Agresja Krzysztofa Kruszewskiego

0

Już w parę miesięcy po przejęciu przeze mnie dwutygodnika „Wychowanie”, drgnął mocno jego nakład. Z kilku tysięcy nakładu, szybko wzrósł do paru tysięcy. Potem stopniowo jak nowa redakcja czasopisma zaczęła się zajmować na szeroką skalę koniecznością i potrzebą rozwinięcia w polskich szkołach i uczelniach wychowania patriotycznego, zainteresowanie środowiska nauczycielskiego tym czasopismem systematycznie wzrastało. W ciągu krótkiego okresu czasu z kilkuset egzemplarzy bardziej rozdawanych wśród jego Czytelników niż przez nich prenumerowanych, nakład głównie rozpowszechniany przez prenumeratę wzrósł już do kilku kilkudziesięciu tysięcy. Potem systematycznie wzrastał. Przełom został dokonany po zmianie w Polsce I sekretarza KC PZPR w osobie Władysława Gomułki na Edwarda Gierka (1970r.), pełniącego wcześniej funkcję I sekretarza KW PZPR w Katowicach. Związane to było z faktem, że czasopismo „Wychowanie” z dwutygodnika stało się tygodnikiem i to pod nową nazwą „Oświata i Wychowanie”.( czyli dostało taką samą nazwę jak resort edukacji) Natomiast z organu Zarządu Głównego Towarzystwa Szkoły Świeckiej stało się głównym organem prasowym nowego pod względem nazwy resortu, to znaczy ministerstwa oświaty i wychowania. Było to też związane z powołaniem nowego ministra oświaty i wychowania, którym został dotychczasowy kurator miasta stołecznego Warszawy Jerzy Kuberski. W ten sposób ukształtowane zostało nowe czasopismo które stało się przedmiotem coraz większego zainteresowania nie tylko szerokiego kręgu nauczycieli, ale dużej liczby osób zainteresowanych przeobrażeniami nie tylko w polskiej szkole, ale też w całokształcie edukacji naszej ojczyzny a nawet zmian w obliczu ideowym naszej ojczyzny. Bowiem przed zmianą programową „Wychowania”, a potem kreacją go na „Oświatę i Wychowanie”, zwłaszcza w czasopismach społeczno – literackich, gdzie patriotyzm naszego narodu kojarzono bardziej z wykwitem polskiej głupoty, niż ważnym czynnikiem kreacji naszej narodowej pomyślności nowy tygodnik stał się świadectwem odchodzenia od dość powszechnych głupot w dziedzinie specyficznego przedstawiania rzekomych skutków polskiego patriotyzmu. Szeroko opisał to w swojej książce „Siedem polskich grzechów głównych” pułkownik Zbigniew Załuski, który w tej fazie rozwoju czasopisma stał się głównym jego orędownikiem i w dużej mierze poprzez swoją obecność na jego łamach poprzez swoje artykuły i wystąpienia na redakcyjnych konferencjach skutecznie przyczynił się do jego wzrostu nie tylko autorytetu, ale i jego nakładu. Do jakiego stopnia we wcześniejszym okresie doszło do swoistej deprecjacji polskiego patriotyzmu, może świadczyć fakt, że w popularnym polskim filmie opracowanym według scenariusza mojego przyjaciela Wojciech Żukrowskiego, ukazana została scena batalistyczna w ramach której polscy ułani w słynnej wojnie 1939 roku zaatakowali na koniach czołgi niemieckie, gdy takiego wydarzenia nie było w całej wojnie obronnej żołnierzy polskich w słynnym wrześniu 1939 roku. Ale to tylko ilustracja szerszego procesu świadomej i celowej deprecjacji polskiego patriotyzmu, które miało miejsce zwłaszcza w naszej ojczyźnie w latrach, w których rządził w Polsce Jakub Berman (1948 – 1956), po części w imię firmującego te rządy Bolesława Bieruta. Natomiast nie zostało skutecznie przezwyciężone po powrocie do władzy Gomułki w 1956 r. Czasopismo ”Wychowanie” i „Oświata i Wychowanie”, skutecznie przeciwstawiające się tej tradycji spotkało się z ostrą reprymendą ówczesnego redaktora naczelnego „Polityki” Mieczysława Rakowskiego, który w kolejnych tomach swych wspomnień nie omieszkał mnie nazywać „narodowym socjalistą” i wręcz członkiem NSDAP i przypisywać mi nacjonalizm charakterystyczny dla hitlerowców. W tej sytuacji jednak przeciwnicy ideowego oblicza nowego czasopisma nie podejmowali z nim polemiki, tylko starali się zohydzić jego oblicze innymi drogami czego przykład dał wspomniany Mieczysław Rakowski. Działo się to w przeciwieństwie do szerokich kręgów polskich nauczycieli i wielu innych osób, którzy byli coraz bardziej zainteresowani nowym na ówczesnym polskim rynku czasopismem, co znalazło wyraz w jego wzroście nakładu z paruset bardziej rozdawanych egzemplarzy niż sprzedawanych egzemplarzy, przez dojście przez do wielotysięcznego bo ,ponad 50 tysięcznego jego nakładu.

Ważną też cechą czasopisma „Oświata i Wychowanie” było to, że na jego łamach wyśmiewano wszystkie możliwe głupoty występujące w polskim i nie tylko polskim systemie oświatowo – wychowawczym. Specjalizował się w tym dr Władysław Grabski etatowy pracownik tej redakcji, który brał na warsztat różne nonsensy występujące w polskim i nie tylko polskim systemie oświatowo – wychowawczym. Był to prawdziwy satyr wręcz znęcający się na przykładach głupoty edukacyjnej niezależnie od tego gdzie one miały miejsce i kto je czynił. W pewnym momencie przyszedł do mnie jako redaktora naczelnego wspomniany kolega redakcyjny i pokazał mi niedużą książeczkę, w której doc. dr hab. Krzysztof Kruszewski z Uniwersytetu Warszawskiego zapowiadał prawdziwą rewolucję w amerykańskim i światowym szkolnictwie, w ramach którego nauczyciela miały zastąpić komputery. Autor amerykański wspomnianej broszury zapowiadał w ten sposób prawdziwą rewolucję w amerykańskim, a potem ogólnoświatowym szkolnictwie ówczesnej epoki. Od początku podzielałem pogląd dr Władysława Grabskiego na temat nonsensowności takiego poglądu, który lansowała wspomniana broszura i jej polski propagator w postaci doc. dr. hab Krzysztofa Kruszewskiego, skąd inąd czołowego pracownika Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego i zarazem sekretarza propagandy Komitetu Warszawskiego PZPR. Dr Władysław Grabski dostał ode mnie dyspensę na napisanie zjadliwego artykułu na ten temat i powstała jego pióra zjadliwa polemika z niefortunnym propagatorem głupawych amerykańskich nowości pedagogicznych. Dostaliśmy niedługo potem kilkanaście listów nauczycieli na temat tej publikacji Władysława Grabskiego z wielką pochwałą jego krytyki nieudacznych i szkodliwych amerykańskich pomysłów edukacyjnych. Innymi słowy, szybko odnotowaliśmy kolejny redakcyjny sukces i pozostaliśmy w błogim zadowoleniu z jego realizacji.

Tymczasem w kilkanaście dni po tej publikacji w „Oświacie i Wychowaniu” niespodziewanie zadzwonił do mnie ówczesny doc. dr hab. Stefan Opara i poprosił o spotkanie. Proponował przy tym abyśmy się spotkali nie w gmachu KC PZPR, gdzie pełnił on funkcję zastępcy kierownika Wydziału Pracy Ideowo – Wychowawczej KC PZPR, którego funkcje kierownika sprawował Wiesław Klimczak. Rzeczywiście po tym telefonie, na drugi dzień spotkaliśmy się na Placu Trzech Krzyży, czyli niedaleko gmachu KC PZPR w małej ówczesnej kawiarence. Po wypiciu kawy i kieliszka koniaku, mój rozmówca wyjął z teczki maszynopisu, który zawierał specyficzną opinię świeżo przeze mnie wydanej książki przez Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej „Socjalistyczna strategia wychowawcza”. W miarę czytania tej notatki, zdumienie moje wzrastało. Wspomniany Krzysztof Kruszewski od niedawna kierownik Sektora Analiz Wydziału Pracy Ideowo – Wychowawczej KC PZPR, napisał w tej notatce, że wykrył drogą analizy naukowej ukrytego wroga nie tylko ustroju socjalistycznego w Polsce, ale ówczesnego ustroju socjalistycznego w też istniejącego w pozostałych krajach łącznie z ZSRR. Ze wspomnianej książki powycinał różne fragmenty, w której faktycznie krytycznie oceniałem liczne dotychczasowe doświadczenia budownictwa socjalistycznego zarówno w ZSRR, PRL, jak i innych krajach socjalistycznych , zarazem stwierdzając, że były one po części nieuniknionym rezultatem konieczności odrabiania industrialnego zacofania zarówno na radzieckiej, jak i polskiej i wszelakiej innej ziemi, stwierdzając zarazem, że przejście od forsownej industrializacji krajów ( odrabiając ich historyczne zacofanie) do realizacji zadań rewolucji naukowo – technicznej, stwarzało tym krajom możliwość rzeczywistej kreacji nowego ustroju i to kreacji korzystnej na wspomnianych ziemiach, na których dotąd nie zawsze udanie budowana była alternatywa wobec kapitalistycznego ustroju. Wspomniany polski uczony pracujący zarówno w UW na jego Wydziale Pedagogicznym, jak we wspomnianym wydziale KC PZPR, zręcznie nożyczkami powycinał wszystkie krytyczne moje opinie na temat socjalizmu zawarte w mojej książce, aby ostatecznie skonkludować, że w naszej ojczyźnie działa wróg socjalistycznego ustroju, któremu szybko trzeba z rąk wyrwać wykorzystywane przez niego czasopismo, do wrogiej działalności wobec socjalizmu w Polsce ale i na całym świecie. Przy tym nie należy tylko zabrać z rąk tego spiskowca antysocjalistycznego lekkomyślnie powierzonego mu czasopisma ale ponadto należy wyrzucić go z PZPR i zabrać mu jakiekolwiek możliwości działalności politycznej, które wykorzystuje on do prób obalenia ustroju socjalistycznego nie tylko w Polsce ale też w ZSRR, ale w wielu innych ówczesnych krajach.

W miarę czytania przedstawionej mi notatki, wzrastało moje zdumienie, że w ogóle mógł powstać taki dokument z zapytaniem mojego rozmówcy, jak się odniósł do tego dokumentu wymieniony przedtem towarzysz Wiesław Klimczak, ówczesny kierownik Pracy Ideowo – Wychowawczej KC PZPR i absolwent Wydziału Filozoficznego UW. Zdumienie moje jeszcze się zwiększyło kiedy się dowiedziałem, że wraz z pismem przewodnim nie odnoszącym się do zawartości notatki, została ona na polecenie Wiesława Klimczaka dostarczona do wszystkich członków Biura Politycznego i Sekretariatu KC PZPR. Wspomniany zastępca kierownika wydziału KC PZPR Stefan Opara powiedział, że przekazuje mi tę notatkę poufnie i prosi, aby się nie powoływać na to skąd ją dostałem, ani tym bardziej na to, że on się z jej treścią całkowicie nie zgadza. W tej ciężkiej sytuacji wypiliśmy jeszcze po jednym koniaku i po włożeniu notatki do mojej podręcznej teczki pożegnałem się z moim rozmówcą i pięknym Nowym Światem, ulubioną z resztą moją ulicą, udałem do Krakowskiego Przedmieścia, gdzie mieścił się gmach, w którym znajdował się Główny Zarząd Polityczny Wojska Polskiego, którym ówcześnie kierował generał Wojciech Jaruzelski, a jego zastępcą był mój przyjaciel generał Norbert Michta. Zadzwoniłem z portierni do generała Norberta Michty i prosiłem o możliwość odwiedzenia go. Byliśmy obaj już wtedy w wieloletniej przyjaźni i wspomniany generał kazał wystawić mi odpowiednią przepustkę i przyjął mnie bardzo serdecznie w swoim gabinecie. Bardzo mu natomiast zrzedła natomiast mina, kiedy przeczytał przedstawioną mu tajną notatkę pióra Krzysztofa Kruszewskiego. Zapytał co zamierzam w związku z tym zrobić? Ja odpowiedziałem, że przede wszystkim chcę z nią zapoznać generała Wojciecha Jaruzelskiego z tej racji, iż wspomniana książka, która została przez K. Kruszewskiego uznana za dynamit włożony pod ustrój PRL, wydała została przez Wydawnictwo Ministeria Obrony Narodowej, czyli instytucji bezpośrednio podległej Głównemu Zarządowi Wojska Polskiego, zarządzanego wtedy przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego i gen. Norberta Michtę. Aby już było całkowicie wesoło, poinformowałem rozmówców, że redaktorem wydawniczym w tej książki , była żona ówczesnego kierownika Wydziału Nauki i Oświaty ówczesnego KC PZPR prof. dr. hab. Eugeniusza Duraczyńskiego. Żartując z Michtą stwierdziłem, że wynika z tego, iż pod moim kierownictwem spisek antysocjalistyczny w naszym kraju zatoczył szeroki krąg i wciągnąłem do niego nie byle jakie figury. Norbert Michta zażartował, że on jest w tym spisku trochę wyłączony na siłę, bowiem w Głównym Zarządzie Politycznym WP nie podlegają mu wydawnictwa, a wyłącznie jego szefowi. Natomiast szybko przerwaliśmy te żarty zawiadomieni przez sekretarkę Wojciecha Jaruzelskie, że Pan Generał już czeka na nas.

Warto przypomnieć w tym miejscu, że gen. Wojciecha Jaruzelskiego poznałem w domu mego kuzyna pułkownika Jana Wiśniewskiego(ówcześnie szefa Informacji Warszawskiego Okręgu Wojskowego) na różnych przyjęciach wydawanych w przeróżnych okazach, gdzie w jednym z pokoi gromadzili się wojskowi pod kierownictwem Grzegorza Korczyńskiego, ówczesnego szefa wywiadu wojskowego. Jako wojskowy najniższy rangą w tym gronie (kapral podchorąży), byłem przez panów generałów używany do rozmaitych czynności pomocniczych w postaci doniesienia alkoholu, czy odpowiednich produktów z innych pokoi mieszkania Wiśniewskich. Na spotkaniach tych poznałem młodego gen. Jaruzelskiego oraz jego świeżo poślubioną żonę), a potem miałem go okazję jeszcze raz oficjalnie poznać na ćwiczeniach Paktu Warszawskiego w Szczecinie oraz w czasie jego kandydowania pierwszy raz na posła RP w województwie szczecińskim. Zatem można powiedzieć, że byliśmy dobrymi znajomymi. Dlatego zostałem wtedy przyjęty serdecznie, na co składało się też gorąca rekomendacja mojej osoby przez gen. Norberta Michtę. Natomiast po wręczeniu generałowi Jaruzelskiemu wspomnianej notatki, nie można powiedzieć, aby nasze rozbawione miny były dalej kontynuowane. Gen. Wojciech Jaruzelski stwierdził, że przyniosłem mu niebywały dokument. Zapytał, co zamierzam zrobić z nim w dalszym ciągu. Odpowiedziałem, że zamierzam go zanieść do sekretarza i członka Biura Politycznego PZPR Franciszka Szlachcica, z którym byłem wcześniej umówiony nie wiedząc, że będę mu przekazywał tego rodzaju niebywały „pasztet”. Gen. Wojciech Jaruzelski zgodził się z moją nazwą tego dokumentu i jeszcze raz po dokładnym przeczytaniu go, prosił o przekazanie go ówczesnemu partyjnemu zwierzchnikowi bezpieczeństwa i sił zbrojnych PRL w osobie Franciszka Szlachcica z przytoczeniem jego opinii stwierdzającej, że to jest niewątpliwie prowokacja. Następnie wypiliśmy kawę i pożegnałem się z generałami szybko udając się Nowym Światem na umówione spotkanie ze wspomnianym F. Szlachcicem. Ówcześnie raz w tygodniu byłem zapraszany przez F. Szlachcica na konsultacje naukowo – oświatowe, w której objaśniałem mu sytuację istniejącą w polskiej nauce i oświacie, która była przedmiotem jego żywych zainteresowań. Natomiast tym razem w naszej rozmowie okazało się, że F. Szlachic już dostał ale jeszcze raz przeczytał uważnie dokument Krzysztofa Kruszewskiego i uznał, że jest on niegodny najdrobniejszej uwagi. Mnie natomiast interesowało jak to się mogło stać, że taki dokument nie tylko powstał, ale przez odpowiedniego kierownika wydziału KC PZPR, został rozesłany do wszystkich członków biura i sekretariatu KC PZPR. Po tych dwóch rozmowach udałem się w stronę własnej redakcji, która mieściła się na ulicy Wiejskiej w gmachu wydawnictwa „Czytelnik”.

Natomiast w sąsiednim budynku mieścił się tygodnik „Kultura” ówczesne najważniejsze czasopismo społeczno- kulturalne PRL. Jego naczelnym redaktorem był Janusz Wilhelmi, prywatnie mój bardzo dobry znajomy. Natomiast jego zastępcą był Roman Bratny, autor znanej kilku tomowej powieści „Kolumbowie”, czołowy ówczesny literat, a zarazem zastępca redaktora naczelnego wspomnianego tygodnika. Też dobrze mi znany Opowiedziałem im o mojej dziwnej przygodzie, dając zarazem do przeczytania wspomniany paszkwil. Po przeczytaniu go obaj byli nim zbulwersowani, że pracownik KC PZPR mógł wysmażyć taki paszkwil, a kierownik wydziału tej instytucji go rozpowszechnić w kierownictwie partii. Po krótkiej naradzie obaj redaktorzy postanowili, że na łamach tygodnika „Kultura” ukaże się pozytywna recenzja mojego dzieła i zastanawialiśmy się razem , kto ją może odpowiedzialnie napisać. Osobiście uważałem, że najlepszym autorem będzie prof. dr hab. Bogdan Suchodolski, który niedawno otrzymał tytuł UNESCO jednego ze najwybitniejszych nauczycieli wszech czasów i wszech krajów. Dałem jego telefon Romkowi Bratnemu i spokojnie poszedłem do swej redakcji. Tam zaadresowaliśmy kilkanaście kopert zawierających moje pismo przewodnie i wspomniane „dzieło” K. Kruszewskiego. Tą drogą rozpowszechniłem paszkwil na własny temat. Muszę też poinformować, że na rozdzielniku wspomnianej przesyłki znalazła się też Maria Powarkowa, kierownik Katedry Filozofii Marksistowskiej Wyższej Szkoły Teatralnej w Moskwie, a zarazem żony kierownika Biura Studiów centrali KGB w Moskwie, która była od wielu lat wybitnym entuzjastą mojej naukowej twórczości. Rzeczywiście w niedługim czasie na łamach czasopisma „Kultura” ukazała się recenzja mojej wspomnianej książki (1). Obok profesora Bogdana Suchodolskiego pozytywna artykuły na temat wspomnianej książki opublikowali też liczni inni wybitni uczeni tacy jak: prof. dr hab. Tadeusz Jaroszewski, prof. dr hab. Halina Maślińska, prof. dr hab. Janusz Kuczyński, ale też w czasopiśmie „Ideologia i Polityka” organie prasowym Wydziału Pracy Ideowo Wychowawczej KC PZPR ukazał artykuł wspomnianego wcześniej K. Kruszewskiego, z którego artykułu wyparowały wszelkie zarzuty dotyczące anty socjalistycznego charakteru mojej publikacji. Natomiast w ostatnim akapicie swojej recenzji autor napisał: „Podsumowując recenzowana książka jest pod każdym względem zaprzeczeniem słusznych intencji autora, zawinionym – jak sądzę- z nazbyt lekkim, niepogłębionym potraktowaniem wszystkich trzech warstw książki: ideologiczno – propagandowej, pedagogicznej oraz warsztatu naukowo – pisarskiego” (2). Natomiast o zarzutach, że książka jest bombą podłożoną pod ustrój socjalistyczny w Polsce, co szeroko rozwinięte było we wspomnianej notatce w jego recenzji, drukowanej w „Ideologii i Polityce”, było całkowicie głucho. Z kolei wspomniana Powarkowa opublikowała w „Waprosach filozofii”, będącego obok gazety „Prawda” i w czasopiśmie „Komunist” ówcześnie oficjalnym oraz teoretycznym organem KC KPZR, pozytywną recenzję ze wspomnianej mojej książki. Podobnie jak dr Ewa Rumańczyk opublikowała w oficjalnym organie rosyjskiego ministerstwa oświaty „Narodnoje Obrazowanie” obszerny artykuł na temat tej książeczki z jej super pozytywną opinię.

 

Zamęt wywołany wspomnianą notatką K. Kruszewskiego dotyczącą mojej książki „Socjalistyczna strategia wychowawcza”, szybko minął. Natomiast w uznaniu jego wielkich zasług dla polskiej oświaty, w niedługim czasie po napisaniu i upowszechnieniu tej specyficznej notatki mającej służyć wykrywaniu wroga PRL, jej autor został mianowany ministrem oświaty i wychowania PRL. Do jego niewątpliwych zasług w służbie PRL wliczyć można nie tylko wspomnianą notatkę, ale organizowanie przez niego jako sekretarza Komitety Warszawskiego PZPR bojówek, które rozganiały i biły uczestników kursów naukowych , które KOR organizował w Warszawie i innych miastach polskich.

Jest to fragment pamiętnika, który ukaże się w odrębnej książce w całości poświęconej pracy i życiu prof. dr hab. h. c. czołowej uczelni ukraińskiej (nadanego w roku 2021) Wojciecha Pomykało

Przypisy:

  1. Bogdan Suchodolski „Ideologia i strategia wychowawca” (w) „Kultura nr 3”, 1972 rok. Jednocześnie artykuł ten przedrukowałem w swoim pierwszym pamiętniku „Pod górkę. Pamiętnik i refleksje naukowe z lat 1945 – 2012”. Wydawnictwo Fundacja Innowacja, Warszawa 2012 r.str517-518.

2.Krzysztof Kruszewski „Socjalistyczna strategia wychowania – problem niezwykle ważny” (w) „Ideologia i Polityka nr 1/ 1974”, przedrukowana (w) Wojciech Pomykało „Pod górkę. Pamiętnik i refleksje naukowe z lat 1945 -2012, Wydawnictwo Fundacja Innowacja, Warszawa 2012 r.srt.519-520

 

Poprzedni artykułKosmetyki z retinolem – jakie dają efekty i kiedy je stosować?
Następny artykułJosef Kröger, niemiecki ksiądz katolicki z propolskim sercem
Prof. dr hab. Wojciech Pomykało - pedagog, doktor habilitowany nauk społecznych w zakresie pedagogiki, nauczyciel akademicki Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie, specjalista w zakresie teorii wychowania. Specjalizuje się m.in. w antropologiczno-filozoficznych podstawach edukacji oraz interdyscyplinarnych studiach dotyczących kształtowania osobowości człowieka XXI wieku. Od kilkudziesięciu lat zajmuje się problematyką teorii wychowania ze szczególnym uwzględnieniem kreacji wizji człowieka, a zwłaszcza Polki i Polaka nadchodzących czasów. W wieku 19 lat zdał z pierwszą lokatą egzamin konkursowy na asystenta prof. Adama Schaffa ( ówczesnego czołowego polskiego filozofa) i podjął pracę w jego Katedrze. W 1972 roku ukończył studia na Akademii Nauk Społecznych w Warszawie. W 1976 uzyskał w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie stopień naukowy doktora. Jego praca doktorska była poświęcona determinantom kształtowania osobowości Polaka obecnych i nadchodących czasów. W latach 1961–1989 redaktor naczelny tygodnika „Oświata i Wychowanie”. Autor jedynej w Polsce po II wojnie światowej Encyklopedii Pedagogicznej, sprzedanej w nakładzie 150 tys. egzemplarzy. W latach 1996-2010 prof. W. Pomykało kierował stworzoną przez siebie Wyższą Szkoła Społeczno-Ekonomiczną w Warszawie. Od 2012 roku jest członkiem Komitetu Naukowego corocznej międzynarodowej konferencji prawników i innych przedstawicieli nauk społecznych, organizowanych w Sejmie RP przez Uniwersytet im. Jana Kochanowskiego w Kielcach poświęconych interdyscyplinarnie traktowanym prawom człowieka. Dnia 19 lutego 2021 r. w przeddzień 90 rocznicy urodzin, otrzymał od czołowego uniwersytetu w Kijowie „Ukraina” tytuł „Honoris Causa”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj