Pierwsza część rozmowy tutaj.
Karol Czejarek (Karol): – Pani Profesor, kontynuujemy naszą wymianę myśli, gdyż nigdy dotąd nie zdarzyło mi się otrzymać tylu wpisów po jakiejkolwiek wcześniejszej rozmowie.
To oczywiście dobrze,
ale mnie, jak i niektórych naszych dyskutantów dalej „męczy” Pani stwierdzenie, że „w Chinach, w których obecnie rządzi partia komunistyczna, nie ma komunizmu, podobnie, jak, że
nie było go ani w Polsce, ani w ZSRR?”.
Proszę więc jeszcze raz odnieść się do tej kwestii.
Prof. zw. dr hab. Maria Szyszkowska (Maria): – Zanim odpowiem na to pytanie, pragnę wyrazić radość, że nasza rozmowa będzie się dalej toczyła. Rozmawiamy bowiem o sprawach istotnych, co wznosi je ponad sprawy miałkie.
Karol: – Zgadza się. Z tego, co do mnie dociera podczas spotkań, czy z rozmów telefonicznych i „nieoficjalnych” mejli, nasi Czytelnicy chcą więcej wiedzieć o problemach, które poruszyliśmy w pierwszej rozmowie. Stąd cieszę się, że zgodziła się Pani na jej kontynuację. Przede wszystkim proszę odpowiedzieć, jak to jest, że mimo rozpadu Związku Radzieckiego i b. Bloku Wschodniego, którego i my byliśmy częścią, partie komunistyczne istnieją dalej, zarówno w państwach kapitalistycznych, jak i socjalistycznych. Czy istnienie partii komunistycznej jest dowodem spełnionego komunizmu?
Maria: – Do tej pory przejawem komunizmu spełnionego może być pierwotne chrześcijaństwo, kibuce w Izraelu czy bractwo hipisów.
Platon w swym dziele „Państwo” zarysował wizję komunizmu, który miał obowiązywać wojowników w jego koncepcji państwa doskonałego.
Karol: – Co to znaczy „państwa doskonałego”?
Maria: – …że każdy człowiek ma pełnić w nim rolę stosownie do swoich właściwości.
Karol: – No tak, ale Platon to odległe czasy. A co obecnie jest wskazywane w epoce komunizmu jako cel do spełnienia?
Maria: – Przede wszystkim zniesienie własności prywatnej!
Karol: – …której jednak nie należy mylić z własnością osobistą.
Maria: – Tak, oczywiście! Celem życia jednostek w epoce komunizmu – inaczej niż w epoce neokapitalizmu – nie jest gromadzenie bogactw, lecz troska o sprawiedliwość społeczną.
Karol: – Pani Profesor, czy tzw. sprawiedliwość społeczna jest w ogóle czymś realnym?
Maria: – Moim zdaniem tak, jeśli jest ona rozumiana jako spełniona równość oparta o zaspokojenie potrzeb jednostek.
Karol: – Czyli co, że nie będzie wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych?
Maria: – Właśnie.
Ponadto, że każdy będzie wykonywał pracę zgodną ze swoimi predyspozycjami.
Dodam jeszcze do tego, że spotkałam się z poglądem, iż Republika Jezuitów Guarani w Ameryce Południowej, w XVII wieku była częściowym spełnieniem idei chrześcijańskiego komunizmu.
Karol: – Co oznacza „chrześcijański komunizm?” Pierwszy raz o nim słyszę.
Maria: – Sposób życia pierwotnych chrześcijan można określić jako komunizm.
Karol: – Dlaczego?
Maria: – Gdyż tworzyli wspólnotę opartą o braterstwo i miłość bliźniego.
Dzielili się tym, co mieli z innymi.
Mounier, francuski filozof XX wieku, personalista chrześcijański, ceniąc sprawiedliwość społeczną, też domagał się znoszenia własności prywatnej.
Karol: – Jak to uzasadniał?
Maria: – Gdyż traktował ją jako źródło wszelkiego zła.
Uważał, że ten przewrót w dziedzinie gospodarki doprowadzi do właściwych relacji między człowiekiem a człowiekiem.
Rezultatem tego jest – widoczny gołym okiem – nadmierny egoizm, nadmierne zaabsorbowanie dobrami materialnymi oraz rywalizacja i konkurencja, które niszczą wspólnotowość, a w tym braterstwo.
Karol: – A to ciekawe spostrzeżenie!
Maria: – Kilka dni temu ukazała się niewielka książeczka z moim udziałem, zatytułowana „Nadzieja w spółdzielczości”. Wyjaśnia ona wpływ rodzajów własności na psychikę człowieka i nakłania, by rozwijać spółdzielczość w duchu filozofii Edwarda Abramowskiego – mistrza Stefana Żeromskiego.
Karol: – Pamiętam, Żeromski przytacza jego poglądy w „Przedwiośniu”. Ale, wróćmy jeszcze do pytania, na które wciąż nie otrzymałem odpowiedzi, że w Chinach czy w b. ZSRR (także w Polsce) mimo, że rządziły partie komunistyczne (a w Chinach nadal), nie było komunizmu?
Zatem, co było i jest obecnie w Chinach?
Przy czym składam w tym miejscu z mojej strony „małe” oświadczenie, że nie rozmawiamy po to, aby lansować ideę komunizmu, a o przyczynach, w jaki sposób rządzący odchodzili od jego teoretycznych założeń i dlaczego?
Maria: – Obecnie w Chinach panujący tam ustrój gospodarczy należy określić jako swoiste zespolenie elementów kapitalizmu z socjalizmem, co w ciągu ostatnich kilkunastu lat pozwoliło milionom Chińczyków wydobyć ze skrajnej nędzy.
Karol: – Ale zostawmy Chiny, a wróćmy na grunt polski i europejski.
Maria: – Ale nim to zrobimy, przypomnę jeszcze, że socjalizm cenił np. Adam Mickiewicz. Mamy na to dowody, a mianowicie jego artykuły zamieszczane w paryskiej „Trybunie Ludów”.
Socjalistą był też Józef Piłsudski czy Ignacy Daszyński, którym w ostatnich latach postawiono pomniki.
Inny przykład socjalizmu, to ten, którego fundamentem jest filozofia Kanta.
Karol: – Pani Profesor, ale dosyć na razie teorii, przejdźmy do praktyki i to na polskim gruncie, jako kraju postkomunistycznego.
Co Pani radzi w kwestii wyjścia z obecnego kryzysu społecznego, który jest niewątpliwie spuścizną po tamtym okresie.
Jak – Pani zdaniem – aktualna władza powinna zachować się w sytuacji tak dramatycznie podzielonego obecnie społeczeństwa?
Maria: – Moim zdaniem rządzący powinni zmierzać do zniwelowania tego rzeczywiście dramatycznego podziału, ale mają inny cel.
Karol: – Jaki?
Maria: – Zmierzają do wyeliminowania z życia publicznego m.in. partii opozycyjnych. Tymczasem kryzys, który rozkłada nasze społeczeństwo, „ostro” obecnie podzielone – stała się również nienawiść pewnych kręgów politycznych np. do Rosji czy do Niemiec.
Karol: – Zgadza się! Uczucie nienawiści wprowadza stan dysharmonii wewnętrznej w jednostkach i uniemożliwia tworzenie rzeczywistej wspólnoty zespolonej z braterstwem.
Maria: – Stąd przezwyciężenie obecnego kryzysu społecznego wymaga moim zdaniem m.in. nowej edukacji nasyconej ideałami, czyli wyższymi wartościami w ich największym natężeniu. Obecnie odciskają się na świadomości jednostek wartości niższe, czyli biologiczne i materialne.
Karol: – A bardziej konkretnie?!
Maria: – Uwaga powinna być skoncentrowana na wszechstronnym kształtowaniu człowieka, do czego między innymi niezbędne jest przywrócenie nauczania w szkołach wyższych filozofii, która obecnie została wyrugowana.
Karol: – Ale jak to zrobić? Gdyby Pani była nadal Senatorem, to co by Pani tej Izbie zaproponowała?
Maria: – Zaproponowałabym przygotowanie projektu ustawy regulującej wykaz przedmiotów obowiązkowych na wszystkich Wydziałach. Byłyby to przedmioty wykraczające poza specjalistyczne nauczanie, a więc kształcące także w sposób wszechstronny absolwentów w kierunkach humanistycznych.
Karol: – To napiszmy wspólnie taki list do Pani Marszałek Senatu w tej sprawie, p. Kidawy-Błońskiej.
Co jeszcze powinno się znaleźć – Pani zdaniem – w tym liście?
Maria: – Że Senat powinien się zająć także przygotowaniem przepisów prawnych, które uzależniałyby powoływanie ministrów na stanowiska od ich kompetencji. Pamiętam bowiem, że swego czasu jeden z ministrów przyznał się, że nie zna się na sporcie, ale… nauczy się. Jest to oburzające.
I jeszcze jedno.
Karol: – Słucham, gdyż „zapalają” mnie Pani odpowiedzi.
Maria: – Naruszeniem Konstytucji jest nierozdzielanie władz – sądowniczej, wykonawczej i ustawodawczej. A przecież ministrem czy wiceministrem zostają często posłowie i senatorowie. Łączą więc władzę ustawodawczą i wykonawczą. Nie jest możliwe (nawet czasowo) porządne wykonywanie obowiązków zarazem ministra i posła.
Karol: – Zgadzam się z Panią Profesor, że Sejm absolutnie powinien być organem kontrolnym WSZYSTKIEGO, co się w kraju dzieje, w tym przede wszystkim rządu! A więc poseł zostający np. ministrem, powinien złożyć mandat poselski.
Maria: – Tak, powinien przede wszystkim zadbać o to, aby trójpodział władz stał się nareszcie faktem.
Słyszymy bowiem niemal codziennie z wielu ust o konieczności przestrzegania Konstytucji, a ta nie pozwala przecież na odchodzenie od jej przepisów.
Karol: – Pani Profesor, wcześniej była mowa o szkołach wyższych, a czy nauka „zasad demokracji i praworządności” nie powinna się zacząć już w klasach szkół średnich, w tym zawodowych?
Maria: – Uważam, że to trafny pomysł, ale pod warunkiem, że będziemy przedstawiać rozmaite teorie demokracji, a także przybliżać inne rozwiązania ustrojowe.
Karol: – A czy o PRL-u powinno się dziś mówić niemal wyłącznie negatywnie? Przecież odbudowano Warszawę (niewątpliwy powód do dumy), zlikwidowano analfabetyzm, zelektryfikowano kraj, umożliwiono szeroki dostęp do edukacji i do służby zdrowia.
Czy to nie wystarczy, aby uznać, że mimo wszystko NIE BYŁ TO CZAS ZUPEŁNIE STRACONY? Łącznie z tym, że w międzyczasie udało się zmienić bezkrwawo ustrój i zasady gospodarowania, wstąpić do NATO i UE.
Maria: – Tak, zgadzam się z Panem. Jest dużo nieprawdy w naszym życiu publicznym. Dotyczy to także oceny PRL. Mimo, że dokonano niezmiernie wiele. Działano zresztą zgodnie z Programem.
Karol: – Jakim?
Maria: – Programem Radomskim, który został uchwalony w 1937 roku przez PPS. Wojna zatrzymała wprowadzanie go w życie.
W końcu listopada organizuję konferencję w Nałęczowie na temat dokonań społecznych, gospodarczych i kulturowych w czasach PRL.
Nie był to wyłącznie (jak wielu polityków twierdzi) czas stracony. Mam na myśli szczególnie okres od 1956 roku, czyli po okresie stalinowskim.
Karol: – Ale mimo zmian ustrojowych, których wielu w PRL-u chciało, mamy dziś społeczeństwo nasycone egoizmem, nastąpił znaczny spadek serdecznych kontaktów międzyludzkich. Nie wychowuje się w duchu braterstwa i pokoju. Nastąpił czas zbrojeń i wydawania publicznych pieniędzy na zbrojenia zamiast na likwidację biedy i poprawę służby zdrowia, rozwój kultury, zbyt wiele dziś zależy od koncernów, korporacji itp. żądnych zysku?
Maria: – Trafnie Pan to sformułował, nic dodać nic ująć!
Karol: – A jeszcze zapytam Panią Profesor, czy UE nie może nam pomóc w sprawach, o których rozmawiamy?
Maria: – A Pana zdanie w tej sprawie?
Karol: – Ja nie mam tajemnic, więc chętnie się wypowiem.
Maria: – Pilnie słucham!
Karol: – Nasze wstąpienie do UE – jak pamiętam – było świadomym wyborem drogi rozwoju, gdyż dalsze nieustanne poprawianie wcześniejszego „niby socjalizmu” nie miało już sensu.
Maria: – O jakiej świadomej drodze rozwojowej Pan mówi?
Karol: – Z dryfu naszego kraju na wschód! (Choć musimy mieć także możliwie dobre, wzajemne korzystne układy z krajami tego świata), ale my „wracając do korzeni świata zachodniego” (co uważam za słuszne), wybraliśmy wartości, które są m.in. celem UE.
Maria: – Jakie cele ma Pan na myśli?
Karol: – Przede wszystkim wolność, poszanowanie prawa, otwartość, tolerancja i szacunek dla innych ludzi. I to, że dzisiaj żyjąc w „w rodzinie UE”, Polska bardzo zyskała na znaczeniu w świecie. A pani Profesor zdanie w tej sprawie?
Maria: – Chciałabym, aby w UE panowała zgoda na wieloświatopoglądowość i szacunek dla odmian narodowokulturowych. Chciałabym, żeby kultywowano wartość pokoju oraz by nastąpiło jak największe odejście od biurokracji.
Karol: – Dziękuję za szczerość, ale zgodnie z naszym wspólnym celem, aby polityka całkowicie nie zdominowała naszego życia (które w sumie jest bardzo krótkie), chciałbym Panią Profesor prosić jeszcze o odpowiedź na trzy zagadnienia:
miłości,
przyjaźni i
seksu.
I na tym zakończyć naszą rozmowę, która i tak – jak i poprzednia – znów zrobiła się bardzo długa, ale mam nadzieję, że zainteresuje naszych Czytelników, którzy znów będą mogli wyrazić swoje opinie na jej temat!
Maria: – Każdy z nas jest spragniony miłości. Niestety – w przeciwieństwie do przyjaźni – ona przemija.
Miłość jako uczucie, które łączy ludzi, jest niezwykle trudne do zdefiniowania, bo jak wyjaśnić, dlaczego jesteśmy w kimś zakochani? Na to przecież składa się wiele czynników pozaracjonalnych.
Często przyzwyczajenie do drugiej osoby określa się mianem przyjaźni. Popełnia się też błąd określając kochanka mianem przyjaciela. Ale uzasadnienie przyjaźni jest oczywiście możliwe, jednak jest to temat, który wymagałby zupełnie odrębnej rozmowy.
Karol: – Bardzo uprzejmie dziękuję Pani Profesor za tę rozmowę, ale jeśli będzie taka potrzeba poproszę swojego Red. Nacz. p. Doktora Pawła Rogalińskiego, abyśmy po jakimś czasie mogli ją jeszcze kontynuować, zwłaszcza na tematy, których nie wyczerpaliśmy. Co Pani Profesor na to?
Maria: – Cieszyłabym się, gdyby tak się stało! Bowiem cenię rozmowy z Panem, gdyż nasze dyskusje i Pańska dociekliwość pozwalają mi głębiej poznawać siebie.










Ma rację pani profesor, przypominając wspólnotę jezuitów w Paragwaju o rodowodzie komunizmu „avant la lettre”. Napotykamy na ten epizod w „Kandydzie” u Woltera. Byl on tak jak pani profesor, wnikliwym obserwatorem realiów i opublikowal te myśli w 1759 roku. Jedna z nader pouczających lektur…
Pani profesor Szyszkowska jest idealistką, dążąc do fazy spółdzielczości, jako antidotum na panoszący się obecnie egoizm. Najbardziej duch spółdzielczości rozwinął się w Szwajcarii. Moze dlatego, iż nie musiała przechodzić przez etap komunizmu?
Mówi pani profesor, iż Chiny wydobyły się z nędzy. W takim razie kapitalizm zbudowany na gruzach komunizmu jest adekwatny co do dążeń społeczeństwa. Naród akceptuje ten mozaikowy system pod flagami czerwonego komunizmu. Don’t change the winning team!
W kolejnym odcinku wywiadu odzywa się echo „W PRL nie było wszystko złe”. Oczywiście. Tylko niektórzy potrafili współżyć z systemem, a inni całymi falami emigrowali, gdyż jednak coś im doskwierało…
Czas był istotnie nie stracony. Ale bardzo „wykrzywiony”. Nie pasował do ambicji oraz aspiracji pewnych jednostek.
Gdyby premier Węgier ORBAN przeczytał ten wywiad, powiedziałby „Właśnie walczę o to, aby zapanowała ZGODA na wieloświatopogladowość w UE”, którą postuluje pani profesor przy końcu swej wypowiedzi z panem Czejarkiem.
Przeczytałam obie części interesującej rozmowy z Panią prof. Marią Szyszkowską, którą miałam okazję wiele lat temu poznać osobiście. Myślę, że również ta część rozmowy skłoni czytających do wpisów i wyrażenia swoich myśli. Pozdrawiam serdecznie Pana dr. Karola Czejarka i Panią Profesor.
Mój komentaz trzykrotnie skasowal zapewnie obecnie rzadzacych PEGAZUS.
Mój komentaż trzykrotnie skasował PEGAZUS . Poddaje sie A. G.
Mamy w Polsce odpowiedników chińskich „hunajbinów”, kórzy chcą „zaorać” wszystko po PRLu i PISIE
Dobry wieczór. Szanowny i Drogi Karolu z Małżonką gratuluję bardzo ciekawego wywiadu. Jak zwykle Twoja dociekliwość zmusza Rozmówcę, w tym przypadku Panią Profesor, do szerszej analizy zachodzących procesów społeczno-politycznych i gospodarczych w skali światowej, a zwłaszcza w naszym kraju. Tekst, jak zwykle, profesjonalny, zmuszający do zastanowienia się nad systemem szkolnictwa i wychowania młodego pokolenia w duchu patriotyzmu, czyli przestrzegania triady „Bóg,. Honor. Ojczyzna”. Z wyrazami szczerego szacunku. Mieczysław Starczewski