Siedzieliśmy w szkole średniej (słynnym Liceum Męskim – „Pobożniaku” w Szczecinie) przez kilka lat w jednej ławce!
Odrabialiśmy popołudniami (często i wieczorami) wspólnie lekcje, przygotowywaliśmy się też do matury i innych egzaminów. Potem nasze drogi, jak to w życiu zwykle bywa – rozeszły się; Jego interesowała ekonomia i zarządzanie, mnie studia filologiczne.
Po latach spotkaliśmy się ponownie, gdy jako dyr. hotelu „Gryf” (najlepszego w pierwszych latach powojennych) w Szczecinie, gościł mnie z żoną podczas naszych odwiedzin w tym mieście. Czekaliśmy wtedy na znajomych z Paderborn, chcąc im z dumą pokazać odbudowany po zniszczeniach wojennych Szczecin – m.in. Zamek, Wały Chrobrego, port, Książnicę Pomorską, jak i pochwalić się działającymi już wtedy w Szczecinie wyższymi uczelniami oraz m.in. „zieloną, przepiękną dzielnicą willową „Pogodno”, gdzie Tadeusz i ja służyliśmy zawsze razem do mszy św. w kościele pw. Św. Krzyża (oczywiście jeszcze w „starym kościele”, gdyż dziś stoi tu nowa, bardzo okazała świątynia).
Podczas naszych odwiedzin w Szczecinie, to Tadeusz właśnie przygotowywał program pobytu państwa Hohmannów.
Były to niezapomniane chwile!
Z niemałym wzruszeniem wspominam okres, kiedy Tadeusz był jednym z moich najwierniejszych kolarskich kibiców, obojętnie czy ścigałem się na torze, czy na szosie, a wiosną „na przełajach” w Lasku Arkońskim. Przychodził też do mnie do księgarni „Klubowa” i wstąpił do istniejącego wtedy „Szczecińskiego Klubu Bibliofilów”, stając się jednym z jego najaktywniejszych młodzieżowych działaczy, łykając bakcyl bibliofila, którym był też Jego śp. Ojciec, pochodzący i kultywujący w Szczecinie tradycje rodowitego Lwowiaka.
Bywając przez długi czas niemal codziennie „u Magierów”, poznawałem zwyczaje i wielki patriotyzm Lwowiaków, ludzi, którzy po II wojnie światowej zostali przesiedleni ze Wschodu na Ziemie Zachodnie. Tadeusz przez całe swoje życie zajmował się tym zagadnieniem.
Dwa dni przed swoją śmiercią zadzwonił do mnie, leżąc już szpitalu, ale obiecał… przyjechać do Warszawy, gdy tylko mu się „polepszy”, choć nie mówił tego z większym przekonaniem….. W ten sposób pożegnaliśmy się, wspominając jeszcze raz (przez telefon) wspólnie przeżyte chwile. Tadeuszu Drogi, nie zapomnę ich nigdy!
Byłeś wspaniałym kolegą! Wiem też, że byłeś wspaniałym Ojcem, Mężem i Dziadkiem!
Razem z żoną składam Rodzinie głębokie i szczere kondolencje.
Pozostańcie z nami dalej w kontakcie, w jakim przez wiele długich lat byliśmy ze śp. TADEUSZEM!










