Czym jest elita i kto do niej należy

0

26 lutego 2014 Jarosław Kaczyński powiedział, że „polskie elity polityczne nie są w stanie reprezentować polskich interesów”. Zanim przedstawię własne spostrzeżenia na temat współczesnych polskich elit politycznych, przedstawię refleksje natury ogólniejszej dotyczących pojęcia „elita”, „elity”, a dla porównania przedstawię wyniki niektórych badań na temat elit w Stanach Zjednoczonych. Pozwoli to lepiej wyeksponować specyfikę polskiej elity władzy na tle elity amerykańskiej. W USA badania nad elitą władzy („power elite”) są popularne i spotykają się z dużym zainteresowaniem. W Polsce badania nad elitą są słabo rozwinięte. W ogóle można odnieść wrażenie, że słowo „elita” ma w naszym kraju raczej pejoratywne znaczenie.

Jeżeli w Polsce ktoś powie o sobie, że należy elity to nie przysporzy mu sympatii. Więcej uznania natomiast zyska ktoś, o kim powie się lub napisze, że należy do jakiejś elity zwłaszcza elity kulturalnej czy intelektualnej.

Teoretycznie i prawnie rzecz biorąc pojęcia „demokracja” i „elity” powinny być pojęciami sprzecznymi. Skoro demokracja oznacza rządy ludu przez lud i dla ludu i wszyscy ludzie pod względem prawnym są równi to w ustrojach demokratycznych nie powinno być miejsca dla elit. Ale najczęściej o elitach mówimy w odniesieniu do krajów demokratycznych, ponieważ nie wszyscy mamy te same uzdolnienia i talenty, nie ten sam status ekonomiczny i finansowy, i nie wszyscy jesteśmy obdarzeni w demokratycznym procesie wyborczym tą sama odpowiedzialnością i związanymi z nią przywilejami.

Nie ma jednej powszechnie przyjętej definicji elity. Najczęściej pojęciem elity określa się grupę osób wyróżniającą się w społeczeństwie prestiżem, uprzywilejowaną pozycją, zakresem kompetencji i władzy, wpływami w określonej dziedzinie. Mówimy więc m.in. o elitach politycznych, gospodarczych, kulturalnych, naukowych, lokalnych, powiatowych. Czesław Znamierowski w swej pracy p.t. „Elita i demokracja” wprowadza m.in. takie pojęcia jak elita posiadania, elita rodowa, elita zasług, elita godności, elita funkcji, elita ustosunkowanych (Znamierowski Czesław 2001).

Rzeczownikowi „elita” towarzyszy przymiotnik „elitarny”. Mówi się więc np. o elitarnych organizacjach, stowarzyszeniach, klubach, uczelniach, szkołach. Przy tym przymiotnik ten może mieć zarówno pozytywne jak i negatywne znaczenie. Pozytywne kiedy oznacza wyższą jakość szkoły czy uczelni, a negatywne gdy oznacza ekskluzywizm, strukturę zamkniętą swego rodzaju kastową.

Choć elita ma pewne cechy wspólne to trudno byłoby powiedzieć, że stanowi zwartą, jednolitą grupę społeczną. Ludzi elity cechuje bowiem indywidualizm, przekonanie, że przynależą do osób znajdujących się najwyżej hierarchii społecznej. Elity nie tworzą zwartej grupy społecznej z kilku względów. Po pierwsze należą do różnych środowisk zawodowych. Po drugie, by utrzymać się wysoko w hierarchii muszą współzawodniczyć i rywalizować o wpływy i osobiste sukcesy. To zaś nie sprzyja zwartości grupowej.

Pojęcie elit zmieniało się w miarę upływu czasu i zmieniającego się systemu społeczno-politycznego w Polsce. Przed drugą wojną światową niewątpliwie do elit zaliczano np. osoby z hierarchów kościoła oraz wąskie grono polityków. Mieszczaństwo, nawet bogate czy bardzo zasobni przedstawiciele mniejszości np. żydowskiej czy innej nie byli uznawani za elity.

Po drugiej wojnie światowej w warunkach ustroju „demokracji ludowej” słowo elita stało się określeniem pejoratywnym i praktycznie wypadło z użycia. „Elita” było niemal synonimem wroga klasowego. Dawne przedwojenne elity nazywano elitami pasożytniczymi, dbającymi o swoje prywatne interesy i żyjące kosztem innych.

W Polsce Ludowej też były elity, jeżeli przez to pojęcie rozumieć wpływy polityczne, zdolność do podejmowania decyzji, których skutki dotykały większość społeczeństwa. Również w środowisku ludzi kultury i nauki były wybitne jednostki, o których mówiono, że są elitą. Panująca wówczas ideologia nie pozwalała im okazywać swojej wyższości i odrębności. Odwrotnie podkreślali często, że są z ludem i pracują dla ludu, nie zaś dla jakiś nieokreślonych celów abstrakcyjnych.

Elity w Stanach Zjednoczonych

Elity istnieją w każdym państwie. Stany Zjednoczone chlubią się tym, że są demokracją i nie mają arystokracji. Amerykanie choć uważają, że mają najstarsze w świecie społeczeństwo obywatelskie to przyznają, że mają również w różnym stopniu i zakresie uprzywilejowane elity. Oto kilka uwag na temat elit amerykańskich.

W Stanach Zjednoczonych istnieje pojęcie „grass root democracy”. Demokracja jak trawa wyrasta od dołu, a nie jest narzucona odgórnie. Taka jest historia Stanów Zjednoczonych. Zanim koloniści amerykańscy dojrzeli do niepodległości, budowali swoje samorządne struktury i stopniowo społeczeństwo obywatelskie. Społeczeństwo obywatelskie, które jest dobrowolnym wspólnotowym zaangażowaniem obywateli powinno być przeciwieństwem klasowego, elitarnego społeczeństwa. Wypełnia ono szeroką przestrzeń między obywatelem a strukturami władzy, rządem. Dla podkreślenia roli obywateli w Ameryce często przywołuje się słowa prezydenta Johna F. Kennedy’ego wypowiedziane w przemówieniu inaugurującym jego prezydenturę w styczniu 1961 r.: „Nie pytajcie co wasz kraj może zrobić dla was. Zapytajcie co wy możecie zrobić dla waszego kraju”. Bill Clinton zaproponował program zachęcający nie elity, ale młodych Amerykanów do aktywnego zaangażowania się w sprawy lokalnych i ogólnokrajowych wspólnot.

Autorzy amerykańscy na ogół zgodnie stwierdzają, że współczesne społeczeństwo obywatelskie w USA jest to takie społeczeństwo, które nie podlega bezpośredniej kontroli państwa a równocześnie tworzy szeroko pojęty społeczny porządek. Społeczeństwo obywatelskie jest pojęciem zarówno funkcjonalnym jak i normatywnym, wywodzącym się z liberalno-demokratycznej myśli, która akcentuje wolność jednostki, autonomię przy równoczesnym utrzymaniu porządku społecznego.

Społeczeństwo obywatelskie skupia jednostki, które nie są związane ze sobą, ale które z własnej nieprzymuszonej woli łączą się w różne struktury, w różne kluby, stowarzyszenia, instytucje wyrażone wspólnym obywatelskim celem. Organizacje obywatelskie są wolne i niezależne, ponieważ nie podlegają kontroli i nadzorowi ze strony państwa. W efekcie swej działalności nabierają one siły i władzy politycznej, która może wspomagać lub ograniczać władzę państwową. W sumie można powiedzieć, że działalność organizacji obywatelskich wzmacnia i wzbogaca pluralistyczny i demokratyczny charakter społeczeństwa.

Amerykańscy autorzy w publikacjach o wewnętrznym społeczeństwie obywatelskim silnie podkreślają, iż koncepcja ta z jednej strony czyni społeczeństwo wolnym, czyni społeczeństwo niezależnym. Z drugiej zaś powinna też strzec wartości społecznych i społecznego porządku. Ten akcent na utrzymanie społecznego porządku jest bardzo często w publikacjach amerykańskich na temat, podkreślany. Historyczny rozwój Stanów Zjednoczonych począwszy od pierwszych pielgrzymów przez stopniową ekspansję terytorialną za czasów wojny z Anglią, Francją, Meksykiem, wypieranie Indian, model samodzielnego bohatera i farmera wyrąbującego ogniem i toporem miejsce dla swej rodziny można powiedzieć, że tworzył typ człowieka niezależnego polegającego na własnej przedsiębiorczości i nieoczekującego, że ktoś za niego rozwiąże jego problemy bytowe. To jest ta różnica między polskim społeczeństwem a społeczeństwem amerykańskim. My Polacy oczekujemy, że ktoś za nas rozwiąże problemy, a to prezydent, a to Sejm, a to rząd, a to samorząd. Ja pamiętam, na jednym z wieców wyborczych w moim okręgu, kiedy kandydowałem w latach 90. do Sejmu w województwie pomorskim wstał starszy dystyngowany pan, który powiedział: panie pośle ja bardzo pana proszę, żeby pan w Sejmie przedstawił projekt ustawy o czystości małych miasteczek, bo małe miasteczka w Polsce są zaniedbane. Gdyby Amerykanin usłyszał to, to by pękł ze śmiechu. Zamiast wziąć miotłę, szczotkę i oczyścić teren wokół siebie, to Pan ten oczekuje, że Sejm ustawą wprowadzi czystość do małych miasteczek w Polsce, bo małe miasteczka w Polsce są zaniedbane.

I to jest ta zasadnicza różnica między podejściem amerykańskim, a podejściem w społeczeństwie polskim – my oczekujemy, że ktoś za nas rozwiąże nasze problemy. Za nasze problemy obciążamy innych, najczęściej elity polityczne, struktury władzy.

Społeczeństwo amerykańskie na wiele słabości, ale także wiele zalet. W porównaniu ze społeczeństwem polskim wykazuje większy stopień zaangażowania w sprawy społeczne, większą zdolność mobilizacji do działań na rzecz spraw lokalnych i ogólnokrajowych, większą różnorodność podejmowanych akcji poczynając od sąsiedzkich, miejskich, małomiasteczkowych, dzielnicowych, uczelnianych a na ogólnoamerykańskich kończąc.

Amerykańska koncepcja społeczeństwa obywatelskiego nie wyklucza udziału różnorodnych elit. Obejmuje także udział organizacji pozarządowych, partii politycznych, związków zawodowych, a także różnych grup interesów. W gruncie rzeczy w USA mamy do czynienia z szerokim ruchem społecznym niejednolitym, ale w sumie przyczyniającym się do budowy społeczeństwa obywatelskiego. Istotną cecha społeczeństwa obywatelskiego jest pluralizm, który liberałowie uważają za ważną cechę dobrego, demokratycznego społeczeństwa. Zwolennicy społeczeństwa obywatelskiego w USA wierzą w zdrowy rozsądek ludzi i którzy działają wspólnie, i są w stanie najlepiej określić swoje własne interesy. Poza tym instytucje społeczeństwa obywatelskiego służą budowie wartości demokratycznych, uczą wzajemnego szacunku, tolerancji i są najlepszą szkołą obywatelstwa. Amerykańscy teoretycy społeczeństwa obywatelskiego podkreślają, że społeczeństwo jest ściśle związane z tradycją liberalno-demokratyczną, która stanowi fundamentalną część życia demokratycznego. Idea społeczeństwa obywatelskiego wymaga od obywateli zaangażowani się w sprawy wychodzące poza ich własne partykularne interesy. Według danych w Stanach Zjednoczonych aż 57% Amerykanów angażuje się w różne organizacje wolontariatu. W Niemczech 44%, Włochy 29%, Meksyk 25%, a w Polsce 13%. Według jednej z ankiet aż 88% Amerykanów zgadza się ze zdaniem: „Podziwiam ludzi, którzy stali się bogatymi przez ciężką pracę”. Amerykanin jest patriotyczny, religijny i przekonany oczywiście, że żyje w najlepszym na świecie kraju, który mimo różnych wad zapewnia mu bezpieczeństwo i daje szanse lepszego bytu.

Biorąc pod uwagę głęboko zakorzeniony indywidualizm Amerykanów i przekonanie, że należy polegać na własnych siłach i własnej przedsiębiorczości, wykuwać swoją przyszłość, zadziwiający jest wysoki stopień zaangażowania Amerykanów w idee społeczeństwa obywatelskiego. Czyli nie ma sprzeczności między wybujałym indywidualizmem Amerykanów a równocześnie gotowością do współdziałania z innymi. Niektórzy autorzy w Stanach Zjednoczonych określają społeczeństwo amerykańskie mianem eksperymentu amerykańskiego, który ma już swoją ponad dwóchsetletnią historię, ale ciągle nie został zakończony.

Niektórym trudno jest uwierzyć, że demokracja amerykańska ze swoim wielopartyjnym systemem, konstytucyjnym trójpodziałem władzy, wolnymi wyborami może mieć ukryte, nieformalne ośrodki władzy reprezentujące interesy klas uprzywilejowanych. Ludzie należący do elity władzy w USA zajmują strategiczne pozycje władzy politycznej, gospodarczej i społecznej.

Przez elitę władzy ogólnie rzecz biorąc rozumie się ścisłe związki ludzi dużego biznesu, militarnego establishmentu i świata polityki, którzy nie tylko kontrolują gospodarkę ale także proces decyzyjny w różnych sferach polityki. Amerykanie na ogół, elitą nazywają stosunkowo niewielką grupę ludzi, którzy kontrolują lub posiadają nieproporcjonalnie duże bogactwo lub nieproporcjonalnie duża władzę polityczną. Elita wykorzystuje swoje wpływy poprzez publiczne lub prywatne organizacje. W USA są różne elity, ale najwięcej uwagi skupiają i przyciągają elity władzy („power elite”), władzy gospodarczej i politycznej. Nie wszyscy WASP (white anglo-saxon protestant) biali anglosaskiego pochodzenia Amerykanie należą do elity. Ale większość elity anglosaskiej należy do WASP. Choć elita amerykańska stopniowo różnicuje się, elitarne kręgi dbają o to aby zachować swój ekskluzywny charakter. Thomas R. Dye, który badał elity amerykańskie w okresie prezydentury George’a W. Busha w swej książce pt. Who’s Running America? zidentyfikował 7314 instytucjonalnych, elitarnych stanowisk władzy obejmujących 5778 osób.

Elity władzy są przedmiotem zainteresowania uczonych w Stanach Zjednoczonych. Elita władzy w Stanach Zjednoczonych jest tematem wielu publikacji. Oto niektóre wybrane przykłady: Ballard, Hoyt B. and William Domhoff, eds. 1968. C. Wright Mills and the Power Elite. Boston Beacon Press; Dahl Robert 2005. Who Govems?: Democracy and Power in an American City. 2nd ed. New Haven, CT: Yale University Press. Domhoff, G. William 2005. Who Rules America? Power, Politics and Social Change. 5th ed. New York: McGraw Hill; Dye Thomas, 2002. Who’s Running America? Pearson Hayden, Tom, Richard Flacks, Stanley Aronowitz, and Charles C. Lemert 2006. Radical Nomad: C. Wright Mills And His Times. Boulder, CO: Paradigm Publishers; Lukes, Steven. 2004 Power: A. Radical View. 2nd ed. London: Palgrave Macmillan; Mills, C. Wright 2000. The Power Elite. New ed. New York: Oxford University Press; Phillips, Kevin. 2003. Wealth and Democracy: A Political History of the American Rich. New York: Brodway Books. Do klasycznych już dzieł w tym obszarze badawczym należy praca z 1956 r. C> Wright Millsa pt. „The Power Elite” („Elita władzy”). Do elity władzy autor zalicza tych polityków, wojskowych szefów korporacji, którzy zajmują dominujące pozycje w najważniejszych instytucjach politycznych, militarnych i gospodarczych. Są oni dobrze wykształceni na ogół w elitarnych uczelniach takich jak m.in. Harvard, Princeton czy Yale. Mills twierdzi, że zwykły obywatel jest dość bezbronny i jest obiektem manipulacji ze strony elit. Elitę władzy w USA, zdaniem Millsa, tworzą siły zbrojne, wielkie korporacje oraz świat polityki, które nazywa on wielką trójką. Między tymi trzema środowiskami odbywa się nieustanny transfer, przepływ osób np. między korporacjami i najważniejszymi instytucjami politycznymi. Elity dbają o to, aby bronić się przed dopływem osób spoza środowiska elitarnego. Mills odrzuca szeroko rozpowszechniony pogląd, że elita władzy w USA jest wyjątkowo pluralistyczna i demokratyczna. Dostrzega on również zjawisko rosnącej koncentracji władzy w Stanach Zjednoczonych. Choć Mills sformułował swój pogląd na amerykańską elitę władzy w połowie lat 1950-tych, od tego czasu aktualizował swoje badania i podtrzymuje wiele tez, które dotyczą współczesnej Ameryki. Mills uważa, że członkowie elity władzy w USA posiadają pewne wspólne cechy społeczne np. kończyli uczelnie elitarne, są członkami pewnych organizacji obywatelskich. Są oni również powiązani ze sobą np. poprzez małżeństwa, kontrakty gospodarcze, towarzyskie. Zajmują stanowiska umożliwiające im wpływ na proces decyzyjny przy równoczesnym zabezpieczeniu się przed efektywną kontrolą społeczną.

Krytycy zarzucają Millsowi, że przesadnie ocenia wpływy sił wojskowych. Kiedy formułował swoje tezy w 1956 r. była zimna wojna i rola wojska w polityce amerykańskiej była większa niż dziś. To prezydent i generał w jednej osobie, Dwight D. Eisenhower ostrzegał społeczeństwo amerykańskie przed jak się wyraził zgubnymi wpływami kompleksu przemysłowo-wojskowego („industrial-military complex”). Dziś ten kompleks cieszy się nadal wpływami, choć zapewne mniejszymi niż w okresie zimnowojennej rywalizacji. Najlepiej udowodnione empirycznie tezy w pracach Millsa dotyczą roli korporacji i koncernów amerykańskich. W ciągu ostatniego ponad półwiecza proces koncentracji kapitału posunął się naprzód a bieguny bogactwa i ubóstwa oddaliły się od siebie. Banki, koncerny energetyczne, farmaceutyczne, zbrojeniowe, medialne nadal mają duże wpływy.

William Domhoff w swej pracy z 1997 r. p.t. „Who Rules America Now?” pisze, że klasa wyższa niekoniecznie bezpośrednio sprawuje rządy. Natomiast kontroluje rząd i pociąga za sznurki, na których wiszą osoby zależne od establishmentu, od prawdziwej elity władzy. Elita władzy nadzoruje rząd i inne struktury i ma wpływ na proces decyzyjny w najistotniejszych sprawach.

Członkowie elity często zasiadają równocześnie w kilku strukturach m.in. politycznych w największych korporacjach, fundacjach, w konglomeratach medialnych, w strukturach lobbystycznych, w trustach mózgów. Nie ukrywają swojego członkostwa i różnic poglądów między sobą. Domhoff wymienia 20 najbardziej wpływowych współcześnie członków elity władzy. Są to m.in. : Roger Ailes – prezes Fox News, Rupert Murdoch – potentat medialny, senator Rand Paul, Mike Duke, prezes Walmrt, Tom Donohue , prezes Izby Handlowej USA, Rush Limbaugh konserwatywny właściciel ogólnoamerykańskiego programu radiowego.

Na pytanie kto ma największą władzę w Stanach Zjednoczonych Domhoff odpowiada krótko: „ci co mają pieniądze mają władzę”. Następnie precyzuje, że chodzi mu o tych, którzy posiadają własność generującą dochód a więc korporacje, banki, własność ziemską, agrobiznes. Ci ludzie ustalają warunki, które muszą respektować inne grupy społeczne.

Przez pojęcie „władzy” („power”) Domhoff rozumie „zdolność pewnych osób do spowodowania zamierzonego i przewidywanego oddziaływania na innych”. Rozróżnia rozmaite kategorie władzy np. „ekonomiczną”, „polityczną”, „militarną”, „ideologiczną” i „intelektualną”. Stwierdza on, że w określonych sytuacjach elektorat, pewne grupy interesów np. związki zawodowe, konsumenci, mogą wpływać na proces decyzyjny i ograniczać w ten sposób wpływy elity władzy.

Wspomniany Thomas R. Dye w książce „Who’s Running America? Institutional Leadership in the United States” stawia na ten temat wiele zasadniczych pytań i udziela na nie rzeczowe odpowiedzi. Kto na prawdę podejmuje decyzje ogólnokrajowe? W jakim stopniu skoncentrowana czy też rozproszona jest władza w Ameryce? Jaki jest charakter i struktura elity amerykańskiej? Czy elita amerykańska rekrutuje się ze świata biznesu, finansów, z elitarnych uczelni czy też z różnych klas, ras i płci? Czy istnieje jedność poglądów czy też rywalizacja wśród elity? W jaki sposób elita kształtuje amerykańską politykę wewnętrzną i zagraniczną?

Thomas R. Dye odpowiada na te i inne kluczowe pytania, których nie stawiają autorzy standardowych podręczników i książek, dotyczących systemu społeczno-politycznego USA. Książka Dye’a jest poglądowym studium na temat elity amerykańskiej, jej składu, zakresu władzy, sposobów za pomocą których poszczególni członkowie elity zajęli obecne wpływowe pozycje. Książka składa się z trzech części. W pierwszej części zatytułowanej „Władza w społeczeństwie amerykańskim” autor przedstawia siatkę pojęciową i metodę identyfikacji instytucjonalnej elity Stanów Zjednoczonych. W części drugiej: „Instytucjonalne przywództwo w Ameryce” Dye opisuje koncentracje władzy w przemyśle, finansach, ubezpieczeniach, usługach, w rządzie, w środkach masowego przekazu, fundacjach, organach prawnych, organizacjach społeczno-kulturalnych i uniwersytetach. Przedstawia on również typy osób, zajmujących najwyższe stanowiska w życiu społecznym USA, daje ich szkice biograficzne, podaje typy szkół, które kończyli, przedstawia drogi kariery i awansu. Wszystko to ma na celu wydobycie pewnych wzorców i prawidłowości. Dye opiera się na takich źródłach jak: „Who’s Who in America”, „Current Biography”, „Forbes”, „Fortune”, „Congressional Quarterly”. Część trzecia i ostatnia książki nosi tytuł „Struktura instytucjonalnych elit” i stanowi systematyczną analizę tego zagadnienia. Są tu m.in. omówione takie zagadnienia jak specjalizacja elit, wzajemne powiązania między nimi, wzorce rekrutacyjne, uprzedzenia rasowe, styl życia, postawy, poglądy członków elit oraz rywalizacja między nimi. Autor opiera się przy tym na skomputeryzowanym banku danych, zebranych we Florida State University. W banku tym zgromadzono dane kilku tysięcy członków instytucjonalnych elit USA. „Ogromna władza w Ameryce – pisze Thomas R. Dye – skoncentrowana jest w ręku niewielkiej grupy osób. Kilka tysięcy spośród 200 mln Amerykanów decyduje o wojnie i pokoju, o płacach i cenach, konsumpcji i inwestycjach, zatrudnieniu i produkcji, o prawie i sprawiedliwości, podatkach i dochodach oświacie i wykształceniu wyższym, o zdrowiu i dobrobycie, o reklamie i łączności o życiu i odpoczynku”. Mimo, że w politologii amerykańskiej są w obiegu takie pojęcia jak „elita władzy”, „klasa rządząca”, „establishment”, „kompleks przemysłowo-wojskowy”, „bogaci i super bogaci”, to jednak niezwykłe rzadko któryś z politologów odważy się ściślej określić kim są ludzie którzy mogą być zaliczani do wspomnianych pojęć, na podstawie jakich kryteriów można ich zidentyfikować, jak doszli oni do tych pozycji władzy i jak się tą władzą posługują. Brak odpowiedzi na powyższe pytania nie jest wyłącznie winą samych politologów. Niektórzy z nich oczywiście są na usługach elity i lansują mity o powszechnej i szerokiej demokracji amerykańskiej. Trzeba równocześnie pamiętać, że naukowcom, którzy podejmują próbę identyfikacji elit, nie ułatwia się tego zadania. Żadna z poważniejszych fundacji nie będzie finansować pracy nad książką poświęconą temu tematowi. Naukowiec musi podjąć badania na własny koszt. Nawet jeśli stać go na podjęcie badań to zdobycie danych też nie jest sprawą łatwą. Establishment amerykański woli pozostawiać w cieniu. Ci, którzy mają rzeczywistą władzę nie chwalą się nią i nie chcą eksponowania ani w pracach naukowych, ani w środkach masowego przekazu. Rzeczywista władza woli pozostawać za kulisami. Thomas R. Dye podejmuje próbę identyfikacji instytucjonalnej elity amerykańskiej. Dlatego też, tej sprawie warto poświęcić szczególną uwagę. Przedmiotem zainteresowania Thomasa R. Dye’a są osoby zajmujące „czołowe stanowiska w instytucjonalnej strukturze społeczeństwa amerykańskiego”. Są to ludzie posiadający „formalną władzę w zakresie kierowania, zarządzania i prowadzenia programów, polityki oraz działalności głównych korporacji, organów rządowych, instytucji prawnych, oświatowych, społecznych i kulturalnych”. Autor wychodzi z podstawowego założenia, że największą władzę w USA mają duże instytucje.

Thomas R. Dye dzieli społeczeństwo na trzy sektory: korporacyjny, rządowy i publiczny.

W sektorze korporacyjnym, w operacyjnej definicji elity mieszczą się osoby zajmujące stanowiska w tych instytucjach, które kontrolują ponad połowę aktywów koncernów amerykańskich. W sektorze rządowym do elity Dye zalicza osoby zajmujące wpływowe stanowiska w cywilnym i wojskowym aparacie władzy federalnej. Są to: prezydent, wiceprezydent, sekretarze poszczególnych departamentów, ich zastępcy i pomocnicy, doradcy prezydenta, ambasadorzy do specjalnych poruczeń, przewodniczący komisji w Kongresie, przywódcy w większości i mniejszości e Kongresie, ich zastępcy, sędziowie Sądu Najwyższego, członkowie Federalnego Zarządu Rezerw oraz Rady Doradców Ekonomicznych. Oprócz tego do sektora rządowego Dye zalicza czołowych szefów cywilnych i wojskowych amerykańskich sił zbrojnych.

Najbardziej dyskusyjna jest definicja sektora publicznego, ponieważ występuje tu wiele elementów oceny subiektywnej. Sam autor ma wątpliwości, jakie funkcje jakie uczelnie i jakie środki masowego przekazu zaliczyć do elity oraz czy do elity instytucjonalnej zaliczyć np. przywódców związkowych, religijnych lub burmistrzów wielkich miast. W każdym razie, według definicji przyjętej przez Dye’a ilościowo instytucjonalna elita amerykańska przedstawia się następująco:

 

Sektor korporacyjny

Korporacje przemysłowe- 1534

Usługi, komunikacja, transport- 476

Banki- 1200

Ubezpieczenia– 362

Razem 3572

 

Sektor rządowy

Rząd federalny – 227

Legislatura, władza wykonawcza

Sądownictwo, wojsko – 59

Razem 286

 

Sektor publiczny

Środki masowego przekazu- 213

Oświata- 565

Fundacje- 121

Prawo- 176

Organizacje społeczno-kulturalne – 392

Razem 1558

Ogólna liczba osób 5416

 

Owa liczba ponad 5000 osób sprawuje faktyczną władzę w Stanach Zjednoczonych. Jest to ilościowy szacunek rozmiarów amerykańskiej elity.

 

Elity władzy w III RP

Przemiany społeczno-ekonomiczno-polityczne jakie dokonały się w Polsce od 1989 wpłynęły na strukturę i charakter elit. Pojawiło się i utrwala się zjawisko pozornie sprzeczne. Z jednej strony mamy demokrację, której fundamentalną zasadą jest równość obywateli, z drugiej zaś postępuje zjawisko pogłębiania się różnic majątkowych w społeczeństwie. I nierówności w korzystaniu z wszystkich dóbr, które daje gospodarka wolnorynkowa. Ale taka jest istota kapitalizmu. Znalazło to wyraz w popularnym powiedzeniu: ”Mamy cośmy chcieli, lecz nie mamy cośmy mieli”. Pogłębia się w Polsce luka miedzy biegunami bogactwa i ubóstwa. W związku z tym, ludzie którzy zgromadzili znaczący majątek są postrzegani jako posiadający wpływy w życiu społecznym, gospodarczym i politycznym. Z reguły to nowobogaccy, bogacze pierwszego pokolenia, którzy doszli do majątku nie w drodze dziedziczenia ale własną przedsiębiorczością. Natomiast coraz częściej obserwujemy zjawisko, że przekazują fortunę dorosłym dzieciom. Tworzy się drugie pokolenie bogaczy. W ten sposób rodzą się i utrwalają się elity gospodarcze w Polsce.

Transformacja polityczna jaka dokonała się w Polsce po 1989 r. wpłynęła na zmiany w elicie politycznej. Elita polityczna PRL zeszła na margines, natomiast decydująca rolę odgrywali ludzie związani z „Solidarnością”. Równolegle z kształtowaniem się nowej elity politycznej formowała się nowa elita gospodarcza. Niestety początek formowania się po 1989r. polskich elit politycznych, zauważa Marcin Król, przypadł na okres popularności neoliberalizmu. Przy braku własnego doświadczenia elity polskie np. prof. Leszek Balcerowicz zachłysnęły się wiarą w doktrynę neoliberalizmu. „Zbudowaliśmy – pisze Marcin Król – etos społeczny na modłę amerykańskiego self-made mana, ale nie jesteśmy Ameryką sprzed pół stulecia, tylko raczej biednym krajem na krańcu zachodniego świata” (Król 2014). Dlaczego musimy się zmienić?, w: Gazeta Wyborcza, 29-30.03.2014.)

Jest bardzo trudno określić kogo dziś w Polsce można zaliczyć do elit. Istnieją w zasadzie dwa kryteria przynależności do elit. Pierwsze kryterium to obiektywne wskaźniki np. skala majątku, zakres wpływów politycznych, szczególnie wyróżniające się osiągnięcia w kulturze, w nauce. Drugie kryterium to subiektywna opinia społeczna o ludziach cieszących się wyjątkową estymą i mających tym samym wpływ na władzę polityczną oraz na kształtowanie postaw i poglądów w społeczeństwie. W tych warunkach bardzo trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć kogo w Polsce można zaliczyć do elit. O gospodarczych, majątkowych kryteriach wspomniałem wyżej. Jest to kryterium, które Czesław Znamierowski nazywa elitą posiadania. Jest elita ludzi kultury i nauki ciszących się prestiżem z racji swych talentów i wyróżniających się osiągnięć w swej dziedzinie zawodowej. Wykluwa się powoli w Polsce elita rodowa, dawna arystokracja, która stopniowo odzyskuje swoje niegdyś znacjonalizowane posiadłości i zacieśnia kontakty towarzyskie między sobą. Niektórzy zaliczają do elity również ludzi dobrze ustosunkowanych, którzy cieszą się zaufaniem osób mających wpływ na proces decyzyjny w różnych dziedzinach. Prof. Jacek Wasilewski uważa, że „po wielu zażartych dyskusjach od bez mała trzydziestu lat nie ma już sporu, że są to ludzie, którzy zajmują wysokie miejsce w instytucjach i organizacjach, a z racji na zajmowane pozycje mają wpływ na decyzje o ogólnospołecznym zasięgu. Grupa ta nie ogranicza się zatem jedynie do polityków. Są to również wszyscy urzędnicy, wielcy biznesmeni czy przedstawiciele władzy sądowniczej. Nikt rozsądny nie będzie zaprzeczał, że w Polsce w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych także liderzy związkowi stanowili elitę polityczną. Ich decyzje wpływały na losy całego kraju” (Kozłowska 2011).

We współczesnej Polsce trudne jest precyzyjnie określić kogo można i należy zaliczyć do elity. Trudność wynika nie tylko z tego powodu, że polskie elity dopiero się wykluwają i nie są jeszcze ustabilizowane, ale również trudność bierze się stąd, że osoby które postrzegane są jako członkowie elit starannie ukrywają swą przynależność do elity. W społeczeństwie polskim przywiązanym mocno do egalitaryzmu przyznanie się przez kogoś, że należy do elity byłoby obciachem.

W obiegu są m.in. takie określenia jak „łże-elita”, „wykształciuchy”, „mądrale”, „śmietanka” towarzyska, polityczna, „kolesiostwo”. Wszystkie te określenia w jakimś stopniu kojarzone są z elitami. Znalazłem w internecie następującą wypowiedź przypisywaną Jarosławowi Kaczyńskiemu w jego książce ”Polska naszych marzeń”: „Mamy do czynienia z niebywałym skundleniem polityczno-kulturowego establishmentu. To są ludzie, którzy wyszli z komunizmu z różnymi głęboko ukrytymi kompleksami win (…) nasze nieszczęsne peryferyjne, naśladowcze, małpiarskie elity uważają, że nie uchodzi używać argumentów moralnych”.

Czy w Polsce obecnie mamy elitę polityczną, elitę władzy politycznej? Z formalnego punkty widzenia odpowiedź na to pytanie jest proste. Mamy w Polsce grupę osób, które z wyboru lub nominacji zajmują wysokie, ważne strategiczne stanowiska w państwie. Zajmując je podejmują decyzje, które w swych skutkach dotyczą całego społeczeństwa i obejmują szerokie spektrum życia każdego obywatela.

Elity polityczne w Polsce można podzielić w zależności od zakresu władzy. Mamy więc elitę ogólnokrajową oraz elitę lokalną, regionalną, wojewódzką, powiatową, miejską itp. Znaczenie elit lokalnych jest duże i będzie się zwiększało jak w miarę upływu czasu rozszerzać się będą kompetencje władz samorządowych. Wpływ elit lokalnych na życie codzienne mieszkańców danego regionu jest już dziś znaczny.

W krajach, które nie przeżywały głębokich, rewolucyjnych wstrząsów politycznych, elity cechuje ekskluzywizm, tendencja do zamykania się w sobie i odgraniczania się od społeczeństwa. W mniejszym stopniu dotyczy to polskich elit politycznych, które dla podtrzymania swojego prestiżu demonstrują swoja otwartość. Natomiast można zaobserwować wyraźna tendencję do zamykania się elit politycznych w kręgach przynależności partyjnej. Przejawia się to m.in. w ostrych konfliktach między partiami, braku dialogu i kontaktów międzypartyjnych oraz braku gotowości do kompromisu. Słowo „kompromis” w Polsce ma konotacje pejoratywne. Wielu polityków polskich uważa, że zawierając kompromis stają się stroną przegraną. A nigdy nie jest tak, że ta sama partia polityczna we wszystkich sprawach przez cały czas ma rację. Takie podejście do kompromisu świadczy o słabości polskiej elity politycznej i polskiej kultury politycznej.

Czy polska elita polityczna jest partyjna? Oczywiście tak, ale podobnie jak większość społeczeństwa specyficznie, tradycyjnie rozumie patriotyzm poprzez pytanie czy gotów jesteś poświęcić życie , czy ponieść inne ofiary dla ojczyzny „Elity władzy w Polsce – pisał prof. Krzysztof Rybiński – wspierane przez środki UE, od lat wytyczają spójny kierunek urabiania poglądów Polaków za pośrednictwem telewizji, mechanizmów dopuszczających do unijnych środków i przez system edukacji. W tym przekazie słowo „patriotyzm” jest niedobre, bo kojarzy się z „faszyzm”. Pojęcie „naród” jest niedobre, ważniejszy jest „Europejczyk”. Tradycja i korzenie są mniej ważne od tolerancji. Celem takiego kształtowania poglądów jest rozpuszczenie państwa narodowego w unijnym kisielu i stworzenie jednej wspólnej Europy. Cele są jasne, a osoby” (Rybiński K. 2014).

Część polskich elit politycznych przykłady polskiego patriotyzmu widzi głównie w historii i rzadko określa czym jest patriotyzm we współczesnych warunkach względnego pokoju i rywalizacji gospodarczej. Patriotyzm demonstrujemy m.in. poprzez skuteczną konkurencję na rynkach międzynarodowych i właściwe zachowanie się w kraju i zagranicą, udział we współpracy międzynarodowe.

Tymczasem prawica polska, jak pisze Mariusz Janicki i Wiesław Władyka preferuje „wojujący patriotyzm… z reguły oparty na haniebnym oskarżaniu innych, powiedzmy brutalnie, ma to być patriotyzm nasączony krwią i zaświadczony ofiarami, sponiewieranego militarnie i politycznie, ale zawsze dumnego i honorowego narodu. Ta mitologia jest wytworem historii, ale co chyba najdziwniejsze, staje się na naszych oczach wytworem bieżącej polityki, wręcz narzędziem w walce o władzę. Następuje politycznie uzwyczajnienie śmierci i ofiary, ba lanie krwi staje się wręcz historyczną koniecznością. Ponoć jest potrzebne narodowi do jego oczyszczania się i uzdrowienia moralnego. Tak jak gdyby tragedie niosły samoistne dobro, a ofiary były konieczne, więcej były pożądane. Bez daniny krwi rany zarastają blizną podłości, jakże to ukochana metafora literacka. Mistykiem krwi przelanej w narodowej sprawie jest ulubiony poeta PiS Jarosław Marek Rymkiewicz, a brak najwyższej ofiary powoduje, że rzecz staje się podejrzana i nieważna, jak. np. Okrągły Stół” (Janicki M., Władyka W., 2014).

Przykładem licytacji na temat patriotyzmu polskich elit jest tragedia smoleńska z 2010 r., która doprowadziła do głębokich podziałów polskiej elity politycznej i do kompromitacji części z nich. Kompromitacja polegała na lansowaniu absurdalnych przyczyn wypadku oraz absurdalnych obciążeń osób odpowiedzialnych za tragedię. Fobie antyrosyjskie, jakie przy tej tragedii prezentowali niektórzy liderzy życia politycznego w Polsce nie służyły wyjaśnianiu sprawy i przyczyniły się do pogorszenia stosunków z Rosją. Pojawiły się również poglądy, że Rosja próbuje poróżnić polskie elity polityczne. Pogląd taki wyraził m.in. prezes IPN Janusz Kurtyka przy okazji obchodów rocznicy katyńskiej.

Również kryzys ukraiński 2013-2014 został wykorzystany przez polskie elity polityczne do licytowania się, kto jest lepszym przyjacielem Ukrainy. Przedstawiciele polskich elit masowo jeździli na Ukrainę w pierwszych miesiącach protestów na Majdanie podsycając tam nastroje i nie oferując w zamian rozwiązania problemów. Polskie elity polityczne najostrzej atakowały Rosję i Putina za jej politykę wobec Ukrainy i na gremiach unijnych przedstawiciele rządu polskiego domagali się zastosowania najostrzejszych sankcji wobec Rosji, choć mieli świadomość, że Polskę najostrzej mogą dotknąć retorsje ze strony Rosji. To elity polskie i media polskie straszyły Polaków zagrożeniem bezpieczeństwa Polski i zimną wojną. „Witajcie w erze nowej zimnej wojny – pisała „Gazeta Wyborcza” w artykule p.t. Nowa Zimna Wojna zamieszczonym na eksponowanym miejscu na pierwszej stronie (Imielski R, 2014.). Również premier Donald Tusk niepotrzebnie straszył Polaków stwierdzeniem, że w wyniku napięć w stosunkach z Rosją, nie wiadomo czy dzieci polskie pójdą 1 października do szkoły. Świadczyć to może o braku realizmu polskich elit w ocenie sytuacji, gdy istnieją potencjalne zagrożenia.

Ulubioną cechą polskich elit jest przywiązanie do wybranych wydarzeń w historii Polski i lansowanie pojęcia „polityka historyczna”, które to pojęcie jest sprzeczne samo w sobie, ponieważ polityka jest skierowana na rozwiązywanie problemów dnia dzisiejszego tu i teraz oraz przygotowaniem społeczeństwa do sprostania problemów w najbliższej przyszłości. Tymczasem elity prawicowe w Polsce celebrują historyczne rocznice, powstania a nawet klęski. Zastanawiam się czy nie jest to wyraz słabości programowej, braku koncepcji rozwiązania problemów trapiących aktualnie społeczeństwo polskie poprzez odwracanie uwagi Polaków ku przeszłości. Poza tym kto jak kto, ale elity sprawujące władzę lub aspirujące do władzy powinny wiedzieć, że we współczesnym świecie toczy się ostra wielopłaszczyznowa rywalizacja, konkurencja i nie wygra wyścigu ten, kto wprawdzie posuwa się do przodu, ale z głową ciągle odwróconą do tyłu, ku przeszłości.

Pewne cechy polskich elit pozostały niezmienne, niezależnie od dziejów Polski. Jedną z nich jest mechanizm odwoływania się do przeszłości, do historii. Historia jest traktowana nie jako wiedza, ale jako instrument politycznego działania, co znajduje wyraz w lansowaniu pojęcia „polityka historyczna”. Polskie elity polityczne cechuje również nadmierny populizm, nieumiejętność ponad wąsko pojęte interesy partyjne, równocześnie nowy ustrój gospodarki wolnorynkowej wpłynął na rozwój takich cech polskich elit politycznych jak indywidualizm, wchodzenie w określone układy i znajomości, zdobywanie majątku i budowa własnych materialnych podstaw działalności. Są to cechy wykraczające poza elity polityczne i wymuszone systemem ustrojowym czyli kapitalizmem. Polskie elity polityczne są podzielone według różnych kryteriów ideologicznych, politycznych, personalnych. Cechuje je permanentna walka między ich strukturami. Przy tym oponenta traktuje się jak wroga, a z wrogiem nie rozmawia się, tylko walczy. Ze smutkiem stwierdzam, że polskie elity polityczne cechuje kłótliwość, egoistyczne rozumienie dobra wspólnego, niedocenianie roli kompromisu i współpracy w sprawnym funkcjonowaniu państwa. Stąd też mamy permanentny stan walki np. między PO i PiS. Ta sytuacja utrudnia zgodne, pragmatyczne rozwiązywanie problemów trapiących dziś Polaków.

Czy polskie elity polityczne są lustrzanym odbiciem społeczeństw polskiego? Popularne jest stwierdzenie, ze każde społeczeństwo ma władze na jakie zasługuje. Nie ulega wątpliwości, że są pewne cechy wspólne polskich elit politycznych i społeczeństwa polskiego np. podziały polityczne, nietolerancja, uprzedzenia, niechęć do kompromisów, nadmierne partyjniactwo itp. Równocześnie jednak polskie elity polityczne są lepiej wykształcone, lepiej sytuowane materialnie, mają większe obycie międzynarodowe aniżeli reszta statystycznego społeczeństwa.

Czy polskie elity polityczne różnią się od elit zachodnich demokracji? Zapewne różnią się długością funkcjonowania w systemie demokratycznym. Doświadczenia angielskich elit politycznych liczą sobie kilkaset lat. Obecne polskie elity polityczne są elitami pierwszej generacji i mają za sobą zaledwie ćwierć wieku doświadczeń. W zachodnich demokracjach wiodącą rolę w polityce odgrywają zawodowcy, w tym także prawnicy. Polskie elity polityczne to na ogół politycy-amatorzy mający za sobą doświadczenie zawodowe np. nauczyciele, lekarze, profesorowie, społecznicy itp. W parlamencie polskim dotkliwie odczuwa się np. brak prawników. W zachodnich demokracjach elity polityczne są bardziej stabilne. U nas obserwujemy większą rotację. Nie sprzyja to stabilności ani utrwalaniu się doświadczeń politycznych. „To właśnie ci ciężko pracujący posłowie kilku kadencji są solą każdego parlamentu” – mówi profesor Jacek Wasilewski w cytowanym wyżej artykule.

Polskie elity polityczne w porównaniu z elitami zachodnimi nie maja dobrego zaplecza ekspertyzowego, intelektualnego i zbyt rzadko nawet korzystają z tego co jest już dostępne. Za mało mamy w Polsce tzw. trustów mózgów jakie istnieją np. w Stanach Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii, we Francji czy w Niemczech. Ta sytuacja źle wpływa na jakość polskiej polityki na jakość decyzji rządowych.

Społeczeństwo polskie jak również profesjonaliści krytycznie wyrażają się o polskich elitach politycznych. „Biznesokracja i pozostałe elity – pisze Ewa Wilk – dostały ćwierć wieku temu niepowtarzalną szansę od historii. Na razie jednak polska klasa wyższa jest w istocie niewidzialna, nie pełni roli politycznej, nie ma siły wzorcowotwórczej, poza nielicznymi wyjątkami nie tworzy instytucji kulturalnych, akademickich, nawet charytatywnych, nie odgrywa żadnej widocznej roli w świecie organizacji pozarządowych, w Kościele, mediach. Jest jeszcze jedną grupą społeczną, jak inne, tyle że bogatą. Przez swą niewidzialność i nieobecność właściwie nie pełni roli elity. To klasa wsobna i osobna. Już może nie budzi jednoznacznie złych emocji, ale głównie chyba dlatego, że staje się społeczeństwu po prostu obojętna” (Wilk E. 2014).

Odpowiadając na pytanie „czy polskie elity są w stanie reprezentować polskie interesy” stwierdzam, że w zasadzie tak. Niestety, polskie elity nie jednakowo pojmują polski interes narodowy, co nie umacnia ani prestiżu Polski ani pozycji naszego kraju na arenie międzynarodowej. To o nas powiadają dowcip za granicą: co robi dwóch Polaków, gdy spotkają się na pustyni Sahara? Ano, zakładają trzy różne partie polityczne. Od siebie dodam, gdyby ta trzecia partia była rezultatem kompromisu, to byłby to optymistyczny i pozytywny dowcip.

— 

 

Bibliografia

  1. Afera podsłuchowa, „Wprost” nr 25, 22.06.2014
  2. Imielski Roman (2014), Nowa zimna Wojna, „Gazeta Wyborcza” 29-30.03.2014.
  3. Janicki Mariusz (2014), Władyka W., Honorowi krwiodawcy, „Polityka” 19-25.03.2014.
  4. Kozłowska Dominika (2011), Nie będzie innych elit. O polskiej klasie politycznej z profesorem Jackiem Wasilewskim, „Znak” nr 677.
  1. Król Marcin(2014), Dlaczego musimy się zmienić?, w: Gazeta Wyborcza 29-30.03.2014.
  2. Rybiński Krzysztof (2014), Kto umrze za Polskę, „Rzeczpospolita” 22-23.03.2014.
    7. Wilk Ewa (2014), Niewidzialna elita, „Polityka” 12-18.03.2014 r.
  3. Znamierowski Czesław (2001), Elita i demokracja w:Elita, ustrój, demokracja, Aletheia
    Warszawa.

 

Poprzedni artykułWojna obronna Polski 1939
Następny artykułEliminacje ME 2020: Kadra Polski zagra ze Słowenią i Austrią
Longin Pastusiak
Prof. dr hab. Longin Pastusiak - politolog, amerykanista. Ukończył studia na Wydziale Dziennikarskim Uniwersytetu Warszawskiego oraz na Wydziale Spraw Międzynarodowych University of Virginia w Stanach Zjednoczonych. W latach 1963-1993 pracował w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Od 1978 r. profesor nadzwyczajny, a od 1986 r. profesor zwyczajny. W latach 1994-2005 Profesor Uniwersytetu Gdańskiego. W latach 1985 -1988 Prezes Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych. Poseł Ziemi Gdańskiej w Sejmie I, II, III kadencji (1991-2001). Wiceprzewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP oraz przewodniczący stałych delegacji Sejmu i Senatu do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO oraz do Zgromadzenia Parlamentarnego Unii zachodnioeuropejskiej W latach 2002-2004 wiceprezydent Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. W latach 2001-2005 marszałek Senatu V kadencji. Profesor w Akademii Finansów oraz w Wyższej Szkole Zarządzania i Prawa w Warszawie. Obecnie jest profesorem w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, gdzie jest Dyrektorem Instytutu Spraw Społecznych i Stosunków Międzynarodowych. Prof. Longin Pastusiak wykładał na uczelniach polskich i zagranicznych. Doctor honoris causa uczelni polskich i zagranicznych. Prof. dr hab. Longin Pastusiak jest autorem ponad 700 publikacji naukowych w tym ponad 90 książek. W 2015 r ukazały się następujące książki prof. L. Pastusiaka: * Polacy w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych, Bellona, Warszawa 2015. * Prezydenci USA w anegdocie. Od Trumana do Obamy, Bellona, Warszawa 2015. * Prezydent dobrych intencji. Polityka zagraniczna Baracka Obamy, Oficyna Wydawnicza “Adam”, Warszawa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here