Po przewrocie ustrojowym dokonanym w Polsce w 1989 roku pedagogika polska, podobnie jak wszystkie inne dziedziny wiedzy społeczno- gospodarczej stanęły przed koniecznością dokonania na swoim terenie głębokich przeobrażeń. W przewrocie ustrojowym dokonanym w dużej mierze pod faktycznym kierownictwem Adama Michnika oraz Jacka Kuronia a inspirowanych bezpośrednio przede wszystkim przez reprezentanta czołowego kapitału amerykańskiego Georga Sorosa nauki społeczne wymagały rzeczywistych i zasadniczych oraz głębokich zmian. W wyniku dokonano w Polsce w 1989 roku głębokiego przeobrażenia ustrojowego w wyniku którego pedagogika polska też musiała się radykalnie zmienić. Dotychczasowy ustrój oparty na dominacji partii komunistycznej oraz dokonanej przez nią likwidacji własności kapitalistycznej, połączony rozmaitymi więziami z ustrojem funkcjonującym na przeogromnych przestrzeniach byłego caratu rosyjskiego za Polską wschodnią granicą zastąpiono tym razem nie tylko ustrojem radykalnie przeobrażającym polskie społeczeństwo, ale w którym ówczesna nowa elita rządząca szukała pomyślności narodowej w odbudowie na ziemiach polskich ustroju kapitalistycznego. Zupełnie inaczej funkcjonującego w ówczesnym świecie i narodzie polskim niż ustrój dotychczasowy. Nie było przy tym ważne, że podejmując takie przeobrażenia większość narodu polskiego raczej chciała zreformować stary ustrój, niż zastępować go ustrojem kapitalistycznym, bowiem w ostatecznym rachunku okazało się, że nie ma nasz naród zbyt wiele do powiedzenia w tej sprawie i takie zastępowanie dotychczasowego ustroju na jego przeciwieństwo ostatecznie skutecznie nastąpiło przy niewielkiej świadomości w tym zakresie szerszych kręgów narodu polskiego a zwłaszcza robotników, chłopów i różnych kręgów inteligencji. W takiej to historycznie sytuacji nie tylko prywatyzowano zakłady przemysłowe, ale na czele władzy stanęli wrogowie dotychczasowego ustroju. W sposób naturalny powstały – w tej sytuacji – działania na rzecz dostosowania do tego ustroju zarówno ówczesnego, polskiego systemu oświatowo- wychowawczego od przedszkola do szkoły wyższej, ale też podjęta została próba generalnego przeobrażenia ówczesnej, polskiej pedagogiki, mającej zapewnić naukowe podstawy korzystnego funkcjonowania wszystkich ogniw polskiej edukacji w nowej sytuacji historycznej. Na czoło tych zmian, które miały zapewnić wspomniane przeobrażenia polskiego systemu oświatowo- wychowawczego, a zwłaszcza ówczesnej pedagogiki wysunęły się dwie postacie ówczesnej, ale też ciągle jeszcze współczesnej, polskiej myśli pedagogicznej to znaczy: Zbigniew Kwieciński i Bogusław Śliwerski. Obaj prof. dr hab.,a od tamtych czasów też wielokrotni doktorzy honoris causa polskich uczeni które to tytuły otrzymali obaj Panowie głównie za kreacje nowej pedagogiki a ściśle za próbę dostosowania jej podręczników akademickich do potrzeb nowego ustroju.
Ich działalność w nowym okresie historycznym zaczęła się od dość totalnej krytyki dotychczasowej pedagogiki i ówczesnego polskiego systemu oświatowo-wychowawczego. Byli wtedy obaj Panowie ludźmi w średnim wieku. B. Śliwerski ukończył Uniwersytet Łódzki w 1973 roku. Natomiast Z. Kwieciński Uniwersytet Toruński w roku 1964. W kilka lat po ukończeniu wspomnianego uniwersytetu B. Śliwerski został rektorem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi, podejmując zarazem intensywną działalność w organizacji edukacji polskich pedagogów na terenie Słowacji, a głównie w Trynowie, Rozenbergu i Preszowie. Szukał też kariery w organach kontroli ówczesnych polskich szkól wyższych, funkcjonując zwłaszcza w przeobrażanych kontrolnych organach polskiej organizacji szkodnictwa wyższego tego okresu czasu. Jednocześnie obok macierzystego miejsca pracy, B. Śliwerski szukał dodatkowo sukcesów w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, w której pracuje zresztą do dnia dzisiejszego(1). Jeśli natomiast chodzi natomiast o ułatwianie polskim kandydatom na uczonych kariery w Słowacji, to wspomnianemu B. Śliwerskiemu nie wszystko się udało. Obok niewątpliwie sukcesów i znacznych osobistych zarobków uzyskanych z tego tytułu, szybko się okazało, że jeśli w organach i inspiracyjnych rozwój polskich nauk pedagogicznych i kontrolnych polskiego szkolnictwa wyższego może pochwalić się wspomniany polski uczony znacznymi sukcesami, a w 2011 roku zostaje nawet przewodniczącym Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, to bynajmniej nie z własnej jego woli uniemożliwiono mu osiąganie dalszych sukcesów w organizowania działalności polegających na przyspieszeniu kształcenia polskiej kadry w bratniej Słowacji. Prof. dr hab. B. Śliwerski nie bardzo chciał i do dziś nie bardzo chce pogodzić się z tym odsunięciem go od sukcesów edukacyjnych polskich pedagogów, uzyskiwanych w Słowacji i rozpoczyna więc po jego odsunięciu od tych zyskownych finansowo dla niego operacji totalną krytykę przedsięwzięć z tego zakresu. Wstępuje w niego w tej sytuacji „surowy sędzia” ułatwianych praktyk robienia przez Polaków i Polki stopni i tytułów naukowych u ich słowackich braci przez licznych polskich uczonych ale realizowanych już bez jego udziału i obecności w tym dochodowym pod względem finansowym procederze. Poszedł w tym zakresie tak daleko, że w tej negacji oraz krytyce, że opublikował w 2018 roku książkę, w której od czci i wiary, po części słusznie, a po części nadgorliwe potępił zarówno tych, którzy działając w szkolnictwie wyższym ułatwili sobie życie i zrealizowali stopnie naukowe u gościnnych Słowaków, jak też tych, którzy im w tym zakresie pomogli, z naszej ojczyzny ale głównie jednak ze strony słowackiej (2).
Najważniejszym jednak osiągnieciem prof. B. Śliwerskiego stało się to, że w Polsce po 1989 roku połączył zapobiegliwą troskę o usytuowanie się w organach kontrolnych ówczesnego ministra do spraw szkolnictwa wyższego, ale też w Komitecie Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk z publikacją wielu pedagogicznych książek bez większego zresztą pedagogicznego znaczenia. Stworzyło mu to szansę wysunięcia się na czoło polskiego środowiska naukowo–pedagogicznego. W kilka lat po 1989 r. osiągnął swój największy sukces przy pomocy przygotowywanych pod wspólnym kierownictwem naukowym z prof. dr hab. Zbigniewem Kwiecińskich kilku nowo powstałych podręczników pedagogiki na użytek całego,polskiego naukowego środowiska pedagogicznego. Nie tylko zapanowali obaj wspomniani polscy uczeni dzięki temu ideowo nad całym polskim naukowym środowiskiem pedagogicznym, poprzez realizacje tej ważnej operacji ale przy pomocy przygotowanej wspólnie z prof. dr hab. Zbigniewem Kwiecińskim poszczególnych wersji wspomnianych podręczników akademickich, środowisko polskich pedagogów akademickich w dużej mierze zdołali sobie całkowicie podporządkować. Osiągając w tym zakresie też wielkie sukcesy zwłaszcza prestiżowe.
Natomiast jeden z dwóch głównych współczesnych osób faktycznie zarządzających polskim naukowym środowiskiem pedagogicznym prof. dr hab. Z. Kwieciński, na równi, a nawet bardziej niż prof. B. Śliwerski uczestniczy w jego skutecznym podporządkowaniu go im obu po 1989 roku. Ale to postać zupełnie inna i ma inny charakter w porównaniu do wypadku przedstawionego, pierwszego „bohatera” tej operacji wspomnianego jego współpracownika i współzarządzającego współcześnie,dość skutecznie polskim środowiskiem naukowowo -pedagogicznym. Po ukończeniu dużo wcześniej niż jego współczesny wspólnik tej operacji w zakresie podporządkowania sobie realizacji studiów wyższych tym razem w Uniwersytecie Toruńskim, Zbigniew Kwieciński nie przejął natychmiast i w krótkim okresie czasu zarzadzania żadną szkołą wyższą, tylko rozpoczął pracę w szkole średniej. Nie popracował tam zbyt długo, natomiast w macierzystym uniwersytecie toruńskim szybko został etatowym I sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR. Gdy objąłem w 1961 roku funkcję redaktora naczelnego czasopisma „Wychowanie”, zgłosiło się do mnie kilku przyjaciół z tego uniwersytetu, bardzo mnie prosząc, abym powołał wspomnianego nowego sekretarza partii PZPR do tworzonej wtedy w moim czasopiśmie pod kierownictwem prof. dr hab. B. Suchodolskiego rady naukowo- programowej wspomnianego dwutygodnika. Ówczesna wspomniana jego rada, której przewodniczył prof. B. Suchodolski składała się z wybitnych tuzów naukowych ówczesnego środowiska naukowego, ale też z grona szczególnie znaczących działaczy partyjnych i państwowych, którzy niezwykle mnie wspomagali w walce o nie tylko rehabilitację, ale nadanie szczególnego znaczenia patriotycznemu wychowaniu w ówczesnej polskiej szkole i w całym polskim społeczeństwie, ciągle jeszcze zdeprecjonowanego po rządach Bolesława Bieruta a właściwie dominującego nad Polska w latach 1946-1956 Jakuba Bermana, który był głównym kreatorem ideowo- politycznej rzeczywistości wspomnianych lat.
Przyznam otwarcie, że nie byłem chętny przyjęcia nowej kandydatury do Rady Programowej „Wychowania” mgr Zbigniewa Kwiecińskiego, ale przekonali mnie moi przyjaciele, że przyjęcie takiego młodego człowieka do wspomnianej rady nieco ją nie tylko odmłodzi ale pozwoli zarazem utemperować ostre dogmatyczne zapędy wspomnianej osoby. (…) Kilkudziesięcioosobowa Rada Programowa wspomnianego, ówczesnego czasopisma w swoim generalnym kośćcu ideowo-moralnym nie wydawała się być zagrożona „importem” takiego bojownika. Nie tylko więc dokooptowałem mgr. Z. Kwiecińskiego do wspomnianej rady, ale zarekomendowałem go prof. dr hab. B. Suchodolskiemu do zrobienia przez niego pracy doktorskiej, a w przyszłości też habilitacyjnej. (…) Nie nacieszyłem się zresztą zbyt długo działalnością w ówczesnej radzie czasopisma „Wychowania” wspomnianej osoby. Bowiem szybko usunięto go ostatecznie z PZPR, gdy się okazało, że łączy swoistą nadgorliwość wojującego ateisty z ukrywaniem przed własną partią rodzinnego powinowactwa z ówczesnym klerykalizmem (3). Natomiast niedługo po tym, gdy ukrywanie tego powinowactwo odkryto i wyciągnięto z tego dość surowe wnioski w postaci usunięcia Zbigniewa Kwiecińskiego z PZPR nie tyle jako nadgorliwego antyklerykała, ale jednocześnie kłamliwego życiorysowego członka PZPR dostałem od Z. Kwiecińskiego list, którego podpis poprzedzała następująca fraza: „Z wyrazami najwyższej pogardy”.
Z. Kwieciński w pełni natomiast wykorzystał moją protekcję robiąc ostatecznie doktorat i habilitacje z pedagogiki, ale rzucił się też ostatecznie w wir antykomunistycznej, ówczesnej działalności opozycyjnej wobec PRL. Ostatecznie wypłynął jako przewodniczący Stowarzyszenia Pedagogów Polskich, a zarazem totalny krytyk pedagogiki okresu po II wojnie światowej a zwłaszcza w latach 1956-1989 w Polsce. Na fali tej krytyki jako swoisty przewódca antykomunistycznie zorientowanych pedagogów polskich, został ostatecznie w 2007 roku członkiem korespondentem PAN, a szereg lat później jedynym pedagogiem, będącym członkiem rzeczywistym PAN. W rezultacie takich przeobrażeń powstał swego rodzaju duet w wyniku którego prof. dr hab. B. Śliwerski oraz prof. dr hab. Z. Kwieciński stworzyli „tandem” pod którego kierunkiem powstał pierwszy, polski akademicki podręcznik pedagogiki wydany w 2003 roku pod ich naukowym kierownictwem (4). Przy tym należy odnotować, że choć przez pewien okres czasu prof. B. Śliwerski próbował wyłącznie pod swoją naukową redakcją wydawać konkurencyjne podręczniki w naszej ojczyźnie, co wskazywało, że drogi obu koordynatorów polskiej pedagogiki po 1989 roku okresowo rozeszły się przynajmniej na pewien czas, to jednak ostatnio mamy znowu do czynienia ze swoistym odrodzeniem ich „wspólnej drogi rozwojowej”. Znalazła ona wyraz w tym, że w 2019 roku kolejny raz wydali pod wspólną redakcją akademicki podręcznik pedagogiki, przy tym stanowiący swoistego rodzaju „monstrum wydawnicze”. Polega ono na tym, że podręcznik ten dwukrotnie większego formatu niż podręczniki tradycyjne posiada zarazem 1127 stron dużego formatu i waży 4,5, kilograma(5). Przy tym owe podporządkowanie polskiego środowiska przez obu wymienionym profesorom znalazło wyraz w tym, że wiele polskich uniwersytetów nadało obu wspomnianym profesorom tytuły doktora honoris causa, przy tym państwowy Uniwersytet Lubelski nadał ten tytuł B. Śliwerskiemu w 2014 roku, Uniwersytet w Bydgoszcze 2016 roku, Katolicki Uniwersytet Lubelski w 2017 roku, Uniwersytet im, S. Wyszyńskiego 2019 r. Mniej „łaskawe” okazały się uniwersytety i inne szkoły wyższe dla drugiego z wymienionych „bohaterów” tej opowieści to znaczy prof. dr hab. Z. Kwiecińskiego, który otrzymał honoris causa Uniwersytetu Opolskiego ale już w 2004 roku, Uniwersytetu S. Wyszyńskiego w 2007 roku i Dolnośląskej Wyższej Szkoły w 2007 roku.
Jak z tego widać, „panowanie” nad polskim naukowym środowiskiem pedagogicznym polegające na monopolistycznym zawarowaniu dla nich decyzji kogo umieścić, a kogo nie umieścić w głównym, polskim podręczniku pedagogicznym po 1989 r. okazała dla jego redaktorów naukowych zajęciem prestiżowo wysoce opłacalnym. Czy równie oznacza to, że przekształca się też podręczniki pedagogiki dla studentów polskich szkół wyższych na lepsze od tych, które obowiązywały w Polsce w czasach wcześniejszych, a zwłaszcza w latach 1956-1989 to już nie jest takie pewne? Nad tym zapewne warto się zastanowić.
Tymczasem zajmijmy się opowieścią w roli prof. Z. Kwiecińskiego o zwalczaniu już mojej nowej inicjatywy realizowanej znacznie później od opisywanych wydarzeń a ściśle już w kilka lat po 1989 r. Był to czas, w którym zorganizowałem w kilka lat po 1989 roku Wyższą Szkołę Społeczno-Ekonomiczną. Była to prywatna uczelnia podejmująca kształcenie studentów na poziomie licencjackim na dwóch kierunkach: ekonomicznym i pedagogicznym. Najważniejszą cechą charakterystyczną tego przedsięwzięcia było to, że zaraz przy jego powołaniu planowałem, że będzie to uczelnia w szerokim zakresie kształcąca na odległość, z wykorzystaniem do tego celu telewizji satelitarnej (w Polsce była to wtedy i pozostała do dziś całkowita nowość). Przy tym nie chodziło o wykorzystanie do realizacji tego zadania niepodrzędnej i mało znaczącej satelity, którą postanowiłem uczynić bazą dydaktyczną przyszłej uczelni, ale o włączenie do realizacji tego przedsięwzięcia największej satelity telewizyjnej ówczesnego i obecnego globalnego świata- a mianowicie satelitę CYFRA PLUS (oczywiście nie natychmiast po otwarciu nowej uczelni a po kilku latach jej działalności). Inicjatywa udała się, bo już na pierwszy rok studiów na obu kierunkach zwerbować nowej, prywatnej uczelni ponad 200 studentów i pozyskać na rzecz nowej uczelni najwybitniejsza kadrę naukową, którą wtedy dysponowała ówczesna nauka polska (oczywiście w zakresach w których kształcenie podejmowała nowa uczelnia) Rektorem jej natomiast został prof. dr hab. Longin Pastusiak, prorektorami prof. dr hab. Janusz Tymowski (jeden z głównych założycieli „Solidarności”) i prof. dr hab. Kazimierz Żygulski, (najwybitniejszy ówczesny znawca polskiej i światowej kultury). Natomiast ja jako jej właściciel objąłem stanowisko prezydenta WSSE.
Gdy najbardziej trwały prace nad wypuszczeniem pierwszych absolwentów nowej uczelni, sekretarka poinformowała mnie, ze wizytę złożył mi wizytę wiele lat nie widziany przeze mnie prof. dr hab. Zbigniew Kwieciński wraz z towarzyszącą mu osobą w postaci prof. dr hab. Anna Brzezińskiej psychologa z Poznania. Oboje Państwo byli łaskawi przedstawić mi dokument Komisji Akredytacyjnej, z którego wynikało, iż mają przeprowadzić kontrolę jakości pierwszych prac licencjackich obronionych we wspomnianej uczelni. Oczywiście w niezwykle szybkim tempie przybyli Państwo otrzymali przekazane im pierwsze 10 prac licencjackich obronionych na początku czerwca wspomnianego roku w tej uczelni. Dostali też osobny pokój dla zapoznania się z ich lekturą. Ich praca nad dysertacjami trwała jednak bardzo krótko (zabroniłem wspomnianym rewizorom wynosić wspomniane prace poza teren uczelni). W kilka dni później uczelnia otrzymała ich raport z lektury przeczytanych prac, totalnie dyskwalifikujący wszystkie z nich. Począwszy od pracy, której promotorem był prof. dr hab. Zbyszko Melosik, do dzisiejszego dnia będący czołowym autorem podręczników pedagogicznych przygotowanych pod redakcja prof. Z. Kwiecińskiego i B. Śliwerskiego, które obecnie zastępują wydania podręczników pedagogiki przygotowanych wcześniej pod kierunkiem naukowym prof. B. Suchodolskiego. Mimo, że gama tematów poruszonych w ocenianych pracach licencjackich była wielka, oraz przygotowane były w ramach kilku specjalności nie pokrywających się ze specjalnościami wspomnianych „rewizorów” cytowani ich recenzenci- przekraczając zakres swoich kompetencji naukowych -autorytatywnie je ocenili negatywnie stwierdzając, że są jednym wielkim nieporozumieniem(6). W niewiele czasu po ich wizycie w WSSE i zapoznania się przez wspomnianych „rewizorów” przekazanymi im do oceny pracami, zapoznali się w naszej uczelni i z tymi pracami i wspomnianymi ich ocenami znany ówczesny polski filozof, prof. dr hab. Włodzimierz Lebiedziński, który uznał, iż wszystkie przedstawione opinie obojga wspomnianych „rewizorów” są naciągnięte, jednostronne, a ich autorzy znacznie przekroczyli swoje kompetencje naukowe podejmując się ich autorytarnej oceny przy dużym rozrzucie ich tematów przekraczających ich naukowe specjalizacje(7). W ten sposób okazało się, że prof. dr hab. Zbigniew Kwieciński i jego radykalna pomocnica okazali się jedną z tych licznych osób, która włączyły się ostro do próby zlikwidowania mojej, nowej inicjatywy uczelnianej. Im więcej przy tym wspomniana uczelnia osiągała sukcesów, w tym coraz większe grono osób z różnych uczelni oraz instytucji starało się uniemożliwić jej działalność celowo dążąc do jej likwidacji jeszcze przed jej nawet wstępnym, dynamicznym rozwojem.
(…) Tymczasem oddźwięk działalności uczelni w coraz szerszych kręgach polskiego społeczeństwa był coraz większy. W dużej mierze zapewniała to wspomniana – najważniejsza w ówczesnym i obecnym świecie – satelita Cyfra Plus, która całodobowo nadawała zestawy wykładów nowej uczelni przez 24 godzin dla wszystkich i każdego zainteresowanego bez żadnych ograniczeń. W naszym kraju ale i na całej kuli ziemskiej. W krótkim okresie czasu, wykłady te osiągnęły średnia oglądalność 400 tysięcy widzów dziennie. Tego nie mogły ścierpieć ówczesne środowiska konserwatywne środowiska szkolnictwa wyższego naszej, ówczesnej ojczyzny w całym ich różnorodnym kształcie i charakterze. Na czele sił konserwatywnych nieprzychylnych WSSE wysunęła się dr Krystyna Łybacka- jako ówczesny minister oświaty desygnowany na to stanowisko przez SLD, a wcześniej adiunkt Politechniki Poznańskiej z zakresu matematyki, która od początku nie tylko chciała ograniczyć, ale wprost zlikwidować nowo powstałą uczelnię(8). To z jej ramienia oraz z ramienia władz kontrolnych ówczesnego szkolnictwa wyższego wizytowały ją osoby, o których wiedziano, iż są przeciwnikami zwłaszcza mojej osoby, ale też kadry nowatorów edukacyjnych zgromadzonych wokół mnie. Jednocześnie realizowanej formuły kształcenia w tej uczelni na odległość. Stworzono tą drogą nawet swoisty front do walki z WSSE.
Obok wspomnianej K. Łybackiej wyróżniła się w walce z WSSE redakcja „Polityki”, której znany (już nie żyjący) redaktor Wojciech Markiewicz opublikował artykuł, w którym wprost i niejednoznacznie zarzucił mojej osobie, że musiałem ukraść pieniądze, aby otworzyć wspomnianą uczelnię realizującą powszechne kształcenie na odległość realizowana przy udziale czołowej światowej satelity Cyfra Plus. Ciekawie, że dzielnie towarzyszył on, a nawet współdziałał w tym w tym zakresie, z ówczesnym PiS-e a ściśle jego organem prasowym którego czołowy publicysta „Gazety Polskiej”, Piotr Lisiewicz (9), podobnie jak wspomniany Wojciech Markiewicz, w jednym froncie ze tygodnikiem ”Polityka”, atakował brutalnie nową uczelnię. Równie brutalnie była ona atakowana przez oba odlegle od siebie ideowo organa prasowe ale we wspomnianym specyficznym, konserwatywnym sojuszu a tym zakresie (bojownicy słynnego do pewnego czasu „PO-PIS.” Wydawało się więc, że połączyły się we wspólnym ataku na WSSE siły, które powinny pozostawać raczej w ostrym konflikcie, niż w przyjacielskim układzie i specyficznym a nawet egzotycznym, politycznym sojuszu. Tylko Piotr Liskiewicz nie zdobył się – w przeciwieństwie do Wojciecha Markiewicza – na prezentowanie mnie jako złodzieja który musiał nakraść sporo pieniędzy aby zbudować taką uczenie na dodatek z taką emitującą na cały świat telewizją.
Jednak ta koordynacja w tym ataku wskazywała, że gdzieś na obrzeżach ówczesnego życia rodził się swoisty sojusz PO–PiS, tym razem w walce z nowo kreowaną uczelnią. Ostatecznie do jej zwalczania włączyła się też „Gazeta Wyborcza”, co nastąpiło w wyniku konieczności kontynuowania przez wspomnianą uczelnię wykładów z historii gospodarki przez prof. dr hab. R. Jezierskiego (czołowego historyka społeczno-gospodarczego ówczesnej Polski) który realizował je wraz ze swoją asystentką mimo bardzo ciężkiego stanu jego zdrowia. Gdy w środku roku akademickiego wspomniany profesor zmarł, uczelnia do końca roku akademickiego eliminowała z telewizyjnych nagrań realizowanych z jego asystentką, stwarzając dotychczasowej asystentce prof. Jezierskiego możliwość odpowiadania na pytania studentów. W takiej to sytuacji na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się artykuł pod krzykliwym tytułem wskazującym, „W WSSE wykładają umarli”. Jednocześnie we wspomnianym okresie w ówczesnym rządzie premiera Marka Belki, który był ostatnim ówczesnym rządem SLD na ministra szkolnictwa wyższego powołano na wniosek Bronisława Geremka długoletniego współpracownika Adama Michnika teraz przez A. Michnika na to stanowisko rekomendowanego – członka KOR-u, który (…) skutecznie ostatecznie zlikwidował WSSE. Konserwatyści polskiej edukacji wygrali w ten sposób batalię z ówczesnym nowatorstwem pedagogicznym w polskim szkolnictwie wyższym ale czy wygrał w tej sprawie naród polski?
Szkoda polegała głównie na tym, że wspomniana uczelnia była wielkim osiągnięciem polskiej, ówczesnej edukacji, albowiem nikt poza wspomnianą uczelnią kształcenia takiego nie realizował w tak rozwiniętej postaci w Polsce w przeciwieństwie do wielu innych rozwiniętych krajów, a zwłaszcza współczesnych Chin, gdzie takie kształcenie nabrało szczególnego znaczenia w ostatnich dziesięcioleciach, w ramach którego połączono działalność Centralnego Uniwersytety Radiowo-Telewizyjnego z siecią chińskich szkól wyższych, umożliwiających szybkie nadrobienie chińskich opóźnień na w wyrównywaniu poziomu edukacji w zakresie szkoły wyższej w stosunku do rozwiniętych krajów kapitalistycznych na czele z USA. Przy tym jak dalece ośrodki konserwatywne w Polsce były przeciwne kształceniu na odległość, świadczy fakt, że gdy komisja do spraw offsetu przy prezydencie USA rozdzielała środki materialne na polskie inwestycje, minister dr K. Łybacka była przeciw temu aby ze środków tych skorzystała też WSSE. Tymczasem gdy w ostatnich latach w naszym kraju na szeroką skalę szalała pandemia szansa wykorzystania nie tylko dla potrzeb jednej uczelni wspomnianej Cyfry Plus, ale dla wielu polskich uczelni, a nawet dla wszystkich polskich szkół WSSE została tym samym zmarnowana, co już się odbija i będzie się dalej odbijać na poziomie wykształcenia w naszej ojczyźnie nie tylko młodzieży ale też polskich dzieci przez długie dziesięciolecia. W ten sposób interesy (…) części polskiej elit edukacyjnych zderzyły się z interesami długodystansowymi szerokich kręgów polskiego narodu a zwłaszcza jego młodego pokolenia i oczywiście wspomniana sprzeczność rozstrzygnięta została na korzyść interesów wspomnianych elit.
—
Przypisy
- Było to też jednym z miejsc pracy autora tej publikacji ale realizowanej bez znajomości z prof. B. Śliwerskim.
2. Por. Bogusław Śliwerski „Turystyka habilitacyjna Polaków w Słowacji”, Łódź, 2018 r.
- Inaczej ten temat został przedstawiony w jednej z ostatnich publikacji zrealizowanych przy udziale prof. Z. Kwiecińskiego. Por. Aleksander Nalaskowski „Kwieciński. Ostatnie seminarium czwartkowe „Wydawnictwo Impuls. Kraków 2019 r str.105
- „Pedagogika”, podręcznik akademicki pod redakcją Z. Kwiecińskiego .B. Śliwerskiego, PWN, Warszawa 2003 r.
- „Pedagogika”, podręcznik akademicki pod redakcja Z. Kwiecińskiego,B. Śliwerskiego, PWN, Warszawa 2019 r.
6. Sprawozdanie z lipca 2002 roku prof. dr hab. Anny Brzezińskiej i prof. dr hab. Zbigniewa Kwiecińskiego na kierunku pedagogika, zostało w całości opublikowane w książce Wojciech Pomykało „Pod górkę. Pamiętnik i refleksje naukowe z lat 1945-2012”, Wydawnictwo Fundacja Innowacja, Warszawa 2012r., str. 587-596
7. List prof. dr hab. Włodzimierza Lebiedzińskiego z Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego do mgr. Franciszka Potulskiego –Przewodniczącego Sejmowej Komisji Edukacji Narodowej opublikowany został w całości w książce Wojciech Pomykało „Pod górkę. Pamiętnik i refleksje naukowe z lat 1945-2012”, Wydawnictwo Fundacja Innowacja, Warszawa 2012r., str. 604-606
8. W przeciwieństwie do ministra edukacji dr Krystyny Łybackiej wybitny polski uczony prof. dr hab. Adam Jamroz – główny kreator Uniwersytetu Białostockiego, ale zarazem autor wielu bardzo wartościowych prac naukowych z zakresu prawa – był przez cały czas pełnienia funkcji podsekretarza i sekretarza stanu w resorcie edukacji (X 2001-II 2002) zwolennikiem rozwiązań dydaktyczno-wychowawczych, które wdrażała ówcześnie tylko WSSE. Nie tylko bardzo dobrze poznał WSSE, ale był zwolennikiem koncepcji dydaktyczno-wychowawczych które wdrażano w tej uczelni. Różnice w tej sprawie z dr Krystyną Łybacką były jednym z ważnych powodów jego odejścia ze wspomnianego resortu i przejścia do pracy w Trybunale Konstytucyjnym. Obecnie prof. A. Jamroz jest na emeryturze. Przykład ten świadczy, że wielu czołowych przedstawicieli nauki polskiej nie tylko nie popierało przeciwników tego rozwiązania, w przeciwieństwie do dr. K Łybackiej prof. dr hab. Z. Kwiecińskiego i jej innych przeciwników, od tygodnika „Polityka” przez „Gazetę Wyborczą” do „Gazety Polskiej” Natomiast faktycznie tę inicjatywę popierało nie tylko wielu polskich ówczesnych uczonych. Natomiast trzeba też podkreślić, że znaczna część ówczesnej władzy była zdominowana przez edukacyjnych konserwatystów. Premierzy ówczesnych rządów wykazywali natomiast skłonność raczej do popierania w tej sprawie konserwatystów.
9. Por. Witold Lisiewicz „Mówcie mi „panie prezydencie”. „Gazeta Polska” 2001 r.









