W szacownym Przeglądzie Dziennikarskim już od dawna zamierzałem napisać o Jego dorobku i talencie. Teraz jest ku temu szczególna okazja, gdyż właśnie w warszawskiej galerii Robbit Holl Art Room trwa (do końca czerwca) najnowsza wystawa Jego obrazów. Wspaniałych, na ogół dużych rozmiarów, przed którymi stoi się długo, wpatrując w iskrzące w nich życie, postaci, fragmenty otaczającej natury (to coś znacznie więcej niż tylko przyrody).
Każdy może sam sobie interpretować te dzieła. Twórczość Andrzeja Fogtta zawsze zmuszała widza do aktywności, czaruje kolorami, wibracją materii, nie mającą nic wspólnego z realistycznym widzeniem świata. Ale też nie są to obrazy abstrakcyjne. Jest w nich „język ciała” i materia. Portrety i pejzaże, które tym razem wystawia, dają nam poczucie energii człowieka i natury. Również poczucie głębi i prawdy, nie tylko samej estetyki prezentowanej formy.
Dlaczego o tym Artyście chciałem napisać już dawno? Odpowiedź jest prosta: Fogtt należy do najwybitniejszych artystów malarzy współczesności.
Jest m.in. zdobywcą Grand Prix XII Współczesnego Malarstwa Polskiego (Szczecin 1984), a wcześniej – w 1976 – otrzymał wyróżnienie na XI Ogólnopolskiej Wystawie Młodych w Sopocie. Reprezentował Polskę na słynnym Biennale Sztuki w Wenecji ( 1984 ). Wielkim echem odbiły się jego wielkie, naprawdę WIELKIE wystawy indywidualne, m.in. w Zachęcie (w naszej Narodowej Galerii Sztuki), w Instytucie Polskim w Paryżu. Wystawiał też w Berlinie (w Galerii pod wieżą telewizyjną), w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, w galerii „Zapiecek”, na Zamku w Reszlu i w wielu, wielu innych miejscach w Polsce i na świecie.
Urodził się w Poznaniu (w 1950 r.), ale jak gdyby „od zawsze” mieszka i tworzy w Warszawie. Dyplom uzyskał w pracowni Zdzisława Kępińskiego i Magdaleny Abakanowicz.
Każdy jego obraz, bez względu na temat, jest orgią kolorów, albo czerni „bez dna”. Jest niezwykłą kompozycją przestrzeni, która poprzez sztukę chce „uwolnić” świat od złego. Dać człowiekowi „energię” spełnienia się, a ludziom powodzenie w realizacji ich człowieczeństwa.
Jako Artysta – Foggt jest wciąż „Młody”, niepokorny, zaskakuje pomysłami, nie dającymi się porównać do niczego, ani z nikim. Jest sam sobie „sterem, żeglarzem, okrętem”. Jego obrazy są zapisem jego własnej wyobraźni, jego własnej energii, którą przekazuje innym. Pięknie wydane są dwa albumy (Andrzej Fogtt), a ten który towarzyszy obecnej wystawie – nosi tytuł: „Tobie”. Można w nich prześledzić rozwój kariery Artysty i podziwiać zawarte w nim reprodukcje Jego twórczości.
Andrzej Fogtt zasłynął też przed laty projektem „Wieży pokoju”, który wciąż czeka na realizację. „Wieża” ze szkła (urządzona wewnątrz niezwykle funkcjonalnie) mogłaby stanąć np. nad Wisłą; symbolizować ideę współpracy narodów w służbie pokoju, z wykorzystaniem kultury i sztuki jako ponadpartyjnego porozumienia. Gorąco Artyście i sobie życzę spełnienia tego marzenia. Zachęcam PT Czytelników Przeglądu Dziennikarskiego do zapoznania się ze sztuką tego niezwykłego artysty malarza. Wiem, że na Pradze ma swoją pracownię, w której chętnie przyjmuje i rozmawia ze swymi fanami.










