Tę wyprawę planowaliśmy od dawna. Mieliśmy kilkakrotnie ponawiane zaproszenie do odwiedzenia Płazy, w której mieszka poznany przeze mnie latem 2004 roku w Chicago Kazik K. Ciągle odraczana, w końcu doszła do skutku w ostatnich dniach sierpnia 2020 roku. Wyruszamy w samo południe w piątek 28 sierpnia. Kierujemy się na Jędrzejów, Miechów, gdzie zgodnie z planem robimy pierwszy dłuższy postój. Parkuję na zapleczu Bazyliki kolegiackiej Grobu Bożego (1), którą zwiedzamy podziwiając jej bogate architektonicznie 1 wnętrze. Miechowska kolegiata jest trzynawową trójprzęsłową bazyliką gotycką z XIV wieku, z fragmentami romańskimi z pierwszego trzydziestolecia wieku XIII, przebudowaną w stylu późnobarokowym w drugiej połowie wieku XVIII. Jest siedzibą Miechowskiej Kapituły Kolegiackiej. W 1996 roku uzyskała od Jana Pawła II tytuł bazyliki mniejszej. Pamiętać należy, że ta bazylika jest kościołem jedynej parafii pod wezwaniem Grobu Bożego w Polsce, założonej w 1163 roku przy klasztorze bożogrobców. Utrwalam wnętrze bazyliki. Główny ołtarz kościoła rokokowo-klasycystyczny jest imponujący, przedstawia scenę Zmartwychwstania. Ołtarze boczne w stylu rokokowym. Przechodzimy następnie do klasztoru z prostokątnym wirydarzem, z gotycko-renesansowymi krużgankami. W wirydarzu znajduje się kaplica Grobu Bożego, przy której się zatrzymujemy na dłuższą chwilę. To kopia kaplicy w Jerozolimie, z Grobem Pańskim oraz kopią Całunu Turyńskiego, w rzeczywistości niewielka komora przykryta polichromowanym sklepieniem, pośrodku której stoi kamienny sarkofag (2) z barokową drewnianą dekoracją. Grób Chrystusa został wybudowany około 1530 roku na linii wschód-zachód, podobnie jak autentyczny grób Chrystusa w Jerozolimie. Łoże grobowe może pomieścić pięć osób. Wymiary kaplicy wewnętrzne są bardzo zbliżone do pierwowzoru jerozolimskiego. Warto pamiętać, że kaplicę wzniesiono na ziemi przywiezionej z Jerozolimy, a w jej ścianę wmurowano kamień z tamtejszego Grobu Chrystusa. Mocą zawartego ze Stolicą Apostolską konkordatu wschowskiego z 1737 roku królowie polscy mieli prawo mianować tutaj opatów komendatoryjnych.
Po opuszczeniu bazyliki odwiedzamy usytuowany obok budynek starej plebanii oraz dom generałów Zakonu Bożogrobców (3), w którym obecnie mieści się Muzeum Ziemi Miechowskiej. Zostało otwarte w 1910 roku jako Muzeum Regionalne PTTK, pierwsza tego typu placówka w Królestwie Polskim. Działało do 1919 roku. Działalność muzealną wznowiono dopiero w roku 1923. Wybuch II wojny światowej spowodował utratę znacznej części zbiorów. Ostatecznie w 1952 roku Muzeum przeszło pod zarząd PTTK. Muzealia ulegały wielokrotnemu przemieszczaniu i przez to uszkodzeniu. W 1968 roku zbiory powróciły do zabudowań poklasztornych. W latach 80. i 90. eksponaty były ponownie kilkakrotnie przenoszone. Część z nich zaginęła. Obecne muzeum zostało utworzone w październiku 2012 roku na podstawie porozumienia władz samorządowych Miechowa z parafią Grobu Bożego. Placówka jest spadkobiercą tego PTTK-owskiego muzeum z początku XX wieku, stanowiąc dowód na reaktywację zbiorów sprzed lat.
Oprócz opieki nad zbiorami Muzeum prowadzi działalność edukacyjną poprzez organizowanie lekcji muzealnych, warsztatów, a także oprowadzanie po Bazylice Grobu Bożego i zabudowaniach poklasztornych. Dysponuje wieloma cennymi zabytkami archeologicznymi, historycznymi i etnograficznymi z terenu powiatu miechowskiego. Na wystawie stałej są prezentowane bezcenne zabytki ze skarbca bożogrobców, XVI i XVII-wieczne szaty i sprzęty liturgiczne, księgi i obrazy, ornaty wykonane z tkanin perskich i tureckich, atłasów, aksamitów i jedwabi. Warta polecenia jest ekspozycja upamiętniająca ważne wydarzenia z dziejów miasta i regionu, poświęcona powstaniu styczniowemu i rozegranej 17 lutego 1863 roku Bitwie Miechowskiej. Muzeum organizuje także wiele wystaw czasowych, podczas których skupia się na pielęgnowaniu tradycji, historii i kultury związanej z tutejszym regionem.
Opuszczamy miechowskie muzeum i przez rynek docieramy do dworku „Zacisze” (4). To jeden z najcenniejszych zabytków budownictwa staropolskiego. Ten parterowy modrzewiowy budynek wzniesiono w roku 1784, o czym świadczy data 16 sierpnia 1784 r. umieszczona na belce stropowej. Obecnie (od 15 lutego 2011 roku) dworem zarządza Biuro Wystaw Artystycznych „U Jaksy”. Urządzono w nim izbę regionalną z klimatycznym wystrojem dworkowym z przełomu XIX i XX wieku. Podczas zwiedzania Izby, oryginalnego matecznika ziemi miechowskiej, oglądamy na jednej ze ścian tablicę z opracowaną historią dworu, podkreślającą znaczenia rodziny Kulczyckich w jego dziejach. W tym okresie (II połowa XIX wieku) dworek był ośrodkiem życia kulturalnego i towarzyskiego Miechowa.
Opuszczamy Izbę Regionalną i jedziemy w kierunku Olkusza przez Porębę Dzierżną, w której zatrzymujemy się na zapleczu drewnianego Kościoła św. Marcina. Pochodzi z 1766 roku, remont i rozbudowa świątyni nastąpiła w 1870 roku. Dobudowano wówczas murowaną nawę od strony zachodniej. Obok świątyni drewniana wolnostojąca dzwonnica, pochodząca z okresu powstania kościoła. W pobliżu znajduje się też dwór wybudowany w końcu XVIII wieku przez rodzinę Hubickich, ówczesnych właścicieli wsi. Od roku 1877 tutejszym majątkiem zarządzał Leon Epstein, przemysłowiec z Warszawy. W roku 1919 dwór przejął Ignacy Świętochowski. Kolejnymi właścicielami majątku była rodzina Siekierzyńskich. W roku 1936 miał miejsce pożar dachu, co spowodowało jego wymianę z gontu na dachówkę. Oprócz tego przebudowano również ganek wejściowy. W trakcie II wojny światowej w 1944 roku mieścił się tu konspiracyjny szpital polowy Armii Krajowej, w którym udzielano pomocy medycznej rannym. W latach 50. XX wieku działała w dworze świetlica i mieściło się wojskowe kino. Pod koniec lat 80. stan obiektu był fatalny. Wydawało się, że to już koniec tego niegdyś pięknego miejsca. Jednak zyskało ono nowych właścicieli i po kilkuletnim remoncie przywrócono mu dawny blask i klasycystyczny styl. Ogrodzenie nie pozwala na utrwalenie obiektu. Warto dodać, iż dwór w Porębie Dzierżnej jest otoczony okazałym parkiem, w którego południowej części znajduje się spory staw.
Opuszczamy Porębę i jedziemy dalej, zatrzymując się w Wolbromiu przy zabytkowym kościółku modrzewiowym (5). To dawny Szpitalny Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP, ufundowany w 1638 roku przez ks. Marcina Wolbrama. Barokowy charakter kościoła podkreśla m.in. fasada z trójkątnym szczytem oraz wysoka czworoboczna wieżyczka z latarnią. Ciekawe i zabytkowe jest także wyposażenie kościoła z barokowymi ołtarzami, sarkofagami oraz gotyckim posągiem Matki Boskiej z Dzieciątkiem z XVI wieku. Po drugiej stronie ulicy znajdował się szpital – przytułek dla ubogich, starców i kalek. Jedziemy na Rynek, kwadratowy, otoczony niewielkimi XIX-wiecznymi piętrowymi kamieniczkami, ze stojącym we wschodniej połaci pomnikiem Kilińskiego, pułkownika Powstania Kościuszkowskiego, który był szewcem i patronuje szewcom, a tych niegdyś w Wolbromiu nie brakowało. W północno-wschodnim narożniku Rynku stoi górujący nad otoczeniem Kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej Dziewicy i Męczennicy. To kościół parafialny. Obecny barokowy kształt zyskał w wieku XVII, dzięki sprowadzonym w 1628 roku przez ks. Marcina Wolbrama Kanonikom Regularnym Laterańskim z krakowskiego Kazimierza. Na uwagę we wnętrzu kościoła zasługuje jego barokowe wyposażenie, ołtarze autorstwa Pawła Turbasa oraz otaczany kultem wizerunek Matki Boskiej Pocieszenia. Warto pamiętać, że pierwsza świątynia w stylu gotyckim w tym miejscu powstała już w wieku XV, a obecna plebania, stojąca obok kościoła, to dawny, pochodzący z połowy wieku XVII, budynek klasztorny. Otóż przy kościele parafialnym od wieku XVI funkcjonował klasztor Kanoników Regularnych Laterańskich reguły św. Augustyna z kościoła Bożego Ciała w Krakowie (1628) (jak wiadomo kasata klasztoru nastąpiła wskutek ukazu władz carskich w roku 1864 i od tego czasu funkcjonuje w nim plebania). Przed opuszczeniem Wolbromia zaglądamy jeszcze na zachowany do dzisiaj fragment cmentarza żydowskiego – kirkutu. Znajduje się przy ulicy Skalskiej, na zapleczu czynnego obecnie pogotowia ratunkowego. Powstał w XIX wieku. Wskutek dewastacji, z okresu 6 II wojny światowej do naszych czasów zachowały się tylko pojedyncze nagrobki. W latach 80. XX wieku teren kirkutu uporządkowano i ogrodzono. W roku 1988 odsłonięto pomnik ku czci ofiar Holocaustu (6).
Przez Olkusz docieramy do Trzebini. Tu zatrzymujemy się na ulicy Piłsudskiego, w okolicy dworu Zieleniewskich – obecnie będącego siedzibą Centrum Kultury. Historia dworu sięga XIV wieku. Pierwszymi jego właścicielami była rodzina Karwacjanów. Na przestrzeni wieków zmieniali się zarówno właściciele, jak też sam obiekt. Aktualny kształt i wygląd zyskał w wieku XVIII. Obecnie jest budynkiem posiadającym łamany dach polski. Od frontu zwieńczono go czterokolumnowym portykiem (7). Dzisiejsza nazwa dworu pochodzi od nazwiska rodziny Zieleniewskich, ostatnich gospodarzy, właścicieli tutejszej kopalni węgla. Dwór nie remontowany z czasem ulegał niszczeniu. Przez dlugie lata był siedzibą Nadleśnictwa Chrzanów, później mieścił się w nim sklep meblowy. W roku 1971 wpisano go wraz z otaczającym parkiem do rejestru zabytków. Po ponad 10 latach, w roku 1983 obiekt został odkupiony przez Skarb Państwa od pełnomocnika ostatniego członka rodziny Zieleniewskich – Zbigniewa Zieleniewskiego. W połowie 1991 roku przeszedł na własność Gminy Trzebinia. Z inicjatywy utworzonego Społecznego Komitetu Renowacji Dworu Zieleniewskich rozpoczęto jego odbudowę, którą ukończono w 1996 roku. Renowacja obiektu przyniosła pewne zmiany architektoniczne – od strony wschodniej dobudowano taras, a pomieszczenia na poddaszu zaadaptowano na pokoje hotelowe. W podziemiach dworu swą działalność prowadzi restauracja, zaś na parterze odbudowanego obiektu znalazła siedzibę instytucja kultury. Organizowane są tu koncerty, wystawy oraz spotkania z twórcami. W murach dworu gościli m.in. Danuta Rinn, Jan Nowicki, Janusz Olejniczak, Justyna Steczkowska, Stanisław Soyka. Od 1 lipca 2011 roku Dwór Zieleniewskich jest jedną z placówek Trzebińskiego Centrum Kultury.
Kolejnym zwiedzanym obiektem w Trzebini jest położona nieopodal dworu Zieleniewskich, synagoga kupiecka (8). Zbudowana została w XIX wieku z incjatywy cechu kupców. Podczas II wojny światowej Niemcy zdewastowali jej wnętrze. Od czasu zakończenia wojny mieści się w niej stolarnia. Murowany z cegły budynek wzniesiono na planie prostokąta, frontem do ulicy. Wewnątrz obiektu, w jego części południowej znajduje się główna sala modlitewna, do której wchodzi się przez przedsionek, a nad nim jest usytuowany babiniec. Na fasadzie mieścił się aron-ha-kodesz. Po bokach widnieją dwa pilastry, a całość jest nakryta dwuspadowym dachem. Dalej oglądamy zabytkowy narożny dom przy ulicy Narutowicza 13 (i Kościuszki), wybudowany w roku 1901, oraz założony w roku 1815 cmentarz żydowski, z dobrze zachowanymi macewami. Cmentarz ma powierzchnię 0,5 ha i dzieli się na cztery kwatery: męską, żeńską, chłopięcą i dziewczęcą. Został zniszczony podczas II wojny światowej. Do naszych czasów zachowało się około 250 macew. Obiekt jest ogrodzony, a wstępu do środka broni okazała metalowa brama.
Następnie jedziemy ulicą Długą, po drodze zatrzymując się na parkingu przy ulicy Głowackiego, przed Kościołem pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej. Na specjalnej tablicy czytamy, że w dniu 31 stycznia 2013 roku papież Benedykt XVI nadał temu kościołowi tytuł bazyliki mniejszej. Spacerujemy po rozległym obiekcie klasztornym, oglądamy okazały dom rekolekcyjny, dom św. Józefa, Grobowiec Salwatorianów, Grotę Najświętszej Maryi Panny, wnętrze sanktuarium. Całość robi duże wrażenie i wzbudza szacunek dla założycieli tego obiektu kultu religijnego, dla salwatorianów, którzy tu w Trzebini w roku 1901 założyli pierwszą placówkę tego zakonu na ziemiach polskich. Początkowo wynajmowali budynek, by po dwóch latach zakupić 3 ha ziemi za stacją kolejową z przeznaczeniem na budowę zabudowań klasztornych i kościoła. W roku 1910 poświęcono kamień węgielny pod budowę świątyni, zaprojektowanej w stylu neogotyckim. Budowę przerwał wybuch I wojny światowej. Prace nad kościołem podjęto dopiero w roku 1954, a zakończono w 1961. W roku 1967 figurę Matki Bożej przeniesiono do specjalnie przygotowanej kaplicy, a w 1967 uroczyście ukoronowano koronami papieskimi, podnosząc ten kościół do rangi Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej.
Robi się późno, wsiadamy do samochodu ruszając w trasę. Wracamy na ulicę Długą i jedziemy w stronę Chrzanowa. Po drodze, na wysokości dworca kolejowego mijamy rezydencję „Pod zegarem”. Wkrótce jesteśmy na obwodnicy Chrzanowa, z której docieramy do Płazy. Z trudem odnajdujemy ulicę Szarotki, gdzie po chwili witamy się z gospodarzami, Kaziem i jego żoną Kazimierą. Parkujemy na zapleczu murowanego piętrowego ich domu. Po rozpakowaniu siadamy do kolacji i planujemy jutrzejszy dzień. Potem w salonie prowadzimy, jak na Polaków przystało, rozmowy o polityce. Na szczęście gospodarze podzielają nasze sympatie polityczne, więc atmosfera jest miła i prawdziwie polska. Następnego dnia, w sobotę 29 sierpnia wstajemy przed 8.00. Przy śniadaniu uzgadniamy plan zwiedzania Chrzanowa i okolic. Potem Kazik pokazuje mi swoje gospodarstwo. Jest spory kawałek ogrodu, zabudowania gospodarskie i duma gospodarza – własnoręcznie wykonany w stylu myśliwskim letni domek oraz jednopiętrowy murowany podpiwniczony dom z zagospodarowym poddaszem. Funkcjonalny, o czym się mogliśmy wczoraj przekonać, a to najważniejsze. Po porannej kawie w towarzystwie Kazika wyruszamy w trasę. Najpierw jedziemy leśną drogą na pobliskie wzgórze górujące nad otoczeniem. Przez chwilę rozkoszujemy się pięknym widokiem na Puszczę Dulowską, kompleks leśny otaczający wioskę. Płaza to rzeczywiście malownicza miejscowość. Jej zjawiskowość podkreśla wąska dolina rzeczki Płazianki, urokliwe wąwozy, strome stoki i piękna przyroda. A Puszcza Dulowska słynie z niezwykle bogatej fauny. Żyją tu sarny, dziki, lisy, borsuki, kuny leśne i łasice. Przed wyjazdem z lasu utrwalam jeszcze przydrożną kapliczkę (9). Jak nas informuje Kazik, Płaza słynie z takich rozlicznych kapliczek. Towarzyszą one każdej drodze prowadzącej do miejscowości.
W Chrzanowie parkujemy na ulicy Krakowskiej, nieopodal biura serwisowego prowadzonego przez synów Kazika. Zastajemy tylko starszego Radka, młodszy Michał jest na urlopie. Idziemy pieszo na Rynek. Kwadratowy, kilkakrotnie przebudowywany i modernizowany, z zabudową murowaną. Wcześniejsza, XVI i XVII-wieczna drewniana została strawiona przez pożary. Piętrowy ratusz z zegarem przetrwał do XVIII wieku. Obecne kamieniczki, które możemy oglądać, w większości zbudowano w połowie XIX i na początku XX wieku. Najstarsza z nich pochodzi z XVIII wieku, ale najciekawszym budynkiem jest kamienica pod nr. 13 (na zdj. 10 w środku), zbudowana w latach 1905-07 dla Jakuba Braunera. To dwupiętrowa budowla secesyj- na, z fasadą z gla- zurowanej cegły, z okazałą dekoracją plastyczną. Bogato zdobiona ornamentami roś- linnymi, z wielkim plastycznym monogramem właściciela umieszczonym na stylizowanej tarczy herbowej. Projekt budynku prawdopodobnie pochodził z pracowni katowickiego architekta Józefa Kutza. Pierwotnie posiadał balkony (usunięte w 1965 roku).
Podziwiamy kawiarnie na świeżym powietrzu, funkcjonujące w formie tzw. letnich ogródków. Przysiadamy w jednej z nich. Przy kawie Kazik przybliża nam historię miasta. Rodowód Chrzanowa sięga XII wieku, zaś lokację miejską uzyskał około 1350 roku. Leży w historycznej Małopolsce, na pograniczu ze Śląskiem. Od lat był miastem otwartym, pozbawionym murów, którymi nie został otoczony dzięki położeniu wśród rozlewisk, lasów i grzęzawisk. Aż do II wojny światowej był miastem prywatnym. Od połowy wieku XVI do 1640 roku należał do Piotra Ligęzy. Za jego czasów do Chrzanowa zaczęła napływać ludność żydowska. Następnym właścicielem miasta był kasztelan biecki Andrzej Samuel Dembiński, który zafundował kaplicę św. Stanisława w kościele farnym. Po nim miasto pozostawało w rękach (kolejno) Franciszka Stadnickiego ze Żmigrodu, Józefa Ossolińskiego, Alberta Kazimierza, księcia saskiego i cieszyńskiego (w latach 1804-22, już w okresie zaboru austriackiego), Jana Mieroszewskiego, od którego miasto w roku 1856 nabyła spółka kupców wrocławskich: Loewenfeld, Silbergleit i Kuźnicki. Po jej rozwiązaniu miastem władali do 1939 roku potomkowie Loewenfelda. W czasie II wojny szczególnie tragiczny był los ludności żydowskiej. Zgromadzono ją w urządzonym w roku 1940 gettcie, które trzy lata później zlikwidowano, a Żydów wywieziono do pobliskiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Zaraz po wojnie, w połowie lutego 1945 roku reaktywował działalność największy chrzanowski zakład – pierwsza Fabryka Lokomotyw w Polsce (powstał w roku 1919 pod nazwą „Fabloku” i funkcjonował do 1939 r., kiedy został przejęty przez Niemców). W latach 1946-50 kontynuowano rozpoczętą przez Niemców produkcję parowozów Riesa pod spolszczoną nazwą „Ryś”. W roku 2013 „Fablok” ogłosił upadłość. W roku 2019 – równo sto lat od powstania „Fabloku” – teren i wyposażenie słynnej chrzanowskiej fabryki wykupiła firma „Martech-Plus”, produkująca lokomotywy i urządzenia dla branży kolejowej.
Opuszczamy kawiarnię i udajemy się z północno-zachodniego narożnika Rynku na ulicę Mickiewicza, gdzie znajduje się zbudowany na przełomie XIII i XIV wieku w stylu gotyckim Kościół św. Mikołaja (11). Świątynia swoją ostateczną formę, która przetrwała do 1912 roku, uzyskała w XV wieku. Jedyną pozostałością tamtej gotyckiej bryły kościoła jest obecnie prezbiterium. Gruntowna przebudowa świątyni wg projektu Stanisława Oszackiego, przeprowadzona w latach 1912-14, nadała kościołowi obecną formę. Wśród ciekawych eksponatów z wyposażenia świątyni można wyróżnić wielki żyrandol z wizerunkiem Orła Białego oraz mozaikowy obrazek z 1888 roku przedstawiający Madonnę z Dzieciątkiem, będący darem papieża Leona XIII dla Henryka Loewenfelda. Pod kościołem znajdują się podziemne krypty, w których spoczywają doczesne szczątki m.in. dawnych właścicieli Chrzanowa oraz niektórych znanych mieszczan. Kościół jest obwiedziony kamiennym murem o XV-wiecznym rodowodzie. Warto pamiętać, że w roku 2008 na wniosek władz miasta watykańska Kongregacja do spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wydała dekret o uznaniu świętego Mikołaja z Miry za patrona Chrzanowa. Opuszczamy świątynię i swoje kroki kierujemy w stronę Parku Miejskiego noszącego nazwę „100-lecia Odzyskania Niepodległości”. Stoją tam dwa okazałe bliźniacze obeliski, ten po lewej stronie poświęcony prof. Lechowi Kaczyńskiemu, prezydentowi RP, jego małżonce Marii i 94 ofiarom katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku. I u dołu data 3 Maja 2010. Ten z prawej strony upamiętnia ofiary zbrodni katyńskiej pochodzące z Chrzanowa: przod. Policji Państwowej Jana Tomasza Oczkowskiego, mjr. dypl. WP Franciszka Marka Piekarskiego, ppor. rez. WP Emila Antoniego Stacha oraz ppor. rez. WP Włodzimierza Felicjana Stradę. I u dołu napis W 70. Rocznicę Zbrodni Katyńskiej; 7.04.2010 Mieszkańcy Chrzanowa. Ze zdziwieniem stwierdzam, że ten lewy obelisk posiada wyraźne ślady klejenia. Czyżby w Chrzanowie nie mieszkali polscy patrioci?
Na zapleczu Parku Miejskiego, przy ulicy Mickiewicza mieści się Muzeum chrzanowskie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich, do którego kierujemy swoje kroki (12). Specjalna tablica umieszczona na jednej ze ścian informuje, iż w tym budynku jesienią 1916 roku założony został przez grono profesorów i uczniów Gimnazjum Stanisława Staszica oraz przez młodzież rękodzielniczą miasta Chrzanowa Chór Męski „Żaby”. Tablicę odsłonięto w listopadzie 1986 roku z okazji 70-lecia działalności zespołu, z inicjatywy członków chóru. Decydujemy się na poznanie zbiorów chrzanowskiego muzeum. Nie żałujemy, bo są okazałe, świetnie wyeksponowane. Poza tym mamy szczęście natrafić na sympatycznego pracownika. Mimo że oficjalnie placówka tego dnia była nieczynna, wpuścił nas do środka i oprowadził po muzeum. Dowiedzieliśmy się, że zostało otwarte 21 lipca 1960 roku (a więc obchodzi 60-lecie działalności). Jego siedzibą jest zabytkowy XVI-wieczny lamus dworski, przebudowany w XIX wieku przez ostatnich właścicieli – Loewenfeldów. Inicjatorami utworzenia placówki muzealnej w Chrzanowie było małżeństwo – Irena i Mieczysław Mazarakowie, przyrodnicy, nauczyciele i wychowawcy młodzieży w Państwowym Gimnazjum i Liceum, zaangażowani w życie społeczne i ekologię. Mieczysław Mazaraki był wieloletnim dyrektorem tej placówki. Stąd muzeum od roku 2004 nosi ich imię. Spacerujemy po siedmiu salach muzeum. Oglądamy wystawy stałe: geologiczną, historyczną (Dzieje Chrzanowa), archeologiczną, judaica (w synagodze i domu żydowskim), salonik mieszczański z przełomu XIX i XX wieku, gabinet osobliwości – pasje Ireny i Mieczysława Mazarakich. Bardzo rozbudowano dział historii lokalnego przemysłu. W zbiorach Muzeum znajdują się pamiątki związane z Fabryką Lokomotyw „Fablok”, Zakładami Górniczymi „Trzebionka”, Kopalnią Rud „Matylda”. Wśród nich znajdziemy mapy, dokumenty, zdjęcia, modele oraz inne eksponaty związane z tymi zakładami przemysłowymi. Żegnamy się z sympatycznym kustoszem, panem Arturem W., dziękując za życzliwość.
Następnie udajemy się w kierunku Alei Henryka (d. Henryka Loewenfelda), przy której pod numerem 16. znajduje się „Dom Urbańczyka” (13). Usytuowany w niewielkim ogrodzie jest Oddziałem Wystaw Czasowych. Budynek zaprojektował i zbudował w końcu wieku XIX powiatowy budowniczy Franciszek Urbańczyk. Miasto zakupiło go w roku 1981 bezpośrednio od spadkobierców ostatniego właściciela, prof. Tadeusza Urbańczyka. Obiekt oddano do użytku jesienią 1985 roku, organizując wielką jubileuszową wystawę dorobku Muzeum w 25-lecie jego istnienia. Poza wystawami czasowymi „Dom Urbańczyka” jest miejscem spotkań literackich oraz wernisaży artystycznych. Sam budynek jest ciekawym przykładem małomiasteczkowego budownictwa willowego o wyraźnie regionalnych cechach. Warto pamiętać, że w czasie okupacji ten budynek stanowił ośrodek tajnego nauczania.
Wracamy do samochodu. Po drodze mijamy zabytkowy budynek Banku Spółdzielczego z końca XIX wieku, postawiony jako siedziba Towarzystwa Zaliczkowego. Jedziemy w kierunku Placu Tysiąclecia, gdzie stoi pomnik Wolności i Zwycięstwa z roku 1971. Nieopodal widnieje bryła Kościoła św. Jana Chrzciciela. Na Placu oglądamy jeszcze kilka egzemplarzy parowozów „Ryś”, w tym model parowozu wąskotorowego T49.
Kierujemy się teraz na ulicę Borowcową, gdzie znajduje się cmentarz żydowski. Został założony w połowie wieku XVIII. Zwany jest kierkowem lub kirkutem, od niemieckiego słowa Kirchhoff oznaczającego dziedziniec kościelny, gdzie od średniowiecza zazwyczaj lokowano cmentarze. W okresie okupacji zlikwidowano najstarszą część cmentarza. Aktualnie nekropolia zajmuje obszar 1,6 hektara. Zachowało się około 1500 macew (wg innych źródeł dwukrotnie więcej) (14), z których najstarsza postawiona na grobie Lei, córki Józefa Jozłe pochodzi z 1802 roku, 14 a najmłodsza z roku 1949. Na cmentarzu znajdują się dwa ohele, czyli budynki wzniesione nad grobami zasłużonych rabinów. Ohel północny usytuowany w pobliżu bramy został zbudowany nad grobem rabina Salomona Buchnera, ucznia Elimelecha z Leżajska, zmarłego w roku 1828, po 40 latach pełnienia funkcji rabina. W ohelu południowym spoczywa sześciu przedstawicieli rabinackiego rodu Halberstamów, żyjących na przełomie XIX i XX wieku. Mamy szczęście, że brama na kirkut jest otwarta, dzięki temu, że jest na nim opiekun placówki, który oprowadza nas po obiekcie. Pokazuje wnętrze jednego z oheli (kaplic grobowych) oraz pozwala się sfotografować przy doskonale zachowanej macewie, objaśniając znaczenie wyrytych na niej słów i postaci zwierząt pełniących funkcję wyobrażeń symbolicznych (15). Sympatyczny przewodnik po kirkucie pokazuje inne macewy upamiętniające pochówki kupców, rzemieślników, miejscowych notabli, ich żon i dzieci. Bogaci obok biedaków, niewykształceni prostaczkowie obok uczonych w piśmie. Podkreśla znaczenie cmentarza żydowskiego, który oprócz historii jest dowodem upamiętniania śladów wielowiekowej kultury żydowskiej w jej sakralnym wymiarze. Informuje, że w centrum nekropolii ulokowano zbiorową mogiłę 37 osób zamordowanych przez hitlerowców w Trzebini w pierwszych dniach września 1939 roku. Ustawiona na niej macewa upamiętnia także wszystkich Żydów z Chrzanowa, którzy zginęli w obozie Auschwitz-Birkenau. Od grudnia 2007 roku opieką nad cmentarzem w imieniu Gminy Chrzanów zajmuje się Muzeum chrzanowskie. Żegnamy się z naszym przewodnikiem i ruszamy w dalszą drogę. Wracamy do Płazy. Po drodze Kazik przybliża nam dzieje rodzinnej miejscowości.
Pierwsze wzmianki na jej temat pochodzą z 1376 roku. Dotyczyły budowy kościoła parafialnego. Nazwa kościoła (Podwyższenia Krzyża Świętego) pochodzi z końca wieku XVI. Zwiedzimy go dzisiaj, ale wcześniej zobaczycie zakład Wapienniczy „Wapiennik”, właściwie jego pozostałości – informuje. Po chwili parkujemy naprzeciw zakładu. Jest nieczynny, a brama wjazdowa zamknięta na trzy spusty. Szkoda, bo w zakładzie znajduje się zabytkowy kręgowy piec wapienniczy do wypalania wapna typu „Hoffman”. Niestety możemy tylko zrobić zdjęcie z pewnej odległości (od torów kolejowych) budynku, w którym znajduje się ów zabytkowy piec (16). Kazik informuje, iż wapiennik typu „Hoffman” pochodzi z 1892 roku. Piece tego typu działały do połowy XX wieku, obecnie w Polsce pracuje jeszcze ok. 100 pieców kręgowych, głównie w zakładach ceramicznych. W przemyśle wapienniczym nie pracuje żaden. Nigdzie też na terenie Europy nie zachował się kompletny egzemplarz w tak dobrym stanie jak w Płazie. Co do zakładu, to funkcjonował od roku 1891 do lat 60. XX wieku. Produkował wapno na potrzeby budownictwa. Jego produkcja prowadzona była sezonowo. Wapno uzyskane z pieca kręgowego było wysokiej jakości. Ostatni wypał odbył się w 1963 roku. Obecnie teren „Wapiennika” należy do spółki „Kans-Pol”.
Jedziemy, zgodnie z planem, obejrzeć Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego. Budowę obecnego kościoła zakończono w 1576 roku, a jego konsekracja miała miejsce w 1605 roku. W ciągu wieków jego architektura i wystrój wielokrotnie ulegały przekształceniom i uzupełnieniom. W przedsionku kościoła Kazik pokazuje nam tablicę upamiętniającą wizytę w Płazie w dniu 6 kwietnia 1975 ówczesnego kardynała Karola Wojtyły. We wczesnobarokowym ołtarzu głównym jest umieszczony obraz Jezusa Ukrzyżowanego, autorstwa Bronisława Abramowicza, pochodzący z roku 1885. Po obu stronach ołtarza znajdują się rzeźby z drewna, które przedstawiają postacie świętych Piotra i Pawła. Z lewej strony prezbiterium barokowo-klasycystyczna ambona. Na kościele umieszczono barokową sygnaturkę oraz dzwon wykonany w 1850 roku. Obok świątyni cmentarz przykościelny.
Wsiadamy do samochodu i jedziemy teraz w stronę pałacu Starzeńskich. Jego początek jest datowany na wiek XVIII, kiedy wybudowano dwór, zabudowania gospodarcze i założenia ogrodowe. W roku 1900 ówczesny właściciel obiektu, Adam Starzeński, pod kierunkiem architekta Zygmunta Hendla, dokonał przebudowy dworu w rezydencję pałacową. Zmieniono płaski gontowy dach na mansardowy, dodano lukarny, podwyższono część środkową z portykiem i dodano balkon, zaś pawilony zamieniono na wieżyczki. W roku 1923 Antoni Starzeński (syn Adama) przekazał hektar ziemi pod budowę szkoły, obecnie noszącej imię rodziny Starzeńskich. Po roku 1945 (do 1953) w pałacu działało Państwowe Technikum Rachunkowości. Użytkowany do celów oświatowych obiekt uległ nieodwracalnym zmianom. Zatarte zostały kompozycyjne założenia pałacowe. Od roku 1954 w dawnym pałacu funkcjonuje Dom Pomocy Społecznej. Obecnie świadczy usługi dla osób przewlekle chorych psychicznie. Nad zabytkiem sprawują opiekę władze samorządowe powiatu chrzanowskiego. Niestety z powodu pandemii coronawirusa dostęp do pałacu jest niemożliwy. Prezentowane zdjęcie (17) pochodzi z serwisu internetowego urzędu gminy. Warto dodać, iż z okazji rocznicy 60-lecia Powiatowemu Domowi Pomocy Społecznej nadano imię Adama Starzeńskiego. Na terenie zabytkowego parku znajduje się ogólnodostępna stadnina prowadzona przez Towarzystwo Przyjaciół DPS w Płazie, która oferuje naukę jazdy konnej. Funkcjonuje tutaj także hotel dla koni. Ulicą Bolęcińską, przy której natrafiamy na murowany jednopiętrowy budynek z zegarem i zagadkowym napisem Jedna z tych godzin będzie Twą ostatnią, jedziemy w stronę Babic.
Zatrzymujemy się na parkingu przed Nadwiślańskim Parkiem Etnograficznym w Wygiełzowie, u podnóża średniowiecznego Zamku Lipowiec. Nabywamy bilety i udajemy się na spacer po rozległym obiekcie. Z zakupionego albumu dowiaduję się, iż budowę skansenu rozpoczęto w 1968 roku. W październiku 1973 roku nastąpiło oficjalne otwarcie parku etnograficznego – oddziału Muzeum w Chrzanowie. Jako samodzielna instytucja kultury Muzeum – Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie i Zamek Lipowiec zostało utworzone 1 stycznia 2007 roku, po wydzieleniu ze struktur Muzeum w Chrzanowie. Muzeum jest skansenem regionalnym obrazującym kulturę ludową Krakowiaków Zachodnich. Zajmuje ponad 5 hektarów powierzchni, na której wyeksponowano 27 obiektów budownictwa drewnianego. Pierwszym zwiedzanym przez nas jest spichlerz dworski z Kościelca z 1798 roku (18). Należał do zabudowań gospodarczych przy dworze hrabiego Adama Starzeńskiego.
Ściany z bali o zrębowej konstrukcji zostały odtworzone w skansenie przy wykorzystaniu pierwotnego budulca. W spichlerzu oglądamy wystawy czasowe; m.in. Kapliczki, krzyże i figury gminy Alwernia. Mijamy pasiekę przy chałupie sołtysa i dochodzimy do spichlerza z Giełbutowa. Pochodzi z połowy XIX wieku i należał do folwarku zakonu sióstr wizytek. Budynek osadzony na wysokich kamiennych „peckach” usprawniających wentylację. Obecnie służy jako magazyn zbiorów muzealnych. Idziemy dalej w kierunku olejarni z Dąbrowy Szlacheckiej. Pochodzi z II połowy wieku XIX. Jest wyposażona w oryginalne sprzęty służące do wyrobu oleju. Z tablicy umieszczonej na jednej ze ścian czytamy, że była używana do roku 1945, że jeden cykl tłoczenia trwał około 20 minut. Z jednego „makucha”, czyli worka z włosia końskiego wypełnionego mączką z siemienia lnianego, otrzymywano pół litra oleju. W dalszej wędrówce mijamy zabytkowy krzyż „Boża Męka” z II połowy XIX wieku z Luborzycy. Dochodzimy do drewnianego kościoła rzymsko-katolickiego z Ryczowa z 1623 roku pw. Podwyższenia Krzyża Świętego (19). Został zbudowany przez Zakon Cystersów z Mogiły. Wieżę nakrytą cebulastym hełmem dobudowano w XVIII wieku. We wnętrzu trzy ołtarze, które podobnie jak całe wyposażenie kościoła pochodzą z okresu przedziału czasowego od XVI do XIX wieku i zostały pozyskane wraz z obiektem. W barokowym prezbiterium w ołtarzu głównym znajduje się obraz patronalny Podwyższenie Krzyża Świętego, a po jego obu stronach drewniane figury: św. Antoniego i św. Jana Nepomucena. Prezbiterium od nawy oddziela belka tęczowa z grupą pasyjną składającą się z trzech rzeźb: Chrystusa na Krzyżu, Matki Boskiej i św. Jana. W nawie widoczne dwa ołtarze boczne. Z lewej strony późnorenesansowy ołtarz z kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Z prawej ołtarz barokowy z obrazem św. Anny Samotrzeć z 1753 roku. Przy drzwiach bocznych świątyni stoi drewniana rzeźbiona chrzcielnica z przełomu XVI/XVII wieku. W kościele odprawiane są okolicznościowe nabożeństwa towarzyszące ceremoniom ślubnym i tradycyjnym obrzędom. W roku 1991 odbył się tu pierwszy koncert organowy, którym zainaugurowano Międzynarodowy Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej. Przy wejściu bocznym do kościoła, od strony południowej, znajduje się krzyż misyjny z Ryczowa z roku 1928. Obok kościoła stoi okazała dzwonnica alarmowa z Nowej Góry. Nieopodal natrafiamy na chałupę z Benczyna z 1875 roku, zaadaptowaną na plebanię. Jest wyposażona w meble kościelne: szafę, biurko, figurki sakralne na osobnym stole, a nad nimi kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Idąc dalej mijamy zrekonstruowaną zabytkową remizę strażacką ze Złotnik, młyn wodny z Sadka z II połowy wieku XIX, stodołę ze Staniątek (pow. wielicki) z 1865 roku, zabudowania okółu ze Staniątek – elewację z bramą wjazdową z 1855 roku, spichlerz folwarczny z Bobrka z 1779 roku (a w nim wystawę malarstwa twórców regionalnych). Docieramy do leżącego na końcu trasy zwiedzania dworu z Drogini (pow. myślenicki) z 1730 roku (20). To najokazalszy obiekt skansenu.
Wnętrze dworu zostało zaadaptowane na potrzeby działalności muzealnej i administracyjnej. Zbudował go Adam Jordan, a data budowy udokumentowana jest inskrypcją zachowaną na belce stropowej w sali konferencyjnej – „Anno Domini 1730”. Po powstaniu chłopskim w 1846 roku dwór stał się własnością Kazimierza Janoty Bzowskiego herbu Nowina.
Od tej pory ziemie drogińskie przez blisko sto lat należały do rodziny Bzowskich. Dwór był dla niej domem mieszkalnym i równocześnie stanowił centrum administracyjne zarządzania majątkiem. Po 1945 roku majątek odebrano właścicielom, a dwór służył różnym instytucjom popadając w ruinę. W 1985 roku, w związku z budową zalewu w Dobczycach, nastąpiła jego rozbiórka. Został on zakupiony i przeniesiony w roku 1996 do tutejszego skansenu. Po odbudowaniu udostępniono go turystom w 2006 roku. Budynek ma kształt wydłużonego prostokąta, z centralnie umieszczonym kamiennym gankiem filarowo-kolumnowym, z herbem na trójkątnym przyczółku. Dach łamany, dwuspadowy, oczywiście kryty gontem. Wnętrze jest dwutraktowe, pomieszczenia przechodnie w układzie amfiladowym. Wejście główne do dworu prowadzi przez portyk, a dalej do sieni, z której wchodzimy do oddzielnych części: muzealnej i administracyjnej. W części muzealnej oglądamy stałą ekspozycję Mieszkanie zamożnej rodziny ziemiańskiej na przestrzeni stu lat, od połowy XIX wieku do 1945 roku. Zbiory są umieszczone w pięciu salach, które tworzą salon w stylu biedermeier – z portretami Kazimierza i Bogusława Bzowskich (21), pokój pani, pokój rezydentki oraz sypialnię i gabinet pana w stylu eklektycznym. Warto zaznaczyć, iż z dawnego dworu zachowały się jedynie malowane piece z po- 21 czątku XX wieku. W drugiej części dworu, przystosowanej do pełnienia funkcji administracyjnych oraz organizacji komercyjnych imprez: koncertów, spotkań artystycznych i literackich, są wydzielone dwie duże sale służące do eksponowania wystaw czasowych (podczas naszej wizyty we dworze prezentowana była wystawa Lalki świata oraz malarstwa Milana Fiali). Przed opuszczeniem dworu na ścianach sieni oglądamy jeszcze interesującą ekspozycję starej fotografii z archiwum rodu Bzowskich, pokazującą drogiński dwór i jego mieszkańców przed 1945 rokiem.
Wracamy w kierunku bramy wjazdowej do skansenu. Przechodzimy obok młyna wodnego z Sadka z II połowy XIX wieku. Należał do zabudowań folwarcznych Klasztoru Cystersów w Szczyrzycu. To obiekt mieszkalno-gospodarczy o zrębowej konstrukcji ścian, dach spadowy kryty słomianą strzechą, bez komina. Wewnątrz duża izba o glinianej polepie, z zachowanymi oryginalnymi urządzeniami do mielenia mąki. W sąsiedztwie młyna kamienna figura przydrożna z Modlniczki z XVIII wieku, przedstawiająca „Ecce Homo i Matkę Boską Bolesną”. Nieco dalej oglądamy olejarnię z Dąbrowy Szlacheckiej z II połowy XIX wieku. Jest wyposażona w sprzęty do wyrobu oleju. Na końcu tego powrotnego spaceru po skansenie mijamy dom z Alwerni z 1825 (znajduje się tu Powiatowe Centrum Informacji Turystycznej i sklep z pamiątkami) oraz dom z Chrzanowa z 1804 roku. Ten ostatni jest charakterystyczny dla zabudowy podmiejskiej. Był fundowany przez Franciszka Bulińskiego, mistrza cechu szewców. Budowniczy domu to majster ciesielski Józef Marmulewic. Ich nazwiska są uwiecznione na belce „tragarzowej” w dużej izbie. W kuchni wyposażonej w meble 22 z okresu międzywojennego został umieszczony warsztat garncarski, który kiedyś należał do rodziny Klimkiewiczów trudniących się tym rzemiosłem w Chrzanowie od kilku pokoleń. Pośrodku obu zabytkowych chałup studnia publiczna z Aleksandrowic z II połowy wieku XIX (22). Cembrowana kamieniem, zadaszona, w części naziemnej obudowana drewnem. Na północ od studni stoi karczma z Minogi (pow. krakowski), budynek z II połowy XIX wieku. Jest rekonstrukcją dawnego zajazdu. Obecnie został dostosowany do pełnienia usług gastronomicznych i funkcjonuje jako karczma regionalna.
W odległości paru kilometrów od skansenu leży miejscowość Mętków. Kazik proponuje obejrzeć tam ciekawy zabytkowy obiekt. Rezygnujemy więc ze zwiedzania ruin zamku Lipowiec i jedziemy do Mętkowa. Po chwili zatrzymujemy się na parkingu na zapleczu modrzewiowego kościoła (23) o niezwykłej historii. Został wzniesiony w roku 1771 dla parafii Niegowić koło Bochni. Do Mętkowa został przeniesiony w 1973 roku z inicjatywy ówczesnego duszpasterza miejscowej parafii, ks. prałata Franciszka Skupnia. Poświęcenia kościoła dokonał w dniu 1 maja 1974 roku kardynał Karol Wojtyła, ówczesny metropolita krakowski, który pełnił w tymże kościele (w czasach gdy świątynia ta stała w Niegowici) funkcję wikariusza w latach 1948-1949. Z tablicy umieszczonej przed kościołem czytam dokończenie historii o tym ciekawym kościele. Otóż w roku 1982 został kościołem parafialnym. Jest barokową świątynią trójnawową o układzie halowym. Do jego wyposażenia należą barokowe ołtarze: główny z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej oraz dwa boczne z obrazami Serca Jezusowego i św. Anny Samotrzeć. Ambona i chrzcielnica też są barokowe. Na uwagę zasługują również zabytkowe stacje drogi krzyżowej oraz obrazy zdobiące ściany prezbiterium i naw bocznych. Prace ciesielskie w kościele i w stojącej obok dzwonnicy wykonali górale ze Spisza. Na ścianie kaplicy św. Jana Pawła II (znajdującej się w dolnej części dzwonnicy) jest umieszczony napis – W tym miejscu 2 maja 1975 r. był ks. kardynał Karol Wojtyła. A niżej przytoczone słowa polskiego papieża. Bóg nie żąda od nas rzeczy, które nas przerastają. Na zapleczu kościoła kamienny obelisk poświęcony Janowi Pawłowi II z podziękowaniem za to, że jako metropolita krakowski często wizytował ziemię chrzanowską. Obelisk został ufundowany przez mieszkańców ziemi chrzanowskiej i nosi datę 2 kwietnia 2005 roku.
Opuszczamy słynną świątynię w Mętkowie i jedziemy w stronę Alwerni, urokliwego miasteczka ziemi chrzanowskiej. To kolejne, zaplanowane przez Kazika miejsce na dzisiejsze zwiedzanie. Po drodze mijamy widniejące w oddali ruiny zamku Lipowiec. Parkujemy w Alwerni na typowo galicyjskim rynku. Utrwalam jego zabytkową północną stronę (24). Widać murowane parterowe domy z XIX i XX wieku, przebudowane i odnowione. W jednym z nich (tym z prawej strony na zdjęciu) mieści się Samorządowy Dom Kultury. Na specjalnej tablicy czytamy – Powstanie miasta Alwernia jest datowane na XVIII wiek. Jego centralnym punktem był rynek okolony drewnianymi domami z podcieniami, charakterystycznymi dla małych miasteczek Małopolski. Pierwszym królewskim dokumentem potwierdzającym znaczenie Alwerni był przywilej Stanisława Augusta na organizację dorocznych jarmarków dwanaście razy w roku. W wyniku licznych przekształceń i koncepcji zagospodarowania miasta, rynek zamieniono na skwer z bujnymi drzewami. Dziś miasto ma mały park. Tyle tablica. Podczas spaceru wokół rynku oglądamy pojedyncze drewniane domy o konstrukcji zrębowej i czterospadowych dachach. Większość to budynki parterowe murowane, niektóre z podcieniami. Przypominam sobie, iż w skansenie w Wygiełzowie oglądaliśmy zabytkowy drewniany dom z podcieniami, wybudowany w roku 1825, stąd pochodzący. Pośrodku parku w Alwerni znajduje się kaplica św. Floriana. Pochodzi z około 1853 roku. Ufundował ją, co jest rzadkim zjawiskiem, Żyd Grunbaum, współwłaściciel kopalni glinki w Mirowie. Została wzniesiona na planie prostokąta i jest nakryta dachem dwuspadowym. Mogą w niej być odprawiane msze święte. Wewnątrz barokowo-ludowy ołtarzyk z obrazem Przemienienia, dawne lichtarze oraz dewocyjne obrazy. Obok budowli stare dęby–pomniki przyrody oraz miejska studnia. Podczas spaceru po rynku Kazik przybliża nam pochodzenie nazwy miasteczka. Wywodzi się ona od góry La Verna w Toskanii, gdzie Franciszek z Asyżu otrzymał stygmaty (w 1224 roku), i gdzie później założono pustelnię franciszkanów. Założycielem miejscowości był Krzysztof Koryciński, herbu Topór, kasztelan wojnicki, właściciel Poręby Żegoty. Pielgrzymując do Włoch zwiedzał różne miejsca święte, w tym Asyż, skąd udał się do pustelni włoskiej zwanej Alverno w Toskanii. Obserwując górzystą okolicę tej franciszkańskiej pustelni uświadomił sobie, że jest bardzo podobna krajobrazowo do jego rodzinnych stron w Polsce. Po powrocie do Poręby w 1616 roku podarował bernardynom zalesioną górę Podskale w zachodniej części wsi Poręba Żegoty i wybudował dla nich tymczasowy drewniany klasztor i kościół pw. Stygmatów św. Franciszka, nazywany pospolicie Alwernia i stąd nazwa miasta. Po tej informacji jedziemy ulicą Klasztorną do położonego niedaleko od rynku zespołu klasztornego bernardynów (25). Akurat natrafiliśmy na ceremonię ślubną. W oczekiwaniu na możliwość wejścia do kościoła poznajemy dalszą historię tego sakralnego obiektu. Budowa murowanego kościoła w stylu barokowym miała miejsce w latach 1625-56 staraniem syna założyciela Alwerni, Jana Stanisława Korycińskiego. Budową kierował Piotr z Poznania. Poświęcenie świątyni przez biskupa krakowskiego Andrzeja Trzebickiego nastąpiło dopiero w 1660 roku, a 16 maja 1667 roku został konsekrowany. Jednonawowy kościół otrzymał stosunkowo skromne wyposażenie. W latach 1703-1708 dobudowano kaplicę, w której umieszczono słynący łaskami obraz „Ecce Homo”. Pod koniec XIX wieku dobudowano 55-metrową wieżę. Z albumu o zespole klasztornym w Alwerni dowiadujemy się, iż nigdy nie był zaliczany do wielkich konwentów. Zazwyczaj przebywało w nim kilkunastu zakonników. Ale klasztor był odwiedzany (podczas wypraw podróżniczych) przez kilku królów polskich, w tym Jana III Sobieskiego i Stanisława Augusta. Był także miejscem rekonwalescencji dla powracających do zdrowia zakonników. Po II wojnie światowej przez pewien okres funkcjonował tu nowicjat dla braci zakonnych. Tymczasem orszak ślubny opuścił kościół, tak więc możemy zajrzeć do środka. Ołtarz główny pochodzi z 1734 roku, z krucyfiksem z roku 1624 z pierwotnego drewnianego kościółka. Oglądamy m.in. obok ołtarza nagrobek Szembeków z XIX wieku z czarnego marmuru dębnickiego, alabastru i drzewa, ozdobiony portretami zmarłych, należący do wybitnych dzieł klasycyzmu w okolicach Krakowa. Na jednej ze ścian tablica informująca o tym, iż w dniu 28 kwietnia 1943 roku w klasztorze schronił się po ucieczce z obozu z Auschwitz rotmistrz Witold Pilecki, zamordowany po wojnie przez UB 25 maja 1948 roku. Na bocznych ścianach świątyni rzeźbione stacje Drogi Krzyżowej z początku XX wieku. Głównym z pewnością zabytkiem jest obraz Pana Jezusa „Ecce Homo”, czczony tutaj jako ikona Miłosierdzia Bożego (26). Znajduje się (od roku 1709) w specjalnej dla celów kultowych zbudowanej kaplicy. Obraz jest namalowany na płótnie i przyklejony do deski dębowej o wymiarach 65 cm x 50 cm. Twarz Chrystusa widoczna na obrazie jest niezwykle wyrazista i pełna bólu. Ciekawa i niezwykła jest historia tego obrazu. Otóż pierwsza wzmianka o nim pochodzi z roku 1453. Już w tym czasie, jako słynący łaskami, znajdował się w kaplicy cesarskiej Konstantego XII. Po upadku Konstantynopola dzieło dostało się w ręce sułtana Mahometa II, który umieścił je w skarbcu. Dla katolików obraz pozyskał cesarz z dynastii Habsburgów Ferdynand II lub Ferdynand III. Pewne jest, że przekazał obraz katolikom sułtan Amurat IV. Pobożny król umieścił obraz w swojej kaplicy, a przed śmiercią podarował dzieło nadwornemu kapelanowi. Z jego rąk obraz został przekazany urzędnikowi cesarskiemu Zygmuntowi Hollo, a ten ofiarował go kościołowi w Koszycach na Słowacji. Następnie trafił w ręce proboszcza z pobliskich Babic, ks. Jana Franciszka Michalajskiego, który z kolei podarował cudowny obraz klasztorowi w Alwerni. Miało to miejsce w 1686 roku, w święto Matki Boskiej Anielskiej. W roku 1700 na obraz Jezusa Miłosiernego nałożono srebrną sukienkę, którą w nocy z 12 na 13 stycznia 1984 roku (razem z pozłacaną koroną z głowy Jezusa) ukradli nieznani sprawcy. Opuszczamy kościół udając się w dalszą drogę. Jesteśmy pod dużym wrażeniem tego sanktuarium. Mamy świadomość, że obok królów pielgrzymowali tu dostojnicy kościelni, w tym kardynałowie krakowscy: ks. Albin Dunajewski, Jan Puzyna, Adam Sapieha, Franciszek Macharski, a także Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II. Jesteśmy zadowoleni, że i nam się udało dołączyć do tego zacnego grona.
W drodze do miejscowości Rudno (w kierunku Krzeszowic) mijamy Małopolskie Muzeum Pożarnictwa im. Zbigniewa Gęsikowskiego w Alwerni, którego pamiątkowa tablica jest umieszczona na ścianie frontowej budynku muzeum. Kilka minut jazdy i przystajemy na płatnym parkingu przed kompleksem ruin zamku Tenczyn w miejscowości Rudno. To ciekawa dawna jurajska warownia położona na wygasłym wulkanie, na Górze Zamkowej o wysokości 411 m n.p.m. (27). Natrafiamy akurat na pokaz turnieju rycerskiego. Kupujemy bilety i zwiedzamy pozostałości po pomieszczeniach zamkowych, spacerując wyznaczoną dla turystów trasą. Ruiny zamku są położone na szczycie wzniesienia, więc droga prowadzi pod górę. Przez chwilę odpoczywamy na dziedzińcu zamkowym. W rozłożonych białych namiotach są czynne stoiska tkactwa, kaletnictwa, kowalstwa, dawnego rzemiosła oraz rękodzielnicze. Jest okazja, aby zapoznać się z historią zamku w Tenczynie. Był to jeden z największych obiektów tego typu w Małopolsce. Najstarsze informacje o zamku pochodzą z roku 1319. Wzniósł go prawdopodobnie Andrzej z Morawicy, który od nazwy zamku przyjął nazwisko Tenczyński. Zamek zamienił we wspaniałą rezydencję renesansową potomek Andrzeja – Jan Tenczyński. Podczas „potopu szwedzkiego” został złupiony i podpalony. W roku 1683 jako wiano córki Tenczyńskich stał się własnością rodziny Opalińskich. Decyduję się wejść na szczyt baszty, skąd rozciąga się piękny widok na okolicę. Robi mi się żal, że po pożarze rezydencji w roku 1768 nigdy nie została odbudowana. W efekcie pozostający w ruinie obiekt, należący do rodziny Potockich do II wojny światowej, nigdy nie został odbudowany. Jedynie w ostatnich latach zabezpieczone ruiny udostępniono zwiedzającym.
Wracamy na parking.
Jedziemy teraz do Krzeszowic, gdzie zatrzymujemy się w centrum miasteczka przy Kościele św. Marcina. Przez skwer im. Olgi Drahonowskiej-Małkowskiej, poetki, pianistki i działaczki polskiego skautingu, udajemy się w stronę leżącego na wzniesieniu wśród drzew pałacu Potockich. Po drodze mijamy stary pałac Potockich, z popiersiem Olgi Małkowskiej na ścianie frontowej. A także z tablicą poświęconą braciom Hniłkom (Antoniemu, Ignacemu i Karolowi), uczestnikom I wojny światowej, wojny polsko-bolszewickiej i II wojny światowej, w hołdzie za ich bohaterstwo. Tablica została ufundowana przez byłych żołnierzy Armii Krajowej 12 pp AK Obwodu Krzeszowickiego w roku 2003. Pałac jest dawnym lamusem zaadaptowanym w latach 1820-22 na tymczasową rezydencję rodziny. Do kwietnia 2017 roku znajdowała się tu siedziba burmistrza miasta i Urząd Stanu Cywilnego. Podchodzimy dalej pod nowy pałac Potockich (28). Z inicjatywą jego budowy wystąpił w I połowie XIX wieku ówczesny właściciel Krzeszowic, Artur Potocki herbu Pilawa, ale zmarł przed zakończeniem projektu. Budowę przeprowadził dopiero jego syn – Adam Józef Potocki, według projektu Franciszka Marii Lanciego. Pałac został wzniesiony w latach 1850-57. Zbudowany na wzniesieniu stanowił rezydencję w stylu renesansu włoskiego. Potoccy mieszkali w nim w latach 1862-1939. W roku 1940 pałac stał się letnią rezydencją gubernatora Franka. Po wojnie w znacjonalizowanym obiekcie mieścił się ośrodek szkolno-wychowawczy, a następnie dom opieki dla dzieci i młodzieży, w którym wychowywali się m.in. Sława Przybylska i Stefan Bratkowski. Wówczas rozpoczął się proces jego destrukcji. Z planów urządzenia w nim centrum rehabilitacyjnego nic nie wyszło. Obecnie jest praktycznie nieużywany. Sądownie został zwrócony rodzinie Potockich. Otoczony parkiem stanowi nadal atrakcję Krzeszowic. Wracamy do samochodu. Podjeżdżamy pod Kościół św. Marcina z Tours (29). Jego neogotycka bryła jest imponująca. Wcześniejsza światynia istniała już w połowie wieku XIV. Obecną wzniesiono w latach 1832 i 1840-44, według projektu Karola Perciera, Leonarda Fontaine i Karola Fryderyka Schinkla. Kościół jest murowany z cegły, a fasada licowana została piaskowcem. W jej przyziemiach mieści się otwarty przedsionek, a przed nim trzy ostrołukowe arkady. Powyżej na konsolach zlokalizowano figury czterech ewangelistów. Centralnym fragmentem fasady jest okazała rozeta wypełniona maswerkiem, a po obu jej stronach herby fundatorów: Pilawa Potockich i Korczak Branickich. Trójkątny szczyt zwieńczono ażurową kamienną balustradą, pośrodku której stoi majestatyczna figura św. Michała Archanioła. W kościele pochowany został w roku 1908 Andrzej Potocki, w podziemiach znajduje się nekropolia z grobami 15 członków krzeszowskiej linii Potockich, w tym Katarzyny Potockiej (1825-1907). Na prawo od świątyni stoi okazały piętrowy budynek, zwany gminnym. Wybudowany w roku 1905 (o czym świadczy napis poniżej trójkątnego szczytu) od połowy roku 2017 jest siedzibą władz miejskich Krzeszowic. Władze miasta zostały do przeprowadzki zmuszone po odzyskaniu przez spadkobierców Adama Potockiego starego pałacu. Spacerujemy po miasteczku. Kazik pokazuje nam betonową studnię z napisem Zdrój Główny. Wiąże się z nim historia uzdrowiska w Krzeszowicach. Około 1778 roku na zlecenie ks. Augusta Czartoryskiego zostało odkryte źródło wody żelazistej, które ocembrowano i przykryto wieżyczką (nazwaną kapliczką). W tym samym roku wybudowano pierwsze łazienki, a rok później przyjęto pierwszych kuracjuszy. Działalność uzdrowiskową miasteczka kontynuowała księżna Izabela Lubomirska. W roku 1788 zespół uzdrowiskowy składał się z pięciu domów kąpielowych, dwóch łaźni, lazaretu, mieszkania dla ubogich oraz wybudowanego wg projektu Szczepana Humberta (w latach 178388) pałacyku „Vauxhall”. Prowadził on działalność rozrywkową dla kuracjuszy. Znajduje się na rynku krzeszowickim, dokąd udajemy się na spacer. Jest najciekawszą budowlą i najcenniejszym zabytkiem miasta (30). Reprezentuje styl klasycystyczny. I podobnie jak przed laty stanowi centrum życia towarzyskiego miasta. Mieści się w nim Centrum Kultury i Sportu oraz galeria wystawiennicza. Ale wróćmy do dziejów miasta jako uzdrowiska. W roku 1819, za czasów Artura Potockiego (wnuka Izabeli Czartoryskiej) i jego żony Zofii z Branickich powstały Łazienki Zielone, od roku 1858 zwane łazienkami „Zofia”. Rok wcześniej zdrój krzeszowicki został ocembrowany cegłami; a rok później tzw. kapliczka uzyskała obecny wygląd. Pod koniec XIX wieku zainteresowanie uzdrowiskiem malało. Wysiłki Potockich skupiły się na rozbudowie lokalnego górnictwa i przemysłu. Podczas II wojny światowej łazienki były wykorzystywane dla potrzeb wojennych i uległy dewastacji. W roku 1967 Krzeszowice, którym w sposób formalny nadano status uzdrowiska w roku 1922, tytuł ten straciły.
Przez chwilę spacerujemy po rynku krzeszowickim. Ze specjalnej tablicy dowiadujemy się, iż najstarsza wzmianka o Krzeszowicach pochodzi z 1286 roku. Potwierdza to okazały obelisk usytuowany przy wjeździe do centrum, a na nim pod herbem miasteczka i cyfrą 1286 słowa lokacja Krzeszowic. Początkowo była to wieś biskupów krakowskich, ale od wieku XVI miejscowość rozwijała się jako część dóbr rodów polskich, kolejno: Tęczyńskich, Sieniawskich, Opalińskich, Czartoryskich, Lubomirskich i Potockich. Krzeszowicki Rynek jako centrum życia społecznego i gospodarczego zaczął kształtować się na początku XIX wieku. Do dzisiaj zachowało się kilka budynków, poza pałacem Vauxhall możemy podziwiać tzn. „Buzdyganówkę”, budynek z roku 1863 (31), wybudowany w stylu późnoklasycystycznym przez lekarza Mikołaja Buzdygana, syna Floriana – chłopa, naczelnika powstania na rejon Krzeszowic, na miejscu jego zagrody. Według tradycji, w starym, obecnie nieistniejącym, budynku była kuźnia, w której Artur Grottger zdobył inspirację do stworzenia grafiki Kucie kos z cyklu Polonia. Obecnie na parterze budynku mieści się placówka banku. Na zdjęciu na tle „Buzdyganówki” widoczny jest także pomnik gladiatora. Rzymski wojownik w ręku trzyma trójząb, a za pasem ma miecz. To kopia posągu, który kiedyś stał przy pałacu Potockich. Krzeszowice są jedynym miastem w Polsce z pomnikiem gladiatora w centrum. W północnej pierzei Rynku zachował się budynek dawnej oberży (późniejszego kasyna). Natrafiamy także na ławeczkę artysty malarza, rzeźbiarza i poety – Mariana Konarskiego, żyjącego w latach 1909–1998. Ten urodzony w Chrzanowie twórca był związany z Krzeszowicami działalnością w Stowarzyszeniu Miłośników Ziemi Krzeszowickiej. Jest pochowany na tutejszym cmentarzu.
Następnie oglądamy dawny uzdrowiskowy dom gościnny. To były klasycystyczny piętrowy hotel łazienkowy, powstały w roku 1876. Wchodzi w skład zabytkowego zespołu parkowo-zdrojowego. Stylem nawiązuje do sąsiednich łazienek „Zofia”. Znajdowały się w nim pokoje i mieszkania dla kuracjuszy. Po wojnie w tym budynku mieściło się liceum ogólnokształcące. Na fasadzie w roku 1987 wmurowano tablicę pamiątkową poświęconą Wincentemu Dankowi, założycielowi liceum, późniejszemu profesorowi i rektorowi Akademii Pedagogicznej (dawna WSP) w Krakowie. Od roku 2014 budynek jest własnością Powiatu Krakowskiego.
Opuszczamy Krzeszowice, udając się w drogę powrotną do Płazy. Podczas jazdy Kazik przypomina o roli Krzeszowic w powstaniu styczniowym. Podkreśla postawę patriotyczną ówczesnej właścicielki miasteczka Zofii Potockiej z Branickich, wdowy po Arturze, napoleońskim oficerze, która zaraz po wybuchu powstania zorganizowała szpital dla rannych powstańców. Kierował nim zasłużony krzeszowski lekarz, dr Jan Oszacki. Z opieki Zofii Potockiej korzystali nie tylko ranni. Pani Arturowa, z którą liczyli się austriaccy urzędnicy i oficerowie, skutecznie patronowała akcji pomocy powstańcom internowanym przez Austriaków. Ta patriotka spoczywa w kościele św. Marcina.
Jest po 17.00 gdy docieramy do Płazy do domu Kazików. A tam trwają przygotowania do wieczornego ogniska. Bierze w nich udział cała rodzina, synowie Kazików i ich partnerki. Czujemy się doskonale w ich towarzystwie, a przy tym pogoda dopisuje – nie pada i jest stosunkowo ciepło. Siadamy przy kamiennym zaimprowizowanym stole, przy którym wypoczywali niegdyś przodkowie gospodarza. Smakujemy m.in. ziemniaki po cabańsku oraz regionalne nalewki. Atmosfera jest niezwykle sympatyczna, więc biesiadujemy do późnych godzin nocnych.
Następnego dnia (30 sierpnia w niedzielę) po śniadaniu oglądamy domek gościnny gospodarzy urządzony w stylu myśliwskim, z urokliwym gankiem z drzewa lipowego z domieszką topoli (32). Pełno tam pamiątek z podróży do Ameryki i egzotycznych krajów, które wspólnie z żoną odwiedzał po kilkuletnim pobycie w Chicago. Kazik opowiada o problemach, jakie ma ze zwierzakami, z kuną, która zjada kury i dzikami, które niszczą ogród. Pokazuje mi nawet zdjęcie podwórka porytego na całej powierzchni. Po pożegnaniu, przed godz. 11.00 wyruszamy w drogę powrotną. Jedziemy na Trzebinię. Planujemy obejrzeć zespół pałacowo-parkowy w Młoszowej (33). Niestety obiektu strzeże cerber. O wejściu na dziedziniec pałacowy nie ma mowy. A przecież tak bardzo nastawiałem się na obejrzenie tego unikalnego obiektu o bardzo ciekawej historii. Budowla powstała w połowie XIX stulecia, na terenie dawnego dworu Młoszowskich, który istniał tu już w XV (albo XVI) wieku. Nie wiadomo kto jest twórcą pałacu młoszowskiego. Na pewno właścicielem tego majątku na przełomie XVIII i XIX wieku był zamożny krakowski senator Rzeczypospolitej Krakowskiej i prawnik Kajetan Ozdoba-Florkiewicz. Niektórzy badacze jemu przypisują autorstwo przebudowy obiektu. Zdaniem większości historyków wielkim budowniczym tajemniczego wspaniałego neogotyckiego pałacu był dopiero jego syn – Juliusz Florkiewicz w latach 1847-70. Z pewnością obaj przyczynili się do rozwoju tego majątku. Pałac otoczono romantycznym parkiem angielskim ze stawami i pawilonami ogrodowymi. Podobno Juliusz Florkiewicz do tych zdarzeń dorobił legendę polegającą na tym, że jego dzieło to odbudowa wcześniejszego zamku, zniszczonego w wieku XVII przez Szwedów. Chciał w ten sposób udowodnić, że jego ród wywodzi się ze starożytności, co pozwalało mu podnieść własną pozycję. W 1862 roku swój nowy „stary” pałac udostępnił zwiedzającym, przyjmując tu wielu gości i rozsławiając swoją rezydencję. Do dziś zachowała się znaczna 34 część północnej strony budowli, zaś w roku 1898 hrabia Juliusz Potocki, wnuk Kajetana Florkiewicza, przebudował południową część pałacu w stylu neorenesansowym. W XX wieku obiekt był kilkakrotnie modernizowany. Po wojnie miała w nim powstać szkoła podstawowa, ale ostatecznie utworzono Szkołę Górniczą. W roku 1964 podjęto decyzję o kapitalnym remoncie obiektów kubaturowych pałacu. Dzięki temu uratowano obiekt przed zupełną degradacją. W roku 1998 zespół pałacowy stał się własnością Akademii Ekonomicznej w Katowicach, zaś w 2018 od skarbu państwa kupiła go Akademia Górniczo-Hutnicza. Na teren rezydencji prowadzi brama św. Floriana. Jest nie do sforsowania, więc żona podpowiada, aby poprosić o zrobienie paru zdjęć niewzruszonego strażnika obiektu. I tak się staje. Daję mu aparat i po chwili otrzymuję z powrotem z kilkoma wykonanymi przez niego fotografiami. Oto jedna z nich (34). Nie do końca oddaje urodę pałacu. Budzą zachwyt neogotyckie ostrołuki oraz ciekawa ornamentacja rzeźb na balkonie. Wielka szkoda, że nie jest widoczna neogotycka kaplica pałacowa, słynny Bastion Belwederski, a także neorenesansowe artefakty pałacu. Ale dobre i to, co udało się zdobyć.
Udajemy się w stronę Krzeszowic, skąd skręcamy następnie w kierunku miejscowości Czerna. Parkujemy na zapleczu tamtejszego zespołu kościelno-klasztornego oo. karmelitów bosych. Chcemy oddać cześć cudownemu obrazowi Matki Boskiej Szkaplerznej i relikwiom św. Rafała Kalinowskiego znajdującym się w tym miejscu. Fundatorką czernieńskiego klasztoru i wczesnobarokowego Kościoła pw. św. Eliasza w roku 1629 była wojewodzina krakowska Agnieszka z Tęczyńskich Firlejowa. Świątynia została konsekrowana w roku 1640. Kościół i klasztor 35 miały być miejscem odosobnienia i kontemplacji, stąd obiekty te (35) i stojące wokół niego pustelnie są otoczone murem. Kompleks objęty ścisłą klauzulą dopiero po jej zniesieniu w roku 1805 stał się miejscem pielgrzymek. Wstępujemy do kościoła na mszę. Po nabożeństwie oglądamy ołtarz główny wykonany w warsztacie włoskich artystów Bartłomieja Stopano i Szymona Spadi w Dębniku. To obraz olejny namalowany przez Tomasza Dolabellę, nadwornego malarza króla Władysława IV, przedstawia proroka Eliasza z aniołem. Ołtarze boczne wykonane zostały w latach 1655-57 pod kierunkiem Adama Legowicza. Po lewej stronie nawy głównej znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej Szkaplerznej. Obraz namalowany w wieku XVII na miedzianej blasze jest wzorowany na bizantyjskiej Madonnie Salus Populi Romani. Ozdobiony został koronami papieskimi w roku 1988 (koronacji dokonał kardynał Franciszek Macharski). Kult Matki Bożej Szkaplerznej jest dziś bardzo głęboki i płomienny, czego dowodem są liczne pielgrzymki (także w dniu dzisiejszym). Po prawej stronie nawy znajduje się ołtarz św. Teresy od Jezusa. W korytarzu przy wejściu do kościoła odwiedzamy kaplicę świętego Rafała Kalinowskiego. Na ołtarzu pod obrazem świętego znajduje się sarkofag z relikwiami (36), ozdobiony scenami z jego życia. A było ono niezwykłe. Przed wstąpieniem do klasztoru brał udział w powstaniu styczniowym, za co został zesłany na Syberię. W Czernej kilkakrotnie sprawował funkcję przeora klasztoru. Kaplica jemu dedykowana została zbudowana w latach 1981-83. Główny obraz widoczny na zdjęciu został namalowany przez Jerzego Kumalę i przedstawia św. Rafała w geście błogosławienia ziemskiego globu. Sarkofag jest podpierany przez dwa odlane z brązu klęczące anioły. Umieszczone są w nim doczesne szczątki świętego. Zaglądamy też do kaplicy św. Jana od Krzyża po drugiej stronie korytarza. Znajdują się w niej relikwie bł. O. Alfonsa Mazurka, męczennika II wojny światowej oraz sługi Bożego Franciszka Jerzego Powiertowskiego – nowicjusza zamordowanego przez nazistów niemieckich w 1944 roku. Przed opuszczeniem kościoła oglądamy jeszcze płytę nagrobną zakrywającą miejsce spoczynku Agnieszki z Tęczyna Firlejowej, fundatorki tego sakralnego obiektu. Na placu kościelnym mijamy grotę wykonaną w roku 1995, z umieszczoną w niej figurą Eliasza. Przed grotą znajduje się źródełko w kształcie serca, z rzeźbą kruka, który według Biblii przynosił mu pożywienie, a po bokach sceny z życia proroka dłuta Alfreda Kotkowskiego. Na zboczu wzgórza wznoszącego się przed kościołem usytuowany jest ołtarz polowy, a nad nim (od roku 2005) punkt widokowy, z którego patrzymy na cmentarz klasztorny (37). Powstał w latach 1843-47. Wcześniej zmarłych zakonników chowano w krypcie pod chórem zakonnym. W roku 1948 prochy zmarłych przeniesiono do wspólnego grobu na cmentarzu, a ich imiona umieszczono na tablicy na murze tej nekropolii. Tutaj znajdują się również miejsca pierwszych pochówków: św. Rafała Kalinowskiego (1835-1907), bł. Alfonsa Mazurka (1891-1944), przeora klasztoru i Sługi Bożego br. Franciszka Jerzego Powiertowskiego (1917-1944). Dwaj ostatni zostali zamordowani przez Niemców w 1944 roku. Na cmentarzu spoczywają także ojcowie Beniamin Kozera (1916-1989) i Jakobin Filek (1907-1976), którzy po II wojnie światowej przez władze sowieckie zostali karnie zesłani do obozów w Kazachstanie. W części południowej nekropolii nagrobek gen. Aleksandra Błędowskiego, powstań- 38 ca listopadowego z 1830 roku.
Na zboczu wzgórza, ponad klasztorem znajdujemy stacje drogi krzyżowej. Powstała ona w latach 1986-90 dla upamiętnienia fundacji karmelitańskiej sprzed 350 lat. Jej rzeźby są dziełem Alfreda Kotkowskiego. Droga krzyżowa sprzyja kontemplacji i ułatwia rozmyślania nad znaczeniem wiary w naszym życiu. Na klasztornym dziedzińcu stoi zabytkowa studnia wykuta przez zakonników w litej skale w latach 1644-1651 (38). Ma 21,5 m głębokości i średnicę 2 m. Nad studnią kryta gontem kopuła z latarnią wsparta na ośmiu murowanych filarach. Podczas spaceru po okalającym klasztor w Czernej rezerwacie przyrody „Dolina Eliaszówka” natrafiamy na źródło krasowe św. Eliasza, uważane za zdrój o nadzwyczajnych właściwościach. Jest omurowane w kształcie serca. Obok kapliczka z 1848 roku poświęcona temu prorokowi. Wąskie dno doliny Eliaszówki otaczają skaliste zbocza wysokości ok. 100 metrów, a jej środkiem płynie potok Eliaszówka, zasilany z kilku źródeł krasowych. Miejscowy drzewostan jest bardzo różnorodny, tworzą go dęby, sosny, buczyny, graby i jesiony. Najpiękniejsze miejsca doliny łączy ścieżka edukacyjna o nazwie Karmelitańskie Dróżki. Szkoda, że brak czasu nie pozwala na dłuższy spacer.
Przed opuszczeniem kompleksu sakralnego w Czernej postanawiamy zwiedzić bardzo polecane Muzeum Klasztorne. Znajduje się w wybudowanym w latach 2011-17 Domu Pielgrzyma (obok muzeum w jego skład wchodzą: hotel, restauracja, księgarnia). Muzeum powstało w celu pogłębienia przez pielgrzymów więzi z Chrystusem i Jego Matką. Składa się z czterech działów: ekspozycji historycznej, obejmującej przedmioty liturgiczne i codziennego użytku, którymi posługiwali się zakonnicy, misyjnej, w skład której wchodzą zbiory afrykańskiego rękodzieła, gadżety związane z fauną, florą Rwandy i Burundi, gdzie karmelici bosi prowadzą misje (39), działu poświęconego życiu i działalności Rafała Kalinowskiego oraz brata Bernardyna. Nas najbardziej zainteresowała ekspozycja misyjna. Może z uwagi na bogactwo przedmiotów codziennego użytku ludności tubylczej. Misje jako owoc modlitwy i miłości zawsze były umiłowanym dziełem Zakonu Braci Bosych Najświętszej Maryji Panny z Góry Karmel. Tradycje pierwszych misyjnych wypraw karmelitańskich sięgają wieku XVI. Powrót misji do Afryki nastąpił w czasach najnowszych. W roku 1926 założono klasztor w Kairze, 30 lat później powstała fundacja w Kongu. W latach 70. wieku XX karmelici bosi posiadali w Afryce domy i stacje misyjne w Mozambiku, RPA oraz w Burundi. Liczba misjonarzy karmelitańskich na tym kontynencie systematycznie rośnie. W dziale historycznym spotykamy znamienny wpis Karola Wojtyły Dorobek karmelitański pozostał bezcenny. W innej części działu czytamy – sam Bóg wybrał to miejsce. Wzrok przykuwa piękna ekspozycja ornatów karmelitańskich (40). Po opuszczeniu Muzeum zaglądamy do sklepiku z pamiątkami i udajemy się w drogę powrotną do Zagnańska. Przejeżdżając przez miejscowość Czerna oglądamy jeszcze Dom Pomocy Społecznej. W latach 1900–1952 w domu tym mieścił się zakład wychowawczy im. ks. Kazimierza Siemaszki, osoby niezwykle zasłużonej dla bezdomnej i biednej młodzieży. Żył w latach 1847–1904.
Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę we wsi Płoki przy miejscowym kościele. Wizytę w tej świątyni bardzo polecał Kazik, a powodem była bogata jej historia oraz patriotyczna postawa jednego z jej proboszczów. Chodziło o ks. Michała Rapacza, który gospodarzem parafii był w latach 1937-1946. Padł ofarą bezpieki. W ulotce otrzymanej od Kazika czytam, że Michał Rapacz urodził się w 1904 roku w Lubniu i w roku 1931, zaraz po studiach teologicznych, podjął pracę duszpasterską w parafii w Płokach, od roku 1937 w roli jej administratora. Udzielał się społecznie opiekując się organizacjami młodzieży, założył teatr amatorski i czynił posługę wśród chorych i ubogich.
W czasie wojny współpracował z AK, a po wojnie pomagał żołnierzom ukrywającym się przed ubowcami. Nie pogodził się z powojenną rzeczywistością, mówiąc otwarcie z ambony co o niej myśli, w związku z czym otrzymywał coraz częstsze pogróżki. W efekcie, w nocy 12 maja 1946 roku został uprowadzony z plebanii i po bestialskich torturach zamordowany w pobliskim lesie. W roku 1993 rozpoczęto kanoniczne dochodzenie w sprawie męczeńskiej śmierci bohaterskiego kapłana (41). Te informacje oraz szczegóły śmierci ks. Rapacza są umieszczone na specjalnych tablicach w kościele w Płokach. Kapłan został pochowany w rodzinnej parafii w Lubniu, jednak po ekshumacji i przewiezieniu zwłok w roku 1980 spoczął w grobowcu w tym kościele. Aktualnie trwają modły parafian o jego rychłą beatyfikację.
Opuszczamy Płoki. Przez Olkusz, Żarnowiec dostajemy się na E 7 w Wodzisławiu. Jest późne popołudnie, gdy witamy się z naszymi zwierzakami w domu w Zagnańsku…
Autor tekstu: Maciej Zarębski
Tekst pochodzi z książki Autora pt. Wojaże po Polsce cz. 4, Zagnańsk 2023.










Nigdy nie byłem w Chrzanowie, ale jeśli tam kiedyś pojadę, będę miał w ręku książkę Macieja Zarębskiego „Wojaże po Polsce. Część 4”, 2023.
W tym przeczytanym fragmencie dominuje bowiem precyzja. Domyślam się z profilu tekstu, iż autor jest historykiem albo architektem, albo syntetyzuje w sobie oba te zawody, dodając pasję przewodnika turystycznego.W tekście doliczyłem się 220 dat! Dwieście dwadzieścia dat!
Jedynie o Chrzanowie i okolicach. Nasączenie rzucające się w oczy…
Kilkanaście stron w książce? Tyle dat?
Lektura jest zatem specyficznym zajęciem w tym przypadku, zważywszy na ogromną ilość dat!
Gratuluję precyzji, mającą podstawy zwłaszcza w cytowanych datach.
Wiesław Piechocki