Czy zasadne jest dążenie do postępu ludzkości bez troski o rozwój kultury – rozmowa z prof. Marią Szyszkowską

2
fot. Jan Stępień

Karol: – No to zaczynamy ciąg dalszy naszych rozmów prowadzonych od jakiegoś czasu na łamach PD (wychodząc naprzeciw Czytelnikom, którzy proszą o ich kontynuację).

Pani Profesor, czy zauważasz dysproporcję między rozwojem kultury a rozwojem cywilizacji?

Maria: – Jakże trafne jest Twoje pytanie!

Dysproporcja między rozwojem kultury a jednym z jej składników, czyli cywilizacji,  stała się szczególnie wyraźna w XXI wieku, bo widać wyraźny upadek kultury i równolegle rozkwit cywilizacji.

 

Karol: – Jak to?

 

Maria: – Stało się to z tego powodu, że rządy poszczególnych państw nie szczędzą wydatków na wynalazki cywilizacyjne, które służą przede wszystkim celom wojennym.

Wojna bowiem jest źródłem szybkiego zysku.

To, co jest przestarzałe dla celów wojennych, oddaje się ludności cywilnej. Społeczeństwo ma więc telefony komórkowe czy na przykład Internet.  Rozwój kultury natomiast wymaga także środków finansowych, ale ich brakuje.

Co więcej, ubywa osób, które bezinteresownie oddawałyby się rozwojowi kultury, ponieważ nie ona, a dobra materialne stały się błędnie głównym celem wysiłków człowieka.

 

Karol: – Wyjaśnij zatem Mario naszym Czytelnikom, jaka jest różnica pomiędzy kulturą a cywilizacją? Wiele ludzi uważa bowiem te pojęcia za tożsame?

 

Maria: – Otóż kultura – to świat stwarzany przez człowieka, w przeciwieństwie do świata przyrody, który człowiek zastał.

Kultura powstaje dzięki twórczości gospodarczej, społecznej, politycznej, religijnej, literackiej, naukowej, artystycznej, prawnej oraz techniczno- elektronicznej.

Rezultatem  tego ostatniego, dziewiątego rodzaju  twórczości, jest właśnie cywilizacja.

 

Karol: – A jakieś przykłady na to?

 

Maria: – Przykładów upadku kultury w XXI wieku jest mnóstwo. Podkreślę szczególnie jeden.

Otóż językoznawcy  aprobują błędy językowe, o ile większość społeczeństwa je popełnia.

Nie protestują – o dziwo – wobec nieprzestrzegania ustawy o języku polskim! W rezultacie język – istotny składnik świata kultury – upada.

Zupełnie niepotrzebnie np. przeplatamy polskie słowa angielskimi.

Godzimy się na potworki językowe w rodzaju: ministra. Aprobujemy język uproszczony!

A pragnę podkreślić, że język wpływa na sposób myślenia i umożliwia porozumienie jednostek między sobą.

 

Karol: – Trudno się z tym nie zgodzić, ale jeśli czegoś mi w tej chwili brakuje (mam na myśli w naszym kraju), to strategii rozwoju kultury, programu mecenasowania kulturze przez państwo, także i przez mecenat prywatny, gospodarczy, samorządowy i jeszcze inny.

Maria: – Masz rację. Uwaga decydentów jest obecnie skoncentrowana przede wszystkim na zbrojeniach i możliwej przyszłej wojnie.

Kultura i troska o nią nie jest obecnie w naszym kraju przedmiotem szerszego zainteresowania.

Upada też edukacja i nie ma nawet protestów wobec tego faktu ze strony  środowisk akademickich oraz nauczycieli.

Karol: – Bo co?

Maria: – Gdyż zapanował powszechny lęk. Media i istniejące partie bardzo sugestywnie wywołują ten lęk przed wojną… której nie ma (choć toczy się – jak na Ukrainie – blisko naszych granic) I BARDZO NIEBEZPIECZNIE ZROBIŁO SIĘ W TEJ CHWILI NA BLISKIM WSCHODZIE!

Poza tym wartości materialne zaprzątają uwagę i w ogóle nie ma obecnie dyskusji światopoglądowych. Wyższe wartości stały się zatem nieobecne. Przykładem tego  były m.in. debaty kandydatów na urząd Prezydenta RP; z ich ust nie padło ani razu np. słowo KULTURA.

Karol: – Tak, sprawy rozwoju kultury nie były obecne w tej debacie!

Maria: – To smutne, bardzo smutne i nikt nie protestował przeciwko temu!

Karol: – Zaapelujmy zatem w tej sytuacji do nowego, niedawno wybranego prezydenta, jak i do rządu, aby w swoich działaniach mieli na uwadze rozwój kultury i jej upowszechnianie w naszym kraju.  

Szczególnie jest to apel do Pani Minister Kultury, aby w tej kwestii wystąpiła z istotnym projektem naprawy obecnego stanu rzeczy, tym bardziej, iż związki twórcze też milczą. Co się stało, pytam sam siebie, że brakuje w tej sferze niezbędnej aktywności?

Maria: – Gdyż moim zdaniem większość społeczeństwa poddała się presji mediów.

Nie słyszy się w audycjach o ideałach,  ani o potrzebie rozwoju własnej sfery uczuć i wrażliwości.

Co  więcej, wiele milionów Polaków zamyka się w swoich domach z telefonem komórkowym, Internetem i telewizją; pochłaniają ich obecnie szczególnie potrzeby biologiczne i materialne!

Karol: – To trafne stwierdzenie, że „wiele milionów Polaków zamyka się w swoich domach” i jest zajęta – jak powiedziałaś – „w wymiarze zabezpieczenia swoich potrzeb biologicznych i materialnych”, zapominając o istotnym dla każdego  uczestnictwie w kulturze.

Maria: – Tak, oczywiście.

Ponadto nadmiar codziennych sensacji w mediach (ale nie tylko to) sprawia, że uwaga większości nie skupia się na sprawach kultury i wynikających z niej ideałów.

Zresztą – zauważ Karolu – minęły czasy, kiedy w teatrach Warszawy wystawiano sztuki Sartre`a, Ibsena, Przybyszewskiego, Czechowa.

Ministrowie (przede wszystkim Edukacji i Kultury) mogliby przyspieszyć swoje działania i bardziej sprzyjać rozwojowi kultury wyższej, ponieważ brak takich działań rodzi niepokojące skutki.

Karol: – Nie jest to zarzut sformułowany zbyt ostro?

Maria: – Myślę, że nie!

Uczeni  nie protestują wobec wprowadzania od dawna absurdalnych pomysłów w rodzaju systemu punktowego. Zapewne lękają się utraty pracy. Podobnie wybitni twórcy kultury, którzy nie występują z protestami wobec nieprzekazywania odpowiednich środków na rozwój kultury w Polsce.

Na przykład Polski Oddział Stowarzyszenia Kultury Europejskiej nie otrzymuje już dotacji państwowych na swoją działalność. A przecież skupia intelektualistów i artystów mających szerzyć w społeczeństwie wartości wyższe, przede wszystkim pokój. To przecież warunek prawdziwej demokracji.

Karol: – Nie tylko demokracji, ale w ogóle sensu życia. A jakie Mario jest Twoim zdaniem wyjście z tego?

Maria: – Na pewno uporczywe szerzenie wiedzy o tym, że nie tylko na poziomie materialnym żyje człowiek. Obecny, królujący w naszym kraju neokapitalizm, stał się źródłem upadku kultury, w tym – upadku  prawidłowych relacji człowiek – człowiek.

Karol: – Mario, o upadku nie mówię (gdyż chyba nie jest jeszcze tak źle), ale o należnym traktowaniu przez władzę rozwoju życia kulturalnego w naszym kraju, wspierania twórców. Potrzebna jest na ten temat pilna debata społeczna, a może i Kongres Kultury z udziałem wszystkich zainteresowanych stron  (jaki miał już kiedyś być, ale nie doszedł do skutku), a po nim – debata sejmowa, zakończona stosownymi uchwałami, a nawet nową ustawą o kulturze.

Maria: – Nie można liczyć na to, że media nagle otworzą się na krytykę tego, co działo się w Polsce – w segmencie KULTURA – przez ostatnie trzydzieści lat. Te niekorzystne przemiany w kulturze zostały też – moim zdaniem – ugruntowane z powodu nadmiernego wpatrywania się w  Zachód.

Karol: – Jak to?

Maria: – Bowiem większość naszego społeczeństwa skupiła swoją uwagę na dążeniu do dobrobytu i kształtowaniu siebie zgodnie z modelem „nowoczesnego Europejczyka”.  A bogactwo kulturowe zawierające się w naszej narodowej i niezgłębionej tradycji narodowej kultury zostały zgubione.

Karol: – Zatem, czego obecnie brakuje Ci najbardziej w tzw. mecenacie państwowym, czyli w docenianiu roli twórców, nauki, wszystkich ludzi dobrej woli w podnoszeniu znaczenia kultury w rozwoju współczesnej Polski?  Jak – Twoim zdaniem –  zwiększyć obecnie możliwość powszechnego dostępu do kultury szerokich warstw naszego społeczeństwa, w tym szczególnie młodzieży? Ten dostęp musi być przede wszystkim tańszy, ceny biletów teatralnych, na koncerty, ba nawet do kin i muzeów – są obecnie bardzo wyśrubowane…

Maria: – Moim zdaniem, osoby rządzące państwem powinny być staranniej dobierane  niż obecnie, a obowiązkiem państwa powinno być szerzenie przy pomocy mediów i programów nauczania wartości kultury narodowej. Wpajanie każdemu człowiekowi, a szczególnie młodzieży, wartości wyższych, jakie niesie kultura.

Twórcy kultury wymagają mecenatu państwowego, ale wolnego od nacisków światopoglądowych.

Państwo wydaje np. zgodę na bryki, znosi obowiązek odrabiania lekcji, co przecież nie służy rozumieniu tego, że bez wartości kulturowych nie stajemy się w pełni człowiekiem.

Po odzyskaniu niepodległości w Polsce w 1918 roku młodzież była edukowana przez osoby niemające stosownych certyfikatów, ale nauczający mieli  poczucie pewnego posłannictwa, misji.

Karol: – Dobrze, że dąży się obecnie do przywrócenia rangi i znaczenia roli nauczycieli w społeczeństwie, m.in. przez podnoszenie ich płacy realnej.

Maria: – Samo podnoszenie  płac nie wystarcza.

Gdy czytam o Stowarzyszeniach Ziemianek i o Uniwersytetach Ludowych w Polsce międzywojennej, to bardzo pragnęłabym, by edukacja (na rozmaitym poziomie) była  w części kształtowana zgodnie  z tamtymi wzorami.

Przez dwa lata sprawowałam funkcję rektora w jednej z uczelni prywatnych i wtedy do programu obowiązkowych wykładów włączyłam teorie polskich wybitnych myślicieli, pedagogów i psychologów. A więc jest to wykonalne i stanowi przeciwwagę dla obserwowanego procesu amerykanizacji.

Mecenat państwowy – to za mało.

Karol: – Zatem, co ewentualnie powinno się jeszcze zrobić dla poprawienia sytuacji?

Maria: – Istotne znaczenie ma poziom świadomości tych, którzy kształtują świat kultury w Polsce.

Karol: – To bardzo jestem ciekaw, jak na Twoją koncepcję zareagują nasi Czytelnicy po ukazaniu się dzisiejszej rozmowy?

Ale nim ją zakończymy mam jeszcze jedno pytanie do Ciebie.

Maria: – Ciekawa jestem jakie?

Karol: – O Twój stosunek do Unii Europejskiej, której jesteśmy ważnym członkiem. O model polskiej kultury w warunkach integracji europejskiej, ale też obrony przed groźbą wspomnianej przez Ciebie „amerykanizacji” naszej kultury w dobie neokapitalizmu…   

Maria: – Twierdzę, że polska kultura o której mówimy, miałaby bardziej korzystne warunki dla swojego rozwoju w sytuacji, gdyby nie było naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej.

Karol: – No to Mario  mnie zaskoczyłaś! Jak to uzasadniasz?

Ja akurat myślę odwrotnie. Że nasze członkostwo w Unii potwierdza nasz związek z Zachodem, jego kulturą, że wyrastamy z tych samych korzeni. Tym bardziej, że Unia nie wtrąca się do „kultury” swych członków, przeciwnie wspiera RÓŻNORODNOŚĆ W JEDNOŚCI! Ale Ty broń swoich racji, nawet, gdybyśmy mieli w tej kwestii zupełnie odmienne zdanie; nie zmienia to mojego wielkiego szacunku dla Ciebie jako filozofa, humanisty i patriotki. Przedstaw zatem swoje racje w sprawie,  która mnie zaskoczyła!

Maria: – My, Karolu – posłuchaj uważnie – zawsze byliśmy jako Polacy nadmiernie zapatrzeni w Zachód, nad czym ubolewał też np. Juliusz Słowacki.

To zapatrzenie w Zachód spotęgowało się pod wpływem wejścia do Unii Europejskiej. Zaczęły funkcjonować pojęcia w rodzaju: nowoczesność i europejskość, które przyświecają części naszego społeczeństwa.

Karol: – A ja właśnie pozostaję gorącym zwolennikiem (jak był m.in. w XIX w. prof. Wojciech Bogumił Jastrzębowski, autor  pierwszego projektu „Konstytucji dla Europy”!

A jeśli chodzi o pisarzy, to nie znam takiego, który byłby przeciwny nowoczesności Polski poprzez „europejskość”! (Nie był nim także wspomniany przez Ciebie Słowacki)…

Maria: – To zapatrzenie Polaków na Zachód ma wielką moc odwracania uwagi od polskich korzeni narodowych. Te ostatnie wydają się (błędnie) dla wielu zaściankowe i przestarzałe. Interesujące, że tylko niewielka liczba Polaków zdaje sobie sprawę, że inspiracji dla rozwoju duchowego Polaków należy szukać na Dalekim Wschodzie.

Karol: – Znowu mnie Mario zaskoczyłaś, że korzenie naszej duchowości pochodzą z Dalekiego Wschodu.

Ale nim to uzasadnisz, odnieś się proszę najpierw do „amerykanizacji naszej kultury”.

Maria: – Kultura w Europie uległa amerykanizacji , bo filozofia zrodzona w Stanach Zjednoczonych jest bardzo prosta, dostępna dla każdego, a ponadto apeluje do naszych instynktów.

Otóż człowieczą naturę charakteryzuje chęć posiadania dóbr materialnych oraz chęć sprawowania władzy nad innymi!  Pragmatyzm amerykański to aprobuje, a pogląd ten przemówił do wielu. Jest nim nasycona kultura masowa o wielkiej sile oddziaływania.

Kultura w Europie do niedawna była elitarna, zwłaszcza polska kultura narodowa, ponieważ odwołuje się do ideałów, z istnienia których większość społeczeństwa nie zdaje sobie sprawy.

Karol: – Pozostawiam Twoje uzasadnienie bez komentarza! Liczę na to, że nasi Czytelnicy zabiorą głos w tej sprawie i opowiedzą się, po której są stronie (mojej, czy Twojej)? A my wróćmy tymczasem do poruszonej przez Ciebie kwestii, że „początków duchowości Polaków należy szukać na Dalekim Wschodzie, jakie są na to dowody?

Maria: – Karolu, nie zrozumiałeś mnie, bo niejasno wyraziłam mój pogląd. Nie chodzi mi o początki duchowości lecz o czasy dzisiejsze. Korzeniami kultury europejskiej jest filozofia starożytnej Grecji i zasady prawne sformułowane w starożytnym Rzymie. Chrześcijaństwo również mocno wpłynęło na kulturę Europy. Ale już w XIX wieku polscy filozofowie z niepokojem spoglądali na kraje Zachodu z powodu nadmiernego zaabsorbowania dobrami materialnymi. Misją Polaków miało być odrodzenie duchowe mieszkańców krajów zachodnich. To zmaterializowanie obecnie się spotęgowało i dlatego  wartości duchowych należy szukać w myśli Dalekiego Wschodu. Na przykład starsza od europejskiej kultura chińska kultywuje piękno, a w Europie ceni się to, co użyteczne. Na przykład Konfucjusz, którego filozofia wpływa na dzisiejsze Chiny, wskazuje (jako nadrzędne wartości) prawdę, honor i sprawiedliwość. Wiele można się nauczyć i rozwinąć duchowo, sięgając do kultur pozaeuropejskich. Nakaz samodoskonalenia wiąże się w tych kulturach z wyrabianiem głębokiego szacunku dla osób najstarszych w społeczeństwie. Podstawowy nakaz Konfucjusza brzmi: Nie czyń innym – czego dla siebie nie pragniesz.

Karol: – No to jeszcze jedno pytanie: dlaczego poglądy pacyfistyczne nie są zbyt popularne w Polsce, ale też w ogóle w wielu krajach na świecie?

Maria: – Człowieczą naturę  charakteryzują instynkty aspołeczne. Niezbędna jest edukacja i wychowanie, pozwalające rozwijać wrażliwość, uczuciowość i wyobraźnię. Niestety, edukuje się głównie sferę intelektualną. W rezultacie, w społeczeństwie jest tylko niewielka grupa osób, która potrafi postawić siebie w sytuacji drugiego człowieka, a te które to potrafią – są z reguły przeciwnikami wojen. Poglądy pacyfistyczne są głoszone np. przez Adwentystów Dnia Siódmego, Świadków Jehowy czy moje Stowarzyszenie Pacyfistyczne, które istnieje od kilkunastu lat, licząc zaledwie 33 osoby. Wmawia się społeczeństwom, że wojna jest zjawiskiem oczywistym. Tylko pierwotne chrześcijaństwo głosiło pacyfizm, a po wiekach – jedynie papież Franciszek odrzucił pogląd o tzw. słusznych wojnach.

Karol: – Mario, Pani Profesor szanowna, na tej odpowiedzi zakończymy naszą dzisiejszą rozmowę. Podkreślam „dzisiejszą”, gdyż w ogóle będzie kontynuowana, ponieważ pozostały nam jeszcze tematy (o które Czytelnicy w swoich mejlach mnie prosili), aby Ci je zadać; zatem, jeśli się zgadzasz, DZIĘKUJĄC ZA DZIŚ, pozostaję z ukłonem i wdzięcznością dla Ciebie za wszystkie nasze dotychczasowe rozmowy na łamach PD.

Maria: – Jestem Ci wdzięczna Karolu za nasze dyskusje, bo one nadają blask zwykłym dniom. Unoszą nas ponad poziom spraw codziennych.

Poprzedni artykułKsiążki, które mogą zainteresować…
Następny artykułMagnetyczny planer „Mapa świata na deskach” – styl i funkcjonalność w jednym
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

2 KOMENTARZE

  1. Bardzo ciekawa rozmowa. Przede wszystkim chciałbym poprzeć podejście prof. Szyszkowskiej do spraw kultury, która mimo powszechnej tendencji do internacjonalizacji, globalizacji i multikulturalizmu powinna zachować charakter narodowy. Przyłączam się także do postulatu Pani Profesor, by dbać o nasz język, zachwaszczany przez amerykanizmy i feminatywy. Teza, iż nasza kultura rozwijałaby się lepiej poza Unią Europejską, jest śmiała i na pewno spodoba się obrońcom tradycyjnych, konserwatywnych wartości. Amerykanizacja kultury i amerykański pragmatyzm, jak również wszechobecny materializm w znaczeniu powszechnego dążenia do bogacenia się i odwrócenie się od piękna są to niestety już zjawiska nieodwracalne.
    Cała rozmowa jest nieco przygnębiająca, pogłębia pesymizm czytelnika ceniącego wartości, które w dzisiejszych czasach, zwłaszcza w młodszych pokoleniach, tracą na znaczeniu.

Skomentuj Tomasz G. Pszczółkowski Anuluj odpowiedź

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj