O p. Dziekan prof. Kalinie Bartnickiej i o nadzwyczajnym dorobku prof. Andrzeja Lama! Autobiografia Karola Czejarka, cz. XXXVI

0

O p. Dziekan Wydziału Pedagogicznego AH prof. Kalinie Bartnickiej i… o nadzwyczajnym (w skali światowej) dorobku translatorskim prof. ANDRZEJA LAMA!

Ten odcinek jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniego – o mojej pracy w Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora. (Profesora poznałem osobiście, gdy był dyrektorem Zamku Królewskiego w Warszawie i… już wtedy myślał o założeniu Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku). Jednak tego wspomnienia nie poświęcam prof. Gieysztorowi, a osobom, z którymi zaprzyjaźniłem się, gdy Akademia Humanistyczna była już szeroko znana i cieszyła się renomą wśród wyższych uczelni w Polsce. Dzięki temu udało mi się bliżej poznać i docenić Panią Dziekan Wydziału Pedagogicznego – prof. dr hab. Kalinę Bartnicką oraz profesora dr. hab. Andrzeja Lama.

Przypomnę, że Akademii Humanistycznej w Pułtusku „poświęciłem” blisko 20 ostatnich lat swego życia zawodowego, kontynuując równolegle (oczywiście za zgodą władz obu uczelni) swoje (choć już w zawężonym zakresie) poprzednie zajęcia w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego.

Obydwoje moi dzisiejsi „bohaterowie” zaimponowali mi swoimi niezwykle kreatywnymi działaniami, które chciałbym szczególnie utrwalić, umieszczając je w swojej autobiografii.
Panią Profesor Bartnicką – za nowoczesne podejście do nauczania języków obcych, a pana prof. Andrzeja Lama – za Jego nieprawdopodobne i jedyne w swym rodzaju dzieło translatorskie: przełożenie na język polski wszystkich najwybitniejszych (postępowych!) POETÓW NIEMIECKICH!

Ale po kolei:

Z dokonań Pani Dziekan Kaliny Bartnickiej chciałbym, aby nade wszystko

została zapamiętana Jej myśl pedagogiczna.

Oczarowała mnie „potęgą mądrości” (podobnie, jak w Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW pani prof. Anna Duszak w zakresie dyskursu i sztuki przekładu oraz profesorowie:

Marian Koźbiał, Tadeusz Namowicz, Elżbieta Zawadzka oraz Tomasz G. Pszczółkowski (z Instytutu Germanistki UW) w zakresie:

kulturoznawstwa stosowanego (Koźbiał i Pszczółkowski),

literatury i kultury niemieckiej oraz analizy porównawczej z literaturą i kulturą polską (Namowicz),

a w zakresie kształcenia nauczycieli j. niemieckiego – tworząca m.in. uniwersyteckie kolegia językowe prof. Elżbieta Zawadzka.

Przy okazji przypomnę też wspaniałego polonistę – prof. Jana Lewandowskiego, z którym blisko współpracowałem zarówno w ILS, jak i w Pułtusku. Słusznie twierdził On, że bez doskonałej znajomości j. polskiegonigdy nie będzie dobrego tłumacza i nauczyciela j. niemieckiego, angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego czy rosyjskiego. Tych języków uczono wtedy w ILS i mieliśmy potem wielu studentów (szczególnie po licencjatach w kolegiach językowych) na studiach II stopnia w Pułtusku.

Ale wracając do pani prof. Bartnickiej.

Jej nowatorska myśl dotyczyła koncepcji dokształcania absolwentów kolegiów językowych na poziomie magisterskim o wiedzę pedagogiczną równolegle z językową. Oraz…

kształcenie kadr nie tylko dla szkół (czyli nauczycieli), ale także dla

administracji państwowej i samorządowej i dla wszystkich instytucji, gdzie ma miejsce „praca z ludźmi”, w której niezbędna jest

wiedza pedagogiczna i oczywiście znajomość przynajmniej jednego/dwóch, a nawet trzech języków obcych!

Potrafiła Pani Dziekan skupić dla realizacji tych założeń (kierowanego wtedy przez siebie Wydziału Pedagogicznego) wybitnych ludzi nauki, m.in. prof. prof.

Józefa Miąso – znawcę historii wychowania i pedagogiki porównawczej,       

Henrykę Kwiatkowską – znawczynię pedeutologii,

Tadeusza Lewowickiego – specjalistę pedagogiki ogólnej,

Tomasza G. Pszczółkowskiego – niemcoznawcę i germanistę oraz politologa w jednej osobie,

Bogusława Milerskiego – filozofa, etyka, znawcę pedagogiki współczesnej,

Małgorzatę Kulisiewicz – specjalistkę od oligofrenopedagogiki,

Jacka Kurczewskiego – specjalistę od andragogiki,

Tadeusz Bieńkowskiego – filologa klasycznego i historyka nauki,

i… mógłbym tak wymieniać i wymieniać wiele nazwisk, ale wszystkich naraz nie sposób!

Było dla mnie wielką intelektualną frajdą móc spotykać się z tymi ludźmi w różnych konfiguracjach i czynnie uczestniczyć w systematycznie odbywanych

Radach Wydziału,

konferencjach naukowych organizowanych przez Panią Dziekan oraz

w komisjach „obron prac magisterskich”, a nawet

„na zebraniach dydaktyczno-naukowych” w Jej domu prywatnym, na warszawskim Bemowie.

Była żarliwą obrończynią pedagogiki jako samodzielnej dyscypliny naukowej. I wtedy, i po tylu latach – potwierdzam słuszność rozumowania Pani Profesor.

A pozwalam sobie o tym wspomnieć, gdyż są nadal głosy, które zdecydowanie negują pedagogikę jako odrębną gałąź nauki, w przekonaniu, że „wszystko co zawiera”, ma swoje odniesienie w psychologii, filozofii i etyce… Ale przecież tak nie jest!

Uważam, że należy całkowicie zgodzić się z panią Profesor Bartnicką, że powinnością wyższych uczelni w Polsce jest wyposażanie młodych ludzi w umiejętność krytycznego myślenia i samodzielnego dochodzenia do prawdy.

Na takim sposobie myślenia powinny być oparte konkretne programy nauczania, czego wymagała od swoich współpracowników zarówno Pani Dziekan Bartnicka, jak i całe kierownictwo Uczelni – z JM prof. Adamem Koseskim, a wcześniej z prof. Andrzejem Bartnickim (pierwszym rektorem AH) na czele.

Jest dla mnie ogromną radością i satysfakcją, że w takich jednostkach edukacyjnych (wcześniej w ILS-ie,) i z tak wspaniałymi szefami mogłem pracować.

Jestem wdzięczny p. prof. Bartnickiej, że nie było dnia, ile razy byłem w Pułtusku, abym po zajęciach nie mógł zajrzeć do Jej gabinetu, by móc z Nią (przy udziale często innych koleżanek i kolegów) na te tematy dyskutować.

Od Niej można było uczyć się szeroko rozumianej otwartości na współpracowników,

także na uczniów i studentów.

Potrafiła, jak mało kto, słuchać także swoich „kolegów po fachu”, od których – za Jej przykładem – sam również wiele się nauczyłem!

Pani Dziekan była też zdecydowaną przeciwniczką zbytniego testowania (tej nieznośnej wręcz plagi, jak mawiała)!

Często krytykowała w systemie nauczania brak kształcenia umiejętności kojarzenia i uogólniania, a zwłaszcza (m.in. za prof. Suchodolskim) tzw. „dohumanizowywania” programów nauczania! One – Jej zdaniem – były w większości zbytnio „zmechanizowane” i po prostu „zinfantylizowane”.

Popierałem niestrudzoną walkę Pani Dziekan (bo to jest nadal WALKA) o przywrócenie nauczycielom prestiżu zawodowego i o STOSOWNE ICH NAGRADZANIE!

Bo ta grupa zawodowa w Polsce jest wciąż pod tym względem NIEDOSZACOWANA!

Mógłbym dalej i więcej pisać o Pani Dziekan, zwłaszcza że popierała z dużym przekonaniem i „moje” osobiste dążenia, aby w Akademii Humanistycznej utworzyć na bazie Dydaktyki Języków Obcych (jednej ze specjalizacji na Wydziale Pedagogicznym) NEOFILOLOGIĘ z prawdziwego zdarzenia.

Jej w dużej mierze należy też zawdzięczać (obok prof. Janusza Rohozińskiego, prof. Piotra Roguskiego i prof. Andrzeja Lama …powołanie w Akademii Międzywydziałowego Centrum Badań Niemcoznawczych. Wówczas decyzją JM prof. Adama Koseskiego, zostałem sekretarzem generalnym zarządu tego Centrum.

Dzięki temu doszło do mojego bezpośredniego, częstszego niż dotąd, kontaktu z profesorem Andrzejem Lamem, który został jednym z członków zarządu MCBN AH, będąc wcześniej jednym z jego inicjatorów.

Ale nie za działalność (choć, za tę też), lecz przede wszystkim za JEGO niezwykłe dokonania translatorskie pragnę w swej autobiografii pana prof. Lama utrwalić.

Z prof. Lamem praktycznie znamy się (i bardzo lubimy) od lat osiemdziesiątych ub. wieku. Zawsze ceniłem Go jako wybitnego filologa (nie tylko tłumacza), m.in. za Jego krasomówcze wykłady na UW, nim jeszcze zaczął współpracę dydaktyczno-naukową i translatorską w AH w Pułtusku.
Przypomnę, że prof. Lam był w latach 1985-2009 przewodniczącym jury WARSZAWSKIEJ PREMIERY LITERACKIEJ („Warszawskiej Książki Miesiąca”).

We współpracy nigdy nie był partnerem łatwym,

ale w ocenach literackich, także INNYCH MERYTORYCZNYCH sprawach dotyczących literatury i jej upowszechnienia – był zawsze niezwykle wyważony i SPRAWIEDLIWY!

A w ocenie własnego pisania… (w tym i własnych przekładów) bardzo skromny, zdecydowanie zbyt skromny!

Nigdy nie ulegał emocjom z powodu odnoszonych sukcesów.

Jakże to piękna cecha wielkich twórców, do których Go zaliczam, doceniając przede wszystkim Jego twórczość przekładową. Ale nie tylko za nią należy cenić pana prof. Lama. Wystarczy zajrzeć do Internetu, aby przekonać się o wszechstronnym dorobku i zasługach Pana Profesora, także jako literaturoznawcy, a nie tylko jako mistrzu sztuki przekładowej.

Andrzej Lam był m.in. redaktorem dwutygodnika „Współczesność”, członkiem prezydium Komitetu Nauki o Języku Polskim, współredaktorem „Miesięcznika” i „Rocznika” Literackiego, a także Przewodnika Encyklopedycznego „Literatura Polska XX wieku”! A jeśli chodzi o przekłady – to przede wszystkim przetłumaczył na język polski CAŁĄ (rzecz niebywała) klasyczną, najbardziej znaczącą w literaturze światowej, lirykę niemiecką (i nie wiem, czy wymienię w tym momencie wszystkich autorów, którzy dotąd wyszli spod pióra tego wspaniałego tłumacza). A są to m.in poeci od…

Pieśni o Nibelungach poprzez Minnesang do… Georga Heyma!

Przełożył także „Odę do Radości” Friedricha Schillera (tłumaczenie wydano w roku wstąpienia Polski do Unii Europejskiej).

Również „Poezje. Faust (pierwszy)” Johanna Wolfganga Goethego.

Spod Jego translatorskiego pióra wyszli także (obok już wyżej wspomnianych) tacy autorzy, jak:

Wolfram von Eschenbach,

Sebastian Brant,

Angelus Silesius,

Friedrich Hölderlin,

Joseph von Eichendorf,

Eduard Mörike,

Rainer Maria Rilke,

Ernst Stadler,

Gottfried Benn i…

Georg Trakl.

Także: Hymny i Pieśni Novalisa.

O Schillerze i Goethem nie muszę pisać, gdyż niemal WSZYSCY wiedzą kim byli i jakie zostawili po sobie dzieła, które stanowią od ich czasów po dzisiejsze – klasykę literatury światowej.

(Dla Niemców mają takie znaczenie, jak dla nas Adam Mickiewicz czy Juliusz Słowacki, a z prozaików – Sienkiewicz, Reymont, Bolesław Prus).

Wiekopomne dzieła Goethego i Schillera – to jednak nie tylko „Faust” czy „Zbójcy”, ale przede wszystkim ich liryka.

Setki napisanych wierszy poruszających najistotniejsze problemy życia człowieka:

od narodzenia, poprzez miłość, zagadnienia społeczne, walka o prawa człowieka – po… ukazanie nierówności społecznej oraz…

problematyki związanej z tajemnicą śmierci.

Postępowa liryka niemiecka dotyka swą treścią (co łatwo sprawdzić, wgłębiając się w przekłady Andrzeja Lama) chyba wszystkich ludzkich pragnień i tęsknot.

Te wiersze są nie tylko piękne i wzruszające, ale przede wszystkim refleksyjne i zmuszające do myślenia. To „utwory”, do których w życiu wielokrotnie się wraca. I… co godne także podkreślenia – zostały też bardzo pięknie (bibliofilsko) wydane, ilustrowane oryginalnymi rycinami sprzed wieków. Zwłaszcza te wydane przez

Wydawnictwo Akademii Humanistycznej w Pułtusku,

Uniwersytet Warszawski,

Unię Wydawniczą „Verum”,

Wydawnictwo Naukowe „Semper”,

Konwersatorium im. J. Eichendorffa w Opolu oraz Wydawnictwa

„Nowy świat”, „Elipsa” i PWN.

W ramach Wydziałowego Centrum Badań Niemcoznawczych Akademii Humanistycznej chcieliśmy nawet (choć nie udało się) wydać całość przekładów niemieckich w jednolitej szacie graficznej.

Przy okazji zwrócę jeszcze uwagę na niektórych niemieckich wieszczów, np. Wolframa von Eschenbacha jako przedstawiciela epoki średniowiecza, które wcale nie było takie „zacofane”, jak powszechnie się je ocenia.

Wiersze poetów „tamtych” czasów odbieramy dziś bardzo podobnie;

są zmysłowe, bogate w namiętną miłość (choć potrzebą katolicyzmu była wtedy przede wszystkim miłość małżeńska i… „rycerska”).

Znakomity – godny najwyższej uwagi i przeczytania jest także „Okręt Błaznów” Sebastiana Brandta (przełożony przez Lama wręcz brawurowo), jak również

„Duchowe pieśni pasterskie” czy „Cherubinowy wędrowiec” Silesiusa –

…zwłaszcza jako „dokumenty” ludzkich słabości i namiętności, mimo iż…

wszystkie bez wyjątku przekłady Lama, których dalej nie będę przytaczał, dotyczą tzw. LITERATURY WIELKIEJ – światowej, postępowej, głęboko humanistycznej.

Stąd aż trudno sobie wyobrazić, iż po TAKIM DOROBKU Niemcy lat 1933-1945 opanowane zostały przez „szatanów” hitlerowskiego nazizmu, dopuszczających się – w imię stworzenia 1000-letniej Rzeszy – zbrodni, jakich świat dotąd nie znał.

Tym bardziej pragnę w swojej autobiografii utrwalić dzieło profesora Lama także po to,

by pozwoliło ono poznać wcześniejszą siłę niemieckiego humanizmu, mogącą oddziaływać na NOWE pokolenia młodych Niemców i zmuszać ich do odrzucenia raz na zawsze „faustowskich” marzeń o nieśmiertelnym panowaniu jednych nad innymi (narodami).

Choć „przeciwnicy” Lama często przekonywali, że nie przekłady do tego prowadzą, a wgłębianie się w literaturę oryginalną.

Być może tak, ale póki co, przekłady pozwalają na przenikanie się kultur i umożliwiają dążenie do ideowej jedności we wspólnej Europie, także (a może przede wszystkim?) do współpracy i porozumienia między państwami i.. NARODAMI!. (W tym Polaków z Niemcami). Co w znacznej części już się stało.

Oby tylko w przyszłości NIC nie stanęło temu na przeszkodzie!

I kończąc dzisiejszy odcinek pragnę – Andrzeju Drogi – pomachać Ci „czapką do ziemi” – za Twoje nieprawdopodobne dokonania!

I jednocześnie podziękować za naszą wieloletnią znajomość i wzajemny szacunek, jaki sobie okazywaliśmy i nadal okazujemy.

PS.

Prof. Lam urodził się w Grudziądzu. Był m.in. studentem wielkich znawców literatury i humanistów): Juliana Kleinera i Kazimierza Wyki.

Pracował, m.in. jako lektor j. polskiego w Getyndze i wykładał literaturę polską na Uniwersytecie w Moguncji. Był też stypendystą Uniwersytetu w Kolonii. (Stąd Jego doskonała znajomość języka niemieckiego).

Profesor redagował też swego czasu (i szkoda, że tych pism już nie ma) dwutygodnik literacki „Współczesność” i współredagował „Miesięcznik literacki”, także kolejne „Roczniki literackie”.

Boże – co to były za pisma! Z dumą do dziś przechowuję ich egzemplarze na swoich półkach.

Dzięki Twojej „potędze wiedzy literaturoznawczej i umiejętnościom pisarskim oraz przekładowym”– mamy dziś całą gamę wspaniałych pisarzy i poetów, z Olgą Tokarczuk na czele!

Wiemy też o dokonaniach polskich współczesnych pisarzy, potrafimy docenić ich wielkość na tle literatury światowej.

Panie Profesorze Lamie (Andrzeju, gdyż od dawna jesteśmy „po imieniu”):

WIELKIE CI ZA TO DZIĘKI I PODZIW!

Dla mnie Twoje przekłady pozostaną na zawsze wzorem oddania ducha epoki i JĘZYKA, z którego przekłady pochodzą.

Podziwiam Twoją dbałość o zachowanie w nich autentycznego słownictwa, stylu i szyku zdaniowego, w jakim się wówczas pisało.

Podziwiam przypisy i objaśnienia, które towarzyszą KAŻDEJ Twojej książce!

Zbliżył nas do siebie m.in. Georg Heym, prekursor ekspresjonizmu, którego Ty Jesteś wybitnym znawcą (a ja byłem skromnym tłumaczem wyboru – dokonanego przez prof. Huberta Orłowskiego – kilkunastu jego opowiadań).

Ale Ty również doskonale znasz twórczość naszych najwybitniejszych WIESZCZÓW – Kochanowskiego, Mickiewicza, Leśmiana, Przybosia, Szaniawskiego, Broniewskiego, Gałczyńskiego, Gombrowicza, Hemara, a nawet Janty (książka „Kłamałem, aby żyć”, opublikowana w 1945 r., którą przy okazji polecam).

Nie ma tematu, na który nie można by z Tobą o literaturze porozmawiać, podyskutować, wymienić poglądów! Przy czym nigdy nie narzucałeś mi swojego zdania, a skromnie, jakby nieśmiało, argumentowałeś swoje przemyślenia i wiedzę, prezentowałeś m.in. ich znaczenie.

I za to Profesorze, Andrzeju – wyrażam Ci swoje WIELKIE UZNANIE I GŁĘBOKI SZACUNEK!

A na zakończenie dzisiejszego odcinka wrócę jeszcze raz na moment do

Pieśni o Nibelungach,

utworu, od którego zacząłem dzisiejsze wspomnienie o Tobie. Jest to bowiem najsłynniejszy epos bohaterski w średniowiecznej literaturze niemieckiej.

Dzieło nieznanego autora, oparte na mitach i historycznych przekazach o zagładzie Burgundów, czyli o zmierzchu i rozpadzie wspólnot rodowych i wyłanianiu się nowych państw europejskich. Warto w ten sposób wrócić – z Lamem – do początków dzisiejszej Europy.

Podobnie i ekspresjonizm, który m.in. za przyczyną Georga Heyma, jest jednym z najciekawszych kierunków literackich w Niemczech. I dotyczy nie tylko przełożonej przez Lama „liryki” Georga Heyma, ale i sztandarowych przekładów, m.in. Goeorga Trakla i Gottfrieda Benna.

Wyobrażam sobie, ile drogi Andrzeju musiałeś się napracować, by oddać charakterystyczny (BARDZO TRUDNY DO PRZEŁOŻENIA) język ekspresjonizmu i jego „orgiastyczną witalność”!

BRAWO ANDRZEJU!

 

Cd. nastąpi i będzie miał tytuł:

„Moje „upadki” (zdrowotne) i „wypadki” (w tym samochodowy) oraz …Biden jest OK!

Dlaczego OK? Bo gdy pisałem te słowa, prezydent Biden akurat przemawiał (21 lutego 2023r.) w Ogrodach Zamkowych w Warszawie, dając światu nadzieję, że …

POKÓJ W ŚWIECIE JEST MOŻLIWY!

Poprzedni artykułBarbara Kubiak – od edukacji w Technikum Chemicznym do konserwacji książek i malarstwa
Następny artykułKontynuuję opowieść o Bronisławie Wilimowskiej, dziś poprzez wspomnienia o Niej Magdaleny Czejarek, Tadeusza Gadziny i Wiesława Ochmana
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj