Przechodząc do III części mocno skwaśniałych spraw Kościoła pozwolę sobie przeskoczyć, wyłącznie dla jego dobra, kilkaset lat bezwzględnej działalności dla zysku własnego oraz rzeczywistej ojczyzny jaką jest Watykan, i zatrzymam się w wieku osiemnastym. Co się w tamtym czasie działo i jak poczynał sobie Kościół wespół ze swoją duchową ojczyzną, aż strach wspominać.
No cóż, historii nikt nie zmieni, chociaż z powodzeniem może pomijać i przeinaczać fakty tak pierwszorzędne, jak Konstytucja 3 maja i rozbiory, których głównym animatorem do spółki z carską Rosją był, Boże wybacz im, nasz święty Kościół, a głównie najważniejsi jego przedstawiciele.
Aż trudno pojąć, że uchwalona 3 maja Konstytucja z następującym początkiem: „Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkimi jej prawami; przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji. (…) (Konstytucja 3 maja, art. 1), wzbudziła zaskoczenie i wielką złość nuncjusza papieskiego Saluzzo, który donosił do Rzymu, że majowa ustawa to nic innego, jak zamach stanu dokonany przy udziale aprobującego tłumu.
Kuria rzymska i polski kler obawiały się, że Polacy nie poprzestaną na Konstytucji, ale zechcą o wiele więcej: pozbawią ich funkcji państwowych, odbiorą majątek, a księży przeniosą na państwowe pensje, wzorem rewolucji francuskiej.
Watykan najbardziej obawiał się uniezależnienia od Rzymu i utworzenia polskiego Kościoła narodowego. Skutki takiego stanu rzeczy dotyczyłyby choćby biskupów zasiadających w senacie Rzeczpospolitej, wybieranych poza granicami kraju. To byłby koniec panowania Watykanu w Polsce. Dał więc papież Pius VI przyzwolenie na wojnę Rosji z Polską i w efekcie na jej podział do spółki z Prusami ( Austria ze względu na fakt prowadzenia wojny z Francją została odsunięta od rozbioru ). Potem już wszystko potoczyło się wartko, skutecznie grzebiąc Polskę. Katarzyna II wsparła przeciwników reform, których ściągnęła do Petersburga, a ci uchwalili manifest unieważniający Konstytucję oraz wzywający Rosję do interwencji w Polsce. Dla utajnienia spisku i miejsca jego zawiązania, zmienili datę i ogłosili haniebny manifest w Targowicy.
Głównymi „rzeźnikami” polskiej wolności byli: Franciszek Ksawery Branicki, Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski, a także prymas Michał Poniatowski i biskupi: Józef Kossakowski, Ignacy Massalski, Wojciech Skarszewski, Michał Roman Sierakowski.
Aleksander Świętochowski napisał gorzkie słowa: „Nigdy i nigdzie nie było tylu przedajnych biskupów”- miał na myśli hierarchów rodzimego Kościoła, będących na służbie obcych dworów u schyłku I Rzeczpospolitej.
Oczywiście w konsekwencji doszło do zbrojnej interwencji Rosji, której początkowo siły polskie pod dowództwem Józefa Poniatowskiego dawały odpór. Sytuacja nie była beznadziejna. Książe Józef Poniatowski i generał Tadeusz Kościuszko przygotowywali polskie wojska do bitwy pod Lublinem, która mogła odwrócić losy wojny, jednak do starcia nie doszło, ponieważ 23 lipca odbyła się na zamku w Warszawie dramatyczna narada. Król Stanisław August Poniatowski wezwał kilkanaście najważniejszych dla kraju osób. Byli to między innymi: prymas Michał Poniatowski (brat króla), Ignacy Potocki, Hugon Kołłątaj, Stanisław Małachowski, Kazimierz Nestor Sapiecha i inni. Król odczytał zebranym list od Katarzyny II, która zażądała przerwania walk i przystąpienia do targowicy.
Caryca pisała również, że króla obowiązują pacta conventa, a ich naruszenie, tak jak to czyni Konstytucja 3 maja, zwalnia poddanych z przysięgi wierności wobec monarchy. Król stwierdził, że w takiej sytuacji Katarzyna II może nie uznać go królem, jeśli nie odrzuci Konstytucji, przystępując do targowicy. I przystąpił…
Wszystko wskazuje na to, że głównym grabarzem Konstytucji był prymas Poniatowski, ponieważ król znajdował się pod jego wpływem i za jego namową także zagłosował za targowicą.
W nieodległej przyszłości los niektórych targowiczan okazał się nie tylko tragiczny, ale także haniebnie żałosny.
9 maja 1794 roku ratusz warszawski otoczył kilkutysięczny tłum, do którego przemówił sekretarz Hugona Kołłątaja Kazimierz Konopka, nawołując do powieszenia zdrajców. Jest prawdopodobne, że była to akcja przygotowana przez samego Kołłątaja, jednego z najświatlejszych umysłów tamtej doby, a przecież był księdzem, co oznacza, że sutanna nie musiała być znakiem zdrady.
Koniec końców – spośród aresztowanych wydobyto kilku najważniejszych osadzonych. Biskupa Massalskiego tłum bez sądu powiesił na końskiej uprzęży, biskup Kossakowski zawisł na szubienicy rozebrany do bielizny, natomiast prymas Michał Poniatowski, przed którego pałacem postawiono szubienicę, żeby uniknąć ostatecznego upodlenia, najprawdopodobniej zażył truciznę dostarczoną mu przez rodzinę. Biskup chełmski Wojciech Skarszewski został skazany prawomocnym wyrokiem sądu na powieszenie, jednak uniknął wykonania wyroku, ponieważ Tadeusz Kościuszko szantażowany przez Kościół klątwą, zamienił zdrajcy stryczek na dożywocie. Ale po zajęciu Warszawy przez Rosjan odzyskał wolność i wrócił do Chełma na swoje biskupie stanowisko. Niesłychane draństwo!
Tyle wystarczy, dalsze wymienianie nazwisk i przypisywanie im win nie ma już znaczenia. Najważniejsze, że na kartach historii uwiecznione są jedne z najwstydliwszych wydarzeń w dziejach Polski z udziałem Kościoła do spółki z carską Rosją, w pogrzebaniu Rzeczpospolitej dla swoich własnych, haniebnych korzyści. Jest to najcięższe, niewybaczalne przewinienie, jakiego Kościół czy jakakolwiek inna władza może dopuścić się wobec narodu.
Osobliwym, szyderczym i ponurym śmiechem historii jest to, że najsilniej protestowała przeciw rozbiorom Rzeczpospolitej pogańska Turcja, nie Watykan. Notabene dziękujemy muzułmanom do dzisiaj.
Przepraszam teraz wszystkich wierzących, którzy nie znają ze szczegółami historii rozbiorów, ale niedobrze mi się robi, jak pomyślę, że dzień 3 maja Kościół ustanowił świętem Maryi, królowej Polski.
I już na smętny koniec. Jednym z dowodów na to, jak mizerny wpływ na duszę człowieka mają nauki Kościoła, jest opowieść dwóch 10 latków, którzy próbowali pomóc nieprzytomnemu mężczyźnie leżącemu na ulicy. Można było obejrzeć tę rozmowę z chłopcami w telewizji 21 kwietnia.
Otóż przerażeni prosili przechodniów o pomoc, ale byli zbywani milczeniem. W pewnym momencie zwrócili się z prośbą o pomoc do starszej kobiety przechodzącej obok leżącego.
– Nie mam czasu – usłyszeli. – Spieszę się do kościoła…













Konsekwentnie prezentuje autor Szymon Koprowski w ostatniej części „trylogii” pogląd, iż największą zarazą w polskiej historii nie jest nazizm, Szwedzi 1655 czy covid, lecz kościół katolicki. W swoim zacietrzewieniu dopuszcza się na początku tekstu grzechu: (a) braku logiki oraz (b) manipulacji typowych dla współczesnych polemik.
AD (A) – pan Koprowski cytuje (po preambule) początek „Konstytucji 3 Maja”, że religią narodową w Polsce jest i będzie święta wiara rzymska katolicka i że przejście do innego wyznania jest zabronione karą apostazji. Autor ma rację: świadczy to o arogancji, duchu monopolu religijnego i braku tolerancji w Kościele rodem z Watykanu przy końcu XVIII wieku.
AD (B) – tu o dziwo cytuje autor nuncjusza Saluzzo, u którego taki tekst (=powyższy cytat) „wzbudził zaskoczenie i wielką złość”. Na Boga! Gdzie tu jest logika? Ten nuncjusz musiałby być idiotą, aby protestować ex officio przeciw tak wspaniałemu wywyższaniu jego instytucjonalnej religii rodem z Watykanu. Powinien przecież popierać całym swym sercem katolickim oraz dyplomatycznym taki układ sytuacyjny w Polsce!
Saluzzo nie był idiotą! Zrozumiemy dopiero jego „wielką złość” przytoczoną przez pana Koprowskiego, gdy przeczytamy ciąg dalszy zdania z Konstytucji, przerwanego i celowo nie cytowanego przez autora.
Zdanie grożące ekskomuniką i banicją a podkreślające prymat wiary katolickiej, kończy się ideą: „Ta sama wiara przykazuje nam kochać bliźnich naszych jakiegokolwiek bądź wyznania”.
I to CREDO nie pasowało panu Koprowskiemu (kto dziś czyta polityczne teksty z XVIII wieku?) do jego wywodów. Dlatego nie cytuje manipulacyjnie tego passusu! Grzech zaniechania!
Ubawił mnie akapit o Turcji – wedle pana Koprowskiego – „najsilniej protestującej przeciw rozbiorom”. Autor dodaje: „Notabene dziękujemy muzułmanom do dzisiaj”. Pan Koprowski wie lepiej ode mnie, dlaczego Turcy protestowali „najsilniej”. Zmieniły się paradygmaty i wektory sił na mapie Europy. Rosja, Prusy i Austria zwiększyły istotnie swą potęgę. Gdybym był sułtanem, też logicznie protestowałbym, gdyż nowe układy stworzyły nowe problemy dla dumnego i bitnego narodu tureckiego.
Ciekawskie pytanie: Kto to jest „my” w zdaniu „dziękujemy muzułmanom do dzisiaj”? Proszę mnie nie wsadzać do żadnego worka z ludźmi dziękującymi Turkom. Zbyt tajemnicza sprawa.
I proszę mi wierzyć, iż członkowie rodziny Kazimierza Nestora, cytowanego przez Pana, pisali się od stuleci SAPIEHA, a nie tak jak u Pana – SapieCHa.
Ukłony
Wiesław PIECHOCKI
Dziękuję za krytykę i polemikę ( SapieCHa a nie SapieHa, to najzwyklejszy chochlik.) Natomiast to, co Pana najbardziej irytuje, czyli „manipulacje”, świadome manipulowanie faktami, nie są próbą zmiany historii i postawienia na swoim, tylko wynikają z konieczności skrótowego opisania problemu, który mnie interesuje. Przytoczenie reakcji Turków (muzułmanów), jako jedynych ujmujących się za niezależnością Polski, stanowi tak zwany zabieg literacki podkreślający niewybaczalnie wrogi stosunek chrześcijańskiej Europy do narodu, nawet nie państwa, będącego jej częścią. A porównanie „naszego” z kolei stosunku do współczesnego dramatu uchodźców, jest przypomnieniem słomianych, jak się okazuje, zasad, którymi nasi politycy tak chętnie szermują na światowych forach. Dla nas też zmieniają się paradygmaty i wektory sił, ale to nie znaczy, że możemy przyjmować miliony biednych Ukraińców, ale nie potrafimy pomóc równie biednym uchodźcom z krajów muzułmańskich. Nie jestem również człowiekiem tak bezczelnym, żebym próbował udowadniać Panu jak było w rzeczywistości. Jeszcze raz powtarzam, bez żadnej złośliwości, że moje literackie artykuły mają na celu wstrząsnąć przeciętną świadomością przeciętnego obywatela, nawet za cenę krytykowanych przez Pana skrótów, który swoją historyczną wiedzę czerpie z telewizji i różnych gazet owładniętych nienawiścią do wszystkiego co nie mieści im się w głowach i jest odmienne od ich światopoglądu. A wracając do niełatwej, często ( nazbyt często ) tragicznej historii Polski, to przecież nie trzeba być wybitnym historykiem, żeby zauważyć jak bardzo Kościół wpływał na losy innych państw, przecież nie tylko naszego kraju. A XVIII wiek i historia rozbiorów, są tego najsmutniejszym przykładem. Wracając do nuncjusza Saluzzo, to cokolwiek by o nim nie mówić, jego stolica, Watykan, dały Rosji przyzwolenie na wojnę z Polską, kierując się zagrożeniami dla Stolicy Apostolskiej i jej wpływów, wnikającymi z treści konstytucji. Z wyrazami szacunku – Szymon Koprowski.