Kontynuacja rozmówz prof. Marią Szyszkowską. Czas, strach i lęk!

4
Prof. Maria Szyszkowska

Karol Czejarek (Karol):

Mario, czy są takie osoby, które przekroczywszy „osiemdziesiątkę” nie poddają się „lękowi STAROŚCI”, mając jednocześnie świadomość, że w końcu przyjdzie im kiedyś odejść? Czym to wytłumaczyć?

Maria Szyszkowska – profesor filozofii, były rektor uczelni warszawskiej Pedagogium (Maria):

Lęk przed starością, lęk by do niej nie dopuścić, jest uzasadniony.

Karol:

Bo, co?

Maria:

Gdyż „starość” to wewnętrzna stagnacja, brak ciekawości świata, niechęć, by poznawać nowych ludzi, nieufność, zgorzknienie, rozpamiętywanie przeszłości, bierność, zahamowanie rozwoju wewnętrznego i życie głównie nakierowane na wnuki oraz łykanie lekarstw.

Karol:

Masz rację! Ale znam osoby, które będąc w wieku sędziwym biologicznie, nadal są młode.

Maria:

Tak, Sława Przybylska jest wspaniałym wzorem kogoś, kto jest wiecznie młody. Obecnie przygotowuje nowy repertuar. Na scenie wygląda jak dziewczyna.

Karol:

Rzeczywiście, nadal prezentuje się świetnie –

Jest pełna wdzięku i przepojona radością, choć przyznaje się publicznie do ponad 90 lat.

Przywołałaś świetny przykład, bo któż nie zna Sławy Przybylskiej?

Maria:

Powołałam się na jej przykład, gdyż wiąże mnie z nią od kilkunastu lat przyjaźń, o czym napisałam w książce poświęconej naszej więzi.

Karol:

Jaki jest tytuł Twojej książki, na którą się powołujesz?          

Maria:

Zatytułowałam ją „Opowieść o Sławie”!

Została wydana w 2023 roku w wydawnictwie „Kto jest Kim?”, w Warszawie.

Karol:

Każdy powinien ją przeczytać!

Maria:

Dlatego dodam jeszcze, że młodość – niezależnie od daty urodzenia – zachowują osoby mające pasję, albo na przykład poczucie misji wyrażające się w chęci kształtowania świata w sposób udoskonalony. Wielu sędziwych polityków – to ludzie czynu, a więc ciągle  młodzi.

Karol:

Zgoda.

Maria:

Nie będą starzy ci, którzy wciąż poszukują nowych dróg,  i wykraczając poza egoizm rodzinny, czynią coś dla innych po to, by doskonalić nasz ludzki świat.

Karol:

Zatem przejdźmy do pojęcia czasu, jak to zresztą zapowiedzieliśmy w tytule. Co to takiego?

Maria:

Przy okazji chcę zwrócić uwagę na to, że w języku polskim funkcjonuje również czas zaprzeszły.

Karol:

Obecnie jest rzadko stosowany, choć świadczy o bogactwie naszego języka.

Maria:

Błędem jest jednak nadmierne skupianie uwagi na rozpamiętywaniu przeszłości.

Istnieć prawidłowo, to znaczy koncentrować się na czasie teraźniejszym, który bezpowrotnie przemija.

Karol:

Niestety, fizycznego przemijania nie zatrzymamy.

Maria:

No niestety!

Zbyt często jednak słyszy się stwierdzenie dorosłych osób w rodzaju „gdy byłem młody”.

Karol:

Zawiera się w nim destrukcyjne przekonanie, że jest się starym. Takie stwierdzenia pogrążają w smutku przemijania. Jak temu przeciwdziałać?

Maria:

Stąd ważne jest, aby umieć uciec od czasu teraźniejszego i żyć planami przyszłości, mając nadzieję, że ten czas będzie korzystniejszy.

Karol:

Ja żyję w takim przeświadczeniu, a Ty Mario?

Maria:

Tradycyjnie ujmuje się życie człowieka w kategoriach dzieciństwa, młodości i starości, ale na szczęście Adam Mickiewicz zakwestionował obyczajowy nakaz starzenia się.

Karol:

Tak, dzielił ludzi na młodych i starych duchem…

Maria:

…ale jednocześnie podkreślał, że nie ma to nic wspólnego z liczbą lat.

Zatem słusznie wracasz do pojęcia czasu.

Jest on nienamacalny, to tylko pojęcie, którego nie  można  dotknąć, zobaczyć czy usłyszeć.

Karol:

A jednak oddziałuje na nas?

Maria:

Jednak „czasu” samego w sobie nie możemy poznać, jedynie skutki jego upływu.

Karol:

Co to konkretnie znaczy?

Maria:

Ucieleśniają go na przykład dorastające dzieci. Nagle ktoś z ojca przemienia się w dziadka czy pradziadka. Być może dla osób niemających dzieci, upływ czasu jest znacznie mniej wyrazisty i na co dzień niewidoczny.

Karol:

No dobrze, ale wobec tego zapytam Cię jako filozofkę, której mądrość wyjątkowo cenię – jeszcze o kilka spraw z tym związanych, mogę?

Maria:

Pytaj, bo każda rozmowa z Tobą sprawia mi dużą satysfakcję, a Twoja ciekawość zawarta w pytaniach jest po prostu nadzwyczajna.

Karol:

Chciałbym dowiedzieć się, czy są jakieś obyczajowe nakazy związane z upływem czasu?

I czy towarzyszący nam np. na co dzień „pośpiech”, wpływa w jakiś sposób na upływ tego czasu?

Maria:

Nakazy obyczajowe związane z upływem czasu dotyczą sposobu zachowania się i mody.

Osoby dorosłe, a zwłaszcza sędziwe, powinny być zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami mniej spontaniczne niż na przykład młodzież.

Oczekuje się nawet pewnej powagi, dostojeństwa w zachowaniu i hamowaniu reakcji emocjonalnych. Obecnie spodnie są obyczajowo dozwolone w każdym wieku, ale stosunkowo do niedawna nie chodziły w nich panie po pięćdziesiątce.

Karol:

Na marginesie, trochę jednak przeszkadza mi to, że panie przestały chodzić w sukienkach, bowiem spodnie naruszają kobiecość. Czymś innym było noszenie spodni np. przez George Sand. Z jej strony było to wyzwanie, protest wymierzony w ówczesną mieszczańską mentalność…

Maria:

Tak, zgadza się. Rzecz dotyczy nie tylko spodni, ale i włosów.

Pamiętam sensację, jaką wzbudzała aktorka i poetka

krakowska Stanisława Zawiszanka, która w wieku przeszło osiemdziesięciu lat miała długi warkocz.

Karol:

Czyli, jak jest z tymi ew. nakazami?

Maria:

Nakazy obyczajowe, które dotyczą sposobu ubierania się,  stały się obecnie mniej zniewalające, ponieważ w XXI wieku piękno przestało być wartością cenioną.

Karol:

Co to konkretnie znaczy?

Maria:

Że można dziś zobaczyć w operze osoby w dżinsach, w swetrach i w adidasach.

Karol:

To prawda! Też mi się to nie podoba, choć może winien jest temu POŚPIECH, w jakim dzisiaj żyjemy, a ludzie po prostu nie mają czasu, żeby się przebrać?

Maria:

Pośpiech towarzyszy na co dzień większości jednostek, jest wyrazem często nieuświadomionego upływu czasu.

Niewątpliwie wpływa on na zachowania niespokojne i nieuważne w stosunku do drugiego człowieka. Żyjemy nerwowo.

Karol:

Czas w świecie przyrody jest bardziej wyrazisty?

Maria:

Tak, bowiem powtarzają się pory roku: przedwiośnie, wiosna, lato, jesień, zima.

Ten upływ czasu nie rodzi niepokoju. Odwrotnie.

W świecie kultury czas zastygł w dziełach kulturowych, a poznając te ocalałe, zastanawiamy się nad człowiekiem, który je stworzył.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że postęp zachodzi w świecie cywilizacji, ale nie znaczy to, że dotyczy innych dziedzin świata kultury.

Karol

Jak to rozumieć?

Maria:

Tak, jak powiedziałam: jest to szczególnie wyraźne w XXI wieku.

Karol:

A bardziej konkretnie?

Maria:

No to powiem może coś niepoprawnego politycznie: obecnie nastąpił upadek kultury w porównaniu z kulturą czasów PRL, by dla przykładu wspomnieć filmy, wielu znakomitych aktorów czy rozkwit teatru, bądź polską szkołę plakatu w czasach minionych.

Karol:

To sprawa do innej dyskusji (może powrócimy do tego tematu w jednej z następnych rozmów?).

Dziś natomiast dopytam jeszcze o właściwe rozumienie pojęcia strachu i lęku: jaka jest różnica między nimi, np. w kontekście trwającej wojny w Ukrainie czy dramatycznych wydarzeń na Bliskim Wschodzie?

Maria:

Wydarzenia wojenne na Bliskim Wschodzie i wojna na Ukrainie wywołują strach w tych, którzy są w te dramatyczne wydarzenia osobiście zaangażowani.

Karol:

To konkretnie, czym jest STRACH?

MARIA

Strach jest potężnym przeżyciem wywołanym w nas czymś zewnętrznym. Opanowuje on całkowicie naszą psychikę, ale w szerszym kontekście może mieć wymiar edukacyjny, by uczulać ludzi na potencjalne niebezpieczeństwa.

Topiąc się w rzece, czy na przykład uczestnicząc w samochodowym wypadku, zawsze przeżywamy ogromny strach.

Karol:

A czym jest lęk?

Maria:

Lęk nie jest wywołany przez czynniki zewnętrzne. Jego źródłem jest wysoka wrażliwość i rozwinięta wyobraźnia. Na przykład lęk na masową skalę wzbudziły media przed epidemią, by skłonić ludzi do brania szczepionek.

Wzbudzając lęk, wywołujemy jednocześnie… posłuszeństwo.

Karol:

Jak mam to rozumieć?

Maria:

Że wywoływanie lęku to skuteczny sposób rządzenia!

Np. w kulturze chrześcijańskiej lęk jest siłą kierującą działaniami człowieka.

Karol:

Czy to znaczy, że chrześcijanie „żyją moralnie”, bo lękają się kary Boga?

 

Maria:

Tak.

Właśnie dlatego niektórzy filozofowie krytykują etykę chrześcijańską, podkreślając że człowiek powinien być moralny, ponieważ czuje taką powinność. A nie ze strachu przed karą.

Dodam jeszcze, że reklamy lekarstw też wiążą się często z lękiem przed możliwymi chorobami, które na nas spadną, jeżeli „tych” lekarstw nie będziemy zażywać.

Karol:

Czy np. lęk dający się wyrazić słowami: co inni o mnie pomyślą – jest ograniczającym nasze życie?

Maria:
Tak, warto się od niego uwalniać, ale jest to proces wieloletni.

Ale bywa też lęk np. przed skutkami naruszenia obyczajów utrwalonych mocą tradycji.

Karol:

Czyli lęk tworzy człowiek! Zgadzasz się z tym?

Maria:

Tak, zgadzam się.  I jest to dowód potęgi naszych myśli.

Znam osoby, które przeżywają lęk możliwej kradzieży i z tego powodu nie wyjeżdżają na wakacje.

Im bardziej rozwinięta wyobraźnia, tym więcej  przeżywamy rodzajów lęku. Lęk rozwija wyobraźnię!

Karol:

A wyobraźnia co rozwija?

Maria:

Słusznie pytasz!

Wyobraźnia staje się np. pożywką działań artystycznych i literackich.

Bywa i tak, że sposobem zagłuszania lęku staje się zażywanie alkoholu czy sięganie po narkotyki. Zastanawiam się, dlaczego rozwijamy sztuczną inteligencję, skoro u wielu wywołuje ona uzasadniony lęk?

Karol:

O sztucznej inteligencji też jeszcze kiedyś porozmawiamy, jak też o „pożywkach” dla działań artystycznych i literackich, a dziś na zakończenie zapytam Cię jeszcze o „poczucie czasu w życiu człowieka”, czy w ogóle istnieje coś takiego? A jeśli istnieje, to czy jest różnica między czasem np. w życiu twórcy, a czasem kogoś wykonującego nudną pracę?:

Maria:

Myślę, że poczucia upływu czasu nie mają ci, którym w życiu towarzyszą wciąż te same pragnienia i mają niespełniony cel swoich wysiłków.
Inaczej płynie czas, gdy przeżywa się uniesienia twórcze lub religijne – a inaczej, jeżeli jest się znużonym powtarzalnością codziennych obowiązków lub właśnie nudną pracą.

Osoby pozbawione pasji bywają przygnębione z powodu przemijania. Obserwowany powszechnie bezrozumny pośpiech – o który wcześniej pytałeś – świadczy o poczuciu upływu czasu u tych, którzy temu ulegają. A w ogóle przywiązuje się „czasowi” zdecydowanie przesadne znaczenie; mam na myśli to, że np. mimo głoszonej ochrony danych osobistych, wciąż podaje się publicznie datę urodzenia.

Gdy w wypadku ginie człowiek – to informuje się, ile lat miał i on, i sprawca.

Podobnie w aptece: w pewnych sytuacjach wymaga się podania peselu.

Czas, a raczej poczucie jego upływu, ma więc charakter zindywidualizowany.

Karol:

Mario, a czy jest różnica między światem przyrody a światem kultury w kontekście naszej rozmowy?

Maria:

W świece przyrody wyrazem upływającego czasu są pory roku, a ich zmienność jest stałym punktem odniesienia.  W świecie kultury czas jest zastygły w dziełach, które do nas dotrwały. Być może w czasie zaprzeszłym byli na Ziemi przybysze z innych galaktyk?

Karol:

Mario – Pani Profesor szanowna, DZIĘKUJĘ na dziś za te wyjaśnienia, bo cóż więcej do nich dodać?

Chyba to, że bardzo powinniśmy się starać, aby w sposób czynny spożytkować swój czas, który oby „zastygł” w pozostawionych – jak powiedziałaś – po nas dziełach. Wszak KAŻDY człowiek ma szansę pozostawić po sobie ślad przez  swoje dokonania. Czy zgadzasz się z tym?

Maria:

Oczywiście! Niestety, wiele osób nie zna siebie i nie wie,  że są uzdolnione. Brakuje często kogoś, kto by odkrył w nich talenty.  Nie uczy się nas tego, że mamy kształtować własne „ja” i żyć twórczo.

Karol:

Tak, ŻYĆ TWÓRCZO powinno być celem każdego człowieka, ale nie będziemy już dzisiaj rozwijać tego tematu.

Kończąc, DZIĘKUJĘ Ci za wszystkie nasze dotychczasowe rozmowy! A w kolejnej poproszę Cię (jako filozofa i byłego  senatora, czyli swego czasu uczestniczącego w polityce), o  zdanie: czy jest jakieś wyjście z sytuacji politycznej, w jakiej jako społeczeństwo znaleźliśmy się?

Maria:

To ja Ci serdecznie dziękuję, bo Twoja dociekliwość inspiruje do głębokich przemyśleń. Żałuję, że znaczna część naszego społeczeństwa nie jest obecnie zainteresowana zagadnieniami istotnymi.

Karol:

A zatem – do możliwie szybkiego ponownego spotkania na łamach „Przeglądu Dziennikarskiego”!

Poprzedni artykułSierżant armii niemieckiej Jan Hupa, uczestnik trzech powstaniach śląskich, oficer WP, współorganizatorem Związku Walki Zbrojnej w Okręgu Śląskim i jego dowódcą
Następny artykułNiemcy i niemieckość w historii i współcześnie
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

4 KOMENTARZE

  1. Nie ciąży człowiekowi wiek kalendarzowy lecz brak celu w dalszym życiu, z tym się zgadzam. Serdecznie pozdrawiam szanownych rozmówców. Andrzej Gabriel.

  2. Kolejna świetna rozmowa Karola Czejarka. A Pani Profesor! Cóż za klasa, jakaż wiedza. Szkoda, że w dzisiejszym świecie takich ludzi jakby coraz mniej – bez narzekania. Pewnie jeszcze są!
    I jeszcze jedno, jak pomyślę o tzw. dzisiejszych profesorach, doktorach, magistrach, tych z Collegium Humanum i wielu innych uczelni, tych zaocznych niedouków. Smutek mnie ogarnia. Autorytetów coraz mniej. Niestety.

  3. Lęk przed starością? Nie rozumiem, przecież to najlepszy okres w życiu, nic nie muszę, wszystko (prawie) mogę. „Starość” to fizjologia, nie choroba. Popatrzmy na zachwycające, jesienne barwy liści drzew, czyż nie jesteśmy cząstką przyrody? Czy mają nas determinować zgrzytające kosteczki, nocne wstawanie do toalety, niezbyt krzepiący sen? Jeżeli lękamy się czegoś, czego nie ma, ale może być, to czy nie warto pobudzić do działania nasze neuroprzekaźniki?
    Szczególnym rodzajem lęku jest świadomość zagrażającej wojny, lecz nie ma odpowiednio wieloznacznego słowa, które wyrażałoby rozpacz, złość i zdumienie wobec nieuleczalnej głupoty ludzkiej, która zdobyczy cywilizacji nie chce przeznaczyć na poprawę dobrostanu człowieka, lecz na jego zagładę. Potrafimy rozpoznawać, a nawet leczyć wiele degeneracyjnych chorób układu nerwowego, ale nie mamy pojęcia o zalewających go toksynach. Czy pozostaje nam jedynie bierność wobec widma kolejnego wymierania życia na ziemi i nadzieja (po milionach lat) kolejnego poczęcia jednokomórkowców? Czy kolejna cywilizacja, szukająca w osadach skał odcisków naszego istnienia będzie pozbawiona genu samozagłady? Póki co nie pozostaje nam nic innego, jak celebrować każdy dzień
    Ewa Łastowiecka

  4. To bardzo ciekawy i szerki temat.Myslę, że wiele zależy od tego, jak wyglądało nasze wcześniejsze życie, jakie były nasze priorytety, osiągnięcia i porażki.Wazny jest nasz potencjał psychofizyczny i warunki socjalnospoleczne na starcie tego okresu życia.Oczywiscie, każda aktywność jest potrzebna i zalecana,zwłaszcza ta, która otwiera nas na nowe tematy.Lęk,strach, niepokój, który generuje współczesny świat paraliżuje nasze działania.
    Pamiętać też musimy o tzw lęku nieokreślonym , który może zdominować życie wielu osób.-
    Z poważaniem i uznaniem dla Autora,Pani

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj