Wszystko zaczęło się z początkiem sierpnia 2013 roku. Wówczas to Janusz Domka – mieszkaniec Świdwina – postanowił sprzedać część swojego domu rodzinnego Jerzemu Zielińskiemu, także mieszkańcowi miasta nad Regą. Dlatego też obaj panowie udali się do Kancelarii Notarialnej Alicji Pracz celem dopełnienia wymaganych czynności.
Umowa kupna – sprzedaży, testament
2 sierpnia 2013 roku Janusz Domka i Jerzy Zieliński zjawili się u notariusza Alicji Pracz w Świdwinie, aby sporządzić w obecności pani urzędnik przedwstępną umowę kupna-sprzedaży nieruchomości należącej do pana Domki.
Dzisiaj każda ze stron mówi co innego, podaje inną wersję zdarzeń i ich przebiegu, które miały miejsce latem pięć lat temu. Ale po pierwsze minęło dużo czasu, po drugie nie doszło do transakcji, a po trzecie – pomiędzy obu panami doszło do sporu, który prawdopodobnie zostanie rozstrzygnięty dopiero przy pomocy instytucji państwowych.
– Obecnie Pani Alicja Pracz jest notariuszem, ale wiele lat temu była sędzią Sądu Rejonowego w Białogardzie i prowadziła moją sprawę o niegodność dziedziczenia po zmarłym ojcu i stąd miała na mój temat, mojego życia, statusu rodzinnego, majątkowego ogromną wiedzę – rozpoczyna swoją opowieść Janusz Domka. – A może Zieliński jej wszystko o mnie, relacjach w moim domu i rodzinie powiedział lub dopowiedział – dodaje.
– 25 maja tego roku poszedłem do kancelarii pani Pracz celem wyjaśnienia nieprawidłowości, jakie miały miejsce na nieszczęsnej, przedwstępnej umowie kupna-sprzedaży części domu rodzinnego, która należy do mnie – relacjonuje pan Janusz. – Ta nieprawidłowość wynika z faktu, że na tej umowie było wpisane 100 tysięcy złotych, z czego wziąłem 10 tysięcy złotych zadatku.
Na nasze pytanie dlaczego dopiero po pięciu latach od sporządzenia tej przedwstępnej umowy kupna-sprzedaży pan Janusz Domka poszedł do notariusza, odpowiedź była następująca:
– Do treści tej umowy zajrzałem jakoś dwa, trzy dni po sporządzeniu tego aktu i zobaczyłem, że zostałem oszukany na 50 tysięcy złotych, bo miało być 150, a w umowie było tylko 100 tysięcy. Wówczas nigdzie z tym nie szedłem, żyła moja starsza i schorowana mama, a Zieliński nas non stop nachodził, straszył, szantażował, nękał – mówi Janusz Domka. – Ale w tym roku, pod koniec maja, zdecydowałem się pójść do kancelarii notarialnej pani Pracz i wyjaśnić całą tę sprawę. Wówczas to od pani notariusz dowiedziałem się, że do tej umowy kupna-sprzedaży był także w formie aktu notarialnego sporządzony mój testament! – dodaje Janusz Domka. – Ale ja przecież nie sporządzałem żadnego testamentu! To na pewno dokument, na którym podrobiono mój podpis; to na pewno robota ich dwojga, czyli Zielińskiego i Pracz. Pamiętam ten dzień doskonale, pojechaliśmy do kancelarii około godziny 15:30. Byłem pod wpływem jakiś prochów i mogłem zrobić, podpisać wszystko, nawet oddać nerkę. Zieliński mówił mi wówczas, że już był u Pracz i wszystko jest załatwione, a my mamy to tylko podpisać. Kiedy już byliśmy w kancelarii, to pani Pracz szybko i niewyraźnie, niczym spiker radiowy, odczytała treść tego aktu i podsunęła mi go do podpisania. Ja wówczas to podpisałem, ale dziś nie wiem, co podpisałem. Umowę kupna-sprzedaży i testament, o którym wówczas nawet nie pomyślałem, a o istnieniu którego dowiedziałem się prawie pięć lat później – kończy Janusz Domka.
Zawiadomienie, policja, prokuratura
Janusz Domka z początkiem czerwca zawiadomił Prokuraturę Rejonową w Białogardzie o możliwości popełnienia przestępstwa. Prokuratura zawiadomienie przyjęła i przekazała całą sprawę do Komendy Powiatowej Policji w Świdwinie w celu przeprowadzenia dochodzenia w tej sprawie.
– Tak, prowadzimy w tej sprawie dochodzenie nadzorowane przez Prokuraturę Rejonową z Białogardu. Więcej informacji na ten temat może udzielić nasz rzecznik, ale tylko za zgodą prokuratora – poinformował aspirant Grzegorz Dobraszczyk z Wydziału Kryminalnego KPP Świdwin.
– Na podstawie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa i jego późniejszym uzupełnieniu zostało wszczęte dochodzenie o podrobieniu dokumentów oraz przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariusza państwowego, jakim jest notariusz. Została zarządzona ekspertyza grafometryczna. Całość została przekazana policji ze Świdwina – mówi Prokurator Rejonowy Jarosław Zając.
– Dochodzenie ma się zakończyć 30 sierpnia bieżącego roku, a co będzie dalej, to się okaże. (…) prokurator zajmujący się tą sprawą wraca z urlopu po 22 sierpnia i wówczas na pewno będziemy wszyscy wiedzieć więcej; wówczas też, z początkiem września tego roku zapraszam wszystkich zainteresowanych do kontaktu z nami – dodaje prokurator Zając.
– W tej sprawie notariusz może być przesłuchany po zakończeniu dochodzenia, ale tylko pod warunkiem, że sąd dla dobra wymiaru sprawiedliwości zwolni notariusza z tajemnicy służbowej. Dodam, że na posiedzeniu niejawnym – zaznacza Jarosław Zając.
Pani notariusz Alicja Pracz ze Świdwina będzie jednak przesłuchiwana w tej sprawie w charakterze świadka, bo postępowanie jest w sprawie, a nie przeciwko komuś.
Druga strona transakcji
Głos w tym nieporozumieniu zabrał też Jerzy Zieliński. Niedoszły kupiec nieruchomości Janusza Domki oraz potencjalny, a zarazem również już nieaktualny spadkobierca.
– Ja z początku nie chciałem w ogóle kupić tej nieruchomości, szczególnie połowy, dolnej części tego domu. To Janusz chodził za mną i namawiał mnie na zakup części należącej do niego. Po jakiś czasie zdecydowałem się kupić, ale pod warunkiem, że reszta jego rodziny, rodzeństwa (wówczas były to trzy osoby – przypis redakcji), zdecyduje się na sprzedaż reszty budynku, czyli górnej części tego domu. – zaczyna swoją relację Jerzy Zieliński.
– W pewnym momencie doszliśmy do porozumienia, że ja kupuję od Janusza dół budynku i sporządzam z nim przedwstępną umowę kupna-sprzedaży, mającą skończyć się po upływie roku czasu. Kończyć tym, że albo dojdzie do transakcji, ktoś z nas się wycofa, albo po prostu odwołamy tę umowę, polubownie i przy notariuszu – tak też zresztą zrobiliśmy, stąd mogłem odzyskać swoje 10 tysięcy złotych zadatku – dodaje Pan Zieliński.
– Ostatecznie do żadnej transakcji nie doszło, bo Janusz wszem i wobec rozpowiadał bzdury, że go oszukałem na 50 tysięcy złotych, bo w umowie było 100 tysięcy, a powinno być 150 tysięcy złotych. A przecież od początku było umówione, że za dolną część domu zapłacę 100 tysięcy złotych, a za górną 90 tysięcy złotych. A on wziął ode mnie zadatek, który roztrwonił i jeszcze rozpowiadał, że go oszukałem – mówi Jerzy Zieliński.
Zadaliśmy Panu Zielińskiemu pytanie w kwestii spornego testamentu. Oto, co usłyszeliśmy na ten temat.
– Na pomysł testamentu wpadł sam Janusz. A zaczęło się od tego, że ja bałem się o te swoje 10 tysięcy zadatku. Zdawałem sobie sprawę z tego, że on może zacząć intensywnie pić alkohol i umrzeć, a ja wówczas stracę mój zadatek – odpowiada nam Jerzy Zieliński.
– Na początku Janusz zaczął pisać ten testament u siebie w domu, jako swego rodzaju zabezpieczenie transakcji, ale ja wówczas powiedziałem, że ten testament musi być sporządzony w formie aktu notarialnego, bo przecież i tak będziemy u notariusza w celu sporządzenia umowy przedwstępnej kupna-sprzedaży. I tak się stało, dlatego dzisiaj dziwię się, że Janusz wymyśla takie bzdury! – dodaje pan Zieliński.
Zadaliśmy Jerzemu Zielińskiemu pytanie dlaczego tak długo zwlekał z egzekucją swoich 10 tysięcy złotych, które po polubownym odwołaniu umowy miał odzyskać od Janusza Domki. Oto, co usłyszeliśmy:
– Tak, przez kilka lat zwlekałem z egzekucją tych pieniędzy, ale tylko dlatego, że wówczas jeszcze żyła matka Janusza, a była to starsza, schorowana i bardzo porządna kobieta; zresztą moja wieloletnia sąsiadka. Nie chciałem wówczas, aby u nich w domu pojawił się komornik. Dziś już odzyskałem te 10 tysięcy złotych, ale jeszcze bez należnych mi procentów – puentuje Jerzy Zieliński.
Skontaktowaliśmy się również z panią Alicją Pracz, notariuszem. Oto, co usłyszeliśmy:
– Niestety, ale w tej sprawie nie mogę nic powiedzieć, ponieważ obowiązuje mnie tajemnica zawodowa.
Nasza redakcja celem wyjaśnienia kilku wątpliwości, skontaktowała się z innym, spoza województwa zachodniopomorskiego, notariuszem, który postanowił wypowiedzieć się anonimowo:
– Każda umowa może mieć kilka zabezpieczeń i to dla każdej ze stron. Nawet jeżeli w treści danej umowy znajduje się jakiś punkt mówiący o zabezpieczeniu tej umowy, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby daną umowę zabezpieczyć jeszcze inaczej. Tym samym testament też mógł być takim zabezpieczeniem. A odwołanie tego testamentu mogło nastąpić w każdej, dowolnej chwili, nawet przed spłaceniem należności, które były przekazane jednej stronie przez drugą tytułem zadatku. A to, że i umowa i testament dotyczyły tych samych osób i tego samego przedmiotu transakcji, to nie ma tu żadnych nieprawidłowości czy sprzeczności. Testament ten był bowiem swego rodzaju zabezpieczeniem przedwstępnej umowy kupna-sprzedaży.
Teraz wszystkim zainteresowanym pozostaje czekać na więcej informacji, które mają się pojawić na początku września bieżącego roku.
Krzysztof Sapała
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich
Oddział Gdańsk









