Jan Chruśliński, pisarz, który na kartach jednej ze swych najnowszych książek utrwalił naszą przyjaźń. Autobiografia Karola Czejarka, cz. XXVII

7

Ta książka ma tytuł „Wygrać z samym sobą”, (została wydana przez Towarzystwo Miłośników Buska-Zdroju w 2021 r.). Postanowiłem zapisane w niej fragmenty włączyć do swojej autobiografii, gdyż stanowią one świadectwo o WAŻNYM okresie mojego życia,

kiedy chciałem zostać kolarzem!  (I …zostałem nim!).

A ponadto Jan Chruśliński „opowiada” w jednym z rozdziałów o wieloletniej przyjaźni naszych rodzin, która trwa od lat pięćdziesiątych ub. wieku do dziś, choć miała ponad 40-letnią przerwę!

Ale po tym okresie wróciła – można powiedzieć – ze zdwojoną siłą!

Bowiem pewnego dnia, gdy już obaj zamieszkaliśmy ze swymi rodzinami w Warszawie, Janek zadzwonił do mnie z prośbą, abym wyraził swoją opinię na temat – wtedy Jego najnowszej (nota bene ZNAKOMITEJ!) powieści „Starość zaczęła się wczoraj”, na co oczywiście się zgodziłem.

I muszę od razu powiedzieć – recenzując tę powieść – że Jasiu (jak z żoną do Niego mówimy) okazał się niebywałym talentem pisarskim, posłuchał wiele moich rad, a nawet…  po jakimś czasie dał się namówić do napisania książki „o kolarstwie”, która powstała – po długiej między nami dyskusji – otrzymując tytuł „Wygrać z samym sobą”.

Aż dwa rozdziały poświęcił w niej naszej przyjaźni i mojemu „ścigaństwu”; także mojemu i  mojej żony uczestnictwu w „Kolarskim spotkaniu pokoleń” przed kilkoma laty w Szczecinie (w którym zastąpiłem Jego nieobecność). – Jakże miałbym nie odnotować tego w autobiografii? I stąd właśnie ten „odcinek”.

Tym bardziej, że sam nie odważyłbym się napisać tego, co o mnie jako o kolarzu i o naszej przyjaźni – napisał Janek, a wszystko „co opisałjest PRAWDĄ! Ale po kolei.

Najpierw o Jego już wydanych książkach (wszystkich naprawdę bardzo dobrych), które potwierdzają Jego niebywały wprost talent prozatorski.

Są ważnym przyczynkiem historii naszego kraju, przede wszystkim okresu, dzisiaj  niesłusznie nazywanego przez niektórych pogardliwie „czasem PRL-u”!  

W tej książce, której fragmenty zaprezentuję, Jasiu pisze o czasach naszej młodości, kiedy też był kolarzem (i to niezłym!), i kiedy zawzięcie rywalizowaliśmy ze sobą w bezpośredniej konfrontacji na „szosie”. On jeździł wyłącznie na szosie, ja również, ale jednak przede wszystkim na torze.

Zacięty  bój między sobą toczyliśmy m.in.:

w 3-etapowym wyścigu „Głosu Szczecińskiego”,

7-etapowym wyścigu „Przyjaźni” po Ziemi Szczecińskiej i…

w ogólnopolskim wyścigu ulicznym w Poznaniu.

Nieważne w tej chwili, kto z nas był wtedy „przed kim”, potwierdzam jednak, że w każdym z tych trzech wymienionych wyżej wyścigów (a było ich dużo więcej) Jasiu był naprawdę DOBRY, dał się mnie i innym uczestniczącym w tych zawodach kolarzom porządnie „we znaki”.

 Ja w ich wyniku, m.in. znalazłem się kadrze torowej juniorów Polski, a On

– w kadrze narodowej „LZS-u” (Ludowych Zespołów Sportowych), klubu, którego niestety już dzisiaj nie ma! A dbał o rozwój sportu na wsi (nie tylko kolarstwa)! Dziś nie ma takiego sponsora.

Wtedy obaj jeszcze marzyliśmy o wielkiej karierze sportowej.

Jednak ostatecznie Janek – po wyprowadzeniu się ze Szczecina – wybrał karierę WOJSKOWEGO, przechodząc drogę awansu od szeregowego do pułkownika. Ukończył nie tylko szkołę oficerską, ale i studia historyczne, uzyskując tytuł magistra.

Ja – o czym już w tej autobiografii pisałem – też w którymś momencie zawiesiłem „rower na haku”, gdyż musiałem pójść do pracy, żeby zarobić „na życie”.

(Wtedy, gdy ścigaliśmy się, nie dało się wyżyć z samego sportu!).

Ale „czapka z głowy” i podziw Janku szanowny dla Twoich ówczesnych dokonań (i to nie tylko kolarskich, które kontynuowałeś skutecznie jeszcze przez jakiś czas po wyjeździe ze Szczecina), o czym też piszesz w swej książce (!), ale także dla Twojej kariery zawodowej, a  jeszcze większy – dla Twoich obecnych sukcesów PISARSKICH!

Wymienię więc w tym momencie Twoje największe osiągnięcia literackie w postaci wydanych książek:

„Rozstania i powroty”, „Tak było… wspomnienia oficera wojsk lądowych”, „Życie wpisane w historię”, „Starość zaczęła się wczoraj…”, „Miłość i wojna”, „Z Chrobrza na wojenną tułaczkę”, „Złapcie go!” i… – „Wygrać z samym sobą”!

To dorobek, którym nie każdy autor może się pochwalić, tym bardziej, iż nadal intensywnie PISZESZ! (I jako pisarz nie powiedziałeś jeszcze ostatniego słowa!). Będziemy nadal trzymać mocno kciuki, z Magdą i naszymi dziećmi, za Twoje dalsze powodzenie!

Z Twoich dotychczas wydanych książek najwyżej cenię te, które w w/w spisie podałem wytłuszczonym drukiem! Choć przy prawie wszystkich (z wyjątkiem wspomnień oficera wojsk lądowych) byłem z Tobą „ciałem i duszą” przy ich powstawaniu – jako Twój przyjaciel i jednocześnie literaturoznawca, któremu zaufałeś. Recenzentami wydawniczymi Twojej najnowszej książki byli:

Włodzimierz Rezner i dr Ryszard Stefanik

– wybitni fachowcy, od lat zawodowo związani z kolarstwem, na którym znają się, jak mało kto –

(p. red. Rezner – dziennikarz „Polskiego Radia”,  dr Stefanik ­- naukowo zajmujący się w Uniwersytecie Szczecińskim wychowaniem fizycznym i sportem, a „prywatnie” – jest synem jednego z lepszych w latach 50. i 60. kolarzem Ziemi Szczecińskiej).

Jeśli ktoś na podstawie tego, co piszę w tym odcinku swojej autobiografii o Jasiu, zainteresuje się jego twórczością, to polecam mu bardzo dobrą książkę Krystyny Cel, kreślącą portret literacki Jana Chruślińskiego pt.: ”Z twórczą pasją przez życie”!

Ja też wielokrotnie już pisałem w Internetowym „Przeglądzie Dziennikarskim” o Jasiu, jego książkach, publikując nawet fragmenty niektórych z nich we wpisach z dnia

10.02.2017;

01.12.2018;

05.01.2019;

08.02.2019 oraz

24.10.2019 roku.

Czyli pisałem nie raz, nie dwa, ale aż 5 razy (!), aby podkreślić rangę tej prozy! Wszystkich Jego książek, a w szczególności – powtórzę –

 powieści „Starość zaczęła się wczoraj” i opowieściom „Złapcie go”!   

A teraz już do zapowiedzianych fragmentów z książki „Wygrać z samym sobą”, dotyczących mnie osobiście, moich sukcesów sportowych, mojej rodziny, naszej przyjaźni, a przy okazji przypominających nazwiska niezapomnianych dla mnie kolarzy, z którymi przed laty toczyłem wielokrotnie „zwycięskie”, choć zażarte boje.

Przyznam jednak, iż mam pewien niedosyt, gdyż książka na którą się powołuję, w pierwotnym założeniu miała być „historią” szczecińskiego kolarstwa, ale szczęśliwym zbiegiem okoliczności znacznie wykracza (I DOBRZE!) poza założone ramy, obejmując też karierę sportową autora na Kielecczyźnie i w jego ukochanym Busku-Zdroju, w którym się urodził, mieszkał, uczył i uprawiał sport.

Ujęło mnie też motto książki:

Człowiek całe życie z czymś walczy, choć

 … Najtrudniej wygrać z samym sobą!  To jak uzależnienie, nie można odpędzić myśli, a świadomość szkód nie wpływa na zmianę postawy”!

Przeciwnie, staje się życiowym drogowskazem, przykładem do naśladowania.

Dziękuję Ci też Janku za słowa zamieszczone na początku książki:

„Z całego serca dziękuję (Karolowi Czejarkowi)  za dobrą radę i pomoc.

Za życzliwość, za ostre spory, z których wynikały cenne uwagi merytoryczne i…

za czas, jaki poświęcałeś mi podczas pisania książki…

także za to, że mogliśmy tamte dni (jak i obecne) przeżywać razem”.

My także Janku drogi (mając na myśli mnie i moją żonę) dziękujemy Ci za to, że Byłeś i Jesteś! Że stanowimy dziś z Tobą i Twoją żoną Izą SWEGO RODZAJU WSPÓLNOTĘ!

Przytoczę też Twoje słowa ze wstępu:

…”Książka, którą oddaję do rąk Czytelników, przedstawia wspomnienia

z najpiękniejszej dyscypliny sportu – kolarstwa.

Pokazałem kolarstwo takie, jakie było na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ub. wieku… Opisywane wydarzenia pogrupowałem wokół konkretnych wyścigów, by przypomnieć, jak to kiedyś…

KAŻDY chciał być Królakiem…”.

Zgadza się Janku, gdyż i ja nim chciałem być…!

Ale za „Jego” czasów

(kiedy wygrał jako pierwszy z Polaków słynny Wyścig Pokoju),

miałem również innych idoli: na szosie byli to, m.in.

Tadeusz Drążkowski (mistrz Polski, wtedy Spartakiady z 1953r. – mój pierwszy trener), a w latach późniejszych tacy zawodnicy, jak

Jan Chtiej i Janek Kudra na szosie; a na torze:

 Jerzy Bek, Stefan Borucz i Lucjan Józefowicz;

zaś z kolarzy szczecińskich przede wszystkim:

Zbyszek Zając, Bernard Pruski, Marian Bednarek, Rajmund Zieliński, Marian Hałuszczak. Bardzo chciałem być też lepszy od moich najbliższych kolegów (kolarzy), z którymi chodziłem do szkoły:

Tadeusza Konowalika, Andrzeja Gabriela, Krzysia Olszewskiego, a z nieszkolnych:

Edwarda Owczarka, Mariana Hałuszczaka, Waldemara Mosbauera i oczywiście…

Janka Chruslińskiego.

Wspomnę jeszcze o dwóch „szczecińskich” kolarzach:

Januszu Hałdysie i Mieczysławie Andrzejczaku, którzy dbali o techniczny stan mojej „maszyny”, by nie zawiodła mnie na żadnym wyścigu! I nie zawiodła.

(Dzięki Wam Panowie za to, choć to podziękowanie jest mocno spóźnione, ale przyjmijcie je i w tej chwili, mimo że jest już rok 2022, a podziękowanie dotyczy lat 50. I 60. ubiegłego wieku)!

O „kondycję” mojego roweru dbał też Krzysio Olszewski i Edward Owczarek, a chwilami i Adolf Amborski. Bez Was – kochani i zacni – nie miałbym sukcesów jakie miałem, gdyż choć byłem niezłym kolarzem, to mechanikiem niestety nie!

Wspominam o tym, gdyż we wstępie swej książki Jasiu napisał:

… „To były czasy, gdy przed każdym startem kołatała się po głowie obawa przed defektem. Wtedy wszystko trzeba było naprawiać samemu, co sprawiało ogromny kłopot. Zmiana opony i jej napompowanie to półtorej minuty. Gdy ćwiczyliśmy, było krócej, minuta 15 sekund, ale w czasie wyścigu, w stresie było trudniej…. Zwłaszcza wczesną wiosną i jesienią… i oponę niemal „zębami” trzeba było ściągać (z obręczy). Klubom brakowało pieniędzy…na zachodnie szytki (gumy) Pirelli czy Continental”.

 …”Porównując tamto kolarstwo do współczesnego , trzeba stwierdzić, iż nastąpiły ogromne zmiany. W tamtych latach także rowery były cięższe, a drogi w gorszym stanie technicznym… Współczesne rowery to cudeńka…”

…„Dziś także regulaminy pozwalają na pomoc techniczną, że defekt nie stanowi rozstrzygającej groźby”…

„No i wyjazdy na wyścigi odbywały się w tamtych latach pociągiem lub autobusem PKS, a noce zapewniały dworce…na ławce”. (Nie było pieniędzy na hotele, co najwyżej prywatne kwatery, a w Krakowie klasztor „u sióstr”).

A teraz przytoczę jeszcze fragmenty z I rozdziału (Wygrać z samym sobą) pt.

„Karol i Magda. Opowieść o kolarskim spotkaniu kolarskich pokoleń”, a po nich o rozdziale opisującym jeden z moich bardzo ważnych wygranych wyścigów; ale najpierw fragment o „kolarskich pokoleniach”. Pisze Jasiu:

… „Była niedziela” (proszę zwrócić uwagę na umiejętność budowania atmosfery tekstu przez Jana Chruślińskiego)

… „zerknąłem na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła jedenasta. Słońce przygrzewało coraz mocniej, wokół było cicho i spokojnie. Gdzieś wysoko brzęczał helikopter, a od pasieki leżącej tuż za ogrodami działkowymi, dobiegało leniwe poszczekiwanie psów…

… Wróciłem do ogrodu, pled rozesłałem na trawie pod jabłonką… Ledwie się położyłem, zasnąłem, sam nie wiedząc kiedy, ale głowa mówiła mi, że spałem już jakiś czas… .

… Dobiegł mnie odgłos otwieranej furtki. To przyjechali z wizytą nasi przyjaciele, Magda i Karol Czejarkowie. Nasi serdeczni druhowie, z którymi można porozmawiać, nie wysłuchując banałów”.

…”Karol to bratnia dusza, do którego dzwonię po długim okresie milczenia; on nie pyta:

dlaczego się nie odzywałeś, tylko mówi:

Cieszę się, że słyszę twój głos”… .

…”Ucieszyliśmy się z Izą z tej wizyty. Okazało się, że Karol i Magda właśnie wrócili ze „Spotkania kolarskich pokoleń” w Szczecinie… i uznali, że najlepszym sposobem będzie spotkanie u nas i podzielenie się wrażeniami z kolarskiego zlotu”…

… „Czekałem, kiedy wreszcie nastąpi opowieść o spotkaniu, którego Karol był moderatorem”…

„- Jak to powiedzieć…? Zaczął po chwili „Widać było, że koledzy bardzo przeżywali spotkanie po latach” – rozpoczął z uśmiechem – „Na spotkanie przybyło wiele dawnych sław polskiego kolarstwa tamtejszego okręgu, którzy zdobywali dla Szczecina i okręgu szczecińskiego tytuły mistrzów Polski, a potem nawet medale olimpijskie i medal mistrzostw świata”.

– „Dość wymienić – pisze Jasiu – dziś bardzo dostojnych panów, nadal tryskających energią, przybyłych na to spotkanie z żonami:

Mariana Bednarka, który wygrał m.in. Wyścig Dookoła Bułgarii, potem skończył AWF i był znakomitym trenerem polskich kolarzy.

Podobnie zresztą jak Wojciech Matusiak, który brylował m.in. w Wyścigu Pokoju i na szosowych mistrzostwach świata. I wychował wielu znakomitych następców.

Wymienię też – pisze w dalszym ciągu Jasiu – Mariana Hałuszczaka – wielokrotnego mistrza i rekordzistę Polski na torze,

Sławka Zacharewicza, wielokrotnego reprezentanta Polski i członka kadry narodowej torowców,

Jerzego Mikołajczyka – zdobywcę (za Bekierem) II miejsca w Wyścigu Dookoła Polski, czy Sławomira Grzegorka, mającego na swoim koncie m.in. dwa brązowe medale olimpijskie na torze…

… Stadko gołębi zerwało się z furkotem i poszybowało ku osiedlu… Poruszyłem się wreszcie i zapytałem:

– A jakie wrażenie na tobie zrobiło spotkanie z kolarzami, naszymi rywalami z tamtych lat, z szosy i toru kolarskiego?

Radość była wielka – rozpoczął Karol – ale też poleciała mi łezka, gdy zobaczyłem swoich i twoich też odwiecznych (w latach 50. i 60.) rywali:

Ryszarda Stefanika i Wojciecha Radlińskiego,

Sławka Zacharewicza, Jurka Mikołajczyka, Jurka Galasińskiego i…

wielu, wielu innych, bo do hotelu „Nord” przybyło ponad sto osób!…

… A tych wszystkich, których już wśród nas nie ma,  uczczono minutą ciszy, m.in.

Bernarda Pruskiego, Edwarda Owczarka, Zbysława Zająca, Zbigniewa Mąkowskiego, Janusza Wiśniewskiego, Jurka Machońskiego …”

A teraz (na zakończenie dzisiejszego odcinka) jeszcze cytat z rozdziału (XI) zatytułowanego

„Od rywalizacji do przyjaźni” , w którym Jasiu pisze o jednym z moich WAŻNYCH, a nawet bardzo ważnych sukcesów. Zaczyna się od słów:

”… Chcę tutaj opowiedzieć o przypadku szczególnym – mojej rywalizacji na kolarskich trasach przed laty, a dziś wielkiej przyjaźni z Karolem Czejarkiem…

…Karol był talentem czystej wody. …Wierzyłem, że czeka go wielka kariera w kolarstwie torowym. Był zawodnikiem bardzo pracowitym – jak pamiętam – trenował dwa razy dziennie (przejeżdżając codziennie, przed pójściem do pracy w księgarni od 75 do 110 km), popołudniami trenował na torze, zaczynając mniej więcej od godziny 19:00 (gdyż księgarnię zamykano o 18:00).

… W roku 1958 – po wielu wygranych wyścigach – pisze dalej Jasiu – został powołany do drużyny na Mistrzostwa Polski na torze w wyścigu na dochodzenie, na dystansie 2000 m. Mistrzostwa odbywały się w Kaliszu…

… Moi chłopcy (powiedział spikerowi przed startem trener drużyny Tadeusz Bestry) pojadą w składzie: Karol Czejarek, Adolf Amborski, Krzysztof Olszewski i Piotr Szematowicz; a kto z nich jest liderem drużyny (zapytał jeszcze trenera spiker zawodów)?;

– Nie chciałbym nikogo wyróżniać, ale Czejarek – w mojej ocenie – to bardzo silny, wytrzymały i szybki kolarz.

… Na linii startu stanęły drużyny do finałowej walki: „Arkonii” Szczecin i „Czarnych” Szczecin. … Walka była niezwykle dramatyczna… a Czejarek szalał po torze, wychodził na prowadzenie tylko pod wiatr i widowiskowo schodził ze zmiany, wyjeżdżając na wirażu wysoko pod bandę po czym precyzyjnie, niby strzała, dochodził do koła trzeciemu zawodnikowi drużyny.

… Zespół „Czarnych” stracił do „Arkonii” około pięciu metrów…

Złoty medal za mistrzostwo Polski był pierwszym w historii kolarstwa w klubie sportowym „Arkonia”.

… Po mistrzostwach w Kaliszu zdarzyła się taka historia (którą też opisał w swej książce Jasiu Chruśliński).

…”Znany kolarz –Janusz Klabecki, założył się z Karolem, że chociaż jest tuż po kontuzji złamania obu nóg, pokona go w sprincie na 200 metrów. ‘Nie taki z Ciebie znów WIELKI TALENT’, powiedział.

Stawką był zegarek Delbana, który Karol otrzymał dwa tygodnie wcześniej za zdobycie drugiego miejsca w wyścigu ulicznym w Poznaniu, w którym i ja (Chruśliński) też się ścigałem zdobywając piąte miejsce.

…Klabecki pokonał Karola w dwóch biegach. Zegarek był jego!…

Karol Czejarek „wyjeździł” w następnych latach kilkadziesiąt wygranych wyścigów… i był …atrakcją wielu wyścigów na torze i szosie (nawet przełajów), wygrywając z takimi kolarzami, jak m.in. Hałuszczak, Koźlik, Lansberg, Świątek, Brzozowski, Wachecki, Zacharewicz, Owczarek, Latocha, Jarema, Polewiak, bracia Mikołajczykowie czy Bednarek i Pruski (napisał w swojej książce Jasiu Chruśliński, co zresztą jest PRAWDĄ. We wspomnianym rozdziale dodał też:

„…Dlaczego mówię był „atrakcją”? Bo zawsze albo uciekał, albo gonił i wygrywał lotne finisze, on po prostu rozrabiał w peletonie. W dodatku zawsze ubrany był w ładną, kolorową koszulkę, niesłychanie lubiany przez kolarzy, kibiców i sędziów, chętnie rozmawiał z dziennikarzami…

… W roku 1959 pokonał na torze na 100 okrążeń całą czołówkę krajową z Bekiem, Boruczem, Józefowiczem, Mąkowskim na czele, dublując na tym dystansie wszystkich asów”…

I wreszcie o jeszcze jednym (dla mnie WAŻNYM, a opisanym w książce) wydarzeniu:

… „od kaliskiego sukcesu drużyny „Arkonii” – pisze Chruśliński – wiele działo się w szczecińskim kolarstwie…

… Wielki spektakl, jakim był niewątpliwie wyścig na 1000 metrów ze startu zatrzymanego, rozpoczął na pamiętnych dla Karola Czejarka Mistrzostwach Okręgu – Janusz Klabecki. Pojechał wybornie, ale kilka tysięcy kibiców czekało na występ czarodzieja torów, Zbysława Zająca, trzykrotnego medalistę na tym dystansie w Polsce, dobrze znanego uczestnika mistrzostw świata.

…Czekano też na udział w pokonaniu tego klasycznego torowego dystansu przez Zbigniewa Mąkowskiego, Sławka Zacharewicza, Irka Musialskiego, Edka Owczarka – oni też legitymowali się dobrymi wynikami w tej konkurencji.

Po nich, jako piąty, wystartował Karol Czejarek. Mistrz Polski na dystansie 2000 metrów ruszył jak burza. Był taki moment, kiedy wydawało się – pisze Chruśliński i tak było rzeczywiście – że runie na betonowy tor. Wyraźnie się zachwiał. Ale wyszedł z opresji cało, zachował normalny rytm i rozpoczął walkę z czasem…

Wskazówki stoperów sędziowskich pokazały 1 minutę 15,6 sekundy. Burza oklasków. To był najlepszy dotychczasowy wynik.

…A potem startowali inni wielcy konkurenci Czejarka, który nagle wyrósł do roli faworyta. Było ich wielu, przede wszystkim Zbysław Zając, Marian Hałuszczak, Janek Zawistowski. Ale tylko jednemu udało się uzyskać najlepszy czas.

Tak, najlepszy o dwadzieścia setnych sekundy. To nawet nie mrugnięcie oka. Karol Czejarek – mistrzem okręgu kolarskiego w kolarstwie torowym na dystansie 1 kilometra i zdobywcą złotego medalu!     

Ciąg dalszy nastąpi i będzie miał tytuł:

                                                  O ludziach, którym wiele zawdzięczam

Poprzedni artykułLiga Narodów: Holandia i Walia – kolejni rywale do pokonania…
Następny artykułJak Francuzi sądzili generała Ducha?
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

7 KOMENTARZE

  1. Drogi Karolu, jak zwykle z wielkim zainteresowaniem przeczytałem XXVII odcinek Twojej autobiografii, której współautorem, z racji cytowanych w niej fragmentów powieści, jest Jan Chruśliński. Ale to znakomity zabieg, ponieważ nie tylko urozmaica tekst, ale także dowodzi absolutnej wiarygodności Twoich autobiograficznych zwierzeń, co nie wszystkim spisującym swoje losy udaje się. Najnowszy odcinek jest także, a właściwie przede wszystkim, krótką historią kolarstwa nie tylko okręgu szczecińskiego. Znalazłem w Twoim tekście wiele znakomitych nazwisk ( Magiera, Kudra, Pruski, Bekier, Chtiej, i wielu innych jeszcze wybitnych kolarzy ) rozpalających w tamtych czasach wyobraźnię młodych ludzi marzących o podobnej karierze. Na dodatek, Ty i Jan Chruśliński, byliście współtwórcami ówczesnych sukcesów w tej dziedzinie sportu. Dziękujemy Ci za krótki, ale wzruszający wypad w przeszłość. Z serdecznymi pozdrowieniami dla Ciebie i Magdy – Szymon i Wiesia.

  2. Szanowny Panie Karolu, XXVII odcinek bardzo mnie ucieszył i przeczytałam go z zainteresowaniem. Jako pańska nieformalna „biografka” skrupulatnie dokumentuję i wyszukuję wszystkie informacje o Panu. Szczególnie brakowało mi dokładnych materiałów o kolarstwie, chociaż przewertowałam z tamtych lat numery „Kuriera Szczecińskiego” i „Głosu Szczecińskiego”. Ten odcinek pańskiej autobiografii uzupełnił istotne luki i przybliżył wspaniałą postać Pana Jana Chruścińskiego.
    Dziękuję i pozdrawiam obu Panów. Maria Jaremek

    • Szanowna Pani Mario!
      Dziękuję Pani za piękny komentarz dotyczący kolejnego odcinka biografii Karola Czejarka. Dziękuję również za sprostowanie mojego nazwiska. Wiele osób pisząc moje nazwisko popełnia ten błąd. Ale w komentarzu wiadomo było o kogo chodzi. Jeżeli Pani nie ma mojej książki o kolarstwie pt: „Wygrać z samym sobą”, to będę miał wielką satysfakcję , jak przyjmie ją ode mnie w prezencie. Z poważaniem! Jan Chruśliński

  3. Ze wzruszeniem czytam te wspomnienia z naszej sportowej i nie tylko młodości . Cieszę się że nasze przyjażnie przetrwały próbę czasu. Wdzięczny jestem że drodzy Janku i Karolu a także syn naszego kolegi junior Ryszard Stefanik uwiecznili nasze sportowe współzawodnictwo i czas miniony. Serdecznie pozdrawiam Wszystkich wymienionych i czynnie współcześnie uprawiających kolarstwo. A.G.

  4. Szanowny i Drogi Karolu wraz z upływem czasu coraz częściej wraca się do korzeni, czyli młodzieńczych lat. To wówczas rozpocząłeś pisać Swoją historię Życia, jakże barwną i niepowtarzalną. Sport wpoił Tobie i Jankowi Chruślińskiemu, także mojemu Przyjacielowi [od 1970 r., czyli od studiów na uczelni] poczucie własnej wartości poprzez ciężką pracę i wiele wyrzeczeń. Sukces wymagał hartu ducha, zdyscyplinowania, siły woli, treningu, podporządkowania się decyzjom trenera i wiary w odniesienie zwycięstwa. Dlatego odnosiliście zwycięstwa w wyścigach szosowych a TY Szanowny Karolu jeszcze na torze. Ówczesne młode lata podporządkowaliście kolarstwu, to wówczas zawiązały się przyjaźnie, które przetrwały do dnia dzisiejszego. Serdecznie Was pozdrawiam i życzę kolejnych pionierskich opracowań.Mieczysław Starczewski

  5. Drogi Karolu – Przyjacielu! Kolejny odcinek Twojej autobiografii przeczytałem z wielkim zainteresowaniem i wypiekami na twarzy, tym bardziej, że dotyczy i mnie. To kolarstwo wspólnie uprawiane w Szczecinie połączyło nas przyjaźnią, która trwa niczym nie wzruszona 67 lat. Drogi Karolu! Dziękuję CI, za każde miłe słowo, wspólne spotkania i rozmowy, życzliwość, wsparcie i zaangażowanie. Z serdecznym pozdrowieniem dla Ciebie i Magdy! Janek Chruśliński

Skomentuj Maria Jaremek Anuluj odpowiedź

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj