Łukasz Stokłosa: „Ostra krytyka kończy się u mnie kryzysem malarskim”

0
Łukasz Stokłosa, Virna Lissi, Catherine de' Medici, 2014, olej na płótnie, 40x30, kolekcja prywatna.

Łukasz Stokłosa urodził się w 1986 roku, pochodzi z Kalwarii Zebrzydowskiej. W 2010 roku ukończył studia na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni prof. Jacka Waltosia. Jego pierwszą indywidualną wystawą była „Zimowa opowieść” (2011) w galerii Zderzak w Krakowie, na prezentowanych obrazach można było zobaczyć pałacowe wnętrza, zimowe pejzaże i portrety gwiazd filmowych utrzymane w ulubionym przez artystę klimacie romantyzmu i dekadencji. Uprawia malarstwo przedstawiające, figuratywne. Inspiracje najczęściej czerpie z kultury masowej, filmów i seriali. Dobrze czuje się w estetyce kiczu. Obrazy Stokłosy są zmysłowe i inteligentne, pociągają i odpychają, miewają swoje drugie i trzecie dna, podobnie jak filmy noir.

Angelika Korlaga: – Każdy artysta, ma pewnie grono ulubionych twórców, czy inspiracji. Być może ktoś zmotywował Pana do podjęcia pracy artystycznej. A może jakieś konkretne dzieło wpłynęło na kształtowanie się Pana stylu bądź doboru tematyki. Gdzie znajduje Pan inspiracje do tworzenia obrazów?

Łukasz Stokłosa: – Generalnie od dziecka byłem ukierunkowany w tę stronę. Sztuka zawsze wydawała mi się interesująca. Już dosyć wcześnie stwierdziłem, że chciałbym pójść właśnie w tym kierunku. Podejmując decyzję o studiowaniu na Akademii Sztuk Pięknych, najpierw myślałem o grafice, jednak później stwierdziłem, że bardziej interesuje mnie malarstwo. Głównym tematem, który fascynował mnie w trakcie studiów, była homoerotyka, ale w ujęciu historyczno-sztucznym tzn. zawsze w układach erotycznych starałem się znaleźć nawiązania do dawnego malarstwa. Były to na przykład nawiązania do malarstwa rokokowego, czy barokowego, które inspirowały mnie do tworzenia. W odniesieniu do artystów, którzy są dla mnie ważni, choć może nie w oczywisty sposób to byłby Velázquez i Manet. Są to artyści, którzy, są bardzo blisko siebie jeżeli chodzi o podejście do farby, do sposobu malowania. I tutaj akurat wracamy do kwestii rowiązań formalnych i warsztatowych. Ideowo natomiast przemawia do mnie Félix González-Torres. Jest to amerykański artysta, postminimalista tworzący na przełomie lat 80-tych i 90-tych, który jest dla mnie ważny ze względu na podejście do opowiadania. Przykładem takiego podejścia, jest jego praca „perfect lovers”, składająca się z dwóch zegarów kupionych w supermarkecie, których wskazówki są ustawione w tym samym rytmie i właśnie zależy mi na takiej na prostocie gestu, która bardzo mi się podoba. Taka koncepcja wydaje mi się być trafna, jeżeli chodzi o kontakt z odbiorcą. Obraz, który tworzę, musi być zbudowany w taki sposób, żeby komunikacja między mną a odbiorcą była możliwa.

– Dlaczego zdecydował się Pan na wprowadzenie do Pana obrazów estetyki noir?

– Jeżeli chodzi o estetykę, którą teraz głównie się zajmuję, to bliski jest mi romantyzm niemiecki w wydaniu Caspara Davida Friedricha. W pracach jego autorstwa odkryłem inspirację odnośnie poziomu estetycznego i wizualności obrazów. Znalazłem też wiele rozwiązań, które pomogły mi budować nastrój w malarstwie. Ważna jest też dla mnie m.in. wieloznaczność obrazu. Chciałbym, aby malowane przeze mnie przedmioty i miejsca otwierały różne tropy interpretacyjne, dlatego w moich pracach pojawia się aspekt noir.

– Wymienił Pan artystów i prace artystyczne, które są dla Pana inspiracją, jednak chciałabym zapytać z którego autorskiego dzieła jest Pan najbardziej dumny i dlaczego?

– Jednym z wyznaczników tego, czy obraz jest dla mnie ważny jest to, czy chce się go pozbyć czy nie. Obecnie moją ulubioną pracą jest „Schloss Nymphenburg” z 2017 roku, który póki co trzymam u siebie. Obraz przedstawia paradne uprzęże końskie z kolekcji Ludwika Bawarskiego, z muzeum Nymphenburg w Monachium. Jest to jeden z takich obrazów, które opowiadają o zmianie funkcji tych obiektów. Wszystkie przedmioty, które gromadzimy w muzeum, które uważamy za ważne czy interesujące, kiedyś pełniły konkretne funkcje, nawet jeżeli były to funkcje tylko reprezentacyjne. W tym momencie odgrywają one rolę wyłącznie estetyczną. Są obiektami do oglądania, nie mają swojego praktycznego zastosowania, do którego właściwie zostały stworzone. Stają się trochę abstrakcyjnym przedmiotem i to mnie zainteresowało w przypadku tych uprzęży. Nie dość, że nie pełnią swojej funkcji to jeszcze przez to w sposób w jaki są eksponowane, stają się nieczytelnym, trochę abstrakcyjnym tworem.

Łukasz Stokłosa, Schloss Nymphenburg, 2017, olej na płótnie, 50x60cm

Każdy ma swój unikalny styl pracy, nawyki, techniki i upodobania. Każdy pobudza kreatywność na swój własny sposób. Stosuje zestaw wytycznych i procedur, mających na celu wykonanie zaplanowanej pracy. Proszę opisać rutynę pracy artysty-malarza. Czy taka istnieje? Może ma Pan pewne rytuały, które pomagają w tworzeniu obrazów?

– Najważniejszym elementem, jakiego potrzebuję podczas tworzenia jest spokój. Z doświadczenia wiem, że kiedy zajmuję się malowaniem to bardzo istotnym czynnikiem jest skupienie i do tego jest potrzebny właśnie spokój. W nawiązaniu do rutyny to na przykład bardziej aktywny jestem w nocy i wtedy najczęściej pracuję.  

– Czy często zmienia Pan koncepcję obrazu?

– Maluję dosyć szybko, więc koncepcja nie ma czasu się zmienić. Jeżeli zauważam, że obraz nie wychodzi, pomysł kompozycyjny był nietrafiony, albo źle położyłem pierwszą plamę farby, która później nie pozwala uzyskać czystych tonów danej partii obrazu, to kończy się to tym, że po prostu przerywam pracę, zaczynam od nowa albo ewentualnie nie kontynuuję jej. Raczej nie staram się „naprawiać” obrazów.

– Jak Pan odbiera krytykę innych na temat swoich obrazów? Pomaga czy demotywuje?

– Raczej demotywuje. Już z okresu studiów pamiętam, że ostra krytyka ze strony profesora często kończyła się kryzysem malarskim. Aktualnie nie spotykam się zbyt często z niepochlebnymi recenzjami, jednak nie oznacza to że takowe w ogólne nie mają miejsca. Raczej staram się nie sugerować zarówno dobrymi jak i złymi komentarzami. Opinie są oczywiście ważne bo dają wgląd w to jak moja sztuka jest odbierana i czy działa. Jednak ważne jest dla mnie by nie ulegać zbyt silnym wpływom.

– Chciałabym zapytać o Pana ostatnią wystawę „Moonlight shadow”, która miała miejsce w Warszawie w 2020 roku. Jakie prace się na niej znalazły?

– Wystawa była pokazywana w przestrzeni Fundacji Razem Pamoja, która zrzesza artystów, społeczników, filozofów i nauczycieli z Polski, Kenii, Indonezji i innych państw. Z tego powodu wysłano mnie na pewien projekt badawczy do Haiti, do miejscowości Jacmel, gdzie powstała szkoła, ufundowana z pieniędzy zebranych m.in. w Polsce. Członkowie fundacji wpadli na pomysł, żeby wysłać do Haiti artystów, którzy zrobiliby swoje interwencje artystyczne właśnie w tej szkole. Na przykład mój kolega – Tomek Baran – zaprojektował i we współpracy z rzemieślnikami zbudował bramę do tej szkoły. Z kolei moim zadaniem było opowiedzenie historii o Haiti, Jacmel i nastroju tego miejsca. Pojechałem tam bez planu, ponieważ doszedłem do wniosku, że chcę poczuć to miejsce i rzeczywiście tak było. W efekcie usiadłem w ogrodzie i zacząłem robić coś, czego nigdy nie robię, czyli zacząłem malować z natury. Głównie tworzyłem gwasze przedstawiające rośliny, które są w ogrodzie. Powstała z tego dosyć duża seria ponad pięćdziesięciu prac, które były m.in. prezentowane na tej wystawie. Do tego jeszcze po powrocie namalowałem trzy duże pejzaże, które były właściwie kolażem różnych widoków udokumentowanych w czasie powrotu awionetką. W rezultacie to nie był prawdziwy widok, ponieważ był połączeniem kilku różnych przestrzeni, więc to też wydało mi się interesujące.

Łukasz Stokłosa, Château de Fontainebleau, 2017, olej na płótnie, 50x60cm

– Często Pana obrazy przedstawiają kadr z filmu. Chciałabym zapytać skąd wziął się pomysł na tworzenie tego typu prac i na jakiej zasadzie wybiera Pan moment w filmie, który ostatecznie znajdzie się na płótnie?

– W moim przypadku są cztery główne źródła materiałów wizualnych, z których korzystam. Jednym z nich są filmy, które są zapośredniczeniem oglądu czy widzenia. Najczęściej korzystam z filmów historycznych, czyli kostiumowych. W tym przypadku nie dość że mamy historię, która się wydarzyła, która została opowiedziana przez historyków, historię która często została opowiedziana przez pisarza czy pisarkę, a następnie została ona przetworzona przez film – to na końcu tej ścieżki jestem ja, który opowiada tę samą historię, ale przez kolejny filtr. Ten dystans pomiędzy faktycznym wydarzeniem, czy postacią, a obrazem który powstaje jest bardzo długi, wskutek czego następuje pewne zakrzywienie opowieści o wydarzeniu, czy osobie. Najczęściej filmy służą mi do malowania portretów i  kiedyś ująłem to w sposób, że są to portery, które nie są portretami. Z jednej strony mamy aktora, czy aktorkę wcielającą się w postać np. Katarzyna Medycejska, grana przez Virna Lisi. Jednak malując obraz pt. „Virna Lissi, Catherine de’ Medici” widziałem, że nie jest to portret ani tej aktorki, ani Katarzyny. Gdybym chciał stworzyć dobry portret Virny Lissi, to nie malowałbym jej w kostiumie podczas odgrywania roli. Forma portretów jest tez bardzo klasyczna, ponieważ zależy mi na tym, żeby one miały formę, która odnosi nas do tradycji malarskiej. Jeżeli chodzi o filmy to pojawiło się też dużo motywów wnętrz, które maluję. Często ma to związek z tym, co się wydarza w danym momencie- co jest dla mnie istotne. Jest to też w pewnym stopniu wybór estetyczny, ale nie na zasadzie „bo podoba mi się ten kadr”, tylko wydaje mi się on z jakiegoś powodu istotny np. będzie uzupełniał cykl nad którym obecnie pracuję, albo jest istotny w odniesieniu do konkretnej sceny.

– Czy pracuje Pan aktualnie nad obrazem lub cyklem obrazów?

– Aktualnie dużo pracuję. W związku z pandemią, staram się korzystać z tego, że nic mnie nie rozprasza i że nie mam innego wyjścia niż siedzenie w pracowni. Wpadam nawet w taką lekką paranoję, że obecna sytuacja niedługo się skończy i okaże się, że tak mało zrobiłem. Maluję dosyć szybko, bo obraz powstaje praktycznie w jeden wieczór, więc trochę się tego nazbierało.

– Czy w najbliższym czasie możemy spodziewać się jakieś wystawy, czy raczej nie?

– W najbliższym czasie nie planuję wystaw, jednak na pewno jesienią w Galerii Zderzak pojawi się coś ciekawego z moim udziałem. Niestety nie mogę na razie zdradzić szczegółów.

– W takim razie czekam na wiadomość o najbliższej wystawie, której możemy się spodziewać i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Angelika Korlaga

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here