Strona główna Hobby Kultura Monika Muszyńska: Tworzenie pozwala czuć, że robimy coś istotnego

Monika Muszyńska: Tworzenie pozwala czuć, że robimy coś istotnego

0

– W dzisiejszym świecie konsumpcji, gdzie łatwo się zatracić w schematach i powierzchownych wartościach, pasje stają się takim nieprzejednanym aktem wolności. Zachęcam do tworzenia – mówi w rozmowie z dr. Pawłem Rogalińskim artysta, fotograf, malarz – Monika Muszyńska.

 

Paweł Rogaliński (PR): – Pani Moniko… Czy czuje się Pani bardziej fotografką, malarką, a może po prostu artystką?

Monika Muszyńska (MM): – Identyfikuję się bardziej ze słowem „artysta”. Moja twórczość nie ogranicza się do jednej formy – kreuję w zależności od potrzeby, co otwiera przede mną szerokie możliwości i pozwala na oryginalność nawet w dziedzinach niezwiązanych bezpośrednio ze sztuką. Sięgam po fotografię, gdy chcę zatrzymać kadr, światło, uchwycić moment „tu i teraz”. Natomiast po pędzel sięgam, gdy obrazy w mojej głowie potrzebują więcej przestrzeni – przelewam je wówczas na płótno, co pozwala mi eksperymentować, manipulować formą i kolorem.

PR: – To teraz jeszcze, aby uściślić. W nawiązaniu do ostatnio opublikowanego w „Przeglądzie Dziennikarskim” wpisu prof. Andrzeja Lama – woli Pani, gdy mówi się o Pani „artystka” lub „fotografka”, czy jednak „artysta”, „fotograf”?

MM: – Język ojczysty i poprawna pisownia są dla mnie bardzo ważne, choć dziś bywają zaniedbywane. Rozumiem, że język cały czas się rozwija, a teraz dominuje trend na feminatywy, ale nie zawsze te formy pasują do wykonywanych zawodów, czasem nawet obniżają ich powagę. Zgadzam się więc z opinią autora wpisu. Określenie „artysta” lub „fotograf” to określenie człowieka bez używania rodzaju żeńskiego czy męskiego, choć wskazuje na rodzaj męski.
Fotografka kojarzy mi się z agrafką; z drugiej strony znakomity „malarz” może sprowadzać się do malarza pokojowego, pracownika budowlanego, oczywiście nie umniejszając jego profesjonalizmu w wykonywanej pracy.
Dla mnie, te określenia są płynne i należy ich używać w zależności od kontekstu.

PR: – Powracając do tematu: które kolory są Pani najbliższe?

MM: – Najczęściej w obrazach pojawia się biel, szarości oraz przełamania kolorystyczne, które wprowadzają kontrast i podkreślają kluczowe elementy kompozycji. Kontrastowa czerń i czerwień mają na celu wzmacniać i zaakcentować temat obrazu. Uwielbiam kolory natury, ziemi, gdyż nadają obrazom naturalności, spokoju i harmonii.

PR: – Nie ukrywam, że Pani dzieła są niezwykłe. Jakie wartości lub idee stara się Pani w nich przekazywać? Czy pojawia się w nich główny motyw?

MM: – Często w prosty sposób przekazuję wartości uniwersalne: szacunek do przyrody, refleksję nad ludzkim życiem i upływem czasu oraz subtelne odniesienia do duchowych aspektów istnienia.

Relacje człowieka z naturą oraz z własną duchowości są głównymi motywami, nie tylko ponadczasowymi ale też współcześnie bardzo aktualnymi. W obliczu przyspieszonego życia takie motywy mają przypominać o konieczności harmonii, pokory, empatii.
 

PR: – Co przedstawia obraz „Jestestwo” i jakie emocje mu towarzyszą?

MM: – Obraz „Jestestwo” to kompozycja sugestywna i symboliczna, ma prowadzić odbiorcę do refleksji nad własnym istnieniem. Połączenie drzewa, korzeni z kontrastem kolorów czerni, bieli i czerwieni ma wzbudzić głębokie emocje egzystencjalne. Drzewo symbol życia, wzrostu, korzenie głębię przeszłości, więzi genealogiczne, siłę. Płaszczyzna czerni z bielą to przejście między stanami przeciwstawnymi: nadziei i rozpaczy. Czerwień to energia, krwawiącą dusza. W połączeniu ma powstać napięcie między przeciwstawnymi siłami życia i śmierci, energii i spokoju.

PR: – Co zainspirowało Panią do stworzenia tego obrazu?

MM: – Inspirowałam się własnymi doświadczeniami, wewnętrznymi zmaganiami z codziennością, przemyśleniami wynikającymi z nierówności społecznych czy napięć politycznych.

PR: – A zatem w większości jego powstaniu towarzyszyły negatywne emocje?

MM: – Mój proces twórczy to sposób rozładowania emocji, który przyczynia się do poprawy samopoczucia. Malowanie jest dla mnie formą autoterapii. Starałam się w nim zachować równowagę, ujęłabym to w taki sposób, że towarzyszyły emocje od negatywnych po odrodzenie i transformację.

PR: – Jak długo powstawał ten obraz i gdzie był malowany?

MM: – Wszystkie prace powstają w mojej pracowni. Proces tworzenia nie zawsze jest możliwy w zmierzeniu ścisłych ram czasowych. Obrazy przechodzą przez różne etapy, często powracam i modyfikuję je, zmieniając koncepcję. W momencie impulsu twórczego jednocześnie powstają dwa lub trzy obrazy. Wszystkie obrazy są przeze mnie dokumentowane fotograficznie od pierwszego rysu na płótnie po ostatnie pociągnięcie pędzla.
„Jestestwo” powstawał, mimo swoich ciemnych kolorów, w rozkwicie wiosny, przez pięć tygodni.

PR: – Czy „Jestestwo” dobrze reprezentuje Pani styl malarstwa, czy też obraz ten wyróżnia się w jakiś sposób z grona pozostałych prac?

MM: – Można tak stwierdzić, choć na tym etapie rozwoju artystycznego przejawiają się dwa nurty pod względem stylu i kolorystyki. Pierwszy – abstrakcyjny, emocjonalny inspirowany twórczością Beksińskiego do którego należą (poza „Jestestwem”) również „Podmuch”, „Zapętlenie” i obecnie malowany „Upadek” w którym dominują kolory. Drugi – klasyczny, realistyczny, inspirowany obserwacjami przyrody, natury, w którym kolory grają ze sobą w harmonii. Widoczny jest on w takich pracach jak: „Cykuta”, „Kompromis”, „Requiem”, „Skalna percepcja” czy „Kontemplacja”, nad którym obecnie pracuję.

PR: – Jak opisałaby Pani swoją twórczość?

MM: – Gdybym miała opisać swoją twórczość malarską, przywołałabym obrazy pełne emocji, oraz takie, które pokazują ulotność chwili. Ważna dla mnie jest symbolika znajdująca się w drzewie, niebie, promieniach, mgle, świetle. Tworzenie obrazów to nadal otwarta księga, sycę się zapachem płótna, farby, muzyką która zawsze mi towarzyszy.

PR: – Jakiego gatunku muzyki słucha Pani podczas malowania?

MM: – Często wracam do muzyki z lat 80′, która łączyła wiele gatunków od synthpop, pop, rock, przez heavy metal z nowoczesnymi brzmieniami, zakończywszy na muzyce z elementami ambientu.

PR: – Czy słuchana przez Panią muzyka wpływa w jakiś sposób na obraz?

MM: – Muzyka jest tylko tłem, podkładem, kołem zamachowym które napędza mnie do twórczej pracy po pracy, do obrazów które kiełkują w mojej głowie.

PR: – Ma Pani jeszcze jakieś przyzwyczajenia, rutynowe czynności, które towarzyszą malowaniu obrazów?

MM: – Zdecydowanie. Najpierw „oswajam się” z płótnem na którym będę malowała, za każdym razem dotykam struktury materiału i przez dłuższy czas obserwuję, jak padają refleksy z naturalnego światła na płótno. Przy filiżance kawy wsłuchuję się, jak do mnie przemawia. To forma relaksu, coś na kształt kąpieli w aromatycznych olejkach.

Kiedy zaczynam malować, co jest wstępem, prologiem, nakładam słuchawki z muzyką i odcinam się od rzeczywistości.

PR: – A czy są momenty, w których artystyczny proces bywa trudny lub wymaga od Pani dłuższej przerwy?

MM: – Do tej pory nie doświadczyłam blokady artystycznej. Moje codzienne życie wypełnione jest bodźcami, impulsami, które inicjują pracę twórczą. Przerwy w tworzeniu, jeśli występują, to z przepracowania, zmęczenia wynikającego z wykonywanej pracy zawodowej, lub z poszukiwania nowych form w malarstwie, zmiany techniki, eksperymentowania.

PR: – Jak pokonuje Pani moment ogólnego przemęczenia? Czy jest to po prostu odpoczynek w domu?

MM: – Najlepszą receptą na zmęczenie i regenerację są podróże, poznawanie nowych miejsc, które są inspiracją, a wtedy bardzo pomocne jest fotografowanie. Można stwierdzić że nieustająco jestem aktywna artystycznie.

PR: – Powróćmy na moment do Pani doświadczeń życiowych i drogi do momentu, w którym jest Pani obecnie. Jak to się wszystko zaczęło?

MM: – Cóż, urodziłam się w latach 70. w Łodzi. Czas, jak wiemy, trudny, tym bardziej, że rodzice od strony mamy musieli w latach 50. opuścić swój majątek na Mazowszu z przyczyn reformy rolnej i zacząć wszystko od nowa. Osiedlili się więc kątem u rodziny w Łodzi. Miałam to ogromne szczęście że mieszkałam z babcią, która była bardzo twardą kobietą.

PR: – To znaczy?

MM: – To ona nauczyła mnie ciekawych i przydatnych rzeczy, na przykład szydełkowania, robienia na drutach, szycia na maszynie. A ja chętnie korzystałam z jej wiedzy i umiejętności. Pierwszy flauszowy płaszcz uszyłam sobie w wieku 15 lat i chodziłam w nim dumnie do szkoły średniej – Technikum Budowlanego w Łodzi. Cieszyły mnie wszystkie przeróbki ubrań. Chciałam wyglądać inaczej niż rówieśniczki.

PR: – Czy w tym czasie Pani również malowała?

MM: – Jak najbardziej. Pierwszy obraz olejny na płótnie namalowałam w wieku 12 lat, inspirując się reprodukcją wiszącą w domu na ścianie, tematem był jeździec na koniu. W latach 80. i 90. tworzyłam na dużych płytach pilśniowych, malowałam akwarelami, robiłam wyklejanki z papieru śniadaniowego który sprayowałam, dużo szkicowałam, uczyłam się malować z poradników.  Kupowałam w antykwariatach książki o architekturze i malarzach. Inspiracje czerpałam z obrazów mistrza Zdzisława Beksińskiego. Już wtedy wiedziałam że zdolności manualne i zmysł twórczy, odziedziczyłam po rodzinie od strony taty. Dziadek był rzeźbiarzem i jako małe dziecko jeździłam do niego w odwiedziny. Pamiętam zapach drewna, dłuta… ogromne imadło. Brat taty był samoukiem i malował przepiękne obrazy o tematyce barokowej, renesansowej, oprawiane później w pozłacanych ramach. Jego namalowane akty kobiece onieśmielały mnie. To od niego w 1998 r otrzymałam reprodukcję obrazu Beksińskiego który mam do tej pory. Natomiast tata tworzył w metaloplastyce; zrobił mi moje pierwsze kolczyki oraz pierścionek z serduszkiem.

PR: – A mama?

MM: – Mama twardo stąpała po ziemi i nie chciała, bym poszła do liceum plastycznego. To ona wybrała mi szkołę, po której uważała że znajdę pracę, nie będę stać na rynku, „pod Centralem lub Uniwersalem” i „sprzedawać obrazki”. Po technikum budowlanym chciałam iść na architekturę ale też nie było to po jej myśli, więc wybór padł na budownictwo.

PR: – Chciała w ten sposób uchronić Panią przed trudnościami życia?

MM: – Zapewne. Chociaż mało w tym wszystkim było tego, czego ja sama tak bardzo potrzebowałam. Potem doświadczyłam zwyczajnej pracy w zawodzie, życia jako żona, matka. Mało czasu było na malowanie i nikomu to nie było potrzebne.

PR: – Kiedy zatem nastąpił ten swoisty zwrot w kierunku malowania?

MM: – Myślę, że z biegiem lat stopniowo narastał we mnie bunt, potrzebowałam wentyla bezpieczeństwa. W prostych formach realizowałam się malując ściany w domu, w pokoju dziecięcym, gipsowałam formy zwierzątek i kwiatków na ścianach, robiłam ozdoby na choinkę, zaczęłam interesować się decoupage; nawet niektóre przedmioty znalazły nabywców… Aż sięgnęłam po aparat fotograficzny i zaczęłam się interesować programami graficznymi. Ta forma artystycznego spełniania się, była dla  mnie najwygodniejsza i najprostsza. Zaczęłam smakować świata przyrody, łapać cenne ułamki tzw. cudów natury. W 2012 r. założyłam pierwszy blog fotograficzny. 

PR: – Czy nadal go Pani prowadzi?

MM: – Nie prowadzę, w 2014 r. zastąpiłam go kontem na „Digart.pl”, który należał do jednego ze znanych portali internetowych. Jednak na przełomie 2017-2018 r decyzją zespołu serwisu został zamknięty.
W konsekwencji mojej determinacji w 2019 r otworzyłam swoją własną imienną stronę internetową.

PR: – A czy ten blog jest jeszcze dostępny w internecie?

MM: – Ponoć w internecie nic nie ginie, na pewno w archiwum można je jeszcze odnaleźć.

PR: – Rozumiem. Wspominała mi Pani wcześniej o wsparciu przyjaciół…

MM: – Tak, to prawda. Cennych uwag od strony technicznej udzielał mi przyjaciel który zawsze mówił że jestem „duszą artystyczną”. Kiedy koleżanka zbudowała nowoczesny dom, poprosiła, bym namalowała jej kilka prac, w tym obraz olejny o wybranej tematyce i kilka grafik. Spytała się wtedy dlaczego nigdzie nie wystawiam swoich prac – „przecież mogłyby one znaleźć swoich odbiorców”. To był punkt, w którym postanowiłam działać. Wiedziałam że przyszedł czas, kiedy dojrzałam do powrotu do malarstwa. To dzięki otaczającym mnie ludziom nabrałam pewności siebie i stałam się silniejsza – jestem szczęśliwa.

PR: – Czy Pani dzieci również interesują się sztuką?

MM: – Syn złapał tzw. bakcyla fotografowania w młodym wieku, mając 10 lat. Jego pasją są zdjęcia spotterskie, dużą część wolnego czasu poświęca na udział w pokazach lotniczych. Od 2016 r. prowadzi swój blog fotograficzny.

PR: – Pochwali się Pani jego fotografiami?

MM: – Oczywiście! Za jego zgodą udostępniam Panu kilka poglądowych fotografii wykonanych między innymi na Air Show Radom 2023 i w Lesznie na pokazach lotniczych 2024.
 

 

PR: – Wspomniała Pani, że pochodzi z Łodzi, która w ostatnich latach przeszła ogromną metamorfozę. Czy któraś z Pani prac była inspirowana tym miastem?

MM: – Łódź, z jej bogatą historią i surową, industrialną estetyką, na pewnym etapie mojego życia miała wpływ na moje postrzeganie sztuki. Intrygowała mnie ta część Łodzi przemysłowej, w której w pozornie opuszczonych, zniszczonych budowlach można było dostrzec piękno oraz usłyszeć szepczące ściany. Takie miejsca uwieczniłam na fotografiach oraz dwóch obrazach: „Wstęp wzbroniony” i „Nokturn”. Niestety wiele z tych obiektów już zniknęło z powierzchni ziemi.

PR: – A z tych miejsc, które jeszcze istnieją… ma Pani jakieś ulubione zakątki Łodzi, które zawsze z sentymentem odwiedza?

MM: – Kilkanaście lat temu przeniosłam się z rodzinnego miasta na wieś w poszukiwaniu ciszy i spokoju, gdzie życie płynie wolniej.

Owszem, mam sentyment do Księżego Młyna, dawnej przemysłowej części Łodzi. To wyjątkowe miejsce ze swoistym klimatem, które łączy w sobie historię stworzonego tutaj przez Karola Scheiblera przemysłu tekstylnego, z architekturą przemysłową z XIX wieku, i stało się – chyba nie tylko dla mnie – ikoną Łodzi.

Obecnie Księży Młyn przechodzi wiele zmian – rewitalizacje przekształciły dawne budynki fabryczne w mieszkania, w których miałam możliwość robić zdjęcia, pracownie artystyczne, czy przestrzenie biurowe, przy zachowaniu ich charakterystycznego wyglądu.

PR: – Dziękuję. Ja również mam ogromny sentyment do Łodzi i zawsze wracam tam z dużą przyjemnością. Czy chciałaby Pani podzielić się jakąś myślą z czytelnikami „Przeglądu Dziennikarskiego”?

MM: – Dziękuję czytelnikom za poświęcony czas i przeczytanie wywiadu do końca. Warto mieć pasje, które wzbogacają nasze życie i pozwalają odkrywać świat z nowych perspektyw.
W dzisiejszym świecie konsumpcji, gdzie łatwo się zatracić w schematach i powierzchownych wartościach, pasje stają się takim nieprzejednanym aktem wolności. Zachęcam do tworzenia – czegoś indywidualnego, czegoś co pozwali nam czuć, że robimy coś istotnego, że dajemy cząstkę siebie światu. Nawet bez wykształcenia, taka autentyczna kreatywność jest bardzo cenna, bo nie ogranicza jej teoria czy styl – powstaje z czystej pasji i potrzeby wyrażenia siebie.

PR: – Gdzie można podziwiać Pani prace lub też w jaki sposób nasi czytelnicy mogliby się z Panią skontaktować?

MM: – Zachęcam do obserwowania mojej strony: musmo.pl na której cyklicznie aktualizowane są prace wystawiane do sprzedaży na dedykowanych portalach – galeriach internetowych. Na stronie również znajduje się bezpośredni kontakt e-mail ze mną poczta[malpa]musmo.pl.

PR: – Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę z Panią.

MM: – Dziękuję.

Poprzedni artykułO wystawie Marii Wollenberg-Kluza w Bibliotece Publicznej m. st. Warszawy
Następny artykułOpinia: księżyc oraz jego wpływ na życie i zdrowie
Paweł Rogaliński
Dr Paweł Rogaliński jest politologiem, medioznawcą, filologiem oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). W 2021 roku obronił na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie rozprawę doktorską pt. "Model polityka popularnego w komunikacji politycznej w państwach anglosaskich". Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj