W trakcie swojej dwudziestoletniej pracy na przełomie XX i XXI wieku na uczelniach niemieckich (Frankfurt n. Menem, Kolonia) poznałem wielu Niemców, żywo zainteresowanych sprawami polskimi. Byli to zarówno studenci, również starsi, jak i pracownicy nauki, literaci, ludzie kultury… Wśród nich na szczególną pamięć zasłużył Erhard Brödner.
Poznaliśmy się gdzieś ok. 2004 roku, gdy zgłosił się na moje zajęcia językowe i literackie. Interesowało Go wszystko, co w programie studiów slawistycznych na uniwersytecie w Kolonii związane było z Polską. Ponieważ mówił swobodnie po polsku zbliżyliśmy się do siebie, interesowało mnie bowiem, czego poszukiwał na moich zajęciach świeżo upieczony emeryt niemiecki (rocznik 1937), z wykształcenia prawnik. Szybko okazało się, że Erhard miał w przeszłości wiele wspólnego z Polską. Co prawda urodzony w Berlinie, czas wojenny spędził z rodziną na Dolnym Śląsku. Tu też zastał Go upadek III Rzeszy i ukonstytuowanie się nowej, obcej władzy. Pozostanie rodziny na terenie PRL pociągało za sobą konieczność podporządkowania się nowej rzeczywistości, a to oznaczało dla dziecka obowiązek szkolny. Po latach raczej ciepło wspominał okres nauki w szkole polskiej, zwłaszcza początki opanowania obcego języka, w tym wyrozumiały do Niego, jako Niemca, stosunek nauczycieli oraz uczniów. Ukończył podstawówkę, zdał maturę i dostał się na pierwszy rok prawa we Wrocławiu. Rodzina nie zrezygnowała jednak z chęci wyjazdu do niemieckiej ojczyzny i po długich staraniach uzyskano zgodę na wyjazd w ramach łączenia rodzin. Tak Erhard znalazł się w 1958 roku ponownie w Berlinie i zaczął nowy etap w swoim życiu, w którym Polska nie była już obecna. Aż do emerytury, kiedy, jak wspominał, znowu się pojawiła i to z narastającą siłą…
Początki naszej znajomości szybko przekroczyły granicę relacji wykładowca – student, tym bardziej że wiekowo On był o osiem lat starszy, co z natury rzeczy upraszczało zarówno kontakty towarzyskie jak i porozumienie kulturowe. Od pierwszych dni ujęło mnie, że Erhard, w przeciwieństwie do innych starszych wiekiem studentów Niemców z fragmentami polskiej biografii, nigdy nie demonstrował jakichś uprzedzeń wobec Polski czy Polaków. Wręcz przeciwnie, wydobywał z pamięci i podkreślał raczej pozytywne przeżycia, podkreślał też z dumą swoje oczytanie w literaturze polskiej. Wiele razy zaskakiwał mnie cytatami z dzieł wybitnych naszych pisarzy, a nawet dłuższymi recytowanymi z pamięci fragmentami, np. Pana Tadeusza. Myślę, że nasze spotkania i rozmowy były dla Erharda właściwym impulsem do głębszych studiów nad historią i kulturą polską. Co najważniejsze i najbardziej dla mnie cenne to odnalezienie przez Niego i zrozumienie swojej roli jako pośrednika w pokojowym zbliżeniu Polaków i Niemców. Tak narodziła się w życiu Erharda pasja publicystycznej i literackiej aktywności na rzecz Polski w Niemczech.
Bez wyolbrzymiania swojej roli nadmienię, że moje zainteresowania naukowe oraz publikacje koncentrujące się na politycznych i literackich związkach polsko-niemieckich stanowiły dla Erharda pewien drogowskaz, za którym z pełną energią podążył. Dla przykładu: Jego pierwsza samodzielna publikacja książkowa Resurescat Polonia: das Verhältnis der Bevölkerung preussischen Rheinprovinz zum polnischen Novemberaufstand 1830-31 im Licht der heimischen Presse (Kirsch-Verlag 2012) narodziła się z naszych dyskusji na temat powstania listopadowego, a zwłaszcza jego echa w publicystyce i literaturze niemieckiej tego czasu. Moje i innych badaczy publikacje koncentrowały się głównie wokół niemieckiego ruchu polonofilskiego. Książka Erharda Brödnera po raz pierwszy poświęcona została stosunkowi ludności oraz polityce władz wobec polskiego powstania na terenach pruskiej Nadrenii. To ważne uzupełnienie obrazu reakcji na powstanie listopadowe w różnych krajach niemieckiego obszaru językowego.
Omawiana publikacja stanowiła doskonałe przygotowanie do dalszej Jego aktywności propagatorskiej, tak w Niemczech jak i w Polsce, na rzecz wzajemnego poznania. Poza udziałem w licznych sesjach naukowych nawiązał Erhard ścisłą współpracę z dwumiesięcznikiem „Bunt Młodych Duchem”, na łamach którego analizował wiele zagadnień z trudniej historii polsko-niemieckiej. Współpraca trwała aż do likwidacji pisma w 2010 roku. Podobnie ściśle współpracował z rocznikiem polsko-niemieckim „Zarys”, w którym opublikował wiele materiałów biograficznych.

Znaczącą rolę odegrał również Erhard jako tłumacz. Bliska mu była zwłaszcza poezja, więc na tym gruncie poszczycić się może wieloma dokonaniami. Czy były to samodzielne tomiki przełożone na język niemiecki (ks. Jerzego Szymika, Ryszarda Sobieszczańskiego, Piotra Roguskiego), czy wiersze w rozlicznych antologiach, wykonywał je z dużym kunsztem translatorskim. Próbował również sam pisać wiersze. Przytoczę jeden przykład. W dłuższym utworze zatytułowanym Was gehen mich die Polen an? (Co mnie obchodzą Polacy?) końcowa zwrotka, jako pointa, brzmi:
Das mag man als Erklärung sehen ̸ To wyjaśnia
Warum mich Polen – Land und Leute – ̸̸ Dlaczego Polacy – kraj i ludzie
Als Deutscher und als Bruder viel angehen ̸̸ Obchodzą mnie jako Niemca i brata
In der Vergangenheit und Heute ̸ Tak w przeszłości jak i dzisiaj
Osobny rozdział w aktywności polonofilskiej Erharda stanowił Jego udział w pracach międzywydziałowego Centrum Badań Niemcoznawczych z siedzibą w Akademii Humanistycznej w Pułtusku.
Ostatnią publikacją o sporym ciężarze gatunkowym dla niemieckich badań nad historią Polski była książka wydana w wydawnictwie Petera Langa Polonica non leguntur – Polnisches liest man nicht? Zur Geschichte des schwierigen deutsch-polnischen Verhältnisses (2021). Poruszył w niej Erhard drażliwy z polskiego punktu widzenia problem pruskiej polityki kulturalnej, którą w drugiej połowie XIX wieku historyk Heinrich von Treitschke ujął łacińską formułą Polonica non leguntur, czyli: Poloników nie czyta się. Wyrażała ona dewartościujące stanowisko wobec kultury polskiej jako zacofanej i bez wartości dla czytelnika niemieckiego.
Żegnaj Uczniu i Przyjacielu!










