Dokąd zmierza Kościół?

0

Większość mieszkańców Europy jest zakorzeniona w sensie duchowym, kulturowym i społecznym w chrześcijaństwie. Wraz z Edytą Pilichowską, Polką mieszkająca w Hiszpanii rozmawialiśmy kilkukrotnie przez Internet na tematy związane z tym dziedzictwem. Oto zapis naszych rozmów, wzbogacony o dodane później informacje i refleksje.

Lucjan Wesołowski i Edyta Pilichowska

Edyta:

Chrześcijaństwo jako religia  nie jest jednorodne i nigdy nie było. Różni się wyraźnie nie tylko w swoich zewnętrznych formach, ale także – jak wiemy – w sposobie postrzegania samej postaci Jezusa  i w sposobie kontynuowania jego nauk, a także w regulacjach dotyczących życia społecznego.

Chrześcijanie już w pierwszych latach po śmierci Jezusa zaczęli dzielić się na tzw. sekty i nie byli jednorodni w postrzeganiu jego nauk, mowa o tym już w Dziejach Apostolskich, a zwłaszcza w listach św. Pawła, gdzie znajdujemy informacje o różnorodnych ideach dzielących poszczególne grupy.

Wraz z upływem czasu – w wyniku oddziaływania różnych czynników politycznych i społecznych – wyłoniły się dwa oddzielne, główne nurty. Mowa o Kościele rzymskokatolickim, który rozwijał się na terenach zachodniej części dawnego Imperium Rzymskiego oraz prawosławiu (część wschodnia). Podział na te dwa nurty został potwierdzony w roku 1054 w ramach tzw. wielkiej schizmy (nazywanej także schizmą wschodnią). Pojawiały się inne odłamy, a w XVI wieku w wyniku reformacji zaczęły się konstytuować różne kościoły protestanckie. Warto też wspomnieć o kościele anglikańskim, mormonach itd. Motywem łączącym jest Jezus jako Mesjasz, uznawany przez wszystkich chrześcijan.

Moim zdaniem Kościół rzymski (który zarządza katolicyzmem i organizuje życie katolików) na przestrzeni wieków nieco odszedł od idei obecnych w naukach Jezusa. Zamiast tego Kościół rozbudowuje do dziś instytucję o strukturze piramidalnej, w której często mamy do czynienia z ludźmi bardziej podobnymi do urzędników niż do nauczycieli duchowych (którymi być powinni). Kościół rzymski podzielił wspólnotę, jaką byli pierwsi chrześcijanie (czyli zgromadzenie wiernych, ludzi połączonych poprzez wiarę) na tych, którzy rządzą i podwładnych, w pełni realizując ideał feudalizmu, który w Kościele rzymskim jest żywy do dzisiaj. Wierni stali się petentami i poddanymi władzy urzędników Kościoła, mimo iż Kościół rzymski właśnie jako instytucja uważał się i nadal uważa za kontynuatora nauk Jezusa.

Jednak mimo wszystkich nadużyć (jak nawracanie siłą czy działalność inkwizycji), słowa o przebaczeniu i miłości były nadal cytowane. Choć różnie to wyglądało w praktyce, zwłaszcza jeśli chodzi o instytucję samego Kościoła, to jednak w wymiarze społecznym i religijnym zasady te zostawały w pamięci.

***

(…)

Edyta: – Przede wszystkim dziwi mnie kult papieża, obecnie niemal celebryty. Poszukiwanie świętości w wytypowanym do tego człowieku to jest jakaś dramatyczna potrzeba prostych ludzi, aby można było bezgranicznie komuś wierzyć…

Lucjan: – Tak, to dziecinna potrzeba „rodzica”, który za nas zdecyduje, który wie lepiej… Nasza niedojrzałość emocjonalna i umysłowa… Jest w nas (a przynajmniej w wielu z nas) potrzeba oparcia się na kimś, komu przypisujemy większa od nas siłę, władzę, mądrość, czystość duchową itp. (niepotrzebne skreślić…).

Edyta: –  Instytucja Kościoła sama wypracowała taki stosunek do postaci papieża, który niemal – zwłaszcza ostatnio – jest traktowany jak inkarnacja Jezusa, a co najmniej jego autoryzowany przedstawiciel.  Kościół wprowadza dogmaty – ogłaszane właśnie przez papieży, samowolnie manipulując postrzeganiem zarówno niektórych postaci np. Maryi, Marii Magdaleny, jak i pewnych zagadnień, jak np. kwestia odpuszczania grzechów przez instytucję Kościoła, spowiedź, przykazania kościelne. Sam sposób traktowania papieża, otoczenie go ochroną, luksusem, obowiązek całowania pierścienia to coś jak poddaństwo feudalne.

Lucjan: – Czuję głęboki sprzeciw przeciwko takim rytuałom. Dobrze, że ostatni papieże, a zwłaszcza Franciszek (do którego czuję dużą sympatię) zmienili wiele w tych kwestiach.

Edyta: – Bo było w tym coś takiego, jakby papież był kimś w rodzaju  cesarza rzymskiego, władającego niemal całym znanym ówczesnym Rzymianom światem.

Lucjan: – Kościół po kilku wiekach walki utrzymywania się (o ile to możemy dzisiaj właściwie ocenić) blisko nauki Jezusa, a jednocześnie walki o przetrwanie został wprzęgnięty w struktury władzy. I odtąd zaczęła się degeneracja. Tak to przynajmniej widzę.

Edyta: – Pomijam już kult świętych, co jest formą politeizmu praktykowanego przez Kościół.

Lucjan: – Słuszna uwaga… Takich kwestii jest więcej. Pewnie wiesz, że na samym początku dziejów chrześcijaństwa biskup Rzymu był tylko jednym z równorzędnych biskupów.  A dogmat o jego nieomylności w sprawach wiary ogłoszono dopiero w roku 1870. Część wiernych sprzeciwiła się temu dogmatowi, w wyniku czego powstał tzw. starokatolicyzm. Ale najważniejsza dla mnie sprawa (o której mało kto wie) to fakt, ze Kościół katolicki naucza tylko 9 przykazań. Jeśli przeczytasz obecne w dwóch księgach Starego Testamentu przykazania (w Księdze Wyjścia i w Księdze Powtórzonego Prawa), to jest tam jedno (drugie w kolejności), którego Kościół katolicki nie naucza – o nieoddawaniu czci wizerunkom. Żeby utrzymać liczbę 10 przykazań, Kościół rozbił ostatnie z nich na dwa (dziewiąte: Nie będziesz pożądał itd… Dziesiąte: Ani żadnej rzeczy, która jego jest). Zwrócił mi na to uwagę pewien pastor.

(…)

Edyta: – Nasunęły mi się jeszcze takie myśli à propos chrześcijaństwa: prawo kamienowania za cudzołóstwo to prawo żydowskie i w tym kontekście tak ważne było mówienie i przekonywanie o „niepokalanym poczęciu”. Decyzja Józefa – jeśli traktujemy te postaci jako historyczne – była jedyną drogą, aby uratować życie tej kobiety. Zgodnie z prawem żydowskim Józef – jako już poślubiony, ale w sensie praktycznym narzeczony, który jeszcze nie współżył z Maryją – miał prawo zażądać jej ukamienowania. I stąd tak ważne jest w opowieści  ewangelicznej pojawienie się anioła. Nie wiemy, jak było naprawdę… Czytałam bardzo ciekawe opracowanie o społeczności żydowskiej w kontekście wiary i organizacji społeczeństwa w czasach Chrystusa. Maryja zaszła w ciążę, kiedy wyjechała, była rozdzielona z Józefem, a zatem było pewne, że nie on jest ojcem.

Lucjan: – Oczywiście to ważne z punktu widzenia historycznego, jeśli mówimy o początkach chrześcijaństwa i jego kontekście kulturowym. Do dzisiaj w społeczeństwach islamskich istnieje ten problem i kobiety są kamienowane.

(…)
***

Lucjan:

Nic w materialnym świecie nie jest do końca dobre albo do końca złe, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie możliwe punkty widzenia… Nasza rozmowa dotyczyła głównie negatywnych aspektów działalności Kościoła katolickiego, ale moglibyśmy znaleźć także wiele jej aspektów pozytywnych. Niemiecki myśliciel duchowy, autor wielu książek i artysta malarz Bo-Yin-Ra (Joseph Anton Schneiderfranken, właściwie Joseph Anton Schneider, 1876-1943) napisał, że w świecie materialnym idee mogą zaistnieć tylko o tyle, o ile zostaną przełożone na język materii. I tutaj należy oddać Kościołowi to, co mu się należy jako instytucji, która przekładała – w sposób mniej lub bardziej udany – idee Jezusa na konkret. Z całą pewnością w historii Kościoła możemy znaleźć wiele kart godnych uznania i szacunku. Należy też oddać hołd wszystkim ludziom, którzy w ramach Kościoła starali się czynić dobro i przeciwstawiać złu. Najnowsza historia naszego kraju i świata zna wiele takich postaci. Kościół położył wielkie zasługi w procesie demontażu socjalizmu realnego w Polsce i w czasie transformacji. Jest w nim wielu księży, zakonników, zakonnic i hierarchów postępujących w myśl ewangelii.

Problemem jest to, przeciwko czemu występował Jezus – zbytnie angażowanie się w sprawy świata doczesnego, uleganie mirażom władzy, posiadania, wpływu na umysły. Wiąże się z tym popieranie pewnych opcji politycznych (choć przecież Jezus powiedział „Królestwo moje nie jest z tego świata”), używanie sformułowań, które wydają się nie mieć wiele wspólnego z Jezusowym językiem miłości i przebaczenia, próby odgórnego wprowadzenia religii na egzaminy maturalne, postawa wobec trudnych zagadnień społecznych jak aborcja itp. Wbrew temu, co zapewne myśli wielu biskupów, próby wywierania nacisku na społeczeństwo muszą się skończyć (co jest opinią wielu publicystów, socjologów, psychologów, działaczy społecznych itd. ) oddaleniem się wielu ludzi od Kościoła (co nie musi oznaczać oddalenia się od wiary). Inne przewidywane konsekwencje to utrata aktualnego wpływu na katolickich obywateli Polski i – w mniejszym lub większym stopniu – pozycji szanowanej instytucji życia społecznego.

W moim odczuciu jedyna prawdziwie chrześcijańska droga ku przyszłości to skupienie się na tym, czego uczył Jezus, wyzbycie się ambicji, które z jego nauczaniem nie mają nic wspólnego (lub mają bardzo niewiele), wspieranie innych ludzi (a nie bycie przeciw nim). Wykluczanie, potępianie, piętnowanie nie jest w moim odczuciu naśladowaniem Jezusa. Jest nim miłość we wszelkich jej aspektach. A przynajmniej ja tak rozumiem drogę, którą pokazał Jezus.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here