A jednak nie obejdzie się bez Bronisławy Wilimowskiej… Autobiografia Karola Czejarka, cz. XXXII

1

Mimo, że piszę oddzielną książkę o Artystce, utrwalę Bronię Wilimowską także w swojej autobiografii.

(Choć gryzie mnie sumienie, że dotąd wśród osób bardzo ze mną i z moją rodziną związanych przyjacielskimi więzami, nie znaleźli się: Eugeniusz Eibisch, Tadeusz Kulis-Kulisiewicz, Krystyna Kofta (germanistka), Lucjan Kydryński (oczywiście z Haliną Kunicką), Henryk Albin Tomaszewski (fantastyczny rzeźbiarz w szkle), Zbigniew Lengren, Jan Koprowski, jego syn – Szymon (także pisarz i do tego znakomity rysownik) i jego żona Wiesława, również art. malarka, a ponadto: Michał Sprusiński, Adam Koseski, Tomasz G. Pszczółkowski, Ania Warakomska, Elżbieta Zawadzka, Norbert Honsza, Paweł Rogaliński, Tunia Gajewska, Tadeusz Gadzina, Bogdan Gustowski, Zbigniew Kosiorowski, Iza i Janek Chruślińscy, Huberowie, Okoniowie, Bogutynowie, Żukowscy i… mógłbym tak długo jeszcze wymieniać. Wybaczcie mi Przyjaciele (wyżej wymienieni, a jednocześnie w biografii niewymienieni).

Dzisiejszy odcinek będzie jednak wyłącznie o BRONISŁAWIE WILIMOWSKIEJ-SZLEKYS.

Bowiem długo trwała – bo od roku 1981 – nasza nieprzerwana serdeczna przyjaźń, a nawet zażyłość rodzinna, aby nie wspomnieć o tym w sposób wyjątkowy i wyróżniający.

Bronia także w sprawach zawodowych, dotyczących rozwoju i upowszechniania plastyki, była dla mnie przez lata niezastąpioną doradczynią, przekazując mi swoje doświadczenie z pozycji działaczki ZPAP (Związku Polskich Artystów Plastyków, którego w pewnym okresie była wiceprzewodniczącą Zarządu Głównego).

Zaraz po wojnie pracowała w Ministerstwie Kultury, zajmując się m.in. odzyskiwaniem zrabowanych Polsce w latach 1939-1945 przez okupantów dzieł sztuki.

Była w każdym razie niezastąpiona w kreśleniu wizji tworzenia (szczególnie w latach 80. ub. wieku) „rynku” sztuk plastycznych w Polsce. Inspirowała do organizowania targów sztuki, rozwijania prywatnych galerii, domagała się zwiększenia dewiz na zakup farb i sprzętu niezbędnego malarzom, grafikom, rzeźbiarzom.

Dzięki Niej ukształtowała się moja wiedza o Powstaniu Warszawskim i znaczeniu Armii Krajowej, której była członkiem.

Ale przede wszystkim… rozszerzyła moje spojrzenie na plastykę, w tym szczególnie na docenienie w rozwoju kultury wzornictwa przemysłowego i estetycznego zagospodarowywania tzw. przestrzeni publicznej, nie zaniedbując oczywiście rozwoju tzw. sztuki czystej, czyli: malarstwa, rzeźby i grafiki. I za to – do dziś jestem Jej bardzo wdzięczny.

Jednak przede wszystkim była Bronia (bo tak z żoną do Niej przez lata zwracaliśmy się) WIELKĄ ARTYSTKĄ i jednocześnie godną naśladowania SPOŁECZNICĄ!

Była przyjacielem nie tylko moim, ale – co jeszcze raz podkreślę – całej mojej rodziny: żony, dzieci i nawet tej mieszkającej w Niemczech, czyli również mojej siostry z jej mężem i matki.

(Gdy bywali u nas w odwiedzinach w Warszawie – obowiązkowo odwiedzali Bronię w Jej pracowni na Starym Mieście, stając się podobnie jak my, fanami i propagatorami w Niemczech Jej sztuki)!

Dla Broni WSZYSTKO było malarstwem!

Zwłaszcza – tematyka wojskowa i patriotyczna, ale też inna:

cudownie malowała kwiaty,

pejzaż polski,

wspaniałe wyłaniały się spod Jej pędzla portrety zasłużonych ludzi.

„Portretowała” przez lata Warszawę, jej odradzanie się po totalnym zniszczeniu, jakiego dokonali Niemcy, zwłaszcza po Powstaniu Warszawskim.

Do wyróżniania w swojej twórczości „wojska”, miała bardzo osobiste, intymne i bolesne powody.

Jej pierwszym, nad „życie ukochanym” mężem, był bowiem – poległy w obronie kraju w pierwszych dniach września 1939 roku – pułkownik (wtedy jeszcze podpułkownik) STANISŁAW WILIMOWSKI.

Stąd Jej szczególna pasja i oddanie się w swojej twórczości losom naszej współczesnej historii Polski – od… wrześniowej klęski – do… majowego zwycięstwa nad faszystowskimi Niemcami. I dlatego Jej liczne prace malarskie poświęcone są dziejom walki, wyzwoleniu i powojennej odbudowie Polski.

Zaczęła od niemal wiernego przedstawienia odbudowy Zamku Królewskiego, Starego Miasta, budowy Wisłostrady, nowych osiedli, aż …do ukazania w swej sztuce bardzo subiektywnych stanów emocjonalnych, wyrażanych w licznie stworzonych lirycznych portretach bohaterów narodowych, także pisarzy, kompozytorów, a przede wszystkim bezimiennych bohaterów dnia codziennego i żołnierzy, którzy walczyli o Polskę, zarówno …tych ze Wschodu, jak i z frontów zachodnich!

Po raz pierwszy Bronisława Wilimowska (wówczas jeszcze jako Brony Stach) zaprezentowała się publicznie (jako dziecko) – dwoma gwaszami: pełną życia i ruchu gromadką dzieci ślizgających się na śniegu oraz portretem dziewczynki biegnącej za polskim sztandarem, co miało miejsce w roku 1921 – w paryskim Salonie des Artistes Independants.

Pierwsza Jej wystawa indywidualna w Polsce ma miejsce w Warszawie, w Salonie Garlińskiego w roku 1937, zaś pierwsza Jej ekspozycja po wojnie odbyła się już w 1946 r. w

Domu Kultury w Lublińcu, niewielkim miasteczku (niedaleko Częstochowy), na którego cmentarzu znajduje się mogiła płk Stanisława Wilimowskiego.

Pierwsza po wojnie wystawa Artystki w Warszawie ma miejsce w Muzeum Narodowym w 1947 roku, na której zaprezentowała m.in. pejzaż polskich Ziem Odzyskanych.

A po niej rozsypał się już istny „worek” przeróżnych Jej prezentacji nie tylko w Polsce, ale i zagranicą (m.in. w Berlinie, Rzymie, Madrycie, Moskwie, Kopenhadze, USA).

Niezapomnianą pozostaje dla mnie Jej wielka wystawa (nazwana wtedy „JUBILEUSZOWĄ”), która miała miejsce w 1983 r. w naszej do dziś najważniejszej Galerii Narodowej „Zachęta”.

Artystka zaprezentowała na niej ponad 120 swoich prac, m.in. z cykli tematycznych: „Z pól bitewnych 1939-1945”, „Warszawa”, „Współczesny pejzaż polski”, „Podróże”, „Portrety”, „Kwiaty” (które malowała, jak nikt inny). Każdy Jej obraz był wydarzeniem.

W sumie Artystka brała udział w blisko 300 wystawach zbiorowych i miała ponad

30 wystaw indywidualnych.

A mimo to, pewnego dnia powiedziała mi: „od najmłodszych lat mam uczucie, że na wszystko, co mamy w życiu do zrobienia, jest wciąż za mało czasu…”

Trochę zdziwiony i zaskoczony tym wyznaniem zapytałem, dlaczego?

„Bo życie mija tak szybko. Dlatego ciągle się spieszę, aby zdążyć ze wszystkim, co sobie zaplanowałam ”!

Pozostawiam tę wypowiedź bez komentarza, ale też dodam, że Bronia była wyjątkowo ZACHŁANNA NA PRACĘ.

Zmarła w Rzymie w 2004 roku.

Jej prochy zostały przez Rodzinę, przede wszystkim Jej ukochaną siostrę Alusię, bratanicę Tunię (Gajewską) i Jej męża Tadeusza (Gadzinę), sprowadzone do Polski i złożone na warszawskich wojskowych Powązkach, w kwaterze powstańczej Zgrupowania „Kryska” (w której to formacji wojskowej Bronia była aktywną uczestniczką Powstania Warszawskiego).

Wystawiała swoje obrazy nie tylko w Warszawie i w wielu stolicach innych państw, ale również w… zakładach pracy, domach kultury, jednostkach wojskowych, w klubach międzynarodowej prasy i książki, słowem – w dziesiątkach mniejszych miast, a nawet gmin w całej Polsce.

Brała też udział we wszystkich – a takich artystów nie jest za wiele – znaczących imprezach plastycznych, organizowanych przez dziesięciolecia w naszym kraju: m.in. Festiwalu Współczesnego Malarstwa Polskiego, w corocznych (przed laty) wystawach prac malarzy realistów, w Festiwalach Sztuk Pięknych, w wystawach organizowanych przez wojsko.

Reprezentowała też wielokrotnie nasz kraj w wystawach sztuki współczesnej za granicą.

W powstającej o Artystce książce znajdzie się wiele dalszych szczegółów z jej twórczego, ale i prywatnego – niezwykłego – życia, m.in., że Jej matka Stano Gai – była również znaną artystką malarką. Pierwszy mąż Broni był wysokiej rangi przedwojennym oficerem. Drugi –

Olgierd Szlekys – architektem wnętrz, twórcą znakomitych mebli (dla budowanych swego czasu małych mieszkań), projektantem wnętrz gmachów użyteczności publicznej, ale był też znakomitym akwarelistą i rysownikiem (o którym prof. Irena Huml – znakomita znawczyni sztuki – napisała interesującą książkę).

Dziadek Broni był uczonym i profesorem Akademii.

Jej bratanica Elżbieta (Tunia) Gajewska i Jej mąż Tadeusz Gadzina są profesorami zwyczajnymi UMFC.

(Tadeusz Gadzina jest nadto współzałożycielem Kwartetu Wilanowskiego, a Tunia znaną, o ponadkrajowej sławie – wybitną flecistką).

Bronia urodziła się w Sankt Petersburgu w 1906 roku, ale od roku 1909 – mieszkała w Warszawie (z przerwami na pobyt we Francji i Włoszech). Wspominam o tym dlatego, iż od tamtej pory do Petersburga już nie wróciła.

Jej matka Tatiana Stanisława – Manassein Tarchan Mouravi – była córką księcia Iwana Ramazowicza Tarchana Mouraviego (wywodzącego się z zasłużonego dla Gruzji rodu książęcego), który był światowej sławy fizjologiem, zaś jego żona (babcia Broni) Maria Michajłowa Manassein – wybitną uczoną neurologiem.

Wspominam o tych faktach, gdyż Bronia wielokrotnie chwaliła się swoimi dziadkami, opowiadając o nich, przy okazji licznych (niezapomnianych) wernisaży, jakie organizowała w swojej pracowni.

Ale mimo swych gruzińskich korzeni – Bronia była POLKĄ „z krwi i kości”!

W każdym razie naszej Ojczyźnie – Polsce, poświęciła wszystko,

pozostawiając trwały ślad w polskiej sztuce współczesnej i

osiągając to, co dla każdego artysty jest najważniejsze: Jej

malarstwo jest cenione i podoba się ludziom.

Znajduje się w zbiorach w wielu muzeach naszego kraju, w tym, m.in. w Muzeum Narodowym oraz Muzeum Wojska Polskiego, w licznych zbiorach prywatnych w kraju i zagranicą.

Mimo tych sukcesów, uznania i sławy, Bronia przez całe swoje życie pozostała osobą niezwykle skromną. Do końca życia nadzwyczaj pracowitą i… pełną młodzieńczego zapału.

Była osobą zawsze kroczącą pewnie obraną drogą postępowania:

patriotyzmu i oddania krajowi.

Z każdego namalowanego obrazu otrzymujemy wypowiedź jasną i oryginalną, w „języku” osobistym i bezpośrednim, a każdy oglądający rozumie to bez dodatkowego komentarza.

Dla Jej fanów było obojętne, czy temat Jej obrazów – to walka żołnierzy spod Lenino czy Monte Cassino, czy milczące zarysy gór, portret Szymanowskiego, płynące statki, ciemna toń jeziora, kwiaty czy geometria skupisk miejskich i barwne plamy wiejskich chat – bowiem wszystkie Jej obrazy na zawsze pozostaną współczesnym przekazem rzeczywistości.

Opartym na faktach, choć uchwyconym w zmiennych efektach światła i atmosfery!

Pozostanie dokumentem czasu, w którym Artystka żyła.

I nie porównując Broni z nikim (choć niektórzy krytycy zaliczali Ją do kultury postimpresjonizmu), dla mnie osobiście jest wartością samą w sobie! I Artystką jedyną w swoim rodzaju.

Razem z żoną należeliśmy do tych, którzy od pierwszego spojrzenia na Jej twórczość docenili jej niebywały talent i zakochali się w Jej malarstwie, nie tylko olejnym, ale też w cudownych akwarelach i rysunkach.

Dlaczego?

Gdyż w Twojej sztuce Broniu, jest wyrażona MIŁOŚC DO POLSKI, głęboki humanizm i – przyglądając się każdej Twojej pracy – ogarnia nas jakieś przedziwne ciepło.

Jest w nich piękno Ziemi Ojczystej,

Oddanie czci powstańcom i żołnierzom, którzy walczyli o Polskę,

czci dla ludzkiej pracy.

A wszystko to stanowi dziś dokumentację odbudowy powojennej Polski.

Każdy obraz Bronisławy Wilimowskiej pulsuje życiem prawdziwym. Na pytanie, co sprawia Jej w życiu największą satysfakcję? – odpowiadała zawsze tak samo:

”Gdy mój obraz zyskuje aprobatę i uznanie!”.

Co do tego dodać?

Może to, że zwykle długo rozmawialiśmy ze sobą o tym wszystkim, co stało się przedmiotem Jej sztuki i działań społecznych na rzecz rozwoju i upowszechniania plastyki. Zarówno na naszych częstych spotkaniach domowych lub u Niej w pracowni, na ul. Świętojańskiej.

I jeszcze o jednej sprawie dotyczącej naszej przyjaźni pragnę opowiedzieć!

Bronia przez wiele lat była osobą bardzo zaangażowaną w upamiętnienie swojego pierwszego męża: płk dyplomowanego STANISLAWA WILIMOWSKIEGO.

Dzięki Jej staraniom i zgodnie z Jej wolą – upamiętniono nie tylko Stanisława, ale i innych bohaterów walczących w latach 1919-1945 (tak, rok 1919 to nie pomyłka) o POLSKOŚĆ tej części ŚLĄSKA, na której śp. Stanisław został ciężko ranny i poległ.

Świadomym celem Broni było – umieszczenie na powstałej mogile płk. Stanisława Wilimowskiego, także nazwisk nieznanych wcześniej powstańców śląskich, pomordowanych w okolicznych lasach w 1939 roku oraz nazwisk ŻOŁNIERZY ARMII KRAJOWEJ, poległych na Ziemi Śląskiej!

Dzisiaj w jednej BRATNIEJ MOGILE, spoczywa płk Wilimowski nie tylko ze swymi żołnierzami 74. Górnośląskiego Pułku Piechoty Dywizji Armii „Kraków”, którzy polegli w walce z hitlerowskim najeźdźcą w obronie Ziemi Śląskiej we wrześniu 1939r., ale także z PROCHAMI ZAPOMNIANYCH POWSTAŃCÓW ŚLĄSKICH!

(Otwarcie obecnego Cmentarza-Mauzoleum WP w Lublińcu i odsłonięcie pomnika poświęconego ofiarom o POWRÓT DO POLSKI tej części Śląska, miało miejsce 1 września 1983 roku).

Podkreślę, że Bronia nigdy nie spoczęła, dopóki obecna rzeźba nagrobna (upamiętniająca nie tylko Jej ukochanego męża) nie stanęła na cmentarzu w Lublińcu.

Broniu, wielka Ci CHWAŁA za to dokonanie.

Teraz my – dopóki jesteśmy – będziemy dbali o należyty wygląd miejsca Twojego wiecznego spoczynku.

Bądź szczęśliwą tam, gdzie teraz jesteś, a tu na Ziemi – nieustannie pozostajesz w naszej PAMIĘCI!

C.d. nastąpi i będzie miał tytuł
JESZCZE O MOJEJ NIEMIECKIEJ MATCE, SIOSTRZE I JEJ MĘŻU.

PS. Kilka wybranych obrazów BRONI: portrety, kwiaty i pejzaż.

Poprzedni artykułOśle osie
Następny artykułRozmowa z człowiekiem niezwykłym – dr. Maciejem Andrzejem Zarębskim
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

1 KOMENTARZ

  1. Szanowny i Drogi Karolu jestem pod wrażeniem tego opracowania. Wasze drogi życiowe były podobne [Twoja Szanowny Karolu prowadziła od pochodzenia niemieckiego do Polaka, rozsławiającego swoim dorobkiem kulturę polską], bo Pani Bronisława Wilimowska urodziła się w Rosji w 1906 r., jej matka była Gruzinką [Tatiana Stanisława-Manassein Tarchan Mouravi-córka księcia Iwana Ramazowicza Tarchana Mouraviego], ale od 1909 r. przebywała w Warszawie i oddała serce Polsce, walczyła o jej niepodległość w latach okupacji przez III Rzeszę, m.in. w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie uczestniczyła w odbudowie zniszczonego kraju-jako pracownik Ministerstwa Kultury zajmowała się m.in. odzyskiwaniem dzieł sztuki zrabowanych Polsce przez III Rzeszę w latach 1939-1945. Jednak działalność swoją podporządkowała malarstwu, ukazującemu współczesną historię Polski, zwłaszcza jej dzieje walki w latach okupacji, jej odbudowę po odzyskaniu niepodległości w 1945 r. i rozwój.
    Na wielu wystawach krajowych i zagranicznych rozsławiała Polskę. Mąż Jej Stanisław Wilimowski absolwent Wyższej Szkoły Wojennej w Rembertowie jako ppłk. dypl. dr był we IX 1939 r. zastępca dowódcy 74 Pułku Piechoty z 7 Dywizji Piechoty. 3 IX 1939 r. w godzinach wieczornych został ciężko ranny podczas próby przebicia się z okrążenia w rejonie Złotego Potoku-zmarł w szpitalu niemieckim w Lublińcu i w tym mieście został pochowany.
    Drogi Karolu z niecierpliwością będę czekał na ukazanie się książki o Bronisławie Wilimowskiej. W tym opracowaniu ukazałeś Ją jako wybitną Artystkę-Polkę, która współtworzyła kulturę polską. Nie miałem przyjemności poznania Pani B. Wilamowskiej, ale byłem na jej wystawie w Zachęcie- przypomniałeś mi Drogi Karolu, że miała miejsce w 1983 r.

Skomentuj Mieczysław Starczewski Anuluj odpowiedź

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj