie Tęczyńskich. Ratusz stanowi obecnie główny budynek kształtujący miejski układ przestrzenny Końskowoli. Na rynku w pobliżu ratusza stoi pomnik poświęcony pamięci mieszkańców pomordowanych przez Niemców i poległych w latach 1939-1945. Jest to prostokątny postument z napisem upamiętniającym ofiary. W górnej części pomnika, na wystających płytach wykonane zostały płaskorzeźby żołnierzy podczas akcji bojowej. Stanowi cenne miejsce utrwalenia smutnej historii miasta i kraju. Wśród zabytków końskowolskich ważne są również pozostałości dawnego folwarku (obecnie w rejonie ulicy Pożowskiej). Warto także zajrzeć na stary cmentarz ewangelicko-augsburski, gdzie spoczywają sprowadzeni niegdyś (w wieku XVIII) przez Czartoryskich rzemieślnicy saksońscy.
Opuszczamy Końskowolę i jedziemy w kierunku Nałęczowa, a potem Bełżyc, zatrzymując się w Nowym Gaju, przy młynie Hipolit. Zbudowany w roku 1937 w zakolu rzeki Bystrej jest budowlą zjawiskową. Na parterze właścicielka obiektu, pro wadząca tu od paru lat agroturystykę, urządziła muzeum minerałów. Wypoczywający goście, a także turyści przejeżdżający przez Nowy Gaj mają dodatkową atrakcję. W prezentowanej kolekcji jest do obejrzenia blisko dwa tysiące eksponatów, w tym tak egzotyczne jak meteoryty rodem z Rosji, Argentyny czy Ameryki. W zbiorach znajduje się spora wystawa różnych rodzajów soli kamiennej. Poza bogatą kolekcją minerałów i skamieniałości zapoznajemy się tu z budową i rozwojem ziemi na przestrzeni lat, oglądamy erupcję wulkanu, a także możemy wziąć udział w warsztatach czerpania papieru oraz w odlewaniu monet metalowych. Dodatkową atrakcją jest zabawa w poszukiwaczy złotego kruszcu i samodzielne płukanie złota.
Kilka minut i jesteśmy w Wojciechowie. Zatrzy- 34 mujemy się przy Wieży Ariańskiej. Jest gotycko-renesansową kamienno-ceglaną budowlą trójkondygnacyjną, wybudowaną w latach 1520-1530 przez starostę lubelskiego Jana Pileckiego, który przystosował ją do używania broni palnej. Umocnienia otrzymały wówczas kształt czworoboku z wyprofilowanymi trzema bastionikami. W miejscu czwartego posadowiono wieżowy dwór. Wieża miała charakter obronno-rezydencjonalny. Stanowiła pozostałość dużego założenia obronnego zrealizowanego w końcu XIV wieku z fundacji Szczekockich herbu Odrowąż. Po wzniesieniu nowego dworu w roku 1632 przez Pawła Orzechowskiego, ówczesnego właściciela Wojciechowa, opuszczona wieża powoli niszczała. Z czasem została przeznaczona na magazyn zbożowy. W roku 1911 rozpoczęto jej odbudowę, którą przerwał jednak wybuch I wojny światowej. Powtórną próbę renowacji spotkał ten sam los w 1939 roku. Wyremontowana i zrekonstruowana została dopiero w latach 19711974. Obecnie w Wieży Ariańskiej mieści się Gminny Ośrodek Kultury, Biblioteka Gminna, Punkt Informacji Turystycznej oraz muzea: Regionalne i Kowalstwa. Mamy okazję je zwiedzić. Szczególnie atrakcyjne są zbiory Muzeum Kowalstwa. Znajduje się na najwyższej kondygnacji i jest jedynym tego typu obiektem w Polsce, funkcjonującym od 1993 roku. Wspólnie z Gminnym Ośrodkiem Kultury organizuje się tu od roku 1984 Ogólnopolskie Spotkania i Warsztaty Kowalskie, w których rokrocznie bierze udział kilkudziesięciu mistrzów kowalstwa z kraju i z zagranicy. W Muzeum prezentowanych jest ponad tysiąc eksponatów sztuki kowalskiej. Zobaczyć można imitację starej kuźni, kolekcję narzędzi rolniczych, podków dla koni i bydła, repliki broni średniowiecznej oraz bogatą ekspozycję wyrobów kowalstwa artystycznego kowali polskich i zagranicznych, m.in. kute akwarium, paterę na owoce, żelazny pas cnoty. Oglądamy ostrzenie siekiery na ręcznej szlifierce, słuchamy marsza kowalskiego na kowadle oraz legendy „o podkowie szczęścia”. Możemy przejść również podkówkowy test na inteligencję. Grupy zorganizowane, jak czytamy w specjalnej ofercie, mają możliwość uczestniczenia w zajęciach warsztatowych obejmujących wykonywanie podków z masy solnej. Potem oglądamy Wojciechowskie Muzeum Regionalne, z ciekawą ekspozycją sprzętu gospodarstwa domowego, kuchni i sypialni – stanowiącą wystrój wojciechowskiej chałupy sprzed blisko stu lat. Muzeum powstało w 2004 roku i znajduje się na przedostatniej kondygnacji Wieży. Składa się z trzech części. Pierwsza dokumentuje historię Wojciechowa – jest tu pokazana m.in. makieta średniowiecznego grodziska i eksponaty pochodzące z wykopalisk archeologicznych. Druga część to już wspomniany wystrój wojciechowskiej chałupy, pokaz sprzętu i narzędzi, jakimi się posługiwali mieszkańcy Wojciechowa w tamtych czasach. Trzecia część to Galeria Sztuki Ludowej, w której można zakupić pamiątki z Wojciechowa – m.in. podkówki na szczęście, wykonywane przez tutejszych twórców. Schodząc z górnych kondygnacji wieży oglądamy na pierwszym piętrze salę konferencyjną z zachowanymi fragmentami oryginalnego tynku, z widocznym sklepieniem krzyżowym. Opuszczając wieżę czytam na specjalnej tablicy, iż mieści się tutaj siedziba Stowarzyszenia Kowali Polskich. Na zewnątrz natrafiamy na jedyną w Polsce Aleję Zasłużonych Kowali oraz funkcjonującą od lat kuźnię. Warsztat kowalski, a przede wszystkim pasja tworzenia i precyzja wykonania przekazywane są z ojca na syna. Pierwszym kowalem w Wojciechowie był Michał Ostrowski, który w tym miejscu w 1920 roku zbudował kuźnię drewnianą. W roku 1952 pracę w kuźni rozpoczął jego zięć, Józef Czerniec. Jego syn Roman kowalstwem zajął się już w wieku 16 lat. Pracował u boku ojca i dziadka zgłębiając tajniki tego zawodu. Jego pasją stało się podkuwanie koni. W roku 1979, po przejęciu kuźni dokonał gruntownej jej przebudowy na większą, murowaną. Z czasem zapotrzebowanie na kowalstwo użytkowe zmalało, toteż kuźnia zaczęła specjalizować się w wyrobach artystycznych. W celu poprawy warunków pracy, w roku 1994 kowal Roman rozpoczął dalszą rozbudowę kuźni, poszerzając ją o dwa boczne skrzydła. W jednym z nich w 2000 roku założył Galerię Wyrobów Kowalskich. W roku 2011 prawe skrzydło kuźni zostało przystosowane do sprzedaży kutych prac mistrza.
Wyruszamy w drogę powrotną w przekonaniu, że byliśmy w stolicy kowalstwa polskiego. Jedziemy w stronę Opola Lubelskiego, zatrzymując się jeszcze w Kraczewicach przy odnowionym dworze. Tę letnią rezydencję ziemiańską wybudowali w XIX wieku Gerliczowie, którzy zakupili w roku 1855 majątek kraczewicki. Teofil Gerlicz i jego żona Lizeta z Dammów nie mieszkali w Kraczewicach, posiadali bowiem kamienicę i browar w Lublinie. Początkowo jako najstarszy z ich synów przejął Kraczewice Teofil Franciszek, oddając je w 1866 roku młodszemu bratu Henrykowi Kacprowi, który w 1900 roku przekazał z kolei majątek sądownie synowi Henrykowi. On właśnie w roku 1912 przystąpił do budowy (w miejscu dotychczasowego obiektu) nowego (obecnie istniejącego) dworu postawionego w stylu secesyjnym. Nieznany jest projektant. Po zakończeniu I wojny światowej i powrocie rodziny Gerliczów do Kraczewic zabrano się do naprawy zniszczonego dworu, obiektów gospodarczych oraz otaczającego go parku krajobrazowego. Śmierć Henryka, a następnie wybuch II wojny światowej to kolejny etap w dziejach dworu. W czasie okupacji zajmuje go Wehrmacht. Przez długi okres powojenny pałac pełnił różnorodne, zmieniające się funkcje, m.in. znajdowały się tu biura, sklepy oraz mieszkania prywatne, co doprowadziło obiekt do ruiny. Po rewaloryzacji w roku 1988 ma w nim siedzibę Dom Muzyki w Kraczewicach, który gospodaruje tu do dziś.
To już ostatni punkt naszego programu. Przez Opole Lubelskie, Lipsko, Iłżę, Skarżysko docieramy do Zagnańska. Jest wczesny wieczór, gdy zatrzymujemy się przed własną posesją. Dom stoi na swoim miejscu…
—
Autor tekstu: Maciej Zarębski
Rozdział V z książki Autora pt. Wojaże po Polsce cz. 4









